Pistacje powodem rozwodu

    • kadfael Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 10:08
      Wiesz co? Odnoszę wrażenie, że Twój problem polega na tym, że zamiast myśleć, co zrobić żeby stanąć na nogi, więcej zarabiać i móc sobie kupić te nieszczęsne pistacje, Ty kombinujesz, jak sobie je kupić nie mając kasy. A tak się nie da.
    • ichi51e Ot 22.06.14, 10:24
      Przeczytalam pistacje powodem wzwodu... big_grin
      • ichi51e Re: Ot 23.06.14, 21:59
        Jeszcze lepiej. 500 postow bije a ja co czytam?
        Pistacje powodem rozwolnienia
        big_grin
    • deelandra Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 10:26
      Robisz kursy - niemiecki i na bank masz lekkie podstawy, z angielskim to samo, czyli nie mówisz w żadnym języku zapewne, kurs grafiki wektorowej i umiesz stworzyć jakąś wyjątkowo badziewną grafikę, a grafikiem nie jesteś, do tego trzeba mieć talent artystyczny, ty masz podstawy rzemiosła, możesz składać gazetki do lokalnego warzywniaka (pod warunkiem, że DTP na oczy widziałaś), kształcisz się jak pijany konik polny, czyli bez ładu i składu.
      Tego nie, tamtego nie, tego robić nie będziesz, dojeżdżać nie będziesz, w ogóle mało co będziesz, bo zmieniać pracy też nie będziesz.
      Aż królewno na białym koniu spadniesz z niego i złamiesz kark jak 20-go otworzysz chlebak i nie będzie dla dziecka chleba, bo 3-go było na pistacje.
      Jesteś mało rozgarnięta po prostu.
    • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 10:33
      Zadziwajace, jak bardzo panie rzuciły się na Autorkę. Bo ośmieliła się mieć chęć na odrobinę luksusu. Nie na wczasy na Majorce ale na pistacje. No i jak ona śmie studiować podyplomowo- toć to też fanababeria. Zamiast tego- niech weźmie drugi etat. I nocki. A maz...no cóz, jest, jaki jest. "Bo wiedziały gały, co brały", a jakże.

      Najbardziej rozkoszna jest w tym wątku Triss, które zawsze, ale to zawsze wyrzyguje facetom, że za mało zarabiają. A tu- proszę- to Autorka ma więcej zarabiać, a pan -nie. A dlaczego pani, a nie- pan? A bo pani studiuje, a tego Triss nie znosi.

      • najma78 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 11:07
        Studia, studia ale one autorce nic nie daja, nie dostaje dzieki nim pracy dzieki ktorej moglaby wiecej zarabiac. Studia skonczyla na jakiejs prywatnej uczelni sfinansowane przez ojca a jak wiadomo takie studia to sobie mozna o kant tylka, bo to jakosci marnej, plus kursy jezykow i jak ktos napisal z kazdego zna podstawy itd. Autorka zarzuca mezowi brak wyksztalcenia ale sama tez nie ma zadnego konkretnego fachu. Liczy na stanowisko kierownicze dzieki ktoremu zamiast zarabiac 2500 zarabialaby 3000 co i tak nie poprawiloby znaczaco ich sytuacji materialnej. Maz prace mial ale stracil tak bywa. Teraz musi zanlezc nowa a do tego czasu trzeba zacisnac pasa. Autorce watku to sie nie podoba. Zreszta odnioslam wrazenie ze jej sie wogole nie podoba zycie malzenskie bo maz nie jest jak jej ojciec i nie sponsoruje jej komfortowego zycia.
        • annajustyna Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 11:10
          A to ona nie wiedziala za kogo wychodzi? Myslala, ze za mlodego Kulczyka, a dopiero po slubie wyszlo, ze za golodoopca?!
      • lusitania2 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 11:10
        vilez napisała:

        > Zadziwajace, jak bardzo panie rzuciły się na Autorkę.

        Zadziwiające to jest ile w niektórych e-matkach jest przyzwolenia na żerowanie na innych.

        >Bo ośmieliła się mieć chęć na odrobinę luksusu.

        dla mnie pani może mieć chęć i na całe tiry luksusu. Nie tylko pistacji, kolorowej makulatury czy skórzanych torebek ale brylantowych kolii, sportowych porsche czy nieustających wakacji na Cap Ferrat.
        Niestetywink dla autorki wątku (i ją tu wspierających), wszyscy pozostali zdają sobie sprawę i piszą, że normalny i uczciwy człowiek w takiej sytuacji na zaspokojenie swoich chęci powinien pracować sam.
        Owszem, niektórym, jak jednej takiej gorącą tu autorki wątku broniącej - udaje się złapać i wysłać do pracy kilkaset kilometrów od domu frajera, żeby harował na pańcię siedząca w domu z kilkunastolatką (bałtycki, podoba ci się taka żonka?), ale dla mnie nic w tym godnego pochwały nie ma.






        >
        > Najbardziej rozkoszna jest w tym wątku Triss, które zawsze, ale to zawsze wyrzy
        > guje facetom, że za mało zarabiają. A tu- proszę- to Autorka ma więcej zarabiać
        > , a pan -nie. A dlaczego pani, a nie- pan? A bo pani studiuje, a tego Triss nie
        > znosi.
        >
        • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 11:21
          No przecież ona pracuje. I chyba pictacje za 6 zł to żadna fanaberia.
          • najma78 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 11:34
            vilez napisała:

            > No przecież ona pracuje. I chyba pictacje za 6 zł to żadna fanaberia.

            Nie chodzi tylko o pistacje przeciez. Ona chce zyc jak za czasow gdy sponsorowal ja ojciec a maz nie ma chwilowo pracy, jej pensja wystarcza ale na podstawowe potrzeby a nie drozsze opcje.
            • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 11:47
              ale chyba czasy sponsoringu minęły ileś lat temu, skoro ojciec iks czasu nie żyje a sama autorka nie jest mężatką od roku. Więc nie wiem po co o tym sponsorowaniu w kółko pisać.
              A tak na marginesie - co jest złego w tym, że ktoś chce żyć lepiej? 99 procent ematek chce żyć lepiej i jakoś nikt z tego dramatu nie robi; autorka kupiła pistacje i chciałaby kupować raz na miesiąc gazetę za 10 zeta a wy z niej marnotrawczynię kasy robicie.
              • oronga79 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:09
                KOŃCZĄC TEN wątek.
                Chciałam napisać, że doszliśmy z mężem do porozumienia.
                Jak chcę lepszych produktów dla siebie i dziecka to mam na nie zarobić.
                Znów podejmę próbę znalezienia lepszej pracy lub dodatkowej.
                Mąż stanowczo powiedział, że on nie potrzebuje nic lepszego i mam to zaakceptować.
                Nie pozostaje mi nic innego niż cieszyć się tym co mam i cieszyć się, że rodzina dzięki mojej wypłacie jakoś egzystuje. On szuka nadal..ale oświadczył, że jak znajdzie za 1600zł na rękę to bierze i nie będzie wybrzydzał. Mam to też zaakceptować. Mam zaakceptować, że moje marzenia się narazie nie spełnią, a może w ogóle.
                Dziwnie sie czuję ale trudno. Będę się starała skupić na sobie co próbuje robić od kilku lat.
                • annajustyna Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:13
                  Ale jak maz zarobi 1600 to akurat te pare groszy na pistacje, Twoj Styl i kremik beda. Swoja droga kremy takiej Ziai sa tanie, a lepsze niz niejedne za 50 zl.
                • triss_merigold6 Normalnie bym Ci kibicowała 22.06.14, 12:18
                  Normalnie bym Ci kibiowała, ale pamiętam wątek o torebkach. Uważałam, że masz rację dopóki nie zaczęłaś wypisywac bredni o tym jak fajnie było być nastolatką i studentką na koszt troskliwych rodziców podsuwających smakołyki i dających nagrody.
                  Widziały gały, co brały. Wzięłaś sobie starszego o parę lat męża, faceta bez sprecyzowanych umiejętności, bez specjalnej inicjatywy, minimalistę. Owszem, powinien się starać zarobić więcej ale się nie postara i jasno Ci to mówi od lat. Albo się z tym pogodzisz albo rozwiedziesz.
                  • oronga79 Re: Normalnie bym Ci kibicowała 22.06.14, 12:30
                    Mialam chwilę użalania się i przelałam.
                    Wiem, że użalanie nic nie daje ale mimo tego "stosuję je", mam tego świadomość.
                    Dość często muszę być w ciągu dnia doprowadzona do pionu, potraktowana z góry, krytykowana itp. więc czasem dopadają mnie wspomnienia jak było kiedyś... (akurat jutro będzie dzień Ojca).
                    • triss_merigold6 Re: Normalnie bym Ci kibicowała 22.06.14, 12:35
                      Przestań się nad sobą wzruszać. Tatuś te se ne vrati, mogł Cię przynajmniej rzetelnie zabezpieczyć finansowo skoro rodzice mieli tak fajnie i dom.
                    • pade Autorko 22.06.14, 16:35
                      A może Tobie wcale nie chodzi o te pistacje, torebki a niezaspokojone potrzeby emocjonalne?
                      Może sądziłaś, że mąż będzie się Tobą opiekował tak, jak kiedyś robił to Twój tato? Może nie chodzi Ci o potrzeby materialne a o czułość, troskę, miłość? O świadomość, że ktoś o Ciebie dba i w razie czego da Ci wsparcie? Może tego Ci tak naprawdę brakuje?
                      Dużo łatwiej znieść dyskomfort spowodowany brakiem pieniędzy, gdy jest miłość, wspólny front, wspólne cele, by przyszłość była lepsza. Twój mąż swoim brakiem potrzeb i ambicji, najprawdopodobniej odbiera Ci nadzieję na lepsze jutro a dodatkowo podcina skrzydła traktując jak roszczeniową księżniczkę. Z takim poczuciem beznadziei i z samotnością w związku rzeczywiście trudno żyć.
                      • triss_merigold6 Re: Autorko 22.06.14, 16:38
                        Autorka nie wybrałą sobie pana podobnego do tatusia, a zakładam, że mając te 25 lat jakiś wybór miała. Cokolwiek jej dolega, to ona ma problem i tylko ona może z tym problemem coś zrobić. Tatuś nie żyje więc łatwo go idealizować.
                        • pade Re: Autorko 22.06.14, 16:46
                          Tak, ale jeżdżenie po kobiecie jak nie powiem po kim, w niczym jej nie pomoże.
                          Owszem, mąż jest zupełnie inny niż ojciec. Może ona właśnie z tym nie może się pogodzić? Nie potrafi, nie wie jak? Zmusza się, by go zaakceptować, ale jej nie wychodzi, albo wywiera presję na mężu, co też jest nieskuteczne.
                          Może warto uświadomić autorkę, że mąż się nie zmieni, a nie oskarżać ją z taką jadowitością? Nie zmieni bo nie ma takiej potrzeby i warto przyjąć to do wiadomości. Stanąć wreszcie z prawdą twarzą w twarz. I dopiero wtedy, gdy ten fakt dotrze, zastanowić się co dalej.
                          • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 19:22
                            Wybacz ale autorka nie była młodą ,głupią nastolatką gdy zakładała rodzinę. Wybrała męża z pełną świadomością tego jaki jest i jakie życie z nim będzie wiodła. Autorka ma nie tylko męża ale i dzieci tak więc utwierdzanie jej w przekonaniu skrzywdzonej księżniczki jest zwyczajnie szkodliwe dla jej dzieci za które ta " mała niunia" jest odpowiedzialna.
                            • pade Re: Autorko 22.06.14, 19:28
                              Nie wybaczęwink
                              A to skoro wybrała, to już pozamiatane? Nie ma prawa popełnić błędu?
                              Ona najwyraźniej nie widzi, że popełniła błąd, że źle wybrała i się z tego powodu miota.
                              Ale to nikomu nie daje prawa do obrażania jej. Można kogoś nie rozumieć, ale po co mu od razu uwłaczać?
                              Autorka nigdzie nie wspomniała słowem o zaniedbywaniu dziecka, skąd ten pomysł?
                              • iuscogens Re: Autorko 22.06.14, 19:57
                                Z prostej arytmetyki pade, 600 zl na miesiac na 3 osoby i 200 na gazety i pistacje. Ja tam lubie nerkowca bardzo, ale jak mnie nie bylo na niego stac to nie kupowalam. A mielismy kilka lat temu naprawde trudna sytuacje finansowa i w glowie mi sie nie miesci, zebym wydawala kase na pierdoly albo zebym musiala pilnowac wtedy jeszcze niemeza zeby nie wydawal na glupie gazetki. No jak male dziecko.
                                • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 20:11
                                  No jak male dzieck
                                  > o.

                                  Dokładnie , awantura o pistacje przywołuje mi na myśl dwulatka który wpada w sklepie w histerie bo mama nie chce mu kupić samochodziku. I, tak autorka zachowuje się jak taki dwulatek z tą różnicą że jest trzydziestoparoletnią kobietą posiadającą dzieci i to ich potrzeby powinny być spełniane w pierwszej kolejności, a nie jej zachcianki.
                                • pade Re: Autorko 22.06.14, 20:11
                                  Gdy masz nadzieję, popartą celowym dążeniem, jesteś w stanie odłożyć na jakiś czas, długi nawet, zaspokajanie "fanaberii". U autorki widać, że tej nadziei nie ma. Bo nie ma celu, drogi, kierunku.
                                  Dodatkowo mąż uważa, że skoro ona potrzebuje tych pistacji, to niech ona na nie zarobi. A dziecko też pistacje lubi i to już ojca nie obchodzi? Czy ojciec nie jest odpowiedzialny za zaspokojenie potrzeb dziecka?
                                  • iuscogens Re: Autorko 22.06.14, 20:14
                                    Narazie to wazniejsze potrzeby dziecka sa zagrozone niz ochota na pistacje.
                                    • pade Re: Autorko 22.06.14, 20:19
                                      Ok. Ja tez mam za sobą okres biedy. Wiem jak to jestuncertain

                                      I pamiętam też, że kupiłam sobie kiedyś 20dkg czereśni, drogich, tylko dla siebie. Żeby się całkiem nie załamać. Też jestem niunią i księżniczką, prawda?
                                      • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 20:22
                                        Jeżeli mimo biedy i mimo, że na potrzeby całej rodziny ma starczyć 600 zł a ty na te głupie czereśnie przeznaczałabyś co miesiąc 1/3 kwoty przeznaczonej dla wszystkich to jak dla mnie tak byłabyś niunią i księżniczką.
                                        Co innego to zrobić coś dla siebie raz na jakiś czas, co innego robić to zawsze.
                                      • iuscogens Re: Autorko 22.06.14, 20:28
                                        Pade jak to bylo jednorazowe to ja calkowicie popieram, ale tam nie chodzi o jedne pistacje za 6 zl. Wydawalabys 200 zl na gazety i czeresnie wink jakbys na caly miesiac na jedzenie miala 600 so dla 3 osob. Siedzialabys cicho jakby maz przeznaczal te 200 zl na pistacje przy takim budzecie?? No nie wierze.
                                        • iuscogens Re: Autorko 22.06.14, 20:33
                                          Ona jasno pisze, ze to jest 200 zl przy budzecie 600 zl, ktore mogloby byc wydane na podstawowe produkty zywieniowe a idzie na twoj styl, pistacje i miekki papier. Przeciez jest oczywiste, ze przy takim budzecie i takim podejsciu tej kasy zabraknie pod koniec miesiacu. I co wtedy?? Beda glodowac, pozyczac??
                                        • pade Re: Autorko 22.06.14, 20:45
                                          No niesmile Nie wydałabym, teraz też tyle nie wydaję na gazety. Nie warto. I mój mąż też nie.
                                          Ja nie uważam, że zachowanie autorki jest całkowicie racjonalne. Po prostu staram się ją zrozumieć. Ona ma naprawdę silne mechanizmy obronne i bardzo się stara nie zobaczyć rzeczywistości takiej, jaka ona jest. I jednocześnie męża jej współczuję. Mój mąż, gdybym miała jakąś zachciankę, na głowie by stanął by od czasu do czasu ją spełnić. To samo w drugą stronę. Kurczę, przecież na tym, polega miłość, nie?
                                          • annajustyna Re: Autorko 22.06.14, 21:00
                                            Zalezy co to za zachcianka - a jakbys zachciala jachtu?
                                            • pade Re: Autorko 22.06.14, 21:01
                                              smile
                                              Nie miewam takich zachcianek.
                                              A może powinnam?smile
                                          • iuscogens Re: Autorko 22.06.14, 21:25
                                            Ty starasz sie zrozumiec, bo masz inne podejscie (ktore zreszta cenie i lubie Cie czytac) ale ja jestem prosta jak drut w kwestiach finansowych, wiec nie rozumiem. Meza wspolczuje, bo tez mam inne relacje w zwiazku, ale jemu zony tez nie zazdroszcze. Bo jak ja szukalam pracy i kasy tez brakowalo to mi maz nie jeczal nad glowa, ze nie ma na gazete. Raczej bylo tak, ze oszczedzal na sobie, zeby mi jakas przyjemnosc zrobic i musialam czasem studzic jego zapedy. Zreszta ja mysle, ze takie sytuacje jak strata/ szukanie pracy, problemy finansowe, zdrowotne czy rodzinne to dobry sprawdzian dla zwiazku. My akurat sporo przeszlismy. Choc nikomu problemow nie zycze, sobie zreszta tez.
                                            • pade Re: Autorko 22.06.14, 21:38
                                              dziękuję i wzajemniesmile
                                      • attiya Re: Autorko 22.06.14, 21:29
                                        nie noooo, 20 dkg czereśni kupiłaś??? ja pierdzielę a mogłaś kupić 10 bułek albo 3/4 bochenka chleba tongue_out
                                        też się dorabiałam, też przechodziłam różne okresy w swoim życiu ale nigdy mąz nie wypomniał mi, że kupiłam sobie coś nadprogramowego czy to do jedzenia czy też coś z kosmetyków itepe
                                        gorzej jak 3/4 forum odsądza od czci autorkę dowalając jej, że wielka pani ona jest, bo chce lepiej i jeszcze na dodatek gazetę ze 10 zeta kupiła - no wprost koszmarne
                                        • wuika Re: Autorko 22.06.14, 21:33
                                          Autorka rozpieprza na zbędne rzeczy 1/3 budżetu na jedzenie. To nie jest kwestia 6 zł od czasu do czasu czy gazety raz na miesiąc. 1/3 budżetu. Dziecko mogłoby dostać o 1/3 więcej jedzenia (bo przy stawce 20zł na 3 osoby na dzień nie mówimy o tym, że zaraz by podskoczyła jakość - powinna raczej najpierw ilość).
                                        • iuscogens Re: Autorko 22.06.14, 21:39
                                          A wydawalas 1/3 kwoty przeznaczonej na jedzenie na swoje przyjemnosci? Pewnie nie, wiec wybacz ale przyklad od czapy. I przeczytaj dokladnie co pisze autorka, bo najwidoczniej nie przeczytalas i sie oburzasz.
                                  • attiya Re: Autorko 22.06.14, 21:26
                                    ofkors, że ojciec ma w du.ie potrzeby dziecka, zapewne w takich sytuacjach wygłasza wzniosłe komentarze typu "ja nie jadłem pistacji i jakoś mi od tego nie ubyło a na porządnego faceta wyrosłem" czy coś w ten desen suspicious
                                    a tak na marginesie - to już do tych, co tak autorce od księżniczek dokopują
                                    mi zawsze w domu powtarzano, ze trzeba równać w górę, nie w dół i tak mam w życiu postępować. Jeśli mąż ma wyższe a ja podstawowe, to przynajmniej postarać się o średnie wykształcenie. Jeśli żona ma aspiracje i chęć lepszego życia, to nie ograniczać się do narzekania, że wystarczy komuś kaszanka więc inni tez mogą kaszankę jeść. Dobrze jest już nawet nie dla siebie ale dla dzieci, dla ich przyszłości starać się zadbać o samego siebie, o podnoszenie kwalifikacji, o lepszy byt, pracę, wykształcenie itd itd
                                    Nie ma w tym nic złego, że ktoś ma np zawodowe wykształcenie ale trzeba też mieć minimum ambicji i zamiast ściągać partnera w dół, to wejść ten stopień czy dwa do góry
                                    • klamkas Re: Autorko 22.06.14, 21:35
                                      To, że ojciec ma w nosie potrzeby dziecka, nie znaczy, że matka ma równać w dół i też mieć je w nosie (a dziecko ma ważniejsze potrzeby niż pistacje raz w miesiącu, np. codzienne jedzenie).
                                    • pade Re: Autorko 22.06.14, 21:39
                                      zgadzam sięsmile
                                    • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 22:36
                                      Mi również to powtarzano dlatego wybrałam partnera z którym mogę porozmawiać, z którym prowadzę wspólny biznes i który ma tak samo wyższe wykształcenie jak ja i to nie po szkole humoru jak autorka.
                                      Autorka sama zdecydowała, że odpowiada jej życie z mężczyzną bez aspiracji , sama wybrała takie życie więc teraz nie ma co grać księżniczki skoro chciało się być chłopką smile.
                                      • jola-kotka Re: Autorko 22.06.14, 22:40
                                        Wow,to humor na resztę wieczoru sobie poprawilas kosztem autorki. Sama jesteś chlopka i żadne super szkoły nie dały ci wiele.
                                        • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 22:46
                                          Znasz pojęcie ironii czy nie zdążyłaś tego słowa przyswoić.

                                          Dla mnie to raczej dołujące, niż zabawne że są takie osoby jak autorka.

                                    • antychreza Re: Autorko 23.06.14, 13:41
                                      Ale pistacje to nie jest potrzeba, potrzeba to np. kawałek piersi kurczaka na obiad dla dziecka (cena będzie taka sama). A równianie w górę nie oznacza kupowania rzeczy, na które nas nie stać.
                                • attiya Re: Autorko 22.06.14, 21:20
                                  jak na razie mamy 6 zeta za pistacje i 10 za gazetę, która jest miesięcznikiem, więc sory ale mamy 16 zeta nie 200 zł uncertain
                                  • klamkas Re: Autorko 22.06.14, 21:23
                                    Ale to autorka napisała, że uzbiera się tych pistacji i gazet na 200zł miesięcznie.
                                  • wuika Re: Autorko 22.06.14, 21:24
                                    Autorka pisze tak:
                                    "To niby ja jestem problemem, bo wydaje na drogie według mojego męża produkty luksusowe do których byłam przyzwyczajona jako panienka mieszkająca z rodzicami czyli:
                                    mega drogie gazety luksusowe twój styl za 10zl, miękki papier toaletowy, pistacje i kremy.
                                    w sumie nadprogramowe 200zl w miesiącu za które możnaby kupić mieso, kasze i cebulę. "

                                    To ona wspomina, że na takie pierdoły idzie 1/3 budżetu na jedzenie!
                                    • attiya Re: Autorko 22.06.14, 21:33
                                      nooo, miękki papier toaletowy...
                                      faktycznie - myślę,że czas najwyższy ubezwłasnowolnić autorkę, odebrać jej wypłatę i nie ma zlituj, że się chce kupić papier, zawsze można te stare "Twoje style" do tego celu wykorzystać tongue_out
                                      • antychreza Re: Autorko 23.06.14, 13:44
                                        Ale to raczej nie o "miękki papier" chodzi, taki kupisz za 6 zł za 8 rolek. Raczej chodzi o to, że autorka nie chce przyjąć do wiadomości, że jak nie ma to nie ma i kupowanie rzeczy, na które ją nie stać nie spowoduje, że nagle będzie.
                                  • iuscogens Re: Autorko 22.06.14, 21:27
                                    Czytalas pierwszy post w watku?? Autorka wprost pisze, ze chodzi o 200 zl ktore powinny isc na mieso, kasze czy cebule. Naprawde nikt sie nie czepia o 6 zl.
                                    • attiya Re: Autorko 22.06.14, 21:35
                                      tylko jakoś tak czuję, że coby nie kupiła za te 200 zł, to zawsze będzie nie tak, bo kupiła kaszę za 5 zeta a mogła za 3, kupiła olej za 4 a mogła za 2 zł kupić
                                      itd itd itd
                                      kupiła krem do rąk za 5 zł a mogła glicerynowy za 2 zł
                                      • wuika Re: Autorko 22.06.14, 21:38
                                        Przy takich oszałamiających kwotach do dyspozycji to tak, to jest różnica, czy na rzeczy wydajesz kwotę X, czy 2 razy X, jeśli to nie jest od wielkiego dzwonu.
                                        Mieliśmy swojego czasu w domu biedę, przez szereg miesięcy rodzice nie mieli pracy. Ale zawsze było na opłaty (takie, żeby nam prądu nie odcięli i z domu nie wyrzucili, reszta czekała) i na jedzenie dla dzieci. Rzadko kiedy było na luksusy czy zachcianki, choć się zdarzały. Ale się zdarzały, a nie stanowiły takiej wielkiej części całości budżetu na jedzenie. To skrajna nieodpowiedzialność, bo dziecko dnia następnego nie będzie już pamiętało, że poprzedniego dnia zjadło 15 deko pistacji, tylko się zapyta, czy może dostać coś do jedzenia.
                                        • jola-kotka Re: Autorko 22.06.14, 21:52
                                          Zamiast ciągnąć ta jałowa dyskusję to może napiszmy wprost że za te 600zł nie da się nakarmić troje osób przez miesiąc nawet jeśli ta kwota jest tylko na jedzenie bez leków wizyt u np. Dentysty,chemii i ubrań. Nie ma znaczenia czy ona wyda dzisiaj te 6zł mniej czy więcej bo i tak na cały miesiąc jej tej kasy nie starczy. Ja pragnę przypomnieć wszystkim tym którzy są tutaj tak gospodarni że oczywiście tak potrafią że 6 osób za ta kasę by utrzymali że nie samym jedzeniem człowiek żyje.
                                          • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 22:55
                                            więc niech rozpieprzy całą kasę bo i tak nic według ciebie z tego nie kupi. To może cie oświecę w moim rodzinnym mieście większość osób ma maksymalnie 2500 zł na rodzinę , bardzo wiele osób ma sporo poniżej tego tak więc po odjęciu opłat i kredytów zostaje im 1000 zł-800 zł na produkty żywnościowe i odzież i patrz jakoś są w stanie przeżyć, ale fakt zamiast wydawać 200 zł na kremy i szmatławce wydają na produkty żywnościowe.
                                            Jeszcze kilka lat temu również miałam taka kwotę do dyspozycji i dało się radę przeżyć , nawet na te pistacje raz w miesiącu starczało.
                                      • iuscogens Re: Autorko 22.06.14, 21:44
                                        Powiem szczerze, ze ja zupelnie tak nie czuje i zupelnie nie widze w tym co napisala autorka nic co by uprawnialo do takiej interpretacji. Chyba po prostu nie doczytalas i teraz kombinujesz, zeby wyszlo na twoje. Szczerze, nie mialabys nic przeciwko jakby nie bylo jedzenia dla dziecka a maz kupowalby gazety i pistacje da 1/3 kwoty jedzeniowej??
                                        • triss_merigold6 Re: Autorko 22.06.14, 21:54
                                          Ubiłabym gada, autentycznie. Gdyby facet, wiedząc że w tym momencie jest jedynym żywicielem, że kasy ledwo na styk, a raty trzeba płacić, wydawał lekką ręką 200 zł na zbędne zakupy, to uznałabym że robi to złośliwie. Złośliwie, bo fanaberia i chęć podtrzymania iluzji (i samooceny) jest silniejsza niż potrzeba zadbania o dziecko.
                                      • naomi19 Re: Autorko 22.06.14, 22:48
                                        nie nie, nie rozumiesz...
                                        jej zostaje 600zl, zeby wyzywic siebie, nieroba i rozwijajace sie dziecko
                                        ale jakims sposobemona 200zl wydaje na orzeszki i rozowy papier, no i niezbedny twoj styl i inne bzdety
                                        i teraz policz, ile jej zostaje na wyzywienie siebie, jełopa i rozwijające się dziecko
                                        zawrotna suma 400zł
                                        nie czujesz, że to już głodowanie?
                                        • triss_merigold6 Re: Autorko 22.06.14, 22:55
                                          Niech, czego nie życzę, dziecko zachoruje na banalne zapalenie oskrzeli czy zapalenie ucha i bedzie musiała wykupić antybiotyk +osłonowe. Lekkim twistem to 50 zł, z czego weźmie?
                                          Są biedni. Biedni. Lukrowanie tego "Twoim Stylem" czy kremem jest w tym momencie wyparciem graniczącym z chorobą psychiczną.
                              • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 20:08
                                > Ona najwyraźniej nie widzi, że popełniła błąd, że źle wybrała i się z tego powo
                                > du miota.
                                > Ale to nikomu nie daje prawa do obrażania jej. Można kogoś nie rozumieć, ale po
                                > co mu od razu uwłaczać?

                                To samo tyczy sie chyba autorki wątku. Całe jej małżeństwo to tak naprawdę uwłaczanie mężowi, cały czas próbuje go zmienić i zrobić z niego intelektualistę. Wybacz ale albo autorka jest osobą upośledzoną albo całkowicie oderwaną od rzeczywistości, sądzę że to drugie. Niańczona przez tatusia naczytała się bajek, utwierdziła się w przekonaniu, że jest księżniczką a pastuch to najlepszy kandydat na męża. Zapomniała tylko, że bajki kończą się na ślubie a sama widać nie jest na tyle bystra by w wieku 25 lat przewidzieć, że robotnik któremu pasuje być robotnikiem nie stanie się intelektualistą.

                                "> Autorka nigdzie nie wspomniała słowem o zaniedbywaniu dziecka, skąd ten pomysł?

                                Autorka sama napisała, że po tym jak mąż stracił pracę jest bardzo krucho z kasą i nie wystarcza jej na życie, że aby starczało musiałaby wydawać na życie 600 zł. Tak więc rozpierdzielanie kasy na swoje zachcianki, drogie kosmetyki, szmatławce czyli wydawanie 1/3 kwoty przeznaczonej na życie na swoje zachcianki to nic innego jak zaniedbywanie dzieci w imię swojej próżności i egoizmu.
                                • pade Re: Autorko 22.06.14, 20:14
                                  No przecież cały czas o tym piszę. Że ona tego nie widzi, że nie rozumie, że popełniła błąd. Że oczekuje od męża niemożliwego.
                                  Niewyraźnie to napisałam?smile
                                  • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 20:19
                                    chcesz powiedzieć, że autorka wątku jest upośledzona psychicznie czy ma jakąś chorobę psychiczną ? Autorka jest w związku małżeńskim 9 lat, facet otwarcie jej mówi że nie będzie się uczył, nie będzie szukał pracy za bóg wie ile siana, i że jemu wystarcza to co ma. JEŻELI KTOŚ NIE POTRAFI ZROZUMIEĆ, TEGO CO MÓWI DO NIEGO DRUGA OSOBA TO ZNACZY ŻE W JAKIŚ SPOSÓB JEST UPOŚLEDZONY.
                                    • pade Re: Autorko 22.06.14, 20:39
                                      Nie, to może oznaczać, że autorka nie przyjmuje do wiadomości, wiesz, wyparcie, mechanizm obronny.
                                    • attiya Re: Autorko 22.06.14, 21:30
                                      no fakt, autorka powinna w takim razie iść do fabryki i stanąć przy taśmie, skoro mąz nie ma aspiracji i nie chce mu się, to po kie licho autorka nagina
                                      niech se znajdzie pracę za 1200 zeta i będzie cudnie, po co się starać żeby było lepiej
                                      • wuika Re: Autorko 22.06.14, 21:34
                                        Autorka ma męża jełopa, ale sama dziecku nie funduje niczego lepszego. Ojciec nie chce niczego lepszego dla dziecka - trudno, można go pogonić, próbować ustawić do pionu, czy coś tam. Ale to dziecko ma i nieodpowiedzialnego ojca i nieodpowiedzialną matkę. Matka woli wydać pieniądze na bzdety, niż na jedzenie dla dziecka.
                                        • triss_merigold6 Pomińmy jedzenie 22.06.14, 21:44
                                          Pomińmy jedzenie. Jeśli dziecko jej zachoruje, to idiotka nawet nie wykupi antybiotyku czy sterydów do inhalacji, bo nie będzie miała za co. Faktycznie wtedy kolorowe pisemko czy satysfakacja z nieodmówienia sobie pistacji bardzo jej się przydadzą.
                                          • misterni Re: Pomińmy jedzenie 22.06.14, 23:26
                                            I znowu zmierzamy do jednego - zrzucania odpowiedzialności za budżet na autorkę. A dziecko jest nie tylko jej przypominam.
                                            • makurokurosek Re: Pomińmy jedzenie 22.06.14, 23:40
                                              Ale 200 zł miesięcznie autorka nie wydaje na potrzeby dziecka tylko swoje, swoje kremy i swoje brukowce, pistacje to raczej kropla w morzu. Tak więc autorka przede wszystkim wydaje na siebie.
                                            • makurokurosek Re: Pomińmy jedzenie 22.06.14, 23:42
                                              Na dziecko poszło 6 zł na pistacje na kremy i czasopisma autorki 200 zł. ŁAŁ SUPER MAMUSIA.
                                            • antychreza Re: Pomińmy jedzenie 23.06.14, 13:54
                                              > I znowu zmierzamy do jednego - zrzucania odpowiedzialności za budżet na autorkę
                                              > . A dziecko jest nie tylko jej przypominam.

                                              Nie, ciągle chodzi o to samo, w danym momencie nie ma w budżecie absolutnie żadnej nadwyżki, ale autorka zachowuje się jakby była. I nie ważne co mąż powinien, bo w tej chwili nie ma i już i od jego "powinien" to się nie zmieni. Nie stać ich na wydanie 200 zł na zachcianki. I tyle. To, że autorka nie przyjmuje tego do wiadomości też nic nie zmieni, nie będą mieli więcej.
                                      • makurokurosek Re: Autorko 22.06.14, 22:43
                                        Jeżeli była na tyle inteligentna aby w wieku 25 lat nie wiedzieć z czym się wiąże życie z robotnikiem bez aspiracji, a teraz jest na tyle opiekuńcza wobec własnych dzieci żeby wydawać kasę której i tak nie ma na szmatławe czasopisma to wybacz ale świadczy to o niej nie najlepiej.
                                        Jeżeli po latach przejrzała na oczy i stwierdza, że facet ani intelektualnie ani życiowo jej kompletnie nie odpowiada to albo brnie w to dalej i akceptuje fakt że facet nie będzie czekał na super ekstra posadę za 3000 tysia tylko będzie zapieprzała za 1500 , albo sie rozwodzi. Trzeba być naprawdę upośledzonym aby po tylu latach zamiast zaakceptować drugą osobę na siłe ją zmieniać.
                                        Jeżeli autorka chciała inteligenta to wystarczyło znaleźć sobie partnera w innych kręgach, a jak autorce zasmakował seks z robotnikiem bo sie naoglądała pornoli i na mózg jej padło to sorry
                • najma78 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:34
                  oronga79 napisała:

                  > Jak chcę lepszych produktów dla siebie i dziecka to mam na nie zarobić.
                  > Znów podejmę próbę znalezienia lepszej pracy lub dodatkowej.

                  I bardzo dobrze. Z tym ze lepiej poszukac lepiej platnej pracy.


                  >On szuka nadal..ale oświadczył, że jak znajdzie za 1600zł na rękę to bierze i nie będzie wybrzydzał.

                  Bardzo madrze.

                  Mam zaakceptować, że moje marzenia się narazie nie spełnią, a może w ogóle.

                  a jakie sa twoje marzenia?
                  • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:45
                    nie wszędzie da się lepszą pracę znaleźć
                    naprawdę nie wszyscy żyją w W-wie
                    Wystarczy wyjechać 50 km za W-wę na wschód czy na płn i zobaczyć, że 1800 zeta w dużej firmie to szczyt marzeń a 1200 - czyli minimum socjalne, to normalka i codzienność
                    • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:58
                      No to czas przywyknąć, że w pipidówku bez znajomości czy układów te 2500 zł to max ile pani wyciągnie.
                • lusitania2 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:09
                  oronga79 napisała:

                  >Mam zaakceptować, że moje marzenia się narazie nie spełnią, a może w o
                  > góle.

                  skoro nie umiesz na nie zarobić, to tak, lepiej to zaakceptuj.
                • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:46
                  oronga79 napisała:

                  Chciałam napisać, że doszliśmy z mężem do porozumienia.

                  Wybacz, ale to żadne porozumienie.
                • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:37
                  ale przecież zarabiasz, więc co to za żenujący tekst, że jak chcesz lepszych produktów to masz dodatkowo tyrać?
                  jak mężowi potrzebne tshirty i bokserki za dwa złote od chińczyków to niech sobie takie sprawi, co nie oznacza, że ty też masz chadzać w takowych
                  może pomyśl nad rozdzielnością majątkową, skoro pan uważa, że 1600 zł JEMU wystarczy, to zobaczymy czy dużo ugra takim podejściem
                  jak zapłaci pół kredytu, da kasę na połowę opłat i dołoży się do dziecka - jak nie chce, to sąd może mu kazać partycypować w kosztach utrzymania dziecka - i zostanie mu 100 zł na miesiąc na JEGO wydatki, to zobaczymy czy poszaleje za te 100 zeta - naprawdę zastanów się nad tą rozdzielnością
                  a dodatkową kasę - jak już będzie chciało ci harować ponad siły - to odłóż sobie
                  sort
              • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:21
                Bo ona by chciała, żeby było jak z tatusiem. Chcieć może, ale zdaje się real jej przeszkadza.
                Nic złego w tym, że chce żyć lepiej, ale - po 9 latach małżeństwa - już powinna wiedzieć, że z tego konkretnego faceta nic więcej nie wykrzesze, on bedzie żył i pracował jak dotąd.
                • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:28
                  Skąpstwu mówimy NIE.
                  A ludzi można pozytywnie motywować.
                  • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:33
                    Wyrzygiwanie tych 200 zł na pierdoły przy zasobach 2500 zł miesięcznie minus rata kredytu = 600 zł na życie nie jest objawem skąpstwa. Byłoby objawem skąpstwa przy dochodzie 2x większym.

                    Powtórzę, widziały gały, co brały, rodzina ją ostrzegała. Pani nie ma naście lat, tylko 35 wiosenek. I owszem, facet powinien być zmotywowany i starać się wyszarpać jak najwięcej choćby ze względu na dziecko, ale nie jest. Nie jest i autorka go nie zmotywuje.
                    • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:19
                      Ależ jest. Można być oszczędnym w inny sposób, niż wyrzygiwanie komuś 6 zł dla dziecka.
                      • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 23:36
                        To proponuję abyś spróbowała przeżyć miesiąc za 400 zł, wówczas może zobaczysz różnicę w tych 200 zł wydanych na pierdoły.
              • najma78 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:26
                attiya napisała:

                > A tak na marginesie - co jest złego w tym, że ktoś chce żyć lepiej? 99 procent
                > ematek chce żyć lepiej i jakoś nikt z tego dramatu nie robi; autorka kupiła pis
                > tacje i chciałaby kupować raz na miesiąc gazetę za 10 zeta a wy z niej marnotra
                > wczynię kasy robicie.

                Nie ma nic zlego w tym ze sie chce zyc lepiej ale watek nie o tym co zrobic aby zyc lepiej. Autorka wie ze nie moze znalezc lepiej platnej pracy a maz chwilowo pracy nie ma i ma pretensje ze on jej zwraca uwage ze ona wydaje na rzeczy zbedne w takiej sytuacji. W przypadku gdy budzet napiety trzeba uwazac na co sie wydaje a tego autorka chyba nie rozumie. Garsc pistacji dla dziecka nie jest problemem ale tu jest krem, prasa, drozsze opcje ubraniowe itp.
                • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:29
                  Jest róznica między dogadaniem się a pretensjami i awanturą.
                  • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:37
                    Wiesz co, gdyby - przy budżecie na miesiąc 2500 zł i kredycie - chłop wydał 200 zł na gadżety niekonieczne, to bym miała białą mgłę przed oczami, awantura to mało powiedziane.
                    • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:19
                      Tu chodziło o 6 zł.
                      • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:24
                        A łącznie o ok. 2 stówy właśnie na prasę kolorową, kosmetyki, te pistacje etc. To niewielka kwota ale nie dla nich. Dla budżetu domowego rodziny autorki w tym momencie to kwota duża.
                        • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:43
                          Jaki facet, zamiast zakasać rękawy i iść do roboty, jakiejkolwiek, robi afery o 200 zł miesięcznie? Tak wiem, wiem - widziały gały co brały. Jego też wdziały.
                          • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:52
                            Z wątku wynika, że pracę stracił b. niedawno i szuka. Mnie dziwi jego ogólnożyciowa postawa, ale przyjmuję do wiadomości, że Borejkowie istnieją też poza warstwą yntelygencką. Oboje mogą zrobić sobie uprzejmość i się rozstać, bo żadne usatysfakcjonowane i spełnione w tym związku nie jest.

                            Natomiast dziunia, która wyciąga ledwie ponad 2 netto i śni o beztroskich nastoletnich czasach mając niezaradnego męża i dziecko jest zwyczajnie głupia.
                            • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 14:41
                              Dziunia? A Ty znowu szmacisz kobiety? Co Tobie jest?
                              • verdana Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 19:51
                                A czytałaś poprzedni wątek, gdzie facet jeszcze pracował, ale pani była głęboko nieszczęśliwa, bo nie stać jej było na skórzaną torebkę i wyjazdy takie jak koleżanki, a przecież tatuś kupował jej co tylko chciała? Tak, to jest dziunia. I nie chodzi tu o szmacenie kobiet, tylko o to, ze kobieta, która ma dziecko , a myśli tylko o tym, na co jej nie stać. Co powinna mieć, a nie ma. Która wybiera pismo dla siebie, a nie jedzenie dla dziecka, uznając, ze jesli jest biedna, to ma prawo wydać wspólną kasę na siebie, bo lubi. I to jest najważniejsze.
                                • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 20:07
                                  Nie, nie czytałam. Opieram się na tym wątku.
                                  • verdana Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:18
                                    A, to zmienia sytuację. W poprzednim wątku pani cierpiała, że nie może impulsowo kupić takiego drobiazgu jak skórzana torebka i ze jest zdołowana, bo nie stać jej na wakacje pod palmami, a jak była w domu, to sobie siedziała w ogródku, a rodzice donosili co chciała.
                                    Zero współczucia.
                      • najma78 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:31
                        vilez napisała:

                        > Tu chodziło o 6 zł.

                        Przeciez juz w watku tytulowym autorka napisala ze nie chodzi o pistacje a o brak pieniedzy generalnie oraz o podejscie do kwestii pieniedzy jej i meza ktore jest diametralnie inne.
                        • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 14:42
                          Tyle, że skala tych fanaberii jest własnie taka. Normalny facet by to załatwił inaczej. Mój by nie zjadł, a znalazł by na pistacje. Poszedł by zbierac butelki czy inne takie. Żenada.
                          • kk345 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 21:17
                            > Mój by nie zjadł, a znalazł by na pistacje. Poszedł by zbierac butelki
                            > czy inne takie. Żenada.
                            Naprawdę byłabyś zadowolona, że mąż musi się dla ciebie ponizyć grzebiąc za butelkami w śmietniku, zebyś miala na kremik? Zadziwiający układ w związku...
                          • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 00:23
                            skala tych fanaberii to 1/3 budżetu domowego . Mi byłoby wstyd ,że z powodu moich fanaberii reszta rodziny nie ma co do gęby włożyć. Ta pistacje w gardle by mi stanęła na myśl że właśnie pozbawiam mojego dziecka obiadu na jutro. Trzeba być nie tylko głupią niunią ale całkowicie pozbawioną instynktu macierzyńskiego i współczucia by głodzić własne dziecko by samej kupić sobie kremik za 50 zł. I TAK PRZY BUDŻECIE 600 ZŁ CZY 800 ZŁ MIESIĘCZNIE, 200 ZŁ TO DUŻO
                          • antychreza Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 14:09
                            A ja bym za tę kasę kupiła mięso na obiad dla nas obojga, a potem byśmy razem siedli i zaczęli myśleć jak powiększyć dochody żeby było na pistacje i na mięso. Nie mogłabym jeść tych pistacji wiedząc, że ukochany człowiek jest głodny bo miałam zachciankę. I to nie jest 6 zł, tylko 1/3 budżetu na jedzenie.
                          • verdana Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 19:55
                            Naprawdę - Twój by nie zjadł, dopuścił by do siebie myśl, ze dziecko też nie zje, a pistacje by kupił. Zbierałby butelki, aby żona miała ulubione pisemko, które nabywa kosztem obiadu dziecka. Bo wiadom, zona ma prawo do odrobiny luksusu, a dziecko byle nie zmarło z głodu. To nei jest sytuacja skąpca, który żałuje żonie, tylko sytuacja biedy, gdzie ktoś, nie myślący o dziecku jest skrajnie nieodpowiedzialny i naprawdę nie należy tego ani pochwalać, anie wzmacniać.
                            A Ty zbierałabyś butelki na nerkowce dla meża , gdyby ledwo-ledwo starczało na jedzenie dla dziecka?
                            • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 20:09
                              Tak, juz wiem, nie jestem z tym serialem na bieżąco. Zamieszczajcie streszczenia na samym początku.
                              • verdana Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:18
                                smile
                      • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 23:51
                        Tu nie chodzi o 6 zł, tylko kolejne 6zł które w rozliczeniu miesięcznym daje 200 zł
                      • antychreza Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 14:02
                        > Tu chodziło o 6 zł.

                        Swego czasu żyłam za 2500 w 3 osoby. 6 zł wydawało mi się wtedy wysoką kwotą, a wydanie jej na przyjemność tylko dla mnie było wręcz luksusem.
                    • mamaemmy Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:55
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Wiesz co, gdyby - przy budżecie na miesiąc 2500 zł i kredycie - chłop wydał 200
                      > zł na gadżety niekonieczne, to bym miała białą mgłę przed oczami, awantura to
                      > mało powiedziane.

                      10/10
                      To samo chciałam napisać.
                      Macie po prostu lata chude i trzeba je przetrwać-z głową. A co do twojego stylu...tez kupuje od lat,miesiąc w miesiąc,ale co chwila sobie obiecuje,że to juz OSTATNI raz-gazeta jest coraz gorsza.
                      A co do papieru toaletowego-dysponowałam kiedys baaardzo małym budżetem na zycie,dodatkowo miałam dziecko na utrzymaniu-nie wydawałam 8,99 na papier toaletowy z reklamy,ale niecałe 2zł na papier ekologiczny z Auchana tongue_out Przezyłam smile Ale do dzis na papier toaletowy wydaje max 5zł,
                • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:41
                  ale wychodzimy z założenia, że tymi "zbędnymi" wydatkami jest owa gazeta i te pistacje - jeśli nawet dochodzi do tego krem i raczej rzadziej niż raz na miesiąc, to zaraz się okaże, że podpaski są zbędne i można ze starych ubrań sobie uszyć podpaski wielorazowego użytku. A potem się okaże, że można z gazet zrobić papier toaletowy, że nawet i tego najtańszego nie ma co kupować, bo to zbędny luksus.
                  • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:50
                    Przy budżecie 2500 zł minus rata kredytu na 3 osoby nie ma kasy na żadne zbędne wydatki. Żadne.
                    Wystarczy na tanie jedzenie, najprostszą chemię, a np. nurofen forte dla dziecka za 18 zł, składka na kwiatki na zakończenie roku czy lepsze rajstopy to wydatki dużego kalibru.
                    Ten przywoływany "Twój Styl" kosztuje tylko co połowa jej obecnej dziennej stawki na żarcie.
                  • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 00:25
                    A potem się okaże, że można z gazet zrobić pa
                    > pier toaletowy, że nawet i tego najtańszego nie ma co kupować, bo to zbędny luk
                    > sus.

                    nie, ale te stare gazety i inną makulaturę można spokojnie iść wymienić na papier toaletowy.
              • sanciasancia Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:45
                > A tak na marginesie - co jest złego w tym, że ktoś chce żyć lepiej? 99 procent
                > ematek chce żyć lepiej i jakoś nikt z tego dramatu nie robi; autorka kupiła pis
                > tacje i chciałaby kupować raz na miesiąc gazetę za 10 zeta a wy z niej marnotra
                > wczynię kasy robicie.
                I to jeszcze nie swojej, mimo że to ona na razie zarabia.
                • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:00
                  a czyja to kasa wg ciebie jak nie jej, skoro na razie to tylko ona pracuje a jej mąż szuka pracy?
                  skoro pracuje, to naprawdę nie widzę powodu aby wydała kasę na pistacje - a nie jest to zaznaczam jakaś szalona kwota i nie jest to z najwyższej półki kawior suspicious
                  • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:13
                    Ciekawe, że jak żona jest niepracująca, to dochody męża są ich wspólnym majątkiem, a jak pracuje żona, to wypłata jest tylko jej wink.

                    Problem z pistacjami polega na tym, że jej zwyczajnie na nie nie stać. Przy 600zł miesięcznie na jedzenie nie ma luzów pozwalających na zakup pistacji. Chyba, że dzisiaj pistacje, a jutro i pojutrze suchy chleb.
                    • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:16
                      tak, dochody są wspólne co nie zmienia tego, że wypłata jest jej, skoro pracuje tongue_outsuspicious
                      w końcu dostaje ona ją za swoją pracę a nie za siedzenie męża i jęczenie, że wydała na pistacje 6 zeta suspicious
                      • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 00:36
                        Rozumiem, więc że skoro kobieta jest na macierzyńskim wychowawczym czy nie daj boże została zwolniona z pracy to ma siedzieć cicho i skakać z radości gdy pan zrzuci jej ze stołu resztki ze swojego obiadu.
                        Można tylko współczuć , że tworzysz małżeństwo na powyższy obraz. Co prawda ja od 15 lat jestem w związku partnerskim, ale na kilku ślubach byłam i w przysiędze małżeńskiej jest coś o wspólnocie małżeńskiej i byciu na dobre i złe, a nie na dzieleniu moje i twoje.

                        Małżeństwo to współodpowiedzialność za rodzinę, jeżeli jedna z osób straciła pracę to nie musi po śmietnikach latać by coś zjeść, bo wie że ta druga się nią zaopiekuje. TRZEBA BYĆ ZWYKŁĄ SUKĄ BY ŻĄDAĆ OD PARTNERA CAŁKOWITEJ PODWŁADNOŚCI TYLKO DLATEGO ,ŻE W DANEJ CHWILI JEST OD NAS ZALEŻNY FINANSOWO.
                        Nie wiem komu bardziej współczuć tobie chorego pojmowania związku, twojemu mężowi czy dzieciom które ponoszą konsekwencje tak emocjonalnie zimnego związku rodziców.
                        • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 08:49
                          Zanalizowałaś moje małżeństwo i nawet psychikę dziecka. Lepiej ci? wink

                          Mieliśmy okresy gdy nawzajem się utrzymywaliśmy i nikt nikomu niczego nie musiał zrzucać ze stołu. Ale nie wyobrażam sobie, żeby w czasie, gdy to ja zarabiam mąż mi ZABRONIŁ wydać pieniądze na cokolwiek. Podobnie jak ja bym jemu nie zabroniła robić co chce z jego pieniędzmi. W granicach rozsądku oczywiście - a tą granicą jest krzywdzenie najbliższych.

                          • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 00:11
                            W granicach rozsądku oczywiście - a tą g
                            > ranicą jest krzywdzenie najbliższych.

                            I tą granicę autorka przekracza gdy na swoje zachcianki wydaje 200 zł pozostawiając całej rodzinie na życie 400 zł . Czyli zamiast obiadu złożonego z kotleta i ziemniaków dziecko przez cały miesiąc będzie jadło suchą kaszę.

                            Ale fakt najważniejsze, jest samopoczucie autorki ,a nie głodne dziecko
                    • sanciasancia Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 18:07
                      > Ciekawe, że jak żona jest niepracująca, to dochody męża są ich wspólnym majątki
                      > em, a jak pracuje żona, to wypłata jest tylko jej wink.
                      Nie. Jak kobieta pracuje to też ma prawo decydować, co z robić z częścią zarobionych przez siebie pieniędzy, nawet jeżeli wyda je w absurdalny sposób.
                      A tak generalizujesz na podstawie jakiś danych statystycznych, czy tak na zasadzie "ematka uważa, że"?
                      • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 18:18
                        Generalizuję tak sobie. Ogólnie jestem zdania, że kto pracuje, ten decyduje (wiem, przemoc ekonomiczna i w ogóle skandal), ALE jeśli decyduje ze szkodą dla dziecka (a tak jest - sorry, przewalanie 200zł miesięcznie na duperele, czyli 30% budżetu na jedzenie jest krzywdzeniem dziecka), to należy mu to uświadamiać. Ale ja raczej jestem ze swoim poglądem w mniejszości (pewnie jestem ukrytym przemocowcem wink), a pogląd "on pracuje a ja mam prawo do połowy kasy" jest bardzo powszechne.
                        • lauren6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 18:26
                          Niepracująca żona zazwyczaj wykonuje pracę w domu w postaci opieki nad małym dzieckiem oraz zajmowania się tymże domem. Czy bezrobotny mąż w tej sytuacji wykonuje te same prace?
                          Jeśli chodzi o mnie to dla mnie każda sytuacja gdy dorosła osoba ma już dziecko w wieku szkolnym, mogłaby podjąć pracę zarobkową, ale jej się nie che, to żeruje na swoim współmałżonku. Chyba, że mówimy o bogatych ludziach, dla których tysiak miesięcznie przyniesiony przez żonę nie robi różnicy.
                        • iuscogens Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 19:33
                          Ja tam nie uznaje w zwiazku prawa silniejszego, kasa jest wspolna, niezalezne kto zarabia, u mnie bylo tak ze kiedys ja zarabialam wiecej, kiedys zarabialismy tyle samo, teraz wiecej zarabia maz i caly czas decyzje finansowe podejmujemy razem. Nie ma tak, ze jak ktos zarabia wiecej to bardziej rzadzi. Ale to jest przy zalozeniu, ze oboje mamy glowe na karku. Jakbym widziala ze mezowi rozum odjelo i kupuje pierdoly za 200 zl kiedy na jedzenie jest 600 zl to niezaleznie od tego kto zarabia od razu bym zareagowala. To jest skrajna nieodpowiedzialnosc.
                          • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 00:40
                            > Ja tam nie uznaje w zwiazku prawa silniejszego, kasa jest wspolna,

                            Również uznaje tą zasadę. Żadne z nas nie ma kasy na boku, cała kasa jest wspólna i nie ma znaczenia kto w danej chwili więcej zarabia.


                  • sanciasancia Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 18:05
                    Ależ dziewczyno, ja się z Tobą zgadzam.
            • verdana Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 17:26
              Pamiętam czasy, gdy kupno śmietany było fanaberią. Potem minęły - ale w momencie, gdy ktoś traci pracę, to nie kupuje sie rzeczy, które są niekonieczne. Po prostu.
          • memphis90 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 17:38
            > No przecież ona pracuje. I chyba pictacje za 6 zł to żadna fanaberia.
            6zł to nie fanaberia, ale 10% budżetu przepirzone miesiąc w miesiąc na orzeszki i kremiki już fanaberią jest.
        • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 13:19
          lusitania2 napisał:

          Owszem, niektórym, jak jednej takiej gorącą tu autorki wątku broniącej - udaje się złapać i wysłać do pracy kilkaset kilometrów od domu frajera, żeby harował na pańcię siedząca w domu z kilkunastolatką (bałtycki, podoba ci się taka żonka?), ale dla mnie nic w tym godnego pochwały nie ma.

          Oj, ty masz jakąś obsesje, co? Nie wiesz o co chodzi, nie znasz, to możesz i nie pochwalać, w sumie mam to gdzieś.
        • lauren6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:05
          lusitania2 napisał:

          > vilez napisała:
          >
          > > Zadziwajace, jak bardzo panie rzuciły się na Autorkę.
          >
          > Zadziwiające to jest ile w niektórych e-matkach jest przyzwolenia na żerowan
          > ie
          na innych.
          >

          Zadziwiające jak bardzo niektóre ematki rwą się do rzucania pustym sloganem na forum, zanim doczytają, czy w ogóle pasuje do sytuacji, którą komentują.

          Tak, tak żeruje. Na pieniądzach, które sama zarobiła big_grin
          • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:09
            Ona tylko nie mogła sobie odmówić okazji, żeby przy okazji skomentować moją sytuację, której znajomość opiera na wyrywkowych informacjach na forum.
            Panna ma jakąś obsesję na moim punkcie od jakiegoś czasu.
          • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 00:43
            > Tak, tak żeruje. Na pieniądzach, które sama zarobiła big_grin

            raczej na dziecku które nie zarabia z powodu wieku, a któremu matka woli jeść nie dać byle sobie gazetkę i kremik kupić.

            zapominasz, że po wydatkach autorki na wyżywienie całej rodziny , w tym dziecka pozostaje 400 zł / NA MIESIĄC
            • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 19:43
              Wiec niech stary truten ruszy dupe i leci dorobic do budzetu na jedzenie dla swojego dziecka! Nie wpadlas na to przypadkiem?
              • naomi19 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 20:39
                tak, tak, wystarczy ogrozić paluszkiem albo ładnie poprosić i pasożyt zmienia się w kulczyka big_grin
                jak dzieci
                • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:16
                  Nie no, ja widze rozwiazanie: kopnac dziada w dupe. bedzie jedna geba mniej do wyzywienia i to geba na ktora nie ma juz sie ochoty patrzec. Ale ematki, ktore zawsze pakuja walizki cudzym chlopom, w tym przypadku - nie wiedziec czemu - sa przeciwniczkami takiego rozwiazania. Kolejny fenomen ematkowy.
                  • wuika Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:18
                    Nieliczne ematki postanowiły zagłaskać tego pana na śmierć. Jest wiele odpowiedzi, że niech się rozwiedzie, ale to nie jest ten problem. Problem robi ona, bo to nie są wybryki od czasu do czasu, tylko w jej sytuacji KUPA FORSY, którą przepieprza na tkanie iluzji, jak to fajniej bywało. No bywało, ale z tego powodu zabierać 1/3 część jedzenia dziecku?
                    • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:36
                      Acha, mam wrazenie, ze piszecie z Bialorusi. Naprawde 100g pistacji raz w miesiacu, to 1/3 czesci jedzenia? I jeszcze ten papier toaletowysad Co ten Tusk z Polska zrobilsad

                      jak kopnie dziada w dupe, to porcje dan, ktore on teraz zjada pojda dla corki(policz, jaka to nadwyzka). I mniej papieru bialego(haha!) pojdzie w miesiacu, dzieki czemu, autorka bedzie mogla poswiecic zlotowki i kupic uznawany przez ematki za luksusowy produkt jakim sa pistacje.
                      • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:39
                        Autorka sama napisała, że na orzeszki i gazetki wydaje 200 zł miesięcznie, a to już stanowi 1/3 budżetu w wysokości 600 zł.
                      • wuika Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:49
                        Autorka w pierwszym poście pisze, że na pistacje, gazety i odpowiednio miękki papiery wydaje 200zł miesięcznie, a po rachunkach, kredytach itp. zostaje jej 600zł na życie. Ona sama to napisała. Nikt o zdrowych zmysłach nie robiłby awantur nawet o 25zł miesięcznie: papier, gazeta, pistacje. Bo to nie o szaleństwo za 20zł raz na miesiąc chodzi, a o rozwalanie 1/3 budżetu na jedzenie. To nie są nasze wyliczenia, tyko autorki.
                        • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:31
                          Maz wiec niech nie jeczy, tylko idzie do pracy.
                  • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:25
                    I jak się rozwiedzie to nagle będzie mogła wydawać kasę, której nie ma? Co to zmieni w jej sytuacji? Kredyt jak był tak będzie (a jak sprzedadzą mieszkanie, to będą koszty wynajęcia mieszkania), pensja nie wzrośnie... Ok, będzie o męża mniej, ale też będzie mniej czasu, trzeba będzie zapłacić komuś za naprawy, usterki, wniesienie mebli itp. itd. Finansowo może to wyjść na zero. Akurat rozwód wiele osób tu radziło.

                    Ale autorka nie chce się rozwieźć wink.
                  • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:30
                    Ale ematki, ktore
                    > zawsze pakuja walizki cudzym chlopom, w tym przypadku - nie wiedziec czemu - sa
                    > przeciwniczkami takiego rozwiazania.

                    Uważam ,że rozwój jest na tyle poważną sprawą , uderzającą przede wszystkim w dzieci, że raczej nie proponuję tej opcji osobie sobie nie znanej.
                    Co do sytuacji autorki problemem nie jest mąż tylko odrealnienie autorki
                    • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:42
                      > Co do sytuacji autorki problemem nie jest mąż tylko odrealnienie autorki

                      Wlasnie o to mi chodzi, ze dla was, komentujacych, pistacje i papier toaletowy jest odrealnieniem <facepalm>
                      • makurokurosek Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 00:16
                        W sytuacji gdy na jedzenie na cały miesiąc jest 600 zł, to tak dla mnie uszczuplenie tego budżetu o kolejne 200 zł po to by kupić sobie pierdy jest odrealnieniem. Jest życiem w świecie fikcji gdzie stać mnie na wszystko podczas gdy nie stać mnie nawet na głupią kasze.
                  • araceli Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:58
                    nanuk24 napisała:
                    > Nie no, ja widze rozwiazanie: kopnac dziada w dupe. bedzie jedna geba mniej do
                    > wyzywienia i to geba na ktora nie ma juz sie ochoty patrzec.

                    Człowiek bez prcy to dla Ciebie do kopnięcia w tyłek? Wiesz ile ematek nie pracuje? Wszystkim ich mężom doradzisz wyrzucenie ich z domu?
                    • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:13
                      Znaczna część nie pracuje, bo jest na wychowawczym albo ich mężów stać na posiadanie niepracującej żony.

                      Pan mąż autorki wątku czasem pracuje, a czasem nie. Nawet jak pracuje, to nie generuje zachwycających dochodów i nie zanosi się na to, żeby kiedykolwiek dobił przynajmniej do średniej krajowej, biorąc pod uwagę jego wiek, ambicje i umiejętności. Autorka wątku ma do wyboru pogodzenie się z sytuacją albo rozwód.
                      • araceli Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:24
                        triss_merigold6 napisała:
                        > Znaczna część nie pracuje, bo jest na wychowawczym albo ich mężów stać na posia
                        > danie niepracującej żony.

                        Nie pracuje całkowicie może niewiele ale za to bardzo wiele nie 'generuje zachwycających dochodów'. I co? Dać im kopa?
                        • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:41
                          Oni nigdy nie powinni byli się związać małżeństwem i dzieckiem z powodu zbyt odmiennego podejścia do finansów, stylu życia, komfortu, aspiracji. Mówię o autorce wątku i jej mężu.
                          Inna para mogłaby sobie w takiej sytuacji radzić całkiem nieźle i razem.
                          • araceli Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:42
                            triss_merigold6 napisała:
                            > Oni nigdy nie powinni byli się związać małżeństwem i dzieckiem z powodu zbyt od
                            > miennego podejścia do finansów, stylu życia, komfortu, aspiracji. Mówię o autor
                            > ce wątku i jej mężu.
                            > Inna para mogłaby sobie w takiej sytuacji radzić całkiem nieźle i razem.

                            Dokładnie tak.
                    • totorotot Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:26
                      Nie ku.... Doradzę pie...iecie w dupe mędrkującego pasozyta, co całymi dniami nic nie robi i nie chce się dokształcać. Wyłazi teraz właśnie mezalians.
                    • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:29

                      > Człowiek bez prcy to dla Ciebie do kopnięcia w tyłek?

                      Nie, jasne ze niesmile

                      > Wiesz ile ematek nie pracuje?

                      Ja tez nie pracuje, roznica miedzy mna a mezem autorki polega na tym, ze mojemu mezowi wolno kupic pistacje i uzywac papieru toaletowegobig_grin
                      • araceli Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:30
                        nanuk24 napisała:
                        > Ja tez nie pracuje, roznica miedzy mna a mezem autorki polega na tym, ze mojemu
                        > mezowi wolno kupic pistacje i uzywac papieru toaletowegobig_grin

                        A zarabia tyle, że zostaje wam 600zł na jedzenie?
                        • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:38
                          No wlasnie, o to chodzi, ze gdyby nam brakowalo lub nagle zabraklo, to nie bylabym domowa matrona dyktujaca jedynemu zywicielowi co ma zjadac w drodze do pracy, a sama bym sie wziela do roboty, by papieru do podtarcia nie zabraklo.
                          • araceli Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:41
                            nanuk24 napisała:
                            > No wlasnie, o to chodzi, ze gdyby nam brakowalo lub nagle zabraklo, to nie byla
                            > bym domowa matrona dyktujaca jedynemu zywicielowi co ma zjadac w drodze do prac
                            > y, a sama bym sie wziela do roboty, by papieru do podtarcia nie zabraklo.

                            Pan pracował - stracił pracę. Jak pracował to też autorce wątku było źle.
                            • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 01:35
                              Pan traci pracę cyklicznie, często z własnej woli - była o tym mowa w wątki na życiu rodzinnym.
        • baltycki Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 08:33
          lusitania2 napisał:

          > Owszem, niektórym, jak jednej takiej gorącą tu autorki wątku broniącej - udaje
          > się złapać i wysłać do pracy kilkaset kilometrów od domu frajera, żeby harował
          > na pańcię siedząca w domu z kilkunastolatką (bałtycki, podoba ci się taka żonka?)
          1. żonka nie siedziala w domu, pracowala
          2. żonka podobała mi sie bardzo. (echsmile)
          3. nie podobało mi sie malzenstwo na odleglosc a kompromis nie byl mozliwy,
      • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 11:37
        Jak autorka wie, że mąż jest jaki jest i się nie zmieni, to ma dwa wyjścia: albo rzucić go w cholerę i wziąć się do roboty, albo nie rzucać i też brać do roboty. Na postawę męża nie ma za bardzo wpływu, na swoją owszem.
        • vilez Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 14:43
          Mąż również wiedział, jaką ma żonę. Takie to jest gadanie...
          • attiya Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 16:53
            10/10
            skoro mąż za żonę wziął sobie dziewczynę z domu, gdzie miała wszystko, to powinien się trochę bardziej postarać
            ale widocznie jemu kaszanka i papier szary a i zapewne mydło szare wystarcza a wszystko ponad to uważa za fanaberię
            ale skoro sobie wziął taką a nie inną żonę, to niech teraz zaiwania - w końcu widziały gały co brały - trzeba było sobie takiej samej minimalistycznej jak on sam poszukać, która to w butach dziesiąty sezon chodziłaby, bo szkoda wydawać na następne, skoro można gwoździem zbić rozwalającą się podeszwę suspicious
            • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:01
              Zgadzam się co do zasady, ale pan nie chce. Ja jestem kierownikiem tej szatni, nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobisz. Borejkowie są wśród nas i naprawdę nie trzeba się ich tak kurczowo trzymać.
            • asia_i_p Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 18:00
              skoro mąż za żonę wziął sobie dziewczynę z domu, gdzie miała wszystko, to powin
              > ien się trochę bardziej postarać

              "Wiedział chyba, do czego się zobowiązuje, żeniąc się z panną Buddenbrok".
              Tomasz Mann to był piekielnie przenikliwy człowiek.
    • ira_07 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:31
      Rozumiem frustrację. Ale powoli i spokojnie. Czy kochasz męża? Bo mam wrażenie, że te pistacje to tylko wierzchołek góry lodowej i nawet pensja 5 netto nie załatwi tu sprawy. Bo zamiast pistacji będą wakacje w Meksyku, albo "ja lubię operę, on ogląda mecze".

      Druga sprawa - kursy. Mam ostatnio sporo pomysłów na dokształcanie, ale staram się trzymać jednej ścieżki. Zamiast angielskiego i niemieckiego skupić się na jednym, potrzebnym w Twoim regionie. Jak jesteś z Suwałk, to prędzej przyda się rosyjski, jak ze Szczecina to pewnie niemiecki. Na południu w cenie jest czeski. Grafika wektorowa? Jak nie masz zdolności artystycznych, to kursy nie pomogą. Już lepiej zrobić kurs DTP - rzemiosło+doświadczenie się liczą i raczej nie ma konkurencji wśród zdolnych samouków. A czasem jest tak, że z pustego i Salomon nie naleje, warto pomyśleć - jeśli to możliwe - o przeprowadzce. Niekoniecznie za granicę, może większe miasto?

      Rozumiem Twoją złość, ale rozumiem też męża. Facet stracił pracę, co strasznie podkopuje poczucie własnej wartości, tym bardziej, że w Polsce wciąż trzyma się patriarchat. Pewnie zwyczajnie się boi o Wasz byt. Może po prostu spróbuj przez miesiąc-dwa dać radę z tańszym papierem, bez gazet kolorowych (żeby to jeszcze było jakieś pismo branżowe, hobbystyczne, tygodnik opinii...). Z tego co piszesz wynika, że mąż pracę stracił niedawno, nie żyjecie w stanie permanentnej biedy.
    • klubgogo Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 12:38
      Trochę pokory, moja droga. Jak przyszły dla mnie gorsze czasy - prędko zrezygnowałam z Twojego stylu (to wszystko można czytać w necie), pistacji, nawet dla dziecka na rzecz orzechów laskowych czy nawet włoskich i kawy na mieście za 12-15 zł. A cera jakoś dziwnym trafem poprawiła się, gdy odstawiłam te różne reklamowane w Twoim stylu kremy.
      Owszem, super było jeździć na zagraniczne wczasy 2 razy w roku, ale do zakupów z kalkulatorem w ręku też można się przyzwyczaić i wcale nie musi to być kasza z kapustą. Czasami trzeba trochę pomyśleć.
    • paszczakowna1 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 15:05
      >Nie umiem kupić dla całej rodziny zywności za 600zł na mies
      > iąc..sory a tyle mamy.

      Słuchaj, tak mi przyszło do głowy, a dlaczego koniecznie to ty masz planować wydatki, robić zakupy itd? Skoro mąż lepiej sobie radzi z budżetem domowym (albo uważa, ze lepiej sobie radzi), niech on to przejmie w całości. Problemów finansowych to nie rozwiąże (dopóki mąż pracy nie znajdzie), ale jest szansa, że kłócić będziecie się mniej. (A i męża może to zmobilizować do zwiększenia możliwości zarobkowych.)
      • 3-mamuska Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 15:45
        Mój maż nie ma wykształcenia i jak mial pracę za 2500 to było wielkie szczęście.
        On jest wychowany w biedzie, pochodzi z rodziny wielodzietnej i rozumie, że trzeba sobie odmawiać. Ja miałam co chciałam, byłam tzw. córeczką tatusia.......
        Nie mogę powiedzieć, że byłam z bogatej rodziny ale: chodzilam do na prywatne dzienne studia, na wakacje jeżdziłam do Włoch i Hiszpanii, ubierałam się w markowych sklepach, miałam dom 300 metrów z ogrodem, o jedzeniu nie wspomnę, niestetyt to się skończyło, tata zmarł, a mamie teraz trzeba nawet czasem pomagać.
        Jeżeli chodzi o męża to -Zakochałam się w nim i "wydawało" mi się że miłośc wszystko zwycięży.

        Księżniczka księżniczka, ojp, tatuś nauczył a ty jak maz stracił prace odmówić sobie tego co nie jest niezbędne do zycia to ty musisz mieć.
        Ja rozumiem tez lubie kupować kosmetyki ubrania ostatnio buty, ale na Boga dorosła kobieta, powinna wiedzieć ze najpierw płaci sie zobowiązania.
        Az maz znajdzie prace.

        Weź rozwód i bedzie trzeba jak mamusi pomagać bo rozpieszczone obie księżniczki sobie same nie poradzą bo sa nauczone do luksusu, tylko nie umieją same na zapracować.
    • landora Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:02
      No dobrze, ale dlaczego masz pretensje do męża, że ty nie możesz znaleźć dobrej pracy?
      • triss_merigold6 Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:06
        Ona ma pretensje do życia w ogóle i do męża w szczególe, że albo pan nie ma pracy albo ma za kiepskie pieniądze skutkiem czego ona nie może sobie spontanicznie kupić skórzanej torebki, wyjechać na wycieczkę za granicę oraz kupować droższych kosmetyków, ponieważ robi za jedynego/głównego żywiciela rodziny.
    • asia_i_p Re: Pistacje powodem rozwodu 22.06.14, 17:40
      Pytanie, czy 2500 na jedną osobę zapewni ci te pistacje, Twój Styl i kremy.

      I jednak nie obwiniałabym braku pieniędzy o rozwód - jak kasy brak, można wpaść w deprechę, ale do kochanej osoby lgnie się tym bardziej. Kłóci się, a potem przytula, bo chce się pocieszenia. Coś jeszcze musiało nie zaiskrzyć oprócz tego braku kasy.

      Powodzenia na nowej drodze życia, ale - bez złośliwości - łatwiej ci będzie, jeśli odczepisz sobie w głowie szczęście od "luksusów" (które nie są luksusami, tylko drobnymi przyjemnościami życia i uważam, że masz do nich prawo jak najbardziej, tylko po prostu lepiej od nich szczęścia nie uzależniać, bo czasem kasy brak).
      • solange123 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 03:19
        To musi być trolling. Udany, ale jednak trolling. Nie wierzę, ze są na świecie takie głupie laski jak autorka. Głupia nie dlatego, że chce życ na wyższym poziomie, ale dlatego, że nie widzi zależności pomiędzy swymi wyborami a poziomem życia.
        • krecik Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 08:03
          > To musi być trolling. Udany, ale jednak trolling. Nie wierzę, ze są na świecie
          > takie głupie laski jak autorka. Głupia nie dlatego, że chce życ na wyższym pozi
          > omie, ale dlatego, że nie widzi zależności pomiędzy swymi wyborami a poziomem ż
          > ycia.

          Ja tez mysle, ze trolling. Z tego samego powodu. To znaczy, ja jak najbardziej wierze w tego typu glupote, sama mam w rodzinie sytuacje, nie do konca taka sama, ale o podobnym stopniu zaslepienia. Osobe, ktore jest swiecie przekonana, ze nie jest ksiezniczka i coreczka tatuncia i bedzie sie o to wyklocala, ale wszystkie swoje sukcesy i sytuacje materialna zawdziecza jego finansom i kontaktom.

          Autorka jest zgorzkniala trzydziestoparolatka, ktora popelnila mezalians, byc moze, zeby tatusiowi udowodnic, ze sama sobie poradzi w zyciu, i jest zdziwiona, ze majac dziecko, kredyt i niskie zarobki nie stac ja na zycie w stylu, gdy byla singlem bez dziecka i bez zobowiazan finansowych, przy podobnie niskich zarobkach albo wrecz na garnuszku bogatych rodzicow.

          Autorka ksztalci sie we wszystkich mozliwych kierunkach na raz i jest zdziwiona, ze pracodawcy nie chca czlowieka renesansu z wszystkimi mozliwymi kursami dostepnymi na rynku i brakiem doswiadczenia w czymkolwiek, oprocz obecnie i poprzednio wykonywanej pracy. Jakiekolwiek kursy grafiki czy IT maja zerowa wartosc juz po roku, jesli nie stoi za nimi praktyczne zastosowanie, nie mozna sie wykazac wlasnymi pracami.

          Autorka zdaje si erozumiec, ze w jej sytuacji jedynie drastyczne decyzje moga ja rozwiazac: rozwod, sprzedaz mieszkania, wyjazd za granice, i tego typu podobne rzeczy. Ale czy jest gotowa na pogorszenie swojej sytuacji po to, by w przyszlosci mogla sie troche polepszyc?

          Osobiescie jestem ciekawa, dlaczego nie kupi tej torebki za 500 zlotych i kilograma pistacji. Lepiej sie poczuje, troszke pobieduja, beda jedli ten tynk przez tydzien-dwa, ale bedzie mogla kolezankom z pracy pochwalic sie nowym nabytkiem.

          Ag
    • rosapulchra-0 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 08:23
      No tak. Jak zwykle. Forumki skupiły się na głupich pistacjach i gazetach i zupełnie zampomniały, że związek tworzą dwie osoby, nie jedna. Pogratulować wam tylko zostaje.
      • memphis90 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 17:47
        Tak, dwie osoby, z których jedna aktualnie nie ma pracy i trzeba sobie w tej sytuacji jakoś poradzić. Jak jesteś singielką to sama zarabiasz i sama wydajesz. Jak masz rodzinę, to czasem zarabiasz sama, ale już nie wydajesz tylko na siebie. Chyba, że masz inne zdanie...? Rozumiem, że jak ematka po odchowaniu osesków nie może znaleźć roboty, to mąż ma święte prawo kopnąć nieroba i obiboka w d..pę i szukać seksownej pani dyrektor z pięciocyfrową sumką?

        Rosa, czy to nie Ty opowiadałaś, jak na bezrobociu kupowałaś ciuchy na WGO, zamiast w markowych butikach?
        • rosapulchra-0 Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 05:56
          Memphis, ja nawet nie wiem, co to jest WGO.
      • naomi19 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 18:17
        zgadza się, ale nie można zmienić drugiej dorosłej osoby z nieroba w orła biznesu
        może albo zaakceptowac sytuacje, albo kopnac w zad i uregulowac swoja sytuacje
    • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 19:38
      O mamma mia zielona pietruszka, co ja czytam?
      Emamy probuja wmowic, ze pistacje i papier toaletowy sa luksusem(halo! Czasy, w ktorych dawalo sie rolke papieru toaletowego na urodziny bezpowrotnie minal!). Kobieta resztkami sil stara sie utrzymac caly statek z trutniem na pokladzie, a te jej proponuja z papieru toaletowego zrezygnowac(a czym ona ma sie podcierac, skoro gazet nie moze kupowac?) i matki rzucaja sie jak harpie na autorke, a lesera klepia po plecach. Byl podobny watek, tylko tym leserem byla kobieta i to kobiecie sie na forum dostalo, mezowi wspolczono i radzono rozwod. Hmmm, a tu prosze... jednak kobieta zawsze ma pod gorke, co by nie robila i tak zostanie skopana. Slusznie czy nieslusznie.
      • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 20:12
        A co mamy napisać? Może tak: "jak dziecko przyjdzie i spyta czy jest dzisiaj obiad, to odeślij je do tatusia i każ spytać, czy tatuś zarobił na obiad"? Chyba oczywiste, że męża do pracy nie zmusi, a dziecko nakarmić trzeba. Z mężem można (i trzeba) się dochodzić później, ale tu i teraz dzieciak ma prawo jeść i skoro jeden rodzic jest nie wydolny, to drugi powinien to wziąć na klatę.
        • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 20:20
          Tak, tak trzeba, ale autorka jest atakowana, bo jej sie papieru toaletowego i pistacji zachciewa. Ona nie pisze o diamentach. Miala kiepski dzien, po tym kiedy znow musiala z olowkiem w reku obliczyc, czy jej na bardziej pachnace mydlo starczy, a maz ma wszystko w czterch literach. I to ona w tym watkiem nazywana jest nierobem i ofiara losu. To jest dopiero chamstwo.
          • klamkas Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 20:46
            Chamstwem jest nie dbać o dziecko i usprawiedliwiać to tekstem "ojciec nie dba o nie bardziej".
          • wuika Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 20:58
            Z jej własnych słów wynika, że to nie jest słabszy dzień, kiedy wydała 6zł na pistacje i 10 na gazetę, tylko kolejny miesiąc, kiedy przepieprza 1/3 budżetu na jedzenie (skrajnie małego) na totalne pierdoły.
        • misterni Gdyby faktycznie kierowała wami troska, 24.06.14, 01:30
          To nie zwracałybyście się do autorki w ten sposób. To co robicie, to nie jest życzliwa krytyka, a glanowanie.

          klamkas napisała:

          > A co mamy napisać? Może tak: "jak dziecko przyjdzie i spyta czy jest dzisiaj ob
          > iad, to odeślij je do tatusia i każ spytać, czy tatuś zarobił na obiad"? Chyba
          > oczywiste, że męża do pracy nie zmusi, a dziecko nakarmić trzeba. Z mężem można
          > (i trzeba) się dochodzić później, ale tu i teraz dzieciak ma prawo jeść i skor
          > o jeden rodzic jest nie wydolny, to drugi powinien to wziąć na klatę.
          • klamkas Re: Gdyby faktycznie kierowała wami troska, 24.06.14, 10:53
            Nie mam obowiązku bycia życzliwą w przypadku, który moim zdaniem na życzliwość nie zasługuje.
    • premeda To ta od skórzanej torebki i rodziców sponsorów?nt 23.06.14, 19:41

    • inguszetia_2006 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:07
      Witam
      Kurczę, człowiek nie może zjeść pięciu pistacji stojąc na skraju bankructwa, żeby go ematki nie z...bały;-P W sumie to smutne. Rozumiem, że to jest ta... no... terapia prowokatywna, tak?
      Pzdr.
      Ing
      • nanuk24 Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 21:45
        Nie zapomnij o papierze toaletowymbig_grin
      • baltycki Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:13
        > Kurczę, człowiek nie może zjeść pięciu pistacji stojąc na skraju bankructwa,

        Te "pięc pistacji", to "nadprogramowe 200zl w miesiącu" .
        mając
        "600zł na miesiąc..sory a tyle mamy."
      • pade Re: Pistacje powodem rozwodu 23.06.14, 22:54
        big_grin
        Inguszetia, w punkt.
        uwielbiam Cięsmile
        • rosapulchra-0 Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 00:45
          Ja też.
    • oronga79 Amen 23.06.14, 23:31

      Piałam na tym forum kilka razy w roku - w chwilach dołka i wylewałam swoje egoistyczne myśli ,wiedząc, że nie ucierpi na tym mój mąż, dziecko czy ktos inny.
      w tytule forum pisze:
      "Tu możesz się wyżalić, porozmawiać o kłopotach z samą sobą i światem wokół Ciebie, jak również podzielić radością, która stała się Twoim udziałem."
      Przekonałam się, że :
      Nie można napisać o swoich myślach (nieszkodząc nikomu) bo -Tobie zaszkodzą, a już na pewno nie poprawi to Twojego stanu.

      Kilka faktów:
      Faktem jest, zdarzyło mi się kilka razy nadszarpnąc domowy budżet z powodu głupot, które spłaciłam poźniej ze swojej wypłaty (premii itp)
      faktem jest, że mieszkając w domu z rodzicami miałam o wiele, wiele lepiej finansowo.
      faktem jest, że kłocimy się czasem z mężem o jedzenie.

      Nie będę więcej pisać na forum i dzielić się "myślami" bo okazuje się że jestem oceniana i obrażana, za myśli, nawet jeżeli są egoistyczne.
      Konsekwencje kupionej gazety poniosę ja sama.
      Ostatnim faktem jest to, że dowalono mi za podzielenie się myslami z postem z przekornym tytułem. Mogłam rzeczywiście nie dawać słowa rozwód, ale to znów myśl, którą przelałam

      Myśle, że można już to zakończyć, bo chyba każdy juz wylał swoje pomyje, no chyba, że ktoś lubi....
      • rosapulchra-0 Oronga, 24.06.14, 00:42
        ja kiedyś napisałam na swoim blogu, że mąż mi zrobił awanturę o za drogie zakupy, więc forumki od razu dorobiły sobie teorię, że ja mam te awantury non stop i jestem przez niego wykorzystywana. Takżętego..
    • prophetess.pl Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 00:53
      Sorry, czy 79 w nicku to twoj rocznik czy IQ? Jesli to drugie to jeszcze jestem w stanie zrozumiec, ze nie miesci sie ci w glowie opcja rezygnacji z zakupow, ktore stanowia 33% budzetu na jedzenie, bo niewiele ci sie w niej miesci... W przeciwnym razie to stwierdzenie "niedojrzala" to prawie komplement. 35 i wspomina jaka to byla/jest coreczka tatusia. LUUUDZIE. Trzymajcie mnie. No i pogardliwe wyrazanie sie o biednej rodzinie meza, o jego braku wyksztalcenia [nota bene moze zamiast twoich kolejnych kursow sfinansujecie mu jakies doksztalcanie i on bedzie mogl znalezc lepsza prace?] ... Tylko tak dalej, jesli oczywiscie twoim celem jest rozwod. Jesli chodzi o prace to skoro masz duzo czasu na nic niewnoszace doksztalcanie sie wiec moze po prostu zacznij dorabiac?
      • misterni Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 01:26
        prophetess.pl napisała:

        LUUUDZIE. Trzymajcie mnie.

        No, trzymajcie ją, bo zaraz jej zwieracze puszczą. tongue_out
      • totorotot Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 09:36
        >[nota ben
        > e moze zamiast twoich kolejnych kursow sfinansujecie mu jakies doksztalcanie i
        > on bedzie mogl znalezc lepsza prace?] .


        Próbowała, niestety misio niewykształconym się narodził i takim postanowił był umrzeć.
        Stracił pracę ale zaraz znalazł wyjście z finansowej opresji: otóż oduczy rodzinę jeść. Nie będą jeść to i się rozwiąże kwestia papieru toaletowego. Genialne w swej prostocie, nieprawdaż? Pan winien się zgłosić do Belki na zastępcę Rostkowskiego.
        • maghdalena33 Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 14:10
          Żenada.
          Naprawdę uważacie, że kupowanie miękkiego papieru toaletowego to luksus?
          Trzymanie trutnia w domu to sam urok?
          Dziewczyna robi co może aby więcej zarobić. Może duża ilość kursów i studiów podyplomowych kompletnie się jej nie przydała ale się stara.
          Chce zarabiać więcej się stara Na razie mają małe dziecko. Za chwilę dziecko pójdzie do szkoły i potrzebne będą pieniądze na książki, wycieczki dodatkowe zajęcia a szanowny małżonek nie ma zamiaru się ogarnąć bo to minimalista. Dziecko na wycieczkę nie pojedzie bo po co. Tatuś nie jeździł to i dziecko nie musi. Książeczkę będzie chciało. Pewnie po co książeczka w d... się dzieciakowi poprzewracało. Żona ma odmówić sobie wszystkiego zrezygnować z malutkich przyjemności w życiu i tylko zasuwać całe dnie bo mężowi się nie chce? Bo nie potrafi? Bo to minimalista i nic mu do szczęścia nie potrzebne?
          Na serio czytając niektóre wypowiedzi dochodzę do wniosku, że dla niektórych najwyższe szczęście to trzymanie portek w domu. Nie ważne jaki mąż jest, że ciągnie rodzinę w dół ale ważne, że jest.
          Autorko masz wg. mnie dwa wyjścia. Pogodzić się z faktem, że mąż z gołębia w orła się nie zmieni lub rozwieść się, wyegzekwować alimenty i dalej się starać o lepszą pracę z tym, że będziesz ją dzielić już na dwie a nie trzy osoby.

    • 5th_element Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 14:52
      >Poszłam na studia żeby zostać tym kierownikiem

      laska, wygrałaś. Nie to, byś była w tych pragnieniach osamotniona. Tak z 90% pracownic magazynu ma takie aspiracje.

      Nie to też, bym nie rozumiała pragnienia owych pistacji. Tyle, że dziecko nie robi się samo i tak samo jesteś odpowiedzialna za sytuacje jak i małżonek. Zgadzam się, że jesteście odpowiedzialni za sytuację tak w 5%, reszta to Tusk i jego nienażarta banda, Zusy, Vaty i Konkordat (nie jestem tu cyniczna). Ale biorąc pod uwagę sytuację zastaną, czyli klasyczną polską bidę - co zamierzasz? Zostawić ojca z dzieckiem?
    • malinaa79 Re: Pistacje powodem rozwodu 24.06.14, 14:55
      A ja Cię rozumiem. To jest naturalne, ze ciężko rezygnuje się z lepszego życia. I nie trzeba być rozpieszczonym bachorem. Każdy tak ma tyle, ze nie przyznaje się do tego. Myślę, że czułabym się podobnie, pomimo tego że jestem przyzwyczajona do skromnego życia a w chwili obecnej jakimś cudem jest dobrze - bez szału, ale nie martwię się o pieniądze. Moje oczekiwania wobec życia rosną - chyba naturalne? Mimo, ze to tylko pistacje, krem etc. Zaakceptowanie obniżenia poziomu życia to takie przyznanie się przed sobą, ze coś poszło nie tak, ze odnieśliśmy jakąś porażkę. A nikt tego nie lubi i nawet w gorszych okresach finansowych czasem potrzeba tych paru groszy, aby wystarczyło na czerwoną szminkę czy kawę w kawiarni.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja