od nowej mamy o ojcach

19.10.14, 20:35
Drogie e-matki. Jestem bardzo młodą matką, w sumie dopiero w drodze i od paru dni czytam to forum. Myślałam, że post który napisze będzie o dziecku , którego się spodziewam, a le niestety bardzo dotknęły mnie posty , które e znalazłam w paru wątkach, w tym ostatnim „Jestem załamana”. Watki te mogą mieć wspólny tytuł :jak dorośnie to zobaczy jaki ojciec jest beznadziejny. Np Twoja córka z czasem zacznie oceniać ojca tak, jak on na to zasługuje ( a przynajmniej bardziej realnie), na razie jest na to za mała.
Drogie mamy, jestem taka córką,. Rodzice się rozwiedli kiedy miałam 12 lat i nie raz przez drzwi słyszałam podobne teksty siostry mamy. To, ze tata był inny, że był zwariowany, nic a nic nie spowodowało, ze go mniej kocham i ani trochę mniej od mamy. A ostatnio, od kiedy jestem w ciąży, moja mam zaczęła sobie uzurpować prawa do opieki nad dzieckiem , (które się jeszcze nie urodziło!), to jej w żartach powiedziałam, ze musi się dogadać z tata bo on tez będzie miła dni na spotkania z wnukiem, to o mało z krzesła nie spadła. Jak j będę śmiała nada kontaktować się z moim ojcem. Nie wierzy do dziś, że na moim weselu myśli, ze go nie było , bo aj go nie zaprosiłam. Nie prawda. Nie było go bo był w szpitalu, a my byliśmy po błogosławieństwo u niego w przeddzień ślubu. Niech żyje jak chce, ale nie chce zrozumieć, że takim gadaniem, tylko powoduje, że mam niechęć do niej a nie do taty.
To tata wie, ze po porodzie za parę miesięcy wyjadę na stałe do innego kraju a nie ona, bo nie mam siły słuchać jej narzekań i płaczów. I pewnie to tatę będę u siebie chętnie widziała a nie ja, bo to on daje radość, a nie jej ciągłe fochy. Wyciągnijcie z tego w nioski a nie słuchajcie durnych koleżanek.” Jak dorośnie to przejdzie na twoja stronę” .
    • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:42
      Z dużym prawdopodobieństwem jakby to matka cię zostawiła z ojcem, to teraz miałabyś dość ojca a z nią lepsze stosunki tongue_out
    • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:42
      , bo to on daje radość, a nie jej ciągłe foch
      to czemu Cię nie wychowywał, tylko zostawił takiej okropnej sfochowanej babie ?
      • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:48
        na pewno chciał smile bardzo chciał. tylko, no wiecie, tak wyszło, jakoś, ono, samo..
        • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:55
          wiesz, może chciał za mało, a może mama chciała bardziej..
    • zwariowana_wariatka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:48
      to czemu z tatusiem nie mieszkałaś, jak on taki wspaniały, a matka nie za bardzo?
      • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:53
        mama nie była zła, dbała o mnie, z tata nie mieszkałam, bo mam nie pozwalała mi tam przychodzić, bo on miał i ma inna kobietę. Jak chciałam u nich być to płakała i wolałam mówić, ze nie chce. żeby mama nie płakała i nie robiła scen. To wszystko była nieprawda, bo bardzo i zależało na byciu z tata tylko się bałam mamy płaczow. Mam nie jest zła, tylko wiecznym judzeniem mnie na tatę zrobiła miedzy nami wiele złego. Wolałam, jakby po prostu zajęła sie soba a nie pokazywaniem jaka to ona lepsza od taty.
        • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:56
          Ale dlaczego nie mieszkałaś z tatą ?
          • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:59
            Nie mogłam zadecydować, ze wole być z tata, jak nie byłam dorosła. jak dorosłam to wyjechałam do szkoły i tak nie mieszkałam z rodzicami.
            • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:05
              i wtedy i dzisiaj- 13 latek ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych- gdyby tata chciał byś była z nim, zależałoby mu na tym bardzo, walczyłby w sądzie, miałabyś możliwość się wypowiedzieć..

              rzecz jasna-jak było tylko oni wiedzą- nie wszystko jest takim, jak się wydaje. Apel Twój słuszny w punkcie, by nie oczerniać i nie obrzydzać dzieciom drugiego rodzica. Z drugiej strony-też nie wybielać i gloryfikować. Ot, pozwolić by same oceniały..
              • alienka20 Re: od nowej mamy o ojcach 21.10.14, 01:00
                a ja tu widzę nie zaniedbanie ojca tylko zespół alienacji rodzicielskiej.
                To judzenie dzieciom na ojca jest bardzo charakterystyczne.
                Dziecko swój rozum ma i wie, kto z rodziców zachowuje się w porządku, a kto nie.
                I jak w przypadku autorki przytakiwała matce dla świętego spokoju.
                Taki rodzic może nieźle dziecku w głowie namieszać.
            • yasuko-yasuko Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:18
              Mogłaś, tak jak pisze Guderianka.
              Moja przybrana siostra tak zadecydowała.
              Po rozwodzie została ze swoją matka (miała 10 lat_, a gdy skończyła 13 przyszła do nas czyli do swojego ojca a mojego ojczyma.
              Tylko jej ojciec tego chciał.
              Pytanie czy Twój też.
    • triss_merigold6 Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:50
      Urodzisz, zrozumiesz. Na razie jesteś córeczką, a nie matką.
      • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:58
        no własnie niedługo rodzę i nic nie rozumiem. Mam dobrego męża i mam nadzieje sie z nim nigdy nie rozstane , ale nie moge myśleć, ze synek mógłby byc chowany, ze tata jest zły! A przecież mój tata nic złego nie robił. On tylko zupełnie do mamy nie pasuje bo jest zupełnie inny. i jak nawet teraz rozumie czemu sie rozstali, ale inny przeciez nie znaczy zły. tez jestem po nim trochę zwariowana, ale to nie jest zle.
        • triss_merigold6 Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:59
          Masz 15 lat? Bo piszesz z taką dozą infantylizmu, że trudno uwierzyc, że masz więcej.
          • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:03
            niestety nie, jakbym wiedziała, to co teraz, jak miałam 15 lat, to tatę i dziadków poprosiłabym o pomoc wcześniej. To nie jest infantylizm. Czasem po polsku trudno mi znajdować bardzo różne słowa i tyle.
        • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:05
          Wiesz, za 4 lata może się okazać że twój mąż odchodzi. Bo jednak uznał że do ciebie nie pasuje. Bardziej pasuje do Jolki, przedszkolanki która zajmowała się waszym synkiem.
          To wtedy wykaż się zrozumieniem. Że ta Jolka dla męża jest lepsza. Nie ty. A wasz syn...no cóż. Możesz go zostawić mężowi i Jolce. Ona zawodowo dziećmi się zajmuje, to umie. Fajnie będzie.
          • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:28
            jesteś moja matka ? i tez masz tu konto? Bo tak jak ona mówisz: zobaczysz jak cie zostawi, to porozmawiamy. A jak nie zostawi, to się chyba we dwie popłaczecie.
            • spalona_gora Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:31
              Nie, po prostu jak nie zostawi, to nie ma gwarancji, że zrozumiesz matkę. I to tylko ona będzie płakać.
              • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:42
                zafiksowała się dziewczynkasmile

                przyjdą kryzysy w małżeństwie i dzieciaki do obsłużenia to przestanie idealizować nieobecnego unikającego obowiązków ojcasmile
                • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:18
                  Kochana mamo, jak masz ochotę porozmawiać o zapraszam na lunch. Nie musisz zwabiać mnie na forum i udawać kogoś obcego.
    • helufpi Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 20:51
      Ale to jest właśnie prawda - dzieci tak koło trzydziestki naprawdę zaczynają oceniać rodziców tak, jak oni na to zasługują. Tylko że często jest to - jak u ciebie - ocena sprzeczna z wpajaną od dzieciństwa czarną wizją ojca i białą matki. Generalnie kobiety, zauważyłam, lepiej sobie z tym wszystkim radzą (choć często powielają schemat zauroczenia człowiekiem nieodpowiedzialnym). Faceci wychowani przez samotne matki, których emocją życia jest nienawiść do eksa-łajdaka są najczęściej całkiem pochrzanieni.
    • mag1_k Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:06
      Niestey to co pisze autorka wątku może być w wielu przypadkach prawdą. Mam przykład swojej przyjaciółki, kobiety trzydziestikilkuletniej z mężem i dzieckiem, która nadal gloryfikuje osobę tatusia, a matke traktuje jak zło konieczne. Od lat przyglądam sie sytuacji z boku i nie moge tego zrozumieć. Kobieta została sama z nią i jeszcze jednym malutkim dzieckiem, zmuszona do łączenia pracy na zmiany i pełnej opieki nad dziećmi. Tatuś był od drogich wakacji, kursów języka za granicą i tyle, Bardzo współczuję tej mamie, do tej pory nie ułozyła sobie życia, a ojciec przyjaciółki jest w moich oczach bardzo podłym i egoistycznym typem.
      • spalona_gora Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:10
        > ojciec przyjaciółki jest w moich oczach bardzo podłym i egoistycznym typem.

