Uderza mnie taka sprzeczność

20.06.13, 12:36
Wielokrotnie w wątkach szkolnych pada na forum zdanie, że szkole nie można oddawać wychowania dziecka. Szkoła ma uczyć, nie wychowywać!
Jednocześnie jednak w wątkach o różnych Frankach, wściekłych ojcach tarmoszących ośmioletnich winowajców itp. pojawiają się pretensje.
Jak szkoła ma reagować wobec takich sprzecznych żądań? I co szkoła powinna móc zrobić w takich przypadkach?
    • jowita771 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 12:42
      Dobrym rozwiązaniem byłoby to, co ktoś opisał w tamtym wątku - jak dziecko rozwala lekcje, nie daje się utemperować, to jest odstawiane do domu. Jakby rodzic musiał się sam użerać z potomkiem, to by zaraz wychował jak należy. I ilu adehadowców by to wyleczyło!
      • gazeta_mi_placi Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 12:43
        Święta racja Jowita smile
      • karola1008 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 15:52
        MNie też się podoba patent przekazany przez Jowitę.
    • yenna_m Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 12:43
      szkoła, póki co, spełnia antywychowawczą rolę

      swoją drogą, ile niefajnych rzeczy ze szkoły moje dzieciaki przyniosły...
      i nauczyciele powtarzają, że szkoła nie ma wychowywać

      to kurna, co ma robić?
      popierać patologiczne słownictwo i postawy rodem z rynsztoka?
      • fomica Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:27
        > szkoła, póki co, spełnia antywychowawczą rolę
        W jakim sensie? W takim że inne dzieci prezentuja postawy agresywne, przeklinaja i biją? Bo nie uwierze że robią to masowo nauczyciele na lekcji.
        Dziecko trafia do szkoły w wieku 6-7 lat. Gdzie było wcześniej? W rodzinie. Spędza w szkole 5-6 godzin na dobę. A resztę? W domu, z rodzicami, z kolegami. Domaganie się od szkoły pełnoetatowego wychowania oprócz wykształcenia można ewentualnie w przypadku całodobowych internatów, gdzie dziecko jest pod stałym nadzorem, ale w naszych realiach - szkoła nie ma żadnych narzędzi żeby sprawdzać i pilnowac co robią uczniowie poza murami szkoły. Szkoła ma wspierać rodziców w wychowaniu, ale nigdy nie będzie w stanie ich zastapić.
        • yenna_m Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:32
          nie, ale często szkoła nie reaguje w przypadku dzieci zachowujących się w sposób karygodny
          efekt? długo nie trzeba czekać
          słownictwo dzieciakow w zastraszającym tempie się wzbogaca

          gdzie są nauczyciele, że tolerują takie formy komunikacji?
          no na Boga, moje takiego ścieku z domu nie wyniosły, więc wystarczy jedno spatologizowane dzieciątko, żeby cała klasa zaliczyła rozwój w sferze "bogactwo form fleksyjnych" wink
          • kub-ma Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:36
            A myślisz, że dzieci używają takiego słownictwa w obecności nauczyciela?
            • yenna_m Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:51
              a myślisz, że nie?
              też używają

              tak czy inaczej, szkoła jako zbiorowisko dzieci, edukuje
              niekoniecznie tak, jak byśmy chcieli
              • kota_marcowa Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 16:57
                No ale co taki nauczyciel ma zrobić, jak tak naprawdę nie może takiego małego łobuza, który ma wszystko i wszystkich w du* ukarać. Bo jedynka, czy obniżone zachowanie na takim małym bandycie nie zrobią najmniejszego wrażenia, a na rodziców też nie ma co liczyć.
                Mogą próbować usunąć go ze szkoły, ale wtedy po prostu trafi do innej i będzie robił to samo.
                • yenna_m Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 19:19
                  a co ja mam zrobić, jeśli wysyłam, jako matka, dziecko do szkoły
                  i dzieciak uczy się tam chamstwa, wulgarnych odzywek oraz tego, co najgorsze?

                  więc niech nauczyciele nie mówią mi, że szkoła nie wychowuje bo dom rodzinny wychowywać ma

                  sorry, w czasie tych 7 godzin dziecko jest pod opieką placówki edukacyjnej nie dlatego, że mi się tak uwidziało, a dlatego, że istnieje coś takiego jak obowiązek szkolny

