triss_merigold6
28.03.14, 08:59
Po raz fefnasty przeczytałam zdanie w rodzaju jestem przeciwna wtrącaniu się w przyjaźnie dzieci, nie wybieram dziecku kolegów, przecież nie mogę zabronić dziecku zapraszania X i zabawy z nim/nią i rozważam, skąd owo przedziwne przekonanie, że rodzice nie powinni przynajmniej monitorować towarzystwa w którym przebywa ich kilkuletnie dziecko. Przypominam, że 7-8-9-latek nadal jest kilkulatkiem i wymaga dużej dozy uwagi ze strony dorosłych.
Co tymi, które nie chcą ingerować w towarzystwo dziecka kieruje?
Źle pojęta tolerancja i głęboka wiara w to, że kilkuletnie dziecko potrafi autonomicznie wybierać i samo zrezygnuje z nieodpowiedniego towarzystwa?
Lęk przed etykietowaniem to źle wychowane/zdemoralizowane/zaniedbane dziecko?
Kompensacja rówieśniczego odrzucenia z dzieciństwa (skoro ze mną X, Y i Z nie chcieli się bawić albo rodzice im zabraniali, to nie będę świnią, która postępuje tak samo)?
Strach przed wyrażeniem przed dzieckiem swojego zdania?
Aha, nie chodzi o narzucanie towarzystwa w stylu tatuś Stasia jest prezesem/dyrektorem i ma kontakty więc zaprzyjaźnij się ze Stasiem i zapraszaj jak najczęściej, tylko o zwracanie uwagi czy kolega/koleżanka nie wpływa źle, czy jest agresywny w sposób nieakceptowalny, jakim słownictwem się posługuje itd.