Nie kocham - to tak boli

30.07.04, 17:23
Jeśli możecie to pomóżcie rozwiązać ten problem.
Właśnie dzis po 2 latach małżeństwa mąż powiedzieł, wybacz ale nie kocham cię
już. Zapytałam tylko od jak dawna. Powiedział, że od ponada roku. Mamy 3
miesięcznego synka. Jak dalej żyć?
Zadałam pytanie o czym myślał planując dziecko a on że myślał, że ono scali,
połączy nas mocniej. Widać nie poskutkowało.
Między nami to prawda od jakiegoś roku nie układa się najlepiej. Najpierw
przyłapałam go na zdradzie - może nie w sensie dosłownym ale jeździł do
takiej młodziutkiej wdówki. Jak to on napisał w jednym ze swoich maili -
śliczniutkiej i zadbanej.
Myślałam, jak to odkryłam, że jest to najgorsze co mogło mnie spotkać. Widać
nie.
Chodziliśmy ze sobą przez 6 lat. Było raz lepiej raz gorzej ale wiedziałam
jedno - kocha mnie. A teraz. Całe młode życie poświęciłam jemu. To dla niego
napisałam prace licencjacką, magisterską. Do dla niego zdradziłam rodziców,
urodziłam syna a teraz co mi zostaje oprócz łez?
Jak żyć dalej? On jest moi całym życiem, kocham go bezgranicznie,
bezwarunkowo i co dalej? Jak postąpić? Jak sobie poradzić? Rozwodzić się?
Ja nie chcę !!!!!
Wszystkie moje plany krążą koło niego, on jest ich sensem, celem a teraz .
Mały śpi, ja palę jednego za drugim, ryczę i nie wiem co robić!!!!!!! Dajcie
jakąś radę, pomóżcie!! Może ktoś miał podobną sytuację i z niej wybrnął -
napiszcie coś. Błagam
    • wieczna-gosia Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 17:29
      Całe młode życie poświęciłam jemu. To dla niego
      > napisałam prace licencjacką, magisterską. Do dla niego zdradziłam rodziców,
      > urodziłam syna a teraz co mi zostaje oprócz łez?
      > Jak żyć dalej? On jest moi całym życiem, kocham go bezgranicznie,
      > bezwarunkowo i co dalej? Jak postąpić? Jak sobie poradzić? Rozwodzić się?
      > Ja nie chcę !!!!!
      > Wszystkie moje plany krążą koło niego, on jest ich sensem, celem a teraz .

      wlasnie TO zmienic. Wiesz jak to jest byc dla kogos wszystkim? To straszne musi
      byc. Wyprostuj sie. rzeczy ktore wymienilas nie powinno sie robic dla kogos
      tylko dla siebie. Trzeba byc soba a nie cieniem drugiej osoby. Pomysl masz
      syna. A jesli maz faktycznie odejdzie a ty wszystko zaczniesz robic dla syna?
      Albo jesli on znajdzie sobie kobiete ktora bedzie zyla kazdym jego oddechem?

