Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć?

29.07.04, 20:20
Trzy miesiące temu mąz oświadczył mi,ze ma mnie dość i rozwodzi się ze mną.
Zaczął oskarżać mnie o rózne rzeczy, m. in. o to, że naciągnęłam go na
dziecko 12 lat temu, jestem wyrachowana, wykorzystuję go, wymyśliłam sobie
depresję, zeby nim manipulować,od kilku lat mam byc moze kochanka/ów, bo nie
miałam ochoty na seks, nie sprzątam tak jak powinnam, nie pracuję, źle
zajmuję sie dziećmi itd. To był szok. Niedowierzanie, łzy, strach. Prosiłam
go o szansę na ratowanie naszego małżeństwa i tak w jeden dzień ratowaliśmy
na drugi on twierdził, ze to bez sensu i rozwodzimy się. Gdy emocje opadły
postanowiliśmy ratować, było przez kilka dni cudownie, aż do pewnego
czwartku, gdy wrócił o pierwszej w nocy. Na drugi dzień okazało się, ze
wieczór spędził z kobieta. Wtedy bomba pękła. Okazało się, ze od ponad roku
prowadzi bardzo intymne, erotyczne rozmowy z była dziewczyną (sprzed 13 lat),
wspominaja dawne czasy, skarżą się na swoich współmałżonków, rozważają
wspólne pójcie do łóżka, spotykają się potajemnie od pół roku. Boże myślałam,
ze umrę, jak to odkryłam. Powód chęci rozwodu? "Koleżanka otworzyła oczy"
mojemu męzowi i pokazała jaką ma wstretną, wyrachowaną i złą żonę, w
przeciwieństwie do niej. Dzielnie podtrzymuje go w jego wątpliwościach i
wtyka mu nowe. To bardzo bolało. Chciałam ratowac te małżeństwo, chciałam
walczyć. Trzy tygodnie temu wyjechaliśmy, ustaliliśmy, ze będziemy jednak
ratować, spróbujemy, choć on musi odnaleźć miłość do mnie w sobie, musi się
zastanowić czy chce byc ze mną itp.
A ja? Ja teraz zastanawiam się coraz częściej czy chcę być z nim. Nie umiem
mu zaufać, nie potrafię byc blisko z nim jak dawniej, jakaś szyba stanęła
między nami, niby się widzimy, a jednak... W niedzielę była nasza rocznica.
Róze, kolacja, łóżko, ale nie było bliskości, i nie było słowa Kocham cię z
jego strony. Znów bolało. I boli tak bardzo, ze jak wczoraj kolega zartem
powiedział do mnie słoneczko to się rozpłakałam, bo ja wciąż czekam kiedy
znów usłyszę to od męża. Nie ma czułych słów, gestów, jest szara
rzeczywistość i seks.
Najgorsze jest to, ze ja nigdy nie pracowałam, w trakcie małżeństwa zrobiłam
studia, nie mam pracy ani doświadczenia. Jeśli on albo ja odejdę jak sobie
poradzę? Za co będę żyła z dwójką dzieci? Gdzie mieszkała? Co robić? Bo tak
zyć się nie da.
A dzieci? Córka 12 lat i synek 5. Mąż w kółko poza domem, z dziećmi mały miał
kontakt. Córka o wszystkim wie i stwierdziła, ze nie czuje potrzeby
mieszkania z ojcem, jak chce odejśc niech idzie. Ale to nieprawda. NAgle
zaczęła się starać, zaczęła dbać o swój pokój (do czego nie szło jej nigdy
zagonić), często rozmawia z ojcem, nawiązali jakiś bliższy kontakt ze sobą.
Synek nie wie i nie rozumie, ale czuje. Stał się nadpobudliwy, krzyczy bez
powodu, płacze, trudno się z nim dogadac, jest niegrzeczny. Ostatnio zaczął
sikać w różnych miejscach, np. w pokoju do wiaderka, do samochodu na
korytarzu ...I wciąż dopytuje sie o ojca, chodzi za nim, chce z nim rozmawić,
cieszy się jak tata wraca do domu. Boze to niesamowite jak takie dzieci mają
instynkt samozachowawczy! One robią wszystko, zeby tatę zatrzymać w domu!
Jesli się rozejdziemy jak one to zniosą? Jak ja sobie poradzę? Czy warto
ratowac to wszystko?

