wejkra
18.08.04, 23:21
Witam! Mam problem z babciami mojego dwuletniego synka. Kiedy tylko mogą
karmią go słodyczami: a to Mamba, a to batonik, a to lizak, a to lentylki
wsypywane z garści prosto do buzi... Szczególnie moja teściowa - po prostu
nie rozumie tego, że nie chcę, żeby moje dziecko jadło tyle słodyczy. Zawsze
kiedy synek jest u teściów (a jest dość często, bo chętnie z nim zostają)
pochłania ogromne ilości słodyczy, a po powrocie do domu czasami wymiotuje.
Zresztą teściowa nie zawsze się przyznaje, że mały jadł słodycze, ale ja
widzę to po śladach na ubraniu. Rozmawiałam, tłumaczyłam, argumentowałam na
różne sposoby i bez rezultatu. Obie babcie twierdzą, że babcie są właśnie po
to, aby rozpieszczać wnuki i że on sam chciał lizaka czy coś innego (trudno
się dziecku dziwić, jak wie, że babcia zawsze kupi co on chce, a w lodówce na
jednej z półek leży sterta słodkości i wystarczy tylko po nie sięgnąć). Do
mojej mamy jakby zaczynało coś ostatnio docierać i może ją się uda przekonać,
ale teściowa...
Ta sprawa martwi mnie tym bardziej, że niedługo wracam do pracy i moim
synkiem będzie się opiekować właśnie teściowa. Poza tymi słodyczami jest w
porządku, ale jak sobie pomyslę, ile przez te kilka godzin i to codziennie
mój synio zje słodyczy... Teściowa wychowywała wcześniej swoją starszą
wnuczkę, która w wieku 3 lat miała już wszystkie zęby popsute, w tej chwili
ma 7 lat i prawie nic innego poza słodyczami nie jada - to zasługa
teściowej... Boje się, że z moim synkiem będzie tak samo.
Poradźcie mi proszę, co zrobić w takiej sytuacji, jak przekonać babcie, żeby
nie karmiły dziecka słodyczami. Dodam, że ja sama czasami coś słodkiego kupię
dziecku, ale staram się, żeby to była jedna rzecz na kilka dni, wolę dawac mu
raczej owoce.
Dziękuję za wszelkie posty - może wspólnie damy radę...
Pozdrawiam.