18lipiec
05.09.04, 14:22
Byłam wczoraj na imprezie z moim chłopakiem ( mu bezdzietni).
Oprócz tego była jeszcze para naszych znajomych ( mają córkę już 15 letnią )
no i para gospodarzy - rodziców rocznego dzieciaka.
Pół imprezy to była rozmowa ( a raczej monolog rodziców) o dziecku,
jego "loczkach", oczkach, kupach.
Dziecko owszem ładne było i tyle, nie palilam się by brac je na ręce, żadnych
cudnych uczuć we mnie nie wzbudzało.
Do tego było rozpuszczone -wrzeszczało niemiłosiernie jak tylko połozono je
do łozeczka.
Koniecznie chciało siedzieć przy stole z dorosłymi.
No wiec tatuś i mamusia wzięli go, co chwila podawali sobie to dziecko z rąk
do rąk, albo wciskali znajomym - całe szczęscie ze siedziałam daleko i
ominela mnie ta przyjemnosc.
Dziecko oczywiscie rozlało cos ze stołu, jeździło widelcem po talerzu (
wiadomo jaki to dźwięk, brr! ),wszystko dotykalo, ciagnelo za serwete i inne.
Oczywiście nie szło pogadac, bo rodzice albo je uspokajali, albo wycierali
porozlewane napoje albo rozpływali się w ochach i achach.
Niepojęte jest dla mnie CO dziecko robi przy stole z dorosłymi ?????
Jak moze tak sterroryzować dorosłych ???
I jak ludzie mogą zapraszać innych i męczyć ich tym dzieckiem, gadać, wciskać
na ręce ????
Nudzilo mnie to ,męczylo i ogólnie wyszłam z imprezy wkurwiona.
Nie lubie takich tematów.
Gdzie jest szacunek dla gości? Gdzie się podziali ci fajni ludzie "sprzed "
dziecka? Dlaczego rodzicom brakuje wyobrażni?