Dodaj do ulubionych

Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :)

07.07.13, 22:48
Tak jak w ostatnim wątku część z Was pisała, że to "siara", porażka itd aby zabierać słoiki na wakacjez gotowymi obiadami - tak ja pytam, która z Was to praktykuje? smile
Bo ja bym chciała smile Ale nie wiem jak się do tego zabrać, co polecacie zrobić, jak zrobić, czego absolutnie nie robić?
Wyprzedzając fakty - nie chce mi się codziennie gotować na wakacjach, nie stać mnie aby codziennie iść w 4 osoby do knajpy, a przede wszystkim córka ma silną alergię i nie wyobrażam się dogadywać w tamtejszym języku - czy w panierce do mięsa jest jajko i gdzie jest najbliższa stacja pogotowia.
Obserwuj wątek
      • aleks2539 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 07.07.13, 23:04
        Tak, tam jadę smile I była ostatnio trzy lata temu. Z niemowlakiem na piersi + jakieś słoiczki. Nie było z nim żadnego problemu, gorzej z nami. Jedzenia gotowego nie brałam, chodziliśmy po knajpach, ale... ja nawet w PL nie zjem w restauracji żadnej wieprzowiny, wołowiny itd. Tylko ryba czy kurczak. A w CRO wszędzie baranina, owoce morza (też nie jem). Więc nie ukrywam, że żywiłam się ... pizzą ;P (no i rybą).
        Nie wyobrażam sobie opcji pt my idziemy coś zjeść w trójkę a kelnera proszę o odgrzanie osobno obiadu dla córki. Lub ona je w domu, a my na mieście. Nie wchodzi to w grę. Gotowanie tam tymbardziej wink
        Ps. pralki nie biorę wink Na miejscu też prać nie będę wink
    • gonia28b Tak, ja zawsze :) 07.07.13, 23:33
      Głównie ze względów ekonomicznych.

      Musisz sobie wygospodarować przed wyjazdem ze dwa, trzy dni...
      Gotujesz różne zupy, gulasze, potrawki w takich większych ilościach, pakujesz do słoików (najlepiej się sprawdzają takie o pojemności 1 litra)... Brzeg słoika musi być czysty i suchy, podobne nakrętka. Kładziesz do dużego garnka w poziomie, tak żeby woda przykryła cały słoik, możesz zalać wrzątkiem z czajnika, od zagotowania 20 minut musi się to gotować. W moim garnku mieszczą się dwa litrowe słoiki. Nie musisz każdego osobno gotować. Wyjmujesz np. za pomocą szczypców grillowych plus gruba rękawica, odstawiasz nakrętka do dołu. Nie przejmuj się, jeżeli ta nakrętka nie jest płaska,a jest "wybulona". Zazwyczaj wszystko dobrze się "zawekowuje", ale nie zawsze się to udaje. W takich przypadkach, proponuję przełożyć zawartość do innego słoika i spróbować ponownie zawekować.

      Pozdrawiam! smile
      --
      Dla kobiet pracujących - całkiem nowe forum smile
    • skarolina Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 08:09
      Mnie się zdarza zabierać, jeśli jedziemy samochodem. Zwłaszcza do Chorwacji, bo ceny normalnych potraw w knajpach niestety nie są na tyle niskie, żeby stać mnie było na codzienne zjadanie porządnego posiłku w knajpie, a pizzy za porządny posiłek nie uważam.

      Jedziemy zwykle na jakieś 10 dni (na miejscu, plus podróż), więc zabieram około ośmiu słoików, bo ze dwa dni spędzamy na zwiedzaniu i wtedy obiad w knajpie obowiązkowo), których przygotowanie zajmuje mi jeden wieczór plus pasteryzacja następnego dnia.

      Zabieram bitki wołowe, schab duszony i mięso z pieczonych udek kurczaka. Do tego na miejscu gotuję ryż, kaszę lub makaron i robię wielką miskę surówki.
      Przygotowanie takiego obiadu na miejscu to 15-20 minut, w knajpie czeka się dłużej i mniej wygodnie smile
    • myszy80 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 08:41
      Ja też zabieram. Kiedyś (przed dziećmi) ze względów na to, iż czas spędzaliśmy bardzo czynnie (często 12 godzin w górach, na jakichś kanapkach). Wtedy brałam kotlety, mięso duszone lub bigos.
      Odkąd są dzieci też zabieram, tylko, że teraz przede wszystkim zupy, bo jedzą w określonych porach, przed spaniem. Poza tym w tym roku zamierzam zrobić jeszcze jakieś pulpety, pierogi, może naleśniki. Pewnie na mijescu chociaż raz gdzieś pójdziemy, ale na codzienne żywienie się w knajpach nie mamy kasy. Wolę zabrać z domu niż stać i pichcić na miejscu.
      --
      Artur - 06-09-2009
      Albert - 08-09-2011
      • zonkastonka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 08:51
        Ja, ja!! I mam gdzieś komentarze innych. Zabieram ze względów ekonomicznych. U mnie będzie: karkówka w sosie, gulasz, pulpety w sosie pieczarkowym, sos boloński do spaghetti - to własnej roboty. Z nie-własnej będzie sos słodko-kwaśny Łowicz (do kurczaka, którego kupię na miejscu) i być może kupię jeszcze jakieś gołąbki bo już nie zdążę zrobić. No i zabieram patelnię do naleśników smile

        Z tymi zupami to dobry pomysł - jakoś nie myślałam żeby zawekować zupę smile Spróbuję.
        Aha - dwukrotnie popełniłam błąd przy wekowaniu: pulpety w sosie grzybowo-śmietanowym zawekowałam razem ze śmietaną (słodką) i na miejscu wywalałam wszystko do kosza. Teraz śmietaną dodam na miesjcu smile

        Ja z opcji: wolę jechać z własnym żarciem na 2 tygodnie niż do knajp na 7 dni.
            • myszy80 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:20
              Dlaczego? Moje dzieci jedzą zupę ok 11-12, potem idą spać, wstają i jedzą drugie danie. Żebym mogła rano gdzieś wyjść muszę mieć coś dla nich do podania. Owszem, czasami mogą zjeść parówkę lub drożdżówkę, ale nie codziennie. Nie gotuję na wodzie lub kostkach, więc przygotowanie zupy trochę trwa.
              --
              Artur - 06-09-2009
              Albert - 08-09-2011
              • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:49
                masz tak niereformowalne dzieci, że na wakacyjnym wyjeździe nie zmienią swoich nawyków żywieniowych?

                zupę kupisz za grosze każdej knajpie, a jeśli nie ma w pobliżu wyż gorący kubek albo torebki
                --
                "Ja uważam, że dramatem Rosji nie jest fakt, iż Czechy odłączyły się od niej"
                eva15
                • myszy80 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:59
                  wtopek napisał:

                  > masz tak niereformowalne dzieci, że na wakacyjnym wyjeździe nie zmienią swoich
                  > nawyków żywieniowych?
                  >
                  > zupę kupisz za grosze każdej knajpie, a jeśli nie ma w pobliżu wyż gorący kubek
                  > albo torebki

                  Przede wszystkim mam małe dzieci. Nie widzę powodów dla których musiałabym zmieniać im nawyki żywieniowe w związku z wyjazdem. I nie zamierzam takich małych dzieci karmić zupkami z torebki.

                  --
                  Artur - 06-09-2009
                  Albert - 08-09-2011
                      • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:15
                        zawsze traktowaliśmy gorący kubek jako okołopołudniowy środek na zapchanie brzucha w hotelach/kwaterach bez AI

                        może dlatego ze jeździmy w ciepłe kraje i czy to o 12 czy 15 po południu ostatnim o czym myślimy jest jedzenie obiadu i gotowanie, a dzieci jeśli już są głodne zawsze coś tam na szybko chapną, czy to bułka, czy pizza, czy drożdżówka, na pewno nikt nie będzie się rozczulal i warzył "domowych' zupek smile
                        --
                        "To, że Macierewicz nie umie udowodnić zamachu, nie zmienia faktu że zamach był"...by aetrucośtam
                          • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:28
                            dlatego właśnie ta dyskusja, jeśli się bierze słoje, dysponuje się z reguły własnym samochodem, więc nie jest problem podjechać gdziekolwiek na posiłek

                            natomiast kilka dyskutantek brzmi jakby tym samochodem jechały na bezludną wyspę na krańcu świata wink

                            sami też bierzemy jedzenie ze sobą, jak gdzieś tak jedziemy - trochę wędliny, jakiś makaron, sosy itp., ale to z reguły w ilościach na "rozruch", dzień max. dwa dni na początek, zabieranie obiadów w ilościach dwutygodniowch jest dla mnie jak z kosmosu wink
                            --
                            "To, że Macierewicz nie umie udowodnić zamachu, nie zmienia faktu że zamach był"...by aetrucośtam
                            • myszy80 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:33
                              Wyraźnie napisałam, że nie mamy kasy na codzienne stołowanie się knajpach. Jedziemy na tydzień. Biorę jedzenie na jakieś 3-4 dni, resztę robię na szybko na miejscu.
                              Co do zupek chińskich lub z torebki to też się tym kiedyś żywiłam ale nie widzę powodu, dla którego mam podawać takie dania 2 i 4 latkowi, skoro mogę zawekować kilak słoików w domu i przewieźć je samochodem.
                              --
                              Artur - 06-09-2009
                              Albert - 08-09-2011
                            • katriel Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 22:19
                              > dlatego właśnie ta dyskusja, jeśli się bierze słoje, dysponuje się z reguły wła
                              > snym samochodem, więc nie jest problem podjechać gdziekolwiek na posiłek

                              Ale podgrzanie zupy ze słoika zajmuje 10 minut. Plus 15 minut jedzenie, plus
                              5 minut ogarnięcie po posiłku - razem pół godziny.
                              "Podjechanie gdziekolwiek" zajmuje:
                              10 minut (jazda do najbliższego miasteczka) +
                              10 minut (poszukiwanie knajpy) +
                              20 minut (zamawianie i oczekiwanie na posiłek) +
                              15 minut (czekanie aż przestygnie) +
                              25 minut (jedzenie - knajpiane jedzą wolniej niż domowe) +
                              10 minut (powrót).
                              Razem półtorej godziny. Trzy razy dłużej. Szkoda mi czasu wakacji.