Przepraszam za długi post, ale musiałam sie wygadać. Boję się.
chryzokola
    • mascarbone Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 29.07.04, 20:47
      Rozpłakałam się po przeczytaniu Twego postu...widzisz ja jestem jakby na
      początku Twojej historii...boję się, że kiedyś też usłyszę takie słowa od ojca
      mojego dziecka. Mam ku temu powody, ale nie chcę tu się rozpisywać o swojej
      sytuacji...Nie wiem co Ci doradzić, sama jestem siksą, jeszcze studiuję, ale
      wiedz, że bardzo Ci współczuję i rozumiem co przezywasz. Trudno powiedzieć co
      masz robić...moja matka była z ojcem, dla naszego (dzieci) dobra, żebyśmy mieli
      dom, bo ona też nie miała dokąd pójść, chociaż pracę miała. Nie wiem czy to
      była słuszna decyzja. Musieliśmy z bratem wiele przejść, widząc, słysząc
      awantury rodziców, patrzec na pijanego ojca itp. Pamiętam, że jak byłam mała,
      to namawiałam matkę by się rozwiodła, Twoje dzieci tego nie chcą, bo ojciec
      jest dla nich dobry. Czasem zastanawiam sie jakby wyglądało nasze życie gdyby
      oni jednak się rozstali? Może byłoby lepiej, może mama spotkała by kogoś
      lepszego i była szczęśliwa i my również? Są ze sobą do tej pory, jest niby
      dobrze, ale nie ma tam miłości. Nie wiem, myślę że powinnaś zapytać siebie czy
      dalsze życie z mężem będzie szczęsliwe? Myślę, że potrzebujesz teraz czasu na
      przemyślenie sprawy, on także. Boże jakie życie jest do dupy! (przepraszam za
      słowa)- ludzie zenią się mają dzieci, jest dobrze az tu krach! Smutno mi jak
      cholera, trzymaj się, jestem z Tobą i przepraszam też za dłużyznę, tak mnie
      jakoś naszło
    • ulta Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 29.07.04, 21:04
      Powiem Ci tylko ,WSPOLCZUJE. Nie wiem co bym zrobila bedac na twoim miejscu z
      jednej strony ratowalabym to malzenstwo ze wzgledu na dzieci ale jest i druga
      strona czy Ty dasz rade zyc w takim zwiazku ? Zycze powodzenia i wytrwalosci.
      Grudniowy Smyk
      • aga173 Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 29.07.04, 21:17
        Trudno się wypowiadać,kiedyś też myslałam jedna zdrada i koniec,ale teraz nie
        wiem co bym zrobiła mam 2 dzieci.Ale mimo wszystko mogłabym żyć ale
        tylko "obok" niego nie z nim.Traktowałabym jak powietrze, a jakby chciał rozwód
        to OK.Nie wiem jakbym sobie poradziła ale wydaje mi się że byłabym na tyle
        silna aby dać sobie radę - dla dobra dzieci!!!!
        Tobie natomiast nic nie doradzam-to jest tylko Wasza decyzja i nikt nie może
        mieć na nią wpływu.Trzymaj się
        Aga
    • mela007 Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 29.07.04, 21:43
      Po pierwsze nie uzywaj dzeci w swije grze "jak go odyskac" Skad corka wie o
      wszystkim? Od Ciebie????? A synej\k dlaczego nagle zaczal sie moczyc? Kobiety
      sa bezwgledne jesli chodzi o kontrole nad ekonomoczna kontrola przychodow od
      meza :czytaj milosc niepracujacej kpbiety, ale na milos ..... oszczd dzieci.
      Zacznij zarabiac a wtedy pozwolisz sobe na zwiazek z milosci. Mam nadziej ze do
      meza . pozdr Mela
      • mascarbone Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 29.07.04, 21:53
        jestes niesprawiedliwa mela! jakim prawem stwierdzasz, że ona nie kocha jego
        tylko jego pieniądze???Wg ciebie wszystkie niepracujące kobiety sa z facetami
        dla kasy?! A dzieci doskonale wiedzą, nie są głupie i ślepe! Zapomniał wół jak
        cielęciem był? Mały może się moczy, bo wyczuwa nastrój matki, może widzi ją
        płacząca, zdenerwowaną, po prostu to czuje! Niewiele wiesz o zyciu i po co
        ranisz kobietę, której i tak jest ciężko? Ona szuka wsparcia a nie krytyki!
        • mela007 Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 09:47
          Nie twierdze ze wszystkie niepracujace kobiety sa z mezczyznami dla pieniedzy.
          Mam nadzieje ze zadna. Ale wszystkie niepracujace kobiety, o ile nie maja
          wlasnego majatku, sa zalezne od mezczyzny w 100%. I musza o tym pamietac jesli
          chca od meza odejsc - bo to jemu sad moze przyznac dzieci z racji tego ze to on
          bedzie mial pieniadze na ich utrzymanie, na adwokatow podczas rozwodu itp itd.
          Wedlug mnie tylko kobiete ktora potrafi utrzymac siebie i dzieci stac na luksus
          zwiazku wylacznie z milosci bez zadnych ekonomicznych podtekstow i ewentualne
          ryzyko rozwodu jesli sie nie powiedzie.
          Stad moja rada - warto oszczedzac dzieci, nie walczyc na obecnym etapie bo male
          szanse na wygrana, znalezc prace i wtedy pomyslec co dalej.

          pozdrawiam i przepraszam za forme poprzednego maila - czterolatka scigala sie
          ze mna kto szybciej dopadnie kalwiature. mela
      • chryzokola Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 29.07.04, 22:32
        Po pierwsze nie uzywam dzieci do niczego. Jeśli one cos robia to robią z
        własnej woli(strachu). Córka wie, bo jest duża i inteligentna, poza tym mąż
        często swoje wywody na temat naszego małżeństwa i mnie prowadzi przy dzieciach.
        Np. mój synek ostatnio, cokolwiek nie zrobię, mówi:"To twoja wina,", jakbym
        męża słyszała. Po drugie nie wykorzystuje męża i nie kocham jego pieniędzy. Nie
        wyszłam za mąż dla pieniędzy, bo ich nie miał. Teraz kokosów też nie ma. Nie
        pracowalam do tej pory, bo najpierw małe dziecko, potem studia, na ostatnim
        roku drugie, po drugiej ciązy depresja. Decyzja o moim "niepójściu" do pracy
        była wspólna, a właściwie bardziej nawet jego, bo rodzina, ognisko domowe,
        kobieta jego strażniczka, jego ciagle nie ma , więc ktoś musi o rodzinę dbać.
        Poza tym jeśli mam za marne grosze iśc do pracy (a juz dwa lata temu chciałam)
        to nie ma sensu, bo on na nas sam zarobi. Przekonał mnie, a teraz to jest
        zarzut wobec mnie.
        I jestem z nim z miłości, nie dla dzieci, nie dla pieniędzy. Pochodzę z
        rozbitej rodziny alkoholika, matka zawsze była moim wrogiem obwiniającym mnie
        za wszystkie swoje niepowodzenia i rodzina dla mnie i miłość były
        najważniejszymi wartościami w życiu. Dla nich byłam gotowa poświęcic wszystko.
        I chyba przesadziłam.
        • mela007 Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 10:04
          Nawet nie podejrzewam ze jestes z mezem dla pieniedzy. Ale dopoki nie bedziesz
          samodzielna to nie bedziesz mogla sama sobie szczerze odpowiedziec na to
          pytanie. Przez 8 lat bylam zalezna od meza, w tym trzy po urodzeniu dziecka i
          wiem ze wtedy - kiedy jest dziecko po prostu nie ma szans na zmiane czy oddech
          od sytuacji w ktorej bylam. Czulam sie jak ubezwlasnowolniona. Myslalam: to tak
          ma wygladac doroslosc? Nie moge o sobie decydowac? Takie ubezwlasnowolnienie ma
          trwac do konca zycia? Moze postaw sobie pierwszy cel: praca i niezaleznosc, a
          potem zastanowisz sie co dalej. Trzymam kciuki. Mela
    • krishka Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 29.07.04, 21:56
      Zadziwiające. Niemal identyczna historia jest udziałem mojej przyjaciółki.
      Zgadza się niemal wszystko (niepracująca nigdy, dwunastoletnia córka, odkryty
      romans męża), poza 5-letnim synkiem. To smutne, bo dowodzi tego, że takie
      dramaty to wcale nie nadzwyczajna rzadkość. Nie wiem, co Ci doradzić, tak samo
      jak nie wiem, co doradzić mojej przyjaciółce. Sytuacja arcytrudna.
      Trzymaj się, dziewczyno.
      • mandarynka81 Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 29.07.04, 22:51
        Jestem mężatką niepełny rok, a razem z R. jesteśmy z sobą 4 lata. Nie pracuje.
        Planujemy dzieci. Dla męża taki układ jest idealny, ale ja się boje. Nie tylko
        boję się zamknąć w domu, ale też być w 100 % zależna od męża. To co napiszę
        może wyda się wam nieprzyzwoite, ale tak to czuje. Wiem, że on mnie teraz
        kocha, ale co będzie za takich 12-15 lat? Co będzie jak nagle mu się odmieni?
        Tak jak mężowi autorki tego postu. Dlatego postanowiłam odkładać „na lewo”
        jakieś pieniądze, tak w razie czego. W razie gdybym jakiegoś pięknego dnia
        otworzyła oczy i cała sielanka szczęśliwej rodziny by się skończyła. Może to i
        nieuczciwe względem męża, którego kocham, ale jeśli mąż znajdzie sobie kiedyś
        jakąś przyjaciółkę, a ja przez ten czas nie będę pracować, bo tak chcemy, to
        będę skończona, co wydaje mi bardziej nieuczciwe tym razem względem siebie