      Bierz sie z zyciem za bary. Dla siebie. A potem zobaczysz co z wami.
      • dorotka0110 do gosi 30.07.04, 18:04
        Wydajemi się, że tak. Syn stanie się wszystkim i tylko dla niego będę żyć. Ja
        nie miałam takiego szczęścia. Prawie całe życie byłam zdana sama na siebie. Nie
        było kogoś kto by za mną stał, pomagał, popierał, ba a nawet wspierał. Męż
        kocham nad życie i boję się nawet myśleć co by było gdyby nie syneczek. Mój
        świat właśnie stracił niebo. To jakiś nisko budżetowy horror.życie jakie
        prowadziłam wydawało się normalne z natury. Jeśli się kogoś kocha - to dla
        niego się góry będzie przenosić. Widać taka miłość istnieje tylko w starych
        romansidłach. Tyle tylko, że jest mi strasznie ciężko uwierzyć, że aż tak
        mogłam się pomylić w uczuciach. Całe życie myślałam, że jestem obdażona szóstym
        zmysłem i potrafię dokonywać słusznych wyborów. Klops. I przyjdzie zmnienić
        całe dotychczasowe ideały. Będzie ciężko.
        Zanosi się na dłuższą rozmowę napiszę co postanowiłam dalej. Trzymajcie kciuki.
        P.S najgorszej jest to, że mu już to zapominam niech tylko będzie przy mnie -
        taka ze mnie idiotka! Prawda??????
        • wieczna-gosia Re: do gosi 30.07.04, 19:33
          sluchaj ale kompletnie mnie nie zrozumialas. Alez mozna dla kogos gory
          przenosic alez tak. Ale gdzie jestes TY? Nie mozna przez cale zycie zyc z osoba
          ktorej nie ma bo jest mna. Bo zyje moim nie swoim zyciem. Bo juz nie wiem gdzie
          zaczynam sie ja i gdzie konczysz ty. Rozumiesz? Kotka mozna zaglaskac na
          smierc. A czlowieka- zakochac.
          • krozy Re: do gosi 30.07.04, 20:42
            Gosiu - podpisuję się pod Twoimi słowami... Teraz Dorotka przeleje całe swoje
            uczucie do synka.... Wyobrażasz sobie sytuację za kilkanaście lat, gdy syn
            przyprowadzi dziewczynę? Jak myślisz, jaką teściową będzie Dorotka wink
            • dorotka0110 Re: do gosi 30.07.04, 20:50
              Mam nadzieję, że dobrą. Sama mam wredną teściową, która widzi tylko siostrę
              mego męża a moja mama należy do ego rodzaju matek, co to zawsze i wszędzię
              występują w roli cierpiętnicy. Znam takie zachowania i myślę, że uda mi się ich
              uniknąć. A z drugiej strony uwielbiam zakochane i szczęśliwe pary. Potrafię
              choć czasem z ciężkim sercem przyznać się do błędu.
              • krozy Re: do gosi 30.07.04, 21:30
                "Znam takie zachowania i myślę, że uda mi się ich
                uniknąć" - ja też mam nadzieję że Ci się uda... często takie zachowania są
                wynikiem zaborczej miłości matki do syna..
    • mradford Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 17:32
      Przede wszystkim kochanie,wyksztalcilas sie nie dla niego,ale dla samej
      siebie.Dlatego z tego czerp cala swa sile i madrosc.W zaleznosci od tego w co
      wierzysz ,czego w zyciu pragniesz,co mozesz przekreslic a co nie- na pewno sie
      poddzwigniesz,to nie ulega watpliwosci.Pamietaj,ze czegokolwiek doswiadczamy-
      umacnia nas,kreuje i upieksza.I choc paradoksalnie to moze zabrzmiec-co nas nie
      zabija to nas wzmacnia.Jestem z toba calym sercem,pisz jak sie sprawy maja!
      • irma00 Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 19:51
        Współczuję... I przychodzi mi do głowy banał straszliwy, ale prawdziwy, czas
        leczy rany...
        Musisz teraz znależć coś, kogoś (syneczka może) na czym, kim, się skupisz, żeby
        nie myśleć, nie roztrząsać, a potem może będzie lżej.... Zaczniesz samodzielne
        życie.
        Strasznie to przemądrzale wypadło, nie wiem, też nie mam recepty...
        Trzymam kciukismile
        Aga
    • dorotadu Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 20:04
      Ameryki nie odkryję - wiem ze jest ciezko o prace ale moze poszukaj (jesli masz
      gdzie zostawic dziecko) ładnie sie ubierz, pomaluj (nie sugeruje że jestes
      zaniedbana smile) moze kiedy bedzie zazdrosny cos sie zmieni?
      bo do tej pory pewnie zawsze wychodziliscie razem albo on wychodził a Ty byłas
      w domu
      • jasmina251 Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 20:16
        Może to nie wygląda tak grożnie? Mówi że nie kocha bo ma kryzys?-może tak wcale
        nie czuje-może mówi że nie kocha bo nagle znów dostał olśnienia jakąś "zadbaną
        i śliczną"Ja wybaczyłam raz przymiarkę do zdrady",słowa chyba Cię nie
        kocham.Wybaczyłam i cieszę sie bo teraz jest cudownie,wybaczyłam bo nie byłam
        dla Niego dobra.Jednak wiem to żę gdybym robiła tyle ile Ty piszesz żę zrobiłaś
        to nigdy nie wybaczyłabym zdrady,czy też przymiarki do niej.Wydaje mi się że
        jeżeli kobieta robi wszystk9o aby było dobrze w związku-a facet to ignoruje i
        szuka nowych doświadczeń to nie jest wart tej kobiety i jej miłości.Jeśli
        7984103chcesz pogadać to mój meil jasmina25@interia.pl lub czasem gg 7984103
        mama Julki(26,01,2001)
        • aga173 Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 20:38
          Współczuję Ci bardzo ale dziewczyny mają rację,nie możesz się zamykać i żyć
          tylko dla NIEGO!!!!A ON co?Ma to w nosie!!!Nawet nie zdaje sobie sprawy jak
          bardzo Cie zranił!!!!A wogóle dla mnie małżeństwo - to coś większego niż tylko
          wesele.Dla mnie to świętość!!!I jeżeli dwie kochające się osoby pragną być
          razem na dobre i złe,to wiedza co robią.Szkoda mi Ciebie bo widzę że z Twojej
          strony tak wygląda,ale gdzie jest ten odpowiedzialny,czuły itp...Twój mąż?
          DECYZJA NALEŻY TYLKO DO CIEBIE,ale mój mąż nie miałby u mnie już żadnych
          szans,chyba że chciałby być "cieniem" w domu.TRZYMAJ SIĘsmile
          AGA
          • dorotka0110 do agi 30.07.04, 20:56
            Dla mnie małżęństwo to również świętość. Ślubowałam uczciwie, z serca na dobre
            i na złe. Nie uznaję rozwodów. Tylko zastanawiam się, gdzie był wtedy mój mąż.
            Tymczasowo ogłuchł, zgłupiał? Ja choć też czasem jest ciężko to staram się
            wierzyć, żę będzie lepiej, żeto ostatni raz - ale teraz chyba nie dam rady.
            Nigdy go nie podejrzewałam, że może przestać kochać. Że tak zabawi się moimi
            uczuciami. Przecież człowiek to nie zabawka, którą można odłożyć na bok jak się
            znudzi. I tak naprawdę to to tak strasznie boli.
    • p_swiat Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 20:46
      Nie pokazuj mu tego jak bardzo cie to boli! Twój mąż dostrzegł w Tobie osobe
      bezgranicznie oddana i poświęcona i może to właśnie doprowadziło, że szukał i
      znalazł kogoś inegosad
      Dziewczyno zacznij żyć dla siebie i dla dzidzi.
      Podejdz do lustra i powiedz sobie od jutra będę ja i moje dziecko, a mąż niech
      sie w nos ugryzie- może to żadne pocieszenie i rada, ale życie niestety
      kolorowe nie jest.
      • tjoanna Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 21:15
        Przeczytaj jeszcze raz, uważnie, co Ci napisała Wieczna Gosia.
        Właśnie o to chodzi - że jeśli on ma kochać CIEBIE, musisz być kimś ODRĘBNYM, ciekawym, mającym swoje własne zainteresowania, humorki, swój świat, który w pewnym miejscu łączy się z jego światem.

        Znam to z drugiej strony. Był taki chłopak, który twierdził, że jestem jego całym światem, że nikt nie będzie mnie tak kochał jak on. A ja myślałam "mam nadzieję", bo on był NIEWIDZIALNY. Poza tym czułam się osaczona.

        Idź do psychoterapeuty, niech Ci pomoże odnaleźć siebie. Myślę, że masz jeszcze szanse na odzyskanie miłości męża, ale MUSISZ zmienić myślenie.

        Trzymaj się i powodzenia!
        Joanna
    • dorotka0110 Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 22:20
      Siedzę i rycze. To już koniec nic poza syneczkiem nas nie łączy. Jutro ma się
      wyprowadzić. Moja miłość nie wystarczy żeby znowu było tak jak kiedyś. Szkoda a
      byliśmy taką świetną parą. Myślałam, myliłam się, że możemy tworzyć kochającą
      się, normalą rodzinę. Myślałam, że stworzymy wspaniały dom dla naszego synka -
      niestety. Dla mnie to marzenie a dla niego rzecz niemożliwa do osiągnięcia.
      Przykro. Prawda??????
      • vicke80 Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 22:27
        jestem zToba całym sercem, wierz mi, wszystko się ułoży, staniesz na nogi, moż
        eto marne pocieszenie ale nie Ty jedna na świecie jesteś w takiej sytuacji,
        kobiety są silne i dają radę. Jest Ci ciężko, ale masz dla kogo żyć, jest ktoś
        kto Cie bezgranicznie kocha, pamiętaj o tym. Nie płacz, spójrz na dziecko,
        pewnie śpi, jest spokojne - ma Ciebie a Ty jego. Może on wróci, a jak nie to
        weź go czart, nie był Ciebie wart. Trzeba wziąć się w garść, myśleć o dziecku i
        o sobie.
      • wieczna-gosia Re: Nie kocham - to tak boli 30.07.04, 22:33
        Nie twoja milosc nie wystarczy.
        Milosc zazwyczaj nie wystarcza szczegolnie na cale zycie.
        kazda para przechodzi weryfikacje- niektorzy pija sobie z dziobkow po
        kilkanascie lat i milosc wystarcza inni maja od poczatku schizy i walki.
        Zylas dla meza.
        bedziesz- jak zapowiadasz- zyla dla dziecka.
        Ale cala sztuka jest pozwolic dzieciom odejsc.
        Kiedy bedziesz zyla dla siebie?
        Czy kiedy syn odejdzie- tez bedziesz zyla jego zyciem?

        Maz odchodzi- no jasne swinia. Ale rozstanie nigdy nie jest wina jednej srony.
        meza nie ma tutaj i nic o nim nie wiem a wiec mecze ciebie- mam nadzieje ze sie
        nie obruszysz. Zdania ktore zacytowalam z twego postu zabrzmialy dla mnie
        niebezpiecznie. ja sie po prostu boje osob ktre zyja i robia dla kogos. Znam
        takie pary. ja tez nie pracuje. zajmuje sie domem i dziecmi. Ale w zyciu nie
        powiedzialabym ze zrobilam wszystko co zrobilam w zyciu dla mojego meza. Ani
        dla dziecka. Wszystkie wybory jakich podejmowalam byly z milosci do nich ale
        zawsze jakas dzialka egoizmu znalazla sie dla mnie wink
        Wiec ponawiam pytanie- co robisz dla siebie? moze tu lezy problem? Moze spirale
        braku milosci da sie jakos odkrecic? Moze twoj maz tez tego zechce?

        Nie martw sie- poradzisz sobie.
        Sciskam cieplutko wink
    • wieczna-gosia no wlasnie... 30.07.04, 22:37
      >>moja mama należy do ego rodzaju matek, co to zawsze i wszędzię
      występują w roli cierpiętnicy. <<

      no wlasnie....

      Całe młode życie poświęciłam jemu. To dla niego
      > napisałam prace licencjacką, magisterską. Do dla niego zdradziłam rodziców,
      > urodziłam syna a teraz co mi zostaje oprócz łez?

      a to nie brzmi cierpietniczo?
      Ja tobie.... a ty.......

      jestesmy do swoich matek bardziej podobne niz bysmy chcialy.
      Ale jak sobie czlowiek zda sprawe to mozna z tym walczyc, czego ci zycze.

      I jesli moje posty cie obrazaja przepraszam- w glaskaniu po glowie kiepska
      jestem wink))
      Ale kciuki trzymam wink
      Tak z zyczliwosci pisze wink
      • dorotka0110 Re: no wlasnie... 31.07.04, 22:00
        wieczna-gosia napisała:

        > >>moja mama należy do ego rodzaju matek, co to zawsze i wszędzię
        > występują w roli cierpiętnicy. <<
        >
        > no wlasnie....
        >
        > Całe młode życie poświęciłam jemu. To dla niego
        > > napisałam prace licencjacką, magisterską. Do dla niego zdradziłam rodzicó
        > w,
        > > urodziłam syna a teraz co mi zostaje oprócz łez?
        >
        > a to nie brzmi cierpietniczo?
        > Ja tobie.... a ty.......
        >
        > jestesmy do swoich matek bardziej podobne niz bysmy chcialy.
        > Ale jak sobie czlowiek zda sprawe to mozna z tym walczyc, czego ci zycze.
        >
        > I jesli moje posty cie obrazaja przepraszam- w glaskaniu po glowie kiepska
        > jestem wink))
        > Ale kciuki trzymam wink
        > Tak z zyczliwosci pisze wink
        >
        Zle to ujęłam. Ja też robiłam to wszystko z miłości do niego ale nigdy nie
        otrzymałam nic w zamian. Tu nie chodzi, że chcę aby dziękował mi za wszystko
        100 razy. Tylko sama jestem na siebie zła, że mogłam być tak ślepo w niego
        zapatrzona.
      • dorotka0110 Re: no wlasnie... 31.07.04, 22:02
        wieczna-gosia napisała:

