Pistacje powodem rozwodu

21.06.14, 20:49
Mój post jest trochę przekorny, ale faktycznie to brak pieniędzy jest powodem rozwodu. Właściwie to ja nie umiem się przestawić, że mieszkając z moim mężem muszę zrezygnować z kupowania kremu za 50zł oraz pistacji 40zł/kg.
Własnie o te pistacje pokłocilismy się znowu bo mąż stracił pracę a ja kupiłam 15 dag dla dziecka. Nie umiem kupić dla całej rodziny zywności za 600zł na miesiąc..sory a tyle mamy.
Mamy kredyt na mieszkanie-połowa pensji, wzięty w dobrych czasach.
To niby ja jestem problemem, bo wydaje na drogie według mojego męża produkty luksusowe do których byłam przyzwyczajona jako panienka mieszkająca z rodzicami czyli:
mega drogie gazety luksusowe twój styl za 10zl, miękki papier toaletowy, pistacje i kremy.
w sumie nadprogramowe 200zl w miesiącu za które możnaby kupić mieso, kasze i cebulę.
Mam dość. Nie chcę rozwiązań typu - znajdź sobie lepszą pracę, proszę nie piszcie, to rozwiązanie już od roku próbuję wdrożyć i okazuje się, że ja chcę nieosiągalnych w mojej okolicy 3000 zl netto, ktore mają kierownicy działów w branży w której pracuje. Poszłam na studia żeby zostać tym kierownikiem ale chodzi o to że nie ma takiej możlwości, bo siedzą na tych stanowiskach osoby znajome, rodzina etc.
na rozmowach znajdą zawsze coś czego jeszcze nie umiesz i kolejne szkolenie i podyplomowka nie ma sensu, bo czasem po prostu nie ma lepszych miejsc pracy czyli pow. 2500 zł netto na rękę....po prostu nie ma. Może są ale nie w pobliży 30 km ode mnie.
Pieniądze mogą zabić uczucia i własnie się tak stało z moimi.
Kłotnie o pistacje itp. a ja uparta jestem i nie umiem zrezygnować z ulubionych rzeczy i żreć kaszę z kapustą i nie kupować ulubionych kosmetyków (średnia półka i tak już zeszłam nisko).
"wiedziały gały co brały" zaraz napiszenie i to prawda, ale ja walczę i nie zgadzam się i męczę się i nie wiem ile mi sił starczy. Czasem mam ochotę wyjechać i zostawić wszystkich.
Oczekuję za wiele od życia, a nie udaje mi się.Może zabardzo chcę. Ja naprawde się staram, od 25 lat nieprzerwanie sie uczę i dokształcam, mialam chyba rok przerwy jak byłam w ciązy i karmilam, tak to cały czas jakieś kursy - angielski, niemiecki, grafika wektorowa.......i wiele innych.
Musiałam się wyżalić, bo mam dośc tego kraju, gdzie pistacje są wielkim luksusem.
    • ichi51e Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 20:56
      Ale w sumie co dalej? Zostawisz rodzine alimenty ci dowala. Kredyt nie zniknie i tak ktos go musi splacic. Wez sie w garsc z mezem ustalcie pule ktora mozesz wydac na luksusy i tego sie trzmaj. Zacisnij zeby i przemecz sie kilka lat. zakupy niech maz robi skoro umie lepiej.
      • olewka100procent Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:00
        raz na wozie raz pod wozem, mąż znajdzie prace to wam się polepszy, niestety taka nasza natura do dobrego szybko się idzie przyzwyczaić, życie
      • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:03
        No własnie nie mam wyjścia. Przerabialam że MAM SIE SKUPIAĆ NA SOBIE a nie na nim, jego zostawić w spokoju.
        Znów muszę sama coś zrobić ze swoim życiem.
        Już to przerabiałam 3x.
        Postanawiam więcej zarabiać i planuję jak to zrobić:
        1. Zapisuję sie na kolejne kursy lub podyplomowe.
        2 Wydaje na to kolejne pieniądze, sam dojazd i benzyna +200zł /co miesiąc do szkoły.
        3. Dopisuję nowe umięjętności do CV.
        4. Wysyłam CV i dostaje kopa, że nie chcą mi zapłacić więcej niż 2500 na rękę.
        Wracam do punktu wyjścia.
        CV robi się coraz bardziej obszerne a ja nadal nie moge kupić pistacji.
        • ichi51e Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:08
          Twoj problem polega na tymze od razu chcesz robote nwma pistacje - masz szkole ia chcesz byc kierownikiem robisz kursy a nie masz diswadczenia. W takim systemie nikt cie nei zatrudni. Zastanow sie jaka orace chcesz miec za 5 lat. zahcz sie jakos w branzy i pnij sie powoli. Jesli nie msz cicoi na wysokim stankwiaku mtora cie zrobi kierownikiem to jedyna droga. Kursy to tylko uciekanie przed rzeczywistoscia i droga do nikad.
          • ichi51e Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:10
            Sory za literowki ssak mi skacze po glowie
        • stacie_o Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:16
          Zła metoda szukania lepszej pracy, oj zła. Sama zauważyłaś, że kolejne kursy czy podyplomówki nic nie dają. Znasz drogę do lepszej pracy, a idziesz inną. To nie może się dobrze skończyć.
          Skoro do awansu prowadzą znajomości, to może pora ich poszukać?
        • sueellen Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 09:56
          Niestety, kiedy kursy i szkolenia nie pomagają, pozostaje "networking" - zaprzyjaźnij się z panią prezesową i dotrzyj przez nią do prezesa. Niestety, tak to dziala i to nie tylko w PL - tzw networking to klucz do sukcesu i to nie tylko w POlsce!
        • asia_i_p Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:42
          A nie możesz na początek wziąć tej roboty za 2500? Jak ją będziesz miała już wpisaną w CV, może ci być łatwiej znaleźć lepiej płatną.
          • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 21:12
            przecież ona właśnie za te 2500 pracuje a ponieważ kasy brak, to robi różne kursy, kończy kolejne szkoły ale w firmie gdzie pracuje na razie nie przeskoczy do góry, bo na górze siedzą pociotki królika tongue_out
            a gdzie indziej jak na razie posucha więc na razie praca za 2500 zostaje
            i drugi etat
            tylko kiedy, skoro jeszcze jest dziecko i dom
            i mąż sknera robiący awantury o pistacje i gazetę
    • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 20:59
      A skąd bierzesz te nadprogramowe pieniądze? Z debetu, kredytu? Kupujesz Twój styl zamiast spłacać kredyt? Kupujesz gazetę i pistacje, a potem pożyczasz od znajomych bo nie ma na chleb?

      Można chcieć więcej... ba, to zupełnie normalne. Ale, żeby mieć więcej, trzeba dać więcej. Na początek skoro nie możecie zmienić pracy to znajdźcie dodatkowe zajęcie.

      PS. Tyle macie, bo tyle zarabiacie. OBOJE. A wydaje mi się, że zwalasz winę na męża, że nie zarobi na twój krem i twoją gazetkę.
      • gendrenam Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 14:58
        Lubię to.
        Nie zamierzam krytykować Autorki. Ale rzeczywiście, to trochę jakby pretensje do męża. No ok, teraz jest gorzej, ale mieliście być z sobą na dobre i na złe. Myśl raczej o tym, że Mąż wkrótce znajdzie pracę i się Wam polepszy, niż o tym, żeby go zostawić.

        Załóżmy, że go porzucisz. I co dalej? On może Ci zrobić pozew o alimenty. Kredyt też musicie spłacać. Na co Ci to, pomyśl. Czy od tego rozstania wzrośnie Twój status materialny?

        Trzymam za Was kciuki i życzę powodzenia. Pozdrawiam.
    • krecik Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:01
      Nie no, spoko, kazdy ma swoje potrzeby i niewazne, ze zamiast dwoch pensji jest jedna. A co zrobisz, jak po pistacjach i kremie skoncza ci sie pieniadze okolo 20 dnia miesiaca? Mamusia da, czy bedziesz robic na sniadanie platki z odrapanego tynku? A jak maz nie znajdzie kolejnej pracy, to spokojnie pojdziesz mieszkac do komunalnego blaszanego baraku i bedziesz sie podcierac miekkim papierem toaletowym?

      Nie no, spoko, kazdy ma swoje potrzeby.

      Ag
    • awesome810 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:02
      ale chyba problem leży w tym, że mąż znowu stracił pracę, a nie w tym że ty masz rezygnować ze wszystkiego.
      • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:11
        Mój maż nie ma wykształcenia i jak mial pracę za 2500 to było wielkie szczęście.
        On jest wychowany w biedzie, pochodzi z rodziny wielodzietnej i rozumie, że trzeba sobie odmawiać. Ja miałam co chciałam, byłam tzw. córeczką tatusia.......
        Nie mogę powiedzieć, że byłam z bogatej rodziny ale: chodzilam do na prywatne dzienne studia, na wakacje jeżdziłam do Włoch i Hiszpanii, ubierałam się w markowych sklepach, miałam dom 300 metrów z ogrodem, o jedzeniu nie wspomnę, niestetyt to się skończyło, tata zmarł, a mamie teraz trzeba nawet czasem pomagać.
        Jeżeli chodzi o męża to -Zakochałam się w nim i "wydawało" mi się że miłośc wszystko zwycięży.
        • stacie_o Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:17
          To może zamiast siebie, wyślij jego do szkoły...
          • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:29
            Próbowałam, ale on ma taki charakter, że jak ja nalegam to on się wycofuje i nie robi nic.
            • angielski7 Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 14:04
              oronga79 napisała:

              > Próbowałam, ale on ma taki charakter, że jak ja nalegam to on się wycofuje i ni
              > e robi nic.

              on wymaga a żadnej szkoły nie ma? dałabym kopa takiemu lalusiowi
        • jola-kotka Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:29
          Ale co ty sobie wyobrazalas że ktoś kto nie ma wykształcenia cię utrzyma na takim poziomie do jakiego jesteś przyzwyczajona? Ja rozumiem miłość itd. Ale wybacz dobrze jest się zakochac zachowując zdrowy rozsądek. Powiem ci co ja bym zrobiła na twoim miejscu. Poszukala kogoś kto na ciebie zasługuje kogoś kto zapewni ci byt taki żebyś nie musiała się męczyć i do końca życia liczyć czy ci na krem nivea starczy. Na to że znalezienie pracy przez twojego męża zmieni coś na lepsze to bym nie liczyła o ile zmieni o jedną półkę wyżej w drogerii? I jeszcze pytanie na jak długo,do kolejnej utraty pracy na budowie. Szkoda życia.
          • stacie_o Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:34
            jolko paczko
            na budowie sie niezle pieniadze kosi
            warunek nie pic i nie fikac
            • ichi51e Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:46
              Dokladnie to chcialam napisac. Paniusia po szkole lansu i baunsu nigdy nie wyciagnie tyle co dobry budowlaniec.
            • jola-kotka Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:58
              Nie wiem nie interesuje mnie to. -Czym się zajmuje twój maz?-
              Podawaniem cegieł.
              Super.
              Bo bez wykształcenia to chyba dyrektorem tej budowy nie będzie.
              • stacie_o Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:05
                Spytali raz męża joli paczki
                czym się trudni jego zona
                obiecywaniem ludziom pomocy
                klepaniem glupot na forum
                powiekaszania biustu smarem
                odpowiedzial strapiony
                • jola-kotka Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:21
                  Supersmile
              • raczek47 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:35
                jola-kotka napisał(a): Bo bez wykształcenia to chyba dyrektorem tej budowy nie będzie.

                Czy ty wykształcona osobo masz o czymkolwiek pojęcie? Nie ma takiej funkcji jak dyrektor budowy,choćby się miało 25 fakultetów.
                • jola-kotka Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:50
                  Nie wiem niegdy nie pracowałam na budowie.
                  • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:54
                    Pacz, ja też nie, a wiem, że nie istnieje stanowisko dyrektora budowy.
                    • annajustyna Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 10:50
                      A ja nawet wiem, ze mowi sie "budow", choc jest to gwalt na polskiej gramatyce! wink
          • kota_marcowa Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:38
            Powiem ci co ja bym zrob
            > iła na twoim miejscu. Poszukala kogoś kto na ciebie zasługuje kogoś kto zapewni
            > ci byt taki żebyś nie musiała się męczyć


            Sponsora? big_grinbig_grinbig_grin
            • jola-kotka Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:53
              Nie sponsora ale kogoś kto będzie jej wstanie zapewnić godne warunki życia. Z kim przy okazji będzie miała fajne życie.
              • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:56
                Abuhahahhaha. Laska ma 35 lat, męża, dziecko i zero majątku własnego. O sponsora na swoich warunkach mogła się starać 10-15 lat wcześniej jako panienka bez zobowiązań i to pod warunkiem, że była naprawdę ładna.
                • jola-kotka Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 00:03
                  Nikt tu nie pisał o sponsorze tylko nowym partnerze na życie,ale autorka gdzieś tu napisała że od męża nie chce odejść a post był tak napisany pod wpływem emocji. Czyli nie ma tematu.
              • landora Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:08
                To jest właśnie definicja sponsora.
                Sama po "prywatnych studiach" nie może znaleźć sensownej pracy, ale od męża bez wykształcenia oczekuje, że będzie zarabiał kokosy.
                • capa_negra Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:27
                  "prywatnych studiach" - nędzna szkółka za niemałą kasę
          • slawekopty Re: Pistacje powodem rozwodu 27.06.14, 11:56
            Niezłewink
        • angielski7 Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 14:03
          oronga79 napisała:

          > Mój maż nie ma wykształcenia i jak mial pracę za 2500 to było wielkie szczęście
          > .
          > On jest wychowany w biedzie, pochodzi z rodziny wielodzietnej i rozumie, że trz
          > eba sobie odmawiać. Ja miałam co chciałam, byłam tzw. córeczką tatusia.......
          > Nie mogę powiedzieć, że byłam z bogatej rodziny ale: chodzilam do na prywatne d
          > zienne studia, na wakacje jeżdziłam do Włoch i Hiszpanii, ubierałam się w marko
          > wych sklepach, miałam dom 300 metrów z ogrodem, o jedzeniu nie wspomnę, niestet
          > yt to się skończyło, tata zmarł, a mamie teraz trzeba nawet czasem pomagać.
          > Jeżeli chodzi o męża to -Zakochałam się w nim i "wydawało" mi się że miłośc wsz
          > ystko zwycięży.


