Casting niań - wymiękam....

28.08.04, 21:27
Witam wszystkie eMamy po moim szczęśliwym powrocie do domu.
Okres powakacyjny zaczął mi się raczej mało wesoło - nasza niania musiała
zrezygnować z pracy, a ja muszę wybierać nową opiekunkęę i nie mam na to zbyt
wiele czasu. Zaatakowałam problem wielostronnie i agresywnie - oblepiłam
ogłoszeniami trzy okoliczne osiedla, dałam sygnały w mediach i u znajomych. I
nie powiem, odzew jest, ale jaki to narybek... - oceńcie same.

Pani nr 1, czyli MOHEROWY BERET (ostra wiśnia, w sierpniu!, nie zdjęła do
końca spotkania)
- ogólnie starała się być sympatyczna, obejrzała dokładnie nasze gołe ściany
i podłogi, do mojej córki zwracała się "Mój cipulku", do
mnie "Kochaniutka", "posiada bynajmniej doświadczenie" w opiece nad dziećmi,
ale była zawiedziona, że nie mamy video (i bajek, rzecz jasna)i że wymagam
codziennych długich spacerów i to nie na bazarek, ale do parku; czytać
dziecku, owszem, może, ale musi najpierw "okulary sobie wyrobić"; ogólnie, to
ona "czysta jest i w domu nic nie ginie" i "bynajmniej, dziecku krzywdy
zrobić nie da"; szkoda tylko, że nie ma windy (no, szkoda, faktycznie); aha,
i była zainteresowana, czy mleko jest, bo ona tylko rozpuszczalna (kawę,
znaczy się) pije z mlekiem właśnie;

Pani nr 2, czyli ŚMIERDZĄCA PACHA
- tu streszczę się do silnych wrażeń zapachowych, tudzież estetycznych (tu
brudne połamane paznokcie i brak biustonosza); dodam też, że pani, mimo
niezbyt podeszłego wieku, mocno niedosłyszała i przy wyjściu zapomniała
torebki;

Pani nr 3, czyli POCZCIWA STAROWINKA
- cudowna, ciepła, taka Bzowa Babuleńka, zna się na ziołach ojców Bonifratów,
dzieci to skarby świata, umie opowiadać bajki, chętnie pójdzie do parku
nakarmić kaczki, ale ... kto zniesie i wniesie wózek i dziecko? kto pobiega
po parku (źle zrośnięta miednica po wypadku); i jeszcze to tempo działania:
otworzyć torebkę, wyjąć chusteczkę, zdjąć okulary, przetrzeć lewe szkiełko,
prawe szkiełko, jeszcze raz lewe, zalożyć okulary, pomrugać, złozyć
chusteczkę, włożyć do torebki, zamknąć torebkę i ..."o czym to była mowa?", a
dziecko już dwie przecznice dalej;

Pani nr 4, czyli ENERGETYCZNA DWUDZIESTKA
- studenka dwóch kierunków (jeden zaocznie), wolontariat w Domu Dziecka,
liczne zainteresowania sportowe (m.in parolotnia i nurkowanie), duże
doświadczenie opiekuńcze, znakomity kontakt z dzieckiem; używa pojęć typu:
kształcenie komunikatywności dziecka, rozwój psychomotoryczny i zaspokajanie
potrzeby bliskości; wyszczekana, że hej i stanowczo za ładna; dzieci
zachwycone (w czasie spotkania leżała z nimi na podłodze i zrobiła im
nieziemskie origami); niestety, ma mocno ogranioczony grafik i jest cholernie
droga; wiadomo - ceni się;

Pani nr 5, czyli PRZEWRAŻLIWIONA OPOZYCJONISTKA
- nie była zadowolona z poprzednich pracodawców (powody - jedna nie gotowała
dla dziecka zupek, tylko słoiki; inna nie sprzątała w mieszkaniu); dziwi się,
naprawdę, dziwi się bardzo, że pozwalam dziecku na ssanie smoczka (zgryz!)
oraz uchylam okno, kiedy tu przecież NIE MA DYWANÓW, za to SĄ PRZECIĄGI; na
dziecko trzeba ciągle uważać (słuszna racja), bo się przewróci, umaże i zgubi
czapeczkę :-0; do piaskownicy to ona nie puszcza (zarazki) i na hustawki też
nie (bliżej niezidentyfikowane zagrożenia); najchętniej zaopiekuje się u
siebie w domu, ma tam nawet kojec (bezpieczny, jak rozumiem);

Pani nr 6, czyli WIELKA SMUTA
- pani w moim wieku, dziecko w szkole, ona musi dorobić, bo mąż ją zostawił,
matka zmarła, teściowie olali, a do pracy nie zdążyła wrócić po macierzyńskim
(?); niestey, pali, bo ma ciężkie życie; dzieckiem, oczywiście, że umie się
zająć, ma przecież swoje; chętnie zapisałaby sie do mnie na obiady domowe
(podwójne), bo nie ma czasu gotować; nie ma szczęścia w życiu, od pół roku
chce się "nająć do dziecka", ale nikt jej nie chce;

Pani nr 7, czyli 20 LAT W ŻŁOBKU
- tyle przepracowała, więc doświadczenie ma; dziecko musi mieć uregulowany
tryb dnia (jak nie ma, to ona już ureguluje); trzeba zdjąć te pampersy;
spacery, spacery, słuchanie muzyki, wierszyki ("Cała Polska czyta dzieciom,
chyba się Pani orientuje"), korygowanie wad wymowy (córka ma 15 mies.) i
postawy; żadnych słodyczy i napojów gazowanych; żadnych zwierząt i skupisk
ludzi, czystość, estetyka dnia codziennego; a buciki z cholewką dziecko ma?,
a zabawki edukacyjne ma? nie zasypia samo?; OJ!

Pani nr 8, czyli MOJA JUTRZEJSZA NADZIEJA
- wesoła, energiczna, rozmowna, z doświadczeniem, niestety, wolna od
października (kończy ponad 3-letnią opiekę), ale może przychodzić na
wieczorki adaptacyjne; chętnie uprasuje, podszykuje obiad (w czasie snu lub
jak Mała da); mieszka dwa domy dalej (zna teren) i KOCHA DZIECI!

Niezły katalog mi wyszedł... Może ktos ma podobne doświadczenia... albo
dopisze swoje typy...
Tak czy owak, trzymajcie za nas kciuki jutro, może tym razem...
Pozdrawiam!

