co.r.obic
24.09.14, 07:53
sprawa jest cieżka.
Mieszkam poza miastem, do pracy dojeżdzamy całą rodziną.
Niestety trwa to kilka lat, jestem już tak bardzo zmęczona że wysiadam.
Nie możemy dojeżdżać osobno - ze względów finansowych, z powodu takiego że pracujemy w podobnych godzinach.
Problem jest narastający, bo mąż musi zostawac w pracy dłuzej. Siłą rzeczy czekamy nieraz na niego z dzieckiem 3 godziny, to jest taki max. Przeważnie godzinę, dwie.
Wczoraj mi mąz oznajmił że na stałe będzie pracował te 3 godziny dłuzej.
Przyjeżdżamy do domu po 20 albo później.
Dziecko lekcje odrabia po nocach.
Mieszkania sprzedać nei możemy od 5 lat, bo nikt nie jest chętny mieszkać na peryferiach, a za pół darmo nie sprzedam bo mi na spłate kredytu nie starczy, a nikt nam nie da teraz kredytu na zakup innego bo spadły nam dochody.
Jestem załamana, podupadam przez to na zdrowiu, codziennie płaczę, codziennie sie kłocimy zeby mąz zmienił prace, zeby cokolwiek z tym zrobić.
Nie stac nas na drugi samochód, bo ja zarabiam mało, szukam pracy.
Mąż zarabia trochę więcej.
Nie jest lekko, ale wydając na pks to bilety kosztowałyby więcej więc samochodem w 3 osoby wydajemy mniej, co nie znaczy że nie odczuwamy tego.
Dojazdy s a udręką. Chciałam nawet się zamienic na mieszkania, ale nikt nie chce bo wiocha i tyle.
Gram w totka, bo tylko to by mi pomogło, pieniądze rozwiązałyby sytuacje.
Moje małżeństwo się rozpada przez to, dziecko cierpi, wstaje po 5, zeby iśc na 10 do szkoły, siedzi na świetlicy od 7. To jest strasznie chore. Kombinowałam na rózne sposoby, ręce opadają.
Nie ma chyba wyjścia z tego.