        Za to radosnym. Nie to co sfrustrowana matka...
        • mag1_k Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:23
          noo tak, ma sporo kasy, realizuje się zawodowo, zmienia panie w załeżności od upodobań.
          Sory, ale ja juz czasami nie moge słuchać o tym wspaniałym tatusiu, odrzuconym, który nie może swobodnie uczestniczyc w przyjęciu chrzcielnyn, roczku itp okazjach, bo rodzina sie na niego krzywo patrzy... Czsami mam na końcu języka stosowna odpowiedź, ale wiem, że nie mogę, bo to nie moja sprawa, jestem spoza rodziny, tylko sie przyjaźnię. I wiecie co moja przyjaciółka wymysliła? Że przyjęć organizować juz żadnych nie będzie, bo tatuś źle się czuje w towarzystwie całej rodziny (nie dziwię się, jak nawet jego rodzeństwo jest po stronie matki przyjaciółki i na te przyjęcia z chęcia przychodzi, z matką normalnie rozmawia), a nie chce owych imprez z niesprawiedliwym układem, czyli bez obecności tatusia z nową "rodziną". Coraz trudniej mi tego wysłuchiwać...
          • spalona_gora Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:26
            No tak... I tylko sama zainteresowana nie widzi... Jak pokazuje Twój przykład nawet zostanie rodzicem nie zawsze pozwala przejrzeć na oczy...
    • spalona_gora Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:11
      Co rozumiesz pod powtarzanym wielokrotnie "zwariowany"? Bo w kontekście rodzicielstwa jakoś mocno mi się to kojarzy z "nieodpowiedzialny".
      • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:21
        mój tata miał rożne pomysły np pół dnia malowaliśmy u dziadków obrazy i wolno się było ubrudzić. smile albo w restauracji zamawiał dania, które były żółte smile i jedliśmy tylko takie smile
        • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:26
          > i wolno się było ubrudzić. smile

          czyli mogłaś się upaćkać, po czym odsyłał cię do matki, żeby pranie zrobiła i cię umyła? tongue_out
          • spalona_gora Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:29
            Tudzież zakupiła nowe ubrania, bo tamtym już nawet pranie nie pomogło. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że dziecko nie miało uczulenia "na żółte".
          • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:31
            nie , mama by mnie zabiła jakbym wróciła z jakaś plama do domu . Wiedziałam tym dobrze i wszyscy tego pilnowali. Spóźnienia tez nie były tolerowane.
    • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:14
      I cała dyskusja jest na tema tego, ze ja byłam ta zła , albo i jestem bo wykorzystała matkę a teraz wole ojca.
      Nie jestem zła, jestem zupełnie normalna. Jak się dłużej zastanowię, to umiem pisać bardzo ładnie po polsku, jak pisze szybko to mi to wychodzi gorzej.
      Jestem jak jestem ,a le chciałam am powiedzieć, ze judzenie dziecka na drugiego rodzica albo wywoływanie w nim poczucia winy ( to czemu nie mieszkałaś z ojcem ) , do niczego dobrego nie prowadzi. ja byłam tylko dzieckiem i chciałam kochać obydwoje rodziców. tylko , że mi nie było wolno, bo za kochanie taty groziła mi kara - wieczne fochy i płacze mamy. I to jest jedyne o co mam do niej żal. I dlatego wolałam po maturze wyjechać i w sumie to nawet żałuje, że wróciłam na ślub i na narodziny dziecka do Polski. Zamiast pomocy i wsparcia mam marudząca wieczne mamę, że nikt jej nie kocha a ja w ogóle kontaktuje się z tata. I dlatego to pisze, żebyście wyciągnęły wnioski.
      • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:25
        ale jakie wnioski? że często dziecko gorzej traktuje rodzica który wychowywał, a idealizuje nieobecnego? że łatwo się kocha na odległość a dużo trudniej na co dzień? że ojciec odchodzący do kochanki i olewający rodzinę staje się ideałem, a matka wypruwająca flaki by dzieciaka ogarnąć, mimo swoich osobistych problemów emocjonalnych, stanie się tą złą?
        i córka nie zauważy, że to ojciec wybrał i zostawił też córkę z tą "złą" matką?

        my to wiemy. Ty jeszcze jesteś na początku nabywania mądrości życiowych tongue_out

        ps. Zgłoś się jak mąż cię wystawi do wiatru. Dla tej Jolki. Wtedy się zastanowisz nad tym jakie są w tobie emocje i dlaczego sobie z nimi nie radzisz.
        • verdana Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:42
          Wniosek jest taki -że ojciec, który był złym mężem, może być dobrym ojcem. I ze dziecko ma prawo tego ojca kochać. Jeśli matka uznaje, zę dziecko ma się z nią, jako biedną i porzuconą solidaryzować i uznawać własnego ojca za kanalię, to odbiera dziecku coś dla niego absolutnie fundamentalnego - nie tylko drugiego człowieka, ale połowę swojego dziedzictwa. dziecko nie tylko musi ojca nie znosić, ale zaakceptować, że połowa jego genów pochodzi od kanalii.
          O ile ojciec kanalią nie jest, to jest ogromna krzywda, której nikt nie powinien dziecku robić. Matka, nawet porzucona, powinna pozwolić dziecku kochać ojca, być z ojcem, chwalić go i wysławiać nie musi.
          Chyba matki nie zdają sobie sprawy, że mówiąć "Twój ojciec to drań" powodują, ze dziecko drania nie czuje się komfortowo, zaczyna o sobie myśleć, jako o dziecku drania i buntuje się - przeciw matce, która podważa nie tylko miłość do ojca, ale dobre samopoczucie dziecka, dziecka byle kogo.
          • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:44
            matka miała problemy ze sobą. nie przeszkadzało to ojcu zostawić jej dziecko.
            matka za swoje nieszczęśliwe życie obwiniała exmęża, teraz córka za swoje nieszczęśliwe życie będzie obwiniać matkę: )
            • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:49
              Jesteś antypatycznym zazdrosnym trollem.
              za nic nikogo nie obwiniam. W odróżnieniu od mojej mamy umiem się cieszyć życiem, jest mi żal i tyle
              Jeżeli w twoim życiu jest tyle jadu i złorzeczenia innym co w twoich postach to współczuje rodzinie, jeżeli jakakolwiek jeszcze utrzymuje z tobą kontakt.
              • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:54
                No taktongue_out Na pewno charakter masz po kochanym tatusiu a nie wrednej złej matce tongue_out
              • jolunia01 Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:31
                jovenmadre napisała:

                > Jesteś antypatycznym zazdrosnym trollem.

                Nie wiem, skąd się wzięłaś na forum, ale sama jesteś żałosna ze swoimi pseudoprzemyśleniami i pseudoprzeżyciami

                > za nic nikogo nie obwiniam. W odróżnieniu od mojej mamy umiem się cieszyć życi
                > em, ..

                Taaa, widać z elaboratu, który tu w odcinkach piszesz.
          • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:51
            verdana - dziekuje! smile
          • helufpi Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:01
            Zgadzam się w 100% z verdaną.
          • alienka20 Re: od nowej mamy o ojcach 21.10.14, 01:07
            widzę, że nie tylko ja to zauważyłam wink
        • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:45
          Nie traktuje gorzej żadnego z nich, tylko z mamą przebywa się trudniej. Tylko tyle. Ona nie jest zła, dała mi wiele dobrego, choć nie przypominam sobie wypruwania flaków. Pracowała tyle ile jej siostry , tyle ile mamy moich koleżanek a pieniędzy miała nawet więcej od nich. Nie było nieprzespanych nocy z mojego powodu ani żadnych dodatkowych rzeczy ( wożenia na zajęcia czy co innego) , normalne życie. Nie chorowałam dużo, nie siedziała ze mną w domu sama Nie dam sobie wmówić, że to było poświecenie ponad miarę. Tak samo żyły inne matki dookoła. Moi rodzice rozstali się baaardzo dawno temu nie jestem od tego, żeby osądza, kto miał racje a kto nie, Mnie to ie obchodzi, nie jestem sędzia tylko ich córka. I mam prawo ich kochać obydwoje, Nikogo nie idealizuje mój tata nie był idealny, mama też ale to są moi rodzice, obydwoje.
          • verdana Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:52
            Jeśli ktoś uważa, ze wychowanie dziecka to wypruwanie flaków i oczekuje za to wdzięczności, to nie rozumiem, po co w ogóle dziecko miał.
            Jak facet odchodzi i matka dostaje dziecko - to on jest drań, a ona wypruwa sobie flaki jako samotna matka.
            Jak ojciec odchodzi i wywalczy dziecko w sądzie, to jest drań, co nie tylko porzucił matkę, ale jeszcze zmarnował jej życie , odbierając dziecko.
            • 7dosia Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:02
              verdana napisała:

              > Jak facet odchodzi i matka dostaje dziecko - to on jest drań, a ona wypruwa sob
              > ie flaki jako samotna matka.
              > Jak ojciec odchodzi i wywalczy dziecko w sądzie, to jest drań, co nie tylko por
              > zucił matkę, ale jeszcze zmarnował jej życie , odbierając dziecko.

