groszek19
03.08.04, 10:57
Pamiętacie mój post "mój dług".
Mój brat wyprowadził się z domu rodziców i zamieszkał (chwilowo) u nas.
Wczoraj, pod wpływam emocji porozmawialiśmy sobie o naszym dzieciństwie. O
domu rodzinnym, alkoholiźmie ojca i trudnym charakterze naszej mamy. O
wyzwiskach, biciu, poniżaniu z jej strony. O smutnych świętach, braku paczek,
życzeń, rozmów. Mój brat jest ode mnie dużo młodszy. Dopiero teraz możemy
jakoś się ze sobą dogadać, różnica wieku powoli się zaciera.
Dlaczego wczoraj powstała ta rozmowa? Otóż ja, niewdzięczna córka,
rozwydrzony bachor postanowiłam sobie kupić samochód (a w zasadzie to miał
być mój prezent urodzinowy od męża). Żaden tam nowy, ekstrawagancki, ot
samochód potrzenby w codziennym życiu. I zaczęła się wojna, nakłanianie
rodziny, by "przemówili mi do rozumu" bo "we łbie mi się poprzewracało". W
ciągu tygodnia dostałam kilka "pouczających" telefonów od mamy i
napuszczonego na mnie pijanego tatusia.Wczoraj nie miałam już siły, nie
odebrałam kolejnego telefonu od niej, nie miałam już argumentów
przemawiających za kupnem auta. Nie miałam siły mówić o tym, że jest mi
przykro słyszeć kolejną krytykę, że jest mi przykro wiedząc, że życzeń mi nie
złożą.
Tak więc rozmawiałam wczoraj z moim bratem kilka godzin. Po raz pierwszy od
dzieciństwa. I oto mój, zawsze rozkrzyczany, pyskaty brat powiedział, że nie
miał pojęcia jakie miałam życie w domu. Ja też nie sadziłam, że mama nie
tylko mnie w taki sposób "wychowuje".
Ulżyło mi, wyrzuciłam z siebie to czego nie miałam komu powiedzieć.