          z bogatej rodziny? hmmmm, dom to ma wiekszośc z nas, a nie uważam że bogata jestem. Włochy Hiszpania, to chyba dla najbiedniejszych. Bogaci jezdzą na dominikanę, mauiritius, do Ameryki.
    • nangaparbat3 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:03
      Małe dzieci nie powinny jeść orzeszków - podobno ponad 70% cial obcych wydobytych z oskrzeli maluchow to orzeszki.
      • bi_scotti Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:11
        A dlaczego pistacje nie mialyby byc luksusem w PL? Nie rozumiem skargi na kraj w tym kontekscie. I szczerze mowiac ciezko Ci wspolczuc, bo sama sie stawiasz w pozycji rozkapryszonej panienki, ktorej zadna krzywda sie nie dzieje prosz tego, ze potencjalnie moglaby musiec zaczac sie podcierac mniej miekkim toilet paper surprised
        Chcesz sie rozwiesc z powodu niskich dochodow meza? No to sie rozwiedz. I co? Wrocisz na garnuszek do mamy i taty? So grown up, eh uncertain Dorosniesz kiedys? Chyba by byla pora!
        • 3eneduerabe Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:13
          Bi scotti nie rozumiem jak sie mozesz wypowiadac jako emigrantka mieszkajaca pewnie ponad 20lat w kanadzie. W polsce jest bieda, 80% spoleczenstwa bieduje moze nie w kontekscie swiatowym jak w afryce ale europejskim juz tak, ludzie zyja od 1 do 1- wegetuja, nie stac ich na drobne przyjemnosci i nie osadzaj ze jest rozkapryszona, to sa wazne rzeczy w kontekscie zdrowia psychicznego. Podstawowe rzeczy do zycia nie wystarczaja czyli jedzenie i picie. Czasami jest naprawdepotrzebna glupia gazeta, czasami wyjscie do kina, czasami wyjazd weekendowy zeby odtchnac, a czasami na smutek pudelko lodow czy cpaczka pistacji. Kobieta i jej rodzina po prostu wegetuja. Mozna latwo dostac depresje kiedy na glowie kredyt, maz stracil prace a mnie nie stac nawet na krem nivea...
          • bi_scotti Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 02:31
            3eneduerabe napisała:

            > Bi scotti nie rozumiem jak sie mozesz wypowiadac jako emigrantka mieszkajaca pe
            > wnie ponad 20lat w kanadzie. W polsce jest bieda, 80% spoleczenstwa bieduje moz
            > e nie w kontekscie swiatowym jak w afryce ale europejskim juz tak, ludzie zyja
            > od 1 do 1- wegetuja, nie stac ich na drobne przyjemnosci i nie osadzaj ze jest
            > rozkapryszona, to sa wazne rzeczy w kontekscie zdrowia psychicznego. Podstawowe
            > rzeczy do zycia nie wystarczaja czyli jedzenie i picie. Czasami jest naprawdep
            > otrzebna glupia gazeta, czasami wyjscie do kina, czasami wyjazd weekendowy zeby
            > odtchnac, a czasami na smutek pudelko lodow czy cpaczka pistacji. Kobieta i je
            > j rodzina po prostu wegetuja. Mozna latwo dostac depresje kiedy na glowie kredy
            > t, maz stracil prace a mnie nie stac nawet na krem nivea...

            Cudne - dzieki! Dawno sie tak nie usmialam big_grin
            • lauren6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:04
              Faktycznie utrzymywanie rodziny za 600 zł to taki powód do śmiechu big_grin
              • naomi19 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 10:10
                śmieszne jest to, że mając 600zł na jedzenie, 200 przewala na pistacje
                kolejny dowód na to, że studia, kursy nie świadczą o inteligencjji..
                • sueellen Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 14:53
                  A ja rozumiem autorkę. U nas jest tak, że ja mam stałą pensję i trzymam w garści domowy budżet, a m jest wolnym strzelcem. W jednym miesiącu przyniesie 4k, w kolejnym 0. Dlatego moja pensja pokrywa 100% podstawowych potrzeb - rachunki, jedzenie i chemia - podtsawowe potrzeby 4-osobowej rodziny. Kiedy on przynosi 4k, staramy się połowę wpłacić na konto oszczędnościowe, a pozostałe 2000 rozpieprzamy na przyjemnosci. Jak sie czlowiek do przyjemnosci przyzwyczai, cięzko mu od nich odwyknąć (i nie mam tu na myśli wakacji na Hawajach tylko głupie pistacje do sobotniego filmu). Gdyby M przestał nagle zarabiać, przeżylibyśmy jako rodzina z mojej pensji, ale na dłuższą metę byłabym wściekła, że nie mogę sobie pozwolić na odrobinę przyjemności. Do dobrego się człowiek bardzo łatwo przyzwyczaja.
    • oqoq74 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:13
      Rozumiem frustracje, rozumiem nie możność znalezienia lepiej płatnej pracy, rozżalenie.
      Ale nie rozumiem, że problemem jest krem, orzeszki i gazety. Jak jest mało to rezygnuje się z różnych rzeczy, aby zmieścić się w budżecie. Akurat gazety kolorowe w większości są już w necie i co ciekawsze rzeczy można tam przeczytać, a reszta to reklamy. Sama swego czasu kupowałam i w końcu doszłam do wniosku, że szkoda na to kasy.

      Wiem, że jak brakuje kasy, to człowiek czuje rozżalenie i mimo wszystko, wbrew rozsądkowi, próbuje żyć jak wcześniej, ale tak się nie da. I ani orzeszki, ani krem, ani gazeta, nie jest warta rozwalania związku i rodziny, jeśli to faktycznie jedyne problemy.
      • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:31
        No właśnie ja staram się zrezygnować z wielu rzeczy, choćby "wygarniętej" mi przez lilyrush torebce ze skóry, ale te pistacje wydają mi się czymś normalnym- jedzeniem i nie umiem sobie ich ciągle odmawiać, tym bardziej że moje dziecko też lubi i je chętnie.
        • oqoq74 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:42
          Tu nie pistacje są problemem.

          Z Twoich postów tych i tych z innych wątków, wyłania się obraz kogoś, kto oczekuje, że inni mu powiedzą: "tak jesteś biedna, Twój mąż to nieudacznik, w dodatku biedny. Rozwiedź się, poszukaj kogoś bogatszego, bo na takiego zasługujesz."

          • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:55
            Takie stwierdzenia już padały na forum i w realu i wiesz co.. nic mi nie dają. I tak więcej jest w stylu - weź się w garść.
            Znam siebie i wiem, że czasem się użalam.
            Czy Ty nigdy nie byłaś wściekła na rzeczywistość?
            • oqoq74 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:05
              Byłam, z powodu braku pieniędzy, z powodu niszczenia mnie przez pewnych ludzi, z bezsilności.
              Z wielu powodów. Ale jak brak kasy, to jej nie stworzysz, ot tak.

              Najważniejsze pytanie czy kochasz męża? Czy jego braki w wykształceniu, brak pracy, są dla Ciebie obciążeniem, powodem niechęci do męża? Czy podświadomie, nie czujesz się od niego lepsza, nie uważasz, że stać Cię na więcej? Czy nie jest tak, że doszłaś do wniosku, że to małżeństwo było błędem i teraz szukasz pretekstu do rozwodu?
              Musisz sobie sama na to odpowiedzieć. Ale nie łudź się, że rozwód przyniesie od razu poprawę sytuacji finansowej. Być może wcale nie będzie lepiej. Jesteś na to gotowa?
        • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:07
          napiszę przekornie w stosunku do innych
          nie, pistacje nie są luksusem - tzn dla męża są ale dla niego pewnie będzie też luksusem krem nivei do rąk za 6 zł zamiast glicerynowego za 2,50 uncertain
          a możesz przeprowadzić się do matki, skoro ona opieki i pomocy czasem potrzebuje, to może lepiej u niej mieszkać a mieszkanie - bo rozumiem, że mieszkanie jest na kredyt - wynająć?
          nie znam za bardzo sytuacji co i jak - aha - torebka raz na jakiś czas - dobra torebka - też nie jest luksusem, bo kupować coś za 30 zeta co kwartał, to też wyrzucanie kasy
        • memphis90 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 16:54
          O, a dla mnie normalnym jedzeniem są lody Haagen, szyjki rakowe i Wdowa Cliquot. Też mam pretensje do męża, że nie mogę jeść na poziomie codziennie i każe mi kupować jakieś g.wniane algidy i carlo rossi.

          A tak w ogóle- jedź do lasu i nazbieraj orzechów laskowych albo poproś u znajomych o włoskie. Będziesz mieć na cały rok.
        • angielski7 Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 14:05
          oronga79 napisała:

          > No właśnie ja staram się zrezygnować z wielu rzeczy, choćby "wygarniętej" mi pr
          > zez lilyrush torebce ze skóry, ale te pistacje wydają mi się czymś normalnym- j
          > edzeniem i nie umiem sobie ich ciągle odmawiać, tym bardziej że moje dziecko te
          > ż lubi i je chętnie.


          ależ to się moze znudzić wkońcu, chyba trolujesz?
    • lilyrush Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:15
      a torebkę już kupiłaś?

      forum.gazeta.pl/forum/w,898,146429966,146446390,Brak_pieniedzy_zabija_milosc_Czy_cos_nas_uratuje.html?s=0&v=2
      • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:18
        Właśnie nie kupiłam, ciągle sobie odmawiam.
      • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:21
        Czy to ma być kolejna rada - weź się w garść i nie marudź?
        Ja biorę sie w garść ale to nie działa.
        Ja po prostu źle wybrałam i nie mogę się z tym pogodzić.
        • konwalka Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:26
          mezalianse, heh...
        • raczek47 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:27
          Ale co? Uważasz,że jak się rozwiedziesz to nagle będziesz miała więcej kasy na pistacje, kremy i gazety? Jak to się ma stać? Stąd się weźmie kasa,że już nie będziesz musiała gotować zup i kotletów dla męża, tylko wydawać na pistacje? Nie ogarniam takiego myślenia.
          • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:42
            Ja nie szukam takiego rozwiązania. Ja napisalam, że jestem po kłótni i sfrustrowana i własnie takie myśli chodzą wetdy po głowie.
            Na forum -wiadomo dostanę jak zwykle zimny kubeł wody na głowę.

            Czy nikt nie złościl się na rzeczywistość tak jak Ja? robiąc jednocześnie wszystko co w swojej mocy, żeby cos zmienić?

            • przystanek_tramwajowy Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:52
              Twój ojciec popełnił wielki błąd. Przeciętnej intelektualnie i z wyglądu córeczce wmówił, że jest ósmym cudem świata, zasługującym na hołdy i królewicza na złotym koniu. I to tak skutecznie, że wierzy to nawet będąc starą babą.
            • bi_scotti Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:58
              oronga79 napisała:

              > Czy nikt nie złościl się na rzeczywistość tak jak Ja? robiąc jednocześnie wszys
              > tko co w swojej mocy, żeby cos zmienić?
              >

              Nope. And nope. Nikt nie widzi rzeczywistosci tak jak Ty, moze jakies panny w liceach ale tu sie pojawiaja wylacznie w czasie ferri zimowych. I to nie jest prawda, ze robisz wszystko zeby swoja sytuacje zmienic. Jakichkolwiek kursow bys nie robila, tak dlugo jak bedziesz not employable, zadne jezyki czy inne fiku-miku nie zmienia Twojej sytuacji finansowej. Chcesz kupowac produkty z "wyzszej polki" lacznie z pistacjami? To uzyj IQ i zobacz kto, gdzie, za co placi? Ksiegowosc? Kosmetyczka? Web designing? Sprzatanie biur? Zakladanie A/C? Opieka nad staruszkami? Opcji jest pewnie multum, jak to wszedzie na swiecie tyle, ze najczesciej sa malo-atrakcyjne lub wymagaja faktycznego "ruszenia glowa" i nie tylko skonczenia kursow ale przede wszystkim ordynarnej, ciezkiej harowy. Life.
              • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:02
                Właśnie zawsze jak stoję przed harówa i czasem z dzieckiem - to wracam do domu i tu znów problem, że chciałabym mieć ciastko i jeśc ciastko.
                • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:15
                  Mam znajomą, która zawsze chciała więcej, ale nigdy nie chciała dać więcej od siebie. Chciała więcej, ale nie chciała z niczego zrezygnować i się poświęcić. Chciała więcej, bo jej zdaniem należało jej się więcej.

                  Chciała wyjechać z kraju i robić karierę, ale nie chciała rezygnować ze sztabu rodzinnego w pobliżu. Chciała dziecka, ale nie chciała z niczego rezygnować dla tego dziecka. Efekt? Ona tkwi w miejscu, z dzieckiem które unieszczęśliwia, bo ciągle je obwinia za to, że nie mogła więcej, z mężem, który nienawidzi jej za ciągłe narzekanie i jednoczesną bierność, z rodziną, która pomaga jak może, ale na boku chwyta się za głowę, jak mogli wychować taką egoistkę.

                  Nie piszę tego, żeby ci pokazać, że taka jesteś. Ale żeby pokazać, że to ty decydujesz. To ty musisz chcieć, a jeśli chcesz, to musisz działać. Nie zawsze można osiągnąć coś czyimiś rękami. A i samodzielny sukces cieszy bardziej niż ten darowany.
              • ghrtth Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:36
                Kolejny raz włos jeży się na głowie, kiedy czytam Cię piszącą w temacie pracy.

                Nie znasz realiów. Naprawdę nie znasz polskich realiów, a - przepraszam - mądrzysz się w tego typu wątkach, że aż szczęka opada. Tak, pewnie, nic tylko się rozejrzeć i zostać web designerem albo opiekunką sympatycznej starszej pani... Te sugestie byłyby śmieszne, gdyby nie były dla wielu rodzin takie smutne. Sprawa znana i zbadana - ludzi boli nie tyle to, że są biedni, ale że są biedniejsi niż inni. Kiedy całe społeczeństwo solidarnie zajada kaszę z kapustą, żadna pistacja nie zabłąka się w niczyim umyśle i nie spowoduje frustracji.

                Problemem Polaków (zwłaszcza młodych) jest to, że wokół całkiem sporo osób je te cholerne pistacje. Idziesz do supermarketu i półki uginają się od rzeczy, których w najbliższych latach nie będziesz mogła nawet posmakować. Oczywiście jak już spróbujesz i dowiesz się, że te pistacje rzeczywiście są najpyszniejsze na świecie - tym gorzej dla Ciebie. Ale kolejny raz czuję, że Ty po prostu nie masz szansy tego zrozumieć. Niektórzy po prostu wiedzą ponad wszystko, że chcieć to móc, bo w ich przypadku to się sprawdziło. Niestety jest też inna grupa - w Polsce bardzo liczna - która, chce, ale nie może.