                              --
                              An adventure is only an inconvenience rightly considered.
                              -- G.K. Chesterton
                    • wegatka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 00:40
                      claudel6 napisała:

                      > moze lepiej zostańcie w domu i poczekajcie
                      > , aż dzieci dorosną.

                      Ja pierniczę, co za dziwaczny tok rozumowania. Ty, jeśli chcesz, możesz sobie karmić roczne dziecko nawet cały rok pizzą i ravioli - twoja sprawa i życzę dziecku zdrowia. Natomiast nie każdy chce i musi tak robić. Jeśli Myszy80 ma chęć zrobić inaczej i najwyraźniej jest jej tak wygodnie (bo nie widzę, żeby się gdziekolwiek skarżyła, że jest jej przez to ciężko w życiu), to powiedz mi, w imię czego ma zrezygnować z wyjazdu? Bo ty tak chcesz?
                      Żyj kobieto, zajadając się pizzą i pozwól żyć innym, tak, jak lubią - z wekami lub bez.
                      --
                      https://gify.magazynek.org/pictures/Cia%C5%82o/Oko,%20oczy/194.gif
                      • myszy80 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 08:25
                        wegatka napisała:

                        > claudel6 napisała:
                        >
                        > > moze lepiej zostańcie w domu i poczekajcie
                        > > , aż dzieci dorosną.
                        >
                        > Ja pierniczę, co za dziwaczny tok rozumowania. Ty, jeśli chcesz, możesz sobie k
                        > armić roczne dziecko nawet cały rok pizzą i ravioli - twoja sprawa i życzę dzie
                        > cku zdrowia. Natomiast nie każdy chce i musi tak robić. Jeśli Myszy80 ma chęć z
                        > robić inaczej i najwyraźniej jest jej tak wygodnie (bo nie widzę, żeby się gdzi
                        > ekolwiek skarżyła, że jest jej przez to ciężko w życiu), to powiedz mi, w imię
                        > czego ma zrezygnować z wyjazdu? Bo ty tak chcesz?
                        > Żyj kobieto, zajadając się pizzą i pozwól żyć innym, tak, jak lubią - z wekami
                        > lub bez.

                        Dokładnie. Nie skarżę się, to jest mój wybór. Poza tym nie jadę do Włoch, Chorwacji czy innej Turcji, tylko 200km od miejsca zamieszkania, żeby dzieci i siebie nie męczyć podróżą. Na wojaże zagraniczne przyjdzie czas, gdy chłopaki podrosną.


                        --
                        Artur - 06-09-2009
                        Albert - 08-09-2011
                      • black-cat Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 14:14
                        Taa, bo ravioli ze szpinakiem z ciasta zrobionego semoliny i jajek i włoska pizza na cieniutkim cieście z sosem pomidorowym, odrobiną mozzarelli i świeżą bazylią to trucizna. Za to zawekowane mięcho i do tego kilogram ziemniaków to samo zdrowie po prostu.
                        Oczywiście, jak chce niech robi weki, ale pisanie, że próbowanie na wakacjach kuchni regionalnych jest niezdrowe to dopiero dziwaczny tok rozumowania.
                        No, ale jeżeli dla kogoś "pizza" oznacza tłusty placek z pseudoserem, serwowany przez popularne sieciówki to może i nie powinnam się dziwić.
                        • wegatka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 17:41
                          black-cat napisała:

                          > Taa, bo ravioli ze szpinakiem z ciasta zrobionego semoliny i jajek i włoska piz
                          > za na cieniutkim cieście z sosem pomidorowym, odrobiną mozzarelli i świeżą bazy
                          > lią to trucizna.

                          Nigdzie nie napisałam, że to trucizna, choć nie uważam, żeby nawet najlepsza pizza, czy ravioli powinny znajdować się w codziennej diecie roczniaka. Co innego próbować, a co innego karmić tymi cudami małe dziecko przez dwa tygodnie.

                          > ale pisanie, że próbowanie na wakacjach k
                          > uchni regionalnych jest niezdrowe to dopiero dziwaczny tok rozumowania.

                          Możesz mi zacytować, w którym miejscu napisałam coś takiego?

                          > No, ale jeżeli dla kogoś "pizza" oznacza tłusty placek z pseudoserem, serwowany
                          > przez popularne sieciówki to może i nie powinnam się dziwić.

                          Ty przestań fantazjować na mój temat, tylko odnoś się do tego, co faktycznie napisałam. Ciekawe, co jeszcze mi wmówisz - wielce światowa istoto.
                          Jeśli, twoim zdaniem żywienie się codziennie przez dwa tygodnie nawet najlepszą pizzą jest prawidłową dietą (zwłaszcza dla dziecka), to gratuluję światowych poglądów. No chyba, ze mieszkasz w Stanach, to już przestaję się dziwić.

                          I racz zauważyć, że moja odpowiedź na post Claudel6 odnosiła się przede wszystkim do tego, iż sugeruje ona Myszy80 że nie powinna nigdzie wyjeżdżać z dziećmi, a nie do tego, czym kto powinien dzieci karmić.
                          --
                          https://gify.magazynek.org/pictures/Cia%C5%82o/Oko,%20oczy/194.gif
                          • nanuk24 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 14:27
                            > Nigdzie nie napisałam, że to trucizna, choć nie uważam, żeby nawet najlepsza pi
                            > zza, czy ravioli powinny znajdować się w codziennej diecie roczniaka.

                            Ravioli? A czym one sie roznia od pierogow, oprocz tego, ze pierogi maja podsmazana cebule i podaje je sie - choc niekoniecznie - podsmazane, oblane tluszczem? Albo tego zawekowanego bigosu? Bigos lepszy?

                            Z pizza tez bym nie przesadzala.

                            --
                            Dzis jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
                            • wegatka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 18:58
                              Nanuku, ja bym też nie przesadzała, gdyby miało dziecko zjeść raz na jakiś czas. W każdym bądź razie swoich maleńkich dzieci nie karmiłabym tym codziennie przez dwa tygodnie. Bigosem również nie. A tak w ogóle, jak już wcześniej napisałam, niech sobie każdy karmi tym, co uważa za stosowne i nie mówi innym, że skoro ma odmienne poglądy żywieniowe, to nie powinien na wakacje wcale wyjeżdżać. I tylko o to mi chodzi.
                              --
                              https://gify.magazynek.org/pictures/Cia%C5%82o/Oko,%20oczy/194.gif
                              • nanuk24 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 19:15
                                Tak wiem, czepilam sie tych nieszczesnych ravioliwink, bo co w nich takiego jest, ze dzieci nie powinny tego jesc? Ciasto makaronowe z nadzieniem ze szpinaku z ricotta albo z kurczaka z pomidorami albo z warzywami. To jest dokladnie to samo danie, co makaron z warzywami lub kurczakem lub pomidorami i z bazylia, tylko w innej postaci podane.

                                Wiec co dzieci moga jesc? Papki z owocow i warzyw do 5 roku zycia i kaszki bobovita zasypane cukrem?
                                Bo ja nawet w pizzy z np szpinakiem i feta lub przeroznymi warzywami nie jestem w stanie sie doszukac czegos zabojczego na dzieciecy organizm - to jest stokroc lepsze, niz nalesniki z dzemem/nutella/serem podane na obiad.

                                --
                                Dzis jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
                • olena.s Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:08
                  Moje dziecko za małości (czyli tak gdzieś do 4-5 roku) knajpianego nie żarło i cześć. Poza - gdzieniegdzie - pierogami i pizzą. Co nie jest idealną dietą dla małego dziecka.
                  Co prawda w jakiejś Chorwacji ja bym się postarała wypróbować choć trochę jedzenia w rodzaju sałatka/ryba, pieczone warzywa itp.. ale różne są dzieci.

                  --
                  Życie w Zatoce Perskiej
    • matka_niejadka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 09:35
      Ja JESZCZE smile nie zabierałam, bo nie opanowałam umiejętności ich przygotowywania, ale dzięki praktycznym poradom goni28 i zonkistonki w końcu i ja zrobię weko-wyjazdsmile
      Powody oczywiste:
      - serwowane na miejscu dania dzieci zjedzą albo nie, gdy sie jest gdzieś pierwszy raz to czysta loteria. Domowe jedzenie zjedzą.
      - jakość miejscowych lub raczej wakacyjnych dań często budzi moje wątpliwości. Loterią jest, na jaką kuchnię się trafi - te z "kuchennych rewolucji" w wydaniu przedrewolucyjnym imo nie są wcale rzadkością
      - uwielbiam wszelkiego rodzaju objazdówki, co powoduje, że stale jestem w nowym miejscu i ciągle na nowo muszę rozglądać się za miejscem z jedzeniem. Gdy będę miała swoje weki, będę bardziej mobilna i elastyczna, mniej czasu i energii poświęcę na zaspokojenie potrzeb żywieniowych w drodze.
      - ja nie jestem turystką - smakoszem, która jak PiotrAdamczwski na wyjazdach poszukuje doznań smakowych. Pociąga mnie włoczykijostwo, odkrywanie krajobrazów i aktywność sportowa - kulinaria to konieczne tło wakacyjnej aktywności. Skoro rowery ciągam na samochodzie, słoiki mogą jechać w bagażniku - dla mnie i jedne, i drugie taki sam element wakacyjnego ekwipunkusmile

      Dziewczyny praktykujące wekowanie - więcej praktycznych porad pliiizzzzsmile
      Czy wykorzystujecie do wekowania słoiki z odzysku, czy tylko nowe?
      Jak sterylizujecie sloiki?


      • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 09:47
        prawda jest taksa, że słoiki mają uzasadnienie głownie oszczędnościowe, nie jest to powód do wstyd,u, więc nie ma co dorabiać do tego wydumanych ideologii

        na pewno są wygodne jeśli się nie ma ograniczeń bagażowych i jedzie w miejsce gdzie infrastruktura spożywcza jest daleko, albo pozostawia wiele do życzenia

        argument z dziećmi niejadkami i doznaniami smakowymi jest kompletnie nietrafiony, bo wszędzie i zawsze w menu można znaleźć bułkę z masłem, jajecznicę, zupę pomidorową, pizzę czy inne spaghetti czyli potrawy które dzieciaki uwielbiają i nie są żadnymi wynalazkami niezjadliwymi dla polskiego przełyku

        --
        "To, że Macierewicz nie umie udowodnić zamachu, nie zmienia faktu że zamach był"...by aetrucośtam
        • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:09
          > argument z dziećmi niejadkami i doznaniami smakowymi jest kompletnie nietrafion
          > y, bo wszędzie i zawsze w menu można znaleźć bułkę z masłem, jajecznicę, zupę
          > pomidorową, pizzę czy inne spaghetti czyli potrawy które dzieciaki uwielbiają i
          > nie są żadnymi wynalazkami niezjadliwymi dla polskiego przełyku

          No widzisz i tu Cię zmartwię, bo chociaż teraz nie jeżdżę ze słoikami, to kiedyś jeździłam właśnie ze względu na dzieci niejadki, które ŻADNEJ (poza pizzą) z ww potraw nie wzięły do ust.

          Na szczęście im przeszło (chociaż zajęło to parę ładnych lat) ale do tej pory jest wiele potraw, których nie tolerują nawet leżących na stole (bo zapach powoduje odruch wymiotny).
          Dlatego rozumiem ludzi którzy jeżdżą z wekami z takich czy innych względów, a najbardziej tym, którzy zabierają jedzenie ze względów ekonomicznych, ale robią wszystko żeby tylko pojechać.
          • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:55
            dlatego tez pisałem, że powody ekonomiczne są jak najbardziej zrozumi9ałe,

            a dzieci z odruchami wymiotnymi, dla których nic nie można znaleźć do jedzenia, bo "tylko domowe", są dla mnie jakimś ewenementem

            może zamiast pieścić, chuchać i robić za wakacyjną kuchtę, lepiej rzucić na głęboką wodę? jak byliśmy pierwszy raz z 2,5-latkiem w Turcji przez kilka pierwszych dni nadęty jadł tylko bułkę z masłem, potem przeprosił się z hotelowym kucharzem i jajecznice, zupy, kluski i inne potrawy jadł, aż mu się uszy trzęsły, tak samo mieli nasi znajomi, których córka na początku jadła tylko arbuza na śniadanie, skończyło się, przytyciem o 2 kilo smile
            --
            Magna już buduje dziesiątki tys. domów...by eva15
            • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:30
              > może zamiast pieścić, chuchać i robić za wakacyjną kuchtę, lepiej rzucić na głę
              > boką wodę? jak byliśmy pierwszy raz z 2,5-latkiem w Turcji przez kilka pierwszy
              > ch dni nadęty jadł tylko bułkę z masłem, potem przeprosił się z hotelowym kucha
              > rzem i jajecznice, zupy, kluski i inne potrawy jadł, aż mu się uszy trzęsły, ta
              > k samo mieli nasi znajomi, których córka na początku jadła tylko arbuza na śnia
              > danie, skończyło się, przytyciem o 2 kilo smile

              I to ma być recepta na niejadki? Dobre wink)))
              Żeby się wypowiadać na temat niejadków to trzeba prawdziwego niejadka zobaczyć na własne oczy, a nie przytaczać przykładu dziecka, które je TYLKO bułkę z masłem.
              Uwierz mi - gdyby moje dzieci jadły w Turcji bułkę z masłem, to byłabym przeszcześliwa. Mało tego - byłabym wniebowzięta, gdyby jadły samą bułkę. Ale nie jadły nic. ZERO przez pierwsze 3 dni na wczasach All Incl. Piły tylko mleko. Potem znaleźliśmy sklep, w którym były ciastka biszkoptowe podobne do naszych i tym się żywiły przez kolejne 14 dni. Zapewniam Cię, że nie przytyły ani grama.
              Uprzedzając przytyki dodam, ze hotel był wysokiej klasy z bardzo dobry jedzeniem. Widać takie miałam ewenementy, którym NIC z tureckiej kuchni nie podchodziło.
              • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:38
                widocznie twojemu dziecka potrzebna by była wizyta u specjalisty

                normalne zdrowe, wybiegane dziecko po całym dniu wakacyjnych szaleństw powinno zjeść wszystko co się daje ugryźć i przeżuć

                cóż, znam tylko takie dzieci, te tłumy niejadków chyba tylko na ematce big_grin
                --
                "Komunizm chciał zniszczyć indywidualizm i wolność człowieka, ale uwalniając go od gonienia za pieniądzem, jak żaden system przyczynił się do jego rozwoju duchowego. Stąd taki rozkwit kultury wyższej, której dziś nie sposób odnaleźć." eva15
                • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:47
                  No widzisz. Specjaliści czuli się bezradni. Nie wiedzieć czemu - nie byli w stanie spowodować wzrostu apetytu u mojego dziecka.
                  A dziecko do 5 r.ż. miało totalną niedowagę przy normalnym wzroście. I było wybiegane, wypływane, wyjeżdżone na rowerze itd.

                  Ja też znałam w większości dzieci zajadające się wszystkim co popadnie, a na deser chipsy czy batony i zazdrościłam ich matkom, że nie muszą przechodzić tego, co ja.
                    • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:17
                      Z owoców zaczął przełykać banany w okolicach 3 r.ż.

                      Dziś poza bananami zje jeszcze jabłko. Innych nie tknie nawet w lodach czy jogurtach.

                      Uprzedzając Twoje "włóż bachorowi na siłę do gęby" - odpowiadam - wyrzyga.

                      I tak OT.
                      Na wakacjach nie stoję przy garach. Gotuje mąż (grilluje), dzieci robią sałatkę, ja zmywam naczynia.
                      • gazeta_mi_placi Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:48
                        Ja też z owoców w dzieciństwie jadłam tylko banany, rzadko jabłka i żyję.
                        Nigdy do jedzenia mnie nikt nie zmuszał ani za mną nie latał, choć czasami straszona byłam anemią i zastrzykami. W końcu doszło do badań krwi (byłam szczupła i miałam niedowagę). I co się okazało? Pani od badań skomentowała "wyniki bardzo dobre" big_grin
                        Obiady jadłam co 2-3 dni albo co niedziela bo np. wcześniejsze mi nie smakowały.
                        I też najprawdopodobniej w dzisiejszych czasach by zdiagnozowano mi SI.
                        --
                        https://www.suwaczki.com/tickers/9nicpoqnnhed3fm8.png
                        • kamunyak Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 00:22
                          > Ja też z owoców w dzieciństwie jadłam tylko banany, rzadko jabłka i żyję.

                          W końcu nie na darmo mówi się, że banan to owoc dany ludziom przez Boga.
                          Banany zawierają niemal wszystko, co jest potrzebne człowiekowi do życia.
                          Jesteś więc żywym dowodem na to, że to prawda.
                  • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:57
                    widać kiepscy specjaliści byli

                    w każdym razie pozostanę przy swoim zdaniu i na wakacyjnm wyjeździe swoim dzieciom domowej kuchni nie zamierzam prowadzić, na szczęście są już wszystkożerni, byle było pizzowo/grillowo/kluchowo, więcej do szczęścia im nic nie potrzeba, a jak i tego nie ma to zmiotą co się da przeżuć smile
                    --
                    "Rasza garantis yt łil ffffulfil de komplit reńcz of rekłajerments set baj de internejszonyl egzibiszyn biuroł"...W.W. Putin
                    • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:24
                      > widać kiepscy specjaliści byli

                      Nie wiem dlaczego jeszcze nie zmieniłaś zawodu i nie uruchomiłaś prywatnej praktyki lekarskiej w zakresie zaburzeń odżywiania u dzieci. Toż te wszystkie matki zmagające się na co dzień z dziećmi nie jedzącymi zapłacą każde pieniądze za twoją uzdrawiającą diagnozę (w każdym razie ja bym zapłaciła).
                      Widać Ci lekarze to istni szarlatani, albo celowo nie leczą żeby ludzie chodzili do nich w kółko bo dzieci dalej nie chcą jeść.
                      W każdym razie - ja na szczęście mam to już za sobą. W domu na co dzień - każdy je co chce (co komu pasuje z obiadu) i nikogo do niczego nie przymuszam. Mówię oczywiście o zdrowych pokarmach. Na chemię w żywności - nigdy nie będzie u mnie zgody.
                • marianna72 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 13:19
                  wtopek napisał:

                  > widocznie twojemu dziecka potrzebna by była wizyta u specjalisty
                  >
                  > normalne zdrowe, wybiegane dziecko po całym dniu wakacyjnych szaleństw powinno
                  > zjeść wszystko co się daje ugryźć i przeżuć