        > >>moja mama należy do ego rodzaju matek, co to zawsze i wszędzię
        > występują w roli cierpiętnicy. <<
        >
        > no wlasnie....
        >
        > Całe młode życie poświęciłam jemu. To dla niego
        > > napisałam prace licencjacką, magisterską. Do dla niego zdradziłam rodzicó
        > w,
        > > urodziłam syna a teraz co mi zostaje oprócz łez?
        >
        > a to nie brzmi cierpietniczo?
        > Ja tobie.... a ty.......
        >
        > jestesmy do swoich matek bardziej podobne niz bysmy chcialy.
        > Ale jak sobie czlowiek zda sprawe to mozna z tym walczyc, czego ci zycze.
        >
        > I jesli moje posty cie obrazaja przepraszam- w glaskaniu po glowie kiepska
        > jestem wink))
        > Ale kciuki trzymam wink
        > Tak z zyczliwosci pisze wink
        >
        A i jeszcze jedno. Po tysiąćkroś wolę zimy kubeł wody na glowę, niż jego
        głaskanie. Zwłaszcze gdy sytuacja tego wymaga. Dziękuję. Za rady, choć nie
        łatwo je przyjąć - zwłaszcza jeśli myśli sie o sobie w kategoriach kogoś super
        dobrego i wiedzącego zazwyczaj wszystko najlepiej.
    • 18lipiec Nie chce nic mowic....... 31.07.04, 09:31
      ale tak to wlasnie jest jak sie poswieca zycie dla faceta.
      Swoje plany, marzenia, szkole, prace.
      Najchetniej powiedzialabym : GLUPIA BABO !
      Ja tez mialam faceta dla ktorego poswiecilam swe mlode lata 17-23 ale nigdy by
      mi nie przeszlo przez mysl WSZYSTKO mu poswiecac - cale zycie podporzadkowywac,
      poswiecac rodzine, znajomych, sprawiac by caly swiat krecil sie wokol niego.
      Co to znaczy ze on jest calym Twoim zyciem??? Bzdura !
      Wiem jak bola slowa "nie kocham Cie", ale dziwi mnie tez to ze piszesz ze Cie
      zdradzil, ale dalej byliscie razem?
      Facet po prostu nie ma do CIebie szacunku bo widzi ze latasz za nim i zyc bez
      niego nie mozesz.
      Wybacz ale sama sobie zgotowalas ten los.
      Troche myslenia, szacunku do siebie,zachowania wlasnego JA.
    • triss_merigold6 Re: Nie kocham - to tak boli 31.07.04, 11:01
      O jasna cholera! Z jednej strony Ci współczuję z drugiej jak czytam "On jest
      całym moim życiem, wszystko poświęciłam jemu" to mam ochotę powiedzieć: bardzo
      dobrze. Nareszcie będziesz miała szansę żyć jako ODRĘBNA OSOBA. Może dowiesz
      się czego TY chcesz, co TY lubisz, czego TY oczekujesz od życia, mężczyzny i od
      samej siebie.
      Jeśli uczynisz z dzieciaka słońce wokół którego będzie się kręcił cały Twój
      świat to sorry... biedny chłopak. Poczucie winy ma jak w banku.
      Otrząśnij się. Wyprowadza się - nie zatrzymuj. Trochę godności, chociaż i tak
      facet Cię nie szanuje. Ja bym nie szanowała człowieka będącego moim cieniem.
    • chryzokola Re: Nie kocham - to tak boli 31.07.04, 15:53
      CZeść Dorotka. Jestem w dokładnie takiej samej sytuacji co Ty. Czytając Twój
      posta to tak jakbym czytała o sobie. Przeczytaj mój post "Ratować to
      małzeństwo? Jak żyć?". Moze napisz do mnie? Ja już chyba zaczynam rozumieć
      pewne rzeczy, które luidzie tu pisali.

      P0ozdrawiam
      chryzokola
    • dorotka0110 Re: Nie kocham - to tak boli 31.07.04, 21:55
      Macie rację. Gdzieś po drodze zupełnie się zatraciłam. Zapomniałam,że mam też
      prawo do własnego życia, własnych potrzeb, własnych marzeń. Tak naprawdę
      dpoiero po Waszych listach zrozumiałam, jak bardzo żyłam jego życie, jak bardzo
      realizowałam jego marzenia, spełniałam jego potrzeby. Wiem sama siebie
      traktowałam tak jagdyby nic mi się od życia nie należało - ja byłam zawsze na
      końcu. Bolesna, ale prawda.
      Siedzę i myślę co dalej? On chce być ze mną tylko ze względu na dziecko. Tylko
      czy można żyć ze sobą tylko dla dziecka, tak bez uczucia? I co postanowić
      pognać go w jasną cholerę czy pozwolić zostać w nadzieji na powrót uczucia?
      Napiszcie co o tym myslicie. Wasze listy bardzo mi pomagają zrozumieć, dostrzec
      błędy.
      Dorota
      • sakada Re: Nie kocham - to tak boli 31.07.04, 22:28
        "Tylko czy można żyć ze sobą tylko dla dziecka, tak bez uczucia?"

        W żadnym wypadku. Już nie raz o tym pisałam - dziecko jest jak barometr - wszystko bezbłędnie wyczuwa i reaguje. Wasze złe emocje, brak miłości - te rzeczy odbiją się na nim i będą miały wpływ. Straszny wpływ na Twojego maluszka. Sama miałam rodziców, których nie łączyło już uczucie. Ojciec miał kochankę - matka próbowała z całych sił ocalić rodzinę.
        Tylko, że tak naprawdę... nie było już czego bronić. Oddałabym wszystko by nie oglądać ich razem - plujących na siebie jadem, by nie słuchać słów, które raniły jak noże. Znacznie bardziej wolałabym żyć tylko z mamą w spokoju i miłości. Pamiętaj o tym, zanim podejmiesz decyzję. Zacznij żyć własnym życiem. Zmień coś w sobie, fryzurę, makijaż - cokolwiek. A przedewszystkim zmień sposób myślenia o samej sobie. I musisz postanowić, że to jest początek końca tamtego życia. Zaczynasz zupełnie nowe, lepsze, SWOJE WŁASNE. Wyrwiesz się z tej apatii, z tego toksycznego piekła w jakie się wpędziłaś. Pomyśl o sobie. Jeszcze wszystko przed tobą. Gorzej już być nie może - ale za to może być lepiejsmileI będzie. Wszystko w Twoich rękach.

        Pozdrawiam.
      • krozy Re: Nie kocham - to tak boli 31.07.04, 22:30
        jednak skończyłabym ten związek... dziecko nie może wychowywać się w domu bez
        uczuć... Takie nasiąkanie obojętną atmosferą na pewno będzie rzutować na jego
        sferę emocjonalną. Zdecydowanie pognałabym w jasną cholerę. Z pewnością
        znajdziesz jeszcze kogoś, z kim stworzysz wspaniałą, ciepłą rodzinę smile
      • mamamarka Re: Nie kocham - to tak boli 02.08.04, 17:41
        Hej!
        Znam małżeństwo z długim stażem. Facet od młodości zdradzał oszukiwał itp. Nie
        zajmował się dzieckiem. Byli razem tylko dla dziecka. Kobieta popadła w
        alkoholizm, jest strzępkiem nerwów i ledwo żyje. Trochę teraz lepiej z ich
        związkiem ale czy to warto??

        Sorki, że piszę takie okropne rzeczy ale ja to widziałam i znam tych ludzi
        dobrze. Musisz pomyśleć o SOBIE. Dziecko nie będzie szczęśliwe mając dwoje
        skłoconych rodziców. Będzie szczęśliwsze mając tylko mamę ale za to zadowoloną
        z siebie i swojego życia. Dzieci nie są po to, żeby się dla nich umartwiać
        tylko po to żeby stworzyć szczęśliwą rodzinę
        Pozdrawiam bardzo mocno i życzę dobrych i mądrych wyborów.
    • erinaceus Re: Nie kocham - to tak boli 31.07.04, 22:46
      Z jednej strony facet, który zostawia żonę i małe dziecko, bo "już jej nie
      kocha", to dość podłe - przecież ślubujemy sobie wierność i opiekę, a poza tym
      tylko ktoś naiwny może pomyśleć, ze młodzieńcze uniesienia trwają całe życie. Z
      drugiej jednak strony jest czyjaś skomplikowana natura i uczucia,które rozsądku
      słuchać nie chcą. Nie możemy zmusic nikogo, by nas kochał, nawet, a może
      zwłaszcza wtedy, gdy wszystko mu podporzadkujemy. W życiu jednak chodzi o
      to "by gonic króliczka" ,nie by złapać go. Napiszę tak, jak dziewczyny - bądź
      dla niego inspiracją, zagadką, zaskoczeniem. Bądź interesująca - czyli odkryj
      sama siebie. Nie możesz w myśl odgadywac jego życzeń i ich spełaniać. To nużące
      i on tego nie doceni- jak wszystkiego, co zbyt łatwo przychodzi.
      Życzę odwagi i powodzenia
      aga
      • kocianna Re: Nie kocham - to tak boli 31.07.04, 23:02
        Wyslij w jasną cholerę - ale dajcie sobie szansę za jakiś czas. Być może oboje
        będziecie w stanie przemysleć niektóre rzeczy - a może też się nie udać. Wtedy
        masz szansę ułożyć sobie życie na nowo, i im wcześniej zaczniesz to robić, tym
        lepiej.
    • zwirek.i.muchomorek Re: Nie kocham - to tak boli 31.07.04, 23:37
      Jeśli to jego przemyślana decyzja to nie zatrzymuj go - i tak nie zostanie na
      długo a ty tylko stracisz później szacunek dla samej siebie. A text że dziecko
      miało "scalić" (być może!) powalił mnie na kolana! Zgroza! To nie normalny
      facet tylko - wybacz - kompletny kretyn
    • mamongabrysi Re: Wieczna -gosia ma rację 01.08.04, 18:43
      No właśnie, niestety. Dlaczego niestety? Bo walą sie nasze mżonki o jedynej
      miłości życia jak z Ani z Zielonego Wzgórza (którą Wiecznagosia przeczytała jak
      dzieci były małe)jak z "Quo vadis" i innych takich tam. Miało byc lepiej niż u
      naszych rodziców. Miało być idealnie więc my całe sobą oddane po babsku
      wierzymy ze to wszystko dla naszego wspólnego dobra, że tak własnie budujemy,
      do głowy nam nie przyjdzie ze trzeba troszke byc egoistką a jak nam ktos tak
      mówi to myslimy ze on po prostu nie wie co to prawdziwa milośc i ze my zrobimy
      lepiej - tylko że to marzenie niekoniecznie jest ich - facetów. Albo przestaje
      byc ich. Ja mialam kiedys takiego narzeczonego który był calkym moim swiatem i
      mnie zostawił w paskudny sposób. Na szcżęście tylko narzeczonego. Potem
      poukładałam sobie życie i mam dobrego męża, ale zostało mi poczucie
      porzucenia , że nie dałam rady, ze był ktos ode mnie lepszy.... Wiem ze to
      glupota, ale na odczucia i uczucia rozum niewiele pomaga. jest ci ciężko bo
      wali się cały świat w jaki wierzyłaś, głupio czy nie - to inna sprawa.
      Pozbierasz sie. I nie zabiegaj o niego - nie jest tego wart. Postaraj się
      jednak nie zyć TYLKO dla synka z przesłaniem "ty tak mamusi nie skrzywdzisz".
      Bo potem jemu będzie bardzo trudno odejść od ciebie, albo będzie tobą pomiatał,
      albo jedno i drugie, a to juz będzie kompletne piekło.
      A może facet sie opamięta. Ale ja bym miała ograniczone zaufanie
      Pozdrawiam
      Ania, która też kiedys wierzyła bezgranicznie.
    • zorkas Odnaleźć siebie 02.08.04, 10:45
      Najważniejsze to odnaleźć siebie - w tym gąszczu żalu, rozpaczy, łez,
      niezrozumienia.
      Odnaleźć siebie jako istotę - pomyśleć co CIEBIE cieszyło kiedyś jak jeszcze
      niz znałaś męża, co cieszyło przez ostatnich kilka lat, a noekoniecznie miało
      związek z mężem. Odnaleźć siebie w zapomnianych często przyjaźniach, odnaleźć
      piękniejszą "siebie" w odbiciu w lustrze. Znaleźć przyjemność we włożeniu
      cudnej, kobiecej spódnicy, w oczach innych mężczyzn, gdy jesteś na spacerze.
      Odnaleźć wiarę w siebie jako istotę, jako człowieka wartościowego. Poszukać
      siebie w zapomianych hobby, w upieczeniu bułeczek, w zapach własnoręcznie
      zaparzonej kawy. W spacerze w pięknym, zielonym parku z dzieckiem.
      Najpierw odnaleźc siebie, a dopiero potem - siebie-żonę, siebie-matkę.
      Najtrudniejsze to zacząć siebie szukać, ale życzę Ci powodzenia w tym szukaniu
      i życze odnalezienia SIEBIE, życzę Ci wytrwania w tym poszukiwaniu.
      A jak już odnajdziesz siebie - będzie Cię taką piękną wewnętrznie kochać Twoje
      dziecko, a potem partner - ten były lub ten przyszły i będziesz akceptować samą
      siebie.
      Powodzenia
      ____
      Już w marcu'05 będę mamusią.
      • iwcia75 Re: Odnaleźć siebie 02.08.04, 12:28
        Dorotko, przede wszystkim musisz odzyskac swoja godnosc i pokazac ja mezowi,
        nie zatrzymywac go, gdy bedzie chcial odejsc naprawde, nie plaszczyc sie przed
        nim, nie prosic, bo Toba pogardzi zupelnie, on juz ciebie nie szanuje (oj jak
        dobrze znam takie sytuacje).

