Dodaj do ulubionych

weekend u kolezanki

    • kadfael Re: weekend u kolezanki 10.04.14, 14:19
      To teraz już wiesz, że słowa należy ważyć, bo jeszcze ktoś potraktuje poważnie to co mówisz. Nie każdy ma tak skomplikowaną konstrukcję, by się domyślić, że, ktoś składa propozycję tylko dlatego, że tak wypada i powinien odmówić.
    • memphis90 Re: weekend u kolezanki 10.04.14, 16:21
      Czekaj, bo nie zrozumiałam: pojechałaś z koleżanką w odwiedziny do jej rodziców, z którymi ona nie mieszka? Ale po co??? Zaganiania do obierania ziemniaków czy do sprzątania np. po posiłku nie rozumiem, tak można "traktować" domowników albo mocno zadomowionych przyjaciół, ew. znajomych dzieci małoletnich, jak się na obiad wpraszają - ale dorosłą koleżankę córki, która się tam pojawiła w sumie nie wiadomo dlaczego? Potraktowali Cię jak gów..rę, 12-letnią koleżaneczkę córci, która wpadła po lekcjach. Zaprzęgania gości do odkurzacza nie pojmuję zupełnie.

      To jedno. Ale już odwiedzin u koleżanki bym się nie czepiała. Kiedy przyjeżdżają do mnie bliscy znajomi i to na parę dni, to zyskują rangę domowników i często robimy razem zakupy, razem szykujemy posiłki i razem po nich sprzątamy. Z płaceniem wychodzi różnie, z reguły jakoś dzielimy się kosztami, szczególnie, jak grupa większa - to niestety spore obciążenie dla budżetu, ale wszyscy to rozumieją. Działa to w obie strony. Jak ja jestem gościem, to też nie przyrastam tyłkiem do krzesła i "napełniam" gospodarzom lodówkę (przy kilkudniowych pobytach).

      Po trzecie- zaprzęganie własnych rodziców do obsługiwania Ciebie i koleżanki to też jakiś kosmos. Jesteście dorosłe, kawusię i ciasteczko możecie zrobić same, a rodziców poczęstować.
      --
      "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
      Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
      Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
      • kol.3 Re: weekend u kolezanki 10.04.14, 19:12
        Ale tu nie mieliśmy do czynienia z wielodniową wizytą mocno zaprzyjaźnionych osób tylko jak zrozumiałam z 24-godzinną wizytą u koleżanki. W tej sytuacji zapraszanie na zakupy to nieprzygotowanie do wizyty (kompromitacja gospodyni), przyjmowanie dofinansowania niegrzeczne, tym bardziej że koleżanka była zobowiązana do rewanżu za wcześniejszą gościnność Autorki.
    • spalona_gora Re: gościnność = napychanie gościa żarciem 11.04.14, 07:29
      Zdumiona jestem ile osób na tym forum identyfikuje gościnność z napychaniem gościa jedzeniem. A przecież jak się nastałam przy garach specjalnie dla gościa, to teraz gość musi to docenić i zjeść. Byłoby buractwem z jego strony nie docenić wysiłku kulinarnego gospodarzy. Więc gospodarze tracą czas przy kuchni, a gość przy stole, chociaż wcale nie jest głodny i 100 razy wolałby wyjść z gospodarzami na spacer niż tkwić w chałupie. Takie poglądy u starszego pokolenia ("wojennego") mnie nie dziwią, ale na tym forum - bardzo.

      Dla mnie gościnność to zapewnienie gościowi (w miarę możliwości) tego, co mu potrzebne. Ale żeby wiedzieć co gościowi potrzebne, to trzeba go o to zapytać, a nie zakładać, że wiem lepiej czego dusza pragnie. Może się okazać, że gość po kilku godzinach siedzenia na tyłku podczas podróży wcale nie ma ochoty znowu siedzieć, tylko wolałby się rozruszać, a głodny nie jest wcale, bo miał 2 godziny na przesiadkę, więc z nudów zjadł solidny obiad w restauracji. I nie wydaje mi się, żeby pytanie gościa o to czego mu trzeba i kierowanie się odpowiedzią było buractwem, brakiem gościnności i wrażliwości na drugiego człowieka. Rzekłabym nawet, że wręcz przeciwnie (w stosunku do napychania gościa).

      --
      Czas zmienić nicka - dziecię nauczyło się czytać wink
      • vilez Re: gościnność = napychanie gościa żarciem 11.04.14, 07:41
        > Zdumiona jestem ile osób na tym forum identyfikuje gościnność z napychaniem goś
        > cia jedzeniem.
        No, ludzie musza jeść. By żyć. Trzymac gościa o suchym pysku jest bez sensu. To nie survival.