                  Ja mam trojke dzieci w tym jednego niejadka jest taki jak ja w dziecinstwie ,ja nie odczuwalam glodu a gdy ktos staral mnie sie przekonac do jedzenia stawalo mi ono gula w gardle i nie moglam fizycznie przelknac identycznie bylo w kazdej ciazy ( po kazdej ciazy mialam zazwyczaj tylko 7 kg na plusie a po porodzie bylam chudsza niz przed, jedzenie mi nie wchodzilo) poza tymi okresami jem normalnie duzo owocow i warzyw , ryby a w dziecinstwie mi to przez usta nie przechodzilo , brzydzilam sie nawet pestek arbuza ,szczesliwie nie jadlam go czesto ( czasy prl -u ) Dlatego tez przyzwyczailam sie ,ze moj obecnie 10 letni syn ma ograniczana ilosc potraw , ktore potrafi zjesc i sie dostosowuje , nie zmusza nie umrze od tego i wyrosnie, pozostala dwojka je normalnie ,najmlodszy jest smakoszem lubi probowac nowosci potrafi sprobowac owocow morza , dzieci sa rozne
                  >
                  >
        • 3-mamuska Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:23
          argument z dziećmi niejadkami i doznaniami smakowymi jest kompletnie nietrafiony, bo wszędzie i zawsze w menu można znaleźć bułkę z masłem, jajecznicę, zupę pomidorową, pizzę czy inne spaghetti czyli potrawy które dzieciaki uwielbiają i nie są żadnymi wynalazkami niezjadliwymi dla polskiego przełyku


          Kompletna bzdura ... Bo jesli jest sos a w sosie cebula to moje dziecko nie zje.
          Drugi nie je nic pomidorowego. Do tego po za Polska cieżko znaleść polskie Dania.
          A i jeszcze mój nie lubi pomieszanego jedzenia ryż osobno sos osobno. I czasem mi jest cieżko coś ugotować, żeby zjadł. Od 2 miesięcy jest gorzej z jedzeniem.
          Jajecznicy nie zje. Zreszta kto chce zbadać na objad jajecznicę.
          Bułka z masłem to nie jest posiłek. Tylko zapychacz. Pizzy tez nie ruszy, ani robionej w domu ani gotowca.
          --
          -----------------------
          Myśl o tym co mówisz...
          Nie mów tego co myślisz...
          • gazeta_mi_placi Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:29
            Co to znaczy nie zje? Rozpuszczone jedzeniowo bachorstwo a potem matka musi stać nad pięcioma garami dla czteroosobowej rodziny.
            U nas - nie smakuje Ci nie jedz. I nie jadłam. W zdrowiu przeżyłam całe dzieciństwo i młodość.
            A teraz cackolą się nad niejadkami zamiast przegłodzić. Efekty widać na ulicach - już co czwarte dziecko ma nadwagę.
            --
            https://www.suwaczki.com/tickers/9nicpoqnnhed3fm8.png
            • 3-mamuska Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 13:14
              Co to znaczy nie zje? Rozpuszczone jedzeniowo bachorstwo a potem matka musi stać nad pięcioma garami dla czteroosobowej rodziny.
              U nas - nie smakuje Ci nie jedz. I nie jadłam. W zdrowiu przeżyłam całe dzieciństwo i młodość.
              A teraz cackolą się nad niejadkami zamiast przegłodzić. Efekty widać na ulicach - już co czwarte dziecko ma nadwagę.


              Nie zrpuszczone bachorstwo i mógłby nie jeść. Ale anemia i waga w dół nie tedy droga.
              Nigdy nie miał nadwagi.
              I tu nie chodzi o smak tylko ze potrawy nie mogą byc mieszane nie moze sie jedzenie dotykać. Np. Na widelcu nie moze byc mięso i warzywa razem.
              --
              -----------------------
              Myśl o tym co mówisz...
              Nie mów tego co myślisz...
          • olena.s Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:15
            Słuchaj,człowiek nie po to jedzie na urlop, żeby sobie utrudniać życie, i prosić się o nieustającą walkę z dziećmi, żeby zeżarły, lub żeby nie narzekały, że głodne. Akcje wychowawcze też lepiej planować na inny termin niż często jedyny w roku wyjazdowy tydzień czy dwa rodziny.
            A latać po sklepach zamiast plażować/zwidzać/pływać? Po czorta, po to, żeby jedna z drugą ematka nie wstydziła się za czyjeś słoiki? A dajże spokój.
            Dziewczyny wekowe nie są żadnym obciachem, żadnym wstydem narodowym! Dziewczyny niejadków też nie są matkami niewychowanych rozpuszczonych bachorów (tzn, mogą być, ale wcale nie muszą).
            Weźcie na luz i niech wszystkim wakacje udadzą się jak najlepiej.

            --
            Życie w Zatoce Perskiej
              • olena.s Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 23:33
                Tak myślałam, że masz ciężkie poczucie niższości wobec Europy Zachodniej, to wyjaśnia twoje agresywne zachowanie wobec frakcji emigrantek...
                Odpowiadam: nie mam zielonego pojęcia, kto jak się żywi na wakacjach.
                Guzik mnie obchodzi, czy Francuz w namiocie/apartamencie otwiera puszkę, wek, rąbie kanapki z kiełbasą czy wsuwa trufle z szampanem.
                Mam w nosie, czy Niemiec je w łasnoręcznie złowione szprotki, świeże kapary, czy sos ze słoja.
                Nic z tego nie jest dla mnie obciachem. Bez względu na pochodzenie jedzącego.
                I nie rozumiem, jak w ogóle można wpaść na pomysł, że człowiek musi jeść coś/gdzieś/za ileś żeby nie był obciachowcem.
                --
                Życie w Zatoce Perskiej
              • gazdzinazdaleka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 10:10
                Oj gazeta, w d... byłeś, g... widziałeś. Wiesz jak większość Francuzów spędza wakacje? Wynajmując pokoje, domki, domy czy mieszkania (tzw. gites) prywatnie, gdzie również przygotowują śniadania, obiady i kolacje. A widziałeś, jak Holender jedzie na wakacje? Najczęściej jedzie na kemping wyładowanym wszelakimi dobrami samochodem (czasem mam wrażenie, że biorą ze sobą cały swój dobytek i zapas jedzenia dla całej armii). Z oszczędności czy z przyzwyczajenia, wszystko jedno. Oczywiście część z nich mieszka w wypasionych hotelach itd., ale jakoś nie przyjdzie im przez myśl krytykowanie tych, którzy swój czas wolny spędzają inaczej. Bo to nie ich sprawa. Każdy lubi co innego. I dobrze, dzięki temu świat bardziej urozmaicony jest. Wrzućcie ludzie na luz, w końcu wakacje są.

                PS Nie robię weków, a jeśli już gotuję na wakacjach, to wolę pójść z rodziną na miejscowy targ (zawsze jest to dla mnie atrakcja i wcale w tym nie przeszkadza nieznajomość miejscowego języka) i kupić rybę, sery, pieczywo, mięso, warzywa czy owoce i wspólnie z rodziną przygotować posiłek (wrzucić rybę na ruszt, zrobić sałatkę itd.) - w końcu razem spędzamy wakacje i jest to dla nas również forma wspólnego spędzania czasu. Ale jak ktoś woli robić weki - niech robi, co mi do tego. Jakoś nie mam w związku z tym poczucia obciachu smile
                • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 11:49
                  A widziałeś, jak Holende
                  > r jedzie na wakacje? Najczęściej jedzie na kemping wyładowanym wszelakimi dobra
                  > mi samochodem (czasem mam wrażenie, że biorą ze sobą cały swój dobytek i zapas
                  > jedzenia dla całej armii). Z oszczędności czy z przyzwyczajenia, wszystko jedno.