        maz byl dla Ciebie calym swiatem i gdy odszedl, ten swiat runal-nie dziwie sie.
        musisz zmienic swoje rozumienie malzenstwa i meza-jestescie wolnymi ludzmi,
        odrebnymi istotami. maz nie chce od ciebie poswiecen, nie potrzebuje ich, tak
        samo a nawet tym bardziej syn. pamietaj o tym. nie dopusc do tego,ze staniesz
        sie poswiecajaca dla rodziny cierpietnica!! bierz sprawy w swoje rece, mysl o
        sobie, swoim zyciu, swoim swiecie! obys byla szczesliwa w szczesliwym
        malzenstwie,czego ci szczerze zycze!
    • melka_x Re: Nie kocham - to tak boli 02.08.04, 13:45
      Mam wrażenie, że z wiele postów jest zbudowanych na konstrukcjach typu: kocha -
      nie kocha, kocha -ślub, nie kocha - rozwód. A ja myślę, że to nie takie proste.
      Mit wielkiej, romantycznej miłości co to sprawia, że serce nieustannnie
      trzepocze w pięcie rozwalił już niejedno małżeństwo. Nie ma siły, żeby z
      podobną intensywnością i w ten sam romantyczny sposób kochać kogoś całe życie.
      To między innymi dlatego istnieją śluby. To dlatego przyrzeka się publicznie,
      że będzie się w dobrych i złych chwilach. I te złe chwile, to nie tylko
      zewnętrzne uwarunkowania, ale także (a może przede wszystkim?) ten moment,
      kiedy miłość zaczyna się zmieniać, i kiedy jedna z osób nie chcąc tych zmian,
      bojąc się, nie rozumiejąc ich, mówi "już cię nie kocham". Nie zawsze, ale
      często znaczy to tylko "nie kocham cię tak jak kochałem rok czy dwa lata temu".
      Jeśli malżeństwo przestaje być zobowiązaniem, pozostaje jedynie model seryjnej
      monogamii (4 - 5 lat, tyle ile trwa erotyczno - romantyczne zauroczenie i
      następny, następna), model niespecjalnie korzystny dla kobiet. Dlatego może nie
      mówcie tak łatwo Dorotce, żeby pogoniła męża, że bez tej miłości to nie ma
      sensu, że nawet dziecko będzie nieszczęśliwe. Niekoniecznie, wszystko zależy od
      tego co mąż Dorotki rozumie przez to "nie kocham". To jest dla ich przyszłości
      kluczowe, bez tego żadne decyzje nie będą mieć sensu i tego dowiedzieć się może
      jedynie Dorotka.
      Natomiast jedno nie ulega wątpliwości, powinnaś Dorotko myśleć więcej o sobie.
      Korzyść będzie podwójna, Ty będziesz silniejsza, a jako taka staniesz się
      interesującą osobą dla swojego męża (a kiedyś i dla syna). Słusznie zauważyły
      dziewczyny, ciężko żyć z własnym cieniem.
      Życzę, żeby Ci wszystko się ułożyło.
      • wieczna-gosia dokladnie.... 02.08.04, 13:50
        Dlatego może nie
        >
        > mówcie tak łatwo Dorotce, żeby pogoniła męża, że bez tej miłości to nie ma
        > sensu, że nawet dziecko będzie nieszczęśliwe. Niekoniecznie, wszystko zależy
        od
        >
        > tego co mąż Dorotki rozumie przez to "nie kocham". To jest dla ich
        przyszłości
        > kluczowe, bez tego żadne decyzje nie będą mieć sensu i tego dowiedzieć się
        może
        >
        > jedynie Dorotka.

        tez mnie to nie kocham uderzylo. faceci nielatwo i niechetnie mowia kocham. ale
        nie kocham uzywaja rownie zadko. wypada sie dowiedzec i dogadac. tylko jak tu
        rozmawiac z cieniem?
        stan sie dorotko spowrotem osoba, zona partnerka.
        • serek.topiony Re: dokladnie.... 02.08.04, 15:39
          Dziewczyny mają rację. Musisz odnaleźć w sobie Dorotkę i żyć dla siebie, a nie
          dla meża czy dziecka. Być tak silną, żebyś potrafiła żyć sama - być może kiedyś
          w życiu zostaniesz całkiem sama i co wtedy? Mąż, dzieci, rodzice czasem
          odchodzą, w taki czy inny sposób. NAjważniejszą osobą dla siebie jesteś TY
          sama.
          • dorotka0110 Re: dokladnie.... 02.08.04, 23:17
            Tak dokładnie. Dziś postanowiłam. Nie ma poświęcania się dla nikogo. Tatus
            pakuje walizeczki i wynocha. Dość tego dobrego. Ile można znosić? Niech spada,
            może to wróci mu rozum. Ale najzabawniejsze jest to, że on nie rozumie co za
            bzdury wypisujecie na temat poczynania dzieci które to mają scalać małżeństwa.
            Tymczasowo jak widać zazbyt wiele rozumku to on nie ma.
            • beata32 Re: dokladnie.... 03.08.04, 09:16
              To jeszcze 2 słowa ode mnie.
              smile
              Dorotko, wbrew temu co się często uważa facetom wcale nie imponiją takie
              poświęcające się dla nich 'bluszczowate' kobietki, dla których on jest całym
              życiem.
              O wiele bardziej interesujące są właśnie takie kobiety, które są partnerkami, z
              których zdaniem się liczą, które imponują samodzielnością, które mają również
              swój świat, swoje zdanie.

              Czytałaś 'Nigdy w życiu'? ... na poprawę humoru polecam.

              Pozdrawiam i trzymaj się.
Pełna wersja