              Dokładniesmile
              • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:37
                Piszesz o odbiorze społecznym Verdano-czy odczuciach dziecka ?
                • verdana Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:39
                  O odbiorze społecznym
                  • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:40
                    to, jakby jest najmniej ważne w przypadku autorki, która akurat na odbiór społeczny (opinie na forum) nie zwraca uwagi-tylko kieruje się swoimi odczuciami, typowymi dla "dziecka marynarza"
          • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:53
            z ojcem nigdy nie byłaś dłużej. Więc nie wiesz, jak się z nim żyje, nie wiesz do czego jest zdolny. Jesteś u niego gościem, ciasteczkiem, chwilą zabawy. Nie dopuszczasz myśli, że cię porzucił a jakby chciał żebyś z nim była to mógł o to zadbać. Wolał być atrakcją, niż prawdziwym wychowawcą.
            Z matką czułaś się zmuszona być, więc czujesz się też nią obciążona. Jej depresjami, nieporadzeniem sobie z porzuceniem, z nienawiścią, z osamotnieniem, przenoszeniem uczuć na ciebie.
            Daj jej spokój. Jest nieszczęśliwa z natury bo tak chce i tak umie. Nie lubisz jej. to odejdź i nie zawracaj jej gitary swoim udowadnianiem jej że jest gorsza od ojca.
            • verdana Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:56
              Porzucił? Rozwód jest porzuceniem żony, nie dziecka. Ojciec, który ma po rozwodzie dobry kontakt z dzieckiem nie porzuca go.
              Poza tym absolutnie nie wiemy z postów autorki, czy ojciec wychowawcą nie był, nie wiemy też, czy nie starał sie nim być, a matka to w dużym stopniu uniemożliwiała.
              Podejrzewam, że nie chodzi tu o fakt, ze autora była "zmuszona" byc z matką, tylko, ze matka zmuszała ja, aby odcięła sie od ojca, którego kochała.
              • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:07

                kontakty, decyzja z kim mieszka dziecko itd są w gestii ustaleń sądowych jeśli się inaczej nie da. Autorka nie musiała mieszkać u matki do dorosłości, wcześniej mogła sama zdecydować, gdyby ojciec ruszył do sądu 4 litery i zainteresował się co się z córką dzieje.
                Jeśli dziecku u matki tak źle, jest ograniczane, kontrolowane, zastraszone, mówi o tym ojcu a ojciec ogranicza się do zamówienie żółtych dań i odesłania córki do matki - to widać jemu też było wygodnie zostawić ją z zaburzoną matką.
                Na tym etapie idealizuje ojca, widzi tylko winę matki. Jeszcze daleko ma żeby zobaczyć całość.
          • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:27
            Tak samo żyły inne matki dookoła

            to znaczy jak?
            wszystkie były rozwódkami i same wychowywały dziecko ?
            bo jak wychowywał Cię tata-chodzi mi o praktykę -jak często się widywaliście ?
            • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:42
              żyłam normalnie, tak jak moje koleżanki. Rano do szkoły , piechota albo autobusem, lekcje po powrocie do domu, robiłam co do mnie należało , jak większość moich koleżanek,, lekcje , posprzątanie tego co do mnie należało, z większa lub mniejsza ochota, jak byłam starsza to zakupy do domu. czasem weekend impreza. Costam sie nauczyć do szkoły. Wszystkie miałyśmy mniej więcej jednakowo. Nie wiem o co pytasz z tym wychowywaniem, nie rozwiałam z mama więcej niż moje koleżanki co miały ojców a od niektórych pomagałam w domu 2 razy tyle. Uczyłam sie dobrze. wiec nie wiem w czym problem z wychowaniem, o żadnym problemach mamie nie mówiłam i ją nie obciążałam wiec o co chodzi?
              Tata mnie zabierał jak chciałam, jak nie to nie. Najgorsze było, że nie mogłam chodzić do niego do domu póki mieszkałam z mamą. A tata powiedział, że na oszustwa się nie zgadza . Tego mi żal. bo spotykaliśmy się jak wyrzutki na ulicy albo u dziadków.
              • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:47
                Chodzi mi o obecność ojca w życiu
                O widzenie go przy/przed śniadaniem, powiedzenie "cześć" przy wychodzeniu, zakupy robiłby on a nie Ty, mógłby pomóc Ci w lekcjach, wieczorem pogadać, podłączyć gniazdko w pokoju,.
                Nie, nie miałyście jednakowo. Ty nie miałaś na co dzień ojca- one (te co miały-tak), Ty miałaś ojca w sercu, w glowie, pewnie im bardziej mama na niego gadała ( co potępiam) Ty tym bardziej o nim myślałaś i byłaś ciepłych uczuć
                Tata mnie zabierał jak chciałam, jak nie to nie
                czyli ?
                z jaką częstotliwością miałaś tatę ?
                w bólu zęba, sraczce, złym humorze, zerwaniu z chłopakiem, zatruciem, oparzeniem, dramatem w szkole ?

                Najgorsze było, że nie mogłam
                > chodzić do niego do domu póki mieszkałam z mamą


                ale jakie oszustwo
                byłaś duża by chodzić na imprezy ale nie za duża by iść do taty bo mama nie pozwala a tata się tych jej nie-pozwoleń słucha ?
                Tego mi żal. bo spotykaliśmy się jak wyrzutki na ulicy alb
                > o u dziadków.


                masz rację
                tak nie powinno być

                ale jesteś na 100 % pewna, że to przez mamę ?
                • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:55
                  nie przypominam sobie, żebym miała odwagę iść po pomoc do mojej mamy w bólu zęba, sraczce, itp. złe humory mogła mieć tylko mama.
                  niestety , nie miałam czasu szkolnego usłanego puczem i jedwabiem. To pewnie wam nie pasuje i już nie chce mi się tłumaczyć, dlaczego żyje i w ogóle co mi wolno, dlaczego pisze jak pisze. nic ni chcecie rozumieć, nic, tylko każecie mi się tłumaczyć z życia.
                  Nie nie mogłam iśc do taty bo bym musiała mamie powiedzieć, ze spałam u koleżanki , bo by mnie awanturami zabiła, a tata się na to nie zgadzał. Nie nie miałam odwagi powiedzieć mamie wprost a ci, którzy mnie tym obciążają to zwykłe świnie. to była pieprzona sprawa mojej mamy mi na to pozwolić!
                  • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:57
                    ja Ci tylko zadaję pytania-chcąc poznać sytuację lepiej
                    ale w sumie już nie musisz odpowiadać
                  • araceli Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:09
                    jovenmadre napisała:
                    > to była pieprzona sprawa mojej mamy mi na to pozwolić!

                    Sprawą Twojego ojca było wystąpić do sądu o zwiększenie kontaktów. Czemu tego nie zrobił?
                  • aandzia43 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 12:06
                    Dlaczego histeryzujesz? Założyłaś wątek, to opisuj swoją sytuację rzetelnie, a nie piszcz, że cię ktoś zmusza do "spowadania się z życia". Jak sobie bez tego wyobrazasz dyskusję? Mamy cię a priori głaskać po główce i dołączać się chórem do twojej śpiewki?
                    Tak, matka była marudna i męcząca, tak nie pozwalała ci swobodnie wyrażać uczuć wobec ojca i kontaktować się z nim na gruncie jego nowej rodziny. To przykre, rozumiem twój żal. Tak rodzic nie powinien się zachowywać. Opowiedz coś o ojcu, jako człowieku społecznym. Czy był/jest odpowiedzialny, jak radził sobie na gruncie nowego małżeństwa? Czy można na nim polegać? Czy ma nalogi?
        • altz Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:15
          gauad napisała:
          > ale jakie wnioski? że często dziecko gorzej traktuje rodzica który wychowywał,
          > a idealizuje nieobecnego? że łatwo się kocha na odległość a dużo trudniej na
          > co dzień? że ojciec odchodzący do kochanki i olewający rodzinę staje się ideał
          > em, a matka wypruwająca flaki by dzieciaka ogarnąć, mimo swoich osobistych prob
          > lemów emocjonalnych, stanie się tą złą?
          > i córka nie zauważy, że to ojciec wybrał i zostawił też córkę z tą "złą" matką?

