asia_i_p
07.06.13, 16:17
Najpierw chciałam się dopisać o wątku o egalitaryzmie (bo tam padło zdanie o okazyjnych i najwyraźniej niepożądanych kontaktach z personelem technicznym), ale potem stwierdziłam, że pani, którą widziałam, zasługuje na osobny wątek.
Ostatnio odbierałam dziecko ze świetlicy i pani, która odbierała swoje przede mną, zaczęła je ochrzaniać, kiedy tylko wyszło - nic szczególnie ostrego ani agresywnego, takie marudzenie, też - wstyd się przyznać - miewam takie nastroje. Dziecko zniknęło w szatni i wtedy tę panią zagadnęła pani sprzątająca, która akurat ścierała obok podłogę. Przeoczyłam początek ich rozmowy, potem starałam się nie słuchać, bo jednak to rozmowa prywatna, ale to co do mnie doszło, robiło wrażenie. Pani sprzątająca tłumaczyła, że tak nie warto, że dziecko straci poczucie własnej wartości, że i tak swoje od świata oberwie. Tyle usłyszałam.
Ale magia polegała na tym, że ona mówiła to tak, że ta matka się nie wkurzyła, tylko całe to spięcie, ten stres z niej zeszło. I potem wychodząc była dla tego dziecka szczególnie, a jednak wyraźnie szczerze, serdeczna.
I sobie pomyślałam, że chociaż niby mam wykształcenie w tym kierunku, żeby wychowywać dzieci i negocjować z ich rodzicami, to bym nie potrafiła tak rozmawiać, żeby dotrzeć. Nie umiałabym przekazać aż takiego ładunku dobrej woli, aż tak bardzo wyeliminować wszelkiej krytyki z głosu. Nie odezwałabym się, a gdyby było tragicznie, odezwała bym się (może) nerwowo i agresywnie.
I potem sobie jeszcze pomyślałam, że w sumie nie umiałabym tego, co umiała ta matka - usłyszeć tego, co do mnie mówią w takich okolicznościach. Nie nastawić się obronnie, posłuchać, przemyśleć, zastosować.
Tak, że spotkałam dwie wyjątkowe kobiety.
Potraficie to? Nieagresywnie i serdecznie porozmawiać, kiedy czyjeś zachowanie was niepokoi? I w drugą stronę - potraficie przyjąć taką rozmowę, nie zirytować się, otworzyć? Bo mnie na listę rzeczy do nauczenia się trafiły dwie nowe.