koszmar dysfunkcyjnych

29.09.14, 16:07
wyborcza.pl/1,87648,16712918,Bul_dysleksji__Ukoic_go_moze____pies.html#MT
Nic dodać nic ująć - w zależności od rodzaju i stopnia nasilenia dysfunkcji oraz osób na które się trafi bywa od trudno (zawsze z dysfunkcją jest trudno) do "bezustanny obóz survivalowy z poniżeniem jak w więzieniu". Niestety
    • aneta-skarpeta Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 16:20
      temat, jak kij, ma dwa końce

      z jednej strony dzieci ciężko pracujące, ale nie mogące pewnych rzeczy przeskoczyć, a z drugiej dzieci, które ( w tym rodzice) umywają ręce od pracy " bo krzysio przecież ma dysfunkcje i trzeba przymknąć oko"
      • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 16:27
        Bo przy pewnych dysfunkcjach jest to najzdrowsza postawa. Bowiem bardzo ciężka praca przynosi tylko jeden rezultat - pokazanie dziecku, że nie umie i sie nie nauczy.
        • aneta-skarpeta Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 16:33
          oczywiscie, ale w takim przypadku np gdy sobie całkowicie nie radzi w szkole to co zrobić? bo chyba nie polega to na tym, aby wmawiac nauczycielce że się z dzieckiem pracuje jak się nie pracuje ( bo szkoda i zdrowia i dziecka i nerwów)

          o nawet jesli dziecko nie może przewnych rzeczy przeskoczyc to podstawą jest współpraca z nauczycielem, aby ten wiedział co się dzieje itd
          • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 16:42
            Tak, współpraca z nauczycielem, uczenie dziecka innych strategii rozwiązywania problemów, albo uczenie nauczyciela, aby nie oceniał pewnych rzeczy. Ale przez "pracę z dzieckiem" rozumie sie codzienne ślęczenie z dzieckiem i uczenie je tego, w czym jest najsłabsze. To nie tylko strata czasu i potencjału dziecka, ale uczynienie z domu kolejnej szkoły, w której dziecko sobie nie radzi. W rezultacie dziecko ma tróje zamiast dwój i nerwicę, a samoocenę poniżej zera.
            • echtom Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:04
              > ale przez "pracę z dzieckiem" rozumie sie codzienne ślęczenie z dzieckiem i uczenie je te
              > go, w czym jest najsłabsze. To nie tylko strata czasu i potencjału dziecka

              Zgadzam się, że lepiej jest doskonalić naturalne predyspozycje niż wtapiać mnóstwo czasu i energii tam, gdzie można osiągnąć najwyżej minimalny postęp.
        • ichi51e Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 16:37
          Zgadzam sie. Jak i matka i dziecko na widok tych czytanek mieli odruch wymiotny to czy aleczenie nad nimi spelnialo cel? Nie lepiej bylo poszukac innej metody?
          • evee1 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 01:01
            No, ale przekonanie jest takie, ze jak bedzie sleczal godzinami, to sie wreszcie nauczy. I nie umie tylko dlatego, ze nie uczyl sie godzinami. Musza sie zmienic oczekiwania zarowno szkoly, jak i rodzicow.
            Poza tym nie kazdy musi byc dobry w szkole, tylko problem polega na tym, zeby tym niezbyt dobrym, czy innym po prostu nie przylepiano od razu latek i nie traktowano ich bez szacunku. Ale to chyba jakas rewolucja spoleczna musialaby nastapic i to nie tylko w szkole.
      • lauren6 Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:39
        "z jednej strony dzieci ciężko pracujące, ale nie mogące pewnych rzeczy przeskoczyć, a z drugiej dzieci, które ( w tym rodzice) umywają ręce od pracy " bo krzysio przecież ma dysfunkcje i trzeba przymknąć oko" "

        Teoretyzujesz. Jestem dyslektyczką, więc wiem jak wygląda diagnoza. Już na moich czasów testom na dysleksję towarzyszyły np. testy na inteligencję, by wykluczyć inne przyczyny powstawania błędów ortograficznych, wynikające z upośledzenia umysłowego lub braku znajomości zasad ortografii.

        Na prawdę, błędy ortograficzne robione przez dyslektyków są na tyle charakterystyczne, że nie da się ich pomylić z błędami robiącymi przez inne dzieci, które po prostu nie znają zasad ortografii. Sama siedziałam dziennie z rodzicami po 2-3 godziny dziennie i pisałam, żeby później zgarnąć kolejną jedynkę z dyktanda, chociaż zasady ortografii znałam na pamięć tak samo dobrze jak tabliczkę mnożenia.

        W końcu psycholodzy z PPP zabronili rodzicom ze mną ćwiczyć, właśnie z wyżej opisanych powodów. Dyslektyka nie da się nauczyć pisać idealnie bezbłędnie, bo wyrabia się w nim tylko niskie poczucie własnej wartości. Kolejne dyktando i tak będzie zawalone, mimo doskonałej znajomości zasad gramatyki i ortografii, bo dyslektyk inaczej słyszy mówiony tekst i inaczej (błędnie) go zapisze.

        Ciężko sobie to wyobrazić, jeśli się nie doświadczyło tego samemu. Gdy czytam, że da się oszukać testy na dysleksję, albo dysleksja to przykrywa dla lenistwa to mi wszystko opada. Załamują mnie opinie osób, które nie znają się, ale radośnie się wypowiedzą, bo IM to nie szkodzi.
        • atena12345 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 06:24
          Ty masz dysortografię, a nie dysleksję
          • lauren6 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 07:29
            Tak tak, kolejna psycholog forumowa od siedmiu boleści.
            • atena12345 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 15:46
              lauren6 napisała:

              > Tak tak, kolejna psycholog forumowa od siedmiu boleści.

              masz PMS?
              uśmiechnij się, będzie łatwiej znieść wink
          • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:43
            Dysortografia jest jedną z odmian dysleksji rozwojowej.
            • atena12345 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 15:45
              verdana napisała:

              > Dysortografia jest jedną z odmian dysleksji rozwojowej.

              a dziękuję smile
              ale problemy z ortografią nie wpływają chyba na przyswajanie wiedzy?
              • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 16:24
                Niestety, dysleksja rozwojowa wpływa na przyswajanie pewnego rodzaju wiedzy - tabliczki mnożenia, mapy, słówek w obcym języku. To nie jest tak, ze dyslektyk po prostu nie zna ortografii i na tym koniec.
                • atena12345 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 16:35
                  verdana napisała:

                  > Niestety, dysleksja rozwojowa wpływa na przyswajanie pewnego rodzaju wiedzy - t
                  > abliczki mnożenia, mapy, słówek w obcym języku. To nie jest tak, ze dyslektyk p
                  > o prostu nie zna ortografii i na tym koniec.

                  hm, to może dlatego nie potrafię nauczyć się żadnego języka.
                  Zawsze mi wpierano, że mam dysortografię, nie dysleksję, choć ostatecznie diagnozy nie postawiono, bo nie pamiętam czemu, ale przerwaliśmy wizyty w poradni.
                  Z matmą problemów nie mam żadnych, z polskim (nie licząc ortografii) również.
                  Za to za "chiny ludowe" nie nauczę się np. nazw stolic państw. Próbowałam również w dorosłości, zakupiłam sobie nawet grę dla dzieci do nauki flag i stolic, ku uciesze mojego potomstwa, które ogrywa mnie równo big_grin

                  Najgorszy koszmar, to gdy dostaję w jakimś urzędzie pustą kartkę papieru z poleceniem napisania podania lub pisma uncertain

                  na szczęście trafiłam na rozsądnych polonistów i nie przyznam się, jak zdałam pisemną maturę z polskiego big_grin
                  • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 19:10
                    Dysortografia jest postacią dysleksji. Moje prywatne dzieci + moja prywatna szwagierka + mój prywatny bliski przyjaciel czytają bez cienia problemu, bez porównania więcej niz "przeciętny" obywatel - ale mają cechy typowe dla dyslektyków, choć u nich szwankuje tylko ortografia. Każdy ma nieco inne problemy, ale u żadnego nie ogranicza sie to do ortografii.
                    Własnie niemożność nauczenia sie stolic to taka typowa cecha dyslektyka. Podejrzewam, zę gdybyś ułożyła nazwy państw i stolice w zgrabny, logiczny wiersz, to nauczyłabyś sie w pół dnia.
                    • atena12345 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 19:16
                      verdana napisała:

                      > Podejrzewam, zę gdybyś ułożyła nazwy państw i stolice w zgrabny, logiczny wiersz, to
                      > nauczyłabyś sie w pół dnia.