          Jakie wnioski? Oprócz bycia matką, trzeba trzeba też być chociaż trochę człowiekiem. smile
          • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:20
            Raczej "robienie z siebie cierpiętnicy wszystkim wokoło wyjdzie bokiem"smile
    • mynia_pynia Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:39
      Tu raczej chodzi o ciagle oczernianie jednego rodzica pezez drugiego, ciagle czepianie sie metod wychowawczych i przesluchiwanie dziecka co robilo oraz komentowanie jakie to bylo nie odpowiedzialne. Mozna nie ingerowac w relacje i nie dorabiac geby i zyc szczesliwie.
    • zielona.limonka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:50
      Czy to ojciec odszedł od matki? Myślę, że twoja matka przeżyła wielki dramat z powodu odejścia od niej twojego ojca - skoro tak bardzo się starała go od ciebie odsunąć. Zdajesz sobie z tego sprawę? Bo mam wrażenie, że ogromnie surowo ją traktujesz, a ojca wybielasz. On był co najmniej tak samo winien, że nie masz obojga rodziców razem, jak ona, wiesz o tym?
      • verdana Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 21:54
        Nie wiadomo, kto był winien, ze akurat w tym wypadku dziecko nie ma obydwojga rodziców. To może być całkowita wina jednej ze stron. Nie zawsze jednak winne są obie i to po równo.
        • zielona.limonka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:01
          Nigdy nie jest tak, że jedna strona w ogóle nie ma udziału w rozstaniu. Nie muszą być winni po równo, ale nigdy wina nie jest tylko po jednej stronie.
          Tymczasem nie widzę w autorce żadnego zrozumienia dla mamy, tylko przegięcie w stronę - mama nie do zniesienia i fajny ojciec. Myślę, że zrozumienie, jakie są przyczyny tego, że mama jest nie do zniesienia, bardzo by jej pomogło wyprostować te relacje.
      • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:00
        Nie jestem surowa. Po prostu chciałabym mieć mamę. Przytulic się i usłyszeć , ze poród będzie ok . A nie fochy, ze jestem zła i jej nie kocham bo zamierzam pozwalać dziadkowi spotykać się z wnukiem. A co mam zabronić? , żeby znowu jakiś złośliwy troll pisał, że mój ojciec nie interesuje się wnukiem i jest nieodpowiedzialny???
        • zielona.limonka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:05
          Bo to jest tak: nie zmienisz mamy, ma żal do ojca i przez lata nic z nim nie zrobiła, więc pewnie dalej nic nie zrobi, nic na to nie poradzisz. ALE - nie powinnaś jej pozwalać wylewać tego żalu na ciebie, tylko mówić stop, tzn. - nie mów tak do mnie, nie chcę tego słuchać, jestem w ciąży, chcę, żebyś mnie przytuliła, nie chcę gadać o ojcu.
          ALE - postaraj się też ją trochę zrozumieć, będzie ci łatwiej się z nią dogadać.
          • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:16
            własnie zaczęłam mówić stop. To zostałam zła córka. Po tacie mam twardy charakter i nie dam sobą manipulować. Tata nie jest ideałem, daleko mu do tego, ale nie pozwolę sobie uważać, że to kanalia. Oni się rozstali jak miałam 12 lat i do tego czasu wiem jak się mną na co dzień opiekował pamiętam. I wiem jak dbał o mnie . I śmierci będę pamiętała buty które trzymałam u koleżanki bo kupił mi tata, a nie wolno mu było kupować rzeczy, bo zawsze były nieodpowiednie.
            I boli mnie jak się na ojców pluje jak na najgorszych. I strasznie mi przykro, ile złego mi tu życzyli - żeby mnie aż opuścił. i to wyzywanie - ze charakter mam po ojcu, jakbym matkę słyszała.
            • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:22
              No albo trollica albo masz coś z głową big_grin Pewnie po mamusi ;P
            • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:23
              No widzisz, mogłaś to co teraz napisać na początku-a zaczęłaś zupełnie inaczej, w dodatku dając RADY starym wyżeraczkom, sama nie będąc matką i nie wiedząc, jak smakuje ten chleb..
              • altz Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:29
                guderianka napisała:
                > No widzisz, mogłaś to co teraz napisać na początku-a zaczęłaś zupełnie inaczej,
                > w dodatku dając RADY starym wyżeraczkom, sama nie będąc matką i nie wiedząc, j
                > ak smakuje ten chleb..

                Starość nie chroni przed głupotą. Może nie przeżyła tego jako matka, ale przeżyła mocniej, bo jako córka i dotyczyło ją to osobiście. A chowanie prezentu od ojca, bo się matka wścieknie, bardzo źle świadczy o tej matce.
                • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:33
                  co by nie było-zna relację tylko z jednej strony
                • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:34
                  No Altz, wyobraź sobie, że córka ci płacze, że takie jazdy ma w domu. To ty ją instruujesz "super córuś, schowamy te rzeczy u mnie , a teraz grzecznie wracaj do matki despotki i nic jej nie mów" ?
                  córka już była w wieku że w sądzie mogła powiedzieć że chce z ojcem mieszkać. Tylko, że ojciec do sądu się nie zamierzał wybierać..
                  • 1matka-polka Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 10:24
                    Matka cierpiętnica/narcyzka/ zwykła świruska, ojciec Piotruś Pan. Córka niestabilna emocjonalnie. Właściwie nie ma czego roztrząsać, mieszczą się w średniej.
            • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:27
              A! a propos butów, to jesteś pewna, że z okazji ich osobistego zakupu ojciec aby nie obciął alimentów mamusi? wink
              • altz Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:32
                gauad napisała:
                > A! a propos butów, to jesteś pewna, że z okazji ich osobistego zakupu ojciec ab
                > y nie obciął alimentów mamusi? wink

                Co tam, obciął alimenty "mamusi" big_grin (tu się wyłożyłaś, widać intencję! wink)
                Wyciął matce nerkę, sprzedał i za to kupił te cholerne buty. Po co się ograniczać? wink
                • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:39
                  ty się nie śmiej. Ex koleżanki płacił aż po 300zł na nastolatków. Raz ich zabrał na zakupy, wcześniej wymógł na ich matce, że koszt kupionych butów odbije sobie z alimentów. Na tych zakupach zgłodnieli. Więc tatuś kazał dzieciom zadzwonić do matki, czy mu zwróci kasę za obiad dzieci, bo ojciec nie wie czy im kupować czy nie...(ciągle z tych 300zł miesięcznych alimentów). sam sobie obiad kupił. Gdyby matka się nie zgodziła za zapłatę to dzieci by głodne musiały patrzyć jak tatuś je. smile istnieją przyjemniaczki w przyrodziesmile
                  • altz Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:55
                    gauad napisała:
                    > ty się nie śmiej. Ex koleżanki płacił aż po 300zł na nastolatków. Raz ich za
                    > brał na zakupy, wcześniej wymógł na ich matce, że koszt kupionych butów odbije
                    > sobie z alimentów. Na tych zakupach zgłodnieli. Więc tatuś kazał dzieciom zad
                    > zwonić do matki, czy mu zwróci kasę za obiad dzieci, bo ojciec nie wie czy im k
                    > upować czy nie...(ciągle z tych 300zł miesięcznych alimentów). sam sobie obiad
                    > kupił. Gdyby matka się nie zgodziła za zapłatę to dzieci by głodne musiały pat
                    > rzyć jak tatuś je. smile istnieją przyjemniaczki w przyrodziesmile

                    Ja mógłbym opowiedzieć o matkach, co zabiły swoje córki. Teraz ta jedna, znana wszystkim, właśnie dostała wyrok 25 lat pozbawienia wolności. Ale czy o to chodzi, żeby się przerzucać ekstremalnymi przypadkami?
                    • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:58
                      ale ja nie o mediach. tylko realnym podwórku, szarożyciu które w mediach nie zaistnieje.
                      to ty o nerkach zacząłeś nawijać więc teraz nie rób rakiemtongue_out
                      • altz Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:06
                        gauad napisała:
                        > ale ja nie o mediach. tylko realnym podwórku, szarożyciu które w mediach nie za
                        > istnieje.
                        > to ty o nerkach zacząłeś nawijać więc teraz nie rób rakiemtongue_out

                        Fakt, nie znam takiego przypadku ze sprzedażą nerki, Ty znasz taki z zapłatą z alimentów za obiad. Ja takich facetów nie znam, to nie są moi potencjalni znajomych, również nie są dobrymi znajomymi wielu moich kolegów i przyjaciół. Wbrew pozorom, mężczyźni patrzą na takie sprawy i źle oceniają.
                        Zareagowałaś agresywnie, wystarczyło zapytać czy ojciec zapłacił za to wszystko z własnych pieniędzy, poza własnymi przeznaczonymi na alimenty na dziecko.
                        • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:14
                          przecież autorka nie wie z jakich pieniędzy to poszło. dzieckiem była. interesowało ją, że się może u taty utytłać w farbach i że matka jej zabrania do taty chodzić. A nie czy tata cokolwiek na nią płaci.
        • jolunia01 Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:36
          jovenmadre napisała:

          > Nie jestem surowa. .... żeby znowu jakiś
          > złośliwy troll pisał, że mój ojciec nie interesuje się wnukiem i jest nieodpow
          > iedzialny???

          Dziecinko, ciebie podejrzewam o trollowanie, ale dla porządku napiszę: twój wyidealizowany tatuś to standardowy ojciec weekendowy, w dodatku, niestety dla oceny sytuacji, obdarzony wątpliwym morale. To dzięki niemu okłamywałaś matkę przez lata, to dzięki niemu nie zauważyłaś, że życie nie składa się z upaćkanych ciuchów i jedzenia "żółtego", to dzięki niemu masz problem z odbiorem rzeczywistości.
          Jedyna mądra rzecz w twojej twórczości to apel o to, żeby nie obarczać dziecka wiedzą na temat swojego partnera.
          • verdana Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:41
            Ten wątek, niezależnie czy założony przez trolla czy nie, nauczył mnie jednego.
            Że sporo matek po rozwodzie traktuje dziecko, jak Czarnego Piotrusia. Kto z nim zostaje, ten przegrywa.
            • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:45
              owszem, mama mi mówiła, że jej koleżanka jak się rozwodziła, to mieli komputer i dziecko i różniło się to tym, że komputer chcieli obydwoje a dziecka nikt. myślałam, że to żart. To nie forum e-matka tylko e-jędza. Pozdrawiam
              • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:51
                czyli tak; ojciec nie chciał zebyś z nim była, matka chciała żebyś z nią była, matka nie chciała żebyś była z ojcem, ojciec chciał żebyś była z matką - a ty masz pretensje do forum big_grinbig_grinbig_grin
                • araceli Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:11
                  Dobre smile
                • mysz_czerwona Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 08:29
                  Genialne! I niestety prawdziwe
              • spalona_gora Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:52
                Do zobaczenia za 10 lat suspicious
            • edelstein Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:50
              No coz,24 na dobe przez parenascie lat,obojetnie czy samemu jest sie chorrmu czy nie,raczej do wygranych w Lotto nie nalezy.Wychowywalas dzieci ssma,absolutnie sama?nie z calym zapleczem rodzinnym.
            • noname2002 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 10:45
              Ten wątek, niezależnie czy założony przez trolla czy nie, nauczył mnie jednego.
              > Że sporo matek po rozwodzie traktuje dziecko, jak Czarnego Piotrusia. Kto z nim
              > zostaje, ten przegrywa.

              Bardzo chciałam, żeby dziecko ze mną zostało po rozwodzie i bardzo, bardzo się cieszę, że ze mną jest- ale czy to oznacza, że mam udawać, że nie mam więcej obowiązków, czasu dla siebie i pieniędzy?
              • noname2002 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 10:48
                * mniej czasu i pieniędzy
    • jola-kotka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:52
      To nie jest miejsce moja droga na takie tematy. Tu jest masa kobiet,które uważają że ich eks to podla świnia a jak ich dzieci widuja się z tymi tatusiami to im się krzywda dzieje. Tatuś nigdy by tak super nie wychował dziecka jak one itd. Nie mieszkalas z ojcem bo w Polsce jest cicha zasada że dzieci zostają przy matce,odwrotnie jest tylko wtedy gdy matka rażąco narusza normy społeczne lub choruje psychicznie. Także zadane tutaj ci pytania są tylko po to aby cię urazić. Moim zdaniem masz dużo racji i pokazuje to również to forum.
      • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 22:54
        rzekła jeszcze większa specjalistka od dzieci- nawet ich w planach nie mająca wink
        • gauad jola w planach ma 19.10.14, 22:56
          wysłanie paczkismile a nie dzieci.
    • agnieszka77_11 Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:09
      Prawda jest taka, że relacja matki z dorosłą córką jest jedną z najtrudniejszych relacji. Często matki bywają toksyczne i gdy córki same zostają matkami zaczynają to zauważać i się wycofywać.
      Helufpi napisała, że dzieci koło trzydziestki zaczynają oceniać rodziców i często ta opinia jest inna z tą wpajaną od dzieciństwa. Moi rodzice nadal są razem (zawsze byli razem), choć to takie przyzwyczajenie, a nie wspólna miłość i pasje. A ja zawsze słyszałam od mamy, że ona jest taka biedna, a mój ojciec zły, niewspółczujący, nieangażujący się. W dorosłym życiu widzę to zupełnie inaczej, dokładnie na odwrót. Pojęłam o co w tym wszystkim chodzi.
      Wiele kobiet woli córki (to prawda), a później wobec nich są bardzo zaborcze. Jeżeli dla kogoś dziecko to inwestycja w samych siebie oraz wypruwanie flaków to po co w ogóle decydują się na dzieci?! Kobiety chcą córki, aby nimi kierować, spowiadać się, manipulować, bo to przecież taka super relacja matka -córka, a gdy córka nie jest taka pokorna i uległa to wszystko zaczyna być źle. Bo niby dlaczego matka ma mówić dorosłej córce na temat tego czy ma utrzymywać relacje ze swoim ojcem?
    • nenia1 Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:10
      Twoja mama rekompensowała sobie swoje własne sprawy na tobie. Ludzie często po rozwodzie traktują dzieci jak karty przetargowe. Nie rozumiem tego oczekiwania od dziecka tworzenia wspólnej koalicji przeciwko drugiemu rodzicowi. Tyle się słyszy przy rodzeniu kolejnych dzieci, ze miłość się mnoży, a tu jakby miało jej zabraknąć dla matki gdy dziecko kocha również ojca.
      Najlepsze co w takiej sytuacji można zrobić to rozumieć, że układ między matką i ojcem, to układ dotyczący tylko tych dwóch dorosłych stron, a nie dziecka. Przenoszenie własnych żali i pretensji na dziecko i oczekiwanie, że stanie po naszej stronie jest po prostu krzywdzeniem dziecka dla własnej satysfakcji.
    • lady-z-gaga Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:13
      >To, ze tata był inny, że był zwariowany, nic a nic nie spowodowało, ze go mniej kocham i ani trochę mniej od mamy.

      Skoro nawet po latach nie rozumiesz, w czym rzecz i nie rozumiesz tamtego wątku, ktory tak Cię oburzył, to napisze Ci tylko jedno:
      życzę Ci, aby Twoje dziecko tez miało takiego zwariowanego tatusia, który jest specjalistą od głupot, a nie od realnych potrzeb i problemów - co oznacza de facto samotne macierzyństwo, bo cała odpowiedzialność za dziecko za dziecko spada na Ciebie, a tatus zostawia sobie rolę wesołego miasteczka
      oczywiście żadnej realnej kobiecie takich wrednych życzen bym nie składała, ale to jest forum, a Ty jestes dla mnie tylko wkurzającym i głupim bytem internetowym
    • yasuko-yasuko Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:16
      Nie mam siły czytać wszystkich odpowiedz, więc może powtórzę coś, co już ktoś napisał.
      Też jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców i też zostałam z matką, później ojczymem i nowym rodzeństwem.
      Uwielbiałam jeździć do ojca i Babci (jego mamy). On często zapominał po mnie przyjechać, obiecywał i nie robił, nie płacił alimentów.
      Ale też nie wymagał, nie wychowywał - u niego było fajnie.
      Tylko, że ja dorosłam.
      I zobaczyłam zwyczajnie jak bardzo był nieodpowiedzialny, jak bardzo miał mnie w ... poważaniu, że wcale nie jemu zależało na moich wizytach tylko Babci. Moja matka nic takiego nie mówiła - sama zobaczyłam.
      Więc naprawdę różnie bywa i wiele zależy po prostu od tego jacy rodzice są.
      Bo dziecko słucha co mama mówi o ojcu, ale też widzi zwyczajnie jaki on jest. A z wiekiem widzi coraz więcej.
      Więc jak z ojcem coś jest nie tak to naprawdę samo zobaczy.
      Chyba, ż3e wychowuje się w tak zaburzonym domu, że trudno mu będzie cokolwiek zobaczyć.
      • gauad Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:21
        Paradoksalnie , to właśnie takie usilne zabranianie kontaktów może spowodować, że dziecko będzie długo idealizować nieobecnego i olewającego. Tworzy zaprzeczenie, przeciwwagę.
        • agnieszka77_11 Re: od nowej mamy o ojcach 19.10.14, 23:39
          gauad napisała:

          > Paradoksalnie , to właśnie takie usilne zabranianie kontaktów może spowodować,
          > że dziecko będzie długo idealizować nieobecnego i olewającego. Tworzy zaprzecz
          > enie, przeciwwagę.

          Chyba tak jest. Jeżeli rodzice - nieważne czy są ze sobą czy nie są - nie buntują dziecka przeciwko sobie te relacje są bardziej poprawne. Często też kobiety, które same wychowują dziecko (szczególnie córki) są wobec nich bardziej zaborcze, co w dorosłym życiu tym córkom zaczyna ciążyć. Zresztą nie tylko dotyczy to samotnych mam, ale wszystkich mam, które zbyt mocno podchodzą do relacji matka-córka.
      • lily-evans01 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 10:17
        Tylko, że zanim dziecko zobaczy, jak jest naprawdę i kto jest odpowiedzialny - ten beztroski rodzic może bardzo, bardzo dużo napsuć w wychowaniu (np. poprzez lekceważenie spraw szkolnych, nie dostarczenie dziecka do szkoły, kiedy dziecko śpi u niego, pozwalanie na głupoty, na które rozsądni rodzice w życiu by się nie zgodzili itp.). Dorosła osoba oceni to wszystko w sposób wyważony, nastolatek zawsze będzie brać stronę tego rodzica, który na wszystko pozwala. Bo to taki wiek, że chciałoby się funkcjonować bez hamulców i móc robić, co dusza zamarzy, zamiast zajmować się głupimi obowiązkami.
        • guderianka Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 11:20
          no dokładnie wink
          to ma być psucie w wychowaniu i brak odpowiedzialności- czy też może luźne podejście i umiejętność szaleństw i radości ?
        • agnieszka77_11 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 11:24
          Także ten rodzic, który teoretycznie jest bardziej odpowiedzialny, może napsuć. Efekty widać często w podejściu dorosłych już dzieci do rodziców. Ponieważ troska o dziecko to jedno. Nikt nie podważa tego, że odpowiedzialny rodzic powinien dawać jeść, zapewniać dziecku edukację i dobre zdrowie. Ale z drugiej strony ten sam odpowiedzialny rodzic może manipulować dzieckiem, wprowadzać w jego życie złe emocje, obwiniać za swoje smutki. I nawet, jeżeli ten ojciec był tylko weekendowym tatą to w efekcie wspomnienia z nim mogą być milsze, a jego towarzystwo bardziej pożądane jeżeli córka nie ma zamiaru popaść w depresję.
          • triss_merigold6 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 11:54
            Problem w tym, że jeśli tatuś był ojcem z gatunku radosny znikający punkt, to córka może wybierać podobnych mężczyzn, bo ci bardziej stabilni i przewidywalni wydają się nudni.
            • agnieszka77_11 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 12:11
              triss_merigold6 napisała:

              > Problem w tym, że jeśli tatuś był ojcem z gatunku radosny znikający punkt
              > ], to córka może wybierać podobnych mężczyzn, bo ci bardziej stabilni i przewid
              > ywalni wydają się nudni.

              Nie chodzi o to kto jest bardziej lub mniej nudny, ale kto jak wpływa na zdrowie psychiczne dziecka. A zaborcza matka próbuje podporządkować sobie córkę, o wszystkim chce decydować.
              Nie rozumiem jak matka może zabraniać dorosłej już córce kontaktów z ojcem?!
              Z tego, że nasi rodzice są/byli toksyczni często zdajemy sobie sprawę dopiero w dorosłym życiu.
              • triss_merigold6 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 12:13
                Dorosłej to już akurat niczego nie może zabronić. Może wyrazić swoje zdanie, a córka może się z tym zdaniem nie zgodzić bez wyrzutów sumienia - na tym polega dorosłość.
                Czasem nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka.
                • agnieszka77_11 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 12:31
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Dorosłej to już akurat niczego nie może zabronić. Może wyrazić swoje zdanie, a
                  > córka może się z tym zdaniem nie zgodzić bez wyrzutów sumienia - na tym polega
                  > dorosłość.
                  > Czasem nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka.

                  Odstawianie scen i granie na uczuciach to nie wyrażanie własnego zdania.
                  • triss_merigold6 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 12:32
                    Ale owszem, to wyrażanie swojego zdania tylko niekoniecznie trafnymi technikami.
                    • agnieszka77_11 Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 12:46
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Ale owszem, to wyrażanie swojego zdania tylko niekoniecznie trafnymi technikami
                      > .

                      To się nazywa manipulacja.
        • yasuko-yasuko Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 19:28
          No właśnie u mnie było inaczej. Jako dziecko zachwycałam się ojcem bo u niego było tak fajnie, bez obowiązków. Ale już jako nastolatka doskonale zdawałam sobie sprawę z jego nieodpowiedzialności i wcale nie brałam jego strony.

          Ale jeśli ten ojciec ma dziecko do szkoły odprowadzać czy zajmować się nim w chorobie to wiadomo, że nie można czekać aż dziecko samo zrozumie.
          U mnie ten ojciec był taki weekendowo-wakacyjny, więc nie było mowy o tym, że przez niego do szkoły nie poszłam.
    • damajah Chyba zupełnie nie rozumiecie 20.10.14, 11:17
      Czytam te komentarze i nie rozumiem.
      Dziewczyna pisze wyraźnie że ojciec jej nie porzucił, że to ona w pewnym momencie nie chciała do niego chodzić bo matka postawiła ją w zwyczajnym obrzydliwym konflikcie lojalnościowym wymuszając swoim zachowaniem odrzucenie ojca. To co ojciec miał za włosy nastolatkę ciągnąć? A matka w domu dostawać spazmów wywołując totalne poczucie winy u córki?

      Moim zdaniem to obrzydliwe kiedy ludzie się rozwodzą i jedno z nich robi wszystko żeby dziecko znienawidziło tego drugiego rodzica. To jest krzywdzenie własnego dziecka i koniec.
      • agnieszka77_11 Re: Chyba zupełnie nie rozumiecie 20.10.14, 11:34
        damajah napisała:

        > Moim zdaniem to obrzydliwe kiedy ludzie się rozwodzą i jedno z nich robi wszyst
        > ko żeby dziecko znienawidziło tego drugiego rodzica. To jest krzywdzenie własne
        > go dziecka i koniec.

        Dokładnie. Później dziecko dorasta i zaczyna rozumieć wiele rzeczy, których wcześniej nie rozumiało. Często bowiem to całe obwinianie przenosi się na to dziecko, na ta córkę, która nie jest taka jak sobie matka wymarzyła. Dziewczyna zwija manatki bo ma już dość niezdrowych relacji.



        • ingryd Re: Chyba zupełnie nie rozumiecie 20.10.14, 12:33
          Pan odchodzi od pani, pani zroniona, nieszczesliwa.
          Dziecko 6 letnie, opieka de factum naprzemienna.
          Nadchodza imieniny pani, corka chce zrobic jej prezent, rozbija swoja skarbonke i idzie z tâta do sklepu by kupic mamie branzoletke. Wybor duzy, corce podoba sie bardzo ta n'a ktora nie ma wystarczajaco pieniedzy. Tâta doklada sie wiec do zakupu.
          Dziewczynka przeszczesliwa wrecza prezent solenizantce i .......
          Mama lapie za telefon i anonsuje ojcu ze NIC juz ich nie laczy i ona sobie nie zyczy prezentow od niego, corka ma oddac panu branzoletke !!!
          Od tej chwili tâta robi z corka piekne laurki z wierszykami.
          Dodam ze ten facet byl naprawde ciulowym mezem, ale ojcem jest swietnym i podziwiam go za umiejetnosc postepowania z ex jak ze zgnilym jajkiem w imie swietego spokoju a przede wszystkim w imie milosci do corki, choc sadze ze nic by mu nie pomoglo (ani jemu ani dziecku) gdyby wszedl w inny zwiazek
          • agnieszka77_11 Re: Chyba zupełnie nie rozumiecie 20.10.14, 13:17
            Jedna z moich znajomych ma zadatki na toksyczną matkę, szczególnie wobec swojej córki. Toksyczną żoną to nazwać już ją można. Na prawdę nie zdziwię się, gdy jej mąż zostawi ją kiedyś dla innej, bo i tak jest bardzo cierpliwy. Awantura goni awanturę i często o jakieś błahe rzeczy.

    • morekac Re: od nowej mamy o ojcach 20.10.14, 12:14
      nie raz przez drzwi słyszałam podobne teksty siostry mamy.

      Podsłuchiwałaś? wink
      Wiesz, to chyba nie było przeznaczone dla ciebie i nie miało spowodować u ciebie doła, tylko było wsparciem dla twojej mamy.
      Jeśli twój tata był tatą pomimo rozwodu - tj. mogłaś na niego liczyć zawsze bądź niemal zawsze, jeśli - w razie potrzeby - rzucał wszystko, by córeczkę ratować przed pałą czy innymi nieszczęściami. Ale jeśli tak nie było, to bardzo możliwe, że taty tak naprawdę nie znasz, nie masz zielonego pojęcia , jakim jest tatą czy dziadkiem (dziadkiem może być zresztą lepszym niż tatą) - i może trochę go idealizujesz, zaś mamę demonizujesz, bo to mama była tą, która wymagała, goniła do sprzątania itp. (i możliwe , że tata też byłby takim cerberem, gdybyś z nim mieszkała). Łatwiej jest zresztą zachować poprawne relacje z osobami, z którymi nie jest się uwikłanym uczuciowo.
    • jovenmadre cala historia 20.10.14, 13:48
      Zamiast dyskusji o tym czego potrzebują dzieci, zrobiła się dyskusja jakie te córki są niewdzięczne dla matek co się dla nich poświęcała I jak idealizują nieobecnych i nieodpowiedzialnych rodziców.
      To ja na początku dokładnie napisze o ważnych rzeczach w całej historii. Mój tata jest artysta, bardzo dobrym. Nigdy nam nie brakowało pieniędzy odkąd pamiętam. Nie miał żadnych nałogów ani nie widziałam wobec nikogo przemocy domu. Jak z nimi żyłam wspominam dzieciństwo dość dobrze. Tyle, że przy mamie musiałam chodzić a nie biegać, jeść zupę do końca, a tata jak nie dojadłam to zabierał talerz i już i takie drobiazgi. I częściej się śmiał. Teraz dopiero widzę, że mam potrzebowała porządku i pracy od-do a tata to zwariowany człowiek, w takim pozytywnym znaczeniu. Jak pracował np. 10 godzi non stop to mogłam siadać i się patrzeć . Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek był przy mnie nieodpowiedzialny – ze mogę nie iść do szkoły albo żeby ze mną robił rzeczy niebezpieczne. Teraz na to patrzę jak osoba dorosła i widzę to, że był zupełnie fajnym, normalnym tata. Rodzice zaczęli się kłócić coraz częściej, w końcu tata się wyprowadził. Byłam wtedy po 12 urodzinach. Z mamą było dobrze i doceniam to, ze w domu często gotowała i sprzątała i zawsze wszystko było na błysk i wszystko mi dopilnowywałam i pytała się po 10 razy czy jestem przygotowana na to czy tamto. Nawet z tata żartowaliśmy , że z nim to bym zaginęła pod sterta papieru płótna w jego pracowni. I tata nigdy złego słowa nie powiedział o mamie, że jest niedobra. I jak odżałowałam ich rozstanie to podobało mi się mieć spokojny dom u mamy i czasem spotykać się z tata. Jedno co mi przeszkadzało, to , że jak byłam z tata to mogła wszystko opowiedzieć o mamie i tata zawsze chwalił, że ona umie o mnie zadbać, a przy mamie nie mogłam nic dobrego o tacie opowiedzieć, ani bywać u niego bo miał inna partnerkę. Tata wie, ze jest chaotyczny i wcale tego nie ukrywa i nie wmawia mi, ze mama jest zła bo jest sztywniak, ale mama to naprawdę jest sztywniak i usiłuje mi wmówić, że tylko jej sposób na życie jest najlepszy .
      Kiedyś jak już byłam większa powiedziałam mamie, ze jak mi nie daje spotykać się z tata tak jak ja chce to się do niego wyprowadzę, to powiedziała, że mogę iść do sądu to tata dostanie opiekę i jej już na oczy nie zobaczę , skoro mi tak z nią źle. To się przestraszyłam. Przecież chciałam . Mama sama ze mną mieszkała w sumie 6 lat, bo zaraz po maturze wyjechałam z domu i już zawsze mieszkałam oddzielnie. To nie jest chyba wielkie poświecenie. Dużo jej w domu pomagałam i nie wymagałam wielkiej uwagi ani czasu. Mama mi nigdy pieniędzy więcej nie dawała, ( miałam od dziadków a potem stypendium i prace) ale mogłam ja odwiedzać , kiedy chciałam.
      Wcale nie uważam, że któreś z rodziców było lepsze od drugiego, ale to było tak jakbym przy tacie mogła kochać mamę, a przy mamie nie wolno mi było kochać taty . Tylko o to się żalę i pisze, żeby tak nie robić. Teraz mama tego robi coraz więcej , tak jakby mój syn tez musiał być tylko wobec niej lojalny.
      Wczoraj przepłakałam wszystkie okropne posty o mnie i o moim tacie i liczę się z tym, ze jeszcze wiele złego o mnie i tacie napiszecie. Ale pomyślałam, ze skoro zaczęłam to powiem do końca. Starałam się pisać po polsku najlepiej jak umiem, żeby nikt nie miał pretensji.
      Szkoda, że te wszystkie fajne wspomnienia, z domu z mama które mogłam mieć mam popsuła swoim judzeniem. I teraz dalej psuje.
      • araceli Re: cala historia 20.10.14, 13:55
        Nie napisałaś 'całej historii' tylko po raz kolejny odmalowałaś żalem swoją bajkę. Na pytania o fakty nie odpowiedziałaś.
        • jovenmadre Re: cala historia 20.10.14, 14:07
          odpowiadam: tata dawał pieniądze, dużo, tata nie pił , nie robił ze mną rzeczy niebezpiecznych, spotykałam się z nim prawie zawsze kiedy chciałam, tak jak mi mama pozwalała. Nie zrobił mi żadnej krzywdy. Nie zaniedbywał. To są fakty. czego chcecie więcej?
          • aandzia43 Re: cala historia 20.10.14, 14:51
            Dziękuję, chodziło.mi właśnie o tego typu informacje smile Nie można było od razu tak?
          • damajah Re: cala historia 20.10.14, 15:09
            jovenmadre
            Daj spokój, nie daj się wkręcić.
            Moim zdaniem Twoje odczucia są całkiem uzasadnione, zakładam ze jest jak piszesz, że Twój tata jest i był dobrym tatą i myślę że problemem była tutaj next i tyle (zazdrość i złość Twojej mamy że ojciec jest z kimś) Oj widziałam to i widzę nie raz i nie dwa, nic nowego niestety. Tak bywa że ludzie nie potrafią przestać nienawidzieć, nie potrafią zakopać gniewu i zazdrości. i obciążają tym swoje dzieci. Jako że miałam i w sumie wciąż mam okazję obserwować takie zachowanie to naprawdę znając dobrze jak to wygląda od strony ojca nie rozumiem jak można być tak zaślepionym aby budować nieskazitelny mit o sobie kosztem jednej z najważniejszych relacji swojego dziecka.
            Nie powinnaś nigdy płakać przez forum - i przejmować się tak bardzo komentarzami, to zupełnie niezdrowe, po co sobie dodawać stresu wink
            • alienka20 Re: cala historia 21.10.14, 01:38
              >Nie powinnaś nigdy płakać przez forum - i przejmować się tak bardzo komentarzami, to zupełnie >niezdrowe, po co sobie dodawać stresu

              Jest w ciąży i byle "głupota" ją rusza, To zrozumiałe, też tak miałam wink.
              Ale fakt, przejmować się jakimiś bytami z forum to bezsens.

              Współczuję autorce tego dżihadu, jaki tutaj zebrała.
              I poniekąd ja też to miałam, ale w innej wersji - czyli obrzydzanie wszystkich facetów, jacy byli mną zainteresowani.
              Mam dobre relacje z narzeczonym, raz lepiej, raz gorzej - jak to w życiu.
              Ale wkurzało mnie słuchanie, że nie mogę żyć z nim jak z przyjacielem, że nie warto być lojalnym wobec mężczyzn, bo każdy bez wyjątku to świnia i jeszcze wrócę do domu z podkulonym ogonem itp itd.
              Gdybym miała słabszy charakter pewnie dałabym się zmanipulować, ale na szczęście się to nie udało wink.
              Szantaż emocjonalny wobec dziecka i judzenie na drugiego rodzica (obecnego czy nie), to największa krzywda jaką można dziecku wyrządzić.
              Rozumiem ograniczenie kontaktów, gdy zachowanie tego drugiego rodzica zagraża dobru dziecka, ale przenoszenie własnych żali i pretensji do niego na dziecko do działań na rzecz dobra dziecka nie należy.
              • alienka20 Re: cala historia 21.10.14, 01:40
                *ale przenoszenie własnych żali i pretensji do niego na dziecko ku temu dobru nie zmierza.

                Późno już, pora spać wink
      • konsta-is-me Re: cala historia 20.10.14, 14:00
        Jesli.masz tyle wyrozumialosci dla taty, to dlaczego nie dla mamy?
        Bo zawsze byla dla ciebie i uwazasz to za rzecz oczywista sama przez sie, tak ?
        • jovenmadre Re: cala historia 20.10.14, 14:09
          Tak, bo mama jest dla dziecka. I nie podoba mi się, ze nie mogłam przy mamie cieszyć się z tego jakiego mam tatę. Od mojego cieszenia się jej pracy ani obowiązków rodzicielskich nie przybywało.
          • kawka74 Re: cala historia 20.10.14, 15:16
            > Tak, bo mama jest dla dziecka.

            Myślę, że to wiele wyjaśnia.
            A cała historia jest tak straszliwie podręcznikowa, żeby nie powiedzieć - gazetowa, że aż zęby bolą.
          • konsta-is-me Re: cala historia 20.10.14, 15:19
            No wlasnie, mama zawsze jest i byla, wiec mozna na nia zrzucac swobodnie cala wine.
            Za to tatus ktorego NIE BYLO, jest idealny, a w ogole to wszystko jej wina.
          • lily-evans01 Re: cala historia 20.10.14, 19:50
            Q.rva, ojciec tak samo jest dla dziecka, jak i matka, tak samo, to żadna łaska z jego strony, może wreszcie powinnaś to zrozumieć...
      • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 14:04
        Jovenmadre, nie warto płakać nad tymi postami. Mamy na ematce są bardziej odważne, gdy nie widzą kogoś twarzą w twarz, a gdy przyszłoby im porozmawiać z kimś na poważnie to wielu rzeczy by się wyparły. Tak to już jest z tymi forami wink
        • jovenmadre Re: cala historia 20.10.14, 14:13
          To po co mi piszą przykre rzeczy i zarzuty zupełnie nie z tego świata? Moje oczekiwania od mamy są zupełnie normalne. Napisałam dlatego, żeby nie robiły rzeczy, które dla ich dzieci pewnie są bardzo nieprzyjemne, bo sama pamiętam i ciągle to mam.
          • araceli Re: cala historia 20.10.14, 15:25
            jovenmadre napisała:
            > Moje oczekiwania od mamy są zupełnie normalne.

            Oczekiwanie od zdradzonej kobiety, że będzie z uśmiechem na ustach wysłuchiwała jaki to cudowny jest człowiek, który zranił ją i porzucił jest 'całkowicie normalne'?

            No tak - parzcież matka powinna bo jest 'dla dziecka' (w przeciwieństwie do ojca). Dla dziecka powinna. Jak nie potrafi to wyrzut, bo przecież - patrz punkt 1 powinna.

            Mierzysz matkę i ojca tą samą miarką a obie strony miały zupełnie inne doświadczenia, życie, problemy. Nie życzę Ci, żebyś musiała przechodzić to co Twoja matka, żeby zrozumieć.
            • lily-evans01 Re: cala historia 20.10.14, 19:50
              100/100
          • bumbunierka1 Re: cala historia 20.10.14, 15:43
            > To po co mi piszą przykre rzeczy i zarzuty zupełnie nie z tego świata?

            Bo sie boja. Nie widzisz tego? Panicznie boja sie o swoj zwiazek, swoja pozycje, swoja przyszlosc.
            • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 16:03
              bumbunierka1 napisała:

              > Bo sie boja. Nie widzisz tego? Panicznie boja sie o swoj zwiazek, swoja pozycje
              > , swoja przyszlosc.

              Lub w matce autorki zobaczyły siebie same i swoje relacje z ich córkami. Że też buntują, też gadają i że przestraszyły się, że im kiedyś córki powiedzą "adieu".
              • aneta-skarpeta Re: cala historia 20.10.14, 16:12
                marnujecie sie ze swoimi pseudopsychoanalizami na forum, powaznie
              • kawka74 Re: cala historia 20.10.14, 16:14
                Albo po prostu widziały i przeżyły nieco więcej, niż autorka wątku.
              • jovenmadre Re: cala historia 20.10.14, 16:21
                czyli są matki, dla których przywiązanie do siebie córki, takie na siłę , na wymuszenie, po to aby ta córka towarzyszyła im w narzekaniach i płaczach jest ważniejsze dla nich od losu ich córek?
                Przecież ja od moje mamy nie chce ani pieniędzy ani czasu ani opieki i pomocy kiedy dziecko się urodzi. Mam męża, mam dom, mam pomoc. Od mamy chciałam tylko, uśmiechu i dobrego słowa. Jakie to jest przestępstwo? mam razem z nią iść płakać dla towarzystwa? To wtedy będę dobra, jak sobie życie zmarnuje w wiecznym niezadowoleniu i narzekaniu?
                • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 16:30
                  jovenmadre napisała:

                  > czyli są matki, dla których przywiązanie do siebie córki, takie na siłę , na wy
                  > muszenie, po to aby ta córka towarzyszyła im w narzekaniach i płaczach jest waż
                  > niejsze dla nich od losu ich córek?