                Wiesz, ile dzieci jest w Polsce niedożywionych? Ile z nich nie tylko nie je pistacji, ale także owoców, ryb, mięs (nie zaliczam do tej kategorii mielonek i parówek), urozmaiconych warzyw? Czyżby polscy rodzice nie chcieli? Czyżby nie zorientowali się, że pieniądze czekają na nich w zawodzie kosmetyczki, księgowej lub opiekunki? Nie. Bezrobocie w Polsce jest wysokie, płaca minimalna niska - a sporo jest grup, które nawet i na nią nie mogą liczyć, bujając się od jednej do drugiej śmieciówy. A że trzeba gdzieś mieszkać, ludzie oddają prawie całą pensję na wynajem czy kredyt i później latami muszą odmawiać sobie nibyzwykłych rzeczy: papryki, bakłażana, normalnego pieczywa, świeżej ryby, orzechów. Także kosmetyków, kina, książek, ubrań, butów itd.

                Nie uważam, by postawa typu "niedasię" była dobra. Wyuczona bezradność jest bardzo szkodliwa, ale wiara, że wystarczy chcieć, a wszystko jest możliwe - również. Stąd zresztą frustracja młodego pokolenia - cześć uwierzyła rodzicom (którym się udało), że wystarczy, że poszukają babci do opieki, a ich życie będzie pachniało kremem za 50 zł i pistacjami 40 zł/kg. Zderzenie z rzeczywistością niestety zabolało.
            • memphis90 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 17:01
              > Czy nikt nie złościl się na rzeczywistość tak jak Ja? robiąc jednocześnie wszys
              > tko co w swojej mocy, żeby cos zmienić?
              Tak, byłam w mega dole finansowym, przez kilka lat nie kupowałam wcale ciuchów, butów, kosmetyki miałam z prezentów gwiazdkowych i ani w głowie mi były kremy za 50zł. Ale bolało mnie to, że dzieciaki noszą używane ciuchy zamiast nowych. Niemniej jednak nie szłam w ramach buntu przepieprzać 1/3 budżetu na ciuchy w cocodrillo i nie żaliłam się, że źle męża wybrałam, bo za mało forsy przynosi. Oboje byliśmy w dołku, a nie tylko księżniczka Memphis.
          • myszmusia Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 01:58
            Bo teraz ona go utrzymuje i bez kotletow dla niego bedzie po prostu mniej wydawala?


            raczek47 napisała:

            > Ale co? Uważasz,że jak się rozwiedziesz to nagle będziesz miała więcej kasy na
            > pistacje, kremy i gazety? Jak to się ma stać? Stąd się weźmie kasa,że już nie b
            > ędziesz musiała gotować zup i kotletów dla męża, tylko wydawać na pistacje? Nie
            > ogarniam takiego myślenia.
        • stacie_o Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:28
          to się rozwiedź. dziwne, że żyjąc na takim pułapie, jaki opisywałaś, twój tata nie zabezpieczył ani ciebie ani mamy.

          dobra wyłączam moduł złośliwość, zauważyłaś, że to co, robisz nie przynosi oczekiwanych rezultatów.
          Ja bym ci proponowała:
          - wyślij do szkoły męża, skoro twoje szkoły nie przyniosły poprawy finansów rodziny
          - szukaj lepszej pracy, ale nie tak jak do tej pory. sama napisałaś, jak się u was zdobywa lepszą pracę, to tak zrób.
          • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:33
            Musieliśmy sprzedaż dom, ale nie chcę do tego wracać, bo tata nie żyje.
            • raczek47 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:41
              Dziewczyno, ile lat jesteście po ślubie?My pierwsze 5 byliśmy biedni jak kościelne myszy-całe nasze mieszkanie to było 18 m2 na 7 piętrze wieżowca(całe mieszkanie podkreślam), nie miałam nawet pralki, prałam ręcznie, cięższe rzeczy woziłam do mamy, jedliśmy ziemniaki, kaszankę i kiszoną kapustę, kupno paczki pampersów dla córki było wielkim luksusem i bardzo je oszczędzałam, kosmetyki? Mydło, szampon z rzepą i woda.Minęło niewiele ponad 10 lat i syt.jest o 360 stopni inna.
              Rzadko ma się wszystko od razu, cierpliwości ci potrzeba, determinacji i wytrwałości, nie rozwodu.
              • wuika Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:24
                360 stopni to taka sama tongue_out
                • raczek47 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:41
                  wuika napisała:

                  > 360 stopni to taka sama tongue_out

                  kurczę, kurczę,ale wtopa.https://emotikona.pl/emotikony/pic/01icon_lol2.gif wstydam się. Miało być 180
              • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:51
                raczek47 napisała:

                .Minęło niewiele ponad 10 lat i syt.jest o 360 stopni inna.

                Czyli taka sama wink


                Rzadko ma się wszystko od razu, cierpliwości ci potrzeba, determinacji i wytrwałości, nie rozwodu.

                Owszem. Ale tutaj mym rozbieżność oczekiwań i ambicji. Sorry, ale według mnie facet, który nie potrafi zarobić na podstawowe potrzeby rodziny, to nie facet. Nie ma pracy? To zamiast siedzieć na doopie w domu i robić żonie wymówki o 6 zł, łopatą by dorobił na czarno bodaj na te nieszczęsne pistacje i krem dla żony.
                • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:56
                  Tyle, że pistacje i Twój styl to nie są podstawowe potrzeby...
                  • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:59
                    Podstawowe potrzeby w dużej mierze zaspakaja Orange. Dodatkowo się dokształca. On niech chociaż dorobi coś do tego, skoro pracy nie potrafi utrzymać.
                    • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:14
                      "nie potrafi utrzymać"?!

                      Bo on jeden w Polsce (i nie tylko) stracił pracę? Serio, ty albo ktoś z twoich ogarniętych znajomych nie byliście bezrobotni chociaż przez moment? W poście jest o tym, że "znowu się pokłócili", a nie, że "znowu stracił pracę". Fajnie, że się dokształca, ale za co, skoro na żarcie mają 600zł? Może lepiej zrezygnować z kolejnego bzdurnego kursu, który jak widać w jej przypadku nie ma znaczenia, a ten czas poświęcić na dodatkową robotę? Albo wydać na pistacje i nie mieć powodu do kłótni...

                      Mam alergię na nierobów, ale w z tego wątku nie wynika, że jej mąż jest nierobem. Za to jasno wynika, że gazetki są ważniejsze niż bezpieczeństwo finansowe rodziny, bo jako jedyny jej żywiciel autorka woli kupić to niż mięso dla dziecka.
                      • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 02:12
                        klamkas napisała:

                        Bo on jeden w Polsce (i nie tylko) stracił pracę? Serio, ty albo ktoś z twoich ogarniętych znajomych nie byliście bezrobotni chociaż przez moment?

                        Szerze? Owszem znam gościa, który z powodu braków wykształceniu ma problemy ze znalezieniem stałej pracy. Ale nigdy nie było sytuacji, że żadnej pracy nie miał. Jak było naprawdę ciężko, to pracował na czarno jako pomocnik murarza na budowie i cokolwiek dokładał się do utrzymania rodziny. Tak samo sobie nie wyobrażam sytuacji, że np mój mąż, gdyby stracił prace i nie mógł znaleźć w swoim zawodzie, a sytuacja w domu byłaby ciężka, nie poszedł do jakiekolwiek roboty, chociażby przy kopaniu rowów.

                        Fajnie, że się dokształca, ale za co, skoro na żarcie mają 600zł? Może lepiej zrezygnować z kolejnego bzdurnego kursu, który jak widać w jej przypadku nie ma znaczenia,
                        a ten czas poświęcić na dodatkową robotę? Albo wydać na pistacje i nie mieć powodu do kłótni...


                        A mnie się wydaje, że lepiej byłoby, żeby to pan znalazł jakąś robotę, żeby i na szkolenia było (to się kiedyś zwróci), i na pistacje dla syna.

                        Mam alergię na nierobów, ale w z tego wątku nie wynika, że jej mąż jest nierobem. Za to jasno wynika, że gazetki są ważniejsze niż bezpieczeństwo finansowe rodziny, bo jako jedyny jej żywiciel autorka woli kupić to niż mięso dla dziecka.

                        Nigdzie nie napisała, że woli kupić gazetki niż jedzenie dla dziecka, tylko się żali, że ją na te gazetki nie stać. To różnica. A, że mąż jest nierobem wynika prosto z faktu, że się nie dokłada do budżetu i chyba nie jest to kwestia jednego miesiąca, tylko dłuższego już czasu. Zdrowy, młody facet, gdy chce zarabiać, to zarabia. Nie muszą to być kokosy, ale w ich sytuacji i 1000 zł to byłaby już spora poprawa. Ale chyba w tym jest właśnie problem - w postawie tego pana - on woli awanturować się o 6 zł na pistacje, niż skalać się ciężką, fizyczną pracą.
                        • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 11:23
                          Póki co wiemy, że mąż w tej chwili nie ma pracy, a nie, że zwyczajowo pasożytuje na żonie od lat. Chyba, że coś przegapiłam.
                          • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:56
                            Nie pisałam, ze od lat, tylko że od miesięcy. Zresztą to nie ma znaczenia od jak dawna.
                  • iuscogens Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:04
                    Oczywiscie, ze nie i kazda dorosla osoba, ktora zarzadza domowym budzetem to sie. Wydawanie kasy na gazetki i pistacje w sytuacji gdy na jedzenie na 3 osoby ( w tym dziecko!!) jest 600 zl nie miesci mi sie w glowie. Na miejscu meza ( poza intensywnym szukaniem pracy oczywiscie) opieprzylabym autorke i jakby to nie zadzialalo to odcielabym ja od kasy zakladajac ze jest uposledzona ekonomicznie. Wydawanie kasy na pierdoly przy tak malym budzecie na jedzenie grozi tym, ze dziecko bedzie niedojadac albo jesc syf (poza pistacjami uncertain)
                    • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:06
                      Przecież to ona zarabia pieniądze w tej rodzinie, wiec jakim prawem miałby ją odciąć? Bo kupiła pistacji za 6 zł?
                      • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:12
                        Gie zarabia, skoro z trudem te 2500 wyciąga. Kolejna podyplomówka i internetowe biznesy na pewno jej nie pomogą w uzyskaniu wyższego dochodu. Narzeka na męża, ale sorry, widziały gały co brały, mogła wybrać kształconego, z pozycją i aspiracjami. Nawet jak się rozwiedzie i dostanie kilka stów alimentów, to na półkę finansową taką jak w dziecinstwie nie wskoczy szybko.
                        • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 00:24
                          triss_merigold6 napisała:

                          Gie zarabia, skoro z trudem te 2500 wyciąga.

                          przynajmniej COŚ zarabia, w przeciwieństwie do męża.

                          Kolejna podyplomówka i internetowebiznesy na pewno jej nie pomogą w uzyskaniu wyższego dochodu.

                          Może nie pomoże, a może pomoże. Z pewnością ma większe szanse na podniesienie dochodów, niż jej mąż.
                        • rosapulchra-0 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 03:09
                          Nie z aspiracjami, tylko z pistacjami. Pisz na temat uncertain
                      • iuscogens Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:15
                        Mowie co ja bym zrobila, jakby mi maz w trudnej sytuacji materialnej (600 zl na miesiac na jedzenie na 3 osoby, czyli 20 na dzien) chcial wydawac kase na gazety, kremy i pistacje - pomyslalabym ze jest skrajnie nieodpowiedzialny i chyba Bog z rozumiem do spolki go opuscili i trzeba go odciac od kasy. Inna sprawa, ze facet powinnien szukac jak najszybciej jakiejkolwiek pracy. Ale to nie zmienia tego, ze autorka nie nadaje sie do zarzadzania kasa.
                        • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:17
                          Dokładnie. 20 zł na dzień na karmę i podstawową chemię, a pani duma o kremach i torebkach zamiast starać się z w/w kwoty wykrzesać racjonalne posiłki.
                          • totorotot Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:44
                            Ona pracuje, niech pasożyt krzesa
                    • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:19
                      co ty piszesz? autorka zarabia kasę i to chyba większą niż mąż więc niby dlaczego mąż miałby odcinać ją od kasy? Raczej niech mąż weźmie się do roboty, bo skoro wg was wydanie 6 czy 8 zł na pistacje i 10 zł na gazetę to takie rozwalanie kasy, to chyba raczej wam a nie autorce poprzewracało się w głowach
                • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:16
                  podpisuję się smile
                  bo każdy ma pretensję do autorki, że mogłaby sobie wziąć trzeci etat na głowę jak chce 15 dkg pistacji a mąż dalej będzie uważał, że nawet z potrójną pensją pistacje będą towarem luksusowym.
                  Nawet jak mąż przestanie głupoty gadać i weźmie się do roboty i przyniesie drugie tyle to nadal będzie uważał, ze kaszanka i salceson są ok a pistacje to zbędny wydatek. Poza tym chyba też wiedział, że bierze dziewczynę z bogatszego niż swój domu i powinien zakasać rękawy i trochę się wysilić a nie od razu zaniżać poziom. Nawet budowlaniec albo inny robol może dorobić a nie piep.yć głupoty i wypominać garść pistacji.
              • klymenystra Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 13:23
                Czyli wróciłaś do punktu wyjścia? To musi być ciężkie...
          • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:37
            Wiedziłam, że na tym forum dostanę opr. za bycie Princessą itp, ale czasem jestem już tak sfrustrowana życiem i tym jak ono się różni od tego ktore miałam.
            Czas dorosnać -tak oczywiście, ale mimo wszystko złość mnie ogarnia. O dziwo moja mama lepiej znosi aktualny brak pieniędzy.
            Ja nie miałam dużo lepiej niż teraz, ale jednak.
            • ichi51e Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:50
              Z wiekiem potrzeby maleja wiec ze mama znosi pogorszenie wcale nie jest dziwne.
              Masz dwie drogi: byc niezadowolona ksiezniczka albo przemeczyc sie (isc do pracy?) i miec lepiej.
              • bi_scotti Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 03:10
                ichi51e napisała:

                > Z wiekiem potrzeby maleja

                Kiedy nastepuje/przychodzi ten wiek gdy potrzeby maleja? Mnie wciaz rosna tongue_out Tyle, ze ja na moje potrzeby (lacznie z pistacjami i kremem Nivea) pracuje wiele godzin dziennie a gdybym byla unemployed (tfu-tfu-wypluc szybko zeby nie zapeszyc!), poszlabym chocby kawe nalewac w Timie albo znow bym byla Polish cleaning lady - zadna praca nie hanbi, szczegolnie gdy sie ma te potrzeby wink Jednego nie doczytalam w calej sadze: maz autorki dostaje jakis zasilek gdy jest teraz bez pracy?
            • pederastwa Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:50
              W małżeństwie nie masz pieniędzy ale po rozwodzie twój status materialny się nie zmieni. A jeśli zmieni to (statystycznie patrząc) na gorszy.
              • totorotot Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:31
                W małżeństwie nie masz
                pieniędzy ale po rozwodzie twój
                status materialny się ni
                > e zmieni. A jeśli zmieni to
                (statystycznie patrząc) na gorszy.