- - - - - - - - - - - - - - - - -
Mój mąż jest z zawodu Dyrektorem!
- - - - - - - - - - - - - - - - -
    • magda1711 Re: Casting niań - wymiękam.... 28.08.04, 22:16
      HA HA!!! Ale się uśmiałam czytając to smile))) Super to napisałaś!!!
      Śmierdząca pacha i Wielka smuta są THE BEST , chociaż reszta też im nie
      ustępujesmile))))))

      No a po takich zmaganiach życzę Ci powodzenia z Panią nr 8 !!! Oby to była TA!
      Pozdrawiam!
    • pesteczka5 Re: Casting niań - wymiękam.... 28.08.04, 22:18
      Swego czasu dużo doświadczeń zebrałam...
      Ciekawsze:

      Pani Pierwsza
      w peruce, schorowana, w trakcie chemioterapii - bo wie pani, kontakt z
      dzieckiem działa ożywczo, odmładzająco i orzeźwiająco... Ja w domu nic nie
      robię, odpoczywam, ale jakieś spacerki...

      Pani Druga
      Boże , państwo psa macie, no nie wiem, nie wiem... Ja to się tak brzydzę u
      ludzi, co mają psa, nie wiem, jak oni dotykają później tych podłóg, tych kanap,
      zawsze zmieniam ubranie i się kąpię, jak od nich wracam (smile)

      Pani Trzecia
      Rodzinę zostawiła na pomorzu, wie pani, długi, mąż wie pani, tego, córka...
      tego, ale ja porzadna kobieta jestem, pani dzwoni grzecznościowo...
      Zadzwoniłam, bełkot pijanej kandydatki uniemożliwił dalsze zwierzenia...

      Pani Czwarta
      wykształcenie pedagogiczne, szczupła, sprężysta piećdziesiątka, zna pisenki,
      wierszyki, przyniosła maskotkę i od razu zaczęła bawić starszego, do dzieci to
      ja w dresie przychodzę, biegi, jazdy i podskoki, serdecznie, lecz stanowczo...
      Cena - Matko jedyna!!! Pracowała u pana z listy naj... Polaków, jeździła z nimi
      (do opieki) na Bali... może innym razem

      Pani Piąta
      wie pani, ale na spacer na rynek do kafejki można, nie? Bo ja tam się z
      kolegami bym spotkała, no, wie pani...

      Pani Szósta
      została naszą nianiąsmile

      Pani Piąta
      zna mnie do dziecka - wpadnę, Kasiu, zobaczę, jak sobie radzisz, jak masz w
      szafkach, zawsze taka bardziej do książek byłaś, no zobaczymy, co teraz
      potrafisz!

      • ulala72 Dzięki, już mi lepiej 28.08.04, 22:36
        Pesteczka,
        dzięki, już myślałam, że mi odbija z tymi wymaganiami;
        UBIELWIAM (cyt. mojego synka) Twoje posty, dodają mi otuchy...

        Śpieszę jeszcze dorzucić kilka sprostowań autorstwa mojego męża (przy części -
        tej lepszej - castingu obecnego) -
        1) Beret (a raczej beretka) była była śliwkowa, włos ok. 5 cm
        2) Energetyczna miała grube uda (sport jej nie pomógł!)
        3) Przesadziłam z tą opiekunką żłobkową (niech mi wybaczy), bo sama jestem dość
        apodyktyczna i wolałabym, żeby mi (mojego dziecku) nikt obcy codziennego
        rozkładu jazdy nie regulował;
        4) niepotrzebnie entuzjazmuję się tą jutrzejszą rozmową z kandydatką nr 8, bo
        przecież te w.w typy wybrałam osobiście na podstawie bardzo wielu rozmów
        telefonicznych, jakie odbyłam wcześniej, i co z tego wyniknęło, sama widzę...;
        ten to zawsze umie mnie pocieszyć i wesprzeć :-o

        Pozdrawiam!
        • melmire Re: Dzięki, już mi lepiej 29.08.04, 12:44
          Ogolnei smieszne, ale twoja uwagi o "grubych udach" i "zdecydowanie za ladna"
          raczej takie sobie - jakies kompleksy??
          • ulala72 Re: Dzięki, już mi lepiej 29.08.04, 18:41
            To były uwagi zgłoszone przez mojego męża (ten z zawodu Dyrektor), jak
            zaznaczyłam.
            A kompleksy - to i owszem, bynajmniej posiadam kilka na zbyciu. Za to poczucia
            humoru nie oddam za żadną cenę.
            Co do szczegółów - moherowy beret jakoś Cię nie ruszył? W sumie niczego sobie
            czapeczka...
            Pozdrawiam!
            • melmire Re: Dzięki, już mi lepiej 29.08.04, 21:04
              Powiem jedno - nie chcialabym pracowac dla Twojego meza, i nie zazdroszcze
              waszej przyszlej niani - chyba ze wyszukacie sobie ideal, szczuply ale nie za
              piekny, ubrany tak jak wam sie podoba, bron boze bez moherowego beretu uncertain
              Gdyby moj pracodawca rzucil mi tekst ze mam grube uda i widac sport mi nie
              pomogl, trzasnelabym go w pysk i wyszla. Rzucanie takimi tekstami za plecam tez
              nie najlepiej swiadczy.
              • donatta Moherowe berety rule! 29.08.04, 21:10
                A weź Ty kobieto wyluzuj trochęsmile
                Takie pojęcia jak ironia i sarkazm brzmią chyba obco dla Twoich uszu?
                Pewnie, że lepiej pisać bez polotu, bez poczucia humoru, bez znajomości
                polszczyzny, ale za to być politically correct w każdym calu, co?