                      wiesz co? spróbuję z kilkoma smile
                      • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 19:20
                        "Ateny to Grecji stolica,
                        Paryż nas we Francji zachwyca
                        Brytania z deszczowego Londynu
                        Do włoskiego pocztówkę śle Rzymu"
                        Zobaczymy, czy sie udasmile
    • woman_in_love dysfunkcje da się całowiecie wyleczyć,tak samo jak 29.09.14, 16:29
      homoseksualizm, transseksualizm, ADHD itd. Niech wszystkie katoliczki-matki o tym pamiętają i swoich niepowodzeń wychowawczych i lenistwa dzieci tymi dysfunkcjami nie tłumaczą. Jakoś kiedyś dyslektyków nie było!!!
      • incubus_0 Re: dysfunkcje da się całowiecie wyleczyć,tak sam 29.09.14, 16:35
        Czy ja pomyliłam osoby, czy Ty kiedyś pisałaś, ze jesteś lefebrystką?
      • edelstein Re: dysfunkcje da się całowiecie wyleczyć,tak sam 29.09.14, 16:48
        To kiedys to znaczy kiedy?
        HIV i raka tez nie bylo kiedys,po prostu ludzie umierali mlodotongue_out
        • alienka20 Re: dysfunkcje da się całowiecie wyleczyć,tak sam 30.09.14, 20:55
          kiedyś umierali na trypra, syfa czy jak to inaczej nazywali wink
    • martishia7 Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 16:44
      Z dysfunkcjami jest jak z L4 dla ciężarnych- ci, którzy naprawdę potrzebują zbierają owoce złej prasy robionej przez tych, którzy załatwiają tylko dla wygody.
      • lily-evans01 Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 23:28
        Naprawdę wierzysz, że da się załatwić orzeczenie z PPP o dysleksji dla własnej wygody? Dziecko testowane jest dwukrotnie, analizuje się zapisane zeszyty itp. itd. Raczej trudno tu bajdurzyć.
        • lauren6 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 07:30
          lily, 10/10
        • ewa_mama_jasia Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:20
          Albo mówisz prawdę i są zagłębia w Polsce, gdzie dyslektyków jest przynajmniej 30% i rośnie (Warszawa, Pruszków, Trójmiasto) - 9 lat temu w Sopocie 49% wszystkich uczniów podstawówki), albo jednak da się załatwić zaświadczenie "na lewo". Obstawiam to drugie, bo jak MEN zrobiło kontrolę w poradniach w Sopocie, w ciągu roku liczba dzieci dyslektycznych spadła o 17%.
        • echtom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:21
          Ja wierzę, bo po prostu według rozkładu normalnego niemożliwe jest, by jakakolwiek dysfunkcja obejmowała kilkadziesiąt procent populacji.
        • lady-z-gaga Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:42
          Wszystko da się załatwić. Kilkumiesięczne zwolnienia lekarskie dla całkiem zdrowych ludzi, renty itp....dlaczego z orzeczeniem o dysleksji miałoby byc inaczej?
          • kropkacom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:47
            No a jak się załatwia? Konkrety proszę.
            • lady-z-gaga Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:05
              A po co Ci? nie mieszkasz w Polsce. Chcesz tutaj sobie cos załatwić?
              • kropkacom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:09
                Napisałaś co napisałaś to powiedz jak się załatwia zaświadczenie z PP.
                • lady-z-gaga Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:23
                  Tak, napisałam, co napisałam.
                  Nie wyciągaj z tego wniosku, że dam się wciągnąc w bzdurną, kilkugodzinną dyskusję. Wiem, że to Twoja specjalność, ale poszukaj innej ofiary.
                  Kazdy, kto zna polskie realia, wie, że to co napisałam o zwolnieniach lekarskich i innych lewych zaświadczeniach jest prawdą. Ty nie musisz w to wierzyć, ani ja Tobie czegokolwiek udowadniać.
                  • lily-evans01 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:52
                    Miałam kontakt z paniami w PPP, kiedy uparłam się, że będę diagnozować córkę pod kątem ryzyka dysleksji. Nie po to, żeby miała zaświadczenia, ale żeby wiedzieć, jak z nią ewentualnie pracować, zanim będzie za późno. Panie były bardzo zasadnicze, dziecko dokładnie przebadane - w końcu wyszło tylko to, o czym wiedziałam wcześniej, czyli skrzyżowana lateralizacja. Zalecenia dostałam fajne i rzetelne, troszkę pobawiłyśmy się z tymi ćwiczeniami, w tej chwili córka jako 8-latka czyta spokojnie dłuższe książki drobnym drukiem, zapamiętuje sekwencje (a to był problem, np. kolejność miesięcy) itp. itd. Jestem bardzo zadowolona ze współpracy z poradnią i widzę, że do badań podchodzi się skrupulatnie.
                    Nie widziałam za to żadnej, ale to żadnej chęci wmówienia mojemu dziecku dysleksji ani wydania orzeczenia wink. Może, jak ma się bliską znajomą w poradni, to nie ma z tym problemu, ale nie wierzę, że jakiś tam procent rodziców z danej klasy ma tam kupę koleżanek...
                    • lady-z-gaga Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 11:05
                      Ja przecież nie napisałam, jaki procent tych zaswiadczeń został załatwiony na lewo. Nie napisałam, bo tego nie wiem. Wiem tylko, że wszystko da się załatwić przy odpowiednich znajomosciach, dlatego nie uwierzę, że akurat w sprawach dysfunkcji dzieci nie istnieje możliwość obejścia przepisów. I to nie jest sugestia, żeby wszystkim dyslektykom przyglądac się podejrzliwie, bo na pewno oszukują smile
                      • kropkacom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 11:37
                        Tutaj w poradni "ogląda" dziecko dwoje specjalistów w różnych terminach. Terminy wyznaczane odgórnie. Specjaliści takoż. Kontakt specjalista - rodzić w stopniu minimalnym. Opinia na piśmie pocztą lub do odbioru w sekretariacie PP. Jak tu manewrować?
                        • lily-evans01 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 17:17
                          W Polsce też bada dwóch specjalistów i to wcale nie jest powierzchnowne badanie - tu przykład procedury:
                          ppp.miechow.pl/diagnoza.html
                          Pewnie, że w każdej sferze ktoś ma jakieś znajomości, dojścia, kanały itp. Ale jeśli np. miałam klasę złożoną z 23 osób, z czego 6 miało różne orzeczenia, to nie wierzę, że 6 rodziców miało te dojścia w obrębie 1 klasy. Zwłaszcza, że - uwaga, uwaga - zanim dostałam te orzeczenia, które leżały gdzieś tam w sekretariacie, a ja nic o tym nie wiedziałam, sama doszłam do podobnych wniosków jak w orzeczeniu, obserwując, jak te osoby czytają, piszą, jak w ogóle biorą się za wykonanie jakichkolwiek zadań.
                          Nie wiem, czym jest spowodowana tak duża liczba uczniów z tego typu kłopotami, i późniejszymi orzeczeniami. Moja córka ma np. skrzyżowaną lateralizację, co rzutowało przez pewien czas np. na zapamiętywanie ciągów typu dni tygodnia i nazwy miesięcy, słówek w obcych językach, słabe czytanie itp. Jest wcześniakiem po wczesnej rehabilitacji neurologicznej, ale nie wiem, czy to ma jakiś związek.
                          • lily-evans01 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 17:23
                            BTW, podobnie jak w tym artykule - pewne problemy mojego dziecka w szkole było widać gołym okiem - typu zaburzenia SI, czyli nadwrażliwość na hałasy, na dotyk, kłopoty z motoryką, pisanie typowe dla osób ze skrzyżowaną lateralizacją (układanie ćwiczeń po skosie, zaginanie rogów itp, itd.) - a nauczycielka e.w. z doświadczeniem i z medalem ministra edukacji narodowej potrafiła mi jedynie powiedzieć, że mam z nią więcej czytać... Sama wpadłam na tę terapię SI, sama znalazłam różne rozwijające ćwiczenia, które służyły lepszemu czytaniu itp. Do byłej wychowawczyni mam do dziś lekki żal, córka byłaby o parę m-cy do przodu i nie miałaby poczucia, że jest do niczego na progu edukacji...
                          • turzyca Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 18:42
                            > Nie wiem, czym jest spowodowana tak duża liczba uczniów z tego typu kłopotami,
                            > i późniejszymi orzeczeniami.

                            Ja ostatnio doczytalam - nierownomiernym rozwojem polkul spowodowanym niewlasciwa stymulacja w dziecinstwie. Plus brak diagnozy przed szkola, a te problemy objawiaja sie dluuuugo przed nauka pisania i mozna je wylapac i im odpowiednio wczesnie przeciwdzialac. Praca z dwu- czy trzylatkiem da znacznie lepsze efekty niz praca z osmiolatkiem.

                            Czy dysleksja może być nabyta? Tak.
                            Dzisiejszy świat i jego „obrazowość” (wszelkie screeny) przyśpieszają dojrzewanie prawej półkuli mózgu, wskutek czego dziecko rozwija się nieharmonijnie. Jak zapobiec? Unikać screenów (w tym oglądania bajek, TV, laptopów itp. itd.)
                            Oprócz tego dzieciaki z problemami ze słuchem (każdym: fonemowym, fizjologicznym), które są uczone czytania przez głoskowanie – zaczynają mieć problemy natury dyslektycznej.


                            Czy dysleksja rzutuje na dorosłe życie? TAK. I nie chodzi o błędy ortograficzne, bo fakt, Word podkreśla wyrazy z bykami na czerwono. Ale wyobrażacie sobie, że nie umiecie czytać? Albo, że umiecie czytać ze zrozumieniem tylko początki tekstu? Znam taką jedną panią: W tekście jest napisane, że „to coś jest czerwone, ma kropki i rośnie w lesie”. Pani jednym słowem odpowiada, że biedronka. Wszak czerwona i ma kropki. Ba! Pani nie przyjmuje do wiadomości, że czytać ze zrozumieniem nie potrafi do końca i kłóci się o tę biedronkę strasznie. [...]
                            Wyobrażacie sobie, że ciągle mylicie lewą z prawą stroną (okey, wiem, że to nietrudne do wyobrażenia przez panie) oraz, że chodząc z mapą musicie ją obkręcać? Że nie jesteście w stanie opanować trudnych dla Was nazwisk? Że nie umiecie, choćby nie wiem co, nauczyć się drugiego języka?! W dzisiejszych czasach?! To własnie jest dysleksja.
                            [...]
                            Wiem jedno: można zapobiegać dysleksji już na wczesnym stadium rozwoju. Biologii nie oszukamy, nie wyleczymy dys, bo na to nie ma lekarstwa. Ale można nauczyć mózg innego przetwarzania informacji. Między innymi poprzez stymulowanie rozwoju mowy.
                            Zatem, droga Mamo, Twój dwulatek nie mówi?
                            Skorzystaj z akcji, idź do logopedy.

                            Stad

                            i jeszcze:
                            blog.centrumgloska.pl/2013/08/bo-on-nie-musi-byc-artysta-grafomotoryka/
                            blog.centrumgloska.pl/zabawy-logopedyczne/
                            blog.centrumgloska.pl/2013/12/jeszcze-o-screenach/
                            Ja lubie styl Gloski, dlatego linkuje jej bloga, ale to samo pisza inni specjalisci:
                            dwujezycznosc.blogspot.de/2013/09/teleogupianie.html
                            Dziecko, z urodzenia będąc bardziej prawopółkulowe, oglądając za dużo telewizji, rozwija nadal zdolności prawej półkuli, zaś zdolności lewej półkuli są hamowane w rozwoju. Język pojawia się później, dziecko ma problem z nazwaniem emocji, problem z analizą problemu, problem z koncentracją na szczegółach, problem z ułożeniem czasu – to bardzo często prowadzi do problemów dyslektycznych. Dalej: badania socjologiczne, psychologiczne dowodzą, iż im więcej dziecko przed 3 rokiem życia oglądało telewizji, tym mniej angażowało się w wieku lat 10 w naukę (w sensie uczestnictwa, wysiłku, dociekliwości). Zmniejsza się zatem wytrwałość, pociąg do zadań intelektualnie wymagających, zmniejsza się tez zdolność koncentracji, upośledzone zostają funkcje odpowiedzialne za uwagę i pamięć!
                            • morekac Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 21:52
                              Ja z kolei czytałam, że dysleksja zapewne ma podłoże genetyczne. Oraz inne, nieustalone przyczyny.
                              Chociaż być może dawniejsze babranie się w błocie rehabilitowalo lżejsze przypadki.
                              • turzyca Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 22:03
                                morekac napisała:

                                > Ja z kolei czytałam, że dysleksja zapewne ma podłoże genetyczne. Oraz inne, ni
                                > eustalone przyczyny.
                                > Chociaż być może dawniejsze babranie się w błocie rehabilitowalo lżejsze przypa
                                > dki.