                Zmieni się na lepszy: nie będzie miała leniwego, bezrobotnego i upierdliwego pasożyta na utrzymaniu.
                • araceli Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:56
                  totorotot napisała:
                  > Zmieni się na lepszy: nie będzie miała leniwego, bezrobotnego i upierdliwego
                  > pasożyta na utrzymaniu.

                  Hmmm.. wiesz ile niepracujących ematek właśnie obraziłaś?
                  • totorotot Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:24
                    araceli napisała:

                    > totorotot napisała:
                    > > Zmieni się na lepszy: nie będzie miała leniwego, bezrobotnego i upierdliw
                    > ego
                    > > pasożyta na utrzymaniu.
                    >
                    > Hmmm.. wiesz ile niepracujących ematek właśnie obraziłaś?


                    Nie chrzań, bo znakomita większość tutejszych pań ogarnia chalupe, gotuje, zajmuje sie dzieciakami. A piękny alonzo zakupów nie robi, pracy nie ma, chałupy pewnie też nie ogarnia, zaś jego sposób na zamknięcie budżetu to sprowadzenie stopy życiowej rodziny do parteru. Wątpię, czy którakolwiek z tutejszych pań zabroniłaby swojemu mężowi, jedynemu żywicielowi rodziny, kupić paczki orzeszków dziecku. Raczej by były obsrane z radości, że mąż chce nieba przychylić dziecku. Ludzie,przecież laska nie gra na automatach tylko kupuje zdrowe żarcie dzieciakowi, akurat pistacje są rewelacyjne, lepsze niż jakieś danio czy monte.
                    • araceli Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:36
                      totorotot napisała:
                      > A piękny alonzo zakupów nie robi, pracy nie ma, chałupy pewnie też nie ogarnia,

                      A dlaczego sądzisz, że mąż autorki wątku nic nie robi? Z poprzedniego wątku wynika, że jak miał pracę to też było jej źle...
                      • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 23:51
                        araceli napisała:

                        A dlaczego sądzisz, że mąż autorki wątku nic nie robi? Z poprzedniego wątku wynika, że jak miał pracę to też było jej źle...

                        A poprzedniego wątku wynika również, że zmieniał prace jak rękawiczki i to często z własnej woli.
                        >
                      • totorotot Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 09:34
                        > A dlaczego sądzisz, że mąż autorki wątku nic nie robi? Z poprzedniego wątku wyn
                        > ika, że jak miał pracę to też było jej źle...
                        >

                        To jak jej od dawna źle z tym mężem cokolwiek by się nie działo - to tym bardziej nie widzę sensu takiego związku.
            • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:54
              Widać twoja mama to doświadczona i mądra kobieta...
            • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:53
              oronga79 napisała:

              O dziwo moja mama lepiej znosi aktualny brak pieniędzy.

              Oranga, a Twoja mama nie ma emerytury po ojcu?
              • capa_negra Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:38
                Wszystko to jakaś wielka ściema - rodzice mieli 300m dom, który po śmierci ojca został sprzedany( a kasa gdzie??), matka na pewno ma jakąś kasę po ojcu ( renta/emerytura) i klepie biedę, a autorka wątku bieduje w mieszkaniu na kredy bez pistacji bo ma dochód 2500??
                To mam jeszcze pytanie skąd jej się wzięła zdolność kredytowa??
                Stek bzdur
                • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 22:20
                  Pewnie kasa z domu została wydana na mieszkanie dla matki i wkład własny do kredytu mieszkaniowego autorki.
                  Natomiast zastanawia mnie, co z emerytura ojca, wszak jeśli dobrze zarabiał, a matka kiepsko, to przecież mogła zrzec się swojej emerytury i dostać 80% świadczeń męża.
                  • myszmusia Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 02:12
                    Wystarczy ze mial dg placil najnizszy zus - naprawde wiekszosc tak robi - zarabiac na biezaco i wydawac na zycie bo to moglo byc to 'duzo zarabial' i emerytury czy tym bardziej renty po nim praktycznie nie ma tzn sa naprawde bardzo niskie nie oamietam ale najnizsza renta "przydzialowa" jest ponizej 1 tys.
                    • falka_85 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 19:12
                      myszmusia napisała:

                      > Wystarczy ze mial dg placil najnizszy zus - naprawde wiekszosc tak robi - zarab
                      > iac na biezaco i wydawac na zycie bo to moglo byc to 'duzo zarabial'

                      A to jest akurat bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę to co autorka wątku tutaj wypisuje, przecież nie daleko pada jabłko od jabłoni wink
                  • falka_85 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 19:08
                    misterni napisała:

                    > Pewnie kasa z domu została wydana na mieszkanie dla matki i wkład własny do kre
                    > dytu mieszkaniowego autorki.

                    I dom 300m2, należący do zamożnej rodziny (czyli raczej nie prl-owska kostka bez barierek z wykończonym 1 piętrem) starczył raptem na mieszkanie (dla jednej osoby czyli bardziej mniejsze niż większe) i wkład własny na drugie mieszkanie? To po kiego grzyba było sprzedawać ten dom, pakować się w kredyty, w trzy czy cztery osoby nie pomieściliby się na tych 300m2, czy jak?
                    • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 23:53
                      Wiesz, zależy gdzie ten dom. Jeśli poza miastem, to tak właśnie może być, starczy ledwie na mieszkanie i wkład własny do kredytu.
                      • falka_85 Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 21:28
                        Ale oni mieszkają w małym miasteczku, a nie w jakiejś metropolii. Dom 300m2 z ogrodem (a że rodzice zamożni to i dom w niezłym standardzie zapewne) nawet poza miastem starczy na dwa mieszkania w małej miejscowości.
        • lilyrush Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:04
          nie, to jest pokazanie Ci, ze najlepiej udaje ci sie marudzenie i ze od tego czasu nic ze swoim życiem nie zrobiłaś. I jeśli nadal bedziesz zyc jak żyjesz to nadal nic sie nie zmieni. Ja sobie od tamtego Twojego postu kupiłam juz 2 skórzane torebki. Tylko ja cos robie ze swoim życiem a nie marudzę i czekam az cos spadnie mi z nieba.
          Z mężem, który oczekiwał utrzymywania i tez nic nie robil- ja sie rozwiodłam. Przynajmniej nie musiałam utrzymywać juz jego. miałam okres, kiedy nie starczało mi do pierwszego, ale to było dawno.
          co Cie trzyma w tym układowym miasteczku? jeśli faktycznie jesteś tak wykształcona i dobra to wyjedz do dużego i znajdź lepsza prace
    • jola-kotka Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:52
      Jeśli ja nie mam racji to niech ją dalej maca a ona niech nie jęczy że jej źle. Jak coś w życiu nie pasuje to zmienia się to tak żeby pasowało albo żyje się z tym dalej ale nie biadoli się że jest źle.
    • mumio75 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:55
      Pieniądze raz są, raz ich nie ma, nie rozwalałabym rodziny z tego powodu. Ważne czy nadal kochasz męża, czy jest dobrym ojcem, czy wypełnia swoje inne obowiązki. Czy rozwód coś zmieni? Poznasz od razu bogatego księcia z bajki? Zniknie kredyt? Na razie ograniczyłabym potrzeby i spokojnie wszystko przemyślała.
      • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 21:59
        Dziękuję za kilka słów milszych, a nie same opr. na tym forum.
        Tytul miał być przekorny, pisany w chwilach emocji (po kłótni).
        • eo_n Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:11
          A z czego jesteś zadowolona?
          • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:23
            Z mojego ukochanego dziecka, które uwielnia pistacje jak ja oraz dla którego nie umiem się poświęcić pracy.

            OK. zakończmy ten wątek. Dziękuję wszystkim (poza 1) za wypowiedzi, zamierzam je sobie jeszcze raz przeczytać.
            • semihora Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:32
              Nie umiesz się poświęcić pracy, ale oczekujesz, że poświęci się mąż, żebyś Ty mogła jeść pistacje. Roszczeniowa postawa.
              • misterni Że co? Praca zarobkowa na rzecz rodziny 21.06.14, 22:57
                to jest poświęcenie, którego nie można oczekiwać od współmałżonka?

                semihora napisała:

                Nie umiesz się poświęcić pracy, ale oczekujesz, że poświęci się mąż, żebyś Ty mogła jeść pistacje. Roszczeniowa postawa.
            • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:53
              A może dziecko uwielbia prażony słonecznik? Albo inny przysmak, którego mu nie zaserwowałaś, bo zafiksowałaś się na idiotycznych pistacjach?

              Bez przesady... orzechy nie powinny być sensem życia wink.
              • memphis90 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 17:11
                Są jeszcze darmowe orzechy laskowe i orzechy włoskie, które właściciele obficie owocujących drzew wydają komu popadnie z pocałowaniem ręki. W zeszłym roku - pamiętam- ktoś doradzał jednej orzechowej desperatce wystawienie skrzyni z orzechami na ulicę z propozycją częstowania się ile wlezie. Ale nie, muszą być pistacje i teraz już koniecznie dla dziecka, które bez pistacji żyć nie może uncertain A same pistacje szałem jakimś nie są, bez przesady.
            • eo_n Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:26
              oronga79 napisała:

              > Z mojego ukochanego dziecka.
              A z tego, że masz pracę? Kochającego męża? Zdrowie? Mieszkanie? I wiele innych rzeczy, o których tu nie napisałaś, bo może ich nawet nie widzisz?
              Skoro ani Ty ani mąż nie umiecie więcej zarobić to można:
              - wyemigrować (jak ktoś niżej pisze), ale do tego też trzeba mieć odpowiednią psychikę
              - zaakceptować i docenić to, co się ma
              - przeorganizować budżet? Próbowałaś? Czy zafiksowałaś się na dobrach, na które teraz Cię nie stać?
              I... nigdy nie wiadomo, w którym momencie sytuacja się zmieni.
            • memphis90 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 17:08
              > Z mojego ukochanego dziecka, które uwielnia pistacje jak ja
              Zasłaniasz się dzieckiem jak tarczą, fuj! Naprawdę dla Twojego dziecka sprawą życiowej wagi są jakieś głupie pistacje...? Nie wierzę.
    • misterni Skąd wiesz jaką szkołę skończyła? 21.06.14, 22:15
      przystanek_tramwajowy napisał:

      Masz rację Święta Jolanto od paczek. Księżniczka, która skończyła Prywatną Wyższą Szkołę Pierdzenia w Stołek zasługuje na księcia z bajki.
      • oronga79 Re: Skąd wiesz jaką szkołę skończyła? 21.06.14, 22:21
        Nie ma sensu zwracać uwagę na wypowiedzi z "jadem". Nie wiem komu i czemu służące.
        Najwyraźniej moja wypowiedź więcej niż przeciętnie dotknęła tę osobę.....no coż może jakaś księżniczka rzuciła ropuchę smile
        • przystanek_tramwajowy Re: Skąd wiesz jaką szkołę skończyła? 21.06.14, 22:54
          oronga79 napisała:

          > Nie ma sensu zwracać uwagę na wypowiedzi z "jadem". Nie wiem komu i czemu służą
          > ce.
          > Najwyraźniej moja wypowiedź więcej niż przeciętnie dotknęła tę osobę.....no coż
          > może jakaś księżniczka rzuciła ropuchę smile

          Zaraz tam dotknęła. Po prostu drażni mnie ludzka głupota. Jutro pójdę po pistacje i zjem za twoje zdrowie. Na szczęście mnie stać. Na miękki papier toaletowy też. Jak go będę używać, to też o tobie pomyślę. big_grin
          • misterni Re: Skąd wiesz jaką szkołę skończyła? 21.06.14, 23:01
            Aleś ty podła i złośliwa. Gratuluję. Niech ci od tych pistacji wredna gęba spuchnie.
            • przystanek_tramwajowy Re: Skąd wiesz jaką szkołę skończyła? 21.06.14, 23:05
              Nie spuchnie. tongue_out Nie jestem uczulona na orzeszki.
          • ichi51e Re: Skąd wiesz jaką szkołę skończyła? 22.06.14, 07:13
            big_grinDD
            • misterni Re: Skąd wiesz jaką szkołę skończyła? 22.06.14, 07:16
              Ojej, jakie śmieszne, ichichi tongue_out
          • gendrenam Re: Skąd wiesz jaką szkołę skończyła? 24.06.14, 22:30
            Omatkobosko ze smiechu zachlysnelam sie niemal na smierc rosolem, ktory mialam w ustach, gdy zaczelam czytac o tym, ze o niej pomysliszsmile Jezu, oczy mi wyszly. Jeszcze troche i zostalabym bohaterka programu "Smierc na 1000 sposobow" big_grin
    • kota_marcowa Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:33
      Uważam, że jesteś egoistką. Raz na wozie, raz w nawozie. Jeżeli mąż nie jest permanentnie bezrobotnym żulem, tylko powinęła mu się noga, to wyrzeczenie się gazet po 10 zeta za sztukę nie jest jakimś wielkim wyrzeczeniem.
      W każdym twoim poście jest tylko ja, ja, ja moje przyjemności, jakoś nie widzę tu działania na rzecz rodziny, tylko foch i tupanie nóżką, bo życie nie spełnia każdej zachcianki.
    • solejrolia Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:40
      rozumiem, że dziś ci się przelało, tak?
      że co chwilka coś i coś, ale dziś właśnie masz już dość? tak?

      i jesli to tylko dziś, napisałas ten post pod wpływem emocji, bo była kłótnia o te durne orzeszki, to cóż- marudź do wolismile faktycznie beznadziejne to jest ciągle odmawiać sobie drobnych przyjemności. a 600zł na jedzenie dla trzech osób, to malutko sad

      ale jesli taka jestes stale, i dzień po dniu, no to...masakra...
      wtedy tylko zakasać, radzę, rękawy i do roboty ruszyć. bo jak pracę masz, to o nią dbaj.
      bo jak ją stracisz, to oboje będziecie bez pracy, a dziecku jeść trzeba dać! o!.
    • anusia_magda Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:43
      Coś mi się wydaje że pewnie nie chodzi do końca o te pieniądze co o pewną postawę Twojego M. I ja uważam że brak kasy może nieźle namieszać ale nie trzeba od razu się rozwodzić. Może trzeba sobie coś poukładać , porozmawiać, poszukać rozwiązań. Ja kiedy byłam z M w fazie zakochania to wtedy nie mieliśmy za dużo pieniędzy, pamiętam jak nie starczało do pierwszego, nawet za bardzo na wesele nie mieliśmy. Ale jakoś tak się poukładało że mąż mając wiele pomysłów powoli zaczął łapać wiatr w żagle i w końcu założył firmę, którą rozkręca. Teraz mamy zdecydowanie lepiej choć ja nadal trochę boję się że w każdej chwili może być biedniej. Z tym wiadomo też trzeba się liczyć. Natomiast faktycznie jakby mój mąż był bierny i zatrzymał się na pensji rzędu 2500 i nic z tym nie robił to chyba w końcu zaczęło by mi to przeszkadzać, więc w sumie rozumiem, ale rozwiązań trzeba szukać zanim powie się zdecydowane dość.
    • iuscogens Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 22:46
      Czy to ty pisalas rzewne posty o tym, jak to pieknie bylo gdy bylas mloda i lezalas w ogrodzie na lezaku w otoczeniu kotow, twoi rodzice skakali wokol Ciebie, mama podsuwala pod nos ulubione jedzenie??? Jakos mi stylistycznie pasujesz. Co do tematu, calkowicie popieram meza, jak nie ma kasy to sie nie kupuje pistacji i miekkiego papieru, tylko zwykly szary. Witamy w doroslym zyciu.
      • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:07
        Tak, to ona pisała i nadal śni swój sen.
      • 3eneduerabe Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:16
        wlasnie tak mowi ktos totalnie biedny, z mentalnoscia biedaka "witamy w doroslym zyciu, szary papier toaletowy to ma byc twoj luksus. I dlatego niektorzy ludzie sa biedni i takimi biedakami zostana do konca zycia. Bo godza sie z ta sytuacja. A to nie jest normalne, kazdy ma prawo godnie zyc. I pozwolic sobie od czasu do czasu nawet o dziwo na wyjscie do kina czy teatru.
        • wuika Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:22
          Ale brak zgody na takie życie (600zł na jedzenie na 3 osoby) to nie jest jeszcze większe uszczuplanie tego mizernego budżetu! Brak zgody to szukanie innych rozwiązań: jak inaczej można dorobić? co zrobić, żeby sytuację poprawić choćby chwilowo (sprzedaż niepotrzebnych rzeczy), a co, żeby poprawić ją na stałe (wyjazd do innej pracy? przeprowadzka? emigracja? a może tylko zmiana branży? prace dodatkowe?)
        • kota_marcowa Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:25
          kazdy ma prawo godnie zyc. I pozwolic sobie
          > od czasu do czasu nawet o dziwo na wyjscie do kina czy teatru.


