Oddziały noworodkowe

09.10.14, 11:19
Tak a propos wątku o CC i wciskaniu dzieci - tu się nie wypowiadam, bo CC nie miałam ale...

Serio teraz się jeszcze "oddaje" dziecko po porodzie i idzie spać? Mi by to do głowy nie przyszło. Rodziłam nie w PL i dziecko od razu dostałam do zaopiekowania. Tzn nie ja tylko mąż, bo ja na operacyjną pojechałam ale jak tylko oprzytomniałam to dostałam dziecko do łóżka. Co prawda mąż ze mną był i zajmował się małą do momentu odcewnikowania mnie kiedy mogłam zacząć wstawać (czyli jakieś 5-6 godzin) - wtedy zaczęliśmy razem.

Kolejną noc byłam już sama z małą i raz jedna polska położna spytała, czy chcę żeby zabrała dziecko do dyżurki - tak po polskiej znajomości, bo jak dziecko zdrowe i matka na chodzi to się tego nie praktyjuje - ale przeraziła mnie sama myśl oddania córki i spuszczenia jej na choć na chwilę z oczu. Nie wiem co bym zrobiła, jakby to była normalna praktyka i po prostu by ją zabrano i tylko przynoszono na karmienie. NIe wyobrażam sobie tego.
    • pomidorpomidorowy Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:22
      u mnie zabierano na noc, w czasie dnia taki maluch tylko je i spi...od czasu do czasu trzeba pampersa zmienic
      • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:34
        A w nocy nie je? Moja jadła co 1,5-2 godziny.
        • pomidorpomidorowy Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:37
          jadl mm
      • pierwszykot Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:44
        I potrzebuje przede wszystkim bliskości mamy...
    • afro.ninja Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:22
      To zalezy od szpitala.
    • kozica111 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:28
      No tak zajmowałaś sie sama, ale nie do końca bo mąż pomagała, rodziłaś ale nie byłaś po operacji brzusznej, wszystko niby tak samo ale trochę inaczej i to trochę robi różnice.
      w szpitalu jest tak że teoretycznie połozna, pielęgniarka powinna choćby przez kilka godzin wesprzeć matkę, ale w praktyce wykorzytuje sie modny system rooming-in do obarczenia wszystkim matki - to takie niby nowoczesne.Gucio a nie nowoczesne, durne.
      • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:32
        Dlatego pisałam, że nie wypowiadam się o CC - bo nie wiem, zapewne potrzeby wtedy są inne. Mówię o normalnym porodzie.
    • meskakoszula Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:33
      W pewnym małopolskim szpitalu zabierano dzieci o 22 a o 6 przynoszono. Niezależnie jak się rodziło. Tak było 1,5 roku temu. Ciekawe czy to się zmieniło...?
      • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:35
        A można było odmówić oddania dziecka? No bo w sumie ok - jak ktoś potrzebuje się wyspać i chce skorzystać z możliwości "oddania" to ok, a jak ktoś nie chce? Na siłę odbierają?
        • lafiorka2 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:39
          ze mną na sali w duzym klinicznym szpitalu leżała Pani po CC i nikt sie nią nie interesował.Na domiar nie dowidziała.W nosy jak jej małemu coś pociekło z nosa i buzi jak wyskoczyłam z łóżka to o mało sobie szwów nie porozrywałam.Ona nie mogła tego dostrzec,bo niedowidziała.
          Ja po dwóch porodach i w żadnym mi dziecka nie zabierano.
          A najlepsze, że jak chciałam wykąpać dziecko przy tych pięknych stanowiskach zasponsorowanych przez Nivea to pielęgniarka o mało mnie nosem nie wciągnęła, że nie wolnobig_grin
          Do dzisiaj nie wiem dlaczego nie było wolno smile
          • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:42
            >Do dzisiaj nie wiem dlaczego nie było wolno.

            Moja mama by ci powiedziała "oszczędzaj sobie to będziesz miała na później/dłużej" tongue_out
        • meskakoszula Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:38
          Oczywiście można było odmówić, ale wtedy człowiek się nasłuchał jak to nie dba o własne dziecko, jak to je głodzi (sic!!!), że matka powinna odpoczywać i każda, nawet najtwardsza się łamała. A jeżeli i jakaś jednak nie dała się złamać, to znów nasłuchała się na drugi dzień i tak w kółko...bo przecież pielęgniarki nieomylne są...
    • joaaa83 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:39
      Ja już dawno nie słyszałam o konieczności "oddawania" dziecka po sn. W szpitalu w którym rodziłam, trzeba było tylko odłożyć do tego specjalnego łóżeczka, gdy się szło spać.

      • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:44
        No to na mnie też kręciły nosem, że nie odkładałam tylko mała spała ze mną cały czas, ale miałam łóżko przystawione do ściany także nie było opcji, żeby spadała. Trochę tam pogadały, że może osobno by było wygodniej, ale nikt mi wprost nie powiedział, że mam odłożyć i w sumie przeszły jakoś nad tym do pożądku dziennego.
        • lauren6 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:36
          Tu nie chodzi o to, ze dziecko spadnie, tylko zeby matka nie przydusila dziecka w czasie snu. Na mnie w szpitalu tez polozne krzywo patrzyly jak spalam z dzieckiem i potem sie okazalo, ze jakis czas wczesniej w innym szpitalu doszlo do takiej tragedii. Sprawa byla rowniez poruszana na forum gazety, matka zmarlego dziecka miala pretensje do szpitala, ze zle sie nimi zaopiekowali itd. W kazdym razie takie historie sie zdazaja i stad ta ostroznosc w szpitalach.
          • tully.makker Re: Oddziały noworodkowe 11.05.15, 16:56
            Widze, ze szpiral, w ktorym rodzilam, byl jednak fajny. Przy obu moich tam porodach nikt mi dziecka nie zabieral, uszanowano moje zyczenie, by byc z dziecmi przy wszystkich zabiegach typu szczepienie, pobieranie krwi, a w przypadku najmlodszego lekarka neonatolozka zalecila nam spanie razem w lozku ( co i tak zamierzalam zrobic, zreszta)
      • lafiorka2 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 12:14
        joaaa83 napisała:

        > Ja już dawno nie słyszałam o konieczności "oddawania" dziecka po sn. W szpitalu
        > w którym rodziłam, trzeba było tylko odłożyć do tego specjalnego łóżeczka, gdy
        > się szło spać.
        >

        pierwszy spał w tym "łóżeczku" ale tylko na noc,za dnia ze mną w łózku,drugi cały czas ze mną,spał od sciany wink

        achhh co to były za czasy...
    • pomidorpomidorowy Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:40
      a ja mysle ze przy cc planowanym i porodzie sn jest ta roznica ze przy sn naturalnie dzialaja hormony powodujace ze kobieta jest jak lwica i nie opusc swojego dziecka na minute....moze sie myle, ale sama mialam planowe cc, 2 dziewczyny z pokoju w którym lezalam tazke i wszystkie wybralysmy spokojna noc.
      Niech sie wypowiedza inne ktore mialy cc (planowe)
      • whitney85 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 20:01
        Możliwe że tak jest. Jestem po 2 planowanych cc i z przyjemnością oddawałam dzieci na noc.
      • heca7 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 22:16
        To moje nie działały wink 3 porody sn i oddawałam na pierwszą noc z pocałowaniem ręki.
      • lily-evans01 Re: Oddziały noworodkowe 11.05.15, 12:23
        Mnie po cc nakłoniono do oddania dziecka na noc, bo wszystko mnie strasznie bolało po puszczeniu znieczulenia, zbudziłam się nad ranem w ataku paniki, w końcu o 5 rano, słysząc, że jedna z położnych chodzi po korytarzu, poprosiłam o natychmiastowe przekazanie dziecka mi z powrotem.
        No i cóż, usłyszałam, że nie spało niemal i płakało przez całą noc. Do dzisiaj nie mogę, po prostu nie mogę sobie tego podarować. A mogło być tak faktycznie, jak mówiły, bo moja sala była zaraz przy drzwiach do położnych i słyszałam, jak jakieś dziecko strasznie płacze...
      • whitney85 Re: Oddziały noworodkowe 12.05.15, 21:10
        2 razy miałam planowane cc i również chętnie korzystałam z możliwości oddania dzieci na noc.
    • mozambique Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:41
      tak , od kiedy oprzytomnialam i wrocial na sale poporodową i od kiedy zeszlo zniecuzlenei o operacyjne ( czyli od kiedy krzyczlaam z bólu przy byle ruchu ) dostałam dziecko do pokoju , korytko z malym obok łózka z komentarzem - dziecko jest przy pani , teraz pani ma przy nim wszytsko robic
      i prosze nie zawrcac glowy połoznym
      a malym palcem nie mogalm kiwnąc i zalecenie po cc - podnosic najwyzej pól kilo ciezaru
      do kompletu calkowity zakaz odwiedzin kogokolwiek bo rezim epidemiologiczny
      i brak pokarmu przez 3 dni

      jedyne wyjsce - wynajac polozna na wyłącznosc na pierwsza dobe po porodzi - 6 stów, usilnie proponowane przez chyab wszystkie pielgniary

      tak wyglada opieka nad matka i nowoordkiem w wielkim szpitalu spejalistycznym we wrocku

      p.s i tak maialam szczescie ze mnie pzrewizezli na wózku bo kobieta z łóżka dostala poleceni wstania o wlasnych nogach, wziac torbe do reki i malucha pod pache i zasuwac do swojej sali
      ( po cc) , nie prostestwoala , wstala , dopeiro jak zmdlałą na korytarzu to sie zrobilo zamieszanie bo studenci akurat byli i zaczeli komentowac

      dla porownana - moj ojcie po operacji przepukliny dostal 6 tyg zwolnienia, nakaz lezeni i zakaz podnoszeni czegokolwiek apo wszystkim sanatorium
      jego lekazr mowil szczerze ze cc jest podoben w kwestii inwawzyjnosci i ryzyka i kobietom tak faktycznie tez nalezalby sie takei traktowanie
      • run_away83 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 12:36
        > p.s i tak maialam szczescie ze mnie pzrewizezli na wózku bo kobieta z łóżka do
        > stala poleceni wstania o wlasnych nogach, wziac torbe do reki i malucha pod pac
        > he i zasuwac do swojej sali
        > ( po cc) , nie prostestwoala , wstala , dopeiro jak zmdlałą na korytarzu to sie
        > zrobilo zamieszanie bo studenci akurat byli i zaczeli komentowac
        >

        Ciężko mi w to uwierzyć - mam na koncie pobyt na dwoch różnych porodówkach, na kilku innych zjawiałam sie w przelocie, żeby coś przynieść i wszędzie głośno i wyraźnie ZABRANIALI matkom wyłażenia z sali z dzieckiem na rękach, właśnie żeby zapobiec sytuacjom, że matce zakręci się w głowie i upuści noworodka na glebę. Wszędzie upominali, żeby nie łazić z dzieckiem na rękach, tylko wozic w korytku. Ale, z drugiej strony, widziałam najróżniejsze szpitalne koszmarki...

        Pierwsze dziecko urodziłam przez cc, przynieśli mi go do karmienia 6 godzin po porodzie i położna pomogła mi go przystawić, pitem przynosili go co ok. 2 godzinki, a jak w miedzyczasie płakał, to dostawał odrobinkę mm z kieliszka. W drugiej dobie wstałam i miałam już dziecko przy sobie, ale w każdej chwili moglam licxyć na pomoc położnych. Ale w innym szpitalu widziałam matki po cc, nie wystające jeszcze z łóżka, obolałe, mające problemy z karmieniem, którym wręczano dziecko i zostawiano na pastwę losu. Jak dla mnie to totalne sku...syństwo - dziecko wyje z głodu, matka z bólu sad

        Drugie dziecię urodzilam sn, przez pierwszą dobę leżało w inkubatorze, pod lampami i kroplówką w związku z zaburzeniami termoregulacji i przedwczesną żoltaczką. Co dwie godziny chodzilam go nakarmić, ale pomiędzy karmieniami wracał do inkubatora/pod lampę. Niedtety doba na oddziale noworodkowym wystarczyła, by mlody złapał się na komplikacje - najprawdopodobniej w wyniku niedopatrzenia pielęgniarek przy kąpieli/przewijaniu został czymś zapaćkany wenflon, wdało się zapalenie żyły. Skończyło sie ropniem, który wymagał interwencji chirurga. Na szczęście, bo mogło skonczyć się sepsą. W dodatku wbrew mojej woli i pomimo braku zaleceń lekarskich próbowano uspokajać dziecko w inkubatorze na siłę dokarmiając butelką (na siłę, bo dziecko zjadało wystarczająco dużo z piersi i nie było głodne, budziło się z zupełnie innych powodów, a jedna z pielęgniarek na chama próbowała je zatykać butlą, której dziecko nie chciało). Przyłapałam babsztyla na gorącym uczynku i zrobiłam awanturę na cały szpital, to wtedy łaskawie zaprzestali tych praktyk. Po tych przebojach nauczyłam się, że niestety pielęgniarkom trzeba patrzyc na ręce.

        Trzecie dziecię też urodziłam sn, a że młody dostał 10 punktów i nie wymagał jakichkolwiek zabiegów, a mnie po porodzie rozsadzała energia, to nie spuszczałam dziecka z oka i nie pozwoliłam zabierać z sali; oraz bez skrupułow zwracalam uwagę lekarzom i pielegniarkom jesli pchały się do dziecka bez umycia rąk i założenia nowych rękawiczek - w ten sposób prawdopodobnie uratowałam synka przed zakażeniem szpitalnym, bo na oddziale gradował jakiś syf, każdego dnia połowa dzieci zamiast wyjśc do domu ladowała na patologii noworodka pod krplówką z antybiotykiem.

        Podsumowując - generalnie w szpitalach jest bida z nedzą, a przedpotopowe praktyki i obyczaje mają się swietnie, więc ni wuja nie wiadomo na co się trafi sad
        • mag1982 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:48
          Ciężko mi w to uwierzyć - mam na koncie pobyt na dwoch różnych porodówkach, na kilku innych zjawiałam sie w przelocie, żeby coś przynieść i wszędzie głośno i wyraźnie ZABRANIALI matkom wyłażenia z sali z dzieckiem na rękach, właśnie żeby zapobiec sytuacjom, że matce zakręci się w głowie i upuści noworodka na glebę. Wszędzie upominali, żeby nie łazić z dzieckiem na rękach, tylko wozic w korytku.

          też mi ciężko uwierzyć.
        • lauren6 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 18:03
          "Ale w innym szpitalu widziałam matki po cc, nie wystające jeszcze z łóżka, obolałe, mające problemy z karmieniem, którym wręczano dziecko i zostawiano na pastwę losu. Jak dla mnie to totalne sku...syństwo - dziecko wyje z głodu, matka z bólu"

          U mnie, jak to po cesarce bywa, laktacja pojawiła się z kilkudniowym opóźnieniem. W szpitalu potrzebowałam zaświadczenia od pediatry, że dziecku znacznie spadła waga urodzeniowa i wymaga dokarmiania, żeby położne łaskawie podały nam mleko modyfikowane. Pierwsza noc z głowy - dziecko wyło z głodu, a u mnie pokarmu niet. Dla mnie to jest chore: głodzenie dziecka w imię idei karmienia piersią.

          W domu na zamianę karmiłam piersią i MM z butli. Dziecko nie oduczyło się ssać piersi z powodu smoczka itd. Wszystkie argumenty, że karmienie butlą zaburza ssanie u dziecka można wsadzić między zabobony. Głodzenie dziecka i zmuszanie matki, która nie ma pokarmu do przyglądania się tego, to jest dla mnie sadyzm współczesnego położnictwa.
          • run_away83 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 21:46
            W domu na zamianę karmiłam piersią i MM z butli. Dziecko nie oduczyło się ssać
            > piersi z powodu smoczka itd. Wszystkie argumenty, że karmienie butlą zaburza ss
            > anie u dziecka można wsadzić między zabobony.

            To jest tak zwany dowód anegdotyczny. Statystyki mówią co innego. Owszem, NIEKTÓRYM noworodkom karmienie butelką ze smoczkiem nie zaburza odruchu ssania i nie powoduje odrzucenia piersi. Niestety, U WIELU dzieci dochodzi do zaburzebia odruchu ssania nawet po jedbokrotnym podaniu butelki. Problem w tym, że nie da się przewidzieć, którenu dziecku odrcuh ssania się popsuje, a któremu nie. Ale...

            Głodzenie dziecka i zmuszanie mat
            > ki, która nie ma pokarmu do przyglądania się tego, to jest dla mnie sadyzm wspó
            > łczesnego położnictwa.


            Tutaj w zupełności się zgadzam. Wkurza mnie wszechobecy terror laktacyjny, często doprowadzający świeźo upieczone matki na skraj załamania nerwowego Ale mam drobną uwagę - jeżeli matce zależy na karmieniu piersią, a dziecko potrzebuje dokarmiania, to należy wybrać taką metodę, która NA PEWNO nie zaburzy odeuchu ssania u dziecka - na przykład kieliszek, lub karmienie strzykawką po palcu. Natomiast zmuszanie do karmienia piersią kobiet, które otwarcie mówią, że nie chcą i nie będą karmić piersią, kompletnie mija się z celem i w takiej sytuacji należy nie znęcać się nad matką i dzieckiem, tylko umożliwić karmienie butelką.
            • eliszka25 Re: Oddziały noworodkowe 11.05.15, 14:04
              run_away83 napisała:

              > Tutaj w zupełności się zgadzam. Wkurza mnie wszechobecy terror laktacyjny, częs
              > to doprowadzający świeźo upieczone matki na skraj załamania nerwowego Ale mam
              > drobną uwagę - jeżeli matce zależy na karmieniu piersią, a dziecko potrzebuje
              > dokarmiania, to należy wybrać taką metodę, która NA PEWNO nie zaburzy odeuchu s
              > sania u dziecka - na przykład kieliszek, lub karmienie strzykawką po palcu.

              hm, a tak na zdrowy rozum mozesz mi wytlumaczyc, dlaczego ssanie palca nie zaburzy odruchu ssania u noworodka, a ssanie smoczka od butelki juz tak? pytam naprawde niezlosliwie, tylko z ciekawosci, bo slyszalam ten argument juz wielokrotnie, ale jakos nikt mi nie potrafi tego wytlumaczyc. ja rozumiem, ze jesli wladuje sie dziecku smoczek z dziura wielkosci palca, to dziecko ssac nie musi, bo samo leci. jednak w dzisiejszych czasach takich smoczkow juz w ogole nie ma. z butelki samo nie leci, mozna ja odwrocic do gory dnem i nie poleci nawet kropelka. dziecko musi sie napracowac, zeby cokolwiek wyssac. mojemu synowi dokarmianie butelke tez nie zaurzylo odruchu ssania. ba, nawet musialam kupic specjalne, szerokie butelki z szerokim smoczkiem, bo on jadl tylko wtedy, gdy noskiem dotykal do piersi/smoczka.

              nie bardzo tez rozumiem dlaczego dokarmianie kieliszkiem, ktore ze ssaniem nie ma kompletnie nic wspolnego, jest uwazane za metode, ktora odruchu ssania na pewno nie zaburza. moja siostrzenica urodzila sie bardzo malutka i 3 tygodnie lezala w inkubatorze. siostra karmila ja swoim odciagnietym pokarmem, ale w szpitalu nie wolno bylo podac tego mleka butelka, wiec pielegniarka podawala pokarm kieliszkiem. gdy wrocily do domu moja siostra przeszla gehenne, bo dziecko nie mialo zielonego pojecia, co sie robi, gdy piers trafi do buzi. zamiast ssac, machala glowa na wszystkie strony i szukala kieliszka. siostra probowala roznymi sposobami nauczyc mala ssania, ale dokarmiac kieliszkiem, lyzeczka czy strzykawka mozna max przez kilka dni, a nie na stale. zwlaszcza, ze w domu byla jeszcze 3-latka. w koncu moja siostra sie poddala, wyciela mega dziure w smoczku od butelki i dopiero wtedy dziecko zalapalo. niestety, piersi nie udalo sie dziecku podac i laktacja w koncu zaczela zanikac, a siostra przeszla na mm.

              swoja droga nie mam pojecia, dlaczego siostra nie mogla po prodtu przystawic coreczki do piersi, tylko kazali jej przynosic odciagniete mleko i sami karmili. siostrzenica urodzila sie o czasie, ale wazyla bardzo malo, dlatego byla w inkubatorze i wyszla ze szpitala dopiero gdy przekroczyla wage 2 kg.
      • anusia_magda Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:13
        Ja też rodziłam w dużym szpitalu we Wrocku i tam po planowanym cc zabrano mi dziecko i oddano nastepnego dnia, niestety w między czasie panie nakramiły je butlą i w tym momencie właściwie zanim zaczęło się KP to sie skończyło, teraz wykupiłabym położną , natomiast w innym szpitalu we Wrocku położne nawet po cc przystawiały matkom dziecko, więc zależy od szpitala.
        • niutaki anusia_magda 09.10.14, 15:56
          od jednego karmienia butelka skonczylo sie karmienie piersia? Dlaczego?
          • naturella Re: anusia_magda 09.10.14, 17:41
            No dziwne troche. Moje pierwsze dziecko ponad 3 doby było karmione butelka, a drugie ponad dobę. Karmiłam odpowiednio rok i trzy lata smile
            • yuka12 Re: anusia_magda 10.10.14, 01:04
              Moje pierwsze bylo karmione butla 6 dni. Kolejne 5 miesiecy wylacznie piersia.
              Ale do piersi przystawialam core juz w szpitalu i tak czesto jak tylko moglam.
            • tully.makker Re: anusia_magda 11.05.15, 17:01
              Tez mi sie wydaje to dziwne. Moj najstarszy byl karmiony przez pierwsza dobe butelka, a potem przez kolejne 4 doby w szpitalu dokarmiany. (bylo to w dzikich czasach jeszcze). Z sukcesem karmilismy sie piersia przez 19 miesiecy, chociaz na poczatku rzeczywiscie nie potrafil chwytac prawidlowo przez kontakt ze smokiem i pooral mi brodawki. Ale nauczyl sie!
            • trissie Re: anusia_magda 12.05.15, 23:46
              mam piecioro dzieci, wszystkie po porodzie karmione przez 3 dni butelka, do czasu pojawienia sie pokarmu. pozniej tylko piers. wkurza mnie ten terror laktacyjny i glodzenie dzieci oraz doprowadzanie matek do wycienczenia fizycznego po porodzie w imie karmienia piersia
              • angeika89 Re: anusia_magda 13.05.15, 21:34
                Mój mały został dostawiony do piersi dopiero na 5 dobę i raz że nie umiał chwycić,to jeszcze się wkurzał że mu nie leci...Długo jeszcze próbowaliśmy do cyca przystawiać ale po godzinnym jego ryku poddawałam się i dawałam butelkę i tak już zostało...
          • anusia_magda Re: anusia_magda 10.10.14, 10:29
            juz tłumaczę (wiedziałam że mnie zjedzą smile), chodzilo o to że mała była karmiona butelką a potem nie potrafiła wogóle złapać piersi, nawet doradca lakt. sie namęczyła, więc musiałam dokarmiać żeby w ogóle była zaszczepiona bo inaczej nie jadła ( przez 2 tyg. nic nie przybrała ), poza tym najeździłam sie właśnie na konsultacje laktacyjnei jedynym rozwiązaniem u nas były kapturki z nadzieją że może mała załapie , ale z tym było ciężko, choc laktację rozbujałam laktatorem elektrycznym, w każdym razie przez 2 m-ce męczyłyśmy się obie i w końcu przeszła na butlę ( przez dwa miechy miała karmienie mieszane). Ogólnie nie każe dziecko tak reaguje że po podaniu butli juz nie chce ssać, ale niektóre tak mają, chodzi o pobudzenie pewnych receptorów za pierwszym razem. Generalnie gdybym wiedziała że w szpitalu mi jej nie przystawią od razu to bym wynajęła położną i myślę że by to zrobiła...
            • mamasiasiulki Re: anusia_magda 11.05.15, 12:45
              Widocznie miałaś pecha. Moje dzieci też podkarmiali butelką, problemy z początkami ma chyba każda matka, ale u nas się udało ładnie "przerzucić" dzieciary. Po pierwszej cesarce nawału dostałam w drugiej dobie, po kolejnych - po kilkunastu godzinach (i bez tego mam hiperprolaktynemię, a do cięcia podaje się zastrzyk z metoclopramidu). Generalnie podkarmiania butelką nam się zdarzały przez całą "drogę mleczną", podobnie jak dopajanie wodą z butli i sporadycznie smoczki, a właściwie po tych pierwszych problemach "początkowych" nie zanotowałam uciążliwości.
      • mamasiasiulki Ja po czterech cc. 11.05.15, 12:37
        Na pierwszą noc zabierali, ale ja każdą cesarkę miałam późnym wieczorem i noc spędzałam na pooperacyjnej. Pionizowali po niecałej dobie (jakieś 18-20 godzin), ale w sumie i tak już rano dostawałam dziecko w kuwetce tyle, że o przewijanie dziecka i siebie tak długo, jak długo nie wolno mi było podnosić głowy prosiłam położne i noworodkowe - nie było problemów choć szpital o kiepskiej sławie. Pionizowałam się z szałem szczęścia w oczach, pędziłam pod prysznic (cud mniut w postaci sal wieloosobowych - zawsze miał kto rzucić okiem w progeniturę tudzież zatyczkę zapodać w razie potrzeby) i zajmowałam się młodym. Obolała byłam, ale dało się wytrzymać bez prochów (kocham wysokie łóżka szpitalne!). I w sumie, to problem był tylko w tym, że po nieprzespanej pierwszej nocy z dziką rozkoszą na drugą oddałabym malucha, a tu taki luksius tylko w pierwszą noc przysługiwał ;-P Jeśli któraś rodziła/cięli ją za dnia, to noc miała. Jeśli nie - miała gorzej wink I wbrew pozorom nie o mnie chodziło (moje dzieci sypiały jak susełki, trzeba było budzić na nocne karmienie...), tylko o to, że w sali było za każdym razem piekielnie ciasno, kuwetka musiała stać wsunięta nad moim łóżkiem, a ja się bałam, czy śpiąc wymęczona np. nie przewrócę jej niechcący. Ale chwalę sobie rooming-in bardzo! Dodatkowo przy każdym cięciu dostawałam młode na klatę i tak sobie leżało dobrą chwilkę, miodzio smile
    • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:41
      To jeszcze wam opiszę takie dziwo: teraz wybrałam sobie szpital (bo wybiera się już przy 1 wizycie u lekarza, jeden z dwóch w mieście, także nie ma dużo do zastanawiania się) który ma hotel. I - jeśli wyszstko jest ok - to 3-4 godziny po porodzie przenosi się matkę i dziecko do hotelu, który jest na terenie szpitala i połączony z porodówką "tunelem". Położna przychodzi raz dziennie rzucić okiem, poraz tym zawsze można zadzwonić i coś spytać czy poprosić o ekstra wizytę, ale takiej pełnej opieki nie ma. Jedzenia nie przynoszą - normalna restauracja jest, jak w hotelu, chyba, że mąż przyniesie (chociaż może i można sobie room-service zamówić za opłatą). No i tam cała rodzina może być całą dobę. Czyli jak dla nas - emigrantów bez wsparcia w postaci babci czy cioci - to super opcja, bo możemy Starszą Siostrę zabrać ze sobą (nie na sam poród może, ale zaraz po), bo za bardzo nie mamy jej z kim zostawić.
      • ichi51e Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:43
        Ale czemu do domu nie mozna pojsc prosto w sumie?
        • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 15:58
          Bo na drugi dzień lekarz ogląda dziecko (po porodzie tylko położna przyznaje punkty i jak jest ok to jest ok) - więc na drugi dzień badanie i słuchanie serduszka, a potem po 48 godzinach (równo) pobierają krew z piętki na jakieś badania (ja już nie pamiętam jakie - pamiętam tylko, że ma być po 48 godzinach, czyli jak się urodziło w nocy to w nocy pobierają). No i tak w "razie niemca" - zawsze masz blisko i możesz podejść na oddział i zapytać o coś. Ale jak sobie zażyczysz wyjść do domu po tych kilku godzinach właśnie to nikt cię nie zmusi, możesz wyjść i odmówić badania dziecka. Możesz też wyjść i przyjeżdżać na te badania - a możesz zostać i przynajmniej nie martwić się o bałagan i jedzenie big_grin

          Ja po pierwszym porodzie (w szpitalu bez-hotelowym) wypisałam się po 2 dobach - zaraz po tym pobraniu krwi, bo się czułam chora. Zobaczymy jak będzie w tym hotelu - koleżanki rodziły i sobie chwalą (poza tym, że do restauracji nie można iść w szlafroku - bo to restauracja. Koleżankę wyproszono i poproszono, żeby przynajmniej dres założyła i buty a nie ciapki big_grin )
          • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 15:59
            * tzn. czułam się chora od przebywania w szpitalu i widoku szpitalnych łóżek i "leżenia" - chciałam do domu.
    • 18lipcowa3 też jestem w szoku 09.10.14, 11:43



      Też jestem w szoku. Zwłaszcza jak ktoraś napisała że dziecko przynoszone jej na jej żadanie, a tak to leżało na noworodkach. Oczywiście usprawiedliwiam sytuacji choroby dziecka albo matki ale poza tym sobie nie wyobrazam.
      Z pierwsza córka po porodzie lezałam non stop, druga po cc tez chcialam mieć i połozne były w szoku jak nie chciałam oddać młodej na noc, dopiero o 23 poprosiłam o zabranie dziecka ale nie dlatego że chciałam tylko musiałam. Po cc mogłam spac tylko na wznak, nie mogłam wiec mieć dziecka, bałam się że spadnie z łozka a ja i tak jej na boku karmić nie moglam.
      Gdybym lezała na boku - gdybym mogła to bym nie oddawała. I tak już o 5 rano wołałam po nia.
      Nigdu w zyciu nie oddałabym noworodka by sobie leżał dla zasady, nawet podczas gorszego samopoczucia woalalbym miec dziecko przy sobie. Poświeciłabym sie.


      Mialam cc i pomagałuy mi srodki przeciwbolewe na tyle i na tyle szybko do sienbie doszlam ze zajmowaklam sie dzieckiem, bo chcialam. A na 2 dobe na wlasne zyczenie sie wypisałam.
      • anusia_magda Re: też jestem w szoku 09.10.14, 14:16
        u nas nie zostawiali dziecka po cc, gdyz przez całą noc miało sie jeszcze założony cewnik, myślę że to m.in z tego powodu.
        • 18lipcowa3 Re: też jestem w szoku 09.10.14, 17:34
          a co ma cewnik do tego?



          anusia_magda napisała:

          > u nas nie zostawiali dziecka po cc, gdyz przez całą noc miało sie jeszcze założ
          > ony cewnik, myślę że to m.in z tego powodu.
          • anusia_magda Re: też jestem w szoku 10.10.14, 10:31
            musisz leżeć plackiem
            • anusia_magda Re: też jestem w szoku 10.10.14, 10:32
              aaa.. jeszcze dotłumaczę, leżnie plackiem - nie wstajesz, nie ma kto przewinąć dziecka, podać butli , nakarmić ...jakbys nie wiedziała, nikt koło ciebie i dziecka nie chodzi
            • fasol-inka Re: też jestem w szoku 10.10.14, 10:33
              o jakim cewniku mówisz? na mocz czy tym do kręgosłupa?
              • anusia_magda Re: też jestem w szoku 10.10.14, 10:35
                na mocz, przywieszony do łózka
                • fasol-inka Re: też jestem w szoku 10.10.14, 10:39
                  to z takim cewnikiem leżeć plackiem absolutnie nie trzeba
              • 18lipcowa3 Re: też jestem w szoku 10.10.14, 10:48
                fasol-inka napisała:

                > o jakim cewniku mówisz? na mocz czy tym do kręgosłupa?


