panikara_28
25.08.14, 20:28
Żadna z emam mi nie powie co ze mną jest nie tak bo się nie znamy, ale liczę na konstruktywne porady (ew.motywujący kop w d_pę).
Od prawie 7 lat jestem w związku z rówieśnikiem. 30 tuż tuż. Wyglądam jak wyglądam, ale dbam o siebie - uważam, że podobam się mężczyznom. Kocham chłopaka i właściwie nie widzę nikogo innego na resztę lat życia.
Z grupy chłopaka - wszyscy pożenieni. Ostatnio zaręczył się nawet ten, na którym małżeński krzyżyk postawiła cała grupa (jako nieatrakcyjny, niezaradny - nie mój biznes/nie wypowiadam się).
Do tej pory nie zależało mi na małżeństwie jakoś szczególnie, tzn. widziałam się w sukni ślubnej, ale nie uważałam małżeństwa priorytet.
A po zaręczynach kolegi chłopaka coś we mnie pękło.. Zdałam sobie sprawę, że mój związek ma najdłuższy staż, jesteśmy dorośli i samodzielni finansowo, a nie jesteśmy "nawet" zaręczeni. Pozostali z grupy chłopaka pożenili się po 2-3 latach związku, mają dzieci itp.
Mam wrażenie, że moje życie stanęło w miejscu, chłopak na pytanie kumpli 'kiedy ślub' odpowiada 'jaki ślub?'.
Jak się pozbyć tego okropnego poczucia w stylu: życie przeciekło mi przez palce (bez alko)?