                  i o dziwo - za mocih czasów wink ta szkoła jedna wychowywała (również)
                  w tej chwili nawet nie za bardzo uczy
                  • kub-ma Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 20:27
                    Odbijasz piłeczkę. Pytanie było, co ma zrobić szkoła w takiej sytuacji?
                    • rosapulchra-0 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 21:38
                      Och! Nie licz na ani wyważoną, ani tym bardziej popartą doświadczeniem odpowiedź.
                      Czyż nie wygodniej jest przysiąść na fałdach i nie robić nic poza narzekaniem, a samemu w tym czasie nie mieć pojęcia o czym się próbuje wykazać zerową wiedzą?
                      Jeden artykuł, jedna sytuacja, wyjątkowa! A już te 'wszystkowiedzące' matki rwą się do płytkiej krytyki, która nawet funta kłaków nie jest warta.
                      W tym konkretnym przypadku nie ma możliwości wyznaczenia winnego, a najbardziej poszkodowanym jest właśnie ten chłopiec, Franek. Gdzie się pogubili dorośli? Nie sposób dojść dziś prawdy. Zrobił się węzeł na miarę gordyjskiego, a ludzie tak się zaperzyli we wzajemnej nienawiści, że tylko tragedia może dać temu kres. I tak pewnie się skończy.
                      • fomica Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 22:34
                        Ja bym tego nie nazwała nienawiścią, nie odniosłam takiego wrażenia z artykułu, raczej frustracją, bezsilnością. Rodzice Franka widząc że syn jest nielubiany, nieakceptowany, stają za nim murem, nie mogąc tak naprawdę nic wskórac, bo jak zmusic inne dzieci żeby zaakceptowaly "nieprzeciętnego" chłopca? Rodzice pozostałych dzieci obawiają sie o ich bezpieczeństwo i tez niewiele w tej sprawie mogą, bo decyzja nalezy do szkoły, nie do nich. Nie wierzę że obie strony nie widzą, że po tej drugiej stronie sa małe dzieci, wymagające wsparcia i opieki, ale każde z rodziców staje w obronie własnych, co jest raczej oczywiste.
                        • rosapulchra-0 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 22:44
                          No widzisz, a ja to widzę trochę inaczej.
                          Dziwisz się rodzicom Franka, że stoją za nim murem? Zapytaj siebie, jakbyś się zachowała, gdyby taka sama sytuacja dotyczyła twojego dziecka? Przyznałabyś rację tym rodzicom? Pokornie się z nimi zgodziła, podkuliła ogon i zabrała dziecko ze szkoły przepraszając rozjuszony tłum, że jest rozjuszony?
                          Dlatego nazywam to nienawiścią, prawdopodobnie ktoś zagiął parol na tego dzieciaka i punktuje wszystkie sytuacje, w których jest on bohaterem, nie ma znaczenia czy negatywnym czy pozytywnym, dla tego kogoś negatywnym zawsze i tak nagina rzeczywistość, żeby sobie podobnym dawać tylko te dowody, które świadczą o winie tego dziecka.
                          Tłum już zdecydował. Dorosłych.
                          Nie ma dobrego rozwiązania. Za daleko to wszystko zabrnęło. A jedyną osobą, która poniesie i to daleko idące konsekwencje, będzie właśnie ten chłopiec.
                          A za dwadzieścia kilka lat obleci świat wiadomość, że jeden facet zabił w podobny sposób kilkanaście osób, których łączył tylko jeden fakt - pobyt w tej samej klasie. Tak sobie tylko gdybam uncertain
                          • olena.s Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 23:07
                            > Nie ma dobrego rozwiązania. Za daleko to wszystko zabrnęło
                            Owszem. I stety lub niestety, bardziej liczy się dobro 20 osób niż jednej - skoro nie ma sposobu na ochronę obu stron.
                            • rosapulchra-0 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 23:31
                              Osobiście obawiam się, że dobro większości dobrem się nie okaże. Jednego również.
                              • gazeta_mi_placi Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 08:48
                                Czyli bardziej skrzywdzi te dzieci brak obecności Franka? Jeśli tak to w jaki sposób?
                          • fomica Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 23:11
                            No nie dziwię się, przecież to napisałam, że jest to dla mnie oczywiste, że każdy rodzic broni przede wszystkim własnego dziecka. I dlatego nie uważam że tu jest jakaś nienawiść - to jest po prostu obrona, każdy występuje w swoim interesie.
                            Nie bardzo tez rozumiem, jaki jest zarzut wobec rodziców innych dzieci. Że chca sie pozbyc zagrożenia? Gdyby moje dziecko czuło się zagrożone w szkole, to raczej nie byłby moja główna bolączka temat "czy dziecko agresor jest nieszczęśliwe, czy nie jest molestowane, czy mogę cos dla niego zrobić", tylko skupiłabym się na tym jak pomóc i ochronić własne dziecko. Wyjątkiem jest sytuacja gdy wystepują wyraźne objawy patologii np. wiadomo, że rodzice pija, sa w więzieniu, dziecko ma ślady bicia.
                            Ale w sytuacji jak opisana - pełna rodzina, zamożna, rodzice przytomni, biorący czynny udział w całej historii - nie widze tu żadnego powodu dla pozostałych rodziców do analizowania sytuacji i problemów Franka, i nawet nie wiem czy mieliby do tego prawo, bo od tego on ma wlasnych rodziców. Dlatego nie rozumiem czego sie w tej sytuacji oczekuje od pozostałych rodziców, niby w jaki sposób mieliby pomóc Frankowi, żeby to nie było kosztem własnych dzieci.
                            • rosapulchra-0 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 23:45
                              Gdy moje dziecko zostało zagrożone agresją w szkole, to je przeniosłam do innej. Nie awanturowałam się ze szkołą, nie szukałam podobnych - przeniosłam.
                              A tu widzę nagonkę. Naprawdę nie ma znaczenia, co ten chłopiec zrobił. Znaczenie ma fakt, że komuś się to nie spodobało, więc napracował się, aby i innym się nie spodobało. Bardzo mi to przypomina ciężką forumową pracę gazeciarza względem emigrantek. Chłopina naprawdę ciężko pracuje, aby większość forumowa uwierzyła w jego obsesje i wyssane z palca historie na temat forumowych emigrantek. To są lata ciężkiej harówy. Efekty widzimy w "emigranckich" postach.
                              Dlatego też śmiem twierdzić, że te wszystkie zarzuty wobec tego chłopca naprawdę nie mają aż takiej wartości, w jakiej są przedstawiane. W każdym konflikcie są dwie strony, z reguły jedna zawsze kłamie, nagina, interpretuje. Ludzka żyźni parchata..
                              • olena.s Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 09:41
                                Teraz naprawdę, dla nas na forum nieważne jest, czy Franio padł ofiarą, czy też sam jest napastnikiem.
                                Ważne jest, że w szkole przez całe lata rozkręcała się spirala niewydolności wychowawczej.
                                Jeżeli Franio nie jest ciężko zaburzony, to zapewne dziecko to było do okiełznania - pod warunkiem konsekwentnych działań. Tyle, że moim zdaniem obecna szkoła polska albo ma związane ręce, albo wydaje jej się, że ma je związane. Dlatego ciekawią mnie opinie o tym, jakie środki wychowawcze forumki uznają za dopuszczalne.
                                • rosapulchra-0 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 22.06.13, 00:21
                                  My sobie, droga Oleno, tak tylko rozmawiamy, wymieniamy doświadczeniami i wiedzą oraz odczuciami w tej sprawie.
                                  Nie sposób się nie zgodzić, z twoimi słowami o spirali niewydolności polskiej szkoły. Roszczeniowość rodziców plus ich prawie zerowe zainteresowanie współpracą ze szkołą plus widzenie swojego dziecka jako tylko ofiary dają efekty, o jakich czytamy wiele razy w gazetach. A potem taka ematka, jedna przez drugą walą na ślepo i obnażają swoje najgorsze instynkty. Że biby to takie ludzkie, nie. Niestety. Przede wszystkim polskie sad
                                  Moim zdaniem nie ma w polskich szkołach sprawnego systemu współpracy między szkołą a rodzicami. Ale takiego konkretnego - list do domu, włącznie z zawiadomieniem telefonicznym, w dobie komórek, szkoły moich dzieci zawiadamiają mnie i listownie i smsem oraz mailem o planowanych eventach szkół, o terminach egzaminów, o nieobecnościach moich dzieci, o karach, nawet dostaję przypomnienia, że dzieci na np. jutrzejszą lekcję w-fu mają przynieść dresy, a nie krótkie spodenki. Uchylanie rodziców kłopotliwego dziecka od spotkań z przedstawicielami szkoły - zagrożenie konkretną karą rodziców, odwiedzinami przedstawiciela opieki społecznej, raportowaniu o ustaleniach oraz ich egzekwowaniu, itd., itp. Regularna kontrola domu, dziecka, rodziców, w razie pojawiających się problemów - bardzo konkretna reakcja, włącznie z odebraniem dziecka i umieszczeniem w rodzinie zastępczej.
                                  A teraz mi, proszę, pokaż spokojną aprobatę takich systemowych narzędzi do współpracy szkoła - dom w Polsce ofkorswink
                                  Dziś sobie gaworzyłam towarzysko z dwoma panami Anglikami na temat dzieci, kształcenia i dbaniu państwa o ich rozwój. Opowiedziałam im o Franiu i aferze. Byli zszokowani (obaj dzieciaci), że RODZICE dzieci i SZKOŁA dopuścili do takiej sytuacji, w której doszło do eskalacji agresji i ostracyzmu wobec tego chłopca. Dla nich było to niepojęte! Jeden z nich powiedział do mnie, że może ja się pomyliłam i nie zrozumiałam artykułu, który może jest fikcją literacką.
                                  A poczytawszy sobie wątek o Franiu - ileż miłości bliźniego okazały w nim jematki, nie uważasz? big_grin
                    • yenna_m Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 15:57
                      to, co np 30 lat temu na przykład?
                  • kota_marcowa Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 20:29
                    > i o dziwo - za mocih czasów wink ta szkoła jedna wychowywała (również)
                    > w tej chwili nawet nie za bardzo uczy

                    A no właśnie, bo kiedyś nauczyciel miał większą władzę, a teraz uczeń może mu bezkarnie założyć kosz na głowę, a jedyne sankcje jakie go spotkają, to obniżona ocena z zachowania. Chyba, ze juz przegnie na tyle, że nauczyciel zgłosi sprawę na policję. Chociaż nie tak dawno temu był wątek, że nauczyciel tak postąpił, to się okazało, że jest bezdusznym draniem, niszczącym kariery młodocianych bandytów.
                    W pełni popieram protest rodziców z sąsiedniego wątku i bojkot łobuza. Skoro szkoła nic nie może, to może inni rodzice go wykurzą.
                  • kawka74 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 09:56
                    > więc niech nauczyciele nie mówią mi, że szkoła nie wychowuje bo dom rodzinny wy
                    > chowywać ma
                    >

                    Bo ma. To on daje podstawy, szkoła dopełnia, ale odwalać cudzej roboty nie będzie.