          Buhahaha piep***ysz jak potłuczona. Mając 20 zł dziennie na przezycie dla 3 osobowej rodziny tongue_out
          Autorka powinna zejść na ziemię. Mając 20 zł na dobę raczej się rezygnuje z gazetek po 10 zł. Choć może jak ktoś wyżej pisał, płatki ze zdartego tynku nie są takie Złe big_grin

          Ale no niestety, sama karierze się nie poświęci, mąż nieudacznik oszczędzać każe, a tatuś świnia wmawiał, że bogactwa tego świata się należą bo tak i wziął się i umarł nie zabezpieczając finansowo:p
        • iuscogens Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:28
          Biedni to raczej beda Ci, ktorzy przez swoja glupote powpadaja w dlugi. Od wydania resztek kasy na twoj styl i pistacje raczej nie wzbogaci sie. Znam 4 osobowa rodzine, ktora zyje za okolo 2000 zl, pan tez sie nie godzil z taka sytuacje, mentalnosci biedaka nie mial i kupil sobie motor na raty za 20000 zl. A co sobie bedzie zalowal wink
    • 3eneduerabe Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:03
      Ja zakochalam sie np w konkretnym czlowieku i nie liczyly sie dla mnie pieniadze. Zawsze wiedzialam, ze jak nie w kraju to zagranica zarobie i bedzie dobrze. Oczywiscie chcialam meza zaradnego, pracujacego ale wiedzialam, ze niestety w Polsce te cechy nie wystrcza i od poczatku wiedzialam, ze chce emigrowac. I w kolejnym watku po prostu polecam emigracje. Jesli macie konkretne kierunki studiow, spiac tylki i wyjezdzac. Najpierw moze byc maz, a za pol roku dolaczacie. Pistacje nie beda luksusem, zaczniecie godnie zyc czyli na podstawowe potrzeby w tym rowniez krem i pistacje zarobicie.
    • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:24
      Nie ma co oceniać reakcji ludzi, gdy brak pieniędzy. To też nie ocenię.
      Miłość, jeśli jest- zawsze się można do niej odwołać, także w zakresie wybaczenia sobie smile
      Zatem: marudź i kochaj.
      • wuika Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:25
        Gorzej, jak mąż już tego wiecznego marudzenia z jednoczesnym rozpieprzaniem kasy nie będzie umiał znosić.
      • wuika Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:26
        Zapomniałam dodać - a co z dzieckiem? Duże jest, małe? Rozumie już cokolwiek z kwestii finansowych?
    • kagrami Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:34
      Rozumiem cię i współczuję. A właściwie łączę się w bólu, bo ja mam tak już ponad 10 lat.I ciągle czuję się okradana przez państwo. Wyjechać nie mogę bo mój mąż nie chce i podcina mi skrzydła...
      A tu zaciskanie pasa, mocniejsze zaciskanie itd. Już mi czasem oczy wyłażą..............
      Kiedyś też żyłam tak, że pamiętam jeszcze kosmetyki Diora,krem Clarins. Teraz wybieram w Rossmanie coś do 50 sad i nic mi nie pasi.
      Co miesiąć na coś oszczędzamy, już mam dość, naprawdę. Męczy mnie wymyślanie obiadow z niczego i śniadań do szkoły takich ktore dzieci zjedzą a mam na to kilka zł.

      Jak mogę ci coś poradzić to zrob cos póki jeszcze masz siły. Trzeba walczyć o swoje szczęście. Może wyjedziesz gdzieś? Tusk nas tu przecież nie chce..... uncertain
      • 3eneduerabe Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:42
        Ja tez polecam wyjazd. Chociaz w polsce tez mi sie dobrze zylo ale wyjechalismy i nie zalujemy. Zaluje polakow jak odwiedzam rodzinne strony i jak widze te smutne, szare twarze, te biedne ubrania i ludzi ze wzrokiem bez nadziei..to bardzo przygnebiajace
        • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:46
          Mąż autorki już pracował za granicą i nie wrócił z walizką kasy. Emigrować to sobie mogą młodzi bezdzietni albo ludzie z pożądanymi na zagranicznym rynku umiejętnościami i kwalifikacjami.
          • krecik Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 18:48
            > Mąż autorki już pracował za granicą i nie wrócił z walizką kasy. Emigrować to s
            > obie mogą młodzi bezdzietni albo ludzie z pożądanymi na zagranicznym rynku umie
            > jętnościami i kwalifikacjami.

            Yyyyy, trzecio prawdo goralsko.

            Emigrowac moze kazdy, kto zna jezyk i potrafi zaciskac pasa i zeby przetrwac przez pierwszy rok-dwa, zeby zbudowac cos od podstaw. Autorka, jak widac, nie potrafi.

            Ag
        • przystanek_tramwajowy Re: Pistacje powodem rozwodu 21.06.14, 23:48
          Na pewno mieszkałaś w Polsce? Bo ja mam wrażenie, że w Bangladeszu. Jeżdżę po Polsce i nigdzie nie widzę tych smutnych szarych twarzy, tych biednych ubrań i ludzi ze wzrokiem bez nadziei. big_grin
          • kagrami Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 00:05
            To może przystanku, nie masz porównania. To widać wyraźniej po dłuższej nieobecności tutaj.
            • przystanek_tramwajowy Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 00:14
              Raczej sądzę, że to takie emigranckie kwaśne winogrona. Emigrantki bardzo chciałyby widzieć u nas ten Bangladesz. No i widzą to, co chcą - we własnej wyobraźni. A potem zakładają posty o tym, jak to cudnie jest za tą granicą. Na przykład jak się odkurzacz na człowieka rzuci to wróżka, którą zatrudnia szpital natychmiast informuje o tym lekarza i lekarz receptę wypisuję a potem dzwoni, żeby ją ta zaatakowana odebrała. big_grin
              • ichi51e Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:00
                big_grinDD
          • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 00:26
            przystanek_tramwajowy napisał:

            Jeżdżę po Polsce i nigdzie nie widzę tych smutnych szarych twarzy,

            Widać za to wykrzywione gęby złośliwych bab, takich jak ty. tongue_out
            • przystanek_tramwajowy Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 00:28
              No w tym wątku to raczej ty krzywisz gębę. Uważaj, bo ci tak zostanie i chłop od ciebie ucieknie. tongue_out
              • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 00:46
                Nie, ja tylko reaguje na twoją głupią i bezinteresowną złośliwość. tongue_out
                Do męża pięknie się uśmiecham.
                • przystanek_tramwajowy Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 00:55
                  Wcale nie bezinteresowną! Ja działam w społecznym interesie. I w tym społecznym interesie ścigam po forach internetowych rozmaite tępe dzidy. Taki patrol obywatelski. Uwierz mi, że społecznemu interesowi nic tak nie szkodzi jak nie wykryta na czas tępa dzida na forum internetowym. big_grin
                  • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 01:07
                    To może już wróć do tych swoich poradników kulinarnych tongue_out. Lepiej ci wychodzą niż ta samozwańcza misja tongue_out
                  • jola-kotka Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 01:41
                    Ty się nawalilas dzisiaj? Przekroczylas właśnie swoje dotychczasowe normy chamstwa.
                  • sanciasancia Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 02:15
                    > Wcale nie bezinteresowną! Ja działam w społecznym interesie. I w tym społecznym
                    > interesie ścigam po forach internetowych rozmaite tępe dzidy. Taki patrol obyw
                    > atelski.
                    Zacznij od siebie. Świat będzie wtedy dużo lepszy.
                  • rosapulchra-0 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 03:14
                    Ależ ty jesteś prosta, przystanku. Żeby nie rzec, że prostacka.
    • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 01:35
      Całkowicie rozumiem twojego męża, również robiłabym awantury w przypadku wydawania kasy na zachcianki tylko jednego członka rodziny w sytuacji gdy tej kasy nie ma. Macie taką, a nie inną sytuację i branie kredytów na drogie jedzenie czy kosmetyki bo ty jesteś do nich przyzwyczajona jest dla mnie robieniem z siebie księżniczki. Jeżeli tak bardzo potrzebujesz luksusów, że jesteś w stanie poświęcić dla nich własne małżeństwo to zatrudnij się w agencji towarzyskiej albo znajdź sponsora.
      • misterni A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 01:56
        Bo w tym wątku na to wygląda, że same zasuwacie jak Orange, a mężusiowie grzeją tyłki na bezrobociu i wam to nie przeszkadza.
        • rosapulchra-0 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 03:12
          Otóż to!
          Biedny bezrobotny miś robiący kobiecie awantury, bo kupuje miesięcznik za 10 zł. Bardzo jestem ciekawa, jakby obrończynie misia się zachowały, gdyby miały w domu takiego nieroba, który się awanturuje o pistacje.
          --
          Penis w erekcji nie ma sumienia.
          anielska.blog.pl/
          www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/lista/gawrys_anna.html
          • attiya Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 08:28
            Rosa smile 10/10
          • vilez Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 10:34
            10/10
          • kk345 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 20:34
            > . Bardzo jestem ciekawa, jakby obrończynie misia się zachowały, gdyby miały w d
            > omu takiego nieroba, który się awanturuje o pistacje.

            A to nie ty pisalaś, ze mąż ostro kontroluje nawet twoje zakupy spozywcze w supermarkecie???
            • iuscogens Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 20:43
              Ja bym nieroba pognala do roboty. Jakiejkolwiek. Choc to sytuacja hipotetyczna, bo moj maz gdy stracil prace poszedl do pracy ponizej kwalifikacji, zeby zarobic cokolwiek i w miedzyczasie szukal innej. Ale ja wtedy nie narzekalam, ze nas nie stac na nerkowce, bo nawet z ta jego praca nas nie bylo stac. Liczyc umialam, wiec wiedzialam w jakiej kwocie musimy sie zmiescic, zeby sobie nie narobic dlugow i zaleglosci.
            • rosapulchra-0 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 21:25
              Nie. Owszem były tam jakieś próby kontroli, ale skończyły się szybciej niż zaczęły. Tak że, nie kłam, proszę.
              • kk345 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 22:23
                Dobrze wiesz, że nie kłamię, króliczkubig_grin
                • rosapulchra-0 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 23:18
                  I jak zwykle. Kolejna, która wie lepiej ode mnie, co się u mnie w życiu dzieje. Ehh..
          • 3-mamuska Odezwała sie rosa .... 22.06.14, 22:44
            rosapulchra-0 napisała:

            > Otóż to!
            > Biedny bezrobotny miś robiący kobiecie awantury, bo kupuje miesięcznik za 10 zł
            > . Bardzo jestem ciekawa, jakby obrończynie misia się zachowały, gdyby miały w d
            > omu takiego nieroba, który się awanturuje o pistacje.

            Której maz robi awantury regularnie, bo za drogie jedzenie kupuje, i wysyła do pracy zeby zarabiała zeby on miał wiecej do rządzenia.
            Sorry rosa, ale zacznij moze najpierw bronić siebie.


            Moj maz pracuje ja kiedyś nie pracowałam, teraz pracuje bardzo mało.

            Ale jak jest większa kasa to jedziemy na wakacje ( lub na nie odkładamy) kupuje cos domu,co nie jest niezbędne do zycia, wychodzimy do restauracji/kina/zoo, czy gdziekolwiek indziej.
            Kupuje droższe ciuchy buty czy kosmetyki.

            Ale kiedy był czas ze maz zarabiał bardzo mało, a ja nie mogłam isc do pracy od juz... Bo karmiłam piersią no i opieka nad dziecmi, (opiekunka pewnie kosztowałoby moja pensje, a jeszcze musiałabym wydać na dojazdy ). Wtedy żyliśmy z to co było, rachunki jedzenie , były ważniejsze niz krem czy but z lepszej marki.

            W małżeństwie sa momenty ze jest ciezko, wtedy trzeba zrobic Wszystkiego zebu na podstawy starczyło.
            A gdyby maz zachorował?

            Zreszta ona wydaje kasę na szkolenie ktore nie przynoszą żadnej korzyści , mysle ze po prostu dla samego "ja cos robię, a maz doopa nic" ja sie staram i moge sobie kupic gazetę i pistacje bo ja sie staram, ale tak naprawdę to jest tylko mydlenie oczu, bo zadnych rezultatów nie widać.


            > Penis w erekcji nie ma sumienia.
            > anielska.blog.pl/
            > www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/lista/gawrys_anna.html
            • triss_merigold6 Re: Odezwała sie rosa .... 22.06.14, 22:52
              No więc o to chodzi. Warto inwestować w dokształcanie i podnoszenie kwalifikacji jeśli daje to szybki konkretny efekt finansowy, a inwestycja się zwraca. W przeciwnym wypadku to marnowanie kasy, czasu i pogrążanie się w iluzjach. Jeśli nie ma rezultatów finansowych, to wszystkie te kursy, grafiki, języki, podyplomówka o kant d...potłuc. Od tego się tylko dziuni jeszcze bardziej w głowie przewraca, bo myśli że jak taka szkolona to już na bank zasługuje na ów luksus.
            • rosapulchra-0 Re: Odezwała sie rosa .... 22.06.14, 23:20
              Oj, mamuska, powsiągnij swoją wyobraźnię względem mojej osoby. Jedna awantura o za drogie zakupy wiosny nie czyni.
          • antychreza Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 23.06.14, 12:33
            > Otóż to!
            > Biedny bezrobotny miś robiący kobiecie awantury, bo kupuje miesięcznik za 10 zł
            > . Bardzo jestem ciekawa, jakby obrończynie misia się zachowały, gdyby miały w d
            > omu takiego nieroba, który się awanturuje o pistacje.