                Utalio, czekam na kontynuację,
                Twoja wierna czytelniczka
                • melmire Re: Moherowe berety rule! 29.08.04, 21:58
                  Wytykanie komus grubych ud i wad urody.............fakt, szczyt polotu, mozna
                  sie ze szczescia posikac.
                  • donatta Re: Moherowe berety rule! 29.08.04, 21:59
                    Boshee. Przecież tak naprawdę tu nie chodzi o te cholerne udasmile
                    Ale to trzeba wiedzieć, a nie próbowac na siłę zrozumieć.
                    Pozdrawiam i życzę wyleczenia kompleksów
                    • melmire Re: Moherowe berety rule! 29.08.04, 22:58
                      Jakich kompleksow drogie dziecko?
                      O ile fakt ze do posady niani postuluje schorowana staruszka na wolnych
                      obrotach czy pani bez zadnego doswiadczenia i motywacji jest straszno-smieszny,
                      to fakt posiadania grubych ud/rudych wlosow/1m50 wzrostu jakos ani mnie nie
                      szokuje, ani nie smieszy.
                      Gdyby to natomiast moj maz oceniajac nianie zwracal uwage na jej uda zamiast na
                      kompetencje, to chyba by mi sie dziwnie zrobilo.
    • donatta Re: Casting niań - wymiękam.... 28.08.04, 22:20
      Ulala, cudne to byłosmile
      Moherowy Beret i Wielka Smuta to moje bezprzeczne faworytkismile

      Życzę znalezienia OPIEKUNKI PRAWIE-IDEALNEJ w jak najkrótszym czasie.
      I informuj nas o dalszych perypetiach z pseudo-nianiami...
      • utalia Re: Casting niań - wymiękam.... 28.08.04, 22:28
        chyba z tego wszystkiego tylko nr 7 i 8 wchodza w gre? chyba jednak 7. Utalia
        • verdana Re: Casting niań - wymiękam.... 28.08.04, 22:44
          Ja sama niań raczej nie miałam (studentki na dochodzace), ale moja mama
          opowiadała mi, jak przyjmowała nianię na stałe
          I tak w okresie próbnym jedną wywaliła, gdy ta pouczona jak sie robi surówke
          weszła przerwywając mamie pracę i zapytała, którą połówkę jabłka ma do surówki
          wkroić
          Drugiej nie przyjęła, bo ta powiedziała, ze nie musi się prześwietlać, bo jak
          lezała w szpitalu to ją przeswietlaja bez przerwy. Okazało się, ze ma codzienne
          napady padaczkowe, czasem po kilka razy
          - Trzecia sama nie stawiła się po dniu próbnym. Razem z nią nie stawiły się
          buty i plaszcz mamy.
          Potem mama wybierała nienie na zasadzie raczej dziwnej (przypominam, ze na
          stałe). Były to wszystko b. młode panny po podstawówce, ze wsi (16-18). A więc
          patrzała, ktora podczas rozmowy próbnej patrzy na regał z ksiązkami. Ta, ktora
          olała instrukcje opieki nad dzieckiem, wyjęła książkę i zapytała, czy może
          pożyczyć przyjęła natychmiast.
          Była u nas trzy lata, gdy byłam w wieku przedszkolno-szkolnym. Była
          rewelacyjna. Nie gotowała (wolała czytać), nie sprzatała (J.w.), ale uczyła
          mnie wierszyków, chodziła na spacery, pomagała potem w lekcjach. Konflikt
          powstał jeden raz, gdy mama -polonistka za wypracowanie, które napisała jej do
          liceum (wymogiem było chodzenie niani do wieczorowego liceum) dostała 3- i
          została zwolniona jako korepetytorka. Ojciec w matematyce był lepszy i pozostał
          na stanowisku.
    • umargos Re: Casting niań - wymiękam.... 28.08.04, 23:01
      Ło matko !!! tez się usmiałam...choc sama jednak miałam łatwiej. Najpierw
      bliska mi bardzo osoba...niegdyś drużynowa zuchów, opiekunka do dzieci przez
      całe studia a obecnie pracownik m.in. Miejskiego Domu Kultury (prowadzi
      zajęcia plastyczne dla dzieci), ale dyspozycyjna w ograniczonym zakresie. Była
      świetna, nie podpadała pod żadną Twoją kategorię, ale teraz w ogóle juz nie
      jest dyspozycyjna. A koleżanka z która dzieliłam w/w nianię, chciała ją
      zagarnąć dla siebie i poleciła mi parę numerów telefonów - znajomych znajomych
      oraz swoją ciocię...panią ok. 50-tki, która akurat straciła pracę....i to też
      okazał się strzał w dziesiątkę albo i setkę, jeżeliby taka opcja była. Pani
      miła, spokojna, kulturalna, wystarczająco młoda, dość wysportowana (często
      rowerem przyjeżdża z innej części miasta ok. 8 km, nie zeby była to odległość,
      ale jej się chce, pomimo, że posiada samochód)...sama miała obawy, że nie ma
      doświadczenia, że sobie nie poradzi, że coś tam...blablabla...poradziła sobie
      świetnie, dziecko ją naprawdę szczerze polubiło/pokochało, ona najzwyczajniej
      na świecie uwielbia małą (Weronika po 3 tygodniach niewidzenia, bo byliśmy na
      wakacjach powitała ją entuzjazmem, a ma 1,5 roku), a doświadczenia nabyte przy
      własnych juz dorosłych dzieciach okazały się całkowicie wystarczające. Problem
      mamy tylko przy "wypłatach", bo ona sama nie liczy godzin, a moje zawsze
      kwestionuje...dokładnie za każdym razem twierdzi, ze za duzo policzyłam i że
      ona nie może tyle wziąć, że to za dużo, że przecież nie możemy sobie na tyle
      pozwolić itp. A zabiera Weronike na cały dzień (3-4 razy w tygodniu) ok. 0,5 km
      od miejsca gdzie mieszkam do swojego dawnego rodzinnego domu, gdzie jest dom z
      ogródkiem, prywatna piaskownica, dwie dziewczynki w wieku przedszkolnym, jej
      bratanice, kot, pies i co najważniejsze (dla Weroniki) dwie kury. Co wiecej,
      niania ma o niebo lepsze osiągnięcia w edukacji nocnikowej niz ja.
      A juz zupełnie rozczuliło mnie kiedy w dzień matki ze spaceru wróciły z
      bukietem kwiatków dla mnie, które dziecko, choć niechętnie,
      jednak "wręczyło" :o)))))
      W tej chwili uważam, jeżeli przyjdzie mi zmienić nianię, że najwazniejsze jest
      czy niani się chce (zajmowac dzieckiem) i czy się nawzajem polubią. Ale choc
      życzę niani jak najlepiej (wiem, ze szuka pracy, póki co mało intensywnie, bo
      pytała jak długo bedę jej potrzebować, a nie chce mi sprawiac kłopotów (!!!)
      np. konieczności szukania nowej niani) to wiem, że jest idealna niania dla
      każdego dziecka.
      Pozdrawiam
      Ula
      • wieczna-gosia Re: Casting niań - wymiękam.... 29.08.04, 00:59
        no wyje ze smiechu wink
        Ja zaliczam wylacznie studentki z pobliskiej uczelni wink) uczelnia sportowa wiec
        dziewczyny po dworze ganiaja az milo wink)
        Teraz rozgladam sie za niania co ma wlasne dziecko- mi nie przeszkadza ze ma
        wlasne, a taniej to jakos wyjdzie wink
        • katse Re: Casting niań - wymiękam.... 29.08.04, 10:23
          mam studentke informatyki,
          21 lat.

          domowe prace sa jej obce dokladnie tak jak miwjej wieku.
          na sinlac po dwoch tygodniach mowi similac.

          czasemzapomni przewinac, czasem zamiast herbatki znowu da soczek-latwiej
          zrobic. no a ja nie chce zeby dziecie wiecej niz jeden soczek na dzien pilo.

          ja pracuje w domu
          i wkurza mnie jak mloda wchodzi jakpracuje a niania sobie w pokoju siedzi i
          muszeja wolac zeby ja zabrala.

          chyba zmienia nianie.

          14 umawiam sie z inna

          K


    • martyna1 Re: Casting niań - wymiękam.... 29.08.04, 21:33
      Ja też miałam przebojowe kandydatki....
      Damulka
      pierwsza kandydatka, bardzo sympatyczne pani, w wieku ok 50, zadbana, z
      doświadczeniem, od razu złapała kontakt z dzieckiem....ale obwieszona złotem
      jak choinka, pirścioneczek na pirścioneczki, kilka łańcuszków, dłonie raczej
      nie lubiące prac domowych, dzwigać wózka i dziecka raczej się nie da
      Szaleńczo rózowe usta
      Babeczka przemiła, z zawodu kucharka, nie ma problemu żeby " habaninę do pieca
      wrzucić", "zabawić dziecinke" a ino wszystko si da zrobić...
      Babinka
      Kandydatka 3, chyba sama potrzebuje opieki a i sił za dużo nie ma, bo prawie
      jej dziecko z rąk wypadło, już po tym była skreślona, ale opowiadała dalej, że
      doświadczenia nie ma, że siły nie ma, ma problemy ze wrrokiem i ogólnie
      schorowana....
      Jeszcze się trafiły dwie młodziutkie studentki..... ale za młode były i od razu
      miałam wrażenie, że szukają łatwej "kasy" a dziecko przy okazji może być...
      Nasza ostatnia 6 kandydatka okazała się WŁAŚNIE TĄ- normalna kobieta, po 40,
      miła, uśmiechnięta, co prawda beż doświadczenia, ale mająca 2 własnych dzieci i
      to Nam wystarczyło, jesteśmy z Niej zadowoleni a nasza Izka ją uwielbia.
      • ulala72 nr 8, grube uda i mohery 29.08.04, 22:55
        Hmmm, nie ma to jak "materiał ludzki" przeanalizować; swojego czasu szalenie
        modne było tak dla fasonu na służbę domową ponarzekać (fe, nieładnie)...

        Ale do rzeczy - kandydatka nr 8 nie stawiła się dziś, ale nie z powodu
        wcześniejszej lektury mojego niepoprawnego postu, ale z racji kataru i obawy
        przed zarazeniem malucha; wizyta przesunięta na środę (tu kolejny punkt dla
        niej, choć jeśli okaze się mało odporna i słabego zdrowia... nota bene -
        kandydatka nr 1 zarzekała się, że ona to w ogóle "chorobliwa nie jest");

        w kwestii grubych ud - jako żywo takie właśnie posiadam :-o i zamęczam męża
        moimi kompleksami na tym tle (ha! a jednak!), toteż on (jak podejrzewam
        poczciwinę) pokazuje mi, że wokół sam grube udziska chodzą i dobrze się mają
        (że nie mam grubych nie ma już sił biedak udowadniać);
        nasze poprzednie nianie (całuski gorące dla Was, moje kochane) miały całkiem
        solidne podstawy całkiem solidnych korpusów, miały do czego dziecinę przytulić
        i siedziały też całkiem pewnie, co jak się domyślacie (co poniektórzy
        przynajmniej) nie przeszkadzało im być absolutnie cudownymi nianiami; co
        więcej - dodam, że niania mojego syna miała całkiem pokaźną kolekcję moherowych
        beretów, umiała je nawet w specjalny sposób czesać, ale ... po wejściu do
        mieszkania zdejmowała beretkę i umieszczała na półeczce; i jeszcze dodam, że
        pozwalała się dziecku gładzić po takiej puszystej czapeczce...

        reasumując - szukam dalej, grube uda i beretki nie dyskwalifikują nikogo nawet
        w oczach mojego Dyrektora, natomiast ogólne zadęcie, napastliwość i ponuractwo
        jak najbardziej. I tej wersji będę się trzymać.
        Pozdrówka!
        • melmire Re: nr 8, grube uda i mohery 29.08.04, 22:59
          ulala72 napisała:

          >, natomiast ogólne zadęcie, napastliwość i ponuractwo
          > jak najbardziej. I tej wersji będę się trzymać.

          To zadecie to do mnie? smile
          • ulala72 A skądże znowu... 29.08.04, 23:03
            bynajmniej
            • melmire Re: A skądże znowu... 29.08.04, 23:06
              Oj, jaka szkoda smile A z drugiej strony, moglabym zapostulowac cichcem (maskujac
              uprzednio udka - moherowych drobiazgow nie posiadam, moze etola z rozowych
              piorek!) i wkrasc sie w wasze ognisko domowe? Az strach sie bac smile
    • higa Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 10:35
      melmire ma chyba jakiś problem psychiatryczny ze sobą. podejrzewam zazdrośc z
      powodu męża Dyrektora, którego ona nie ma, i mozliwośc wybierania nani a nie
      zmaganie się z brutalną codziennością tych, którzy kasy w nadmarze nie mają.
      zastanów się dziewczyno, bo jak tak dalej pójdzie obudzisz się z ręką
      w ....moherowym berecie jako stara baba ponura i zrzędzaca na wszystko dookoła.
      wątek super. talent obserwatorsko-lieteracki też na miejscusmile
      pozdrawiam Cię ulala.

      p.s. a ja mam motywację sama być już niedługo dyrektorem, O!
      • melmire Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 12:29
        Fakt, szczytem moich marzen jest maz Dyrektor, koniecznie przez duze D.I to
        najlepszy taki subtelny, ah i oh.
        Braku mozliwosci wyboru niani nie odczuwam, prawdopodobnie z powodu braku
        potomstwa.

        PS dziwia i oburzaja was komentarze innych na temat wasz i waszych dzieci, a
        komentowanie czyjejs tuszy uwazacie za szczyt wyrafinowanego humoru. Dziwi mnie
        to, ale to z powodu moich psychicznych odchylen, niewatpliwie.
        • misiamama Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 13:07
          Hej
          miałąm się nie odzywać, ale jednak nie zdzierżę...
          dziewczyno, faktycznie popracuj nad poczuciem humoru, chociaż to podobno Bozia
          daje albo skąpi.
          Post wyjściowy jest zabawny, inteligentny i powiedziałabym silnie zakorzeniony
          w pewnych kultowych kulturowych specyficznie polskich zjawiskach (moherowy
          beret bardzo dokładnie się kojarzy, toż samo mąż z zawodu Dyrektor).
          Odpuść odpowiadanie na mój post, proszę. A.
          • melmire Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 13:12
            Z moim poczuciem humoru wszystko w porzadku, wole tylko humor bardziej
            abstrakcyjny i lekki niz wysmiewanie sie z cudzego wygladu.
            No, ale przynajmniej bede wiedziala co odpowiadac na posty mam ktore
            histeryzuja bo ktos im powiedzial ze zbrzydly w ciazy lub ze ich dziecko jest
            grubaskiem - nie maja poczucia humoru, ot co.
    • judytak Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 13:20
      moja mama swego czasu (miałam 9 miesięcy) na nianię wzięła kolejno dwie młode
      dziewczyny, które właśnie skończyły liceum pielęgniarskie tam, gdzie ona uczyła

      jedną zwolniła po tygodniu, bo został wypity likier z barku (ciekawe, ile ona
      wypiła, a ile ja, żebym więcej spała?

      drugą zwolniła po tygodniu, bo sąsiedzi opowiadali, kto do niej przychodzi
      (brat, kuzyn, przyjaciółka, narzeczony, siostra narzeczonego itp. itd. - w
      sumie pół miasta)

      po tym doświadczeniu moja mama poszła na urlop macierzyński...

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S. a ja castingu nie robiłam, wzięłam sobie młodą dziewczynę z sąsiedztwa,
      która przerwała zawodówkę z powodu ciąży (poroniła), od lat "prowadziła"
      wszystkie dzieci na podwórku, najpierw się zaprzyjaźniła z Dużą (wtedy 3 lata),
      potem przyszła do mnie, jak byłam z Średnim na podwórku "czy mogę trochę
      powozić w wózku? jak ma na imię? mój też tak miał..."
      J.
    • mradford Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 15:44
      powiem szczerze-ZAJEBISTY watek,powaga.Alez mi sie geba cieszy!
      Ale jesli mialabym wybrac sama to chyba te pania z 20 letnim doswiadczeniem w
      zlobku.Moze troche dretwa ale sporo racji ma!!!!!Buziaki
      • katse Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 15:47
        a moja niania się dzisiaj 20 minut spóźniła...i jak zwykle dla niej to nie
        problem.

        czuje, że to nie ta.

        ale Nisia lubi się z nią bawić.

        tyle, że ja pracuje w domu

        i szlak mnie trafia, jak Niśka przychodzi do mnie to Niania się czuje zwolniona
        od uważania na mała.

        14 spotkam się z inna. opisze opisze

        bo wesolo tutaj
    • kubusala He,he,he,he 30.08.04, 15:47
      Ulala, ale sie uśmiałam.
    • ulkapolla Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 16:02
      No to ja mialam duzo szczescia. Mam mloda dziewczyne, ktora w zasadzie sama do
      mnie przyszla i od razu mi sie spodobala. Corcia uwielbia ja tak, ze czasem
      nawet jestem zazdrosna. A dziewczyna ostatnio zaczela mi sugerowac kupno
      nocnika i powolna rezygnacje z obiadkow sloiczkowych, ze ona bedzie gotowac.
      Jako, ze jestem matka pracujaca i przez to mocno zmeczona chyba dam sie
      wyreczyc w niektorych kwestiach. Trudno, najwyzej mnie ominie pierwsza kupa
      zrobiona do nocnika smile.
      A probowalam tez korzystac z agencji opiekunek ale chcieli 150 zlotych za sam
      fakt wyszukania mi kandydatek. Powiedzialam, zeby sie bujali.
    • ulala72 cd. czyli klęska urodzaju 30.08.04, 20:51
      Teraz na poważnie. Jestem po kolejnych spotkaniach, tym razem bardzo owocnych.
      Waham się pomiędzy następującymi typami, może coś podpowiecie?

      SYMPATYCZNA CIOCIA KLOCIA
      wesolutka, pulchniutka, różowiutka pani w wieku ok. 50 lat; ma niewielkie
      doświadczenie - opiekowała się przez rok 3/4 latkiem, ale wychowała dwie córki,
      które teraz są studentkami, jest rozwiedziona, pracowała "w transporcie", po
      redukcji - na poczcie; rekreuje się "na działeczce" i odwiedza liczną rodzinę;
      wypiła herbatkę pogryzając ciasteczkiem;
      zachwycała się córeczką (jakie loczki)i podziwiała synka (jaki dzielny
      kawaler), ale w kwestii organizacji czasu dla dziecka nic oryginalnego nie
      zaproponowała, choć odpowiedź (spacerek, huśtaweczki, czytanie bajeczek, zupka)
      była w zasadzie poprawna; noszenie wózka i galopowanie za małą nie przeraża jej
      (ma kondycję - popyla z łopatą na działeczce), natomiast była wyraźnie
      stropiona, gdy zapytałam ją, co zrobi, kiedy dziecko będzie rozpaczliwie
      płakało po moim wyjściu lub jak poda lekarstwo wierzgającemu dziecku;
      jest niedroga, mieszka niedaleko,
      dzieci zareagowały na nią dość obojętnie;

      DRUHNA DRUŻYNOWA
      pani w wieku ok. 55 lat; dziarska, wyprostowana, dżinsy, golfik i kamizelka,
      czyściusieńka (jako jedyna po przyjściu umyła ręce), konkretna, robi wrażenie
      nieco oschłej, zamkniętej w sobie, ale dzieci wyraźnie zainteresowała,
      zagadując adekwatnie do wieku - małą "a gdzie Zośia ma nosek", "a gdzie Zosia
      śpi", starszego, czy był już na Shreku i czy cieszy sie na spotkanie z kolegami
      w przedszkolu;
      zadawała wiele pytań dotyczących córeczki (rytm dnia, upodobania, alergie);
      opowiadała o swojej "pracy z młodzieżą" (obozy, ogniska, wycieczki) i
      ostatnich podopiecznych (w sumie 4 lata), natomiast nie kwapiła się z
      rozwijaniem kwestii tzw. sytuacji osobistej (udało mi sie ustalić, że dzieci
      nie ma) czy hobby;
      wykazała się oryginalnością, proponując np. jedzenie drugiego śniadania w
      parku, układanie kompozycji z patyków, szyszek i kamyczków na spacerze,
      malowanie palcami itp.; znała książkę "Gry i zabawy z maluchami" i wyraziła
      chęć zapoznania się z "Drugim i trzecim rokiem życia dziecka";
      od razu zaznaczyła, że przy dziecku w tym wieku żadnych dodatkowych obowiązków
      się nie podejmuje;
      za poczęstunek krótko i stanowczo odmówiła;
      nie rozglądała się po mieszkaniu;
      raczej droga, mieszka też raczej dalej niż bliżej
      ogólnie pozostawiła bardzo dobre wrażenie, jednak podskórnie czułam jakiś lęk
      (trochę jak przed nauczycielem w szkole);

      TAKA SOBIE ZWYCZAJNA NIANIA
      pani w wieku ok. 55; miła, z doświadczeniem (2 dzieci 2/3 letnich); odpowiadała
      na pytania dość standardowo, ale poprawnie; sprawiała wrażenie osoby dobrze
      znającej realia dziecięcego świata (tu szczegółowo wymieniła, co należy zabrac
      ze soba na spacer); preferuje metody zagadywania, odwracania uwagi w sytacjach
      krytycznych; zna piosenki (może przynieść kasetę), rysuje, czyta; chętnie coś
      ugotuje, poprasuje;
      do małej cos tam zagadnęła, raczej komentowała "jaka samodzielna, jak odważna",
      starszego zapytała o imię;
      pijąc herbatę, odstawiła filiżankę daleko od brzegu, "żeby się dzieci nie
      poparzyły, bron Boże"
      na wszystkie moje uwagi i wymagania zgadzała ("rozumie się"), ale też jakby nie
      do końca słuchała (może spisać?)
      jedyne, o co zapytała, to gdzie pracuje mój mąż (jest Dyrektorem, ma się
      rozumieć);
      zwróciła uwagę na niewielką ilość mebli i brak dywanów oraz zasłon; pochwaliła
      się, że niedawno syn jej kupił odtwarzacz video;
      średnio droga (liczy na nadgodziny), ma taki sobie dojazd (ale ma komórke i
      może zadzwonić, że się spóźni)
      niby niczym nie zachwyciła, ale większych obiekcji nie mam;

      i bądź tu człowieku mądry...
      jutro przychodzi jeszcze jedna (z rozmowy telefonicznej kwalifikuję ją jako
      ZDYSCYPLINOWANĄ PIELĘGNIARKĘ)i muszę w końcu na kogoś się zdecydować.
      O losie matek pracujących...
      • katse Re: cd. czyli klęska urodzaju 30.08.04, 21:28
        a Twój synek przedszkolak nie podpowiada???

        no a ja dzisiaj znowu czułam się jak mama niani.

        a poza tym przeszła na Ty w rozmowach ze mną,

        ona zaproponowała, ze moge jej mowic po imieniu (ma 21)
        ja jej nie...

        a tu po tygodniu kiedy byla u mnie moja kuzynka ktora mowila mi o imieniu...ona
        tez...

        pozdrawiam

        a i ja z tych twoich chyba bym druzynowa wybrala...no chyba ze za bardzo
        musztruje

        K
        • skarolina Re: cd. czyli klęska urodzaju 30.08.04, 21:40
          katse napisała:
          > a i ja z tych twoich chyba bym druzynowa wybrala...no chyba ze za bardzo
          > musztruje

          A ja chyba taką sobie zwyczajną nianię. Jakoś tak nie mam zaufania do opiekunek
          ani nauczycielek, co własnych dzieci nie mają. Choć fakt, że zdarzają się
          chlubne wyjątki.
          A dzieci? Jak one reagują na te dwie ostatnie?
          • ulala72 Re: cd. czyli klęska urodzaju 30.08.04, 21:53
            No cóż, nie będę ukrywać, że dzieciom najbardziej spodobała się Energetyczna
            Dwudziestka i jej papierowe zwierzątka. Ta od żłobka też nimi jakoś
            zakomenderowała.
            Jeśli chodzi o dwie ostatnie - synek wdał się w krótką pogawędkę z Druhną
            (dotyczyła poza w.w Shrekiem i kwestią przedszkolną ludzików kastzanowych) i
            jest gotów szukać z nią potworaków (?); córcia sprawnie pokazywała wymieniane
            części ciała i reagowała zaślinionym uśmiechem, ale ona w ogóle jest mało
            wymagająca i niewiele rzeczy ją rusza, a z drugiej strony niewiele też do
            szczęścia potrzebuje; ideałem opiekunki jest dla niej starszy brat (o, i ta
            wersja byłaby z ekonomicznego punktu widzenia najbardziej korzystna);
            na Zwyczajną Nianię reagowały spokojnie, jak na wizytę sąsiadki (nic
            ekscytującego, ale i nic niepokojącego); trochę się kręciły po pokoju,
            podebrały ciastka ze stołu, a potem oddaliły się w celu realizacji własnych
            planów; jeszcze potem łaskawie się pożegnały,

            tyle wyjaśnień,
            dalej wertuję gazetę...
    • le_lutki Re: Casting niań - wymiękam.... 30.08.04, 21:55
      Fajny watek smile

      Dopisze sie na temat trzech nian Grubcia. Kiedy sie okazalo (we srode), ze od
      poniedzialku zapewne pojde do pracy rozpoczelam obchod nian z lista z centrum
      socjalnego w garsci. Nian dyplomowanych w okolicy dostatek, nie powiem,
      rzeklabym nawet wachlarz temperamentow i charakterow bardzo szeroki. Pierwsza
      odpadla na samym wstepie, bo kiedy zobaczylam, ze sie pochyla nad wozkiem z
      Grubciem (niecale 3 miesiace) i najprawdopodobniej go cmoknie w czolko, to
      chcialam jej przylozyc. Zapewniala, ze w domu pali tylko maz "ale tylko u
      siebie w pokoju i za zamknietymi drzwiami". Zapomniala, ze mam okno kuchenne
      dokladnie na przeciwko ich ogrodka i notorycznie widze ja z petem z ustach od
      rana do nocy. Dzieci (jej i cudze, ktorych pilnuje) ganiaja nie tylko po
      ogrodku ale i po ulicy, jak sie zdarzy. Woda w baseniku jest zmieniana chyba
      raz na sezon. Mniejsza z tym.
      Potem byla niania wlasciwa: Julie. Holenderka. Rewelacja. Jakies 35 lat maksi,
      atrakcyjna jasna blondynka opalona na braz, ma swoich wlasnych dwoch agregatow
      (jeden w zerowce drugi 2 latka)i mieszka na piatym pietrze bez windy. Nie
      wazne. Grubcio i ona pokochali sie od pierwszego wejrzenia. Mnie tez przypadla
      do gustu i serca, moj maz rowniez stwierdzil, ze to jest to. Wozila dzieci
      swoja terenowka do parkow, do zoo, nad jezioro, na piknik, byla pelna energii,
      zakochana w Grubciu z kretesem. Aha, po drodze wyszla za maz za ojca swoich
      dzieci i musialam kiedys odbierac Grubcia w salonie sukien slubnych w centrum
      miasta, od Julie odzianej w powloczysta suknie z trenem i welonem, bo babki w
      sklepie nie zrobily przerobek na dwa dni przed slubem smile) Ekskuzowala sie
      okrutnie, ale Grubcio patrzyl na nia jak na obrazek. Zreszta super wygladala.
      Wreczylismy jej nazajutrz piekny bukiet roz "od Grubcia" a on potem dostal
      wlasna poczte: zdjecie slubne z przemilym dopiskiem.
      Kiedys tez odbieralam Grubcia u dentysty, bo Julie byla ze swoim starszym smile
      Kiedy Julie pojechala na wakacje z dziecmi, musielismy na tydzien znalezc
      zastepstwo i zdecydowalismy sie na nianie naszego malego sasiada z parteru -
      tez niedaleko. Pani mila, ale sama bedaca juz babcia a nie mama, co sie dawalo
      wyczuc. Tez miala trojke do pilnowania i co mnie doprowadzalo do szalu na
      wszystkich chlopcow wolala identycznie (Loulou) - albo jej sie mylilo, albo dla
      wygody, nie wiem... Moze dlatego, ze miala do kupy razem Louisa, Loica i Malo.
      Niestety Julie po powrocie z wakacji podpisala inny kontrakt (na czas
      nieokreslony) i sie skonczylo po szesciu miesiacach. Zalujemy do tej pory a ona
      chyba jeszcze bardziej.
      Tym niemniej podeslala nam swoje najlepsza kolezanke z osiedla, tez nianie
      zawodowa, tez z dwojka wlasnych chlopcow. Co wiecej Grubcio znal ja doskonale
      gdyz czesto spedzaly czas razem z Julie: albo w jej ogrodzie, albo na pikniku,
      albo na skwerze, albo na stadionie. No i tak juz zostalo. Sandra jest dobra
      niania, choc - jak mawia moj maz i nie jest w tym odosobniony - prochu raczej
      nie wymysli. No ale nie tego sie od niej oczekuje, tylko tego, zeby Grubcio byl
      zadowolony - a jest! Az piszczy na jej widok.
      Kiedy jej powiedzielismy, ze po przerwie wakacyjnej (naszej) bierzemy ja na
      staly kontrakt od wrzesnia, to sie malo nie poplakala i dziekowala nam za...
      Grubcia. Nie wiem, jakie sa inne dzieci ale one z Julie sobie go wyrywaja. Jak
      sie ucieszyly, ze zobacza, jak zacznie chodzic! W dodatku jej mlodszy tez idzie
      do szkoly i bedzie "cala dla Louisa". I wszyscy sa zadowoleni, choc Julie jest
      troche zazdrosna wink
      A na koniec chce wspomniec przekochana pania J., nianie mojego
      niepelnosprawnego brata a zarazem sasiadke z bloku, w ktorym kiedys mieszkali
      rodzice. Pani o sercu tak wielkim, jak jej tusza i imponujacy biust, do ktorego
      MAciek przytulal sie i zapadal wen jak w otchlan. Rodzice mowili, ze mniej
      obawiali sie zostawic na poczatku Macka z pania J. niz z babcia! Ona moze zbyt
      wiele nie rozumiala i byla bardzo prosta, ale po prostu wyczuwala Macka a
      Maciek lgnal do niej jak przylepka. Ona mu w srodku zimy gotowala na obiad
      siedem pierogow z borowkami... I do tej pory (Maciek ma 33 lata) przyjezdza co
      roku na jego urodziny z tortem. U moich rodzicow (ludzi skadinad z zupelnie
      innej planety) ma dozgonny dlug wdziecznosci i drzwi otwarte do grobowej deski.
      Korzystam z okazji, zeby jej oddac wszystko, na co zasluguje ta wspaniala
      kobieta mowiaca niepoprawna polszczyzna i zupelnie nieforemna, a jednak jedyna
      na swiecie dla mojego brata, ktory nazywa ja babcia J.
      Pozdrawiam
    • kapy1 Re: Casting niań - wymiękam.... 31.08.04, 10:39
      Eh, Ulala, co ty sobie tak życie utrudniasz?!

      Toż wystarczy test stópek zrobić i już wszystko się wie:
      Kandydatce na nianię każ wyskoczyć z bucików, jak skarpety ma to niech nie ma.
      Przyjżyj no się stópkom:
      - jak paluchy (duże palce) skrzywione w stronę pozostałych i halluksy jako żywo
      wydatne są - przyciasne buciki lub "w szpic" nosi, na szpilce bodaj, a one ją
      gniotą. A jak gniotą to zołza jest, (bo która z kobitek na jej miejscu by nie
      była smile)?). Im większa deformacja, tym dłużej ściśnięte były paluszki... dalej
      implikuj sama;
      - jak paluchy odstają od reszty - znaczy się notorycznie w kapciach
      rozklapanych chodzi albo wręcz boso - nieelegancja niewykluczona, wręcz pewna
      (nie napiszę wprost co, boby mnie forum zjadło, ale takie słowo co sie na "p"
      zaczyna a kończy "ctwem";
      - jak paluchy proste - to albo buty akuratne nosi, albo i w szpilkach i na boso
      chodzi ale rzecz umie wypośrodkować - taką bierz!

