mx3_sp
09.09.14, 12:36
Wychodzę po coś do jedzenia, pytam czy ktoś chce. Jak tak to zapamiętuję i kupuję. Bywa, niejednokrotnie, że nie chcą. Potem wracam z np. zupami chińskimi, jakimiś pasztecikami i już po chwili: mogę jedną? Zupy kupuje na zapas, jakieś słodycze, przekąski też. Zanim się zapyta, już paczka paluszków otwarta jest. To dotyczy kilku osób, rzadko przynoszą coś do wspólnego gara. Powiedziałam, że za paluszki niech mi kasę zwróci bo wydałam ok 50 zł (na wszystko) a nikt się nie dołożył. Co usłyszałam: YYy co za paluszki? Od tej pory będę zabraniać, zabierać z rąk jeśli połakomią się.