lorist
03.08.04, 16:15
Na tydzien przyjechalo do mnie mlode malzenstwo z 11- mc dzieckiem na dzialke.
Mam 25 lat. nie mam dzieci. Hmmm......nie wiem jak to wyszlo, chyba sie
zgodzilem na przyjazd, bo male dziecko, oni nie chca wyjezdzac z nim daleko
bo za male, nie je wszystkiego, jeszcze nie chodzi. Ok mowie.
Ja pieprze. Jedynym dzieckiem jakie bedzie spedzac wakacje u mnie na dzilce
to bedzie moje dziecko albo siostry. Chetnie zaprosze odpowiedzialnych
rodzicow z dzieckiem(a znam takowe malzenstwo) na jeden, gora dwa dni, nie na
tydzien napewno.
Tydzien wygladal tak, ze wszystko bylo podporzadkowane pod dziecko( urocze w
kazdym badz razie). Jak sie tydzien mieszka u kogos to nalzey zadbac o
porzadek, a mamuska robiac kaszki zupki i deserki dla pociechy zostawiala syf
taki , ze najlepiej byloby jeszcze w tej kuchni nasrac. Nic nie ogarnela. Jak
ja sie wzialem za zmywanie( bo ona krolowa zlotej dupy nie ruszyla) to " nie
zmywaj glosno, bo maly usypia"
Jak jelen sie czulem, los , ktory jest potrzebny tylko do towarzystwa w
wolnym czsie9 jak dziecko spi) i sprzatania. Mama nawiedzona 3/4 dyskusji
poswiecala dziecku. Karcila mojego psa non-stop bo szczeka, niech szczeka to
jego dzialka i szczeka tak od lat na przechodniow.
Najbardziej mnie bolal fakt, ze jakis czas temu zmarla moja Mama, a jak ona
tam gospodarzyla, to zawsze byl porzadek i blysk. A tu ogladalem taki syf,
ktory notabene nie ja robilem, a ja sprzatalem.
moze jestem upierdliwy i sam sie o to prosilem, ale mam nauczke na przyszlosc.
Co innego burdel na alkoholowych imprezach(ktore zdarzalo mi sie robic),
trwaja dwa dni, sprzatamy i jest git.