straciłam adoratora

29.07.04, 22:35
Niedawno, po kilku latach zakochania, przeszło mu.
I dobrze - naprawdę! Bo jestem mężatką, szczęśliwą zresztą i najwyższy czas by i on znalazł miłość z wzajemnością (bardzo wartościowy to człowiek).
Ale powiem Wam, że hmmm, jakaś cząstka mnie mówi "szkooooda" wink Takie niewinne, bo gdyby to ode mnie zależało, to już dawno bym go uwolniła, ale jednak. Cóż, próżność kobieca (? - moja tylko?)
Miałyście kiedyś podobne odczucia?
Joanna
    • mandarynka81 Re: straciłam adoratora 29.07.04, 22:56
      Przez całą bytność z moim R. miałam takiego adoratora. Był nim najlepszy kumpel
      męża. Teraz ten kumpel ożenił się i pod wpływem swojej żony, która podobno jest
      o mnie wybitnie zazdrosna, zaczął wymyślać różne historie na mój temat. Przykra
      sprawa. W sumie przez jej niezdrowe podejście do jego przeszłości, nasza
      przyjaźń się skończyła. Cóż byłam podobno za dużym zagrożeniem smile

      Mandarynka
      • tjoanna Re: straciłam adoratora 29.07.04, 23:31
        Historie na czyj użytek? Żony? Swój własny?
        No i jak się czułaś, kiedy się ożenił?
    • umasumak Re: straciłam adoratora 29.07.04, 23:42
      Hmmm... wiem co czujesz smile). miałam podobną sytuację. Taki adorator jeszcze z
      dzieciństwa smile). "Odkochał" się jakieś dwa lata temu smile). Ma żonę i dziecko i
      przestał być moim satelitą wink). Mój pierwszy mąż miał go w nosie, natomiast
      obecny małżowin go nie znosił wink) aż do momentu gdy P nie ułożył sobie życia.
      Teraz go toleruje smile). Pozdrawiam.
      • tjoanna Re: straciłam adoratora 30.07.04, 13:21
        Mój mąż nigdy nie był zazdrosny. I nawet go lubił (niestety bez wzajemnościwink

        A kojarzycie w jakich okolicznościach się odkochali?
        A. po tym, jak urodziłam dziecko. Być może to zbieg okoliczności, ale wydaje mi się, że nie.
    • mradford Re: straciłam adoratora 30.07.04, 15:51
      ja mam takiego adoratora,moja pierwsza milosc.Potrafimy sie nie widziec kilka
      lat,ba,nie rozmawiac ze soba po kilka lat.A potem ni stad ni zowad,jak on mnie
      zobaczy gdzies na imprezie,u znajomych,to sie zaczyna.Telefony,maile,poetyckie
      milczenie w sluchawce,czytanie bajek na dobranoc godzinami.Niezapominajki na
      wycieraczce,olbrzymie graffiti na murze obok ktorego codziennie przejezdzam,itp.
      Dopoki bylam solo bylo to bardzo mile.On oczywiscie ma swoje zycie,w przerwach
      miedzy jedna kobieta a druga,ktore nigdy nie zajma mojego miejsca.
      Jest wyjatkowo przystojnym,romantycznym,odwaznym,czulym facetem.Robi kariere w
      telewizji(nie powiem ktorej!!!!),ale nie potrafi zamknac tego,co skonczylo sie
      prawie 8 lat temu.I gdybym nadal byla sama,pewnie bym sie na te wdzieki
      skusila,ale ze jestem teraz szczesliwa mezatka-nic podobnego nie przejdzie!!!
Pełna wersja