mallma
23.08.04, 23:03
Witajcie!
Piszę nie dlatego, żeby ktoś mi coś poradził (chociaż nie obraziłabym się
gdyby Ktoś podpowiedział mi co mam zrobić z tym fantem).
Piszę dlatego, żeby w końcu to z siebie wyrzucić i odspanąć.
Jestem osobą bardzo skrytą, która wszystko "chowa" głęboko w sobie i nie
potrafi odeprzeć ataku.
Przez około 26 lat byłam przysłowiowym kozłem ofiarnym swojej własnej matki.
W tej chwili jestem 3 lata po ślubie i mam roczną córeczkę i na kozła
ofiarnego został "mianowany" mój mąż(o czym nie wie, a może wie - nie wiem).
Przez te parę ładnych lat to ja byłam tą najgorszą, która nic nie potrafi
dobrze zrobić. A jeśli już sama z własnej woli zrobiłam coś w domu(chodzi tu
o prace domowe) to oczywiście było to za mało, bo mogłam coś jeszcze zrobić -
co zostało mi od razu wypomnianie. Nigdy tez nie usłyszałam dobrego słowa
np: "dziekuję" albo "ale się namęczyłaś jest tak pięknie". Nie mogłam być
zmęczona, bo przecież chodziłam tylko do szkoły i nic więcej. Za to moja mama
była cały czas zmęczona, bo ona pracowała.
W tej chwili jest tak, że jak tylko mojego męża nie ma w domu, bo pracuje od
razu zaczyna sie gadka na temat jaki to on jest, cytuję: "fleja, brudas,
nigdy nic nie miał o co musiał dbać to po co ma teraz dbać, nienachlany,
głupek, idiota itp." Aż płakać mi się chce. A nie daj Boże jak przyjedzie do
nas mojej mamy mama to wtedy się zaczyna. Atak jest z jednej i drugiej
strony. Mam dość, czekam tylko na odpowiedni moment by się wyprowadzić(musimy
odłozyć pieniążki na jakieś mieszkanie).
Przed slubem mówiła mężowi kupmy sobie mieszkano i mieszkajmy tylko we dwoje,
to mąż stwierdził, że tak nie może być żebym ja - córka zostawiła własną
matkę samą w tak dużm domu. No to mam - jestem wykończona psychicznie. Jak
tylko zbliża się godzina 17.00 latam po całym domu i patrzę czy wszystko jest
na swoim miejscu czy pozmywałam, czy umyłam podłogę w kuchni, czy chodnik w
przedpokoju nie ma żadnych paprochów itp, itd. KOSZMAR !!!!!
Aha ostatnio usłyszałam też, że ona (moja matka) to by go WYTRESOWAŁA, miałam
na końcu języka i chciałam powiedzieć: tak żes ojca wytresowała, że sie w
końcu wyprowadził od nas po 18 latach małżeństwa, ale nie powiedziałam
poszłam do siebie. Nie mam odwagi, bo wiem, że miałaby szybką odp. na moje
stwierdzenie faktu.
Wiem jestem głupia ci....a, bo nie potrafię odpowiednio zareagować, ale po
prostu mam pustkę w głowie i najcchętniej po prostu albo nie słucham tego,
albo biorę dziecko na ręce i wychodzimy do nas na górę.
Często słysze też jak to mówi do mojej córki na mój temat np: ale masz matkę,
nie chce się jej wstać do ciebie w nocy. Przez pierwsze miesiące od porodu
byłam głucha na płacz małej w nocy, byłam po prostu zmęczona, mąż pracuje na
noce w dzień odsypia więc chyba maiałam prawo byc zmęczona?
Cały czas moja mama biadoli, że nie ma pieniędzy (fakt zarabia zaledwie 600
złotych miesięcznie), ale to my opłacamy rachunki, kupujemy chemię do domu,
gaz, coś do zjedzenia( to od czasu do czasu) i cały czas słysze jak to ona
tyle rzeczy kupuje do domu a my nic.
Raz odważyłam się i powiedziałam, że się kiedys wyprowadzimy i żeby się nie
ździwiła to stwierdziłam, że nie ma sensu w ogóle sie odzywac, bo zaczeła
śmiać się ironicznie i powiedziała, że bysmy szybko wracali, bo by nam
komornik wszedł na mieszkanie, bo bysmy nie płacili rachunków, bo nie
mielibysmy za co płacić i pewnie zdechlibyśmy, bo nie mielibyśmy co jeść, itd.
Stwierdzam, że moim największym błędem życiowym było właśnie zamieszkanie
razem z moją własną rodzoną matką.
Pozdrawiam.