        > A przecież jak się nastałam przy garach specjalnie dla gościa
        To chyba dobrze?

        > to teraz gość musi to docenić i zjeść.
        Wypadałoby.

        > Byłoby buractwem z jego strony nie
        > docenić wysiłku kulinarnego gospodarzy.
        I owszem.

        > Dla mnie gościnność to zapewnienie gościowi (w miarę możliwości) tego, co mu po
        > trzebne.
        No pacz pani, owa kolezanka nie zapewniła tego Cytryniemalinie. Stąd wątek.
        • spalona_gora Re: gościnność = napychanie gościa żarciem 11.04.14, 08:09
          > > A przecież jak się nastałam przy garach specjalnie dla gościa
          > To chyba dobrze?
          >
          > > to teraz gość musi to docenić i zjeść.
          > Wypadałoby.
          >
          > > Byłoby buractwem z jego strony nie
          > > docenić wysiłku kulinarnego gospodarzy.
          > I owszem.

          No właśnie takiej postawy nie rozumiem. Uszczęśliwiam kogoś na siłę, bo uważam, że tak trzeba, a on jeszcze ma być mi za to wdzięczny. Nie, wcale nie jest dobrze, jeśli ktoś wkłada wysiłek w uszczęśliwianie innych, nie pytając ich czy rzeczywiście to właśnie ich uszczęśliwi, a potem jeszcze oczekuje za to wdzięczności. Wypisz-wymaluj upiorna teściowa z dowcipów.

          > No pacz pani, owa kolezanka nie zapewniła tego Cytryniemalinie. Stąd wątek.

          Moja wypowiedź była niejako obok problemu Cytrynymaliny, bardziej odnosiła się do odpowiedzi, zastanawiałam się nawet czy nie założyć osobnego wątku. W przypadku autorki ewidentnie zawiodła komunikacja. Gospodyni nie zapytała wprost czego gość sobie życzy, a Cytrynamalina tego nie powiedziała, bo - mam wrażenie - sama nie do końca wiedziała (i nadal nie wie) czego chce, dlatego zdaje się na konwenanse: w danej sytuacji gość powinien chcieć (!) tego i tego, a gospodarz powinien o tym wiedzieć. Jak widać ten system niezbyt dobrze się sprawdza.

          --
          Czas zmienić nicka - dziecię nauczyło się czytać wink
          • franczii Re: gościnność = napychanie gościa żarciem 11.04.14, 09:19
            Zaproszona dziewczyna miala sie upominac o jedzenie ? nie no ja jestem pokoleniem duzopowojennym ale u mnie i u znajomych nawet kiedy mlodzi bylismy i w akademiku mieszkalismy to gospodarz wychodzil z propozycja poczestunku a nie ze gosc sie upomina. nikt nikomu nie kaze gotowac kilkudaniowych obiadow i w nikogo na sile nie trzeba pchac jedzenia, gosc moze grzecznie odmowic ale jak sie ludzi zaprasza, a zwlaszcza takich co musza sie tluc kilka godzin pociagiem to trzeba byc pèrzygotowanym i miec cos zeby ich poczestowac. Na pewno nie wlecze sie goscia tuz po podrozy do marketu na zakupy.
            • yvona73pol Re: gościnność = napychanie gościa żarciem 11.04.14, 11:52
              Ja chcialam jeszcze jedno, to nieszczesne pojscie na zakupy ewentualnie sie bronilo - kolezanka chciala, zeby jej gosc sam wybral cos, co by chetnie zjadl, na przyklad - do czasu radosnego przystania na wspolfinansowanie pol na pol. Jesli juz chciala skorzystac z propozycji i mialaby przyzwoitosc, powiedzialaby ewentualnie: "To bardzo milo z twojej strony, ale to naprawde spore zakupy, jesli co tak zalezy, moge przyjac najwyzej 20 (albo 30) zlotych" i co, zupelnie inaczej by to wyszlo, zadna ze stron nie mialaby poczucia bycia wykorzystana.


              --
              obrazy, malunki i nie tylko
          • kol.3 Re: gościnność = napychanie gościa żarciem 11.04.14, 16:17
            Nie ma co wymyślać. To są dziewczyny które się dobrze znają, więc koleżanka doskonale wiedziała co zrobić do jedzenia, żeby Autorce smakowało. Jak widać i koleżanka i rodzina koleżanki to ludzie, którzy na gościach potrafią zrobić interes - a to się gościa zagoni po zakupy, a to gość odkurzy... Żadna komunikacja tu nie zawiodła.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka