hema14
10.09.14, 13:54
Taka sytuacja finansowo szkolna. Wiem już, że ubezpieczenie NNW nie jest obowiązkowe, ale wiadomo, że jeśli jednak zdarzy się jakiś wypadek dziecku to przydałoby się parę złotych odszkodowania. Chciałoby się zapłacić ale z finansami krucho. Dowiaduję się, że ubezpieczyciel zakłada pulę 10% uczniów, których obejmie ubezp. mimo iż rodzice nie zapłacą. Szkoła decyduje, że to wychowawca wraz z panią pedagog wybiorą tych uczniów, którzy będą zwolnieni z opłaty, mniej więcej po dwóch w klasie. I teraz zastanawiam się - skąd wychowawca a szczególnie pedagog ma wiedzieć jaką JA mam sytuację finansową? Panią pedagog kojarzę tylko z widzenia, nigdy nie rozmawiałyśmy, moje dzieci (2) są grzeczne, czysto i ładnie ubrane, mają przybory szkolne więc również wychowawczyni trudno byłoby wskazać naszą rodzinę jako biedną - jednakże nie wiedzą oni ile z tych rzeczy zakupiła dzieciom babcia, bo nas rodziców nie było stać. Pensja męża przekracza próg pomocy opieki społecznej, nie figurujemy zatem w urzędach jako biedni. Ale niestety nie powodzi nam się, koszty życia są duże i mamy 2 kredyty, dość stary samochód (utrzymanie kosztuje ale nie warto go sprzedać bo mąż dojeżdża nim do pracy, koszty dojazdów publiczną komunik. byłyby porównywalne, liczyłam, a oszczędza godzinę dziennie dzięki autu, na dodatek bilety w busach trzeba płacić gotówką a my pół miesiąca żyjemy z karty kred.)
I teraz - czy mogę czuć się moralnie usprawiedliwiona idąc do pani wychowawczyni (do obu w zasadzie) i przedstawiając jej, że nie dam rady zapłacić ubezp. na moje dzieci w tym roku. Nie chcę wprost prosić o wzięcie ich pod uwagę do darmowego ubezp. tylko niech po prostu wie, że ja i tak nie zapłacę.... najwyżej będą nieubezpieczone. Nie znam sytuacji finans. innych rodzin, tak samo jak oni mogą nie zgadnąć, że ja żyję na kartę kred. bo jak mówię - wyglądamy schludnie, porządni z nas ludzie.
Czy może powinnam odmawiać sobie jeszcze więcej i jakoś te 60 zł na ubezp. zapłacić? Tylko wówczas będę czuć się niesprawiedliwie, bo jednak ktoś inny te darmowe ubezp. dostanie, prawda. W tej chwili gotówkę jaką posiadam to tylko z kredytu (musieliśmy dobrać bo na niektóre ważne opłaty nie było), więc wydawanie jej na coś nieobowiązkowego jest nierozsądne. Mogę zwlekać do pensji, ale zapłacenie 60zł na ten cel to zabranie 60zł z innego celu.
Tylko nie chciałabym aby potem mi ktoś do koszyka w sklepie zaglądał, że na ubezp. nie miałam a czekoladę to kupię, prawda. (tzn. wiedziałyby o tym i tak tylko panie w szkole - wych. pedagog i dyrektorka) Nie kupuję papierosów, alkoholu, naprawdę żyjemy na minimum, ale czasem człowiek jakąś drobną przyjemność sobie zrobi (czasem faktycznie na kartę kred., np. ubranie gdy potrzeba a gotówki wiecznie brak).
Czy jeśli nie spełniam minimum do MOPSu to nie należy mi się żadna pomoc (mam na myśli to moralne podejście, nie jakieś tam przepisy)?
Sęk w tym, że bywają rodziny korzystające z pomocy społecznej czyli oficjalne zarobki mają niskie, wiem, że zasiłek to mało, ale często te rodziny żyją wielopokoleniowo, nie mają kredytu - może i tak by nie dostali w banku - dostają dofinansowanie podręczników, obiadów, czego tam jeszcze, mają pracę i całą rodzinę na miejscu to i samochód nie jest im niezbędny, czy opiekunka do dziecka i tak sobie żyją nawet na lepszym poziomie niż ja i moja rodzina - ale im się "bardziej" należy...
Jak wychowawca ma zdecydować kogo wystawi od darmowego ubezpieczenia przy tak różnych sytuacjach?
PS. Jestem stałą forumką ale założyłam sobie nowy nick, kto zgadnie kim jestem niech nie pisze

chcę być bardziej anonimowa.