                    > i o dziwo - za mocih czasów wink ta szkoła jedna wychowywała (również)
                    > w tej chwili nawet nie za bardzo uczy

                    Bo za Twoich i moich czasów uwaga w dzienniczku to była hańba, a wezwanie rodzica końcem świata. Gdy nauczycielka zwróciła mi uwagę, było mi strasznie wstyd i starałam się poprawić. Używanie wulgaryzmów było czymś na kształt trzęsienia ziemi, jedno publiczne przekleństwo stawiało na nogi pół szkoły.
                    W tej chwili rodzic sobie uwag nie życzy, a dziecko reprymendy ma w dupie, bo mama mówi, że pani jest przecież głupia, a nauczyciele to nieudacznicy życiowi wyciągający niewiele więcej ponad pensję minimalną (autentyki, Yenno, nie moja wyobraźnia). Nagana też szczególnie nie boli, a wyrzucić ze szkoły nie tak łatwo.
                    Dostępne kiedyś narzędzia przestały działać, a nowych brak.
                    • olena.s Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 10:03
                      A czy te, które wymieniłam wyżej, szkoła w Polsce może legalnie stosować?
                      • kawka74 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 11:29
                        Jeśli chodzi o te, które wymieniłaś, to:
                        Czy zabranie winowajcy z klasy, aby spędził resztę dnia licząc słupki w gabinecie dyrektora jest oK? Nie, bo dziecko powinno być na lekcjach.
                        Telefon do rodziców, aby natychmiast zabrali gagatka do domu i przetrzymali go przez dwa dni, jest ok? Nie, bo rodzice pracują i nie mogą, a zresztą to w szkole źle się zachowuje i niech szkoła sobie z tym radzi.
                        Karne zabranie przerw jest ok? Nie, bo dziecko musi odpocząć.
                        Wykorzystanie psychologa szkolnego jest ok? Owszem, o ile rodzic wyrazi zgodę. W razie grubszej afery oczywiście na zgodę rodzica się nie czeka, ale jeśli w grę wchodzą dłuższe rozmowy, to bez zgody rodzica będzie ciężko.
                        Wyrzucenie na korytarz, jest ok? Nie, bo dziecko w czasie lekcji (a młodsze także w czasie przerw) nie może być samo nawet na korytarzu tuż przy drzwiach klasy.
                        Zmuszenie do zlikwidowania skutków, np. umycia klozetu, zamiecenia podłogi itp. jest ok? Jest, dopóki nie przylecą rodzice i nie zrobią awantury, że to sprzątaczka powinna robić, a nie ich potomek.
                        • olena.s Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 13:43
                          No to ...... blada.
                          • yenna_m Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 15:46
                            ano
                            a te rozwiązania wcale głupie by nie były
                            szczególnie to karne sprzątanie zasyfionego przez gnojka kibla
                    • yenna_m Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 15:45
                      > > więc niech nauczyciele nie mówią mi, że szkoła nie wychowuje bo dom rodzi
                      > nny wy
                      > > chowywać ma
                      > >
                      >
                      > Bo ma. To on daje podstawy, szkoła dopełnia, ale odwalać cudzej roboty nie będz
                      > ie.

                      no to chociaż niech mi mojej roboty wychowawczej nie psuje
                      bo psuje niestety

                      co do reszty - zgadzam się, widziałam podobne postawy również i na tym forum
                      • kawka74 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 18:30
                        Ideałem byłaby zdrowa, solidna współpraca wszystkich zainteresowanych. Szkoda, że czasem obie strony traktują siebie wzajemnie jak wrogów - tak z założenia.
    • asia_i_p Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 12:48
      W niektórych przypadkach mam wrażenie, że byłoby dobrze, gdyby szkoła mogła konsultować ucznia z psychologiem/ psychiatrą bez zgody rodziców. Tylko że to jednak pole do nadużyć, to byłoby trzeba obwarować licznymi zastrzeżeniami. Ale to jednak dałoby możliwość pomocy dzieciom bardziej zagubionym niż agresywnym, których rodzice nagminnie nie widzą problemu.

      Na pewno dobrze byłoby, gdyby szkoła mogła usunąć dziecko, także to, które nie ukończyło gimnazjum - nie tak łatwo, jak da się usunąć licealistę, ale w przypadku agresji - tak. A ponieważ istnieje obowiązek szkolny, to takie dziecko powinno mieć zapewnioną naukę indywidualną, przy czym cała różnica między wydatkami na ucznia jako członka klasy i ucznia indywidualnego powinna być pokrywana przez rodziców. To z kolei mogłoby skłonić do współpracy rodziców, którzy nie wychowują swoich dzieci, bo mają ważniejsze sprawy na głowie.
    • run_away83 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:16
      Szkoła powinna UZUPEŁNIAĆ I WSPIERAĆ pracę wychowawczą rodziców. Nie jest w stanie jej zastąpić i nie powinna zaprzepaścić jej przez zaniedbania i przeoczenia. Tyle teorii.

      A teraz praktyka: jeden nauczyciel przebywający z 30 dzieci na 30 metrach kwadratowych przez 5 godzin nie ma szans kogokolwiek wychowywać, zwlaszcza jak trafi mu sie w klasie parę egzemplarzy zaniedbanych wychowawczo przez rodziców, bez wpojonych podstawowych norm społecznych, a rodzice owych egzemplarzy jakąkolwiek współpracę ze szkołą mają głęboko w odbycie. Jeżeli w tych warunkach nauczycielowi uda się zrealizować większość programu nauczania i ograniczyć wypadki i urazy, jakim ulegają dzieci, jest to powszechnie postrzegane jako sukces i zrealizowanie misji szkoły.

      Takie są moje wnioski po dwóch latach współpracy z tzw. oddziałem przedszkolnym w szkole.

      Szkoła powinna mieć metody wychowawcze, czyli system kar i nagród za konkretne przewinienia ujęte w statucie i podane do powszechnej wiadomości uczniów 7 i rodziców (coś w rodzaju taryfikatora mandatów). Kary powinne być dotkliwe adekwatnie do przewinień i możliwości rozumowania winowajcy ("nagana" czy "obniżone sprawowanie" to dla dziecka wczesnoszkolnego żadna kara, nie ten poziom abstrakcji). Powinny też faktycznie być egzekwowane. Liczebność klas powinna być mniejsza (w zerówce i nauczaniu początkowym max 15-20 dzieci). Dzieci sprawiające problemy wychowawcze, agresywne, z podejrzeniem zaburzeń rozwojowych powinny być przymusowo kierowane do poradni psychologiczno-pedagogicznej i objęte fachową opieką. Szkoła powinna dysponować rozwiązaniami formalno-prawnymi pozwalającymi zmusić rodziców tych dzieci do zainteresowania się sprawami potomstwa i realizowania zaleceń specjalistów.