                  Zaraz Ci gazeta odpisze, że się nie zniża do takiego poziomu, żeby jechać na kemping, a jak kogoś nie stać na wakacje (mniejsza z tym, ze często kemping wychodzi drożej niż prywatne apartamenty), to powinien siedzieć w domu.
                  A te rzesze Holendrów czy Niemców na kempingach w całej Europie, to jakiś drugi sort obywateli, pewnie imigranci czy cuś.
                  A jeśli już jadą na ten kemping, no to przecież nie gotują, tylko w knajpach jedzą, bo gotują tylko biedni Polacy, a Ci najbiedniejsi robią weki.
                  Aha. Jeszcze zapomniałam dodać - Ci najbiedniejsi z patriarchalnym modelem rodziny.
                  • gazeta_mi_placi Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 12:03
                    Cóż, podejrzewam, że na kempingach raczej elita (niezależnie od narodowości) nie bywa. Tylko niższa warstwa np. niemieccy robotnicy. Nic w tym złego, każdy ma to na co go stać byle nie kradł i nie oszukiwał.
                    Jednego stać na żywienie w hotelach i knajpach bez tarzania się w garach i brudnych talerzach w wakacje, innego nie. Ten drugi jak nie lubi się oszukiwać przyzna uczciwie, że weki bierze ze względu na oszczędności. Gorzej jak lubi się oszukiwać, wtedy się naraz okazuje, że dziecko ma alergię na 50 najczęstszych składników, że jedzie się do głuszy gdzie najbliższa i jedyna knajpa 20 km dalej, że lokalne jedzenie niebezpieczne bo wujek Gienek siostry kuzynki szwagra struł się na wyjeździe w knajpie itd.
                    --
                    https://www.suwaczki.com/tickers/9nicpoqnnhed3fm8.png
                    • olena.s Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 12:53
                      Guzik prawda, zalezy od upodobań i stylu życia.
                      Aronson, którego uwielbiam, opisując doświadczenie 'milczących świadków' i naszej skłonności do nieudzielania pomocy, opisuje też kemping w Yellowstone i żywą, życzliwą, masową reakcję ludzi na głośny krzyk w środku nocy - jak stada z latarkami pędziły dowiedzieć się, co się stało i pomóc. Hipotetyzował wówczas, że może wiązało się to z poczuciem kempingowej wspólnoty, a może ze skautingową przeszłością wielu ludzi, którym zaszczepiła ona sentyment do spędzania wakacji na łonie natury.
                      Są tacy, co kamperami podróżują co rok, mimo pokaźnego konta, zapewniam. Są tacy, co lubią turystykę w dawnym tego słowa znaczeniu, oddalenie od tłumów, zanurzenie się w puszczy i ciszy. Jedne z lepszych moich z dzieckiem wakacji (tzn ja dostałam ciężko w kość, ale wspomnienia zostały najżywsze) to spływ kajakowy, pola namiotowe, KOSZMARNE toalety, zdecydowane niedomycie, żarcie kombinowane (że też nie miałam weków, psiamać) i jeszcze nadgarstek mi siadł. Ale namiot, las, glina, przecudowna rzeka płynąca to sosonowym borem, to rozlewiskami - żadne AI tego nie da, zapewniam. I żadne brrrr knajpy w kurortach tego nie wynagrodzą.
                      W młodości trafiła mi się rajza po Stanach, a forsy miałam tyyyyyyyciusieńko. Zatrzymywałam się głównie w hostelach młodzieżowych, co często oznaczało prywatny dom z jednym pokojem w systemie, albo kilkoma takimi pokojami. W schronisku była 'matka' albo 'ojciec', bo zakładano ten system w dwudziestoleciu, kiedy wierzono w przyjaźń i porozumienie poprzez młodzież, nieważne zresztą. No i podczas tej włóczęgi zdałam sobie sprawę, na jakie fantastyczne spotkania, doznania nie miałabym szansy , gdybym tę samą trasę robiła kosztowną metodą samolot-hotel -samolot. Rodzina mieszkająca w samodzielnie zbudowanym eko-domu, jedna ściana z puszek, pani domu kończy instalować panele słoneczne. Albo dom w stylu Nowy Meksyk - gruube ściany z gliny, na półce Carlos Castaneda, właściciel wyciąga akordeon i na tej pustyni tnie paryskie walczyki - kompletny surrealizm. Albo podróż z Salt Lake city i pogawędki z nastolatkiem, który właśnie daje dyla w wielki świat z krainy mormonów. Albo taki właśnie ojciec schroniskowy, który zabrał mnie do knajpy na tort, bo zobaczył, że akurat mam urodziny. Albo facet z malutkiej wypożyczalni rowerów, ktory oświadcza, że akurat mu się robota odwidziała, więc on zamknie budę, też weźmie rower i pokaże mi okolicę (dodam, że żaden z tych przypadków nie wiązał się z podrywem - ot, taka wzajemna ludzka ciekawość).
                      --
                      Życie w Zatoce Perskiej
                    • gazdzinazdaleka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 13:54
                      Na kempingach nie bywam, bo nie lubię takiej formy podróżowania. Ale mieszkam w bardzo "turystycznej" okolicy, w której w każde ferie czy wakacje językiem jeśli nie urzędowym, to przynajmniej najczęściej używanym, jest niderlandzki. Turystów innych narodowości jest nieco mniej, ale i tak całkiem sporo. I mam znakomite pole do obserwacji. Każdy spędza wakacje, jak lubi. Zdarza mi się czasem z owymi turystami zamienić parę słów. I zapewniam cię, nie tylko robotnicy jeżdżą na kempingi.
                      Swoją drogą lubię dobre hotele, ale nigdy nie jeździmy na wakacje all inclusive. Bo lubimy być niezależni, więc nie musimy być o określonej porze w hotelu na obiad czy kolację (śniadanie to co innego). A poza tym moje dziecię jest rzeczywiście dość wybredne i czy ktoś uważa, że jest rozpieszczone, czy jeszcze coś tam innego - mam to głęboko w odwłoku. Czasem korzystamy z francuskich gites (świetnie rozwinięty system) i wtedy sami przygotowujemy posiłki, co nie znaczy przecież, że spędzamy całe dnie przy garach.
                      Kobiety tutaj tłumaczą się gęsto, wymyślają usprawiedliwienia, bo czują się atakowane. A po prostu może lubią robić te weki, bo czują, że wtedy dbają o swoją rodzinę, nie tylko o finanse, ale i o zdrowie. I już, mają prawo. Nie musisz podnosić sobie samooceny ich kosztem.
                    • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 14:17
                      Trzy ostatnie wakacje z rzędu spędzone na kempingach kosztowały mnie nie mniej niż 15 tys zł. Jeżdżąc do Chorwacji z wekami mieściłam się w 10 tys. Bez weków - w 13 tys.
                      Rozumiem, ze jestem na poziomie niemieckich robotników ale jakoś mi nie przykro z tego powodu. Jestem również na poziomie lekarza z Holandii, który na ostatnich wakacjach był naszym sąsiadem. I nie był wypasionym kamperem za milion, tylko zwykłą przyczepą Hobby.
                      No ale pewnie to jakiś lekarz ze wsi był, albo pijak, albo emigrant z Polski, tylko się nie przyznawał.
                        • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 18:15
                          Myślałam, że mnie już nic w tym wątku nie rozbawi do łez wink))

                          Człowieku! W Chorwacji, Włoszech czy Hiszpanii na kempingach Holendrów są tysiące. Nawet animacje dla dzieci są często w języku rodzimym kempingowi, angielskim, niemieckim i flamandzkim.
                          Standardowy turysta z Holandii przemieszcza się z przyczepą lub kamperem.
                          Z naszym sąsiadem rozmawialiśmy - stąd wiemy, ze lekarz. Nie mam pojęcia kim są Ci inni, bo nie sposób porozmawiać z każdym karawaningowcem.
                              • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 19:01
                                Na szczęście nie każdy jest taki jak Ty smile

                                A tak w ogóle dobry temat na nowy wątek:

                                Jakie pospólstwo odpoczywa na kempingach?

                                Już wiemy, ze niemieccy robotnicy i dużo Holendrów, ale nie lekarze.
                                Wiemy również, ze Polacy nie znający ortografii (vide Holendzy) nie poniewierają się po kempingach. Kto więc wypoczywa na 2 tys. kempingów w Chorwacji, ponad 4 we Włoszech, Francji czy Hiszpanii? Inne kraje z wieloma tysiącami kempingów jak choćby Austrię czy Niemcy - pominę.
                                • aneta-skarpeta Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 22:53
                                  uwielbiam klimat biwakowo-campingowy

                                  chodzenie rano w dresie, jedzenie z kuchenki polowej, mycie w polowych warunkach totalnie resetuje i daje nam ( mi i mężowi) błogostan i takie odcięcie od "cywilizacji". mogłabym spokojnie tak spędzać wakacje- nie wszystkie, ale jest to dla mnie bardzo atrakcyjna forma wypoczynku, natomiast AI widzę tylko w opcji- jadę z dziećmi, żeby mieć swiety spokoj, a dzieciaki miały po czubek nosa atrakcji i rozrywek

                                  bardzo dobrze nam to robi na psychikę

                                  i marzy mi się wyjazd po norwegi camperem
                                  --
                                  świat włóczki i filcu
                                  szopinistka.blogspot.com/
                • jamesonwhiskey Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 14:40
                  est to dla mnie atrakcja i wcale w tym nie przeszkadza
                  > nieznajomość miejscowego języka) i kupić rybę, sery, pieczywo, mięso, warzywa
                  > czy owoce i wspólnie z rodziną przygotować posiłek (wrzucić rybę na ruszt, zrob
                  > ić sałatkę itd.) - w końcu razem spędzamy wakacje i jest to dla nas również for
                  > ma wspólnego spędzania czasu.


                  no i to ma sens
                  wpierdzielanie rozmemlanego miecha ze sloika jakby mniej
              • apollejka A widziałaś małego Anglika 11.07.13, 09:27
                z niedowagą?Bo to raczej ciężkie zadanie.Większość to grubasy bo jedzą w knajpach,a jeśli jedzą w domu to odgrzewane gotowce.Dlaczego na wyjeździe matka miałaby nagle zacząć gotować domowe obiady?Ale to przecież obyty,światowy Anglik.
        • gazeta_mi_placi Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:35
          Dokładnie Wtopku, w kurortach jest wiele restauracji i barów, pewnie jakby wszystkie menu z nich połączyć w jedno okazałoby się, że oferują dobre kilkadziesiąt różnych dań. I co? Taki pech, że wśród kilkudziesięciu pozycji bachor nie raczy niczego zjeść? To niech się przegłodzi, wpieprzy nawet bułkę z szynką i szpinak.
          Potem taki bachor dorośnie i żona będzie miała kłopot bo będzie musiała specjalne menu pod jaśnie Pana układać, inaczej nie zje.
          Zaś bachor niejadek płci żeńskiej, któremu matka ustępuje pod kaprysami żywieniowymi nie będzie miał kłopotów, nie wyjdzie za mąż tak będzie tłusty.
          Otrząśnijcie się matki "niejadków", żadne normalne zdrowe dziecko nie umrze z głodu mając dostępne jedzenie, nawet to nie wymarzone.
          Wychowujecie "niejadki" ustępując im w fanaberiach żywieniowych na kaleki i rozpuszczone księżniczki i paniczyków, a kiedyś się przekręcicie i współmałżonka nie będzie miała ochoty niańczyć żywieniowo Waszego bachora tylko ugotuje co ugotuje dla całości rodziny i cześć.
          --
          https://www.suwaczki.com/tickers/9nicpoqnnhed3fm8.png
        • lily-evans01 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 13:48
          Nie wyobrażam sobie karmienia małego dziecka - przedszkolaka - przez np. 14 dni na okrągło pizzą i pomidorową niewiadomego pochodzenia (a z tymi knajpami naprawdę różnie bywa), a już tym bardziej gorącymi kubkami, które zachwalasz powyżej. Ale ja z tych, dla których zdrowie i rozsądek liczą się bardziej niż własna wygoda. Zresztą od paru lat jeżdżę z dzieckiem w to samo miejsce, gdzie nie tylko mamy super warunki i uroczą miejscowość, ale też sprawdzone i pyszne obiady. No, ale to jest w Polsce, sądzę, że nie dałabym rady się stołować np. w Hiszpanii regularnie po knajpach przez dwa tygodnie. Wolałabym już nawet wziąć te słoiki, czy gotować z lokalnych produktów niż raczyć rodzinę śmieciowym żarciem albo skrócić pobyt o połowę.