                Ja sie myłam z cewnikiem.
                • anusia_magda Re: też jestem w szoku 10.10.14, 11:29
                  ależ ja też sie kapałam, pilęgniarka mi trzymała, ale po operacji w nocy podwiesili cewnik i lezałam
                • przeciwcialo Re: też jestem w szoku 11.05.15, 11:39
                  Skoro byłaś w stanie wstać to powinni ci cewnik wyjąć. Cewnikuje się leżące pacjentki. Wyjecie cewnika to pierwsza czynność przed pionizacją.
                  • ela.dzi Re: też jestem w szoku 11.05.15, 13:22
                    Nieprawda, pierwsze próby pionizacji odbyłam z cewnikiem.
                    • katriel Re: też jestem w szoku 11.05.15, 13:54
                      No OK, to ma sens: pierwsza próba pionizacji mogła się okazac nieudana, wtedy leżałabyś dalej i cewnik by się jeszcze przydał. Ale jak juz spionizowali, to chyba nie ma powodu dalej trzymać cewnika?
                      • przeciwcialo Re: też jestem w szoku 11.05.15, 15:10
                        Dokładnie. Skoro pacjentka spionizowana i może iść sie umyc to i wysikac sie potrafi. Cewnik sie wyjmuje.
    • awidyna Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 11:53
      Najlepiej byłoby gdyby gdyby mama mogła zdecydować co woli. Jeśli nie czuje się na siłach, bo np kilka godzin rodziła naturalnie a potem zrobili jej cc to się nie dziwię, że jest wykończona i nie ma siły. Jeśli cc było w narkozie to też zanim dojdzie do się to trochę czasu minie.
      Mnie wody o 4.00 odeszły o 10,40 córka przyszłą na świat przez cc, a po 11.00 miałam ją już w łóżku. Oddawałam tylko na badania, które wszystkie były przy mnie i na kąpiel, która też w pokoju była. Nawet przez chwilę nie leżałą sama w tym łóżeczku szpitalnym. Całą noc spałą ze mną przytulona. Łóżka z ramą więc nie było możliwości aby spadła. Poza tym jej obecność dodawała sił i uśmierzała ból wink Ale nie dziwi mnie podejście niektórych kobiet, że bały się przygnieść bo środki znieczulające działały. Oddawały dzieci ze względu na ich bezpieczeństwo.
      • nini6 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 12:24
        Pierwszego po porodzie zabrali, urodził się wieczorem, dostałam go dopiero nastepnego poranka. Dzieci zabierali na noc. To było 22 lata temu, rooming-in to była zupełna nowość, ten szpital w którym rodziłam zostawiał dzieci matkom chociaz na dzień, bo np. w pobliskim Oświęcimiu przywozono dzieci na karmienie co 3 h z przerwą nocną. Nie tęskniłam za dzieckiem, jak je zabrlai ale -o dziwo - z karmieniem piersią nie maiłam najmniejszego problemu.
        Drugi urodzony w 2009 r został ze mną od momentu urodzenia, z mała przewrą na badanie - poszedł z nim tata i cały czas był przy nim. Nakrecił filmik, jak mały lezy w pieluszcze na tym stanowisku dla noworodków, usiłuje otworzyć oczy i płacze. Nie mogę go oglądąć, bo serce mi się kraje i do dziś sobie wyrzucam, że nie protestowałam jak go na ten kwadrans zabrali. Potem już nie pozwalałam go zabierać i w związku z tym nie kąpali go a do pobrania krwi z wielką łaską pielęgniarka przyszła do mojego łózka.
        Trzeci urodził się w domu, od początku był ze mną, a jak wskoczyłam pod prysznic po porodzie - to tata nie wypuszczał go z rąk. Trzeci to moje zdecydowanie najspokojniejsze dziecko.
        • naturella Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 12:34
          W szpitalu, gdzie dwa razy rodziłam jest oddział noworodkowy, dziećmi się opiekują położne, karmią, kąpią, przewijają, a matki zaczynają opiekę nad dzieckiem, jak dają już radę, nie mdleją, nie dostają przeciwbólowych, które nie współgrają z karmieniem, są w dobrym stanie ogólnym.

          Wiem, że niektóre dziewczyny chciały od razu mieć dziecko przy sobie, a niektóre (tak jak ja) odpoczywały pierwsze doby. Mi się w ogóle po pierwszym porodzie coś z głową porobiło, od razu mega baby blues, nie chciałam karmić, opiekować się, byłam w jakimś stuporze starszym, i tak jak pisałam w tamtym wątku, wciśnięto mi dziecko w 4 dobie, że już trzeba. Po drugim porodzie przeciwbólowe pod koniec pierwszej doby odstawiłam, w drugiej dobie zaczęłam karmić dziecko i już chciałam je na noc, do końca pobytu było w moim pokoju. Ale wtedy już z głową miałam wszystko w porządku, popłakałam się na widok dziecka po porodzie i od razu miałam przypływ uczuć.