                                Ja bym powiedziala tak - czesc dys ma silne podloze genetyczne. Czesc ma nie tylko dobre podloze, ale tez sprzyjajace warunki rozwoju. A czesc (moze) nie ma podloza genetycznego tylko zostala sztucznie wywolana. To troche jak z rakiem, zanim palenie stalo sie modne, rak pluc byl rzadki mimo ze geny te same, trzeba mu bylo stworzyc odpowiednie warunki. Dysleksji takie warunki stworzono, pojawil sie nadmiar bodzcow dla prawej polkuli. I stad taki gwaltowny przyrost w ostatnich latach. Bo jak widac z postu mojej poprzedniczki ten przyrost to nie tylko papierki wyludzane z ppp, ale rzeczywiste problemy.
                                • morekac Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 22:25
                                  Ale to, co zalinkowalas nie wygląda na jakieś naukowe badania n/t przyczyn dysleksji?
                                  Mojej córce nie pomogły zajęcia plastyczne ani nawet to, ze uwielbiala lepić z plasteliny, zaś sznurowadla wiązała na kokardki jako trzylatka, w dodatku mała była już w dosyć odległych czasach i wychowywała się bez pomocy tabletu czy komputera, a nawet nadmiaru telewizji. Równie dobrze można twierdzić, ze to metoda nauki czytania powoduje dysleksje.
                                  • turzyca Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 23:00
                                    morekac napisała:

                                    > Ale to, co zalinkowalas nie wygląda na jakieś naukowe badania n/t przyczyn dysl
                                    > eksji?

                                    To co zalinkowalam to blog. Prowadzony przez specjalistke, opierajaca sie na literaturze fachowej i odwolujaca sie do badan naukowych. Nie w kazdej notce, bo to nie blog naukowy tego rodzaju jaki jest w mojej stopce, ale w czesci notek podaje zrodla i to sa konkretne badania naukowe, zarowno miedzynarodowe jak i polskie.

                                    Równie dobrze można twierdzić, ze to metod
                                    > a nauki czytania powoduje dysleksje.

                                    Mozna, nawet te informacje cytowalam. Bo u niektorych dzieci wlasnie metoda nauki czytania/pisania wywoluje problemy dyslektyczne.


                                    > Mojej córce nie pomogły zajęcia plastyczne ani nawet to, ze uwielbiala lepić z
                                    > plasteliny, zaś sznurowadla wiązała na kokardki jako trzylatka, w dodatku mała
                                    > była już w dosyć odległych czasach i wychowywała się bez pomocy tabletu czy kom
                                    > putera, a nawet nadmiaru telewizji.

                                    Wspolpracownica mojej matki ma mala corke - takie pozne, nieco niespodziankowe dziecko. No i wspolpracownica lata po roznych specjalistach, a to obnizone napiecie barkowe, a to problemy logopedyczne, a to cos tam. I moja matus na poczatku byla mocno sceptyczna, uwazala to za wyszukiwanie zbednych chorob, ale potem podsumowala w rozmowie ze mna mniej wiecej w tym stylu "u Was tez byly takie problemy, tylko ze sie wtedy nie nazywalo tego problemem, ale uroda dziecka. Albo lenistwem. I moze gdyby to wtedy zdiagnozowac i zrehablilitowac, to by potem nie bylo tego czy tamtego problemu."
                                    Moze Twojemu dziecku nie potrzebne bylo gniecenie plasteliny ale np intensywna praca nad sekwencjonowaniem? Albo uprawianie sportu z pilka? A moze ma jakies problemy ze sluchem? Albo moze ma skrzyzowana lateralizacje na jakims obszarze i trzeba bylo nad tym pracowac?
                                    Bo przeciez to nie tak, ze wszystkie dzieci sa identyczne i wszystkie potrzebuja dokladnie takiej samej stymulacji. Ale wiemy, co na pewno jest szkodliwe i wywoluje problemy u wszystkich.
                                    • morekac Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 00:47
                                      Turzyca, dysleksji nie nabywa się wskutek siedzenia przed telewizorem. Po prostu niechęć do pewnych czynności czy też niemożność ich opanowania nie są przyczyną dysleksji - to po prostu objawy dysfunkcji.
                                      • turzyca Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 00:57
                                        morekac napisała:

                                        > Turzyca, dysleksji nie nabywa się wskutek siedzenia przed telewizorem. Po prost
                                        > u niechęć do pewnych czynności czy też niemożność ich opanowania nie są przyczy
                                        > ną dysleksji - to po prostu objawy dysfunkcji.

                                        Morekac, mozesz mi powiedziec na podstawie jakich badan uwazasz, ze zaden przypadek dysleksji nie jest zwiazany przyczynowo z przestymulowaniem prawej polkuli we wczesnym dziecinstwie?
                                        • morekac Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 13:01
                                          A czy znasz przypadek, w którym dysleksja jest z pewnością spowodowana przestymulowaniem prawej półkuli we wczesnym dzieciństwie? Ktoś jest w stanie to stwierdzić?

                                          Ze strony PTD

                                          "Etiologia
                                          Uwarunkowania tych zaburzeń są wielorakie (polietiologia). Wskazuje się na dziedziczność, zmiany anatomiczne i zaburzenia fizjologiczne układu nerwowego (w okresie ciąży i porodu o nieprawidłowym przebiegu). Zaniedbanie środowiskowe oraz brak szybkiej interwencji pogłębia zaburzenia i trudności dziecka. "
                                    • aandzia43 Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 10:08
                                      Ech, Turzyca, wszystko prawda. Gdybym kiedyś miała wiedzę, to wielu problemów moja córka mogłaby uniknąć. Gdybym wiedziała.ze.brak raczkowania...itd. Gdybym wiedziała, że dobra motoryka mała, piękne lepienie z.plasteliny malowanie, wiązanie sznurowadeł, telewizja w ilościach homeopatycznych, to za malo. To zaczęłabym rehabilitację córki we wczesnym dzieciństwie, a nie na początku pierwszej klasy (i tak szybko jak na tamte czasy i na pukanie się w głowę otoczenia). Ale nawet teraz, mimo dostępności wiedzy i fachowców w zasięgu ręki, wielu rodziców z lenistwa racjonalizuje "taka jego uroda wyrośnie, tylko się musi przyłożyć". A w przypadku jakiejkolwiek dysfunkcji dziecka PRZYŁOŻYĆ to się muszą rodzice przede wszystkim. Obserwować, czytać, szukać, reagować w porę i WŁAŚCIWIE. A potem ciężko pracować z dzieckiem i tak to robić, żeby dla dziecka była to jak najlżejsza i jak najefektywniejsza praca.
                                      • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 10:20
                                        10/10!
                                        Niestety, dla czesci rodzicow diagnoza dysleksja jest odpuszczeniem WSZYSTKIEGO (po co mam sie wysilac, obojetnie w jakikolwiek sposob).
                                        Kiedys musialam poinformowac mame dyslektyka (gimnazjalisty), ze jej syn z racji dysfunkcji bedzie pisal egzamin gimnazjalny w osobnym pomieszczeniu, w towarzystwie dwoch nauczycieli, ktorzy beda mu czytali zadania, beda pomagali "sie ogarnac" na egzaminie, pokaza (doslownie palcem), gdzie ma wspisac rozwiazania itd. Bo ma takowe zalecenia z poradni, ze bedzie mu tym samym lzej wszystko ogarnac, ze bedzie mial pomoc nauczycieli.
                                        Mama byla przerazona. Przerazona faktem, ze jej syn nie bedzie pisal ze wszytskimi a co za tym idzie, bedzie mial mniejsze mozliwosci ... podpowiedzi ze strony kolegow. I ze to nie fair w stosunku do jej syna. I powiedziala mi to wprost, nie owijajac w bawelne. sad
                                        A jej syn egzamin napisal calkiem dobrze. Moze wlasnie ze wzgledu na stworzone mu warunki. Mama jednak nadal byla niezadowolona i uwazala, ze gdyby pisal z innymi uczniami, to pewnie napisalby jeszcze lepiej. Probowala nawet interweniowac w Kuratorium posadzajac nas o "Mobbing" (czyli fakt, ze jej syn musial pisac egzamin w osobnym pomieszczeniu).
    • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 16:46
      Lata minely,a nauczyciele w polskich szkolach to nadal takie betony jak za moich czasow.O ile wtedy dys byly dla nich nowoscia to po 20 latach chyba powinny przestac nia byc.
      • naomi19 Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:14
        skad wiesz, jakjest w polskich szkolach?
        • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:34
          Bo do nich uczeszczalam i jeszcze przed rokiem mialam swietny wglad w ich funkcjonowanie.Artykul nie powstal by gdyby funkcjonowaly dobrze.Jak widac nadal nic sie nie zmienia.
          • gazeta_mi_placi Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:45
            Jeszcze rok temu chodziłaś do polskiej podstawówki? Wieczorowo ją robiłaś?
            • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:53
              Gazeta ja wiem,ze twoje zycie zaczyna sie i konczy na forum i nie masz nawet przyjaciela w postaci psa,ale mozna zyc inaczejbig_grin
      • beatrycja.30 Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:16
        Ale ty byłaś wyjątkowym betonem z matmy jak sama przyznałaś. Może w twoim miasteczku byli betonami, może do nich wiedza o dysfunkcjach nie dotarła?
        • beatrycja.30 Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:17
          Wychowała się w Polsce
        • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:31
          W jakim miasteczku?chodzilam do szkoly w miastach.
      • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:24
        Wiesz, ktos, kto napisal ten artykul nie ma pojecia o tym, co sie w polskich szkolach dzieje.
        Pewnie slyszal tylko, ze cos, ktos i gdzie.
        Po pierwsze: to nie do nauczyciela nalezy diagnozowanie w kierunku roznorakich dysfunkcji/zaburzen. Nauczyciel moze miec jedynie "podejrzenia" (na podstawie wlasnych, subiektywnych obserwacji) i na ich podstawie kieruje dziecko dalej. Nie ma podstaw prawnych ani rozwiazan umozliwiajacych nauczycielowi "zdiagnozowanie" jakiegos ucznia i dostosowanie wymagan do jego potrzeb bez wlaczenia w to instytucji z zewnatrz (psycholodzy, poradnie).
        A dyslektyk (z potwierdzona w poradnii diagnoza) ma w Polsce dobre warunki do pracy.
        Mial juz je jakies 10 lat temu, gdy odchodzilam z polskiej oswiaty: dodatkowy czas na egzaminach, na sprawdzianach, czytanie dyslektykowi zadan na glos przez nauczyciela w czasie egzaminu/sprawdzianu (i to kilkukrotne!). Baaardzo skrupulatnie przestrzegano zalecen z poradnii (dbali o to rodzice i sami uczniowie tez byli doskonale w temacie zorientowani).
        Zaden z moich kolegow nie osmielilby sie zostawic dziecka z orzeczeniem z poradnii na drugi rok w tej samej klasie (mialby na glowie wszystkie mozliwe insytucje), przed kazdym sprawdzianem bylo gruntowane studiowanie zalecen poradnii, zeby uniknac sytuacji, ze uczen musi pisac potem ten sam sprawdzian dwukrotnie i nadrabia tym samym oceny (ma przywilej w stosunku do innych uczniow). Uczniowie z dysleksja mieli baaardzo okrojony zakres testowania pisemnego, zwlaszcza na lekcjach jezyka obcego.
        • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:57
          No coz jestem dys i mam inne doswiadczenia ze szkoly w tym temacie.Znam tez pare osob z dys sporo mlodszych ode mnie i rowniez borykali sie z latka Lenia i tluka.Ja wlasnie chodzilam do szkoly ca.10lat wstecz i ostatnie co moge powiedziec to to,ze bylam traktowana dobrze.I tak,chcialo mnie zostawic na drugi rok.Dopiero ingerencja odgorna przywolala nauczyciela do porzadku,za to znienawidzil mnie z calego sercatongue_out
          • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:35
            A ze tak zapytam: bylas zdiagnozowana w poradni, mialas na te swoje "zaburzenia" papier???
            I z jakiego przedmiotu mialas repetowac? Z pewnoscia nie byl to zaden z jezykow?
            Dysleksja to jedno: mozliwosci umyslowe (co do opanowania niektorych tresci i zadan) to drugie.
            Sporo dzieciakow nie posiada zadnego orzeczenia, rodzice o to nie dbaja.
            A bez "swistka" nauczyciel ma rece zwiazane.
            Nie moze dostosowac wymagan indywidualnie do danego ucznia na podstawie swoich "odczuc", bo to nie fair w stosunku do pozostalych uncertain
            Ale owszem, spotkalam w szkole dyslektykow, ktorzy byli meeeeegaaa leniami.
            Ich lenisto z ich dysfunkcja nie mialo NIC wspolnego.
            Byli leniami i olewusami w kazdej niemalze dziedzinie wink
            Ba, sami sie do tego wprost przyznawali, ze im sie "nie chcialo" albo "mieli to gdzies".
            Mieli tez "papier" na potwierdzenie dysleksji, bynajmniej nie potwierdzenie swojego lenistwa (chociaz kilkoro z nich traktowalo orzeczenie jako swoistego rodzaju usprawiedliwienie na wszystko to, czego na czas nie wykonali - z uwzglednieniem jeszcze dodatkowego czasu z uwagi na dysfunkcje).
            Uwazali, ze majac "papier", maja patent na lawirowanie na granicy obowiazku i zwolnienia ich z tegoz obowiazku (z racji posiadania "papieru").


            Jedno nie wyklucza drugiego.
            • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:55
              Oczywiscie, ze bylam zdiagnozowana.Mam dyskalkulie i mialam repetowac z matematyki.Tylko i wylacznie.Jak na Leniwa osobe to mialam dosc napiety kalendarz.Raz w tyg.zajecia wyrownujace i 3razy w tyg.korki po 2-3godziny.Jedyne co oprocz matmy kulalo to fizyka,ale tylko wtedy gdy trzeba bylo liczyc zadania.Ale spokojnie wyciagalam 4 na koniec roku.Moj zeszyty od matmy byl stawiany za wzor.Mimo orzeczenia zaden nauczyciel nie szedl Programm dla dyskalkulikow,nawet sie nie postarali o takowy.Mialam to samo co reszta,te same sprawdziany,ten sam czas plus latke debilki.
              • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:04
                A co na to twoi rodzice?
                Nikt nie pokazal nauczycielom, ze masz takie czy siakie zalecenia?
                Bo w czasach mojej podstawowki kazdy mial w dzienniku wpis, czy ma orzeczenie /opinie z poradni i czego ona dotyczy. W liceum to samo (chociaz w naszej klasie nie bylo zadnego zdiagnozowanego przypadku, ludzie sie testowali, testy jednak wypadaly dla nich negatywnie).
                Ktos chyba podpisywal te twoje oceny ze sprawdzianow? I akceptowal je bez mrugniecia?
                • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:12
                  To byla walka z wiatrakami.Odbijali sie od betonu.Pisali pod sprawdzianami cale epistoly.Rozbilo sie o kuratorium.Nauczycielka by ich zbyc powiedziala,ze postawi 2 na koniec i tyle,bo nie ma ochoty na zajmowanie sie leniem i debilka.
        • pade Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:10
          Wow, to zazdroszczę. Ja jeszcze cztery lata temu prosiłam nauczycielkę, żeby cięła sprawdzian na paski i dawała mojemu synowi po kawałku, albo zaznaczała każde zdanie innym kolorem bo dziecko się gubi przy czytaniu. Reakcja była grzeczna, owszem, ale brzmiała m/w tak: chyba pani na głowę upadła, czy ja nie mam co robić?
          W gimnazjum praca z dyslektykiem polegała na robieniu ortograffiti...I na tym koniec niestety. Nauczyciele, a byłam u każdego z osobna, nie mieli pojęcia na czym polega dysleksja (dwa-trzy lata temu).
          • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:21
            Ja pracowalam owczesnie w gimnazjum (malym, wiejskim, do ktorego uczeszczaly takze dzieciaki z pobliskiego domu dziecka). I dzieciakow z dyslekcja lub indywidualnym (dostosowanym) tokiem nauczania troche mielismy.
            O dysleksji na studiach w kierunku nauczycielskim nie bylo NIC.
            Wszystko trzeba bylo sobie przyswoic metoda pracy wlasnej, na warsztatach, konferencjach specjalistycznych itd. A wiele tego nie bylo.
            I z tego, co sie orientuje, to chyba na zadnych studiach "nauczycielskich" nie ma wykladow z "zaburzen" lub "diagnozowania zaburzen". Kazdy doksztalca sie sam, we wlasnym zakresie.
            • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:08
              Dodatkowy problem jest taki, że niektórym dzieciom z dysfunkcjami naprawdę nie chcę sie pracować w szkole. Nie dlatego, że urodziły sie leniwe - ale na początku sie starały, a i tak nie dostawały dobrych stopni, i tak stale były upominane, ze "jakby ci sie chciało, jakbyś więcej popracował, to efekty by były. " Po roku-dwóch te dzieci rzeczywiście przestają chcieć. Ja się nieszczególnie dziwię.
              • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:14
                Spedzasz pol zycia na korkach i ci nauczyciel powie,ze sie nie starasz i jestes leniem.
                • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:16
                  Dokładnie tak. Często rodzice mówią ci to samo. Jak pracujesz pół dnia i się starasz, dostajesz dwóję czy tróję . Jak się w ogóle nie uczysz - tak samo.
                  • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:21
                    Dlatego poki nie zmieni sie podejscie nauczycieli,nie zmieni sie nic.Najbardziej zmotywowany uczen po paru tekstach ma serdecznie dosc.Obojetnie co nie zrobisz i tak jestes leniem.
                    • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:24
                      Nauczycieli i rodziców. Nawet w tym wątku jedna z matek pisze, ze się dziwi, bo jak ona i dziecko ciężko pracowali, to dziecko jest najlepszym uczniem w szkole. Należy wreszcie wytłumaczyć ludziom, ze dzieci, które ciężko pracując uczą się bezbłędnie pisać, albo liczyć mają po prosto błędnie zdiagnozowaną dysortografie czy dyskalkulię. Bo zaburzenie nie polega na tym, ze sie nie umie, tylko, ze nie można sie tego perfekcyjnie nauczyć. Kropka.
                      • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 14:49
                        Ja ciezko pracowalam i nadal nie potrafie liczyc.Procenty nad ktorymi spedzilam godziny do tej pory sa dla mnie czarna magia.Oprocz 50%bo to wiem,ze polowa tongue_out
              • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:37
                Ja sie tez nie dziwie sad
                Nie zawsze chicec to slynne "moc".
                My czesto jednak zauwazalismy, zwlaszcza w gimanzjum, ze dostosowanie wymagan do danej dysfunkcji (w tym chwalenie i docenianie nawet maciupenkich postepow) nie przynosilo zamierzonych efektow. Lub przynosilo efekty tylko i wylacznie na przedmiotach typowo humanistycznych a rodzice spodziewali sie "czegos wiecej" (i to glownie im trzeba bylo tlumaczyc, by zwyczajnie "odpuscili": sobie i dziecku przede wszystkim). W innych dziedzinach nie bylo zadnych zmian (ani na lepsze, ani na gorsze). W pewnym sensie czasem mielismy wrazenie, ze dysleksja probowali tlumaczyc wszelakie niepowodzenia dziecka ("no bo on dyslektyk, bo mu bardzo trudno ze WSZYSTKIM", cokolwiek to "wszystko" mialo oznaczac).
                Mielismy uczniow z 2 klasy gimnazjum, ktorzy nie mieli opanowanej tabliczki mnozenia uncertain Kilkukrotne testy wykluczyly wspolistnienie dyskalkuli. Mimo to, czasem z zacieciem godnym uznania, zarowno rodzice i sami uczniowie tlumaczyli ten fakt swoja dysleksja. Tymczasem o wplywie ich dysfunkcji na pojecia i dzialania typowo matematyczne nie bylo w zadnej opinii ani mru-mru. I testy w tym kierunku nadal to potwierdzaly. Tymczasem rodzice nadal stosowali na nauczycieli naciski (co do obnizenia wymagan), bo "on ma dysleksje".
                Wiec sami w koncu nie wiedzielismy, co naprawde o takich przypadkach myslec.
                Jak juz pisalam, do naszej szkoly chodzily dzieciaki z domu dziecka.
                Stanowily one ok. 25% calej uczniowskiej spolecznosci.
                Nawet, gdyby kazdy z nich byl dyslektykiem (a byly to dzieci czasem bardzo zaniedbane, pod kazdym niemalze wzgledem), a mielismy ich w calej szkole (ok. 200 uczniow) tylko kilku (diagnozowanie szlo calkiem sprawnie), to nie znajduje zadnego wytlumaczenia dla szkoly, gdzie procentowy udzial dyslektykow siega prawie 50%.
                • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:46
                  I słusznie, bo dyslektyk nie nauczy sie tabliczki mnożenia. Nie z powodu dyskalkulii, tylko dlatego, zę dyslektycy bardzo często nie sa w stanie nauczyć sie niczego, co nie łączy sie w logiczną całość. Dni tygodnia, słówek w obcym języku, nazw miesięcy, dat i tabliczki mnożenia. Dyskalkulia nie ma tu nic do rzeczy.
                  Dysleksja nie polega tylko na nieumiejętności czytania, pisania i wykonywania działań matematycznych - ma , niestety, także inne objawy. To jest właśnie jeden z nich, bardzo typowy.
                  • miedzymorze Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 11:18
                    Tabliczka mnożenia nie łączy się w logiczną całość ? to chyba *chumanistom...
                    Swoją drogą, jak dyslektycy uczą się i zdają na prawo jazdy ? Znaki drogowe im się nie mylą ? jak jest ograniczenie do 60 to jadą 90 bo im się cyferka odwróciła ? Ktoś wie ?

                    pozdr,
                    mi
                    • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 16:29
                      Oczywiście, że jest to pamięciówka i tyle. Logiczne jest wyliczenie, że 6x8 =48, natomiast nauczenie sie tego na pamieć i automatyczne, bezrefleksyjne odtworzenie nie ma nic wspólnego z liczeniem i logiką.
                      • aandzia43 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 00:51
                        > Oczywiście, że jest to pamięciówka i tyle.

                        Sorry, ale dla sporej części ludzi tabliczka mnożenie to nie pamięciówka. I tyle big_grin Ja mam taki feler umysłowy, co go często dyslektycy mają, że nie umiem uczyć się na pamięć. No, przychodzi mi to z ogromnym trudem. Dopóki czegoś nie zrozumiem i nei ułożę sobie w głowie w logiczny ciąg, nie zapamiętam. Ciągu słów nie zapamiętuję, wiersz na pamięć to jakaś abstrakcja, słówka z języka obcego ciężko, kiepsko przyswajam informacje ze słuchu, w ogóle kanał słuchowy leży. Więc z tytułu tego problemu z pamięciówą i tabliczka mnożenia powinna być dla mnie koszmarem. Ale nie jest. Bo w świecie matematyki czułam się dobrze, bo miałam dobre "widzenie" przestrzeni, bo w ogóle kanał wzrokowy to mój kanał. Ja nie liczę za każdym razem mozolnie "5 razy 8" żeby mi w wyniku takiego liczeniu po kilkunastu sekundach wyszło w końcu te 40. Ja po prostu widzę grupę liczb od jednego do stu i poruszam się w tym wirtualnym trójwymiarowym obszarze robiąc różne fiki miki smile Takie miałam możliwości i w taki sposób poradziłam sobie z tabliczką mnożenia mimo upośledzonej pamięci krótkiej. Każdy orze jak może.
                        Podobnie mam z osią czasu: daty ważnych wydarzeń historycznych na pamięć wchodziły i wchodzą mi nadal ciężko. Tak dokładnie co do roku znam ich niedużo. Za to mam zwizualizowaną przestrzeń czasową ładny kawałek wstecz. Wiek osiemnasty jest niebieski, siedemnasty czarny, szesnasty żółty, dziewiętnasty taki trochę srebrzysty na początku a potem szary itd. "Widzę" kiedy miało miejsce jakieś wydarzenie, jestem w stanie powiązać je z innymi, które miały miejsce w danym czasie a w innym miejscu i podać przybliżoną datę. Poza tym robię za podręczną kronikę znajomym. Szybko odpowiadam na ich pytania: w którym roku zdawałem maturę, kiedy urodziły się moje dzieci, w którego roku jest moja matka? wink Nie, nie znam tych dat na pamięć, ja mam w głowie przestrzeń, w której zawieszone są znane mi wydarzenia i wyciągam z niej informacje big_grin
                        • evee1 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 08:30
                          He, he, ja mam dokladnie na odwrot. Nigdy nie bylam dobra z pojmowania historii, bo dla mnie "to wynika z tamtego" bylo zawsze nie do pojecia. Za to daty recytowalam bezblednie ... tylko nie bardzo wiedzialam co wtedy sie wydarzylo sad.
                        • mallard Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 12:45
                          aandzia43 napisała:

                          > Wiek osiemnasty jest niebieski, siedemnasty czarny, szesnasty żółty, dziewiętnasty taki trochę srebrzysty na początku a potem szary itd.

                          Bzdury, bzdury bzdury! wink

                          Chociaż nie, - jedno się zgadza. szesnasty jest faktycznie żółty, właściwie taki brudnożółty.
                          Natomiast: osiemnasty - khaki, siedemnasty siny, dziewiętnasty na początku czarny pod koniec sepia.
                          • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 13:33
                            Szesnasty jest czerwonawy.
                            Osiemnasty szaro-niebieski.
                            Dziewiętnastyc- ciemnoceglasty
                            dwudziesty jest żółtawy.
                            Nie wiem, jak takich prostych rzeczy można nie dostrzegaćsmile
                  • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 11:27
                    Tylko dziwnym trafem okolicznosci, sporo "zdiagnozowanych" dyslektykow mialo jednak wlasnie te tabliczke mnozenia opanowana. Inni nie. Wiec co, blad w diagnozie? Bo dysleksje mieli stwierdzona "papierem" wlasnie. I dlatego tez nie bardzo, jako grono, umielismy sie stosowac do roznych zalecen: bo byly one nieco sprzeczne z tym, co znalismy ze szkolnej autopsji.
                    Tak samo ze slownictwem z jezyka obcego (u nas byl to niemiecki): czesc zdiagnozowanych dyslektykow swietnie sobie z nim radzila (po zastosowaniu odpowiednich metod ich sprawdzenia i ich uczenia/nauczania). Mieli czesto lepsze wyniki (w stopniach mierzone) niz ci, bez zadnych stwierdzonych deficytow.
                    Czasem to sami rodzice torpedowali nasza prace: "po co on ma sie uczyc slowek, skoro i tak sie nie nauczy bo ma stwierdzona dysleksje, Szkoda NAM na to czasu". A 15 minutowa praca z uczniem (indywidualna, na zajeciach wyrownawczych) pokazywala jednak zupelnie co innego: uczen bez problemu potrafil opanowac slownictwo (10-15 slow) z lekcji.
                    No wiec to byla dysleksja (w orzeczeniu z poradnii diagnoza byla jednoznaczna) czy "dysleksja" (zalatwienie papieru)? W naszej szkole, diagnoza "dysleksja" byla dla rodzicow swoista dyspensa od wszelakiej kontroli tego, co dziecko powinno wykonac w domu sad Najwazniejsze bylo wlasnie to, ze dziecko ma "papier". Nie to, co faktycznie potrafi, co mogloby umiec (za wlozeniem minimalnego wysilku, jakie inne, "zwykle" dzieci takze w nauke musza wlozyc) i jeszcze zrobic. Typowych dyslektykow, ktorych tutaj opisujesz, moze mielismy z dwoch. Co do reszty, to mielismy solidne watpliwosci, czy aby ta diagnoza jest w ich wypadku sluszna. Do zalecen z poradnii jednak stosowalismy sie. Nie bylo mowy, by pisali te same testy i nie mieli dostosowanych wymagan. Przestrzegano tego skrupulatnie.
                    Zaobserwowalismy jednak dziwna prawidlowosc: najwiekszy wysyp dyslektykow byl w okolicach 2 klasy gimnazjum, chociaz wspolpracowalismy w zakresie diagnozowania dysfunkcji z przylegajaca do nas podstawowka. I to glownie byly przypadki diagnozy z inicjatywy rodzicow (wczesniej z grona NIKT nie zauwazyl przeslanek ku temu), z pominieciem szkoly.
                    • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 14:44
                      > Tylko dziwnym trafem okolicznosci, sporo "zdiagnozowanych" dyslektykow mialo je
                      > dnak wlasnie te tabliczke mnozenia opanowana. Inni nie. Wiec co, blad w diagnoz
                      > ie? 

                      Nie,dysfunkcje maja rozne spektrum.Ja np.jestem w stanie czytac poprawnie liczby,ale znam dyskalkulikow,ktorych to przerasta
                    • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 16:27
                      Z trzech moich zdiagnozowanych jeden zna perfekcyjnie, jeden słabo, jedna wcale. I ta jedna sie nie nauczy.
                      Może jednak należałoby przyjąć, ze dysleksja nie oznacza u wszystkich jednakowych dysfunkcji? I że warto brać pod uwagę, zę jeśli pewne rzeczy są typowe, to nie mozemy uznać "ja w to nie wierzę" i koniec.
                      mojedzieckodobrzeczyta.pl/2012/03/sposob-na-tabliczke-mnozenia/
                      Tyle, ze na część dyslektyków nawet te metody nie działają.
                  • aandzia43 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 12:48
                    Weź Verdana nie opowiadaj, co może dyslektyk a czego nie może na podstawie tego, co potrafią czy nie potrafią twoje dzieci. Tabliczka mnożenia jest super logicznym tworem - dla kogoś z wyobraźnią matematyczną. To czysta poezja smile Dyslektykiem z wyobraźnią matematyczną jest np. moja córka. Nazwy miesięcy tworzą ciąg, któremu gdy nadasz sens i zwizualizujesz sobie całość, też jest do opanowania dla dyslektyka. Nie każdego zapewne,.ale.dla.większości tak. Tarcza zegara jest do opanowania dla dyslektyka z wyobraźnią przestrzeną, a.nie wszyscy oni są jej pozbawieni. Moja.córka.opanowała zegar z.opóźnieniem i pewnym wysiłkiem, ale opanowała. Ale jej ani wyobraźnia przestrzenna, ani świat cyferek nie.szwankował. Mimo ciężkiej dysleksji.
                    • bi_scotti Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 16:03
                      aandzia43 napisała:

                      > Tabliczka mnożenia jest super logi
                      > cznym tworem - dla kogoś z wyobraźnią matematyczną. To czysta poezja smile Dyslek
                      > tykiem z wyobraźnią matematyczną jest np. moja córka. Nazwy miesięcy tworzą cią
                      > g, któremu gdy nadasz sens i zwizualizujesz sobie całość, też jest do opanowani
                      > a dla dyslektyka. Nie każdego zapewne,.ale.dla.większości tak. Tarcza zegara je
                      > st do opanowania dla dyslektyka z wyobraźnią przestrzeną, a.nie wszyscy oni są
                      > jej pozbawieni.

                      Przedmioty w podstawowce i high school tata "przekladal" mi na rymy i dzieki temu szlam do przodu. Wszystko z rymem i rytmem moglam opanowac ... przy pewnym wysilku z roznych stron (tata, mama, ja, czasem nauczyciel, czasem jakis zmuszony przez szkole kolega lub kolezanka). Problemy byly. I inwektywy. I bullying. Ale tata odkryl metode/sposob "na mnie" wiec wszystko bylo jednak mozliwe (including tabliczke mnozenia, pory roku, tablice pierwiastkow etc.) smile Co do zegara, to do dzis nie bardzo sobie radze. Blogoslawie zegarki elektroniczne choc tzw. sensu czasu nie mam w takim znaczeniu jak moj maz czy moje dzieci. Ale sie nie spozniam wink
                    • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 16:33
                      sp23wloc.satfilm.pl/dysleksja.htm
                      Tak to jest - ludzie nie mają pojęcia, ze dysleksja to nie jest po prostu problem z czytaniem i pisaniem.
                      Nieumiejętność opanowania tabliczki mnożenia to jeden z bardziej typowych objawów.
                      Nie wszyscy dyslektycy mają całe spektrum objawów, nie wszyscy mają takie same objawy. Ale pewne objawy są typowe i nie można nikogo winić za to, zę je ma, jeśli inny dyslektyk ich nie ma, naprawdę.
                      • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 09:12
                        No wiec co ma w takowej sytuacji zrobin nauczyciel? Konkretnie?
                        Ma wszystkim dyslektykom dawac taryfe ulgowa, bo wlasnie maja dysleksje?
                        Jak ma zindywidualizowac program, by dotrzec do kazdego z nich z osobna?
                        Ty mozliwosci swoich dzieci znasz pewnie bardzo dokladnie. Nauczyciel ma ponad 20-stke dzieci, czasem widuje je przez 90 minut tygodniowo. I to ma mu wystarczyc, by rozpoznac wszystkie indywidualne cechy dyslektyka? Bo trzeba zalozyc, ze Antek tabliczki mnozenia nie opanuje w zalozeniu nigdy (ze wzgledu na swoja dysfunkcje) a Ania, takze dyslektyczka, przy wlozeniu takiego samego wysilku, jakie wkladaja w "studiowanie" tabliczki dzieci bez dysfunkcji (ktore tez musza poswiecic na to czas, powtarzac, nic samo nie przychodzi) jednak da sobie z ta tabliczka dobrze rade. Oboje dyslektycy, oboje maja jednak ROZNE mozliwosci, o ktorych nauczyciel moze (i najczesciej nie jest w stanie) nie wiedziec. I ma oceniac ich tylko na podstawie papieru, ze owszem, oboje maja dysleksje,l i w zwiazku ty tym nie wamagac od nich tej tabliczki, czy tez jednak wymagac (od tych, co jednak potrafia ja ogarnac)?
                        Bo tu wlasnie lezy pies pogrzebany.
                        Nigdy za nic jakiegos dziecka nie obwinialam, ze ma stwierdzone to czy tamto.
                        Jednak jak wlasnie "to czy tamto" rzutuje na moje ocenianie tych dzieci.
                        Czasem widuje je tylko przez godzine tygodniowo.
                        Czesto sami rodzice nie potrafia nazwac problemu.
                        A ja musze to dziecko ocenic i to ocenic sprawiedliwie, takze na tle klasy.
                        Musze wziac zatem za slowo rodzica, ktory twierdzi, ze z dzieckiem te tabliczke "walkuje", jednak rezultatow nie osiaga. Obojetnie, czy jest to zgodne z prawda, czy tez nie. Znam rodzicow, ktorzy nawet nie podejmowali jakichkolwiek prob po otrzymaniu z poradni pozytywnej opini. Bo nie mam kompetencji do podwazenia opini dotyczacej faktu bycia dyslektykiem. Nie jestem specjalistka w tej dziedzinie.
                        • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 12:07
                          Konkretnie ma na przykład dac więcej czasu - bo dyslektyk sobie obliczy ile jest 5x7. Nie wymagac, aby odpowiedzieli natychmiast, bo niektórzy nie odpowiedzą. Może bardziej wierzyć rodzicom. Może zastanowić się, dlaczego dziecko, które rozumie matematykę, nie potrafi podzielić 19 przez 8.
                          Oczywiście, można powiedzieć, ze nauczyciel nie ma czasu uczyć dzieci z jakimikolwiek problemami - szkoła jest tylko dla dzieci średnich, bez problemów. Tylko to naprawdę nie jest optymalne rozwiązanie dla nikogo.
                          • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 12:21
                            No wlasnie o to mi chodzilo: ILE tego czasu dawac? 10 minut, moze pol godziny wiecej? Jak to rozgraniczyc, zeby bylo uczciwie dla wszytskich? I jak mam rozpoznac, czy to dziecko po 10 minutach da mi odpowiedz, czy tez nie da. A jezeli da i odpowiedz ta bedzie bledna, to klasc te odpowiedz bledna na konto dysleksji czy moze tez nieopanowania (poprzez zbyt male cwiczenie i uczenie domowe) materialu (bo akurat dziecko uznalo, ze ma cos "wazniejszego" do zrobienia)? Sama piszesz, ze dysleksja ma tak ogromne spektrum, ze trudno jest wlasciwie cokolwiek ogolnie wnioskowac. W szkole od zawsze byly, sa i beda dzieci z roznymi dysfunkcjami. Problem jednak z tym, ze pod szyld dysleksji zaczyna sie podpinac takze zwyczajnego obiboka, boz przeciez urazic dyslektyka zwykla uwaga, ze moglby sie jednak postarac (skoro udowadnial to juz pierdylion razy wczesniej) nie mozna. No bo wlasnie to dyslektyk. I w zasadzie to on nic nie musi? A ja, nawet stosujac metody przez ciebie wymienione nie jestem pewna, czy te metody aby na wyrost nie sa i nie krzywdze tym samym tych "sredniakow" wlasnie.
                            • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 13:32
                              Może nauczyciel jednak powinien mieć kompetencje, które pozwolą mu uczyć bardzo różne dzieci, a nie tylko całkowicie przeciętnych?
        • pade Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:32
          "Wiesz, ktos, kto napisal ten artykul nie ma pojecia o tym, co sie w polskich szkolach dzieje.
          Pewnie slyszal tylko, ze cos, ktos i gdzie."

          Wcześniej wypowiedziałam się nie czytając artykułu, a teraz, po lekturze..sorry Anetchen, ale to chyba Ty nie masz pojęcia. Przez kilka lat moje zycie i życie mojego syna wyglądało tak, jak opisuje to autor. Gdybym nie była zawzięta i uparta mój syn nie zostałby nawet zdiagnozowany! A na pomoc nauczycieli nie mogłam liczyć (wyjątekiem była polonistka).
          I tak, zbierało mi się na wymioty na widok książek. Nie raz wyłam z bezsilności. Ehh, szkoda gadać...
          • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:57
            Moje zycie tez tak wygladalo,nie jestes sama.
        • madzioreck Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 17:27
          "Po pierwsze: to nie do nauczyciela nalezy diagnozowanie w kierunku roznorakich dysfunkcji/zaburzen. "

          Nauczyciel nie ma diagnozować, tylko honorować zaświadczenie, a z tym, zdaje się, jest pwien kłopot.
        • 71tosia Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 23:18
          taaa, moja corka (zdiagnozowana silna dysleksja, rehabilitacja etc) to miala dooobre warunki. Pani nauczycielka niemieckiego na kazdej lekcji podkreslala jak to ona potrafi poradzic z ta dzisiejsza dzuma jakas tam dys... - 'albo sie naucza perfekcyjnie niemieckiego albo wywali ze szkoly'. Pani od niemieckiego nie byla jedyna. Corka sama zrezygnowala, w nowej szkole na szczescie bylo lepiej.
    • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 29.09.14, 18:49
      Rozsmieszyly mnie rady dla nauczycieli.Osoba chca ca byc nauczycielem powinna konczac Studie miec w malym palcu metody pracy z dziecmi z dysfunkcjami.Jesli na dziecko z dysfunkcja mowi "len"to nie dosc,ze sie minal z powolaniem to jeszcze ominac wiedze zapodawana na studiach.Nie do pomyslenia,ze w 21wieku nadal pokutuja teksty o lenistwie dzieci i Probe wysylania do szkol specjalnych.Tym bardziej,ze duzo ludzi z dys odznacza sie ponadprzecietna inteligencja.
      • jagus84 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 00:02
        jacie, ale bzdury wypisują. W obecnej polskiej szkole do dyslektyków i innych różnych dys- podchodzi się jak do zgniłego jaja. Niech no tylko któryś z nauczycieli ośmieli się dać zagrożenie na semestr! Ma na głowie dyrekcje, pedagoga szkolnego, rodziców czasem i kuratorium i Bóg wie co jeszcze! To BARDZO chroniona grupa, nieledwie święte krowy. Artykuł albo dotyczy przypadków sprzed 20 lat, albo naprawdę ktoś się nie zapoznał z tematem. Uczę w gimnazjum. Dyslektyków mamy NA PĘCZKI. Są wyszkoleni perfekcyjnie w zastrzeganiu przy każdej wymaganej aktywności "ale ja mam dysleksję". I to działa.
        • kropkacom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 06:33
          Nie rozumiem, u moich dzieci w szkole to właśnie nauczyciel wysyła dziecko do poradni. Znaczy szkoła. Rodzic może się najwyżej zgodzić lub nie. Do poradni. Nie na bazar po papierek. W poradni tez pracują wykształceni ludzie, a nie baby/faceci od krów. Dziecko dostaje oświadczenie i zanosi je do szkoły, bo taki ma obowiązek. Szkoła postępuje potem z uczniem zgodnie z tym jakie są zalecenia.
    • ichi51e Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 06:30
      Artykul jakis debilny w sumie - narzekactwo i opisy jak strasznie ciezko bylo. A potem "odloz tablet daj klocki" no ale po co jak te klocki nie dzialaja a na tablecie moze sie nauczyc pisac (chocby piszac cala reka) albo moze dyktowac/urzadzenie moze mu czytac? Jesli jest to az taka dysfunkcja to na litosc boska zamiast tkwic w XIX wieku wykorzystujmy technike... Okulary nosic tez wstyd i glupota? Aparat sluchowy?
      • ichi51e Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 07:18
        Dyslektyk powinien sie nauczyc jak przyswajac i przekazywac zdobyta wiedze bez czytania. To co sie stosuje to udawanie ze jak czlowiek bez nogi bedzie sie bardzo staral i duzo cwiczyl to mu ta noga odrosnie. No nie odrosnie. Za to moze swietnie chodzic z proteza.
        • aandzia43 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 11:18
          Bez czytania,.powiadasz? W pierwszych latach, zanim jako tako nauczy się czytać, żeby nie mieć koszmarnychw zaległości i luk w.wiedzy oraz poczucia niższości i fobii szkolnej, ,musi tak właśnie funkcjonować. I to jest jedno z zadań dla rodziców: przekładać w.domu polecenia ze.wszystkich przedmiotów, czytanki i wszelkie testy z polskiego na nasze, czyli z pisanego na mowiony. Przez pierwsze lata podstawówki tak właśnie wyglądała nauka mojej córki. Jednocześnie,obok, szła nauka czytania specjalnymi metodami. Kiedy już umiała czytać na tyle, że nie trzeba jej było czytać poleceń i krótkich tekstów, odetchnęłam z ulgą. Nawet sobie nie wyobrażasz z jak wielką ulgą! Zostały tylko lektury, dłuższe czytanki i wspólna nauka wierszy na pamięć. Dysortografia, która została na zawsze, jest w moim odczuciu bułką z masłem i luksusem w porównaniu z tym, co mogło być, gdyby nie szybkie wylapanie problemu i odpowiednia praca potem. Wiem, ze są ludzie, którzy ogóle nie sa.w.stanie darzyc się czytać. Nas to szczęśliwie ominęło. Z opóźnieniem, inaczej niż wszyscy, pod górkę i z dużym nakładem pracy, ale jest! Umie czytać!
        • bi_scotti Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 16:09
          ichi51e napisała:

          > Dyslektyk powinien sie nauczyc jak przyswajac i przekazywac zdobyta wiedze bez
          > czytania. To co sie stosuje to udawanie ze jak czlowiek bez nogi bedzie sie bar
          > dzo staral i duzo cwiczyl to mu ta noga odrosnie. No nie odrosnie. Za to moze s
          > wietnie chodzic z proteza.

          Mozesz to jakos rozwinac? Jak sobie wyobrazasz funkcjonowanie w dzisiejszym swiecie/przyswajanie i przekazywanie info bez poslugiwania sie W OGOLE slowem pisanym? Sure, sa ludzie jak Stephen Hawking czy inni, ktorzy moga (musza!) korzystac z urzadzen przetwarzajacych glos etc. ale to sa wyjatki, na dodatek wylacznie w naprawde zamoznych krajach i na dodatek naprawde sami zamozni. Dla przecietnego 3-klasisty z Mlawy czy Radzymina jest to opcja nieistniejaca. Life.
          • aandzia43 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 00:06

            > Mozesz to jakos rozwinac? Jak sobie wyobrazasz funkcjonowanie w dzisiejszym swi
            > ecie/przyswajanie i przekazywanie info bez poslugiwania sie W OGOLE slowem pisa
            > nym?

            Ja tam sobie wolę nie wyobrażać. Ale koleżance może chodziło o przyswajanie informacji poprzez słuchanie tekstu kiedy to tylko jest możliwe, a nie tylko i wyłącznie.
            Ludzi bez rzetelnie opanowanej umiejętności czytania trochę jest w Polsce. Część z nich to właśnie dyslektycy, których problemu nie wyłapano w porę, albo po prostu olano problem.
    • cosmetic.wipes Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 07:48
      Poniżanie, kompleksy, łatka debila?

      Nie zauważyłam. Ale może trafiłam na normalnych pedagogów.
      • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:04
        Widocznie trafilas, ja nie mialam tego szczescia i zmarnowano mi pol zycia nakazujac sleczec nad czyms czego nigdy nie pojme.Jak widac na podstawie artykulu jednak norma jest dyskryminacja za dysfunkcje.
      • bi_scotti Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 16:11
        cosmetic.wipes napisała:

        > Poniżanie, kompleksy, łatka debila?
        >
        > Nie zauważyłam.

        You were lucky. Powinnas zagrac na loterii - moze znow sie uda smile
    • asia_i_p Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:10
      Pewnie zależy, jak się trafi.
      Mój mąż niezdiagnozowany dyslektyk - nasza polonistka jakoś sama wpadła na to, żeby z wypracowania wystawiać mu dwie oceny, za treść i formę, oraz za ortografię.

      Zależy też od osobowości - miałam ucznia, który miał dysleksję oczywistą - jak napisał podanie o przeniesienie do zaawansowanej grupy angielskiej, wicedyrektorka mnie zawołała i mówi "Patrz, masz dyslektyka, sprawdź czy ma orzeczenie". Był książkowy. Przez te trzy lata nie udało się go zapędzić do poradni po odnowienie orzeczenia "Dobra, dobra, pójdę". Radził sobie świetnie bez tego orzeczenia, bo nadrabiał sporymi zdolnościami oraz, przyznaję, wdziękiem osobistym. Trzy razy na tydzień miałam ochotę go udusić i tyleż razy uściskać i we wszystkich budził podobne uczucia, a koszmaru nie przechodził, bo do edukacji podchodził rozsądnie. Może dlatego, że miał bardzo fajną matkę.
      • kropkacom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:18
        Co to znaczy podchodzić do edukacji rozsądnie?
        • buzka25 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:26
          no chyba o to chodzi ze wzmacniac dobre strony i pracowac nad słabszymi ale tak w miare mozliwosci, moj syn tez ma dysleksje, ale niezdiagnozowana jeszcze poniewac dop jest w 2 klasie sp, i z tym mamy czas od 4 klasy, wczoraj taka syt: mieli kartkówke z angola, musieli napisac cyfry 0-10 po angielsku, napisał wszytskie ale tak jak sie mówi a nie pisze, i dostał pałe, choc pani ma orzeczenie i ze wystepuja cechy dyslektyczne ale bez diagnozy, no bo jeszcze na tym etapie sie tego nie robi,
          • kropkacom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:30
            > no chyba o to chodzi ze wzmacniac dobre strony i pracowac nad słabszymi

            To jest dla mnie normalne podejście. Bo jak inaczej?
            • kropkacom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 08:33
              I jeszcze do Asi, czy szkole zależy na tym aby dziecko zostało zdiagnozowane? Czy to tylko fanaberia nadgorliwych rodziców, którzy chcą ulżyć dzieciątku? Z punktu widzenia nauczyciela.
              • kocianna Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:01
                Mnie zależało, żeby dzieciak miał diagnozę. Po pierwsze, dzięki temu istniał cień szansy, że rodzice zgodzą się na reedukację (w podstawówce) czy pójdzie na terapię, gdzie nauczy się, jak "chodzić na protezie". Po drugie, to faktycznie są bardzo charakterystyczne błędy, i dzięki orzeczeniu mogłam stosować inne kryteria oceniania - dzieciak miał momentalnie lepsze stopnie, więc motywacja mu rosła, i MOGŁAM nauczyć go czegokolwiek. Nie było już postawy "ja i tak się tego w życiu nie nauczę" rozciągniętej na cały przedmiot.
                • pade Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:13
                  eee, Asia i Kocianna to ta sama osoba? smile
                  • kocianna Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:17
                    Nie, ale ja, tak samo jak Asia, uczyłam języków w szkole. Długo. Więc stwierdziłam, że pytanie może nie do mnie, ale odpowiedź na temat big_grin
                    • pade Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:34
                      Na temat, na temat, ale najpierw mnie zatkałosmile
              • asia_i_p Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:24
                Szkole zależy, z przyczyn właściwych (dobro ucznia) i niewłaściwych (niezdiagnozowani dyslektycy zaniżają średnią maturalną). A rozsądne podejście do edukacji - wiedział, po co się uczy. Chciał iść na politechnikę, więc całą energię pakował w przedmioty ścisłe i chciał się dogadywać po angielsku, więc uczył się na tyle, żeby się dogadać. Nie chciał studiować w języku angielskim, więc prace pisemne odwalał byle jak. Można dyskutować ze szczegółami takiego pojęcia, ale sama postawa, czyli wiem, do czego zmierzam, a szkoła jest tylko środkiem, to jak dla mnie wymarzone podejście do swojej edukacji.
                • kropkacom Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:32
                  Chyba każdy (dziecko, rodzic) chciałby mieć od początku plan do którego sukcesywnie dąży i nie po trupach. Większość tak nie ma, a dla nauczyciela zbyt często jego przedmiot jest najważniejszy. Zresztą, nawet przy umyśle ścisłym, trója, czy dwója z polskiego to dla wielu oznacza - głąb. Nie oszukujmy się.
                  • asia_i_p Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 09:57
                    Dlatego tutaj ta matka była ważna. Bo dla niej trzy z polskiego nie znaczyło głąb, tylko zaliczył program minimum i może się zająć tym, co dla niego ważne. I miała takie podejście mimo starszych dzieci bezproblemowych prymusów.
                    A celu nikt dziecku nie da, cel dziecko musi sobie znaleźć samo, a rodzice mają w tym nie przeszkadzać. A nie przeszkadzać to znaczy także nie kwestionować, kiedy trzylatka chce być strażakiem, zakonnicą, kelnerką, pilotką, aktorką. Nie uśmiechać się znacząco, nie podsuwać rozsądniejszych rozwiązań.
                    • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:06
                      Moim celem nigdy nie byly studia matematyczne,politechnika mimo to Musialam spedzac po parenascie godzin tygodniowo nad matma,bo nauczycieli g..interesowalo orzeczenie.Szlam programem dla "normalnych " i zamiast rozwijac to w czym bylam b.dobra sleczalam nad czyms czego nie pojelam do dzis.Kazda proba odpuszczenia byla kwitna na "lenistwem".Moja polonistka dlugo nie mogla przebolec,ze nie mialam czasu na rozwijanie pasji.Widziala mnie jako aktorke.
              • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:01
                Z punktu nauczyciela (uczacego jezyka obcego w gimnazjum):
                nam zalezalo, by dzieciaki opinie i orzeczenie z poradni mialy.
                Spora czesc naszych uczniow mieszkala i wychowywala sie w pobliskich domu dziecka (wiec sporo dzieciakow "zaniedbanych" pod roznymi wzgledami).
                W momencie, w ktorym wiem "co mu jest" jest dla mnie latwiej: bo wiem, "co mu jest" i moge sie z wymaganiami/sposobem oceniania dostosowac.
                Jemu latwiej i mnie latwiej:nie musze odczytywac hieroglifow i skrupulatnie ich poprawiac, dzieciak nagle wie, ze pewne rzeczy robic bedzie inaczej, nie znaczy, ze gorzej. Ze moze miec bez tych hieroglifow takze przyzwoite stopnie. A na tym chyba wszystkim zalezy.
                Na egzaminie koncowym w gimnazjum dostanie specjalistyczny arkusz lub dodatkowy czas lub nauczyciela czytajacego mu polecenia ... Jest wiec spora szansa, ze napisze ten egzamin calkiem przyzwoicie, nie zanizy sredniej klasy/szkoly. A wyniki egzaminow sa powodem do rywalizacji szkol, sa publikowane, omawiane (sa telefony z ogranow nadzorujacych "dlaczego tak zle wypadliscie na tle gminy/powiatu/miasta??).
                Na swojej drodze spotkalam jednak takze takowych rodzicow, dla ktorych papier z poradni byl swoistego rodzaju przepustka do ... nic-nie-robienia. Ten papier tlumaczyc mial doslownie wszystko: od "zapomnianego" zadania ze sztuki, poprzez niechec w uczestniczeniu w zajeciach w-fu, po lenistwo po lekcjach (notorycznie nieodrabianie zadan, np. z matmy, gdzie nie bylo mowy o zadnej dyskalkuli, wykluczyly ja wlasnie testy). I na te wszystkie bolaczki rodzice mieli jedno wytlumaczenie: dysgrafia. uncertain
                Mielismy uczniow z dysgrafia, dysleksja, gdzie wcielenie w zycie prostych zalecen z poradni diametralnie zmienialo tegoz ucznia, jego osiagniecia i chec do pracy. I bylo widac, ze te dzieciaki "rozkwitaja" pracujac innymi metodami.
                Mielismy jednakze i takowych, gdzie zmiana metod pracy, zmiana wymagan i tak nie przelozyly sie na ich osiagniecia: co z tego, ze przeczytalismy im zadania (chodzilo o matematyke i fizyke wowczas), parokrotnie, etapami. Wytlumaczylismy metoda krokowa, CO i GDZIE maja policzyc. I tak nie byli w stanie tego ogarnac (robili proste bledy rachunkowe).
                Dyslekcja nie mozna tlumaczyc wszystkich mozliwych porazek dyslektyka.
                A czasem i rodzice i sam dyslektyk tak to postrzegali uncertain
                Dla niektorych z nich bylo to takze czasem wygodne wyjscie: "czego ode mnie checie, zostawcie mnie w spokoju, bo ja mam XYZ i i tak nic nie da sie zrobic (nie chce mi sie)".
                • morekac Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 08:16
                  Moja dyslektyczka, zasadniczo rozumiejąc o co w matematyce chodzi, wykłada się właśnie na prostych błędach rachunkowych. Bo pomyli znaki albo przestawi cyfry. Z samą matematyką nie ma to wiele wspólnego, z dysleksją- bardzo wiele.
                  • evee1 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 08:43
                    Moje dzieci, nie bedace dyslektykami, tez namietnie robily tego typu bledy, to znaczy plus, zamiast minusa, lub odwrotnie (ja zreszta tez). Dlatego nie wiem, na ile to kwestia dysleksji, a na ile zwyklej nieuwagi.
                    • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 08:58
                      No wlasnie, dlatego czasem, jako nauczyciele, nie wiedzielismy jak sie za to "jajo" zabrac.
                      Jezeli by przyjac, ze to typowe dla dysleksji, mylenie znakow (plus/minus, dzielenie/mnozenie) to nalezy przyjac, ze ok. 70-80% dzieciakow w podstawowce ma dysleksje. Tak jednak nie jest.
                      Prawie wszystkim dzieciakom dosc czesto, zwalszcza w poczatkowych klasach, nalogowo zdarza sie mylic znaki. Wystarczy, ze pierwszy rzadek stanowily zadania z plusem i dzieciaki automatycznie nastepny rzadek robia tez z plusem. To, ze jest to zadanie z minusem (WSZYSTKIE zadania z danego "slupka"), tego nie zauwazaja, bo najczesciej nie czytaja takze polecenia uncertain. I dotyczy to zarowno dzieci z dysfunkcjami, jak i tych, u ktorych niczego nie zdiagnozowano. Dwoje znajomych mi ze szkoly malych dyslektykow ma tylko i wylacznie problemy z pisownia, czytaniem. Z matmy sa bombastyczni, z rachunkami daja sobie swietnie rade. Wiec na ile mylenie znakow jest naprawde problemem u dyslektyka, na ile wymowka lub nieuwaga lub zwykly brak koncentracji? Podstawowym pytaniem jest to, co "zwalac" na dysleksje, co jest zwyklym roztargnieniem i przy cwiczeniu koncentracji mozna by bylo zniwelowac (a nikt takowych cwiczen z dzieckiem nie wykonuje)?
                      • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 09:04
                         Wiec na
                        > ile mylenie znakow jest naprawde problemem u dyslektyka, na ile wymowka lub ni
                        > euwaga lub zwykly brak koncentracji? Podstawowym pytaniem jest to, co "zwalac" 
                        > na dysleksje, co jest zwyklym roztargnieniem i przy cwiczeniu koncentracji mozn
                        > a by bylo zniwelowac (a nikt takowych cwiczen z dzieckiem nie wykonuje)?


                        Im czesciej ciebie czytam,tym bardziej utwierdzam sie przekonaniu,ze jestes betonem i modle sie by moj syn w zyciu na taka nauczycielke nie trafil.

                        "...Bezkompromisowa,nie ma nic do stracenia.Nikogo nie kocha i zdania nie zmienia.Sto procent szaleństwa-tak,to jest jej opcja.Wie,jak zapominać,dobrze zna sie na chłopcach.Gryzie tak,jak suka,jest łagodna tak,jak owca,jest bliska jak siostra i wciąż tak bardzo obca..."
                        • anetchen2306 Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 08:07
                          Mylisz sie baaardzo.
                          Gdyby mi to wszytsko wisialo, to nie przejmowalabym sie NICZYM.
                          Bo doskonale wiem, ze nie traktuje sie wszytskich jedna miarka tylko dlatego, ze "maja dysleksje". W szkole, w ktorej wlasnie pracuje dyslektycy robia indywidualny program z matematyki, program rozszerzony. ZADEN z nich nie ma problemow z myleniem znakow.
                          W zeszlym roku byla taka mamusia, ktory tez uwazala, ze jezeli dyslektyczne dziecko, to praktycznie ono nic nie musi. A ona tym bardziej. A dzieciak zdolny. Nie chciala nawet slyszec o tym, ze jej syn potrafi to i owo. Ona nie ZYCZYLA sobie, zeby jej dziecku zadawac do domu to czy tamto, bo przeciez "on ma dysleksje". Wiec paru nauczycieli, "nie betonow" (no dostosowali sie do zyczen mamy) traktowalo M. jak swojego rodzaju swieta krowe, zeby zwyczajnie miec od rodzicielki swiety spokoj. Odpuscili mu zupelnie. Dopiero wlaczenie Jugendamtu przemowilo rodzicielce nieco do rozumu. A stalo sie to za sprawa mojego kolegi-betonu, ktory mial czelnosc sie tej sytuacji sprzeciwic, gdy objal wychowawstwo w tejze klasie (Mama skutecznie dzialala). Dziecko bylo totalnie rozleniwione postawa matki: bo do tej pory praktycznie NIC nie musialo. Nie musialo czytac lektur (mial w formie audiobooka), nie musialo pisac praktycznie NIC. A tu nagle zonk, bo ktos osmielil sie czegos od niego wymagac, czegos, co okazalo sie, ze chlopak swietnie potrafi, tylko mu wczesniej nikt ku temu okazji nie dal. Odpuscili mu praktycznie wszyscy. Chopak Dostal przydzial godzin z Förder- i Forderunterricht. Mial trening koncentracji. I po roku uczestnictwa w tych treningach i cwiczeniach (metoda zabawowa, w sali do motopedagogiki) dziecko zrobilo niesamowite postepy. Wiec tak, smiem betonowo twierdzic, ze byl to przypadek zaniedbania, rozleniwienia (wczesniejsza postawa rodzicow i samych nauczycieli). Nawet dyslektyk potrafi miec lenia, potrafi byc roztargniony, nieuwazny. Potrafi miec muchy w nosie. Jak kazde inne dziecko. Jak my wszyscy.
                          • aandzia43 Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 10:29
                            Pewnie, że i dyslektyk miewa lenia, bywa permanentnym leniem, jest.zwyczajnie mało.zdolny (rozczujacy mit, że wszyscy dyslektycy są bardzo zdolni tongue_out), ma olewajacych sprawę rodziców. Ja nie zazdroszczę nauczycielom, którzy muszą pozbierać się w tym bałaganie, odróżnić zaniechanie od niemożności i postąpić tak, by nikogo nie skrzywdzić, a z dzieciaka wydobyć jak najwięcej się da. Piszę to z pozycji nieneurotypowgo, który rehabilitowany miałby lżejsze życie, niż miał i z.pozycji matki dorosłego już dyslektyka, który osiągnął sporo, jak na swoją ułomność i życie miał bez porównania.l
                            epsze, niż jego koledzy z analogicznym problemem. Szkoła szkołą, a rodzić swoje musi zrobić, by i dziecko mogło.zrobić to, co do niego należy.
                      • aandzia43 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 09:11
                        No właśnie, co, u którego dziecka i na ile jest wynikiem.dysleksji, co deficytow uwagi, a co zwykłym olewaniem? Mnie się np. zdarzało mylić znaki i popełniać proste błędy rachunkowe z.powodu deficytow uwagi, mojej córce z powodu dysleksji. A z matematyką jako taką żadna z nas nie miała żadnych problemów.
                        • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 12:11
                          Dziecku bez dysleksji zdarza się mylić znaki, dziecko z dysleksją myli je bezustannie. Zazwyczaj dziecko, przepisując z tablicy może sie pomylić - raz. Czasami. Dzieci z dysleksją mylą sie częściej, niż przepisują prawidłowo. Mylą podobne cyfry. Często nie są w stanie przepisać poprawnie nawet wtedy, gdy ktoś nad nimi stoi i pilnuje. I o ile dzieci niedyslektyczne robią stopniowo coraz mniej błędów, to dyslektyczne nie.
                      • morekac Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 16:49
                        ze to typowe dla dysleksji, mylenie znakow (plus/minus, dzie
                        > lenie/mnozenie) to nalezy przyjac, ze ok. 70-80% dzieciakow w podstawowce ma dy
                        > sleksje.
                        Piszę o licealistce.
                        • evee1 Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 07:57
                          Ja tez pisalam o licealistach smile.
    • kitty4 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:12
      Po wszystkim co tu przeczytałam - bardzo bardzo się dziwię. Mój dyslektyk -obecnie klasa VI (zdiagnozowany - dysgrafia i dysortografia ) jest najlepszym uczniem w swojej klasie i ma drugie miejsce we wszystkich klasach. Ale tylko jak wiem ile to wymaga ode mnie pracy, a od niego .....
      Diagnozę mamy od tego roku szkolnego, więc może teraz będzie mu odrobinkę łatwiej, ale poprzednie lata nauki były bardzo ciężkie, co nie przeszkodziło mu w uzyskaniu średniej 5,8 w V klasie. Da się....ale w to trzeba włożyć ogrom pracy.
      • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:18
        Alez ja tez bylam b.dobra uczennica,poza matematyka.Mialam permanentne 6 z paru przedmiotow na koniec.Wielokrotna laureatka konkursow i jajco,bo z matmy bylam gnebiona.
        • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:26
          Moja córka miała czerwony pasek i dwóję z matematyki. Dwóję, bo polonista z historykiem przekonali matematyka, żeby dał spokój. A matematyk był rozsądny człowiek. Na szczęście nie było matury z matematyki, bo córka pozostałaby na wieki bez matury.
          A ze statystyki na studiach miała piątkę - bo dyskalkulik matematykę może rozumieć, ale nie umie liczyć.
      • verdana Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:21
        Nie, nie da się. Bo dysleksja to często również specyficzne problemy w zapamiętywaniu - moi dyslektycy nie znają po kolei nazw miesięcy, a już zapytanie, jaki miesiąc jest przed majem jest dla nich powodem do zastanawianie się przez 10 minut. Córka nie zna sie na zegarku. Syn, w sytuacjach stresowych (a takie są w szkole) odpowiadał cokolwiek, często nie związanego z pytaniem - to też jest objaw dysleksji. Córka nie wstawia przecinków, nie umie. Synowie pisza z błędami.
        Wszystko mimo wieloletniej terapii. To, ze masz dziecko z minimalnymi problemami nie oznacza, zę wszyscy dyslektycy tak mają. Poza tym albo w Twoim wypadku nauczyciele są rozsądni. Albo, jesli Twoje dziecko dzięki ciężkiej pracy nauczyło sie poprawnie pisać - to miało błędnie zdiagnozowaną dysortografię. Bo to zaburzenie nie polega na tym, ze sie pisze z błędami, tylko, ze nie można nauczyć sie pisać bezbłędnie.
        • edelstein Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 10:24
          Z dysfunkcjami jest jak z autyzmem.Szerokie spektrum.
      • aandzia43 Re: koszmar dysfunkcyjnych 30.09.14, 12:24
        To fajnie, ze masz.zdolne i pracowite dziecko z dysem do opanowania. Ale co cię.dziwi? Ze nie każdy dysowiec jest bardzo.zdolny? Że nie każdy dys da się opanować czy obejść? Bo u dyslektyka pracowitość choćby największa ale źle skanlizowana nie daje żadnych rezultatów.
        • kitty4 Re: koszmar dysfunkcyjnych 01.10.14, 13:34
          No właśnie teraz się zastanawiam czy do opanowania, bo od początku września jest coraz gorzej. Nie wiem dlaczego. Coraz bardziej zamienia listery w wyrazach, nie stawia kropek na końcu zdania, również nie może pojąć miesięcy, BARDZO połyka końcówki wyrazów przy czytaniu....
          Nie wiem czy to taki czas, czy znowu trzeba będzie zdwoić wysiłki, ale już nie ma kiedy....
    • dds6 Re: koszmar dysfunkcyjnych 02.10.14, 00:26
      Wspomniana w wątku przypadłość widzenia kolorami to SYNESTEZJA
      Ciekawe zaburzenie smile
      en.wikipedia.org/wiki/Synesthesia
      o i jest w polskim przekładzie pl.wikipedia.org/wiki/Synestezja
Inne wątki na temat:
Pełna wersja