        Mandarynka
    • mradford Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 05:16
      jak przeczytalam,ze maz nagle zaczal Cie o wszystko obwiniac to juz wiedzialam,
      ze na bank ma romans.W koncu najlepsza obrona jest atak.Wasza sytuacja jest
      trudna,ale nie beznadziejna.pamietaj,ze zawsze mozna udac sie na terapie
      rodzin, sa orodki gdzie mozna uzyskac swietna pomoc,za darmo.Skro maz chce nad
      zwiazkiem pracowac,to zawsze jest szansa,Trzymaj sie mocno i sie nigdy nie
      poddawaj!!Sciskam goraco!
      • malwes Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 07:51
        Witaj...
        No cóż - dla mnie sprawa jest jasna. Ten człowiek nie jest wart aby z nim
        dłużej być. Dzieci tu nie są żadnym argumentem - pozostawanie w chorym związku
        dla dzieci to największa głupota jaką można zrobić. Dzieci nie cementują
        związku - związek jest między kobietą i mężczyzną i jeżeli coś jest nie tak, to
        należy to rozwiązać albo zakończyć.
        Uważam też, że to co robisz nie wyjdzie Ci na dobre - pozwalasz mu na
        zastanowienie się "Czy chce z Tobą być" ????? Przecież w ten sposób pozwoliłaś
        aby stracił do Ciebie resztki szacunku - zdradza Cię, poniża, obwinia a Ty
        zamiast pokazać mu drzwi i kazać mu się "zastanawiać" na osobności to z nim
        wyjeżdżasz, śpisz, świętujesz???? Ratowanie związku nie zawsze ma polegać na
        tworzeniu "chorej sielanki" - ratowanie tego związku ma polegac na tym abyś
        stała się samodzielna, wywalila go na zbity pysk, albo sama się wyniosła i
        zaczęła własne, niezależne zycie - to on musi zobaczyć, że nie jesteś od niego
        zależna, że potrafisz zadbać o siebie, że jesteś mądra, inteligentna i sam musi
        zapragnąć z Tobą być...to on ma prosić, błagać, przepraszać. Tylko, że to
        wszystko musisz sama najpierw udowodnić sobie, bo na pewno tak jest, tylko
        jesteś załamana i nie widzisz własnej wartości...
        Musisz iść do pracy, bez tego nie ma sensu niczego więcej robić. Dzieci są
        duże - córka w szkole, syn w przedszkolu (jak nie masz na to środków to
        pamiętaj, że do uzyskania alimentów od męża nie musisz mieć rozwodu). Poproś
        rodzinę, przyjaciół o pomoc przy dzieciach, może znajdziesz pracę, która
        pozwoli Ci na zatrudnienie opiekunki na parę godzin...na pewno jest jakiś
        sposób na uzyskanie pomocy.

        ...i kiedy odbijesz się od dna to moim zdaniem byłby najlepszy czas na
        poszukanie jakiegoś mądrego człowieka, który będzie dla Ciebie kochającym i
        odpowiedzialnym partnerem i posłać męża do wszystkich diabłów...ale to
        oczywiście Twój wybór bo rozumiem, że nadal kochasz tego drania...

        Musisz się przyzwyczaić do myśli że już za moment trzeba żyć bez niego,
        pracować, wychowywać dzieci, dawać sobie radę. Musisz wziąć się w garść i
        zaczać żyć na własny rachunek...tak naprawdę to jest jedyna droga aby dać Ci
        szansę na życie z nim, tyle, że on moim zdaniem, nie jest tej szansy wart.

        Gosia
      • karu.zella Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 08:14
        Chcesz ratowac małżeństwo, dałaś to mężowi do zrozumienia, kochasz go, chcesz z
        nim być. On zdaje sie tego nie zauważać, myślami jest przy tamtej zapewne.
        Typowe odurzenie...
        A gdyby tak zainteresował się Tobą inny facet? Nie mówię o zdradzie,
        absolutnie, raczej o czyms w rodzaju przyjaźni. Na swoją 'starą, wysłużoną'
        żonę spogląda sie inaczej, jesli okaże się , że wzbudziła zainteresowanie
        innego samca, to chyba jakiś biologiczny mechanizm smile Nie twierdzę, że to ma
        ratować związek, to tylko może pomóc Twojemu mężowi zrzucić klapki z oczu, bo
        poki co zachowuje sie raczej jak tchórzliwy smarkacz, próbując zrzucić na
        Ciebie winę za wszystkie problemy i tym samym zapewne stworzyć sobie pretekst
        do odejścia, zamiast postawić sprawy uczciwie. Wywlekać swoje wobec Ciebie
        zarzuty (gdyby nawet uzasadnione były) przy dzieciach?? Szczyt wszystkiego.
        Poniżanie matki przy dzieciach, robienie sobie z nich sojuszników, i to w walce
        z matką? Wygląda na to, że on się zdecydował, szkoda tylko, że w takim marnym
        stylu, rozwalając co się da, upokarzając Ciebie i krzywdząc dzieciaki.
        Mimo wszystko, miłość potrafi wiele wybaczyć.
        Ja to widzę w ten sposób: czy jest sens zatrzymywać go na siłę? żeby był z Tobą
        z litości i dla wątpliwego 'dobra' dzieci? Nie zniesiesz tego i druga deprecha
        gotowa. Ja wiem, ze rozwalenie tego, co budowałas przez lata boli jak cholera,
        ale to nadal TWOJE zycie, drugiego nie będzie. Próbuj znaleźć jakąkolwiek
        pracę, dzieci są już spore, synek na pewno chodzi do przedszkola. Praca pomoże
        Ci nawet nie tyle finansowo, co psychicznie. Nie bedziesz siedziec w domu i sie
        zadreczac 'dlaczego'. Choćbys miała na osiedlu ludziom sprzątać, wystarczy
        powiesić karteczki, a zapracowanych babek, co hojnie zapłacą za umycie okien,
        wyprasowanie sterty ciuchów czy pozmywanie, jest sporo. Jesli nawet czujesz, że
        nie jestes w stanie, zmuś się! Trzymaj przed dziećmi głowę podniesioną, choć
        oczywiście one wszystkiego się domyslają.
        A mąż? Jak się uprze to odejdzie do tamtej, mimo że Ty go nadal kochasz. A
        potem zapewne wróci z podkulonym ogonem. Jakkolwiek to się potoczy, 3mam za
        Ciebie kciuki. Jego odejscie, choć bolesne dla was wszystkich, NIE UNICESTWI
        Twojego życia. Dasz sobie radę! A gdzie w tym wszystkim Twoi/Wasi przyjaciele,
        rodzina, moze dalsza ale serdeczna? Masz kogos takiego?
        Pozdrawiam Cie bardzo ciepło
        karuzela
        • mabrulki Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 08:31

