aruen7
02.09.13, 17:28
Jest taka sytuacja, że dziś nasze dziecko z trudem dawało się namówić, żeby wejść na salę. Wchodził na chwilę i potem znów wracał do nas (siedzieliśmy za szklanymi drzwiami). W pewnym momencie Pani Dyrektor próbowała go tam wciągnąć na siłę i potem to już w ogóle nie chciał wejść, mimo, że zapewnialiśmy, że cały czas będziemy za drzwiami.
A ma uraz dlatego, że gdy w sierpniu tam poszliśmy się adaptować (nasze przedszkole miało wtedy dyżur) i ładnie wszedł na salę, bawił się i tylko od czasu do czasu nam machał, to ta sama Pani nas namówiła, żebyśmy odeszli dalej, tak, żeby nas nie widział. On się wtedy przestraszył, rozpłakał i teraz jest problem.
Problem jest też dlatego, że z jednej strony mąż wziął urlop, ja dopiero szukam pracy więc moglibyśmy i dwa tygodnie siedzieć z nim w tym przedszkolu, ale widzimy, że Pani Dyrektor się niecierpliwi, mówi, że trzeba zrobić "szybkie cięcie", mamy go jutro zostawić w szatni i sobie iść. Mnie takie metody nie przekonują, wydaje mi się to bardzo brutalne - skoro synek boi się wejść na salę nawet jak ja siedzę pod nią to mam go zupełnie zostawić. Boję się, że jak raz tak zrobię, to na drugi dzień on już w ogóle nie będzie chciał iść do przedszkola. Proszę o radę doświadczone mamy, zwłaszcza zwolenniczki rodzicielstwa bliskości i podobnych nurtów, które są mi bliskie.