          --
          Zginę, jeśli się obejrzę
    • triss_merigold6 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:14
      Zabieram słoiki dla dwulatki, na wypadek gdyby jej posiłki w ośrodku nie pasowały.
      Stołowanie się w nadmorskich knajpach wykluczam całkowicie.
      Z czystej pragmatycznej oszczędności zabieram też zgrzewkę wody, jakieś napoje, kaszki (dla młodszej). Samochód duży więc miejsce jest, a nie bardzo mam ochotę na kupowanie wszystkiego w lokalnych sklepikach z gigantyczną marżą.
    • mytka82 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 10:26
      Podziwiam was dziewczyny. Co prawda wakacje dla mnie mają sens tylko wtedy, gdy ktoś mi poda jeść, pozmywa za mnie i pościeli łózko, ale gdybym była taką dobrą kucharką i zaradną gospodynią jak wy, to wekom mówię tak smile Nie widzę w tym obciachu. A dla dziecka z alergią to już na 100% bym się postarała o domowe jedzenie smile
        • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:03
          co innego 2-latka, co innego rozpuszczony na mamusinej kuchni kilku czy kilkunastolatek,

          jak dla mnie dziecko w wieku szkolnym, nie jedzące/grymaszące nad potrawami "normalnymi" typu rosół czy frytki z kurczakiem (do kupienia na całym świecie) potrzebuje mocnego "kopa" przewartościowującego jego światopogląd, wiadomo, że nie o wędzonych ośmiornicach czy marynowanych kiełkach palmowych tu mowa wink


          --
          Magna już buduje dziesiątki tys. domów...by eva15
            • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:11
              nie szkodzi, jeśli chodzi o maluchy, sami braliśmy za sobą zgrzewki gerberów do bagażu lotniczego, natomiast branie ze sobą całego sklepu spożywczego z rozbudowanym działem garmażeryjnym w miejsca gdzie kuchnia jest dobra, niedroga i znajdzie się zawsze coś dla dzieci ,to już jest dla mnie zagadką wink
              --
              "Rasza garantis yt łil ffffulfil de komplit reńcz of rekłajerments set baj de internejszonyl egzibiszyn biuroł"...W.W. Putin
          • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:42
            > jak dla mnie dziecko w wieku szkolnym, nie jedzące/grymaszące nad potrawami "no
            > rmalnymi" typu rosół czy frytki z kurczakiem (do kupienia na całym świecie)

            Pracowałam kiedyś w knajpie we Włoszech. W każdą niedzielę w hurtowych ilościach robiliśmy kurczaki z rożna z frytkami i pakowaliśmy na wynos - nie tylko dla turystów, ale również dla rodowitych Włochów.
            Od tej pory nie zjem frytek "na mieście", już nie mówiąc żeby dać to dzieciom.

            No ale skoro dla Ciebie posiłkiem jest zupka z torebki czy gorący kubek, to takie frytki pewnie rarytasem. W takim razie smacznego.

            Moje dzieci z niejadków i konieczności wożenia weków przez jakiś czas - teraz wędzoną ośmiornicą nie pogardzą, a kiełków palmowych nie mieli okazji spróbować, ale pewnie by im smakowały.

            Za to jak widzą reklamę Winiary czy innego Konorra, to im strasznie żal tych dzieci, ze muszą jeść tę chemię.
            • wtopek Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:01
              nic nie rozumie z twojej wypowiedzi, z powodu tego, że pakowałaś kurczaki, to nie dasz im swoim dzieciom?

              i owszem, zupa z torebki jest posiłkiem, miernym, takim zapchajbrzuchem, jedzonym od czasu do czasu na wyjeździe i nikt od tego jeszcze nie umarł

              też święcie wierzysz, że lokalne warzywka "od chłopa" na chorwackim bazarku to eko i hiper? zdziwiła byś się big_grin
              --
              "Komunizm chciał zniszczyć indywidualizm i wolność człowieka, ale uwalniając go od gonienia za pieniądzem, jak żaden system przyczynił się do jego rozwoju duchowego. Stąd taki rozkwit kultury wyższej, której dziś nie sposób odnaleźć." eva15
              • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:37
                > nic nie rozumie z twojej wypowiedzi,

                Coś mnie tu dzisiaj kiepsko idzie zrozumieć, więc piszę drukowanymi.

                Pracowałam jako pracownik, więc miałam guzik do gadania co do jakości przygotowanych dań. Kurczaki były najgorszej jakości jaką oferował dostawca (i tak było we wszystkich knajpach, które wtedy odwiedziłam na zapleczu), a frytki smażyło się na zjełczałym oleju wstępnie, a potem drugi raz na świeżym, żeby "zabić" zapach.
                Nikt mnie nie przekona, że gdzie indziej jest inaczej.

                Dla mnie zupa z torebki nie jest posiłkiem i nigdy nie będzie. Wolałabym zjeść trawę z łąki, albo liście z drzewa niż zupę z torebki, nawet jak na niej pisze, ze jest bez glutaminianu.

                Lokalne warzywka ani w Chorwacji, ani w Polsce nie są eko. Mało tego - nawet te z mojego ogródka nie są eko, bo są podlewane deszczem z zanieczyszczeniami z powietrza, ale nie mam na to wpływu, a coś jeść muszę i moja rodzina również.
                Ale na to czy dać dzieciom frytki z 10 krotnie przekroczonym stężeniem akrylamidu lub zupkę z torebki z połową tablicy Mendelejewa - to już mam i świadomie tego nie zrobię.
          • azjaodkuchni Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 11:29
            Oj wtopek wtopek ... zaręczam , że gdybym podała Ci singapurski rosołęk to by Ci mina ciut zrzedła, bo tu rosół gotuje się na kurczaku ( w całości czyli z dziobem i nogami ) i bez warzyw. Ma kolor moczonej ścierki i takoż smakuje. Psu był nie dała a co dopiero dziecku...Niedawno odwiedzali nas znajomi na początku 7 tygodniowej podróży po Azji. Pół torby zajmowały im kabanosy i kisiele oraz budynie w proszku. Nie widziałam w tym nic dziwnego, bo rozumiem, że nie każdy musi być wielbicielem lokalnej kuchni.
            Mój mąż nie przepada za kuchnią hinduską i dwa tygodnie w Indiach to było dla niego spożywcze piekło. Raz poszedł do sklepu kupił sobie loda, ale nie zjadł bo lud był gó-wniany o smaku różanym. Pewnie z dużą przyjemnością zjadły gulasz lub pulpety ze słoika gdyby je miał. Ja mimo całej mojej sympatii do Tajwanu miałam tam post ścisły, bo poza jedną zupą i hotelowym śniadaniem nic mi przez dwa tygodnie nie smakowało. Niby nazwa była taka sama jak w Singapurze, ale przeprawy były nie dla mnie. sad

            A co powiesz na takie specjały jak lody z kukurydzy, czerwonej fasoli jajka gotowane w moczu młodych chłopców?Takie rzeczy jada się w Chinach i mimo tego, że jestem łąsuchem ja bym ich nie przełknęła. A durian który śmierdzi na kilometr to owoc przecież? Radzę się przegłodzić i spróbować. Ostatecznie jajka gotowane w moczu można sobie samemu zrobić w domu. wink

            Gdy jeździłam w Polsce do tak zwanej dziczy to wiozłam pół bagażnika żarcia, bo do najbliższego sklepu były 3 km i chore ceny do knajpy jakieś 5 km ( nie licząc zajazdu zwanego pieszczotliwie mordownią) a w dziczo- domku miałam wielką lodówkę i mogłam podać obiad dla 4- 5 osób w 30 minut.
            --
            azjaodkuchni.blogspot.sg/
    • marianna72 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 11:49
      mnie najbardziej zadziwia nie to ze ktos bierze sloiki tylko ich zawartoscwink)) Ja wlasnie spedzilam tydz nad morzem i ostatnia rzecza o jaka marzylam przy 40 stopniach na zewnatrz byla karkowka, schabowy czy golabki mimo ,ze te potrawy w innych okolicznosciach lubie.Stolowalismy sie roznie bo mielismy bungalow z kuchnia ale w okolicy jest tez restauracja gdzie daja jedzenie na wynos wiec czesto bralismy jedzenie czy jakies sosy .
      W dzien naogol gotowalam ja ale jedlismy duzo warzyw owocow , sery , ryz wszystko na zimna wiec przygotowanie np mozzareli z pomidorem zajmowalo mi 5 minut.Wieczorem owoce morza w w.w restauracji jak bym miala wciagnac schabowego przy tych upalach chyba bym sie pochrowala
        • myszy80 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 13:38
          luska1973 napisała:

          > Ale schabowego to raczej do słoika nie zapakujesz. Ja w każdym razie nie wiem j
          > ak?

          Do słoika nie, ale do pojemnika już tak. Najlepiej zalać tłuszczem, wtedy ryzyko zepsucia znacznie się zmniejsza. Robiłam tak w czasach przeddzieciowych, kiedy nasze wczasy to były 10-12 godzinne wędrówki po górach. Jak wracaliśmy do pokoju wyjmowałam mięso, wkładałam do kuchenki mikrofalowej/piekarnika/lub na patelnię, gotowałam ryż/makaron/kaszę, robiłam miskę surówki i mieliśmy ciepły, konkretny posiłek.


          --
          Artur - 06-09-2009
          Albert - 08-09-2011
        • lukas.2004 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 11.07.13, 07:56
          Za leniwa jestem na weki smile niestety. Bo zdecydowanie powinno się takie rzeczy zabierać, żeby chociaż co 2-3 dni dzieci zjadły normalne ludzkie jedzenie. To co nam serwują w rozmaitych polskich jadłodajniach z całą pewnością jedzenie tylko przypomina. Nie wiem jak za granicą - byłam raz na AI i za bardzo nie mam orientacji (wiem że to straszne ja na ematkę, ale trudno).
          Może jednak, natchniona wątkiem, jakąś zupinę ugotuję na miejscu ze 3 razy (mam kuchnię). Mąż obierze ziemniaki, ja warzywa i może się nie zachetamy przy garach smile
          • gazeta_mi_placi Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 11.07.13, 09:34
            Jasne, trafiają się koszmarne knajpy, ale to raczej wyjątek (chyba, że chodzisz do najtańszych wtedy nie wyjątek big_grin).
            Ja może raz jadłam ohydne jedzenie w jednym barze, poza tym zawsze smacznie, nie strułam się nigdy, ale ja nie stołuję po najgorszych spelunach, gdybym stołowała pewnie miałabym podobne zdanie do Twojego, ale uczciwie bym przyznała - stołowałam w najtańszych spelunach.
            --
            https://www.suwaczki.com/tickers/9nicpoqnnhed3fm8.png
            • olena.s Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 11.07.13, 10:01
              Zależy gdzie się jest.
              Mnie by nie zagnano batem na pobyt do Sopotu, Zakopanego i innych zatłoczonych kurortów, ja zawsze szukam ciszy, żeby mało ludzi, dużo zieleni, jakaś woda, góry, lasy. No, ale coś za coś - bywa, że dostępny jest tylko bar (spływ), albo jedna lada jaka restauracja (suwalszczyzna). A już jeżeli człowiek się włóczy, a ja miałam dwa razy ostatnio takie wakacje, żeby większość Polski z dzieckiem przejeździć, to nawet jeżeli gdzieś jest pyszna kuchnia, to zwyczajnie łatwo na nią nie trafić.

              --
              Życie w Zatoce Perskiej
    • podkocem Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:09
      Nie mam alergii więc targanie słoików w moim wypadku uważam za absurd. Gotować można raz na 3 dni (obiad na 2 dni), a 3 dnia do knajpy. Z drugiej strony, tak sobie myślę że gdybym była (albo ktos z rodziny) na specjalnej diecie faktycznie mógłby być problem z jedzeniem na wakacjach i wtedy te weki byłyby rozwiązaniem.
      --
      Niecodziennik
    • maggorlo Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 12:44
      Co kto lubi/potrzebuje.
      Mnie by sie nie chciało.
      Jedzenie jest dla podtrzymania funkcji zyciowych i jak przez 2 tygodnie bedzie sie jadło banany/kanapki/cokolwiek innego co można to zdjąć z np. pólki w sklepie spożywczym i zjeść to wspomniane funkcje nie zanikną. Nawet u dziecka.

      Co więcej nie musi to oznaczać jedzenia niezdrowego i zapychania się wafelkami - w sklepach jest przecież masa zdrowych, naturalnych produktów, które sie je bez przetwarzania i którymi można zapewnić odpowiednie ilości węglowodanów, białek i witamin.

      Ja nie mam potrzeby jedzenia tradycyjnych obiadów w upały więc jest mi stosunkowo łatwo. Dodatkowo czas wolny spędzam bardzo aktywnie, a im bardziej jestem zjechana fizycznie tym mniej energii w jedzenie chce mi sie inwestować.

      W sumie jak się lepiej przypatrzeć mojemu jedzeniu to obiady jem od wielkiego dzwonu i stanowczo nie są priorytetem w moim życiu.

      Mój najlepszy wakacyjny obiad, taki który wspominam do dziś i do dziś czuję jego smakowitość w paszczy jadłam na praskim rynku, po całym dniu biegania, fotografowania, podpatrywania. To była ciepła, chrupiąca bagieta popita sokiem pomidorowym.
      Drugi w kolejności to chorwackie figi - prosto z drzewa.


      • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 13:59
        > Co kto lubi/potrzebuje.
        > Mnie by sie nie chciało.

        No dokładnie - pierwsze zadanie to klucz.
        A mnie się nie chciało robić kanapek 3 x dziennie, za to bez problemu gotowałam w domu garnek gulaszu w sosie własnym - jedynie z przyprawami, którym to sosem zalewałam również bitki w słoikach.
        Na miejscu - śniadanie - co kto chce, a równolegle zagotowałam ryż czy kaszę i zostawiałam w garnku. Często obierałam również pomidory ze skórki żeby były gotowe (najczęściej były również do kanapki na śniadanie). Po powrocie z plaży - mięso z weka do garnka i dorobienie sosu (za każdym razem inny smak - grzyby, pomidory, warzywa, śmietana), kasza/ryż gotowy, sałata do pomidorów. Nim wszyscy wzięli prysznic po słonej wodzie - obiad było gotowy.
      • myelegans Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 18:38
        Cytat Jedzenie jest dla podtrzymania funkcji zyciowych i jak przez 2 tygodnie bedzie
        sie jadło banany/kanapki/cokolwiek innego co można to zdjąć z np. pólki w sklepie spożywczym i zjeść to wspomniane funkcje nie zanikną. Nawet u dziecka.

        Sie podpisze. Przy upalach karkowki, bigose i gulasze, albo schabowe zatopione w tluszczu rzeczywiscie najlepiej smakuja.
        Na wakacjach zywimy sie przede wszystkim owocami, serami, salatami, z duza "co sie nawinie" jogurtami i innym pieczywem, maslem orzechowym, musli z mlekiem migdalowym, platkami owsianymi z owocami itd. itp..
        Raz na 2 dni obiad w jakiejs restauracji, najlepiej lokalnej z dala od szlakow turystycznych. Dziecko jest wyjatkowo wybredne, wiec czesto je sniadanie, na obiad i kolacje rowniez tj. kanapke z maslem orzechowym, owoce, jogurt i zimne mleko.
    • olewka100procent Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 14:05
      no ale po co się tłumaczysz alergią dziecka itd ? robisz weki i tyle, naprawdę interesuje cie zdanie obcych ludzi ? Kiedyś brało się termos i buły z kiełbasą na drogę, teraz każdy chce być światowy i woli sobie kupić gotową kanapkę ze stacji benzynowej zrobionej przez niewiadomo kogo i z najgorszych składników bleee . Ludziska nie dajcie się zwariować
      • paliwodaj Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 15:11
        ja biore jedzenie gdy jedziemy w gory zima do wynajetego domu gdzies w dzikiej gluszy. Nie ma mozliwosci aby tam rano zrywac sie do restauracji na sniadanie, czy na kolacje. Czasami gdy napada snieg nie ma mozliwosci wyjazdy wogole.
        Gdy jedziemy gdzies dalej samochodem biore kanapki na droge, picie , jogurty, owoce zeby nie marnowac czasu na postoje.
        Wiecej grzechow przeciwko zasadom podrozowania ematkowego nie pamietam....
    • aandzia43 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 15:15
      Owszem, zdarza się. Gdy okoliczności przyrody dzikie, to domowa zupa gulaszowa w słoiku przywieziona i odgrzana wieczorem na palniku między łodzią a namiotem smakuje cudnie, a i nakładu sił poza wykrzesaniem ognia z butli gazowej nie potrzeba smile Jak agroturystyka i powroty późne po całodziennej włóczędze to domowe żarcie ze słoika też wygodne jest i satysfakcjonujące smakowo. Jestem za. Ale już codzienne skrobanie ziemniaczków, duszenie mięska i rzezanie warzyw na sałatki dla kilkuosobowej rodziny to jakaś wakacyjna pomyłka. Brrr...

      --
      Wg mnie burdele i agencje to raczej wstydliwe dowody ostatecznej męskiej kapitulacji. Gdy oferta własna jest już tak licha, że można tylko portfelem w śmieciach grzebac szukając jakie spady się trafia. By klasyk Gomory smile
    • edelstein Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 15:52
      Caly ten waren to dorabianie ideologii do braku kasy.
      Same niejadki,dzieci alergiczne i znawczynie obcych kuchni sie zebraly.
      O Ile nie mam nic przeciw by ktos zabral sloiki gdy nie Ma kasy to juz tlumaczenie tego bajkami typu kaufe inne jedzenie niz zrobione przez siebie jjest obrzydliwe,trucizna itd.jest zenujace.
      Aha mam syna alergika pokarmowego i mi przez glowe nie przyszlo brac sloiki.

      “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
      Autorem powyzszego zdania jest M.
      • zofijkamyjka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 21:40
        edelstein napisała:

        > Caly ten waren to dorabianie ideologii do braku kasy.

        nawet jakbym kasy nie miała to bym nie stała parę dni przy kuchni żeby nagotować obiadów na tydzień do słoików. Bez przesady. Jeździć tyle kilometrów /do takiej np. Chorwacji/z bagażnikiem słoików z zupami....żenua.To żarcie takie istotne?
        --
        Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
        • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 21:49
          > nawet jakbym kasy nie miała to bym nie stała parę dni przy kuchni żeby nagotowa
          > ć obiadów na tydzień do słoików. Bez przesady. Jeździć tyle kilometrów /do taki
          > ej np. Chorwacji/z bagażnikiem słoików z zupami....żenua.To żarcie takie istotn
          > e?