      Szkoła powinna stworzyć sprawne kanały wymiany informacji z rodzicami. Wywiadówka raz w miesiącu, na którą rodzice dzieci zaniedbanych wychowawczo nie przychodzą bo mają gdzieś szkolne wyczyny swojego potomka, nie ma szans zapewnić sprawnej i wartościowej współpracy na linii szkoła-rodzice. A bez tej współpracy spełnienie misji wychowawczej szkoły nie jest możliwe sad
      • hellulah Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:43
        No i właśnie, dobrze mówisz. Ale... przecież oświatą dysponują samorządy... i nikt w nic tu nie zainwestuje - klasy mają być łączone, bo wiadomo, jak niż - to 30 osób w klasie musi być. Itd....
    • memphis90 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:27
      Oczywiście, że przedszkole, szkoła, świetlica szkolna i gdzie tam jeszcze dziecko przebywa ma je wychowywać! Przecież dzieci przebywają tam często przez większość dnia, więc gdzie niby mają się uczyć życia w społeczeństwie (bo do tego przecież sprowadza się wychowanie). Nie wyobrażam sobie, żeby np. nauczycielka dwa razy w roku jęczała na wywiadówce, że Jasio puszcza bąki na lekcji i nawet nie powie przepraszam- a sama nie zwróciła mu uwagi na niestosowaność takiego zachowania. Poza tym zwolennicy obowiązkowego nauczania dzieci od 6r..z, jako podstawowy argument podają wyrównywanie szans dzieci, czyli także dzieci, których rodzice są ukhm... upośledzeni społecznie, wychowawczo i kulturowo. Co z tego, że wywodzący się z meliny dzieciak nauczy się rok wcześniej tabliczki mnożenia, jak nie będzie wiedział, że na rozmowie o pracę w wypasionej korporacji nie dłubie się w nosie?
    • lauren6 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:30
      Szkoła ma przede wszystkim reagować na przemoc, a nie odwracać się do niej plecami. Inaczej następuje eskalacja i mamy to co w szkole Franka.
    • kawka74 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:33
      Wielokrotnie w wątkach szkolnych pada na forum zdanie, że szkole nie można odda
      > wać wychowania dziecka. Szkoła ma uczyć, nie wychowywać!

      To zwykle dotyczy własnych dzieci.

      > Jednocześnie jednak w wątkach o różnych Frankach, wściekłych ojcach tarmoszącyc
      > h ośmioletnich winowajców itp. pojawiają się pretensje.

      To z kolei zwykle dotyczy cudzych.
    • tonik777 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:39
      > Wielokrotnie w wątkach szkolnych pada na forum zdanie, że szkole nie można
      > oddawać wychowania dziecka. Szkoła ma uczyć, nie wychowywać!
      To chyba chodzi bardziej o to, że nie tylko szkoła ma wychowywać, ale też rodzice. A nie, że rodzice oddadzą dziecko do szkoły i wychowanie to nie ich problem.
    • hellulah Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:41
      Nie widzę tu sprzeczności. Szkole nie może oddawać wychowania dziecka = nie można całkowicie scedować wychowywania dziecka wyłącznie na szkołę. Ale to nie znaczy, że "szkoła" (nauczyciele, społeczność uczniów, inni rodzice, środowisko wspierające szkołę np. poradnie psychologiczno-pedagogiczne) nie powinna wychowywać! bo oczywiście, że powinna - w pewnym zakresie jak najbardziej.
    • tully.makker Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 13:43
      A to czemu niby szkola nie powinna wychowywac? Oczywiscie ze powinna!
      Dziecko spedza w szkole, w zaleznosci od wieku, nawet 8 godzin. Jest poddane wplywowi rowiesnikow i nauczycieli, obowiazkiem zas tych ostanich jets, by wszelkie wplywy jakim dziekco podlega w szkole byly nakierowane na jego prawidlowa socjalizacje.

      Oczywiscie, nie neguje roli rodzicow, ktora jest olbrzymia, ale pamietam jakies takie badania amerykanskie, z ktorych wynbikalo,z etak naprawde rodzice maja dosc maly wplyw na wychowanie swpoich dzieci, duzo mniejszy niz grupa rowiesnicza czy szkola.
      • kanga_roo Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:05
        do tego, co napisała tully.maker dodam, że jeśli nauczyciel będzie potrafił nawiązać więź z klasą, i zintegrować grupę, ma też szanse włączyć do grupy różne takie bardziej nieprzystosowane jednostki, i doprowadzić do ich zintegrowania. pamiętam wycieczki klasowe organizowane przez moją mamę - nauczycielkę (bywałyśmy z przyjaciółką na nich, bo byłyśmy niewiele młodsze, z tej samej szkoły, i znałyśmy ekipę), pamiętam klasowych łobuzów, współpracujących przy aprowizacji, organizacji czy pomocy słabszym fizycznie kolegom na szlaku. jeśli łobuz-Franek poniesie Marysi plecak, pójdzie do sklepu po picie dla całej spragnionej wycieczki itp, to Marysia z koleżankami nie będą zwracać uwagi tylko na to, że Franek czasem bluzga. jeśli Franek jest w czymś dobry, warto to wykorzystać w pracy zespołowej, żeby dzieciaki poczuły, że on też może "się przydać". i tak dalej. rodzice tego nie załatwią, za to szkoła jest w kwestii socjalizacji najlepsza. tyle.
        • oqoq74 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:17
          W pełni się z Tobą zgadzam. Bardzo dużo zależy od szkoły i wychowawcy, nauczycieli. Czy potrafią z sytuacji kryzysowych wyciągnąć to co może procentować zintegrowaniem grupy.
          Podobnie robi wychowawczyni w klasie mojego syna. Jeden z chłopców, bardzo nadpobudliwy, o którym wszyscy wiedzą, że są z nim problemy, zostaje zaangażowany do "pomocy" typu potrzymaj mi coś tam. Zajęty chłopiec przestaje stwarzać problemy.

          A co do głównego problemu, ja uważam, że szkoła stanowi ważny element wychowania dzieci. Musi być współpraca między rodzicami i szkołą. Wspólne wychowywanie dzieci. Nie da się inaczej.
    • nihiru Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:17
      mam nieodparte wrażenie, że rodzice chcieliby, żeby szkoła nie wychowywała ICH dziecka, za to wychowywała innewink
      • run_away83 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 15:09
        Ależ ja bardzo bym chciała żeby szkoła wychowywała moje dziecko. Niestety, przez dwa lata spędzone przez syna w szkolnej zerówce, zaobserwowałam wyłącznie negatywne efekty i to my, rodzice musieliśmy pracować nad ich wyeliminowaniem. A oto przykładowe zachowania nabyte przez moje dziecko tylko przez pierwsze kilka tygodni w szkole - przeklinanie i to hardkorowe (k...a, ch.j, etc), rozwiązywanie konfliktów pięścią, kłamanie, wycieranie smarków w rękaw, zabawa w głośne puszczanie bąków, bezczelne odzywki do dorosłych ("dupa jasiu","a bo co mi zrobisz" - w odpowiedzi na prośbę o posprzątanie zabawek), przezywanie innych dzieci od "durniów", "debili","poj...ów"...

