maanki
16.10.14, 14:23
Jest sobie mama. Mąż, trójka dzieci, ona z kolejnym w ciąży. Cieszą się oboje na nowego członka rodziny. Na badaniu okazuje się, że jest to ciąża pozamaciczna, umiejscowiona w jajowodzie. Dziewczyna odmawia usunięcia ciąży, nie chce leżeć w szpitalu, bo dzieci w domu na nią czekają. Twierdzi, że będzie co ma być. Że usunięcie ciąży nawet w takim przypadku to aborcja, morderstwo. Wierzy, że albo zdarzy się cud i urodzi zdrowe dziecko, albo jeśli takie jest jej przeznaczenie umrze razem z nim, ale zamordować go nie pozwoli. Na nic zdają się perswazje rodziny, przyjaciół, rodziców czy nawet delikatne wspominanie męża o pozostałych dzieciach, które osieroci. Nie, ponieważ takiego postępowania wymaga od niej jej system wartości i czeka na nią inna nagroda.
Jak łatwo przewidzieć życie to nie bajka. Następuje krwotok, dziewczyna zbyt późno trafia na stół, lekarze robią co mogą,ale umiera.
Zostawia 3 małych dzieci, męża, ale za to czeka ją inna nagroda w imię, której poświęciła tu wszystko. W pewnych kręgach staje się bohaterką, która nie ugięła się przed przymusem aborcji i kultury śmierci.
A ja nadal próbuję to zrozumieć i nie potrafię. Za cholerę nie potrafię.