czy zmienić nianię - (długie)?

04.09.04, 10:45
mam wielki dylemat w związku z nianią mojego synka. Synek ma 2 lata i 2
miesiące. Nianię ma od początku (od ok. 5 miesiąca jego życia niania zaczęła
od niego przychodzić najpierw na 1 popołudnie w tygodniu. Na stałe zajmuje
się nim od czasu jak miał 8 miesięcy) na ok. 6 godzin. Bardzo mi się podoba,
jak ta pani zajmuje się dzieckiem i synek bardzo ją lubi / jest bardzo do
niej przywiązany (można się domyśleć po zachowaniu, bo mało mówi). Niestety
powstał problem z dyspozycyjnością tej pani, a ja, jak się okazuje, wprawdzie
nie chcę niani na 10 godzin (bo między innymi mnie na to nie stać), ale
potrzebuję kogoś dyspozycyjnego, kto bez problemu zostanie dłużej lub
przyjdzie w sobotę lub nawet w niedzielę (sama wychowuję synka, ponadto mam
pracę w niewymiarowym czasie). Do tej pory problem ten był rozwiązywany w ten
sposób, że kiedy potrzeba było mi więcej niż 8 godzin czasu, mój synek jechał
do niani do jej domu. Niania ma dom z małym ogródkiem. Zalety tego
rozwiązania były takie, że niania ma 8 letnią córeczkę, która bardzo lubi się
bawić z moim synkiem i ogólnie czuje się on tam dobrze. Jednakże zauważyłam,
że czasem zdarza się tak, że godzę, się żeby on tam pojechał, chociaż
naprawdę wolałabym, żeby został w domu (argumenty za to takie, że w końcu nie
po to mam dziecko, żeby się go na cały dzień z domu pozbywać (trochę za nim
tęsknię), mam do niani zaufanie, ale tak naprawdę to nie mam kontroli nad
tym, jak on tam spędza czas, ponadto synek jeszcze śpi w dzień i uważam że w
domu ma lepsze warunki do drzemki). Klasyczny obraz mojego problemu to
miniony tydzień, w którym zresztą te wszystkie bolączki jakoś się
skumulowały: z wakacji wróciłam z urazem stopy, jedyne lekarstwo na to to jak
najmniej chodzić, a jak najwięcej leżeć. We wtorek synek pojechał do niani na
11 godzin, bo ja muszę wypoczywać, a wiadomo, że ona tak długo nie zostanie u
mnie, w środę było rozpoczęcie roku, więc przed południem niania przyjść nie
mogła, w czwartek przyszła po południu, bo rano jej córka miała szczepienie,
w piątek nie przyszła wcale, bo musiała towarzyszyć synowi (który jest
niepełnosprawny) w wyrywaniu zębów pod narkozą. Przychodzi sobota i ja
potrzebuję po pierwsze odpocząć, po drugie pracować i pada ze strony niani
pytanie: to co, ja go przywiozę [do siebie]? Ja się zgodziłam, bo jestem mało
asertywna gapa, bo nie miałam warunków do rozmowy (Arturek akurat wyciągał
coś z lodówki) i teraz jestem na siebie wściekła. Oczywiście, gdybym
poprosiła ją, żeby to jednak ona przyszła do mnie w sobotę, to na pewno nie
zgodziłaby się przyjść na tyle godzin (do 19.00). Ponadto, poprosiłam ją,
żeby jak przyjedzie, pomogła mi synka wykąpać i dać mu kolację i zostać tak
do ok. 21.00 (Dodam, że po tym jak w czwartek zajmowałam się cały dzień
dzieckiem, tak mi stopa spuchła, że stwierdziłam, że albo będę się
oszczędzać, albo skończy to się w szpitalu, albo nie daj Boże zawsze będę
miała problemy - nie wiem, nie byłam jeszcze u lekarza drugi raz). Na to
odpwowiedź, że nie za chętnie, bo ona się boi późno wracać. Trochę mnie
trafił szlag w tym momencie.
Teraz moje wątpliwości: Zmieniać dziecku opiekunkę nie jest wskazane, czyli