        Na szczęście po jakimś czasie syn zakumał że pewne zachowania, które są cool w grupie dzieci tworzącej jego klasę i na które pani wychowawczyni patrzy przez palce; w naszym domu nie mają miejsca, ponieważ są złe, krzywdzące, niekulturalne, całkowicie niedopuszczalne. Teraz tylko z rzadka funduje nam tego typu wyczyny, częściej tylko z pewnym zdziwieniem relacjonuje wybryki kolegów z klasy i czeka na nasz komentarz. I z jednej strony cieszę się że to my wyznaczamy naszemu dziecku standardy moralne i kulturowe, z drugiej jestem rozżalona że pobyt dziecka w szkole utrudnia naszą pracę wychowawczą zamiast ją wspierać.
        • iwoniaw Dobrze napisane 20.06.13, 15:12
          - aż trzeba powiedzieć - "niestety". Bo tak to często wygląda. uncertain
          • rosapulchra-0 Re: Dobrze napisane 20.06.13, 21:40
            iwoniaw napisała:

            > - aż trzeba powiedzieć - "niestety". Bo tak to często wygląda. uncertain
            >
            Tak, zdecydowanie biało-czarne widzenie świata jest tu opisane dobrze, ale na pewno nie jest to takie proste, jakby to twoja przedpiszczyni chciała.
            • run_away83 Re: Dobrze napisane 20.06.13, 22:24
              Ależ ja nie twierdzę że sprawa jest prosta. Pisałam już wyżej że problem jest skomplikowany, a jego rozwiązanie wymagałoby wprowadzenia wielowymiarowych rozwiązań, które umożliwiłyby współpracę na linii rodzice-szkoła.

              I nie chodzi mi o to że moje dziecko jest święte a ci wstrętni koledzy z klasy je demoralizują. Chodzi o to że ja oczekuję że kiedy moje dziecko (oraz każde inne) w szkole walnie kolegę, napluje komuś na głowę, wulgarnie przezwie koleżankę, to zostanie natychmiast pouczone o niestosowności takiego zachowania i adekwatnie ukarane. Tymczasem wybryki dzieci nie pociągają za sobą żadnych konsekwencji poza "proszę o spokój" wymiauczanym przez panią zbolałym głosem, oraz litanią uogólnionych skarg i zażaleń ("dzieci są niegrzeczne, nie potrafią spokojnie usiedzieć na miejscu, przeszkadzają w zajęciach, biją się i używają brzydkich słów" - bez informacji co, kto, kiedy) na comiesięcznym zebraniu.

              Moje dziecko nie jest chodzącym ideałem, bywa trudne w ogarnięciu, bo jest ruchliwe, gadatliwe, uparte. Ale jest nauczone posłuszeństwa i szacunku w stosunku do opiekunów (mama, tata, dziadkowie, rodzice znajomych dzieci); potrafi pojąć czego się od niego wymaga i próbuje się do tego zastosować. W szkole trafiło do grupy w której podstawową realną zasadą jest ta że wszyscy robią co chcą, a wszelkie normy zachowania są wirtualne, ponieważ nauczycielka nie dysponuje narzędziami umożliwiającymi ich egzekwowanie i jej autorytet jest zerowy. I to właśnie uważam za demoralizujące.
    • ewa_mama_jasia Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:31
      Szkoła powinna mieć narzedzia do dyscyplinowania dzieci. A nie ma. Nie mozna dziecka zostawić za karę po lekcjach, nie można wyrzucić za karę na korytarz.
      Szkoła powinna zapewnić dzieciom bezpieczeństwo. A nie zapewnia. Bedę pierwsza która "rzuci kamieniem", w szkołe oczywiście, jesli moje dziecko bedzie doznawało przemocy w szkole.
      Teoretycznie szkoła powinna wychowywać, ale co w takim wypadku, jeśli priorytety wychowawcze szkoły będą sprzeczne z priorytetami rodziców? Nie mówię o patologii, mówię o takich sobie sprzecznościach - np. równości płci a pierwszeństwem kobiet chociażby?
    • broceliande Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:46
      Mam takie idealistyczne podejście, że całe otoczenie wychowuje dziecko, wpływa na nie.
      Że potrzeba całej wioski, żeby wychować dziecko, coś w ten deseń.
      Jak dla mnie, to szkoła wychowuje, to taki drugi dom, drugie środowisko z rówieśnikami i - mam nadzieję - autorytetami.
      • bi_scotti Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:54
        broceliande napisała:

        > Mam takie idealistyczne podejście, że całe otoczenie wychowuje dziecko, wpływa
        > na nie.
        > Że potrzeba całej wioski, żeby wychować dziecko, coś w ten deseń.

        Pani Clinton miala racje smile
        Ja wrecz uwazam, ze obecne spoleczenstwo zbyt rzadko stara sie wychowywac kolejne pokolenia, odstepuje od tej naturalnej roli w obawie przed jakimis sadami, sprawami, skargami, ze "pani Jadzia z VII pietra powiedziala czyjemus synowi zeby nie plul na klatce schodowej a jakie ona miala do tego prawo????". My, dorosli, zatracilismy to poczucie odpowiedzialnosci za wszystkie piskleta dookola nas, rodzice czesto traktuja swoje dzieci jak ich wlasna najwlasniejsza wlasnosc i nie godza sie na to, zeby ktokolwiek w jakikolwiek sposob probowal korygowac niewlasciwe zachowanie ich milusinskich. A potem skutki sa jakie sa ... uncertain
    • guderianka Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 14:48
      Prawda? Takich sprzeczności na ematce jest więcej
      Szkoła to drugie po rodzinie najważniejsze środowisko dziecka i nie rozumiem jak można twierdzić inaczej.
    • iwoniaw Ja nie żądam wychowywania 20.06.13, 14:59
      ja żądam egzekwowania w miejscu publicznym (i do którego posłać dziecko mam obowiązek ustawowy) przestrzegania powszechnie przyjętych norm i przepisów prawnych. Od mojego dziecka i od pozostałych. Dziecko w szkole ma być bezpieczne i niedemoralizowane, a jeśli ktoś z dowolnych powodów nie jest w stanie przestrzegać norm, to powinien być to problem jego/jego opiekunów prawnych, a nie osób postronnych.
    • laquinta Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 15:47
      Ide ulica i widze faceta jak wyrzuca kubek po kawie na jezdnie. Zatrzymuje sie i grzecznie pytam dlaczego to robi. On na to, ze moze, bo on tutaj sprzata. A ja na to, ze daje zly przyklad innym, w tym dzieciom. Powiedzialam, ze to, jakie jest spolecznstwo zalezy min od niego rowniez. Bardzo sie zdziwil
      Dom, szkola, sadziedzi, przypadkowi przechodnie, w ogole cale spoleczenstwo powinno wychowywac dzieci i mlodziez.
    • fomica Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 17:14
      Odnosze wrażenie, że to jest dużo szerszy temat a mianowicie "zakres uprawnień obcych ludzi w stosunku do mojego dziecka". Wiele sie juz przetoczyło dyskusji np. czy mozna zwrócic uwage na niewłaściwe zachowanie obcemu dziecku w piaskownicy, czy można cokolwiek komentowac widzac ryczące dziecko i niereagującą matkę, czy nauczyciel ma prawo do tego, a czy ma do tamtego.
      I częsta opinią jest "reszta świata - wara od mojego dziecka". Wolnośc i godnośc dziecka ponad wszystko, nikt poza ewentualnie rodzicem nie ma prawa nawet krzywo spojrzec.
      Nauczyciele doskonale wiedza że rodzice tak rozumują i wiedza tez, że nie maja żadnych środków żeby to "wychowanie" egzekwować.
      Niech sobie rodzic sam uczciwie odpowie: do jakiego momentu, w jakim zakresie wyrażam zgode, aby obcy człowiek (nauczyciel, sąsiad, pani z warzywniaka, rodzic innego dziecka) miał prawo wtrącać się, komentowac, dokładac cokolwiek do wychowania mojego dziecka?
      • run_away83 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 17:53
        Jeżeli niepożądane zachowanie jakiegoś dziecka (np. inne dziecko leje mojego syna na placu zabaw) ma miejsce w obecności rodzica a ów nie reaguje, zawsze w pierwszej kolejności zwracam się do rodzica z uprzejmą prośbą o zdyscyplinowanie potomka. Jeżeli rodzic nie wykazuje należytego zainteresowania wyczynami swojej latorośli (np. ograniczy się do wymiauczenia "nie bij chłopca bo się spocisz" po czym wraca do lektury Cosmopolitan) uzurpuję sobie prawo do pouczenia obcego dziecka.