          Nie wiem dlaczego przy pierwszym porodzie tak się stało, że byłam jak zamrożona, traktowałam dziecko jak obowiązek, który ktoś mi narzucił, pamiętam tylko, że czułam się cały czas straszniesad Zaczęło mi przechodzić dopiero po 5 miesiącach, po pół roku zaczęło być dobrze. Te pierwsze 5 miesięcy codziennie płakałam, chodziłam jak zombie (bo syn na dodatek okazał się dzieckiem o bardzo dużych potrzebach, czemu ja nie umiałam sprostać).
          • nini6 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 12:38
            naturella, a jaki miałas ten pierwszy poród? Dobrze go wspominasz?
            • naturella Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 12:49
              To było cc, planowane, ale syn się spieszył i zamiast poczekać do 10 rano, kiedy miałam się zgłosić do szpitala, zaczął się pchać na świat o 3 w nocy. Po dwóch godzinach, jak dotarłam do szpitala miałam 6 cm rozwarcia, ale same skurcze były do zniesienia - do momentu, jak na godzinę podpięto mnie pod ktg, bo się zespół operacyjny zbierał. To tylko jedno było słabe, bo ból dość znaczny. Przedtem podczas chodzenia, przebierania się itp skurcze były bolesne, owszem, ale całkowicie do zniesienia. CC zupełnie normalne, oprócz tego, że zaczęło mnie strasznie telepać na stole, mdłości i uczucie zimna (nie było tego podczas drugiego cc). No ale nie była to żadna trauma, żaden wielogodzinny poród. Sama ciąża spokojna, dziecko planowane, udało się przy pierwszym cyklu, pracowałam do 32 tygodnia na absolutnej taryfie ulgowej, potem wylegiwałam się w domu na zwolnieniu, bo miałam skracającą się i rozwierającą szyjkę, brałam Fenoterol (ale w drugiej ciąży też tak było). Naprawdę, nie było żadnych przesłanek do tego, co się ze mną potem stało, nie wiem, czy to był tylko taki przedłużony baby blues, czy też depresja, ale tak naprawdę mało pamiętam z tego okresu szczegółów, tylko wspomnienie ciężkiej, czarnej zasłony, płaczu i odrętwienia, jeśli chodzi o emocje. No ale grunt, że minęło.
              • kandyzowana3x Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:52
                Te telepanie, mdlosci itd to pewnie wynik spadku cisnienia. Ja w czasie mojej pierwszej cesarki wymiotowalam, a lekarz prosil zebym nie poruszal miesniami brzucha smile.Jak mnie dopadly mdlosci na stole operacyjnym prosilam meza o cos do zjedzenia big_grin.
                Baby Bluesa serdecznie wspolczuje, dla mnie ciaza, porod czy operacja to nic w porownaniu z pologiem. Jakos strasznie znosze ten pierwsze dwa tygodnie.
          • agaja5b Re: Oddziały noworodkowe 11.05.15, 14:14
            Naturella ja miałam tak dwa razy, że po porodzie nie czułam do dzieci nic specjalnego, oczywiście zajmowałam sie, karmiłam itd ale wszystko tak bardziej na zimno, jak obowiązek do wykonania właśnie. Czułośc zalewała mnie dopiero ok 4 miesiaca, a już za drugim razem gdzie młoda miała od początku problemy zdrowotne traktowałam ją bardziej na zasadzie przypadku medycznego który mam pod opieką. Nie wzruszało mnie pobieranie krwi, szczepienia, płacz, badania, wszystko z wyłączonymi emocjami. Widać tak mam. Do dziś w sumie tak jest mimo że kocham ją ogromnie, współczuję że sie czegos boi, rozumiem to ale jak przychodzi jakis zabieg czy inne bolesne zdarzenie jestem mega spokojna. Juz mój mąż bardziej panikuje, a mnie strachy nachodzą wtedy jak nic się nie dzieje.
    • mag1982 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 12:42
      Ja miałam dwa razy planowane cc w tym samym szpitalu. Ze starszą cięcie zniosłam gorzej ale mąż mógł być prawie cały dzień, dopiero ok. 20 szedł do domu. Cc miałam o 11 i przez 12 h miałam leżeć plackiem. Boleć zaczęło już przy szyciu i w ogóle masakra była. Córkę dostaliśmy zaraz jak wróciłam z sali opreacyjnej. Mąż jak o tej 20 jechał do domu chciał ją zawieźć pielęgniarkom ale mu powiedziały, że jeśli spi to żeby zostawił. Obudziła się chwilę po tym jak pojechał a ja nie mogłam wstać jej wziąć a pielęgniarki nie przychodziły. W końcu poprosiłam kobietę z łóżka obok po sn, zeby kogoś zawołała i wtedy ją zabrały na noc. O piątej przywiozły mi ją i już ze mną została. Tylko na badania ją zabierały. Po drugim cc w tym roku przepisy się zmieniły więc mąż mógł być tylko do 16, ale młoda była ze mną prawie cały czas. Raz ją zabrały ale po 30 min, może krócej, przywiozły z powrotem, bo im płakała. Położyły ją na mnie i kazały wołać jakby co.ale dzwonka nie dały. Parę razy córka mi się przesunęła i zaczynała płakać ale nikt nie przyszedł. Jakoś udało mi się ją podnieść i przystawić. Ok.22 jak miałam się spionizować położna ją im zawiozła w tym korytku śpiącą ale po 30 min. przywieźli jąz powrotem i już ze mną została. Wzięłam ją do łóżka i spałyśmy sobie.
      Te po naturalnym porodzie miały dzieci cały czas ze sobą.
    • fasol-inka Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 12:45
      Rodziłam cztery lata temu w Warszawie, ja akurat cc, więc nieważne. Ale w standardzie pielęgniarki proponowaly wszystkim dziewczynom zabranie dziecka na pierwszą noc. Po cc proponowały też na drugą. Po tym czasie tylko w wyjątkowych przypadkach brały dzieci na noworodki. Oczywiście to była tylko propozycja, można było się zgodzić, ale żaden przymus.
      Na życzenie dzieci były dokarmiane mm, na życzenie też były w nocy przynoszone na karmienie.
    • philap Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:32
      Pierwszy raz słyszę, że po porodzie nie ma się dziecka przy sobie. Rodziłam pół roku temu przez cc późnym wieczorem i dostałam córkę do kangurowania w nocy. Nad ranem kazali mi wstać i od tej pory dziecko było ze mną. Wyjątkiem było oddawanie jej na antybiotyk. I wszystkie dzieci były z matkami, nie wyobrażam sobie inaczej. Nawet dzieci z żółtaczką były "obsługiwane" przez matki. A to wiązało się z odkładaniem pod lapmy i kontrolowaniem np opaski na oczkach.
      • philap Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:32
        *lampy
        • kozica111 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:37
          A jak duży medal dostałas?

          Widzisz, już bez ironii a ja sobie wyobrażam a nawet uważam ze jest to mocno uzasadnione.
          • mag1982 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:46
            Super jeśli położne są obok i czuwają, ale moja koleżanka po cc straciła na dobę czucie w połowie ciała. Dziecko leżało na niej wtedy. Udało jej się je jakoś przytrzymać i babeczka z łózka obok je złapała.
          • philap Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:49
            A czemu miałabym dostać medal? w końcu to moje dziecko. Uważam jednak, że zawsze powinna być możliwość uzyskania pomocy przy dziecku, bez żadnych opłat i tym podobnych. A już przy naświetlaniach to obowiązkowo.
          • joaaa83 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:54
            O co Ci chodzi z tym medalem? W niektórych szpitalach musiałabyś chyba specjalną petycję pisać, aby dziecko zabrali. U mnie też te po cc w większości miały dziecko przy sobie, chociaż miały jakąś tam "taryfę ulgową" w porównaniu z tymi po sn. Ja po sn wyszłam z porodówki (po 18 godz pobycie) razem z dzieckiem ok 22 i nikt mi nawet nie sugerował, że dziecko może być w innej sali. Fakt, że raczej bym nie chciała, ale też innej opcji nie było. Dziecko cały czas miało swoje "łóżeczko"

            Z opowieści moich znajomych też pamiętam, że raczej wszystkie miały dziecko cały czas przy sobie. Myślałam, że to norma w polskich szpitalach i też raczej nie wyobrażałam sobie inaczej. Pomijam jakieś trudne przypadki.
            • joaaa83 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:56
              Łóżeczka z lampami też były ustawiane w sali. A więc dzieci z żółtaczkę również były cały czas przy mamie.
            • mag1982 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:54
              Dzieci po cc są "wypoczęte" i podobno częściej płaczą. A kobieta musi leżeć plackiem 12 h. Pprzynajmniej mnie kazali leżeć tyle godzin. I nie mozesz dziecka wziąć na ręce ani przystawić tylko musisz czekać aż się położne zlitują i dziecko podadzą.
    • princy-mincy Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 13:45
      I ciąża- planowe cc, niestety corka miała cechy wczesniactwa i nie chcieli mi jej przyńiesc, zreszta w tamtym szpitalu po cc dziecko było pierwsza dobę bez matki.
      Żałuje ze tam rodzilam, wolałabym miec córkę cały czas przy sobie.

      II ciąża- cc po długiej akcji porodowej i dziecko dostałam od razu po cc. Oczywiscie pomagała mi polozna- przystawiła do piersi a jak sie najadł odlozyla do lozeczka. Synek był cały czas ze mną, nie pozwalałam go brać nawet na badania czy szczepienia.
      Gdybym kiedykolwiek miała jeszcze raz rodzic, znow wybrałabym opcje room-in, nawet po cc.
    • kawka74 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:06
      W Bielańskim jest tak (a przynajmniej było kilka lat temu): jeśli matka ma farta i jest miejsce na normalnym oddziale położniczym, dziecko jest razem z matką. Jeśli matka jest po cc czy też po prostu nie ma farta i nie ma dla niej miejsca na tym oddziale, dziecko wędruje do sali noworodkowej, a matka na innym oddziale czeka, aż się zwolni miejsce albo będzie mogła wyjść ze szpitala (albo się wypisze na własne życzenie, jeśli się wścieknie). Noworodka na inny oddział, oczywiście, nie przyniosą, a na oddziale położniczym nie ma choćby krzesła, żeby usiąść i chwilę pobyć z własnym dzieckiem.
      Kiedy mnie wreszcie na ten położniczy przenieśli, jedna z moich sąsiadek oddawała na noc dziecko na salkę noworodkową, ale nie wiem, czy to już nie było odpłatnie.
    • aamarzena Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:07
      Pierwsze nie planowane CC późnym popołudniem, dziecko było ze mną do wieczora, na noc zabrali i nie przynosili na krarmienie, choć ich o to prosilam. Wtedy mnie to jakoś nie szczególnie ruszyło bo byłam wymeczona i leżąca jeszcze, teraz mnie telepie na samo wspomnienie. Oczywiście problemy z karmieniem, bo małą butla dokarmiały. Na drugą noc już nie oddałam, co wzbudziło zdziwienie u współpacjentek. Do łóżka zabraniali brać malucha, musiała leżeć w korytku
      Drugi poród SN, mała cały czas ze mną /oprócz czyszczenia i szycia wnarkozie - wtedy u taty na rekach była/. Nikt się nie dziwował, że spis z dzieckiem, nawet położne same do łóżka małą składały, pytaly tylko przy której piersi położyć. Na noworodki oddalałam raz, na pół godziny, jak mi się relaksacyjny prysznic o 22 zamarzył. Mała cały ten czas przespała
    • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 14:21
      A to mi się teraz przypomniało jak moja szwagierka rodziła w Radomiu jakieś 7 lat temu:
      urodziła, położna rzuciła jej tylko (powiedzmy) "dziewczynka 3650-52", zabrała dzieciaka i poszła. I potem szwagierka w panikę, zerwała się i leci za położną "proszę pani, zapomniałam, zapomniałam numeru!" - "ale jakiego numeru?" - "no numeru dziecka mojego, potem jej nie znajdę"

      Położna jej wagę i wzrost podała a ta biedna myślała, że to numer identyfikacyjny. Ale luz. U mnie - jak się zorietnowała położna, że córka ma tylko na ręku branzoletkę z nazwiskiem a na nóżce już nie to mówi, że zaraz przyniesie, i przynosi - jakimś chińskim (czy innym monco azjatyckim) nazwiskiem, i jeszcze, że chłopiec i jeszcze się ze mną kłóciła jak nie pozwoliłam założyć, bo się nie zgadza. Dopiero ustąpiła jak zajżała w pieluchę i sprawdziła, że mam dziewczynkę. Także nie sądzę, żeby to był dobry pomysł z oddawaniem dzieci big_grin
    • aneta-skarpeta Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 15:45
      12 lat temu na Madalińskiego

      cc

      urodziłam rano- ok 8- ojciec dostał dziecko "od razu" czyli jak tylko pomierzyli poważyli etc

      mnie wtedy zszywali etc

      przewiezli mnie na salę pooperacyjną ( 3 osobową), mąż z dzieckiem za mną

      pielęgniarka mnie umościła, spytała czy cchę dziecko "pod bok"

      poprosiłam

      i w zasadzie tak spedziłam czas z dzieckiem do 23- bo wtedy to mi juz dziecko zabrali- wczesniej pielęgniarki podchodziły, pomagały, np jak chciałam się poprawic, dziecko rpzewinęły i znowu mi dziecko oddały- cały czas zapewniając ze jak tylko będę zmęczona to one dziecko zabiorą

      ale nie chciałam- zabrały mi o 23 bo kazały mi isc spaćsmile

      rano przyszła pielęgniarka z dzieckiem i też z rana kazały mi wstac ( bardzo dobrze zrobiły- mam porównanie z wyrostkiem) i sie umyc ( pomogły, bo wiadomo)
      za chwilę zostałam przekierowana do swojej sali- chyba poszłam sama, nie pamietam- ale chciałam- powolutku podreptałam z wózeczkiem

      potem zajmowałam sie synem juz cały czas- powoli sie ruszałam, nie nosiłam- tylko co konieczne, jak lulałam to bardziej "turlałam po łóżku"

      chyba na 3 dzien wyszłam do domu

      bez problemu zajmowałam się dzieckiem


      po wyrostku kazali mi lezec 3 dni bez ruchu, potem 3 tygodnie dochodzila do siebie

      wiec chyba to szybkie rozruszanie jest lepsze
      • bbuziaczekk Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 16:07
        Skoro nie wiesz jak to jest po CC to nie wiem po jaki .uj zakładasz ten durny watek.

        Po porodzie SN kobieta natychmiast albo prawie natychmiast jest na chodzie i może zajac się dzieckiem bez problemu.
        Ja bedac po 26 h porodu SN od razu bylam na chodzie. Bolalo ciece krocza ale dalo się przezyc.
        Akurat moje dziecko było wcześniakiem 34 tydz i za mało wazylo żeby być ze mna wiec było na oddziale noworodkow.
        Ale bez problemu bym się nim zajmowala bo bylam w pełni sprawna.

        Drugi porod to CC i to była masakra, koszmar nad koszmarami.
        Najpierw około 12 h lezysz jak kloda i nie możesz się ruszyc ani podnieść glowy. Musisz czekac az polowa ciala która jest bezwladna wroci do wladnosci.
        Glowy ci nie wolno podnieść. Po 24 czy w moim przypadku po 24 h dopiero kazano mi wstać. Wczesniej wyjęto cewnik.
        I jak miałam opiekować się dzieckiem ?? skoro ja nawet glowy podnieść nie mogłam a co dopiero wstać do dziecka czy nakarmić.
        Bol niesamowity. Dopiero po 1,5 doby od ciecia bylam w stanie ze lzami w oczach wstać i przewinac z ciężkim bolem dziecko.I nakarmić. Czlowiek z bolu nie potrafil nawet pozycji wygodnej znaleźć a co dopiero zajac się dzieckiem czy wziąć je do swojego lozka.
        Owszem jak był maz to dziecko było z nami i lezala ze mna w lozku. Ale ja NIC nie bylam w stanie przy dziecku zrobić. Dopiero po 2 dobach.

        Od tego jest szpital i od tego jest oddzial noworodkowy żeby one zajely się dzieckiem kiedy matka jest niezdolna do tego.
        Dla mnie jest to normalna rzecza i nawet mi na myśl nie przyszlo żeby mieć jakiś problem w tym żeby zabrali dziecko.
    • guderianka Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 16:03
      prawie 15 lat temu
      urodziłam
      i dziecko widziałam tylko, gdy przynoszono do karmienia (i tak przez 5 dni)
      ależ wtedy wypoczęłam! wink
    • mynia_pynia Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 19:21
      Ja po porodzie SN byłam taka słaba, że syna dostałam dopiero po 4h od przyjazdu na oddział poporodowy.
      A jak powiedziałam położnej że jakoś dziwnie oddycha to zabrały mi go na pół dnia na obserwacje - to dopiero dno jak siedzisz sobie na krzesełku - raczej stoisz bo trochę tyłek boli wink
      i patrzysz jak dzieć śpi z poprzyklejanymi kabelkami, bo co masz robić leżeć w łóżku jak wszystkie kobitki mają dzieci przy sobie.
    • heca7 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 19:47
      Ja jestem wyrodną matką i za każdym razem oddawałam dziecko na pierwszą noc. Bo chciałam się wyspać. Niewyspana jestem zła i gryzę wink Pierwsza noc była dla mnie. Zresztą ja nienawidzę spać z kimkolwiek pod jedną kołdrą. Z mężem śpimy pod dwoma. Dziecko odkładałam po nakarmieniu do wózka szpitalnego.
      Rodziłam 3 razy i nie wybrałabym szpitala gdzie od razu rzucają mi dzieciaka do łóżka na całą noc.
    • yuka12 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 21:02
      Drugie dziecko rodzilam za granica i niemal wszystkie kobiety z oddzialu niekarmiace piersia powierzaly w nocy swoje maluchy opiece pielegniarek. Kolo ich stoiska staly rzadkami wozeczki z noworodkami. Jak ja zazdroscilam tym kobietom, ktore sobie smacznie spaly, gdy ja co 3h pomykalam na oddzial noworodkowy do syna!
      Z drugiej strony jak ktos rodzil przez sn rano, to wieczorem juz byl wypuszczany do domu. Po cesarce w 3 dobie.
    • stara-a-naiwna Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 21:47
      rodziłam w listopadzie 2014
      szpital w mieście wojewódzkim

      dziecko - 10 punktów było "zabrane" na pierwsze kilak godzin (w moim wypadku do rana) na 'obserwację" (cholera wie jaki był tego sens)
      potem była umowa, że nie zostawiam dziecka samego - czyli np. ide pod prysznic oddaje dziecko.

      i tyle

      dziecko spało ze mną ale mogłam też je oddać do osobnego pomieszczenia (gdybym miała taki kaprys)
      • andaba Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 22:28
        Zabierali, chyba tylko czwarte z kolei miałam przy sobie i to nie pamiętam czy od pierwszej nocy, ale nawet jak miał fototerapie, to przywlekli inkubator do sali.
        Najmłodsza leżała na OIOM-ie, więc w ogóle na innym oddziale, chodziłam do niej, ale nie siedziałam cały cas, zreszta na drugi dzień wyszłam do domu i przyjeżdzałam tylko na godzine -dwie, dopóki nie wyszła do domu dwa tygodnie później.

        Szczerze mówiąc nie widzę nic strasznego w oddaniu dziecka pod opiekę pielęgniarkom, od tego przecież są, nie od robienia z dzieci szaszłyków.
        • amy.28 Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 22:40
          ja też nie widzę nic strasznego, pierwszego rodziłam ponad dwie doby dni z kroplówkami, cudami itd. i na finał cc. byłam tak wykończona i zmęczona że jak go tylko zobaczyłam różowego i płaczącego na sali operacyjnej - to padłam snem kamiennym jeszcze w trakcie operacji.

          Obudziłam się parę godzin później, nacieszyłam się, nakarmiłam ale koło 20 męża wygonili a ja nie byłam w stanie nawet palcem u nogi kiwnąć a co dopiero się zajmować dzieckiem. Super że zrobiły to połozne i małego mi dali. Nazajutrz jak wstałam - to już sama się zajmowałam dzieckiem. Co innego jak jest SN albo cesarka bez wcześniejszej próby SN. Wtedy luz, z drugim tak miałam. Ale przy pierwszych ten oddział noworodków to było zbawienie. Ja nie byłam w stanie ani nie byłoby bezpieczne aby zajmować się maluchem. Po to są położne i uważam że dobrze że jest taka pomoc dla matek.
    • olewka100procent Re: Oddziały noworodkowe 09.10.14, 22:44
      a ja nie wyobrażałam sobie zajęcia się dzieckiem 5 min po porodzie. Strasznie wręcz okropnie mnie bolało krocze, i było mi zimno, trzęsłam się z 30 min, nigdy w życiu nie było mi tak przeraźliwie zimno, pielęgniarka przyniosła dodatkową kołdrę, nie pomogło , po jakiś 30 minutach kazały mi zjeść zupę , dopiero po tej zupie zaczęło przechodzić
      • hema14 Re: Oddziały noworodkowe- a myłyście się? 09.10.14, 22:58
        No oczywiście, że 5 minut po porodzie to jakaś masakra. U mnie standardem było, że po porodzie kazali leżeć 2 godziny plackiem, mimo, że sn, bez znieczulenia, bez medykamentów rodziłam, ale leżeć, macica ma się obkurczać (kładli jakiś ciężki zimny okład na brzuch). Też miałam takie dreszcze z zimna, że przykryli mnie wszystkim co było w sali, kołdra i dwa koce, mam takie zdjęcie jak tylko mi głowa wystaje z tych piernatów.
        Ale potem przywozili dziecko i zostawiali matce, tylko oczywiście uwaga, że dziecka nie zostawiamy samego w sali, jak trzeba wyjść to zawieźć dziecko do "pokoiku noworodków", takiego z szybą co nie. Tam też się chodziło na przewijanie.
        Ale dziewczyny, większość z Was pisze optymistycznie i radośnie "dziecko było cały dzień przy mnie, nie wyobrażam sobie zostawić" - to Wy nie myłyście się?? Męża miałyście non stop obok, czy do łazienki chodziłyście z wózeczkiem z noworodkiem?... To nierealne.
        • yuka12 Re: Oddziały noworodkowe- a myłyście się? 10.10.14, 00:54
          Dwojka moich dzieci trafila po porodzie na oddzial noworodkowy (oddzial specjalistycznej opieki lekarskiej), wiec okazji do mycia mialam duzo. W polskim szpitalu dziewczyny sobie wzajemnie pomagaly- jak ktoras chciala isc sie umyc/zalatwic/zjesc obiad (wspolna stolowka na oddziale) inne kobiety z sali opiekowaly sie jej dzieckiem. I na zmiane. W mojej sali najwiecej nam pomagala dziewczyna po cesarce, bo dwie z nas po sn byllismy tak pozszywane i tak slabe, ze pierwsza dobe spedzilysmy pod kroplowkami smile. Takiej opisywanej sali dla noworodkow w tym szpitalu nie bylo.
          W UK prosilo sie pielegniarki.
        • franczii Re: Oddziały noworodkowe- a myłyście się? 10.10.14, 06:42
          Ja do lazienki chodzilam z wozkiem z noworodkiem. Lazoenka przy pokoju. Przeciez na kazde wyjscie do wc nie moglam wolac pielegniarek lub zawozic dziecka do zlobka.
        • 18lipcowa3 Re: Oddziały noworodkowe- a myłyście się? 10.10.14, 08:16
          nie wyobrażam sobie zostawić" - to Wy nie myłyście się?? M
          > ęża miałyście non stop obok, czy do łazienki chodziłyście z wózeczkiem z noworo
          > dkiem?... To nierealne.

          Rodziłam w prywatnym szpitalu, miałam swoją salę z łazienką, wiec umyłam sie od razu po wstaniu po cc. Dziecko zostało w pokoju, drzwi od łazienki miałam otwarte bo kto niby miał wejść?

          Po sn, w UK łazienka była na 4 osobowej sali i tam sie umyłam zaraz po porodzie, poszłam spać, rano znowu sie umyłam i jazda do domu,
        • eve-lynn Re: Oddziały noworodkowe- a myłyście się? 10.10.14, 08:24
          Ja zostawiałam wózeczek w otwartych dzwiach łazienki i się myłam. Dziecko widziałam cały czas. Miałam pokój z łazienką (zresztą - jakkolwiek to nie zabrzmi - tu gdzie mieszkam to standard)

          A co do 5 minut po porodzie - ja dziecko od razu dostałam na brzuch na jakieś pół godziny (wtedy rodziło się łożysko), zajmowania tu dużo nie było. Poleżała sobie na mnie, potem ją położna wzięła do ważenia i oglądania - ale w tym samym pokoju, tuż obok mojego łóżka, potem ją okręciła w jakieś bety i mi oddała a potem musiałam już jechać na operacyjną. Ale ileż tu zajmowania - po prostu trzymanie dziecka i karmienie ewentualnie.
        • dziennik-niecodziennik Re: Oddziały noworodkowe- a myłyście się? 10.10.14, 11:08
          no pewnie że się myłyśmy wszystkie smile
          kazda sobie radziła jak sie dało, a to mąż zostal, a to dziewczyny z sali pomagaly, a to sie jechało do łazienki z dzieckiem w tej rynience razem, albo jak nie bylo wyjscia to sie odstawialo dziecko do dyżurki pielęgniarek. przeciez to pare minut jest, nikt tam długich kąpieli z pianką nie brał smile
Pełna wersja