może się jednak tak przemęczyć jeszcze 1.5 roku, zanim teoretycznie pójdzie
do przedszkola, na początku na te parę godzin. Ponadto, było już raz między
nami spięcie na tym tle, że ona jest mało dyspozycyjna, szukałam innej niani
dla mojego dziecka. Stosunek do dziecka żadnej z kandydatek nie podobał mi
się tak jak tej pani (dziecko po tygodniu jeszcze się boczyło na tamte osoby)
i odbyłyśmy poważną rozmowę i z mojej strony był to trochę jak gdyby trochę
dowód, że przyjmuję do wiadomości, że ona ma obowiązki płynące z faktu, że ma
niepełnosprawnego syna i 8 letnią córkę. Z drugiej strony w istniejącym
układzie jest mi coraz bardziej niewygodnie i nie jest to też chyba z
korzyścią dla dziecka. W minionym roku musiałam prosić często o pomoc
sąsiadkę, żeby uniknąć posyłania dziecka na cały dzień z domu, sąsiadka teraz
znalazła pracę, ponadto synek nie lubił sąsiadki tak bardzo i ja też (chodzi
mi o taki zamęt, że są dwie osoby, które opiekują się dzieckiem). Można by
więc dać niani na przykład 3 miesięczne wypowiedzenie i byłoby to chyba
jakieś rozwiązanie sytuacji? Ale i to odpada, bo kiedyś, kiedy się wahałam,
to ta pani powiedziała mi, że jakby znalazła nową pracę (wiedząc, że i tak
się rozstaniemy) to odejdzie z dnia na dzień, bo "z tamtej strony barykady"
jest bardzo trudno znaleźć pracę. No dobrze, ale ja też nie mogę dopuścić do
ryzyka, że z dnia na dzień znajdę się bez opieki dla dziecka i na przykład
będę musiała łowić kogoś zupełnie przypadkowego z ogłoszenia, aby był, i
szukać dalej. Pozostaje więc tekst z kompletnego zaskoczenia: "droga pani, z
tych czy innych względów zdecydowałam znaleźć kogoś na pani miejsce, od
poniedziałku tamta pani zaczyna pracę, ponieważ ceniłam sobie współpracę z
panią, więc na odchodne wypłacam pani równowartość 1 miesięcznych zarobków".
Ja krezusem nie jestem i wypłata odprawy byłaby dla mnie znacznym
poświęceniem, natomiast przypuszczam, że i tak byłaby na mnie niania
obrażona.
Reasumując, układ z obecną nianią ma takie minusy, że można się zastanawiać,
czy jednak nie byłoby z korzyścią dla dziecka, żeby go zmienić (pod
warunkiem, że znajdę bardziej dyspozycyjną panią, którą synek polubi),
natomiast sam moment zmiany budzi we mnie opory, bo czuję się źle, bo niejako
w przeszłości zaakceptowałam fakt, że niania ma też inne obowiązki, a ponadto
bardziej się z tą panią zaprzyjaźniłam niż jest to zdrowe dla takiej relacji,
szukałam u niej emocjonalnego wsparcia, i to jest dla mnie teraz źródłem
ogromnych zahamowań w dążeniu do zmiany układu. Dodam jeszcze, że problem
rozstania z nianią i tak kiedyś wypłynie, bo ja w takim układzie dłużej niż
jeszcze rok nie wytrzymam i co to zmieni, że ja się z nią rozstanę w
przyszłym wrześniu, czy jakoś tak teraz. Tylko tyle, że wówczas będzie
pretekstem, że synek i tak idzie do przedszkola, więc rozstałybyśmy się w
bardziej przyjaznej atmosferze. Z drugiej strony ja i tak mam zamiar jakąś
panią do opieki/bycia w domu jeszcze przez kilka lat zatrudniać, bo co
będzie, jak dziecko zachoruje, albo ja będę musiała pracować dłużej niż do
17.00, więc może lepiej rozejrzeć się za kimś wcześniej niż później. No i
cała sytuacja jest dla mnie nierozwiązywalnym dylematem.

Pozdrawiam,

Jogo
    • ulala72 zmienić! 04.09.04, 14:04
      Witaj,
      rozumiem Cię bardzo dobrze, bo miałam podobny (no, troche mniej skomplikowany
      dylemat) pare lat temu z nianią starszego dziecka. Zdecydowałam się ją
      zatrudnić, bo była to matka mojej koleżanki, którą dobrze znałam i lubiłam.
      Pani doskonale wywiązywała się z obowiązków, okazywała całej naszej rodzinie
      dużo serca, ale... miała wnuczka, którego musiała odbierać z przedszkola o
      15.00 i opiekować się nim do wieczora. Teoretycznie potrzebowałam niani do
      ok.14.00, natomiast w praktyce bardzo często zdarzało się, że musiałam wyjść po
      południu, mocno się spóźnić, byłam chora czy chciałam mieć wolną sobotę.
      Męczyłam się, błagając babcie, sąsiadki, koleżanki o pomoc, bo obawiałam się
      zmiany niani (nie znajdę tak samo dobrej, syn sie przywiązał, ja się
      przyzwyczaiłam, obrazi się itp.). Dodam jeszcze, że kiedy wnuczek byl chory,
      niania oczywiście nie mogła przyjść do pracy.
      Ostatecznie rozwiązałam problem tak: zaczęłam się rozglądać za bardziej
      dyspozycyjną nianią, a kiedy ją znalazłam, powiedziałam "starej" niani, że
      nasza sytaucja finansowa niekorzystnie sie zmieniła, musze pracować też
      popołudniami i za miesiąc zatrudniam nową panią. I wyobraź sobie, "stara"
      niania nie obraziła się, zaczęła się rozglądać za nowa pracą, szybko ją
      znalazła (dałam jej świetne referencje)i obie byłyśmy bardzo zadowolone - ja, o
      znalazłam dyspozycyjna, równie miłą i serdeczna panią na sąsiedniej ulicy, ona
      zatrudniła się w mniejszym wymiarze godzin za tę sama pensje też na swoim
      osiedlu. Rozstałyśmy sie przy kawie i cistkach, wymieniłyśmy upominki, do dzis
      dzwonimy do siebie składając sobie życzenia czy konsultując w sprawach
      kulinarnych.
      Przekonałam się, że nie warto tkwić w układach, które nam nie odpowiadają.
      Przemyśl to!
      Pozdrawiam i zyczę trafnych wyborów!
    • jogo2 Re: czy zmienić nianię - (długie)? 04.09.04, 15:00
      Ulala,

      Dzięki za długą odpowiedź, która potwierdza moje niektóre racje. Piszesz, że
      zakomunikowałaś dotychczasowej niani o swojej decyzji, kiedy już znalazłaś
      następną odpowiednią osobę (rzecz jasna) i twoja dotychczasowa niania nie miała
      ci tego za złe. Ja jednak nawet po przeczytaniu twojego postu dalej nie mogę
      przełamać moich oporów polegających na tym, że jak już pisałam, ja się z nianią
      mojego synka zaprzyjaźniłam bardziej niż powinnam (wiem, że to błąd) i teraz
      czułabym się bardzo źle zwalniając ją. Nawet zaczęłam rozmowę z innymi
      kandydatkami i nie mogę zwalczyć w sobie takiej emocji, że dotychczasowa niania
      mojego synka stanowi taką istotną część naszej codzieności, a kandydatki, nawet
      te obiecująco brzmiące, to taka niewiadoma, że czuję się podwójnie okropnie na
      myśl o zmianie. Po pierwsze sprawię przykrość niani (tak, tak to czuję) po
      drugie stracę kogoś znajomego. Wiem, że to trochę absurdalne, ale takie są moje
      odczucia, więc jak ewentualnie miałabym pomóc dziecku uporać się z jego
      uczuciami?

      Pozdrawiam,

      Jogo
    • ulala72 Re: czy zmienić nianię - (długie)? 04.09.04, 15:14
      Rozumiem Twoje obiekcje. Właściwie miałam bardzo podobne odczucia - synek jest
      strasznie wrazliwy i wymagający, bardzo źle znosi wszelkie (!) zmiany (ja
      zresztą też); wiedziałam, że ze "starą" nianią będę się musiała nadal spotykać,
      choćby na gruncie towarzyskim, a jednak... gdy tylko powzięłam decyzję,
      wszystko stało się o wiele prostsze, niż to sobie (pełna złych przeczuć )
      wyobrażałam. Syn po pewnym czasie (krótszym niz za pierwszym razem)
      zaakceptował nową opiekunkę, ja szybko doceniłam nowy, wygodniejszy układ,
      starałam sie nie popełniać błędów związanych ze zbyt poufałymi stosunkami z
      nianią, a przecież bardzo obie polubiłysmy sie i ja mogłam wiele nowego nauczyć
      się od tej "nowej" niani.
      Pracowała u nas dwa lata i pewnie byłaby nasepne dwa, jednak musiała
      zaopiekować się chorą matką. I znowu musiałam zmienić (znaleźć!) nianię i znów
      muszę się przyzwyczajać do kogoś nowego...
      POzdrawiam!
    • ulala72 i jeszcze 04.09.04, 15:28
      coś dorzucę , jesli pozwolisz:

      jogo2 napisała:

      Zmieniać dziecku opiekunkę nie jest wskazane, czyli
      > może się jednak tak przemęczyć jeszcze 1.5 roku, zanim teoretycznie pójdzie
      > do przedszkola, na początku na te parę godzin.

