kocianna
23.06.14, 14:17
Powiedzcie mi, dobre kobiety...
Skąd ten mit, że budżetówka tak super zatrudnia, krótki okres próbny i od razu umowa stała, że nie trzeba się wykazywać, że to wylegatury...
Pracowałam i u "państwowego" i u prywatnego pracodawcy (fakt, że to były to zawsze duże i bardzo duże podmioty), mój mąż takoż - i tu, i tu trzeba pracować i nie można się wałkonić, wszędzie zdarza się bezpłatnie zostawać po godzinach, w polskich warunkach różne przywileje trzeba "wychodzić", procedury bywają naginane etc. Lepszy socjal dawały podmioty prywatne. Kasa bywała porównywalna. Prestiż... no, w budżetówce częściej spotykałam się ze stwierdzeniem, że "żyję z pieniędzy podatników". Podejście do zwolnień, przyprowadzania dziecka do pracy etc. zależały wyłącznie od szefa, nie od firmy. Firmowa rozrzutność czy oszczędność też zależała od szefa.
Ja mam takie szczęście, że mi się tak samo pracuje niezależnie od miejsca, czy może "wy też tak macie"?