        Jeżeli moje dziecko dokona jakiegoś wybryku, którego ja nie zauważę a ktoś inny zauważy to mam nadzieję że najpierw poinformuje mnie o wyczynach potomka, ale jeśli ktoś po prostu w kulturalny sposób pouczy moje dziecko (bez agresji słownej, straszenia, etc) to też raczej nie będę miała poczucia że ktoś mi się miesza w kompetencje.

        Alergię mam natomiast na wszelkie "babcie dobra rada" które traktując mnie, matkę, jak powietrze wtrącają się w momencie kiedy próbuję opanować trudną sytuację (np. dziecko płacze bo nie chce iść za rękę przy ruchliwej ulicy, ja nie ustępuję, dziecko urządza w sklepie awanturę o lizaka, ja tłumaczę dlaczego nie kupię lizaka) i wygłaszają bezpośrednio do mojego dziecka durne komentarze w stylu "jak nie chcesz iść z mamą to cię zabiorę!", "jak będziesz tak płakać to pojedziesz do szpitala i ci zrobią zastrzyk!" - oba autentyki. Takim "wychowawcom" odpowiadam że podobnych uwag sobie nie życzę i zalecam pójście w swoją stronę i zajęcie się własnymi sprawami.
        • pochodnia_nerona Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 19:23
          Te babcie dobra rada chcą Ci pomóc na swój niezgrabny, staromodny sposób... myślą, że dziecko się przestraszy i potulnie Cię posłucha. Nie bądź taka do przodu wink
          • run_away83 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 19:55
            Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Straszenie nie jest metodą wychowawczą, tego typu tekstami można dziecku wpoić niepotrzebne, bezsensowne lęki a nie posłuszeństwo. Jeżeli ktoś straszy moje dziecko to w pewien sposób je krzywdzi. A na to nikomu nie pozwalam. Jestem uprzejma ale stanowcza do bólu.
      • rosapulchra-0 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 21:43
        CytatNiech sobie rodzic sam uczciwie odpowie: do jakiego momentu, w jakim zakresie wyrażam zgode, aby obcy człowiek (nauczyciel, sąsiad, pani z warzywniaka, rodzic innego dziecka) miał prawo wtrącać się, komentowac, dokładac cokolwiek do wychowania mojego dziecka?
        Pytanie retoryczne big_grin
        Ale i tak w ciemno spodziewam się co "mundrzejszych" odpowiedzi ze stanowiska rodzica tylko poszkodowanego dziecka. Agresora żadna z ematek w domu nie posiada przeca.
      • gazeta_mi_placi Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 08:54
        >Wiele sie juz przetoczyło dyskusji np. czy mozna zwrócic uwage na niewłaściwe zachowanie obcemu dziecku w piaskownicy, czy można cokolwiek komentowac widzac ryczące dziecko i niereagującą matkę, czy nauczyciel ma prawo do tego, a czy ma do tamtego.
        I częsta opinią jest "reszta świata - wara od mojego dziecka". Wolnośc i godnośc dziecka ponad wszystko, nikt poza ewentualnie rodzicem nie ma prawa nawet krzywo spojrzec.

        No właśnie, a potem zdziwienie, że potem z uroczych przedszkolaków którym nikt nie może zwrócić uwagi, a na wszelkie zachowania przedszkolaka obce osoby mają reagować uśmiechem (nawet skomentowana przez przedszkolaka niepełnosprawna) bo inaczej gbury wyrastają Franki, którym już ani szkoła ani rodzice nie dają rady.
        Ja tu pamiętam jak forumki potrafiły sponiewierać starszą kobietę, która śmiała powiedzieć do dziecka "Nieładnie tak mówić", łącznie z psychoanalizą po tym jednym zdaniu, że starsza Pani pewnie zgorzkniała, bezdzietna lub dzietna, ale wnuki jej nie odwiedzają.
        Albo dziwić się, że niepełnosprawna na wózku nie uśmiechnęła się do komentującego ją przedszkolaka tylko odwróciła się i odjechała bez słowa i że gburka i chamka bo inni niepełnosprawni się uśmiechają do maluchów.
    • przeciwcialo Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 17:18
      Szkoła ma pomóc rodzicom w wychowaniu. za rodziców tego nie zrobi. Gdyby jeszcze w razie jakichs problemów chcieli współpracowac ze szkołą to byłoby cudnie, wiekszość zlewa szkołę sikiem prostym "bo nie bedzie głupa baba mówic że dziubuś ma problemy ".
      • rosapulchra-0 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 20.06.13, 21:47
        przeciwcialo napisała:

        > Szkoła ma pomóc rodzicom w wychowaniu. za rodziców tego nie zrobi. Gdyby jeszcz
        > e w razie jakichs problemów chcieli współpracowac ze szkołą to byłoby cudnie, w
        > iekszość zlewa szkołę sikiem prostym "bo nie bedzie głupa baba mówic że dziubuś
        > ma problemy ".
        A potem te najmundrzejsze jematki chóralnie zlatują się jak muchy i jedna przez drugą tylko na szkołę narzekają, same najczęściej w wychowaniu swoich dzieci mając udział minimalny, a w życiu szkoły zerowy.
        • przeciwcialo Re: Uderza mnie taka sprzeczność 21.06.13, 20:01
          Udział w życiu szkoły mam spory, co rok dostaję dyplom z podziekowaniem.
          Nieststy wielu rodziców ma w nosie fakt kłopotów szkolnych dziecka.
          • rosapulchra-0 Re: Uderza mnie taka sprzeczność 22.06.13, 00:27
            Przeciwciało - nie piszę o tobie, ale o wymienionych przez ciebie właśnie takich rodzicach, do których wcale niemały procent ematek należy, co można wyczytać z ich postów, gdy się burzą lub są bardzo zaskoczone niektórymi wydarzeniami w życiu ich osobistych dzieci w szkole właśnie.
    • olena.s To mam pytanie dodatkowe: 20.06.13, 19:30
      Jaki system kar uznałybyście za do przyjęcia powiedzmy w podstawówkach?
      • kub-ma Re: To mam pytanie dodatkowe: 20.06.13, 20:33
        Mam dziecko w podstawówce i jedynie czego oczekuję to informacji, że źle się zachowuje. Ja już sobie z nim poradzę, wiem jak wyegzekwować właściwe zachowanie. Szkoła niech mnie tylko informuje i daje również informację mojemu dziecku w postaci rozmowy i odpowiedniej oceny z zachowania. Tyle.
      • olena.s Doprecyzuję: 20.06.13, 20:46
        Czy zabranie winowajcy z klasy, aby spędził resztę dnia licząc słupki w gabinecie dyrektora jest oK?
        Telefon do rodziców, aby natychmiast zabrali gagatka do domu i przetrzymali go przez dwa dni, jest ok?
        Karne zabranie przerw jest ok?
        Wykorzystanie psychologa szkolnego jest ok?
        Wyrzucenie na korytarz, jest ok?
        Zmuszenie do zlikwidowania skutków, np. umycia klozetu, zamiecenia podłogi itp. jest ok?
        • kub-ma Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 21:00
          Dla mnie ok.
          Choć z dyrektorem może być problem, bo ten ma swoje sprawy i zajęcia.
        • iwoniaw Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 21:33
          Wszystkie ww. są ok z wyjątkiem wyrzucenia na korytarz - no chyba, że ma go tam kto pilnować, podobnie jak musiałby być dozór przy pracach naprawczych (co do tych ostatnich też mam wątpliwości, nie wszystko dziecko da radę zrobić, nie wszystkiego naprawianie jest bezpieczne - natomiast za szkody finansowo rodzice powinni odpowiadać bezwzględnie).
          • olena.s Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 21:39
            Dlaczego dziecka nie można wystawić za drzwi spod których nie wolno mu odejść?

            > wątpliwości, nie wszystko dziecko da radę zrobić,
            - tu mniej chodzi mi o faktyczne naprawienie, bardziej o pokazanie, że kto zepsuł (nabrudził, nabałaganił) ten naprawia (sprzata), nawet jeżeli nie jest to zajęcie łatwe i przyjemne.
            • oqoq74 Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 21:48
              Bo dziecko w szkole przebywa pod opieką nauczycieli. Jeśli nauczyciel wyrzuci dziecko za drzwi, nie można mówić, że sprawuje nad nim opiekę. Dziecko w tym czasie może uciec ze szkoły, może narobić różnych głupstw, od wybicia szyby do powieszenia się.

              Nie uważam nakazanie komuś posprzątania bałaganu, który narobił za karę.
              • olena.s Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 22:03
                Dziecko w tym cza
                > sie może uciec ze szkoły, może narobić różnych głupstw, od wybicia szyby do pow
                > ieszenia się.

                No, może też wywołać trzecią wojnę światową.
                A serio - za mojego dziecięctwa uczniowie dokazujący byli wywalani na korytarz coby ochłonęli, dramatów nie pamiętam.
                Czy aby nie przesadzasz?
                • oqoq74 Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 22:13
                  Ale to nie ma znaczenia co ja o tym sądzę. Uważam, że czasami dobrze jest gdy obie strony dadzą sobie chwilę na ochłonięcie. Sęk w tym, że tak to wygląda od strony obowiązków nauczyciela i szkoły. I tak to już jest, że prawo powinno ( bo nie zawsze się to udaje) przewidzieć różne scenariusze wydarzeń, także takie że dziecko wyjdzie nie tylko z klasy ale i ze szkoły, albo zrobi sobie krzywdę, albo coś zniszczy. I kto wtedy będzie odpowiadał, gdy faktycznie dziecko w tym czasie powinno być pod opieką, a osoba, która się do tego zobowiązała, czy instytucja, jednostronnie się z tego obowiązku zwolniła?

                  Za moich czasów w szkole też zdarzało się, że ktoś został wyrzucony za drzwi. Pamiętam natomiast jedną sytuację, kiedy nauczycielka wywaliła koleżankę za drzwi z jakiegoś powodu, ta oczywiście wyszła, a my później słuchaliśmy do końca lekcji o tym, że dziecko nie może wyjść za drzwi, bo gdyby się coś stało to nauczyciel odpowiada karnie. Że w żadnym razie nie wolno wyjść itd.
                • rosapulchra-0 Doprecyzuję: 20.06.13, 22:16
                  Ma po prostu krótką pamięć.
            • iwoniaw Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 21:50
              Cytatolena.s napisała:

              > Dlaczego dziecka nie można wystawić za drzwi spod których nie wolno mu odejść?
              >


              Ależ można, tylko trzeba jeszcze mieć możliwość wyegzekwowania tego zakazu odchodzenia stamtąd.

              Sprzątanie w sensie zamiecenie/pozbieranie rozwalonych śmieci owszem, ale już np. zbieranie szkieł z szyby nawet rozbitej celowo - niekoniecznie.
        • rosapulchra-0 Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 21:49
          Zapomniałaś dodać o karnym pozostaniu po lekcjach - ilość minut w zależności od przewinienia.
          • rosapulchra-0 Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 22:35
            Nie dopisałam.
            W szkole moich młodszych córek pozostawanie po lekcjach jest jedną z bardziej popularnych kar. W zależności od przewinienia i częstotliwości jego występowania. Np. jeśli uczeń notorycznie spóźnia się na zajęcia i przekroczy jakiś próg, to zostaje po szkole na karę, za naprawdę ciężkie przewinienie jak pobicie drugiego ucznia, to już jest wzywana policja i karetka oraz rodzice.
            Gdy dziecko np. wagaruje, a jest w wieku, w którym obowiązuje je obowiązek szkolny, to każda nieobecność jest monitorowana przez szkołę w ten sposób, że po pierwsze zawiadamia się rodziców, telefonicznie oraz listownie, każde dziecko ma obowiązek mieć obecność w szkole na poziomie minimum 95%, poniżej już jest kiepsko, powyżej perfect.
            I jeśli bez specjalnej przyczyny oraz pomimo zawiadamiania rodziców dziecko opuszcza zajęcia, to już w grę wchodzą takie konsekwencje jak kary pieniężne dla rodziców, a nawet kara więzienia. Rzadko do tego dochodzi, bo jednak szkoła robi wszystko, aby takiego ucznia jednak nie stracić i umożliwić mu naukę, np. w indywidualnym toku, np. kiedyś w szkole moich dzieci, 16-latka urodziła dziecko, będąc jeszcze uczennicą gimnazjum, a jednak z powodzeniem je ukończyła, obecnie przygotowuje się do matury i zamierza studiować. Jednak ma naprawdę bardzo dużą pomoc i ze strony szkoły i ze strony państwa, o rodzicach wspominać nie muszę.
            W polskich szkołach tego nie ma i raczej się nie zanosi, żeby szybko było, a biorąc pod uwagę brak współpracy ze strony rodziców ze szkołą, to zupełnie nie dziwi mnie brak możliwości posiadania roli wychowawczej szkoły.
            • run_away83 Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 22:51
              > W polskich szkołach tego nie ma i raczej się nie zanosi, żeby szybko było, a bi
              > orąc pod uwagę brak współpracy ze strony rodziców ze szkołą, to zupełnie nie dz
              > iwi mnie brak możliwości posiadania roli wychowawczej szkoły.

