milanak
04.12.13, 12:01
Cześć dziewczyny. Muszę się wyżalić bo już mam dosyć. Teściowa temat rzeka, ale u mnie to własna matka jest jak najgorsza teściowa.
Na wstępie zaznaczę, że była okropną matką. Biła mnie do wieku nastoletniego, dopóki nie zaczęłam się bronić (słowami, że jak mnie uderzy to pójdę do pedagoga szkolnego). Nie były to klapsy czy lanie zasłużone, tylko bicie po twarzy otwartą dłonią. Pamiętam że raz dostałam ścierką po twarzy za to że nie domyłam okna, a nie mogłam dosięgnąć, miałam za krótkie ręce a przy oknie była szafka - szpara na kilka cm dosłownie. Do tego nigdy mi nie wierzyła. Wystarczyło że jakiś dzieciak nakłamał że coś zrobiłam to od razu dostawałam, nie miałam prawa głosu. Bałam się jej, ale wiadomo jak to dziecko kochałam ją. Na dzień matki jak miałam 6-7 lat chciałam dać jej róże, wyczekiwałam odpowiedniego momentu z godzinę, bo nie chciałam jej przeszkodzić, zdenerwować. W końcu odważyłam się, mama była zadowolona. Po chwili dostałam ochrzan za to że przeze mnie nie obejrzała końcówki serialu... Do tej pory pamiętam to był serial który leciał na rtl 7 South beach czy coś takiego.
Jako nastolatka zaczęłam się buntować przed poniżaniem mnie przed biciem. Wpadłam w kiepskie towarzystwo, zaczęłam pić, palić. Chciałam uciekać z domu. Szybko minął mi ten okres. Nigdy mi na nic nie pozwalała, nie mogłam nic pożyczać np. zabawek, bluzek między koleżankami, później żadnych chłopaków, nie kupowała mi nic co mi się podobało.. Pierwsze dżinsy kupiłam sobie w wieku 15 lat, a wcześniej musiałam chodzić w sztruksowych okropnych...
Nasze stosunki poprawiły się gdy się wyprowadziłam na studia. Zaczęła mi pomagać finansowo, abym mogła się utrzymać, znalazłam prace i jakoś szło wszystko w dobrym kierunku przez kilka lat. Teraz mam męża i odkąd urodziłam znowu jest źle. W pierwszym miesiącu rodzice dzwonili do mnie po kilka razy dziennie, a gdy nie odbierałam to zaraz awantura. Wymyślała choroby, że mała na pewno ma refluks bo ulewa, że na pewno się nie najada bo mam nie wartościowy pokarm. Że powinnam ją karmić co 3 godziny, dawać jej wodę z cukrem i po co kupować fotelik samochodowy jak można przewieźć na kolanach... A jak mówiłam że teraz jest inaczej, że się dużo zmieniło to machnęła ręka i mówiła ciągle że ona mi kiedyś powie "a nie mówiłam". Gdy nawet próbowałam jej podsuwać książkę to powiedziała że ona jest za stara na czytanie i zresztą do niej nie przemawiają te "amerykańskie" metody. Kilka razy rzucałam słuchawką gdy mówiła, że jestem złą matką, że źle się swoim dzieckiem zajmuję.
Gdy córka w 7 miesiącu miała katar to moja matka stwierdziła że o nią nie dbam, bo nie chodzę z nią do lekarza. Tłumaczyłam jej że do lekarza chodzi się na kontrole w dniu szczepienia i tak co 6 tygodni. To wmawia mi, że oprócz szczepień chodzi się do lekarza na kontrolę co miesiąc i że ominęłam bilans półroczniaka! Mówię jej że nie ma czegoś takiego jak bilans półroczniaka to mi dalej wmawia że jest bilans półroczniaka i roczniaka, no i oczywiście że ja z dzieckiem do lekarza nie chodzę.
Ostatnio zwróciłam jej uwagę, żeby nie trzymała córki za ręce tylko pod pachami, bo może jej niechcący zrobić krzywdę.
Matko ile się nasłuchałam, że jak my śmiemy zwracać jej uwagę, ona trójkę dzieci wychowała i to ona nas może pouczać a nie my ją. I zaczeła monolog że nie słucham jej rad, że "jak można własnej matce nie ufać", że od zawsze wiedzę przekazywały babki matkom, a ja nic się nie słucham, że wszystkie rozumy pozjadałam, że uważam się za wszystkowiedzącą. I ciągle tylko gadanie, że ona trójkę wychowała. A ja już mam serdecznie dosyć. Nie chcę wyciągać brodów przeszłości i jej ranić, bo nie widzę powodu, ale w takich sytuacjach mam ochotę jej powiedzieć, że zawiodła jako matka, w ogóle nie zgadzam się z jej metodami wychowawczymi, i że sama jest sobie winna że jej nie ufam. Pamiętam kiedyś jako 15-sto latka powiedziałam jej że nigdy nie będę miała dzieci, bo nie chcę być taką matką jak ona.. A ona odkąd się córkę urodziłam już kilka razy powiedziała mi że jestem złą matką, że złe decyzje wybieram i w ogóle wszystko jest źle. A źle jest dlatego że inaczej niż ona robiła, czy inaczej niż jej koleżanek córki ze swoimi dziećmi robią. Nie wiem już jak mam do niej dotrzeć.. Niby wykształcona kobieta kurde nie tak stara bo 55 lat, a czasami jakbym słuchała 80-cio latki
Czasami naprawdę mam ochotę się odciąć od niej.. I tak panicznie boję się że będę powielać jej zachowania i błędy. Już nie raz złapałam się na tym że zachowałam się identycznie jak moja matka i wtedy mam ochotę siedzieć i ryczeć tylko.