      Ps. Dla swojej córeczki na nianię wybrałam bliżej znajomą 30-latkę. Moja Mała
      ma teraz dodatkowych dziadków, cudną ciocię (niania), fajnego wujka i przybraną
      siostrę. I przybranego psa.
      • kapy1 Re: No i tak to jest 31.08.04, 10:49
        jak człowiek udaje, że pracuje, a się forumuje.
        Ulala, ja Ci naprawdę nie każę przeć przez życie, ja Ci chciałam powiedzieć:
        przyjrzyj się stópkom.

        Chyba zaczynam cierpieć na dysortografię komputerową. Ciekawe, jak piszę
        ręcznie, to byków nie strzelam?!
        • ulala72 Test stópek 31.08.04, 11:19
          Hej, Kapy,
          to co Ty mi nic nie mówisz od razu o tym teście?
          to ja tyle kandydatek zmarnowałam smile))
          inna rzecz, ze test wielce ryzykowny może się okazać (patrz casus ŚMierdzącej
          Pachy), a i zawodny, bo ja na ten przykład sama jednego (niedużego) haluksa
          posiadam, chociaż w trzewikach i pepegach biegam; może to jednak faktycznie z
          charakteru podłego ludziom wyrasta; patrz, Pani, jak to jest... człowiek sie
          przez całe życie uczy...
          pozdrawiam (także w imieniu małoomównego smile))
          • kapy1 Re: Test stópek 31.08.04, 12:01
            Ulala, jakże to? Jeden halluks?
            Się znaczy, że jedną stopę w trzewika, drugą w szpilę odziewasz?! Oj, coś Pani
            rozkojarzona, albo zajęć nadmiar u Pani? wink))
            Nie dywaguję dalej, no. Za to poproszę o diagnozę: halluksów nie posiadam, aleć
            paluchy nieproste i wyraźnie "przylgnięte" do reszty...

            Ukłony dla Dyrektora. A gdyby jakieś problemy sprawiał to >niestandardowe
            pogotowie dla zatroskanych żon Ltd.< się poleca.
            • kapy1 Re: Test stópek 31.08.04, 12:07
              A, jeszcze. Zauważ, że test nie wykazuje genetycznego obciążenia podłym
              charakterem. Możemy jedynie ocenić stopień nabytej (z obuwiem i wiekiem)
              zołzowatości...
              • alpepe Re: Test stópek 31.08.04, 12:42
                no, to baletnice i gimnastyczki też odpadają? Ale niesprawiedliwy test.
    • ulala72 Jest wreszcie! 02.09.04, 12:21
      Moje Kochane,
      dzięki serdeczne wszystkim, które podsyłały mi namiary na sprawdzone nianie;
      ten przydługawy casting to jedna z ciekawszych przygód mojego życia!

      szukajcie, a znajdziecie - i ja ostatecznie znalazłam
      ostatecznie wybrałam Kandydatkę nr 17- czyli fantastyczną dziewczynę, która
      ukończyła Studium Kształcenia Kadr Medyczno-Socjalnych na kierunku Opiekunka
      dziecięca (a w indeksie same bardzo dobre, a jakie przedmioty!: anatomia i
      pielęgnacja dziecka, literatura dziecięca, historia wychowania itd.), była
      wolontariuszką w DOmu Dziecka i szpitalu dziecięcym, teraz popołudniami
      praktykuje w Zielonej Ciuchci; obecnie rozpoczyna drugi rok zaocznej pedagogiki;
      ujęła mnie deklaracją, że jeśli trzeba byłoby coś pilnie załatwić na mieście
      (poczta, bank, inne) to może pojechać z Zosią (15 kg) w nosidełku - niech żyje
      młodość!
      jest naprawdę niedroga, energiczna i rzeczywiście ma tzw. podejście - starszy z
      miejsca się zakochał, a mała bez krępacji dziugała ja paluszkiem i ciągnęła za
      włosy;
      zaczyna od soboty na okresie próbnym;
      trzymajcie kciuki, oby to była właśnie TA!
      Pozdrawiam
      PS test stópki też pomyślny - żadnych zwyrodnień (ale w tym wieku!), pedicure i
      skórzane sandałki
      • pia_ Re: Jest wreszcie! 02.09.04, 13:07
        Gratuluję wyboru! A tekst był tak rewelacyjny, że podałam do niego link na
        innym forum dla mamuś, tak aby dziwczyny mogły się dokształcić, no i przy
        okazji nieźle pośmiać. Sama wydrukowałam Twój post i w domu mój narzeczony miał
        bardzo przyjemny wieczór. Dzięki!
      • beata32 Re: Jest wreszcie! 03.09.04, 11:45
        Trzymamy kciuki, oby to była ta!

        Pozdrawiam
    • aleksandrynka Re: Casting niań - wymiękam.... 03.09.04, 11:42
      Ty masz prawdziwy talent! Fantastyczne! Ja bym to gdzieś opublikowała! smile
      Szukajcie, a znajdziecie... smile))))
      Życzę powodzenia przy "jutrzejszej nadziei: i każdej innej.

      a, tak jeszcze dopiszę: co do takich uwag,że zero gazowanych, żadnych zwierząt
      itp, to wszystkim radzę: ustalajcie reguły na początku, przemyślcie WSZYSTKO, a
      jak ktoś wyskoczy z takimi kwiatkami to można powiedzieć, że takie rzeczy
      ustalam ja, a pani ma się stosować... No, nie dosłownie oczywiście. Ale żeby
      nieporozumień nie było.
    • kapy1 Re: Casting niań - wymiękam.... 03.09.04, 11:46
      smile)).

      Ps. Muszę się przyznać - test stóp nie jest moim patentem. Stosuje go w realu
      pewna bardzo już podeszła wiekiem pani. I traktuje bardzo serio.
    • arzunia Re: Casting niań - wymiękam.... 03.09.04, 13:56
      ulala ale się uśmiałamwinkja mam casting jutro. szukam super niani dla mojej
      siedmiomiesięcznej córeczki. cała jestem w nerwach, ale Twój list mnie rozbawił
      i pozwolił spojrzećc na problem z troszkę innej stronywink i choć jutro to będzie
      mój "pierwszy raz" to postaram się wykorzystać Twoje spostrzeżeniawinkdzięki
Inne wątki na temat:
Pełna wersja