mid.week
26.07.14, 09:12
W sklepach sieci IKEA pojawiły się zabawki zainspirowane najbardziej znanymi bajkami. Bez wątpienia jedną z takich bajek jest Czerwony Kapturek braci Grimm. I właśnie do niej nawiązuje sylwetka wilka pożerającego babcię.
Pomijając już to czy wilk zjadający babcię jest zabawką właściwą dla masowego odbiorcy czy nie (ja go mam, nasz wilk zjada różne rzeczy bo dołączona babcia tłumaczy mu, że zróżnicowana dieta to podstawa, a ona sama ma zero witamin i wilk stanowczo jej konsumować nie powinien bo jej majty utkną mu na żołądku) zastanowiło mnie ostatnio wszechobecne pytanie postawione też w treści tego artykułu "Czego ta zabawka ma nauczyć?".
Wychowałam się w czasach kiedy to zabawki nie uczyły niczego i były ot, po prostu zabawkami. Służyły głownie radości. Dziś mamy edukacyjne kocyki, naukowe nocniki, klocki rozijające myslenie logiczne i cholerawiecojeszcze. Dlaczego domagamy się od durnowatego pluszaka aby uczył czegoś nasze dzieci? Przecież to my- rodzice zadajemy często temat, wychowując dzieciaki uczymy je co mieści się w granicach moralnych a co nie, objasniamy im świat i pokazujemy co jest już zagrożeniem a co jeszcze nie, gdzie kończy się i gdzie zaczyna metafora... Pluszak jest neutralny, on nie ma wpływu na to w jaki sposób toczyć się będzie zabawa.
Czy kupujecie dzieciom jeszcze zabawki, które ich niczego nie nauczą?