          Rozpatrywanie kwestii "czy się rozwsieść" li tylko pod wzgledem twz."dobra
          dzieci" to największa i najbardziej zdradliwa pułapka.
          Rozpatrz sprawę zadając sobie pytania "Czy go kocham?","Czy w związku jest dla
          mnie najważniejsze uczucie?","Czy czuję się w związku
          szczęśliwa/kochana/szanowana?","Czy nasze codzienne życie stwarza atmosferę
          ciepła i spokoju?"-to już pod kątem dzieci.
          Byłabym innym człowiekiem,gdyby mój ojciec rozwiódł się w swoim czasie z moją
          matką i wywalił ją w diabły,zamiast "godzić się z sytuacją dla dobra
          dzieci".Mam o to żal do niego.

          ---

          "Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
          Woody Allen
          • dzindzinka Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 09:12
            Znam małżeństwo, które kilkanaście lat żyło obok siebie dla dobra dzieci. Oboje
            byli dobrymi rodzicami, nie wtajemniczali dzieci w swoje problemy. Ale dzieci
            czuły, że coś nie gra. Skończyło się tak, że po kilkunastu latach się rozwiedli
            żałując, że nie wcześniej. A dzieci leczą się u psychoterapeutów.
    • isma Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 09:11
      Chryzokolo,
      to zalezy, w co wierzysz. Ja, poniewaz wierze, ze malzenstwo jest
      nierozerwalne, pewnie probowalabym je ratowac dlugo. Sadze, ze do granicy,
      ktora bylaby jakas forma przemocy - psychicznej lub fizycznej - wobec mnie lub
      dziecka. A i wtedy, zapewne, bylaby to decyzja o rozstaniu w sensie fizycznym,
      wyprowadzce, separacji, a niekoniecznie o rozwodzie. No, nie chce gdybac ;-(((.
      W kazdym badz razie powodem do rozstania "na zawsze" nie bylby brak czulosci
      czy zdrada, tego jestem pewna. Chociaz niewierzacy, pieknie o tym mowil Jacek
      Kuron: kiedy u kresu zycia przychodzi wspomnienie milosci, to ta milosc wtedy
      mowi "a tak naprawde, to ja jestem praca" wink)). Nad soba i nad zwiazkiem.
      Nieustanne, na codzien, na biezaco, wybaczanie i uczenie sie akceptacji.

      Ale nie kazdy musi uwazac malzenstwo za nierozerwalne. W zwiazku z tym, jesli
      Ty tej wiary nie podzielasz, mozesz rozwazac rozne mozliwosci. Znasz prawde o
      zachowaniu meza, o jego przyczynach (czy on nadal kontaktuje sie z ta
      dziewczyna? czy Ty to akceptujesz i czy on wie o Twoim do sprawy stosunku?).

      Ale czy znasz prawde o sobie? Wiesz, ze nie jestes taka osoba, jak w gniewie
      zarzuca Ci to Twoj maz. Jestes wyksztalcona - nie masz doswiadczenia
      zawodowego, to prawda, ale to nie znaczy, ze nie mozesz znalezc pracy.
      Poszukaj. Dzieci sa duze, a zwlaszcza malemu, mysle, nowosc kontaktu z
      rowiesnikami w przedszkolu pomoglaby sie oderwac od ciezkiej atmosfery w domu.
      A Tobie to, mysle, pozwoliloby zyskac dystans, zobaczyc, ze sprawy domowe nie
      sa jedyna trescia zycia, choc, nie przecze, wazna.

      Nie skladajcie sobie wielkich deklaracji o "ratowaniu" malzenstwa. Nie musi byc
      cudownie. Nie musi byc roz, ale dobrze byloby, gdyby byly rozmowy. O dobrych
      sprawach w Waszym zyciu - o tym, jak sie poznaliscie, co sie Wam w drugim
      spodobalo. I po prostu sprobujcie sie przyzwyczaic wzajemnie do swoich wad,
      najpierw tych najdrobniejszych. Mysle, ze z czasem uda sie wyjasnic i sprawy
      zasadnicze: 'wrobienie" w malzenstwo (inna rzecz, ze mnie sie noz w kieszeni
      otwiera, jak slysze ten tekst, tak jakby dzieworodztwo bylo u nas powszechne).

      Jesli nie bedzie postepu, to do rozwazenia jest wyprowadzka. Piszesz, ze wazne
      jest dla Ciebie poczucie materialnego bezpieczenstwa - jesli nie uda Ci sie do
      tego czasu "usamodzielnic" to moze do rodziny? Z tym, ze jest ryzyko, ze maz
      potraktuje te wyprowadzke jak wakacje, w czasie ktorych moze pielegnowac inne
      znajomosci - i ten krok okaze sie definitywny. A wiec nie predzej, niz bedziesz
      pewna, ze jesli nie bedziesz miala gdzie wrocic, bedzie to rozwiazanie przez
      Ciebie do zaakceptowania.

      Bo nie ma sensu - to tez a'propos "straszenia" rozwodem - rzucac deklaracji,
      tych dobrych i tych zlych, ktorych sie nie dotrzymuje. Niech to bedzie na
      powaznie, a nie kolejna wymiana pustych pogrozek.

      Trzymam kciuki. I nie tylko wink)).
      • ewa2233 Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 10:44
        Wiecie co?
        Jedna kwestia mnie w takich wypadkach zawsze zastanawia i trochę przeraża:
        Dzieciaki (przy ewentualnym rozstaniu rodziców), zostając z matką,
        mając ją na codzień, czyli w sytuacjach typu:
        "odrób lekcje, pozmywaj, idź już spać,
        nie dam ci na to pieniędzy, bo nie mam itp"
        zawsze będą ją obwiniać, że to "przez nią" taty nie ma w domu.
        Mama oczywiście będzie mieć swoje złe dni,
        bo pieniędzy z alimentów nie starczy, bo w pracy atmosfera byle jaka ...
        Tatuś będzie "od święta", weekendowy - czyli "luksusowy".
        Lody, pizza, wypady na miasto, atrakcje, niespanie do późna ...
        I jeszcze jeśli nie dał się poznać jako np. alkoholik, którego ma się dość,
        to "wina" mamy będzie oczywista!

        Jak w takim wypadku być nie "DOBRĄ" matką, ale "ATRAKCYJNĄ" dla dzieci?
        Czy to w ogóle możliwe?
        Nie ma siły, by dzieci zrozumiały, że tata gdyby nadal mieszkał razem -
        nie miałby dla nich tyle czasu, nie był taki "dobry".
        Będą wiedziały, że tata jest "fajniejszy" niż mama,
        więc ona jest winna, że tata odszedł (nie była zbyt "fajna" i dla niego).

        Nie potrafiłabym być w związku, w którym nie czułabym się kochana.
        Ale jak się odnaleźć w takiej sytuacji, gdy to ma miejsce?
        Czy powiedzenie dzieciom:
        nie rozumiemy się już z tatusiem, nie chcemy być razem, tak bywa. Wystarczy?

        Myślę, że kwestia bycia czy nie bycia razem jest prostsza do rozwiązania,
        niż jak w tym wszystkim znaleźć dobre rozwiązanie dla dzieci.

        Aby rozwiązać sytuację między dorosłymi "wystarczy" wsłuchać się w siebie.
        Pomyśleć:
        mąż ma "powierniczkę", której słucha i wzajemnie się "pocieszają",
        nie czuję się z nim dobrze, nie kocha mnie. Czy sex "beznamiętny" mi wystarczy?
        Czy jest szansa, że mu zaufam? Czy on chce naprawdę ze mną być?
        Czy jest w stanie zerwać (definitywnie!!!) znajomość z koleżanką?
        Czy chcę z nim być?

        Odpowiedzi na te pytania można znaleźć.
        Ale jeśli przeważy rozstanie -
        jak nie stracić kontaktu z dziećmi,będąc z nimi pod jednym dachem ?
        Ja nie wiem.