            Jak mój chłop porzucił etat na rzecz robienia doktoratu i został tylko ze stypendium, próbował mi robić awantury np. o to, że została mi na dnie opakowania odrobina czegoś i się zepsuła. Sprowadziłam na ziemię. Tak samo sprowadziłam na ziemię jak próbował mi wmówić, że z tego stypendium stać go żeby co miesiąc kupować butelkę alkoholu w cenie + 70 zł i sery z tego samego przedziału cenowego, a jednocześnie miał pretensje o moje sushi raz na pól roku. Byłoby stać po warunkiem, że to ja płaciłabym za mieszkanie i za zwykły ser za 30 zł. Wyszło mu na zdrowie, znalazł zlecenia w wymiarze czasu niekolidującym z uczelnią i teraz stać go i na rachunki i na zachcianki. I odczepił się od sushi.
        • bi_scotti Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 03:23
          misterni napisała:

          > Bo w tym wątku na to wygląda, że same zasuwacie jak Orange, a mężusiowie grzeją
          > tyłki na bezrobociu i wam to nie przeszkadza.

          wink
          Moge o sobie, bo doswiadczylam smile Zasuwalam przez kilka dobrych lat tak, ze czasem nie bylo kiedy taczek naladowac. Maz byl w domu z dziecmi i przez pierwsze lata tylko sporadycznie byl w stanie dokladac sie do budzetu. Na poczatku bylo skrajnie ubogo (pisalam - nie stac mnie bylo na podpaski, o istnieniu pistacji nie pamietalam dlugo wink ), powoli robilo sie ciut lepiej ale tez i przybywalo nas do gara (w tzw. miedzy czasie urodzilo sie 3 dzieci, w tym jedno niespelnosprawne) wiec te zmiany na lepsze byly bardzo "niuansowe". Gdyby mi w tamtych latach maz moj ukochany i jedyny probowal marudzic, ze swiat jest zly, bo on nie moze tych pistacji czy miekszego papieru toaletowego to, jak slowo daje, chyba bym go na zywca meskosci pozbawila albo zastosowala jakies inne kesim! Szczesliwie mysmy nadawali na tych samych falach, zadne z nas nie mialo potrzeby sabotowania wspolnego budzetu i oboje potrafilismy prowadzic bardzo powazne rozmowy czy stac nas na wieksze czy tylko na mniejsze pudelko sour cream ... Ja moge nawet zrozumiec, ze sie komus pistacje snia albo ze stresuje sytuacja z brakiem pracy meza czy wlasna praca ponizej kwalifikacji - to sa normalne, ludzkie reakcje na te przyslowiowe siedem chudych lat, ale co innego zatesknic za smakiem czegos tam, a co innego zyc ponad stan gdy naprawde nie ma innej opcji procz one simple solution: zacisnac pasa.
          • misterni Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 07:03
            Ale przecież ona nie żyje ponad stan. Ona wyraźnie pisze, że nie stać jej na te nieszczęsne gazety, torebki i kremy, i ich nie kupuje.
            A że pistacje dla dziecka? To naprawdę taki luksus, że aż awantura musiała być z tego powodu?
            Priorytety, priorytetami, ale chłop, co zamiast wziąć się do roboty rzuca się o garść orzechów, jest do odstrzału IMO.
            I nie porównuj swojej sytuacji, bo Twój mąż zajmował się małymi dziećmi i najwyraźniej to była Wasza wspólna decyzja, czego nie można powiedzieć o sytuacji panującej w domu autorki.
            • kagrami Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 12:31
              No właśnie.
              Kolorowe czasopismo, orzeszki i miękki papier toaletowy. Luksus, na który nie każdego stać.\

              O czym w ogóle niektóre piszecie, jaka "księżniczka"?? Na normalne życie nas nie stać tutaj.

              Witamy w Polsce XXI wieku................

              uncertain
              • lusitania2 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 13:06
                kagrami napisała:


                > Na normalne życie nas nie stać tutaj.


                jednych stać, innych nie stać.
                Jak w każdym innym miejscu na kuli ziemskiej.

                > Witamy w Polsce XXI wieku................
                >
                niestety, za bycie głupim/leniwym nigdzie dobrze nie płacą.
                (no, może w Norwegii sądząc po postach jednej "oj"...).
              • makurokurosek Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 15:31
                Autorka jasno napisała w obecnej chwili nas nje stać, bo mąż stracił pracę . Nie znam kraju w którym jedna przeciętnie zarabiająca osoba, z niezbyt wysokimi kwalifikacjami ( bo sorry uczelnie prywatne w Polsce to raczej szkoły humoru, tak więc ich papier kompletnie nic nie daje ) i bez doświadczenia była w stanie zarobić na całą rodzinę i kredy hipoteczny. Jeżeli znasz taki kraj to może podziel się swoją wiedzą.
                • misterni Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 15:40
                  makurokurosek napisała:

                  ( bo sorry uczelnie prywatne w Polsce to raczej szkoły humoru, tak więc ich papier kompletnie nic nie daje )

                  Oj, nie zawsze.
                  • makurokurosek Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 16:03
                    Nie , nie wszystkie ale tych mających jakieś znaczenie jest tylko kilka na cełe multum szkół humoru i po nich tak jaki po renomowanych kierunkach na państwowych uczelniach dostaje się od ręki sporo więcej niż 2500 netto. Tak więc nie sądzą, aby autorka kończyła coś więcej niż szkołę humoru.
                  • oronga79 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 16:03
                    Tak jak już pisałam - mam skończone kilka kierunków, dzienne na prywatnej, ale także studiowałam na państwowej wg rankingów na 5 miejscu w Polsce wg rankingu Perspektyw 2013.
                    Nie będę się rozpisywać ze szczegółami bo to już nie ma znaczenia.
                    Jestem znów zdziwona ile złośliwości jest w niektórych osobach, bo zdążyłam przeczytać naprawdę ostre komentarze w stylu "wyp..... za granice i nażryj się tych pistacji".
                    Temat jest zakończony myślę, a próbuję się doczytać czegoś konstruktywnego dla siebie z tego forum, ale muszę przyznać, że więcej jadu jak zwykle, chyba zakończę pisanie.
                    Tytuł dałam trochę kontrowersyjny bo byłam wściekła i sfrustrowana i liczyłam na odzew.
                    Oczywiście nie zamierzam sie rozwodzić i stać się jeszcze biedniejsza, bo nie o to mi chodzi.
                    Jak zwykle dostało się mnie, bo "miałam lepiej i narzekam", jestem zbyt marzycielska, trwonię pieniądze na pistacje które lubię ja i dziecko, nie doceniam męża który stara się w tym małżeństwie o wiele mniej ode mnie i nie zwraca w ogóle uwagi na to co ja bym chciala i to olewa.
                    Wolałabym być bezrobotną "wózkową" z osiedla palącą papierosy i łażącą od rana do wieczora po koleżankach.
                    KONIEC


                    • makurokurosek Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 16:13
                      Jeżeli posiadałabyś choć trochę rozumu, to nie stawiałabyś na jednej szali
                      szmatławego pisma i pistacji, a na drugiej rodziny.
                      Fochy z powodu szmatławego pisma można stroić gdy się nie ma dzieci, teraz to jesteś przede wszystkim za nie odpowiedzialne i twoim zasranym obowiązkiem jest zrobić wszystko by starczało na ich podstawowe potrzeby a nie żyć na kredyt bo muszę pistację mieć.

                      Rozumiem, gdyby chodziło o twoje zainteresowania, czy rozwój zawodowy, gdyby chodziło o gazetę czy książki rozwojowe ale nie szmatławca dotyczącego życia gwiazd.
                      Nie wiem jaki kierunek kończyłaś ale raczej coś mizernego bo w głowie jak widać pustka, a wiedzy, umiejętności i doświadczenia kolejnymi studiami nie zastąpisz.

                      " Jak zwykle dostało się mnie, bo "miałam lepiej i narzekam", jestem zbyt marzyci
                      > elska, trwonię pieniądze na pistacje które lubię ja i dziecko,

                      Lubię wiele rzeczy ale gdy nie mam kasy to po prostu ich nie kupuję, bo wolę się obyć niż robić kolejne długi.

                      " nie doceniam męż
                      > a który stara się w tym małżeństwie o wiele mniej ode mnie i nie zwraca w ogól
                      > e uwagi na to co ja bym chciala i to olewa.

                      Czy ty zwracasz uwagę na to co on by chciał, bo z tego wątku raczej wynika że od samego początku próbujesz go zmienić, próbujesz z niego zrobić kogoś kim nigdy nie była.
                      Wzięłaś sobie prostego robotnika i masz pretensje, że nie jest elokwentnym i wykształconym przedstawicielem wyższej kadry managerskiej.

                      "> Wolałabym być bezrobotną "wózkową" z osiedla palącą papierosy i łażącą od rana
                      > do wieczora po koleżankach.
                      > KONIEC

                      to że wolałabyś być bezrobotną, na którą ktoś by pracowała widać po pierwszym poście
                    • triss_merigold6 Krótka piłka 22.06.14, 16:18
                      Krótka piłka - skoro pan się nie stara i nie zamierza starać oraz nie zwraca uwagi na to co byś chciała, to się rozwiedź. Nie truj d..y tylko się rozwiedź.
                    • antychreza Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 23.06.14, 12:53
                      I co z tego, że lubicie jak was nie stać. Ja też bym chciała pistacje. Niesolone. 3 razy droższe. Ciastka bym sobie upiekła. Nie stać mnie, nie kupię sobie. Co z tego, że lubię? Na tym polega dorosłość, że jak wiesz, że nie możesz, to sobie nie kupujesz.
                      A jak jesteś niezadowolona ze związku, to go zakończ. Będzie taniej o jedzenie, które przejada i media, które zużywa mąż. Ale na pistacje dalej nie będzie cię stać.
              • edelstein Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 20:59

                No właśnie.
                > Kolorowe czasopismo, orzeszki i miękki papier toaletowy. Luksus, na który nie k
                > ażdego stać.\
                >
                > O czym w ogóle niektóre piszecie, jaka "księżniczka"?? Na normalne życie nas ni
                > e stać tutaj.
                >
                > Witamy w Polsce XXI wieku................

                Co ty pierdzielisz.Nawet moja babcie emerytke na to stac.Polska to nie Afryka.Osobiscie nie pamietam szarego papieru,u Nas w domu byl zawsze miekki,kolorowy,pistacje tez byly i to x lat do typu,a Mama prenumerowala "Twoj styl".tongue_out

                "Znasz mnie lepiej niż ja siebie? Widziałeś mnie na glebie?
                Znasz upadek i cierpienie? Znasz każde wydarzenie,
                Które miało wpływ na mnie? Znasz mnie lepiej niż ja klaunie?...
                Śmiejesz się,zgadnij,kto się będzie śmiał ostatni"
                • kagrami Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 30.06.14, 10:04
                  Mojego ojca emeryta stac na wszystko za 1/3 emerytury.
                  Ale wielu moich znajomych pracujących nie stać na pistacje. Szczególnie jak mają dzieci.
            • kk345 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 20:39
              misterni napisała:
              > A że pistacje dla dziecka? To naprawdę taki luksus, że aż awantura musiała być
              > z tego powodu?

              Misterni, policz moze sobie na palcach- jeśli masz 20 złotych na całodzienne wyżywienie trzech osób,a wydasz jednorazowo 6 zlotych na 15 dkg pistacji, to duzo, czy mało? Tak, w tej konkretnej sytuacji to JEST chwilowo luksus, sorry.
              • misterni Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 21:36
                I dlatego pan powinien ruszyć dupę i dorobić do tych 600 zł. A nie pieklić się o 6 zł.
                • kk345 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 22:22
                  Życie w twojej interpretacji staje się tak rozkosznie proste...
                  Nie oceniam, czy ktoś powinien dorobić, czy nie, tylko piszę, ze jesli nie ma na chleb, to nie je się ciastek. Proste, brutalne,logiczne.
                • antychreza Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 23.06.14, 12:57
                  I co z tego, ze powinien. Od tego, że powinien w tej chwili nie mają więcej pieniędzy, a z tego, co mają nie stać ich na te nieszczęsne pistacje.
            • memphis90 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 23.06.14, 17:18
              Jak nie kupuje, jak kupuje?
              "mega drogie gazety luksusowe twój styl za 10zl, miękki papier toaletowy, pistacje i kremy.
              w sumie nadprogramowe 200zl w miesiącu za które możnaby kupić mieso, kasze i cebulę. "
              Sorry, masz 600zł na jedzenie, a 200 przepieprzasz na orzeszki, gazetki i kremy...?
        • naomi19 Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 10:31
          tylko, że pn nigdy nie byl orlem biznesu
          zawsze cos tam niby robil, po czym to rzucal
          rodzina ja pstrzegala
          ale ona go kochala (rzyg)
          jakiez to romantyczne (rzyg)
          a teraz przyszlo zycie

          i problem jest taki- ona pana meza NIE ZMIENI w orla biznesu bo jest nieudacznikiem
          i nim pozostanie, no chyba ze sam z siebie sie zmieni (w co nie wierze)
          wiec albo akceptuje taka sytuacje i zre kapuste z boczkiem i zapomina o pistacjach
          albo bierze rozwod, wiec dostaje alimenty od mezunia, a prac gai mu nie trzeba i rozgladac sie za kims dobrze rokujacym mozna

          a ona by chciala nie zmieniac nic, ale zeby jej sytuacja sie zmienila i zeby przyjechala ciezarowka pistacji, a tak sie nie da
          • misterni A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:04
            Silny, młody facet, nawet jeśli jest kompletnie bez wykształcenia i żyłki do biznesu, jest wstanie zarobić chociażby 1500 zł miesięcznie. Co w sytuacji tej rodziny dałoby bardzo dużo.
            • triss_merigold6 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:07
              Tylko, że mąż autorki nie jest silnym młodym facetem.
              • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:10
                Jest niedołężnym staruszkiem?
              • rosapulchra-0 Re: A wszystko musi być czarno białe? 23.06.14, 06:30
                triss_merigold6 napisała:

                > Tylko, że mąż autorki nie jest silnym młodym facetem.

                A kim? Starcem opierającym się na balkoniku?
                • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 23.06.14, 23:54
                  Mąż autorki ma 42 lata, więc jak najbardziej całkiem w siłach.
            • najma78 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:13
              misterni napisała:

              > Silny, młody facet, nawet jeśli jest kompletnie bez wykształcenia i żyłki do bi
              > znesu, jest wstanie zarobić chociażby 1500 zł miesięcznie. Co w sytuacji tej r
              > odziny dałoby bardzo dużo.

              Autorka watku napisala ze jej maz powiedzial ze pracy szuka i szukal bedzie i gdy znajdzie taka za 1600 zl netto to wezmie bez wybrzydzania. Jednam odnioslam wrazenie ze autorki watku to nie zadowala. Mysle ze ona porownuje meza z ojcem, przy czym maz jest przeciwienstwem rodzica a wiec juz na starcie przegrywa.
            • naomi19 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:20
              silny, młody facet?
              ale ty chyba nie o mężu autorki? big_grin
              ani nie mlody, ale nie zaradny, co zaczyna jakiś 'projekt' to zaraz go rzucic, bo lepiej na bezrobociu big_grin

              dla takiego nawet 1500 to oszalamiajaca suma
              • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:23
                No to tym bardziej źle o nim świadczy, a tu ma tłum obrończyń.
                • triss_merigold6 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:29
                  Chyba czegoś nie rozumiesz. Ten facet zawsze taki był. Nie zmienił się na gorsze po ślubie, nie stał bardziej leniwy, bardziej skąpy i minimalistyczny. Był za granicą żeby pracowac i nie wrócił z konkretnymi oszczędnościami, własna firma też mu nie wyszła. Autorka obserwuje go i żyje z nim od 9 lat, a nie od wczoraj.
                  Widziały gały co brały, przy jej przekonaniach, potrzebach i przekazie wyniesionym z domu nie powinna była wybierać tego konkretnego faceta (albo wybrać, sprawdzić w praktyce i rozwieść się po roku-dwóch).
                  Skądinąd, po lasce, która angażuje się w MLM nie można spodziewać się szczegolnej bystrości ani umiejętności przewidywania.
                  • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:40
                    Ależ ja to rozumiem. Ale źle wybrała, to nie powód, żeby torpedować wszystko co robi, bo to zasadniczo nie ona działa na szkodę rodziny.
                  • lauren6 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 16:21
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Chyba czegoś nie rozumiesz. Ten facet zawsze taki był. Nie zmienił się na gorsz
                    > e po ślubie, nie stał bardziej leniwy, bardziej skąpy i minimalistyczny. Był za
                    > granicą żeby pracowac i nie wrócił z konkretnymi oszczędnościami, własna firma
                    > też mu nie wyszła. Autorka obserwuje go i żyje z nim od 9 lat, a nie od wczoraj.

                    Sama sobie zaprzeczasz. 9 lat temu autorka planowała życie z człowiekiem, który miał jakieś ambicje: założenie własnej firmy, zarobienie pieniędzy za granicą itd. Trochę się różni od mężczyzny, który siedzi na bezrobociu i praca za minimalną pensję to dla niego szczyt marzeń.

                    Czy kobieta ambitna, rozwijająca się zawodowo, kombinująca jak awansować i zarobić więcej ma prawo czuć się oszukana? Ma. Ma prawo się wkurzać, że bezrobotny mąż wytyka jej 10 dag pistacji czy lepszy papier toaletowy? Moim zdaniem ma.

                    Pisanie o niej, że jest oderwaną od rzeczywistości księżniczką, w sytuacji gdy jest jedyną żywicielką rodziny, w bardzo trudnej sytuacji materialnej i psychicznej świadczy tylko i wyłącznie o oderwaniu od rzeczywistości niektórych ematek.
                    • triss_merigold6 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 16:30
                      Przeczytaj jej wątek sprzed roku. Wzięła gościa po trzydziestce, który nie miał konkretnego zawodu, konkretnych umiejętności, niczego własnego i przed którym ostrzegała ją rodzina. Z tego co pisze ów mąż pracę stracił teraz, niedawno. Zresztą jak rok temu zarabiał tyle co ona, to tez miała focha że nie jeżdżą na zagraniczne wycieczki jak jej koleżanki.
                      Mąż jej jasno powiedział, że jemu starcza i mówi to od lat. Może jej się to nie podobać, może ją boleć, rozczarowywać etc. i do niej należy decyzja, co z tym zrobi.

                      Ambitna to ona jest i co z tego skoro ma te 35 lat, tysiąć pińcet kursów od Sasa do Lasa i wciąż zarabia tak samo niewiele. Angażowanie się w MLM jest najlepszym dowodem na jej znajomość rynku i poziom IQ.
                      W kontekście rojeń o powrocie do dzieciństwa w domu z ogrodem, owszem jest oderwaną od rzeczywistości księżniczką.
                      • lauren6 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 16:46
                        Dom z ogrodem to jest jakieś wygórowane marzenie zarezerwowane dla klasy wyższej, czy jednak rzecz normalna dla osób z klasy średniej? Laska kiedyś do tej klasy średniej należała, teraz żyje w biedzie i chce się z tej biedy wyrwać. Mąż zamiast razem z nią walczyć o lepszy byt dla rodziny ciągnie ją w dół i stara się przekonać, że bieda to stan ok.
                        • triss_merigold6 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 16:56
                          Nienie, to jej tatuś należał do klasy średniej, a ona z tego korzystała jako dziecko i nastolatka.
                          Po śmierci tatusia nie potrafiły z matką utrzymać statusu i uj trafił dom z ogrodem oraz przynależność klasową.
                          Żyje w biedzie, bo mało zarabia, a majątku nie odziedziczyła. Po rozwodzie przy tych dochodach jakie ma (+ może z 500 zł alimentów), też byłaby biedna. Mąż rzecz nabyta, może się rozwieść jeśli to mąż jest ciężarem.
                          • lauren6 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 17:44
                            > Żyje w biedzie, bo mało zarabia, a majątku nie odziedziczyła. Po rozwodzie przy
                            > tych dochodach jakie ma (+ może z 500 zł alimentów), też byłaby biedna. Mąż rz
                            > ecz nabyta, może się rozwieść jeśli to mąż jest ciężarem.

                            Bez męża i mieszkania na kredyt wbrew pozorom będzie jej łatwiej.
                • najma78 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 13:50
                  misterni napisała:

                  > No to tym bardziej źle o nim świadczy, a tu ma tłum obrończyń.

                  Ale co o nim zle swiadczy? To ze woli wziac prace za 1600zl na reke niz pozostac bezrobotnym na utrzymaniu zony? A moze bycie realista zle o nim swiadczy? Moze on zdaje sobie sprawe ze w rejonie gdzie mieszkaja w odleglosci powiedzmy tych 30 km od domu z jego umiejetnosciami on nie znajdzie latwo lepiej platnej pracy. Moze nie chce wyjezdzac ani harowac po 12h dziennie tylko po to zeby zarobic te 2000? Nie kazdy ma potrzebe podcierania tylka wytlaczanym pachnacym papierem. Moze autorka watku nie powinna byla sie z nim wiazac skoro wiedziala jaki jest? Albo rozstac sie zanim pojawilo sie dziecko? Czy dolozenie do buzdzetu 1600 zl to takie nic? To chyba wystarczy aby kupowac kolorowa makulature, pistacje i krem za 50 zl? Jesli autorka chce spelniac jakies drogie marzenia to rada meza zeby sama zapracowala na to jest chyba fair?
                  • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 14:25
                    najma78 napisała:

                    Ale co o nim zle swiadczy? To ze woli wziac prace za 1600zl na reke niz pozostac bezrobotnym na utrzymaniu zony? A moze bycie realista zle o nim swiadczy?

                    Realistą? W jego przypadku 1600 netto to dużo, w małym miasteczku właściwie nieosiągalne. A on, o ile dobrze zrozumiałam, nie pójdzie pracować za mniej, tylko woli właśnie być na utrzymaniu żony i robić aferę o 15 dkg pistacji.
                    • paszczakowna1 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 14:35
                      > A on, o ile dobrze zrozumiałam, nie pójdzie pracować za mniej, tylko
                      > woli właśnie być na utrzymaniu żony i robić aferę o 15 dkg pistacji.

                      oświadczył, że jak znajdzie za 1600zł na rękę to bierze i nie będzie wybrzydzał

                      Polska język trudna język.
                      • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 14:56
                        paszczakowna1 napisała:

                        oświadczył, że jak znajdzie za 1600zł na rękę to bierze i nie będzie wybrzydzał
                        Polska język trudna język.

                        Tak, polski to trudny język, ale chyba dla ciebie - powyższe zdanie świadczy o tym, że płaca mniejsza niż 1600 netto będzie dla niego za niska, skoro dopiero przy pułapie 1600 nie będzie wybrzydzał.
                        • falka_85 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 15:00
                          > Tak, polski to trudny język, ale chyba dla ciebie - powyższe zdanie świadczy o
                          > tym, że płaca mniejsza niż 1600 netto będzie dla niego za niska, skoro dopiero
                          > przy pułapie 1600 nie będzie wybrzydzał.
                          Albo, że weźmie każdą robotę, niekoniecznie dobrze płatną i nie będzie wybrzydzał. Ja tak to zrozumiałam.
                    • falka_85 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 14:36
                      > A on, o ile dobrze zrozumiałam, nie pójdzie pracować za mniej, tylko
                      > woli właśnie być na utrzymaniu żony i robić aferę o 15 dkg pistacji.
                      Obawiam się, że źle zrozumiałaś. Przeczytałam jeszcze raz post z pracą za 1600zł i wyraźnie chodzi o to, że mąż chce się zadowolić byle jaką robotą za 1600zł przez co nie starczy na realizację marzeń, zamiast szukać pracy z pensją taką, żeby na realizację marzeń starczyło.
                      • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 15:00
                        Chyba jednak dobrze zrozumiałam, co jest oczywiste zwłaszcza w kontekście, że pan ma w odwłoku poziom życia rodziny i woli siedzieć na bezrobociu niż podjąć jakąkolwiek pracę.
                        Jeśli się mylę, niech autorka sprostuje.
                    • najma78 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 15:31
                      misterni napisała:

                      > najma78 napisała:
                      >
                      > [i]Ale co o nim zle swiadczy? To ze woli wziac prace za 1600zl na reke niz pozo
                      > stac bezrobotnym na utrzymaniu zony? A moze bycie realista zle o nim swiadczy?[
                      > /i]

                      Ale 1680 to zdaje sie jest minimalna placa brutto prawda? Wiec netto bedzie troche mniej. Autorka nie napisala ze maz za najnizsza place kategorycznie pracy odmawia. Wiec skoro stara sie aby zarobic wiecej niz minimim to zle o nim nie swiadczy.

                      • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 15:45
                        Ponoć powiedział, że: "jak znajdzie za 1600zł na rękę to bierze i nie będzie wybrzydzał."
                        1600 zł na rękę, to jest netto, brutto wychodzi około 2500.
                        Mówię Ci, że to nierealne w małym miasteczku dla kogoś, kto nie ma dobrego zawodu.
                        A z tego co ja zrozumiałam, praca za mniejsze pieniądze go nie satysfakcjonuje. Inaczej już dawno bym pracował, chociażby za połowę i ewentualnie szukał czegoś lepszego.
                        • najma78 Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 16:54
                          misterni napisała:

                          > Ponoć powiedział, że: "jak znajdzie za 1600zł na rękę to bierze i nie będzie wy
                          > brzydzał."

                          ale powiedzial "placy innej niz 1600 netto nie podejme"?

                          > 1600 zł na rękę, to jest netto, brutto wychodzi około 2500.
                          2500 brutto to 1808 netto gwoli scislosci.

                          > Mówię Ci, że to nierealne w małym miasteczku dla kogoś, kto nie ma dobrego zawo
                          > du.

                          Skad wiesz, autorka ma za 2500 netto.

                          > A z tego co ja zrozumiałam, praca za mniejsze pieniądze go nie satysfakcjonuje.
                          > Inaczej już dawno bym pracował, chociażby za połowę i ewentualnie szukał czego
                          > ś lepszego.

                          Mysle ze sobie dopowiadasz. Poza tym pracujac nie tak latwo szukac innej pracy.

                          • misterni Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 21:31
                            najma78 napisała:

                            Skad wiesz, autorka ma za 2500 netto.

                            Autorka ma lepsze wykształcenie.

                            Mysle ze sobie dopowiadasz. Poza tym pracujac nie tak latwo szukac innej pracy.

                            Raczej sobie nic nie dopowiadam.
                  • attiya Re: A wszystko musi być czarno białe? 22.06.14, 16:49
                    czyli autorka jak chce gazetę za 10 zeta i krem za 30 zeta ma iść do dodatkowej pracy i harować po 12 na dobę ale pan będzie pracował góra 8 i jest ok? Co jeszcze ma autorka zrobić, zeby z kolei jechać raz w roku na tydzień na wczasy? iść do trzeciej pracy?
        • makurokurosek Re: A panie niczego od mężów nie wymagają? 22.06.14, 15:26
          Swój obecny status finansowy zawdzięczam zarówno swojej pracy, pracy mojego partnera jak i wsparciu naszych rodziców. Nie zawsze mieliśmy kolorową sytuację , zresztą sama pochodzę z rodziny gdzie po śmierci ojca finansowo było bardzo ciężko dlatego kompletnie nie rozumiem życia na kredyt tylko dlatego, że musze sobie kupić plotkarski magazyn tudzież dość luksusowe produkty. Nie mam , nie stać mnie to nie kupuję.

          Natomiast pracę może stracić każdy, dziś nie pracuje mąż za rok może nie pracować autorka, tym bardziej że łatwiej pracę znajdzie robotnik niż kobieta z wyższym wykształceniem ale bez większego doświadczenia.

      • sanciasancia Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 02:17
        > Jeżeli tak bardzo potrzebujesz luksusów, że jesteś w stanie poświę
        > cić dla nich własne małżeństwo to zatrudnij się w agencji towarzyskiej albo zna
        > jdź sponsora.
        Raczej ten mąż na bezrobociu powinien, bo jak na razie dziewczyna jest jedynym żywicielem rodziny.
        • naturella Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 04:53
          Wiesz co, moj maz tez nie ma wyższego wykształcenia, bo z rożnych powodów musiał rzucić studia na którymś roku. Jak sie poznaliśmy, to był sobie specjalista logistyk w jakiejś małej firmie teleinformatycznej, pracował tam od lat, w życiu nie pisał CV, a do pracy chodził w bojówkach i swetrze. Zarabiał 1200 zł, bo po obcięciu pensji przez właściciela firmy nawet nie pomyslal, zeby prace zmienic. Jak dostał wypowiedzenie po 10 latach pracy, to świat mu sie zawalił, bo wydawało mu sie, ze nic innego robić nie umie.