              No i właśnie o to chodzi. Tylko aby rodzice zaczęli współpracować ze szkołą, zwłaszcza tacy mający w odwłoku los własnego dziecka (a to ich dzieci najczęściej mają problemy), szkoła musi dysponować kanałami wymiany informacji z rodzicami oraz rozwiązaniami formalno-prawnymi pozwalającymi zmusić rodziców do współpracy. Zapewnienie szkołom tego typu rozwiązań jest zadaniem osób zarządzających oświatą, a nie rodziców.
              • rosapulchra-0 Re: Doprecyzuję: 20.06.13, 23:28
                Masz rację. Ale zobacz, co się dzieje, odkąd jest informacja, że sześciolatki mają już obowiązek szkolny. Wychodzi na to, że każda inicjatywa, nie twierdzę, że zawsze najlepsza, ze strony zarządzających polską oświatą i szkolnictwem spotyka się ze społecznym sprzeciwem. To teraz wyobraź sobie, jakie będą reakcje, gdy zostaną odgórnie wprowadzone podobne zasady w kwestii współpracy rodziców ze szkołą oraz pociągania rodziców do odpowiedzialności, gdy będą się od tej współpracy uchylali, włącznie z dotkliwymi karami finansowymi lub pozbawieniem wolności.
                W każdej, naprawdę w każdej szkole dochodzi do aktów przemocy między dziećmi, mają one różne nie tylko wymiary, ale i konsekwencje. Jednak szkoła musi mieć możliwość reagować oraz dyscyplinować uczniów i ich rodziców za działania uznane za wbrew prawu, no ale do tego najpierw musi być odpowiednie prawo. Długa droga jeszcze przed polską oświatą w tym względzie, niestety sad
        • gazeta_mi_placi Re: Doprecyzuję: 21.06.13, 08:47
          Z drugiej strony co gdy rodzic takiego gagatka się wycwani i nie będzie odbierał telefonów ze szkoły? Albo odpowie, że nie może teraz odebrać dziecka bo jest np. na spotkaniu z klientem 200 km dalej?
          • rosapulchra-0 Re: Doprecyzuję: 22.06.13, 00:30
            Oj, uruchom wyobraźnię, Wydaje ci się, że nieodbieranie telefonów ze szkoły nie da możliwości zawiadomienia? A od czego są smsy? Maile? A od czego są pracownicy opieki społecznej?
            Już nawet w Polsce obowiązuje prawo i to od wielu lat, że nieodebranie listu poleconego po raz drugi jest uznane za jego przyjęcie. Dotyczy to US, banków, komorników, sądów i tym podobnych instytucji, dlaczego nie miałoby również dotyczyć szkoły?
      • szamanta Re: To mam pytanie dodatkowe: 20.06.13, 20:52
        olena.s napisała:

        > Jaki system kar uznałybyście za do przyjęcia powiedzmy w podstawówkach?

        Opowiadam sie za wywalenie z hukiem za drzwi dzieciara ,ktory daje popalic (wiem,ze nie wolo, ale nie jestem przeciwnikiem), 5 pompek, 10 przysiadow . Pojedyncza lawka tzw "karna" ,wtedy siedzi sam i nie zaczepia innych, zostawanie po lekcjach i sprzątanie terenu szkoly

        W szkole istnieje taki ktos jak wychowawca klasy, jak sama nazwa mowi wychowawca ma role wychowania , nie raz musi zastosowac srodki karnosci aby ujarzmic zuchwałego ucznia
        Nagrody (np pochwaly)jak i kary są wg mnie często konieczne by dyscypline utrzymac ,glownie gdy ma sie do czynienia z cięzkimi delikwentami
        U moich dzieci szkoła zastrzega sobie prawa do karania ,i albo rodzic wyraza na to zgode i dziecko posyla do tej szkoly, albo nie i posyla do innej. Ja akceptuje kary jakie są praktykowane, jest za ,pochwalam, popieram
        • fomica Re: To mam pytanie dodatkowe: 20.06.13, 21:08
          > U moich dzieci szkoła zastrzega sobie prawa do karania ,i albo rodzic wyraza n
          > a to zgode i dziecko posyla do tej szkoly, albo nie i posyla do innej.
          O, i tego własnie brakuje w publicznych szkołach. To powinien byc standard - regulamin, lista zasad, zakazów, powinności i mozliwe konsekwencje. Rodzice muszą mieć jasny obraz - jesli dziecko cos zbroiło, to nie ma wątpliwości że - i w jaki sposób - zostanie ukarane. A tak mamy chaos - jeden rodzic przytaknie i przyjmie na klate grzeszki dziecka i jeszcze przeprosi, a inny będzie walczył do upadłego bo uzna że kara jest za niepotrzebna. Grunt to przerzystość.
      • run_away83 Re: To mam pytanie dodatkowe: 20.06.13, 21:01
        Przede wszystkim udział szkoły w procesie wychowawczym powinien trwać od samego początku, kiedy dzieci są jeszcze małe, ich przewinienia stosunkowo niegroźne a wzorce zachowania elastyczne.

        Zasady obowiązujące w grupie muszą byc jasno podane do wiadomości, nawet te najbardziej podstawowe typu nikogo nie bijemy, nie kopiemy i nie popychamy, trzeba słuchać nauczyciela i wykonywać polecenia, nie wolno ruszać cudzych rzeczy bez pytania, bo nie wszystkim dzieciom są wpojone w domu. Karą za złamanie zasad powinno być: upomnienie, naprawienie wyrządzonej szkody (czasem wystarcza, zwłaszcza w przypadku jednorazowych wybryków) oraz pozbawienie przywileju wiążącego się z popełnionym wykroczeniem (w przypadku recydywy). Nauczyciel upominający dziecko powinien w zrozumiały sposób poinformować je jakie konsekwencje spowoduje dalsze nieodpowiednie zachowanie.

        Na przykład:

        Uczeń który mimo upomnienia nauczyciela biegał w trakcie przerwy po korytarzu i przewrócił kolegę, powinien po pierwsze przeprosić poszkodowanego i wyrazić skruchę, po drugie zostać pozbawiony przywileju swobodnej zabawy w trakcie kolejnej przerwy (i jeszcze dobrze by było zapewnić mu w tym czasie konstruktywne zajęcie, choćby pomoc dyżurnym w starciu tablicy i podlaniu kwiatków)

        Uczeń który w trakcie wyjścia klasy np. do teatru nie przestrzega dyscypliny przemieszczania się w grupie (gubi swoją parę, odłącza się od grupy, popycha innych, podstawia nogę) powinien zostać pozbawiony przywileju uczestniczenia w kolejnej wycieczce (musi mieć w tym czasie zapewnioną opiekę w szkolnej świetlicy).

        Uczeń który wywołał bójkę w szatni po treningu klubu piłkarskiego powinien zostać pozbawiony prawa uczestnictwa w pozaszkolnych zajęciach sportowych.

        I tak dalej. Tylko uczniowie i rodzice muszą mieć pełną świadomość jakie konsekwencje grożą za różnego rodzaju wybryki, a kary muszą być egzekwowane w sposób sprawiedliwy i stanowczy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja