jogo2
04.09.04, 10:45
mam wielki dylemat w związku z nianią mojego synka. Synek ma 2 lata i 2
miesiące. Nianię ma od początku (od ok. 5 miesiąca jego życia niania zaczęła
od niego przychodzić najpierw na 1 popołudnie w tygodniu. Na stałe zajmuje
się nim od czasu jak miał 8 miesięcy) na ok. 6 godzin. Bardzo mi się podoba,
jak ta pani zajmuje się dzieckiem i synek bardzo ją lubi / jest bardzo do
niej przywiązany (można się domyśleć po zachowaniu, bo mało mówi). Niestety
powstał problem z dyspozycyjnością tej pani, a ja, jak się okazuje, wprawdzie
nie chcę niani na 10 godzin (bo między innymi mnie na to nie stać), ale
potrzebuję kogoś dyspozycyjnego, kto bez problemu zostanie dłużej lub
przyjdzie w sobotę lub nawet w niedzielę (sama wychowuję synka, ponadto mam
pracę w niewymiarowym czasie). Do tej pory problem ten był rozwiązywany w ten
sposób, że kiedy potrzeba było mi więcej niż 8 godzin czasu, mój synek jechał
do niani do jej domu. Niania ma dom z małym ogródkiem. Zalety tego
rozwiązania były takie, że niania ma 8 letnią córeczkę, która bardzo lubi się
bawić z moim synkiem i ogólnie czuje się on tam dobrze. Jednakże zauważyłam,
że czasem zdarza się tak, że godzę, się żeby on tam pojechał, chociaż
naprawdę wolałabym, żeby został w domu (argumenty za to takie, że w końcu nie
po to mam dziecko, żeby się go na cały dzień z domu pozbywać (trochę za nim
tęsknię), mam do niani zaufanie, ale tak naprawdę to nie mam kontroli nad
tym, jak on tam spędza czas, ponadto synek jeszcze śpi w dzień i uważam że w
domu ma lepsze warunki do drzemki). Klasyczny obraz mojego problemu to
miniony tydzień, w którym zresztą te wszystkie bolączki jakoś się
skumulowały: z wakacji wróciłam z urazem stopy, jedyne lekarstwo na to to jak
najmniej chodzić, a jak najwięcej leżeć. We wtorek synek pojechał do niani na
11 godzin, bo ja muszę wypoczywać, a wiadomo, że ona tak długo nie zostanie u
mnie, w środę było rozpoczęcie roku, więc przed południem niania przyjść nie
mogła, w czwartek przyszła po południu, bo rano jej córka miała szczepienie,
w piątek nie przyszła wcale, bo musiała towarzyszyć synowi (który jest
niepełnosprawny) w wyrywaniu zębów pod narkozą. Przychodzi sobota i ja
potrzebuję po pierwsze odpocząć, po drugie pracować i pada ze strony niani
pytanie: to co, ja go przywiozę [do siebie]? Ja się zgodziłam, bo jestem mało
asertywna gapa, bo nie miałam warunków do rozmowy (Arturek akurat wyciągał
coś z lodówki) i teraz jestem na siebie wściekła. Oczywiście, gdybym
poprosiła ją, żeby to jednak ona przyszła do mnie w sobotę, to na pewno nie
zgodziłaby się przyjść na tyle godzin (do 19.00). Ponadto, poprosiłam ją,
żeby jak przyjedzie, pomogła mi synka wykąpać i dać mu kolację i zostać tak
do ok. 21.00 (Dodam, że po tym jak w czwartek zajmowałam się cały dzień
dzieckiem, tak mi stopa spuchła, że stwierdziłam, że albo będę się
oszczędzać, albo skończy to się w szpitalu, albo nie daj Boże zawsze będę
miała problemy - nie wiem, nie byłam jeszcze u lekarza drugi raz). Na to
odpwowiedź, że nie za chętnie, bo ona się boi późno wracać. Trochę mnie
trafił szlag w tym momencie.
Teraz moje wątpliwości: Zmieniać dziecku opiekunkę nie jest wskazane, czyli
może się jednak tak przemęczyć jeszcze 1.5 roku, zanim teoretycznie pójdzie
do przedszkola, na początku na te parę godzin. Ponadto, było już raz między
nami spięcie na tym tle, że ona jest mało dyspozycyjna, szukałam innej niani
dla mojego dziecka. Stosunek do dziecka żadnej z kandydatek nie podobał mi
się tak jak tej pani (dziecko po tygodniu jeszcze się boczyło na tamte osoby)
i odbyłyśmy poważną rozmowę i z mojej strony był to trochę jak gdyby trochę
dowód, że przyjmuję do wiadomości, że ona ma obowiązki płynące z faktu, że ma
niepełnosprawnego syna i 8 letnią córkę. Z drugiej strony w istniejącym
układzie jest mi coraz bardziej niewygodnie i nie jest to też chyba z
korzyścią dla dziecka. W minionym roku musiałam prosić często o pomoc
sąsiadkę, żeby uniknąć posyłania dziecka na cały dzień z domu, sąsiadka teraz
znalazła pracę, ponadto synek nie lubił sąsiadki tak bardzo i ja też (chodzi
mi o taki zamęt, że są dwie osoby, które opiekują się dzieckiem). Można by
więc dać niani na przykład 3 miesięczne wypowiedzenie i byłoby to chyba
jakieś rozwiązanie sytuacji? Ale i to odpada, bo kiedyś, kiedy się wahałam,
to ta pani powiedziała mi, że jakby znalazła nową pracę (wiedząc, że i tak
się rozstaniemy) to odejdzie z dnia na dzień, bo "z tamtej strony barykady"
jest bardzo trudno znaleźć pracę. No dobrze, ale ja też nie mogę dopuścić do
ryzyka, że z dnia na dzień znajdę się bez opieki dla dziecka i na przykład
będę musiała łowić kogoś zupełnie przypadkowego z ogłoszenia, aby był, i
szukać dalej. Pozostaje więc tekst z kompletnego zaskoczenia: "droga pani, z
tych czy innych względów zdecydowałam znaleźć kogoś na pani miejsce, od
poniedziałku tamta pani zaczyna pracę, ponieważ ceniłam sobie współpracę z
panią, więc na odchodne wypłacam pani równowartość 1 miesięcznych zarobków".
Ja krezusem nie jestem i wypłata odprawy byłaby dla mnie znacznym
poświęceniem, natomiast przypuszczam, że i tak byłaby na mnie niania
obrażona.
Reasumując, układ z obecną nianią ma takie minusy, że można się zastanawiać,
czy jednak nie byłoby z korzyścią dla dziecka, żeby go zmienić (pod
warunkiem, że znajdę bardziej dyspozycyjną panią, którą synek polubi),
natomiast sam moment zmiany budzi we mnie opory, bo czuję się źle, bo niejako
w przeszłości zaakceptowałam fakt, że niania ma też inne obowiązki, a ponadto
bardziej się z tą panią zaprzyjaźniłam niż jest to zdrowe dla takiej relacji,
szukałam u niej emocjonalnego wsparcia, i to jest dla mnie teraz źródłem
ogromnych zahamowań w dążeniu do zmiany układu. Dodam jeszcze, że problem
rozstania z nianią i tak kiedyś wypłynie, bo ja w takim układzie dłużej niż
jeszcze rok nie wytrzymam i co to zmieni, że ja się z nią rozstanę w
przyszłym wrześniu, czy jakoś tak teraz. Tylko tyle, że wówczas będzie
pretekstem, że synek i tak idzie do przedszkola, więc rozstałybyśmy się w
bardziej przyjaznej atmosferze. Z drugiej strony ja i tak mam zamiar jakąś
panią do opieki/bycia w domu jeszcze przez kilka lat zatrudniać, bo co
będzie, jak dziecko zachoruje, albo ja będę musiała pracować dłużej niż do
17.00, więc może lepiej rozejrzeć się za kimś wcześniej niż później. No i
cała sytuacja jest dla mnie nierozwiązywalnym dylematem.
Pozdrawiam,
Jogo