          Teraz, po 5 latach od tamtej chwili jest dyrektorem w dość wąskiej branży, i to tak cenionym, ze przy zmianie pracy nawet CV nie musi wysyłać. Oczywiście ma je, tak dopieszczone, ze mucha nie siada. Ale dojście do tego momentu jego kariery to było sporo pracy - mojej rownież. Gadania, tłumaczenia, wskazywania rozwiązań, wspierania, a także takich pie...jak wybieranie z nim garniturów, koszul i krawatów na początku. Ale przede wszystkim, najważniejsze było popchnięcie do przodu kogoś, kto w siebie nie wierzył, pochodził ze skromnej rodziny, nie miał potrzeb, czy inaczej: nie umiał ich miec, nie miał aspiracji ani zacięcia do walki. Zmiana image'u, dużo nauki z nowej branży, ja wzięłam na siebie niemal cała organizacje życia rodzinnego, zeby nie musiały paść z jego strony słowa podczas zebrania z zarządem "muszę wyjść, bo dziecko chore".

          Teraz mamy stabilizację i odcinają kuponów. Maz zmienia prace kolejny raz, teraz juz jest rozważany na wysokie stanowiska.

          Jak jestes taka wykształcona, jak piszesz, a twój maz taki nierokujacy, to mu pomóż, bo zawsze bedziesz kasze jadła. Jak sie powiedziało A, wychodząc za maz, to trzeba powiedzieć B, na tym polega związek. Dla mnie bardzo, ale to bardzo smutny wątek, pokazujący, jacy ludzie sa niedojrzali i roszczeniowi. Maz, państwo, wszyscy winni, ze Twojego Stylu nie możesz kupić. Ratunku, ja takie elementarne kwestie zrozumiałam w wieku 25 lat, gdy przy pracy na pełen etat w administracji rządowej, stać mnie było na bułki i pasztet. Albo praca nad sobą i zdobywanie doświadczenia, przy wychwytywaniu okazji i pełnej czujności, albo bułki z pasztetem. Wykształcenie i kursy nikomu jeszcze dobrej pensji nie załatwiłysad
          • zlotonaiwnych Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 07:35
            Małżeństwo to związek na dobre i na złe. W moim małżeństwie jest tak, że jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi. J jeśli współmałżonkowi powinie się noga, bo np. stracił pracę i trzeba zacisnąć pasa to robię to - smaruję się kremem z Biedronki i zamiast pistacji jem marchewkę. Trudno. Ale tu potrzebna jest miłość, a w związku założycielki wątku chyba jej zabrakło...
            • antychreza Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 13:06
              Amen.
              Tylko gorzej jak jedno nie "zauważy", że trzeba obniżyć poziom i trzeba je sprowadzić na ziemię.
    • rosapulchra-0 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 02:52
      Dajcie jej spokój z tymi paczkami. Żadnej z was nie zdarzyło się popełnić błędu? Takie wszystkie doskonałe jesteście? suspicious
      • lauren6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:02
        Taka jestem doskonała, że nie obiecałam biednemu dziecku prezentu, którego nigdy nie wysłałam. To sobie poprawiłam humor z rana suspicious
    • guderianka Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 07:41
      Nie pistacje są problemem ale Ty. Ciągle się uczysz, dokształcasz i g...o masz, nawet męża z którego nie jesteś zadowolona. Wyjedź, nie zatruwaj sobie życie złym powietrzem w Polsce. Za granicą będziesz zmywać i będziesz żreć pistacje.
    • kropkacom Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 07:58
      Nie byłabyś pierwszą i nie ostatnią osobą której małżeństwo skończyło się przez pieniądze. I emateczki to bardzo dobrze wiedzą. Wiedzą też, że długotrwałe odmawianie sobie i życie na minimum powoduje frustracje. Co ciekawe też, na pewno zdają sobie sprawę jak ważne jest wykształcenie i dokształcanie się. Do tego nie jedna tu pogoniłaby już dawno gołodupca.

      Moim zdaniem czas stworzyć wspólny front. Wdrożyć długoterminowy plan. Szukajcie oboje nowej pracy gdzieś dalej. Mieszkanie można wynająć. Wygospodarujcie sobie też niewielką kwotę na te "pistacje". Może niech to nie będzie sześć gazet co miesiąc, a jedna.
      • stacie_o Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:25
        Racja, gdyby pan mąż zahaczyl się na budowie to mieliby jakieś 2 tys więcej i na pistacje by starczyło.
    • lauren6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:24
      Ematki jak zwykle nakręciły się w nagonce na autorkę wątku zamiast chwilę się zastanowić.
      Rodzina ma dochód 2500 zł na pół i to podzielić na 3 osoby. To jest bieda. Już pomijam kto jest winny tej biedy. Do tego można powiedzieć, że to bieda pracująca, bo autorka jednak zarabia, a mimo to mają zawrotną kwotę 600 zł na życie. Ematki już osądziły, że autorka to księżniczka, której się w d... poprzewracało. Ok, a która z jematek nie byłaby sfrustrowana, gdyby mimo pracy, dokształcania się musiała zrezygnować z artykułów pielęgnacyjnych, pracy, wakacji ze słoikami w Chorwacji itd.? Tak łatwo się mówi: zrezygnuj, bo inaczej jesteś księżniczką. Same potrafiłybyście zrobić to samo, wiedząc że nieprędko wrócicie nawet do tego minimalnego poziomu życia, zamiast ciągłego oszczędzania na wszystkim?

      Mało która odważyła się tutaj oskarżyć męża, który poza wymaganiami nie daje tej rodzinie nic od siebie. Laska haruje w pracy, żeby mieli za co żyć, a on jej robi dżihad z powodu ceny papieru toaletowego? Sorry, ale zdrowy chłop w średnim wieku, nawet bez wykształcenia, zawsze znajdzie jakąś pracę. Na budowie, jako złota rączka, jako pomoc przy przeprowadzkach, kierowca - cokolwiek. Jeśli chłop siedzi od dłuższego czasu na bezrobociu to moim zdaniem ze zwykłej wygody, bo mu dobrze żyć na utrzymaniu żony. Traktowanie jej jako źródła utrzymania i jeszcze gonienie za drobne (podkreślam: drobne) wydatki na siebie jest obrzydliwe.

      Kolejna sprawa: te kursy, studia. Przecież nic nie dają autorce wątku, sama przyznaje, że do lepszej pracy potrzebne są znajomości. Ja bym się jednak zastanowiła czy dokształcanie się to nie jest wymówka i ucieczka przed rodziną. Wygląda na to, że pieniądze to wątek poboczny, bo w tym domu po prostu nie ma miłości.

      Rozwód? W tej chwili z jej pensji musi utrzymać 3 osoby, będzie musiała 2. Sprzedają mieszkanie, spłaca kredyt, dziecko dostaje ona, bo przecież nie bezrobotny mąż. Może przeprowadzić się do dowolnego dużego miasta w Polsce i tam szukać lepszej pracy. Zakładam, że dziecko starsze i załapie się na obowiązek przedszkolny/szkolny. Imo to nie jest taka głupia opcja. Tylko, że nie nazwałabym tego rozwodem z powodu pistacji, tylko rozwodem z powodu nieróbstwa i postawy roszczeniowej faceta.

      • stacie_o Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 08:31
        Masz rację, ale z drugiego wątku wyłania się inny ,obraz. Ona rozpuszczona marzycielka on len i dusigrosz. Gorzej się dobrać nie mogli.
        • misterni Ale mimo wszystko ta rozpuszczona marzycielka 22.06.14, 21:53
          pracuje i stara się coś poprawić w swoim życiu.

          stacie_o napisała:

          Ona rozpuszczona marzycielka on len i dusigrosz.
          • stacie_o Re: Ale mimo wszystko ta rozpuszczona marzycielka 23.06.14, 08:23
            Niby tak. Tylko, że te jej działania jak widać na niewiele się zdają. To tak jakby pewnego dnia wymyśliła, że zostanie primabaleriną bo one tyle zarabiają, że hohoho i zapisałaby się na zajęcia baletowe do domu kultury.
      • paszczakowna1 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 09:39
        > Sorry, ale zdrowy chłop w średni
        > m wieku, nawet bez wykształcenia, zawsze znajdzie jakąś pracę. Na budowie, jako
        > złota rączka, jako pomoc przy przeprowadzkach, kierowca - cokolwiek. Jeśli chł
        > op siedzi od dłuższego czasu na bezrobociu to moim zdaniem ze zwykłej wygody, b
        > o mu dobrze żyć na utrzymaniu żony.

        Aleś nazmyślała. Ona pisze: "Własnie o te pistacje pokłocilismy się znowu bo mąż stracił pracę a ja kupiłam 15 dag dla dziecka.", z czego, jak na mój gust, jasno wynika, że utrata pracy jest bardzo świeżym wydarzeniem. Zresztą ktoś linkował jej wątek sprzed 10 miesięcy, gdzie mąż pracował i zarabiał tyle co ona. (I też płakała, że nędza, bo kremy musi kupować w Rossmanie.)

        >Traktowanie jej jako źródła utrzymania i je
        > szcze gonienie za drobne (podkreślam: drobne) wydatki na siebie jest obrzydliwe

        Jasne, przy dochodzie 2500 zł/mc 200 zl rozpiżone na duperele to drobiazg. Jak tych 200 zl zabraknie na antybiotyk, buty, albo okulary "ukochanego" dziecka, to cóż, powie się trudno, prawda? Jej się w końcu należy. Obrzydliwe jest zwracać na coś takiego uwagę, a fu.
        • lauren6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 10:21
          paszczakowna1 napisała:

          > Jasne, przy dochodzie 2500 zł/mc 200 zl rozpiżone na duperele to drobiazg. Jak
          > tych 200 zl zabraknie na antybiotyk, buty, albo okulary "ukochanego" dziecka, t
          > o cóż, powie się trudno, prawda? Jej się w końcu należy. Obrzydliwe jest zwraca
          > ć na coś takiego uwagę, a fu.

          Dla mnie jest to argument z cyklu wypominania matce niepełnosprawnego dziecka, że ma ufarbowane włosy i nosi złoty łańcuszek. To, że ktoś jest biedny oznacza, że ma żyć jak ostatni dziad bez żadnych przyjemności w życiu? Czasami właśnie ta paczka pistacji, gazeta, kawa na mieście czy farba do włosów dzielą człowieka przed totalnym upadkiem w czarną rozpacz i dają namiastkę normalności.
          • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 10:24
            10/10
          • ichi51e Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 10:28
            Ale kupowanie ts gdzie 90% to reklamy rzeczy ktorych i tak sobie nie kupi nie jest aby przypadkiem dolujace na dluzsza mete?
            • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 21:57
              Co to jest ts?
              Widać dla niej nie dołujące
              • memphis90 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 17:31
                Twój Styl. Można pożyczyć od koleżanki albo w bibliotece.
        • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 21:55
          paszczakowna1 napisała:

          Zresztą ktoś linkował jej wątek sprzed 10 miesięcy, gdzie mąż pracował i zarabiał tyle co ona.

          I w tym samym wątku była informacja, że znowu zrezygnował z pracy jak PH
      • memphis90 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 17:31
        . Same potrafiłybyście zrobić to samo, wiedząc że nieprędko wrócicie nawet do
        > tego minimalnego poziomu życia, zamiast ciągłego oszczędzania na wszystkim?
        >
        Tak. Nie mówię, że było łatwo, ale nie wydawałam wtedy 200zł miesięcznie (!) na pierdoły i duperele w imię swojej prywatnej higieny psychicznej.
    • po-trafie A co sie zmieni po rozwodzie? 22.06.14, 09:32
      Pomijajac brak pewnej 'elastycznosci' zyciowej (czyli umeiejtnosci przystosowania sie do gorszych warunkow, jesli takowe sa), zastanawiam sie tak konkretnie: co zmieni rozwod?

      Czy nie majac meza, z samej tylko swojej pensji bedzie Cie stac na pistacje, kremy i poziom zycia, na ktorym bylas za mlodu? I - jak rozumiem - okazjonalna pomoc mamie?
      W jaki sposob rozwod polepszy Twoj byt materialny tak, zeby mozliwosci finansowe dorastaly do Twoich oczekiwan?
      • klamkas Re: A co sie zmieni po rozwodzie? 22.06.14, 11:34
        Po rozwodzie może sobie znaleźć kogoś, kto na te kremy i pistacje zarobi wink.
      • misterni Re: A co sie zmieni po rozwodzie? 22.06.14, 13:47
        Wbrew pozorom może zmienić wiele - chociażby to, że nie będzie utrzymywać trutnia.
        • triss_merigold6 Re: A co sie zmieni po rozwodzie? 22.06.14, 13:58
          Rady dotyczące rozwodu otrzymała na f. życie rodzinne jakiś rok temu, kiedy rzewnie pisała o torebce ze skóry. Nie skorzystała.
    • najma78 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 09:32
      Autorko watku mysle ze powinniscie z mezem usiasc i porozmawiac o waszej przyszlosci oraz podjac decyzje i konkretne dzialania. Ty jestes rozpieszczona coreczka tatusia ktora teskni za stylem zycia ktore tatus sposnsorowal i ktore wiesz ze moze byc osiagalne a maz pochodzi z biedy i do tego jest przyzwyczajony. Mysle ze twojego meza takie zycie tez nie zadowala ale takie sa realia tam gdzie zyjecie. Zastanowcie sie wiec nie tylko nad tym na czym zaoszczedzic ale co zrobic aby sytuacje polepszyc. Mysle ze twoje doksztalcanie nic nie da, szkoda na to kasy i czasu. Nie wiem czy twoj maz ma jakiee konkretme umiejetnosci ktore dalyby mu mozliwosc znalezienia pracy? Przyjme ze ma, w koncu pracowal i zarabial i na kredyt bylo was stac. Moze wiec moglibyscie przeniesc sie do miejsca gdzie pracy jest wiecej, sa wieksze mozliwosci, perspektywy ze nie bedzie sie pogarszac a polepszac nawet jesli powoli. Czasem trzeba podjac radykalne kroki aby zmienic cos na lepsze. W tej chwili tupanie nozka i krzyczenie ze ja chce krem, pistacje i drozszy papier toaletowy jest zwyczajnie oznaka niedojrzalosci i tyle. Musisz przyjac do wiadomosci ze znalezliscie sie w bardzo kiepskiej sytuacji materialnej i zaspokajac potrzeby na miare srodkow. Nie chodzi o to aby tak zyc wciaz ale teraz nie ma innego wyjscia. To nie pora aby kupowac rzeczy ktore nie sa pierwszej potrzeby, bez ktorych mozna sie obyc (bez kremu wogole mozna). Twoj maz pewnie tez jest brakiem pracy zestresowany wiec nie dokladaj stresu trwoniac pieniadze.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja