wiera-111
03.06.14, 00:46
Moja bratowa była w zagrożonej ciąży, szyjka nie trzymała, groził jej przedwczesny poród. Przez 9 tygodni leżała plackiem na patologii ciąży, mycie na łóżku w sali wśród innych leżących ( sala 8 osobowa), badanie też na łóżku, załatwiała się do basenu. Mówi ,że horrorem dla niej były wieczne tłumy odwiedzających do innych pacjentek. Odwiedziny były od 10 do 22, teoretycznie mogły wejść dwie osoby do jednej pacjentki, w praktyce zawsze przychodziło więcej , w tym dzieci i robił się tłum, siadali jej na brzegu łóżka itp. Często goście tkwili przy pacjentkach po parę godzin, z nudów obserwując sobie inne leżące. Opowiadała, że nawet nie miała jak się załatwić do basenu bo zawsze sala była pełna gości. Musiała (paląc się ze wstydu) głośno poprosić ich o wyjście z sali, goście wychodzili za drzwi, ona robiła swoje, prosiła którąś dziewczynę lub salową o wyniesienie zawartości i goście wchodzili z powrotem. Ale gdy zrobiła kupę to zapach jeszcze długo utrzymywał się w sali, każdy wiedział że to jej, goście siedzieli a ona leżała i czuła się jak "winowajca" . Mówi, że w życiu nie czuła się tak upodlona.
Bratowa ma traumę, nie chce więcej dzieci bo mówi że problemy z szyjką się powtarzają a ona nie zniesie drugi raz takiego upodlenia. Mówi, że przy tym koszmarze odwiedzin to mycie i badanie na łóżku na oczach innych pacjentek to mały pikuś. Aha i mówiła, że te całodniowe odwiedziny zrobili ponoć dla dobra pacjentek, że dawniej było można odwiedzać przez np. dwie godziny w ciągu dnia. Prawda to? Tak teraz wyglądają odwiedziny na patologii, nie ma żadnych limitów, żadnego poszanowania pacjentki , parawanów przy łóżkach ?? Bo mi się wierzyć nie chce, to koszmar jakiś. Też macie takie doświadczenia?