      1.5 r. to strasznie długo; naprawdę nie znajduję tu żadnej realnego powodu do
      tak długiego "męczenia się" (zwłaszcza, że potrzeba opieki nie kończy sie na
      pjściu do przedszkola, jak zaznaczasz); a z tym zmienianiem nie przesadzałabym -
      nie chodzi o comiesięczną rotację opiekunek, ale o zmianę powodu
      niedyspozycyjności;

      Stosunek do dziecka żadnej z kandydatek nie podobał mi > się tak jak tej pani
      (dziecko po tygodniu jeszcze się boczyło na tamte osoby)

      No właśnie - żadna kandydatka nie zachwyciła Cię tak naprawdę,więc nie byłas
      przekonana co do słuszności tej decyzji, a dziecko przeciez podświadomie to
      wyczuwa; z drugiej strony tydzień to jednak mało - moim zdaniem - ja dałam
      dziecku miesiąc

      > i odbyłyśmy poważną rozmowę i z mojej strony był to trochę jak gdyby trochę
      > dowód, że przyjmuję do wiadomości, że ona ma obowiązki płynące z faktu, że ma
      > niepełnosprawnego syna i 8 letnią córkę.

      oczywiście, ale ślubu z nia nie brałaś; dlaczego masz komplikować swoje i
      swojego dziecka życie z powodu jej sytuacji życiowej; czy Twój pracodawca w
      jakiś poważny sposób uwzgędnia Twoje zobowiązania wobec rodziny?

      Z drugiej strony w istniejącym
      > układzie jest mi coraz bardziej niewygodnie i nie jest to też chyba z
      > korzyścią dla dziecka. W minionym roku musiałam prosić często o pomoc
      > sąsiadkę, żeby uniknąć posyłania dziecka na cały dzień z domu, sąsiadka teraz
      > znalazła pracę, ponadto synek nie lubił sąsiadki tak bardzo i ja też (chodzi
      > mi o taki zamęt, że są dwie osoby, które opiekują się dzieckiem).

      No właśnie, sama widzisz, że lepiej chyba nie będzie, a raczej odwrotnie; dla
      dziecka to tez nie jest dobry układ; myślę, że powinnas mysleć własnie pod
      katem jego dobra i komfortu psychicznego (moim zdaniem lepsza jest opieka w
      domu, bez ciągłego przemieszczania się);

      > natomiast sam moment zmiany budzi we mnie opory, bo czuję się źle, bo niejako
      > w przeszłości zaakceptowałam fakt, że niania ma też inne obowiązki, a ponadto
      > bardziej się z tą panią zaprzyjaźniłam niż jest to zdrowe dla takiej relacji,
      > szukałam u niej emocjonalnego wsparcia, i to jest dla mnie teraz źródłem
      > ogromnych zahamowań w dążeniu do zmiany układu.

      rozumiem te potrzebę szukania wsparcia, ale teraz dojrzałaś i chcesz sama
      zaplanować swoje życie, tak jak niania zaplanowała swoje; w moim odczuciu
      żadnej krzywdy jej nie wyrządzasz - to normalna kolej rzeczy; z drugiej strony
      odniosłam wrażenie, że to ona własne chciała Cie od siebie uzależnić, żebys jej
      potrzebowała bardziej, niż w takim układzie to konieczne;
      Pozdrawiam,
      • linusia_75 Re: i jeszcze 04.09.04, 15:46
        A ja myślę, że wina jest po obu stronach - tak się chyba kończy mało precyzyjne
        określenie godzin i miejsca pracy.
        Niania, jeśli coś jej wypada, powinna poinformowac Cię wcześniej, to oczywiste.
        Ale w końcu ma swoją rodzinę i np. lekarz to coś co powinnaś zrozumieć, nawet
        kodeks pracy to reguluje. Tyle, że nie dzień wcześniej, jeśli to planowana
        wizyta.
        Oczekiwanie od kogokolwiek, że będzie pracował 12 godzin do 21.00 jest moim
        zdaniem przegieciem. W ogóle nie wyobrażam sobie, że przychodzę do pracy nie
        wiedząc na ile godzin, albo dowiadując się o tym w ostatniej chwili. Raz na 3
        godziny, raz na 12, raz wcale... Przecież ona tez ma swoje życie, plany,
        obowiązki. Rozumiem, że potrzebny Ci jest ktoś z nienormowanym czasem pracy,
        ale jakieś zasady ustalić trzeba. Może właśnie stąd ten konflikt interesów: Ty
        dowolnie dysponujesz jej czasem, więc ona czasem stawia Cię przed faktem
        dokonanym. Powinnyście obie bardziej wczuć się w sytuację 2 strony.
        Niani bym od razu nie zmieniała, tylko porozmawiała. Chyba zbyt mało
        precyzyjnie określasz swoje oczekiwania i wolisz nic nie mówić niż powiedzieć
        coś co może nie być niani na rękę. Czas od nowa określić zasady.
        Linusia
        • jogo2 Re: do linusi 04.09.04, 16:44
          Linusiu,

          Źle mnie zrozumiałaś. Nigdy nie jest tak, że niania przychodzi rano i nie wie,
          czy wyjdzie danego dnia o 16.00, czy o 21.00. Często pytam się ją, czy może
          zostać jeszcze pół godziny, godzinę dłużej i jeżeliby powiedziała, że nie, to
          poradziłabym sobie, niezależnie od faktu, czy jest mi te pół godziny, czy
          godzina dłużej potrzebna. O potrzebach pracy dłużej powiadamiam nianię z
          jednodniowym wyprzedzeniem. Co do twojego oburzenia na pracę po 21.00 lub ponad
          12.00 godzin to powiem Ci, że pracując na etat w jednej z warszawskich firm
          właśnie nigdy nie wiedziałam, o której danego dnia wyjdę z pracy, czy o 18.00
          czy ktoś mnie poprosi, żebym została dłużej i nie jest to jedyna firma, w
          której tak się dzieje. Również o zgrozo, musiałam pracować czasem i późnym
          wieczorem i w nocy też. Jakoś nie odeszłam, chociaż praca po godzinach nie
          wzbudza mojego entuzjazmu. Widać jednak lepszego rozwiązania nie było. Czasy
          zakładów, w których pracuje się 8 godzin i ani minutki dłużej się skończyły.
          Owszem zresztą są takie firmy, tylko jakoś ludzie nie walą drzwiami i oknami,
          żeby tam pracować. Teraz mam niesprawną nogę i zakaz chodzenia i jesteś
          oburzona bo potrzebuję kogoś do pomocy do 21.00? W tym tygodniu poszłam niani
          na rękę 3 razy, ja jestem w wyjątkowej sytuacji, moim zdaniem, jeżeli się boi,
          to mogłaby poprosić męża, żeby po nią przyjechał (jest to możliwe), nie
          sądzisz? a nie okazywała mi niezadowolenie.

          Pozdrawiam,

          Jogo

          • mama1232 Re: do linusi 04.09.04, 17:03
            Przeczytałam Twoją odpowiedz do Linusi i uważam ,że racja jest jak najbardziej
            po Twojej stronie.Pozdrawiam>
          • linusia_75 Re: do linusi 04.09.04, 17:36
            Eh, no ja też pracuję i nie musisz mi tłumaczyć jak to dziś wygląda.
            Po prostu ja wybrałam pracę w miarę regularnych godzinach, za kiepskie
            pieniądze. Coś za coś.
            Wiem, że w dzisiejszych czasach wybór jest żaden. Ale zapewne nie płacisz
            swojej niani tyle ile płaci Tobie firma, w której pracujesz, więc nie możesz
            też porównywać i oczekiwać tego samego od niani. Trochę inny poziom.
            Ale nie w tym rzecz - chodzi mi o totalną improwizację i brak jakichkolwiek
            zasad. Czy angażując nianię powiedziałaś jej że będzie pracować także do 21,
            rozrzut będzie tak duży a godziny pracy ustalać z dnia na dzień? Czy
            enigmatycznie określiłaś godziny pracy jako "nieregularne"?
            Ja po prostu nie oczekiwałabym od nikogo pracy po tyle godzin, przy własnym
            dziecku szczególnie. Gdyby taka była konieczność, ostatecznie wynajęłabym 2
            nianie.
            Nie jestem oburzona, to oczywiste, że potrzebujesz pomocy mając chorą nogę. Ja
            po prostu o pomoc proszę najpierw męża, potem teścia, a ostatecznie angażowałam
            dotakowo nianię. Oczywiście trzeba mieć taką możliwość. Ale liczyć na taką
            dyspozycyjność matki 8-latki i niepełnosprawnego dziecka to po prostu
            nierealne. I jednak nie fair, bez względu na to jak dziś się pracuje.
            Bo to, jak traktuje nas życie nie koniecznie usprawiedliwa to, jak traktujemy
            innych ludzi.
            linusia
        • mama1232 Re: i jeszcze 04.09.04, 16:52
          myślę tak jak poprzedniczka,z tym,że to Ty ustalasz zasady.Konieczna
          natychmiastowa szczera rozmowa,w której od nowa określisz swoje oczekiwania i
          jeśli wtedy niani nie będzie to odpowiadało,to chyba nie może mieć pretensji,że
          chcesz kogoś nowego.
          A co do pracy 12 godzinnej ,to skoro mama musi tyle pracować to musi i
          niania ,tylko świadomie i od początku ma się na to zgodzić .A jeśli nie, to
          trzeba szukać takiej,która nie ma juz tylu obowiązków domowych i może się
          poświęcić pracy...
    • jogo2 Re: czy zmienić nianię - (długie)? 04.09.04, 18:19
      Linusiu,
      Owszem, niania była świadoma, że tak u mnie bywa (trzeba zostać do wieczora)i
      czasem trzeba przyjść w weekend. Mimo to zgodziła się. Widać potrzebowała
      pieniędzy, a innej pracy nie mogła znaleźć. To zupełnie jak ja. O pomoc rodziny
      nie mogę poprosić, gdybym mogła, dawno bym to zrobiła (nie muszę im płacić x
      złotych za godzinę). Co do argumentu, że ja pracowałam o godzinach różnych i z
      długością różną, ale zarabiałam więcej od niani, to powiem Ci, że czasem
      pracowałam przez całą noc, tak jak prezes zarzadu tej firmy, a prawdopodobnie
      zarabia on dziesiątki razy więcej ode mnie, więc nie powinien tego ode mnie
      wymagać. Argument, że to wyzysk prosić kogoś, żeby czasami zajmował się
      dzieckiem w ramach pracy przez 12 godzin jest moim zdaniem bzdurny. Mnie nie
      stać na zapewnienie komuś 8 godzinnego dnia pracy (notabene, płacę za każdą
      minutę pracy według stawki x złotych za godzinę), tak samo jak większości mam
      nie stać na zapewnienie swoim nianiom płatych wakacji w wymiarze 20 dni
      roboczych w roku. I co, też wyzysk? Jakoś gazety są pełne anonsów gotowych być
      wyzyskiwanymi.

      Pozdrawiam,

      Jogo
      • verdana Re: czy zmienić nianię - (długie)? 04.09.04, 18:37
        Problem polega na tym, ze tobie własciwie potrzebna jest niania "na stałe",
        czyli taka, która by nie miałazadnych zobowiązań i mieszkała u ciebie. Dawno
        temu nie było trudno taka znaleźć, teraz moga być problemy. Dyspozycyjność -
        dyspozycyjnością, ale większość osób chce mniej-wiecej wiedzieć do której
        będzie pracowała, ze wzgledu na inne zobowiązania. Czarno widzę znalezienie
        kogos tak dyspozycyjnego, no chyba ze osobę samotną, ale te zwykle nie mają
        doswiadczenia z dziećmi. Nie angażuj nikogo, kto ma męża i dziecko, bo problemy
        pojawią się b. szybko. Ty pracujesz nieregularnie i musisz mieć nianię, ale
        nienia takiej niani dla siebie sobie nie wynajmie.
        • ulala72 są takie nianie 04.09.04, 18:53
          Mam ostatnio dobre rozpoznanie rynku niań i stwierdzam z całą
          odpowiedzialnością, że są takie nianie - gotowe na pracę w nienormowanym
          wymiarze godzin, na nocne powroty i pobudki bladym świtem; rzecz cała w cenie -
          w takim wypadku najlepiej zaproponować pensję miesięczną (było wiele wątków na
          temat systemów rozliczania się z nianiami); i koniecznie spisać umowę, gdzie
          wszystko czarno na biało jest zapisane;
          poza tym niekoniecznie osoby samotne nie mają doświadczenia z dziećmi; często
          takie własnie z upodobaniem zajmują się cudzymi dziećmi i potrzebują tzw.
          ciepła rodzinnego;
          inna rzecz,że nie istnieją nianie doskonałe, są tylko wystarczająco dobre, choć
          występują w przyrodzie w ograniczonym odsetku;
          pozdrawiam!
Pełna wersja