sagan137
05.09.14, 16:41
chce opisac historie swojej przyjaciolki.
nie jest ona polka, nie zna polskiego, raczej nikt w polsce nie ma szans jej znac, wiec mam nadzieje, ze nie naduzywam jej zaufania piszac o tym.
chodzi ona na psychoterapie od lat, generalnie jest zadowolona, uwaza, ze jest jej to bardzo potrzebne.
ma stala psychoterapeutke, ktora do tej pory raczej chwalila.
dzis jednak opowiedziala mi rzeczy, ktore mna wstrzasnely (wczesniej wpominala troche o swoich watpliwosciach, ale bez szczegolow).
nie znam sie na psychologii ani na psychoterapi, nie chce nikogo oceniac, ale opisywane przez nia sytuacje brzmia dla mnie bardzo zle - dlatego chce Was podpytac.
cos zaczelo sie dziac ok roku temu, teraz nabiera rozpedu.
psychoterapeutka ostatnio czesto sie z nia kloci (doslownie), jest na nia (na pacjenta) zla, pokazuje swoja zlosc, zachowuje sie (mowi) w agresywny sposob.
czesto, jak uslyszalam "rzucaja sie sobie do oczu" w czasie sesji.
psychoterapeutka ma partnera, ktory mieszka z nia w domu, w ktorym ona przyjmuje pacjentow.
maja sporo klopotow ostatnio, ktore trudno im rozwiazac.
terapeutka jest na niego zla i rozzalona.
skad moja przyjaciolka o tym wie?
otoz terapeutka opowiada o tym w czasie terapii!
moja znajoma twierdzi, ze czasem czuje sie jakby to ona miala rozwiazywac problemy terapeutki.
terapeutka czesto w trakcie sesji porownuje moja znajoma do swojego partnera - porownuje jego zle/irytujace cechy/zachowania itp.
nie wiem, nie znam sie na metodach psychoterapi, nigdy nie uczestniczylam, ale powyzsze zachowania wydaja mi sie bardzo nieprofesjonalne, budza we mnie wielki niepokoj, czuje sie bardzo nieswojo.
moja przyjaciolka twierdzi, ze ona teraz nie chce dalej do niej chodzic, czuje mdlosci na mysl o zadzwonieniu i umowieniu kolejnego spotkania (terapeutka byla na wakacjach).
cala sytuacja wydaje mi sie bardzo dziwna i alarmujaca.
mam racje?
co o tym sadzicie?