          Widać nie wszyscy obiady na tydzień gotują kilka dni. Ja np. gotowałam na 2 tygodnie - pół dnia (a raczej same się gotowały albo piekły w piekarniku).
          I tak - dla mnie było istotne, aby dzieci zjadły jakiś płynny posiłek (ryż czy makaron z sosem), a nie tylko kanapki.
          Takie widzisz miałam żenujące dzieci, że im lignje na żaru zasmakowały dopiero w okolicach 4 lat (a jednemu tak naprawdę wcale).
          • zofijkamyjka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 22:02
            luska1973 napisała:

            > Widać nie wszyscy obiady na tydzień gotują kilka dni. Ja np. gotowałam na 2 tyg
            > odnie - pół dnia (a raczej same się gotowały albo piekły w piekarniku).

            No napewno pół dnia nagotowałaś 14 obiadów dla 3 czy 4 osób tongue_out W takie bajki to ja nie uwierzę. Ja bym tylu palników i garnków i słoików nawet nie miała, a potem to jeszcze w kolejnym garze powekować. Dajże spokój, to już wolałabym jeśc codzień makaron z serem lub jakimś pesto czy innym sosem czy kanapki czy jakieś frytki z ketchupem... Przerażają mnie ludzie którzy sa niewolnikami żarcia.

            --
            Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
            • skarolina Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 08.07.13, 22:26
              > No napewno pół dnia nagotowałaś 14 obiadów dla 3 czy 4 osób tongue_out W takie bajki to
              > ja nie uwierzę.

              Dwa szybkowary na dwóch palnikach i naczynie żaroodporne w piekarniku działające jednocześnie, trzy rodzaje mięsa, z których jedno można potem na kilka sposobów podać. Jeden wieczór na przygotowanie, wtedy trzeba postać chwilę w kuchni i jeden wieczór na wekowanie, kiedy nie trzeba stać w kuchni, wystarczy umieć posługiwać się minutnikiem. W ten sposób miałam 10 obiadów na rodzinę 2+2.
              --
              Dzieciaki ze szkół muzycznych
              • luska1973 Lubię to :-) 09.07.13, 09:04
                Dokładnie.
                Miałam napisać podobnie, ale mnie wyręczyłaś smile
                Tak, ze dzięki smile
                Pisałam wcześniej, że zabierałam mięso w sosie własnym, do którego na miejscu dorzucałam dodatki, tak, żeby był zawsze inny smak.
                No ale z męczennikami gotowania chyba nie ma co dyskutować.
                Gdyby na co dzień gotowanie zajmowało mi tyle czasu, to na wakacjach nawet kawy nie zrobiłabym sobie sama.
                • skarolina Re: Lubię to :-) 09.07.13, 09:18
                  > Gdyby na co dzień gotowanie zajmowało mi tyle czasu, to na wakacjach nawet kawy
                  > nie zrobiłabym sobie sama.

                  Hehe, na wakacjach akurat na kawę to wolę pójść do dobrej kawiarni. W domu mam dobry ekspres, na wakacjach niekoniecznie. Na okoliczność braku dobrej kawiarni w głuszy mam kupiony najmniejszy ekspres kapsułkowy, wtedy robię kawę sama, we Włoszech, Hiszpanii czy Chorwacji wolę rano pójść do baru na kawę.
                  --
                  Dzieciaki ze szkół muzycznych
                  • luska1973 Re: Lubię to :-) 09.07.13, 10:57
                    Ja piję z kawiarki. W piżamie na hamaku przed przyczepą. To jest punkt charakterystyczny moich wakacji - kawa, hamaczek, dobra książka i ciasteczko smile

                    No ale dla tych, co to obiad na 1 dzień gotują pół dnia, to pewnie jestem nienormalna, ze sobie robię tę kawę, no bo: trzeba otworzyć puszkę, odmierzyć kawę do kawiarki, nalać wody, załączyć palnik, poczekać aż się zrobi, przelać do kubka, dolać mleka, otworzyć ciastko, zabrać to wszystko na hamak ...
                    Co to za wakacje w ogóle smile))
              • zofijkamyjka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 21:26
                skarolina napisała:

                > Dwa szybkowary na dwóch palnikach i naczynie żaroodporne w piekarniku działając
                > e jednocześnie, trzy rodzaje mięsa, z których jedno można potem na kilka sposob
                > ów podać. Jeden wieczór na przygotowanie, wtedy trzeba postać chwilę w kuchni i
                > jeden wieczór na wekowanie, kiedy nie trzeba stać w kuchni, wystarczy umieć po
                > sługiwać się minutnikiem. W ten sposób miałam 10 obiadów na rodzinę 2+2.

                Jeszcze trzeba pojechać do sklepu po solidne zakupy mięcha i zakupić specjalnie dodatkowy szybkowar. Dzięki.


                --
                Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                • skarolina Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 22:05
                  > Jeszcze trzeba pojechać do sklepu po solidne zakupy mięcha i zakupić specjalnie
                  > dodatkowy szybkowar. Dzięki.

                  Do sklepu 10 minut na piechotę, samochodem 2.

                  Jak się ma jeden szybkowar, to proces wydłuża się o jakieś 40 minut (max. tyle czasu potrzebuje wieprzowina, żeby być idealna). W sumie jakaś godzina. Więcej zajmuje jednorazowe wyjście do knajpy.
                  --
                  Dzieciaki ze szkół muzycznych
                  • zofijkamyjka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 22:16
                    skarolina napisała:

                    > Jak się ma jeden szybkowar, to proces wydłuża się o jakieś 40 minut (max. tyle
                    > czasu potrzebuje wieprzowina, żeby być idealna). W sumie jakaś godzina. Więcej
                    > zajmuje jednorazowe wyjście do knajpy.

                    A jak sie nie ma szybkowaru?tongue_out
                    Weź załóz produkcję weków mięsnych na wyjazdy do Chorwacji - dobrze Ci idzie i widac że to lubisz pasjami. Jeszcze kase zarobisz.


                    --
                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                    • skarolina Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 22:21
                      Jak się ie ma szybkowaru, to się jednocześnie w dwóch garnkach z pokrywką robi, dwa garnki z pokrywką są na ogół na stanie każdego przeciętnego gospodarstwa domowego. Wtedy równoległe duszenie dwóch rodzajów mięs trwa nie 40 minut, a max.1,5 h, nadal niedługo.
                      Abstrahując już od faktu, że podczas 1,5-godzinnego procesu duszenia można robić zupełnie co innego, więc trudno uznać ten czas za spędzony w kuchni.

                      Wystarczy trochę pomyśleć, ale jak komuś gotowanie kojarzy się z przesiadywaniem w kuchni godzinami, to raczej nie da rady smile


                      --
                      Dzieciaki ze szkół muzycznych
                        • luska1973 Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 22:38
                          Poczytaj ze zrozumieniem, Było wyraźnie napisane przez kilka osób, że do tego -kasza, ryż makaron i sałatka zarobiona na świeżo.

                          Uprzedzam komentarz o kolejnej godzinie w kuchni - od kilku lat sałatkę robią dzieci. Ja tylko parzę pomidory. Dzieci je kroją i robią sos.
                          Weki u mnie zastąpiły się samoistnie mięsem z grilla.
                      • zofijkamyjka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 21:51
                        skarolina napisała:

                        > Jak się ie ma szybkowaru, to się jednocześnie w dwóch garnkach z pokrywką robi,
                        > dwa garnki z pokrywką są na ogół na stanie każdego przeciętnego gospodarstwa d
                        > omowego. Wtedy równoległe duszenie dwóch rodzajów mięs trwa nie 40 minut, a max
                        > .1,5 h, nadal niedługo.

                        Robie obiady prawie codzień i w bajki nie uwierzę.

                        --
                        Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                        • aneta-skarpeta Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 10.07.13, 22:38
                          ale w co nie uwierzysz? że jedni są lepiej, a drudzy gorzej zorganizowani w kuchni?

                          robienie dania typu gulasz, leczo wymaga w zasadzie pokrojenia produktów, podsmarzenia i potem już się pyrkoli, w tym czasie można się położyć

                          jedni wolą gotować np codziennie, inni przysiąść pół dnia i miec obiadów na zapas, gdy się gotować np nie chce, a jeść się chce

                          ja generalnie jestem z typu spidigonzales- wszystko robię energicznie i szybko, natomiast znam dziewczyny, które gotują po prostu wolniej, sprzątają wolniej, równiej kroją, bo ma dla nich znaczenie równiutka kostka etc

                          --
                          świat włóczki i filcu
                          szopinistka.blogspot.com/
                          • zofijkamyjka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 11.07.13, 20:57
                            aneta-skarpeta napisała:

                            > ale w co nie uwierzysz? że jedni są lepiej, a drudzy gorzej zorganizowani w kuc
                            > hni?
                            W bajki wink
                            --
                            Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                        • zofijkamyjka Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 11.07.13, 20:59
                          aneta-skarpeta napisała:

                          > no ale jakby tak się chciało weki sprzedawac- takie dobre i domowe to wcale nie
                          > byłaby to tania opcja dla klientasmile
                          A dlaczego niby? Podobno wkład pracy prawie zerowy i szybciutko sie robi, pół dnia i czternaście słoików gotowych wink

                          --
                          Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
            • olena.s Re: Słoiki i weki na wakacjach - kto zabiera? :) 09.07.13, 23:55
              Weków nie miałam okazji robić, ale kiedyś przed wyjazdem do PL zrobiłam ślubnemu (akurat się odchudzał, a alternatywą do moich mieszanek byłoby wyłącznie chicken biriani) około 30 porcji obiadowych w jakichś 6 smakach w nie więcej niż 2 godziny. Potem zamroziłam w takich pudełeczkach z superszczelnym zamknięciem i sobie codzienie w pracy żarł.
              Tylko fakt, to były albo wege, albo mieszanki kurczakowe/rybne plus masa jarzyn i bardzo różne przyprawy, wiec to się migiem robi.
              --
              Życie w Zatoce Perskiej