        Chryzokolo, trzymaj się!
    • mamamon Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 11:08
      Chryzokolo,
      Ja mysle, ze niektore niepracujace kobiety, zwlaszcza przy braku oparcia w
      mezu, traca powoli wiare w swoje mozliwosci, zaradnosc, poradnosc. Doprowadza
      to so sytuacji, w ktorej wydaje im sie, ze calkowicie zaleza od meza, ze maz
      jest wszystkim. Mysle, ze i Ty zxaistaniaja sytuacje oceniasz z dwoch
      perspektyw: milosci do meza, ale i tego, jak poradzilabys sobie bez niego.
      Dlatego, moze dobrze by bylo sprobowac znalezc prace, (jakakolwiek na
      poczatek). Praca da Ci niezaleznosc finansowa i przynajmniej bedziesz
      wiedziala, ze bez meza bedziesz mogla sobie poradzic, a wtedy pozostanie Ci
      tylko podjecie decyzji, czy CHESZ z nim dalej byc, czy nie. A co do dzieci, to
      oczywiscie, ze one wyczuwaja nawet nie tyle, co sie dzieje, ale nastroj Twoj,
      meza i boja sie. Dlatego trzeba im dac duzo wsparcia, co jest trudne, bo sama
      go potrzebujesz. Moze moga pojechac na troche do dziadkow?
      Pozdrawiam cieplutko,
      m.
    • wieczna-gosia Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 11:42
      ja tu widze pare problemow:
      po pierwsze- oczywiscie problem finansowy, ale o tym pozniej bo chce sie
      jeszcze poodnosicsmile
      po dugie- ty go proszisz, ty chcesz ratowac itd. a on? jak na razie widze uklad
      ze facet robi co chce a ty chcesz ratowac dobro dzieci wielkie dziala wytoczone
      i tarara.
      a problem ze ty na kolanach a on se bimba wynika bezposrednio z tego:
      Jeśli on albo ja odejdę jak sobie
      > poradzę? Za co będę żyła z dwójką dzieci? Gdzie mieszkała?
      swiadomie pomijam wyzej zdania o studiach i braku doswadczenia. stwiedzam
      bowiem z cala odpowiedzialnoscia ze ja postawiona w takiej sytuacji- nie wiem
      rzecz jasna czy bym sobie poradzila natomist wiem na pewno ze absolutnie nie ma
      we mnie tycvh lekow.
      i moim zdaniem od tego trzeba zaczac. od zbudowania pewnosci siebie. nie dam ci
      gotpwej recepty jak to zrobic. byc moze znalesc prace. ale praca to ulotna
      sprawa- mozna jej szukac tydzien a mozna pol roku. pracy JUZ trzeba szukac
      majac pioukladane w glowie.
      moja droga od ... nastu lat wykonujesz cieza pracce. wychowanie twojej crki juz
      da sie zweryfikowac poniewaz powoli wchodzi w wiek gdy sie zbiera owoce... i
      pomysl- czy dobrze wykonywalas te prace domowa? czy bylas dobrym pracownikiem?
      jesli tak- to kochanie maz ktoremu na umysl padlo nie ma tu racji i nic do
      rzeczy. moze to jest dobra podstawa- jesli do tej pory bylas dobra w tym co
      robisz- to bedziesz znowu dobra w czyms innym- proste.
      teraz jak mamy to zalatwione- przejdzmy dalej. Z mezem musisz rozmawiac jak
      partner. To nie jest tak ze on biedaczek haruje a ty sie relaksujesz i
      pachniesz wink jestescie partnerami, ktorzy wybrali taki podzial rol. I od tego
      trzeba wyjsc. ON oczywiscie musi wybrac- ona albo ty ale TY musisz wybrac czy
      chcesz faceta z powrotem czy nie. I jesli oboje wybierzecie to samo- to trzeba
      to wybrac w pelni- nie przypominac facetowi co tydzien ze sie przespal z inna i
      jaki jest swinia. jesli tak nie potrafisz wybrac- to wybieranie zwiazku dla
      dobra dzieci nie ma sensu. Zwiazek jest dla was a dzieci rosna i odchodza. Taka
      jest kolej rzeczy a nie inna.
      I ostatnia rzecz. Ktos tu napisalze odklada na lewe konto bo niby jest OK ale
      kto wie- no to sie w koncu ufa temu mezowi czy nie? Bo jesli taki wybor jest
      sluszny to czemu nie powiedziec- sluchaj ja tu bede sobie odkladac bo kto wie
      moze mnie zostawisz. Bo ja na przyklad w paroksyzmie dola tak mezowi
      powiedzialam- kiedys mie zostawisz z niczym. I moj maz poszedl i mi trzeci
      filar zalozyl oraz zaproponwal ze on ze mna intercyze podpisze do czego on sie
      zobowiazuje jesli sie rozstaniemy tfu tfu. I mi przeszlo wink) Nie zarabiam w
      sensie nie mam swoich pieniedzy wink ale ani przez chwile nie czuje sie
      uzalezniona. Wrecz przeciwnie czuje sie rzeczywistym wladca tego domu oraz
      srodkow finansowych wink Moj maz czesto daje mi do zrozumienia ze ceni moja prace
      (chociazby przez uznanie mojego prawa do zmeczenia) ze uwaza ze jestem swietna
      matka, ze ceni to ze ja nie pracuje. Mysle ze pieniedzmi bardzo latwo
      manipulowac i daja one poczucie wladzy, badz niewoli. Ale rzeczywiste poczucie
      wladzy lub niewoli wcale nie lezy w fakcie KTO zaraba i KTO wiecej tylko JAK
      sie traktujem,y i swoje obowiazki nawzajem. Moj maz duzy nacisk kladzie na to
      ze pieniadze sa nasze. Nie moje i nie jego. jestesmy wspowlascicielami konta.
      Moge zalozyclokate lub ja zlikwidowac. Mam podpisane in blanco pelnomocnictwa
      bo pare razy sie zdarzylo ze on nie mogl dojechac a mi konoeczny byl i jego
      podpis.
      Mysle ze w dzisiejszych czasach uklad z niepracujaca zona jest pod pewnymi
      wzgledami trudniejszy do przetrawienia ale dobry taki uklad akceptowalny przez
      obie strony jest po prostu dobry jak kazdy. I nikt nie musi sie czuc zle.
      mysle chryzokolu (peikny kamien swoja droga...) ze wasz uklad dzialal sila
      rozpedu- sa dzieci ty nie masz pracy on mial no to tak zostalo. A teraz trzeba
      cos swiadomie zalatwic.
      • le_lutki Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 11:49
        Ah Gosiu- Ty masz i wierzysz, ze masz wlasciwy "egzemplarz" - i to Twoje
        szczescie (odnosze sie tu do zdania na temat meza i zabezpieczenia na
        przyszlosc). Ja tez w to wierze jak dotad i moj zdrowy rozsadek nie nakazuje mi
        odkladac na czarna godzine na lewo (na te czarna odkladamy sobie razem, bo
        razem zamierzamy byc wink tylko wiedziec, ze jak przyjdzie co do czego to sobie
        poradze, znajde prace itp.
        A pisze to dlatego, ze w rodzinie mojego meza, zarowno ze strony ojca jak i
        matki jest... 100% rozwodow w dwu ostatniczh doroslych pokoleniach... Chocby
        nie wiem co, to czasami to daje do myslenia wink Choc jak dotad za punkt honoru
        mamy byc pierwszym szlachetnym wyjatkiem, m.in. dlatego, zeby w odniesieniu do
        nas nie mowic: wiesz, druga zona, dzieci z pierwszego malzenstwa - moje/twoje i
        nasze, nie, to nie bylo to, tylko nastepne malzenstwo - a tak jest w przypadku
        pozostalych czlonkow tyej dziwnej rodziny smile
        Pozdrawiam i sorry, ze nie do konca na temat.
        • ewa2233 Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 12:03
          Dziewczyny!
          To chyba nie bardzo na miejscu "chwalić się" w tym wątku swoimi dobrymi mężami.
          Chryzokola najwyraźniej nie ma honorowego męża, boi się,
          że nie będzie miała z czego żyć i gdzie mieszkać.
          Widać że też nie bardzo została doceniona za swój wkład w swoją rodzinę.
          To, jak dobrze mamy w swoich małżeństwach, nie jest tu istotne!
          Ona też pewnie WIE, jak być powinno.
          Ale u Niej w rodzinie jest inaczej!
          I po co jej "dokładać", że mój mąż to jest taki super a mój też,
          a mój mnie docenia, a pieniądze on zarabia-ja wydaję ?

