walker22
04.08.04, 11:22
Chciałam podzielić się doświadczeniem młodej mamy ku przestrodze innym młodym
mamom.. 3 tygodnie po porodzie lekarz pediatra, do tego dnia Nasz Zaufany
lekarz pediatra, stwierdził, że nieodpadnięty jeszcze pępek mojej córeczki
trzeba lapisować. Wysłał nas do swego kolegi chirurga na jak
powiedział "zabieg kosmetyczny". Pojechałyśmy, opłaciłyśmy oczywiście wizytę
w fundacji przyszpitalnej, mimo, że w sumie na izbie przyjęć mogłabym mieć to
wykonane za darmo. Ale pierwsze dziecko, najlepszy chirurg, wiadomo,
chciałoby się zagwarantować najwyższy standard.. Pan doktor był na dyżurze,
przyjął mnie po zakończeniu operacji. Ciachnął pępek, mała płakała, ale
wyjaśnił, że to dlatego, że noworodki nie lubią być przytrzymywane, a nie że
boli.. Zalapisował, przyłożył gazik i puścił do domu. Ja przez cały zabieg
tuliłam główkę mojej dzidzi, więc nie patrzyłam na ręce lekarzowi, który de
facto powinien znać się na tym co robi lepiej niż ja, więc po co i jak miałam
go sprawdzać. Pojechałam do domu, utuliłam, malutka zasnęła szlochając. Po
paru godzinach przebudziła się przeraźliwie płacząc. Początkowo myślałam, że
to brzuszek ją boli, więc masowałam (gdybym wiedziała, że sprawiam jej tym
jeszcze straszniejszy ból...), potem jednak zdjęłam opatrunek, żeby
sprawdzić, czy wszystko ok. Zaniepokoiłam się, bo gazik był cały
ciemnobrunatny, pomyślałam, że to krew. Wokół na skórze pojawił się biały
nalot. Zadzwoniłam do chirurga spytać czy tak być powinno. Wypytał się o
wszystko i powiedział, że nie ma sensu wozić dziecka po nocy i żeby zgłosić
się rano. Po całej nocy na rękach i przeraźliwym płaczu pojechałam do
szpitala. Skóra wokół opatrunku była już bordowa.. Chirurg popatrzył, lekko
uniósł brwi i kazał wietrzyć.. "Do wesela się zagoi" powiedział. Coś mnie
jednak tknęło i pojechałam na Żelazną, do pediatry, która po porodzie
wzbudziła moje zaufanie. Pani doktor jak tylko zdjęłam kocyk z małej aż
krzyknęła. "Boże, kto pani tak skrzywdził dziecko! Przecież ona jest cała
poparzona!" Ja w ryk, z przerażenia, żałości, wyrzutów sumienia, że na to
pozwoliłam. Moja mała, zdrowa córeczka.. I ten jej płacz po nocy, i moje
masowanie brzuszka, i jej ogromny ból. Wróciłam na działdowską, gdzie na
izbie przyjęć stwierdzono poparzenie II stopnia, chemiczne, lapisem..
Najlepszy chirurg wlał (jak to określono) lapis do pępka, nie wysuszył,
przyłożył gazik 5x5 ii w ten sposób wypalił skórę na brzuchu mojej misi..
Rana 5x5, pan dr nie widział w tym żadnej swojej winy, wypuścił nas tak ze
szpitala, podczas gdy na izbie przyjęć stwierdzono, że natychmiast trzeba
przyjąć na oddział.. Kolejne 2 tygodnie spędziłam płacząc nad moją
nowonarodzoną córeczką, słuchając jej płaczu, wspominając jak w noc po
zabiegu opatrunek wypalał jej skórę a ja masowałam brzuszek...
Uważajcie na najlepszych, poleconych, kolegów lekarzy...