marinka35
14.08.13, 15:11
Przeczytałam tematy dotyczące żon domowych, niepracujących itd. Mam ochotę się wygadać, wypisać to jakoś. (długawe, nudne i sytuacja opisana to moja wina)
Mam dwoje dzieci, w wieku 6,5 i 4,5. W pierwszej ciąży pracowałam do 8-go miesiąca, potem poszłam na L4, chciałam się trochę przygotować, odpocząć (praca w stresujących warunkach, pod presją czasu). Druga ciąża była zagrożona. Od momentu kiedy poszłam w drugiej ciąży na L4 - nie pracuję, wykorzystałam wszystkie L4, zasiłki chorobowe, rehabilitacyjne, macierzyńskie, wychowawcze. Młodsze dziecko początkowo wymagało zwiększonego wysiłku, przy porodzie coś poszło nie tak, niedotelnienie, dość długa rehabilitacja. Zdecydowaliśmy z mężem, że nie wracam do pracy po macierzyńskim, że zdrowie dziecka ważniejsze. Faktycznie tak było, tyle, że teraz, już od 2,5 roku albo i troszkę dłużej ma już żadnych wskazań do rehabilitacji, wszystko wyrównane, nadgonione. Córcia rozwojowo w normie. A ja się "zasiedziałam" w domu. Jakoś tak w tym czasie mąż dostał mały awans, podwyżkę, ja się nie garnęłam do powrotu do pracy, on nie naciskał. Finansowo nie jest jakoś cudownie, ale radzimy sobie, na urlop pojechaliśmy, córki mają wszystko (w miarę rozsądku) co potrzebne. Po jego ostaniej podwyżce moja pensja to by było na tzw. waciki raczej. Nawet sama nie wiem, jak doszło do tego, że nie wróciłam do pracy, że się zasiedziałam w domu. Na poczatku wiadomo, macierzyński, potem wróciłam na chwilę i poszłam na zasiłek, malutka była rehabilitowana, potem wychowawczy. Jakoś czas zleciał. Tego domu też nie prowadzę jakoś super, obiad jest, ale bez fajerwerków, jednodaniowy, jako tako ogarnięte jest, córcie zaprowadzone i odebrane z przedszkola i wybawione, zaopiekowane. Sama nieraz nie wiem, na czym spędzam dzień. Lubię sobie tą kawkę spokojnie wypić, posiedzę nieraz na necie itd. Wszystkie grzechy leniwych żon domowych które wymieniłyście mnie dotyczą. Nie wyobrażam sobie powrotu do pracy, wydaje mi się, że przez te lata moja wiedza się zdezaktualizowała, ja się roztyłam, zaniedbałam. W sumie tak jest, że ani ja zadbana i seksi żonka, ani dom nie jest jakoś ekstra prowadzony, ani nic nie zarabiam. Tyle, że córki wybawione, lubię być z nimi i wymyślam różne fajne sposoby na spędzanie czasu.
A tu widmo kolejnego awansu męża zapukało mi do okien, tym razem to juz nie taki awansik mały, ale znaczny i zakres obowiązków większy i podwładni (podwładne!!), znacznie lepsze pieniądze... Jak porównam się do tych jego podwladnych kobiet, to mi się wyć chce. Większośc zadbana, umalowana, ubrana, mają coś do powiedzenia, takie bardziej światowe babki, nie to co ja, żona domowa. Moje życie to córki, trochę plotki niestety, garnki, jakiś serialik też oglądam. Boję się, że to może być kwestia czasu, że mąż się zainteresuje jakąś inną, która nie tylko siedzi w domu i lepi z dziećmi z plasteliny i modeliny... Boję się. Mąż nie daje mi żadnych oznak, że coś jest na rzeczy, a ja i tak boję się. Jest taki jak do tej pory, czuły, miły, nic nie ukrywający.Te tematy dotyczące niepracujących żon na emamie jakoś tak pozwoliły mi te moje strachy ubrać w słowa, wypowiedzieć je. Widzę, jak się zaniedbałam, jak moja pewność siebie poszła w las. Czuję się taka nieudolna i totalnie nieogarnięta na żadnym polu... Mąż mówi, że może bym poczekała z pójściem do pracy aż młodsza wystartuje do szkoły, że w sumie aby nie musiały być długo w przedszkolu to mogłabym wziąć max 3/4 etatu i o ile dostanę taką część etatu, to i tak zarobię pewnie niecały 1.000zł a będę musiała wydawać na dojazdy, ciuchy i szarpać się... Według męża porządnej pracy nie dostanę raczej, po tylu letniej przerwie w pracy, długotrwałym pobycie na chorobowym. Nie mam jakiś szczególnych umiejętności, angielski mój wymaga gruntownego odświeżenia... Jakoś tak się zapętlam w tym myśleniu, mąż woli abym siedziała w domu. Nie umiem się ogarnąć
Dobra, wygadałam się, jest mi trudno, nie jeździjcie po mnie czołgami za bardzo