          Albo dodajmy dziewczynie otuchy, albo wskażmy drogę co MOGŁABY zrobić.
          Nie chwalmy się jak nam się udało!
          • wieczna-gosia Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 12:09
            sluchaj ale nie znamy przeciez meza i nie znamy chryzokoli.
            nie bylo moim zamiarem pochwalenie sie mezem, bo w ogole wyjechal i dzisiaj go
            nie lubie wink
            ale 1.
            chryzokola powinna zbudowac czy odbudowacvc poczucie wlasnej wartosci nie na
            pracy bo to roznie bywa, ale na tym co ma do tej pory. Wbrew twierdzenim meza.
            2. powinna wymusic na mezu rowne traktowanie- nie mam pojecia jak. Moze
            najpierw pokombinowac jak to zrobic w wypadku gdyby nie chciala z nim byc,
            dojsc do wniosku czy faktycznie chce z nim byc i wyjsc wlasbie z takiej pozycji-
            mozemy sie dogadac i byc razem ale pod pewnymi warunkami. A jak nie to czesc
            piesni i ustalmy jakby ze soba nie byc. Nie umiem nic konkretnie doradzic, bo
            nie znam meza chryzokoli. Umiem wskazac kierunek.
            • ewa2233 Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 12:21
              Gosiu!
              Właśnie chodzi o to by WSKAZAĆ kierunek.
              Jednak akurat ja odebrałam Twój pierwszy post jako
              "pochwalenie się przy okazji".
              Nie piszesz w formie: postaraj się zrobić to, pogadać o tym, uświadom mu,
              że twoja praca jest więcej warta niż jego, bo on by się pewnie nie zamienił.
              Tylko piszesz: jak pomyślałam, że mnie mój mąż kiedyś zostawi - on na to: ...
              jestem z dziećmi, nie pracuję zawodowo - on to docenia ...

              Chodzi o to, by spojrzeć jak taka "poszkodowana" osoba
              może odebrać FORMĘ wypowiedzi.
              I właśnie taką "dobrą" FORMĘ ma Twój drugi post smile
    • maskotka_diabla Re: Ratować to małżeństwo czy nie? JAk żyć? 30.07.04, 21:49
      Chryzokola,
      dostalas tysiace madrych odpowiedzi,wsparcia na forum "psychologia".Dlaczego z
      nich nie skorzystasz?
      Dlaczego uparcie pytasz..szukasz odpowiedzi mimo,ze tak wiele ich dostalas.
      Wiesz dlaczego? Boisz sie zrobic tak jak Ci podpowiadaja i jak podpowiada Ci
      rozsadek..
      Sledzilam Twoj watek jednym tchem..Nie wypowiadalam sie wczesniej..
      Ale teraz chyba powinnam. Osobiscie uwazam,ze bedziecie razem ,ale jest
      warunek: "zimny prysznic" dla meza..mam na mysli seperacje. Uzmyslowi sobie jak
      bardzo wazna jest dla niego rodzina..Ty..dzieci..
      Jestescie 13 lat po slubie, przechodzi "glupi" wiek dla faceta, szuka nowej
      drogi..
      Rozmowy, Twoje starania tu nic nie pomoga.
      Masz dwoje cudownych dzieci, to o nich powinnas teraz myslec,to bedzie dla
      Ciebie najlepsza terapia.Chcesz zeby Twoja corka szukala pozniej pomocy na
      forum bo "wspomnienia" beda ciazyc na jej dalszym zyciu, tak jak w Twoim
      przypadku?
      Moze to okrutne co pisze,ale jedynym wyjsciem dla Ciebie jest wziac sie w
      garsc..
      Jezeli bedziesz miala ochote porozmawiac napisz..adres mam taki jak login.
      Pozdrawiam Cie
Pełna wersja