                  Są toksyczne matki.
                  • jovenmadre Re: cala historia 20.10.14, 16:40
                    przez życie w rożnych językach nauczyłam się tak mówić i pisać, żeby to było proste. Nie lubię słowa toksyczna, przypomina wyzwisko i niewiele znaczy. Kiedy pisze że jest matka, która wymusza, po to aby ta córka towarzyszyła jej w narzekaniach i płaczach i to jest ważniejsze od tego jak ta córka żyje - to wiem o czym pisze. To smutne, ze takie są. I pewnie masz racje , moja mama się coraz bardziej staje. Ale jak któras napisała - już od dawna jestem dorosła, wiec nie będę tak robić .
                • araceli Re: cala historia 20.10.14, 16:37
                  jovenmadre napisała:
                  > Od mamy chciałam tylko, uśmiechu i dobrego słowa.
                  > Jakie to jest przestępstwo? mam razem z nią iść płakać dla towarzystwa?

                  Jest absolutną oczywistością, że życie wśród zadowolonych, szczęśliwych i uśmiechniętych ludzi jest przyjemniejsze. Tyle, że nie każdy w życiu taki jest. Czasami i owszem z bliskimi się 'płacze dla towarzystwa'. Dlaczego? Bo Ci bliscy przeżywają swoje dramaty.
                  • falka_85 Re: cala historia 20.10.14, 19:39
                    Tylko od wspólnego przeżywania dramatu bycia zdradzoną, porzuconą, rozwodu itd. nie jest własne dziecko, nawet jeśli jest już dorosłe. Od tego jest siostra, brat, własna matka, przyjaciółka, koleżanka itd. a nie dziecko, które kocha ojca, a musi słuchać jaki z niego drań. Gorzej słuchało jak miało 12 lat i dalej musi słuchać, mimo że minęło już tyle czasu.
                • kawka74 Re: cala historia 20.10.14, 16:44
                  Nie musisz jej w niczym towarzyszyć. Sęk w tym, że nawet nie próbujesz jej zrozumieć i jeszcze dorzucasz do pieca zestawiając ją z idealnym, cudownym, wyluzowanym tatą, którego tak strasznie kochasz. Święty by się wkur... , nie tylko matka.
                  • araceli Re: cala historia 20.10.14, 16:50
                    No właśnie. Autorka wątku uważa się za dorosłą kobietę a nie potrafi innej dorosłej kobiety zrozumieć. Nie - nie poprzeć, nie napisać, że zrobiła dobrze. Zwyczajnie, po ludzku zrozumieć.
                    • jovenmadre Re: cala historia 20.10.14, 17:06
                      Czekam, kiedy moja mama zrozumie, ze ja potrzebuje taty, ze zawsze go potrzebowałam tak samo jak jej. Przecież to tez dorosła kobieta. I chciałabym, żeby to zaakceptowała, choć coraz mniej mi na tym zależy.
                      Ona do rozumienia może mieć inne kobiety, koleżanki siostry a ja innego taty nie bede miała.
                      • araceli Re: cala historia 20.10.14, 17:10
                        jovenmadre napisała:
                        > Czekam, kiedy moja mama zrozumie,

                        A kiedy Ty zrozumiesz matkę?
                        • jovenmadre Re: cala historia 20.10.14, 17:15
                          Jak moja mama mnie zrozumie. Bo to ja jestem dzieckiem.
                          • araceli Re: cala historia 20.10.14, 17:24
                            Tak jesteś dzieckiem. Niestety nadal również mentalnie.
                          • kawka74 Re: cala historia 20.10.14, 17:26
                            To widać. Moja córka ma podobnie, ale ona ma niecałe pięć lat.
                            • jovenmadre Re: cala historia 20.10.14, 17:39
                              Jestem dorosła na tyle, żeby widzieć jakie bzdury piszecie.
                              Jak miałam 12 , 13 lat tez mam nie akceptowała ,ze potrzebuje taty. I co , miałam wtedy ja rozumieć jak dorosła kobieta?
                              teraz ja rozumiem, ale mój tata to mój tata, dla mnie oni są rodzicami i ich życie miedzy nimi mnie nie nie obchodzi. Nie pozwalam sobie do łózka i związku zaglądać przez mamę i jej nie zaglądam , to nie moja sprawa.
                              Jak moja mama nie będzie akceptować wizyt mojego taty u mnie i synka, to trudno, I jak cala rodzinę zaproszę, a ona każe mi wybierać to powtórzę. drzwi ma otwarte , ale nikogo nie wyproszę dla jej widzimisię. Oczekuje ze będzie dorosła i zachowa sie jak dorosła kobieta.
                              • araceli Re: cala historia 20.10.14, 17:45
                                jovenmadre napisała:
                                > I co , miałam wtedy ja rozumieć jak dorosła kobieta?

                                Wtedy nie. Natomiast te słowa:

                                > ale mój tata to mój tata, dla mnie oni są rodzicami i ich życie
                                > miedzy nimi mnie nie nie obchodzi.

                                dowodzą, że nadal nie rozumiesz albo jesteś zapatrzoną w siebie egoistką, którą matka jako żywa istota nie obchodzi. Matka ma odgrywać swoją rolę i tyle.
                                • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 17:51
                                  Matka też chyba nie zachowuje się jak przystało na dorosłą kobietę skoro manipuluje dzieckiem i odstawia sceny na zasadzie albo ja albo ojciec. Zadra po byłym mężu może siedzieć w niej bardzo głęboko, ale jako matka powinna chyba zdawać sobie sprawę, że w takie rozliczenia z ojcem nie powinna wciągać córki. Zwłaszcza, gdy ojcem był dobrym.
                                  • araceli Re: cala historia 20.10.14, 17:58
                                    agnieszka77_11 napisała:
                                    > Zadra po byłym mężu może siedzieć w niej bardzo głęboko,
                                    > ale jako matka powinna chyba zdawać sobie sprawę,
                                    > że w takie rozliczenia z ojcem nie powinna wciągać córki.

                                    No pewnie - powinna! Tyle, że ludzie nie są idealni. Tutaj matka sobie nie poradziła i jest zła a ojciec dobry bo sobie poradził? Nie! On po prostu nigdy sobie radzić nie musiał - jemu było dobrze z kolejną kobietą smile Na tle skrzywdzonej, zgorzkniałej matki był super smile

                                    I owszem - jako dzieci pewne rzeczy nas nie obchodzą, nie rozumiemy, nie widzimy. Zrozumienie przychodzi z czasem, przynajmniej niektórym.
                                    • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 18:18
                                      araceli napisała:

                                      > I owszem - jako dzieci pewne rzeczy nas nie obchodzą, nie rozumiemy, nie widzim
                                      > y. Zrozumienie przychodzi z czasem, przynajmniej niektórym.

                                      Przychodzi, ale też wtedy kiedy matka próbuje szukać porozumienia, a nie stawia córkę pod murem albo ja albo ojciec.

                                      • araceli Re: cala historia 20.10.14, 18:24
                                        Nie. Ja do mojej matki długie lata miałam pretensje o pewne rzeczy. Teraz wiem, że zrobiła tak, jak wtedy wydawało jej się najlepiej. Owszem - nadal uważam, że zrobiła źle ale rozumiem dlaczego tak się stało. Ba! Nie jestem nawet pewna, czy sama bym tak nie postąpiła. A rozumiem to nie dlatego, że 'matka próbowała poszukać porozumienia' tylko dlatego, że swoje już przeżyłam i doszło do mnie, że świat nie jest czarno-biały a ludzie idealni. I mało tego - moja matka jest dalej taka jaka była - tylko, że dla mnie jako dorosłej osoby przestała być tylko matką - obowiązkiem dla dziecka. Stała się normalną bliską osobą, ze swoimi przejściami, doświadczeniami, które ukształtowały ją taką a nie inną. Nadal nie lubię jej zrzędzenia ale rozumiem i... w zasadzie najbardziej to współczuję.
                                        • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 18:38
                                          Ok, ale relacja matki - córki nie może być oparta też na egoizmie ze strony matki. Tylko jej racja jest słuszna.
                                    • aandzia43 Re: cala historia 20.10.14, 20:09
                                      Tak, Araceli, matka nie poradziła sobie z problemem (porzucenie, nowa partnerka byłego), a ojciec miał ten luksus ze nie musiał sobie radzić z niczym takim. Zakochał się, wskoczył w nowy związek, nie mówię, ze rozwód go ani trochę nie zdenerwował ani nie zdołował. Ale widać wyraźnie, z.jakich różnych, mocno nierównych pozycji startowali w przyszłość. To też trzeba wziąć pod uwagę oceniając późniejszy stosunek obojga do siebie. Ten facet, uroczy i łagodny, miał cholerną przewagę nad swoją przuconą żoną. Promienny pan, łaskawy i wyrozumiały. W takim układzie każdy byłby wyrozumiały i łaskawy.
                                      Mnie, starej babie, z jednej strony flaki się wywracają jak czytam o paskudnych w gruncie rzeczy zagrywkach matki, a z drugiej mogę wyobrazić sobie uczucia tej kobiety. Też trochę w życiu widziałam i przeżyłam.
                                  • kawka74 Re: cala historia 20.10.14, 17:59
                                    jako matka powinna chyba zdawać
                                    > sobie sprawę, że w takie rozliczenia z ojcem nie powinna wciągać córki

                                    Zauważ, że córka nie pozostaje jej dłużna. Tatuś jest najwyraźniej obustronną kartą przetargową.

                                    Zwłaszc
                                    > za, gdy ojcem był dobrym.

                                    Bo nie stawiał wymagań. Ja też czasem bardziej kochałam, a raczej wydawało mi się, że kochałam swojego ojca - matka narzekała i miewała nastroje depresyjne, za to tatuś był tak wyluzowany, że ho ho. Tu nie chodzi o docenienie poświęcenia matki, tylko o dostrzeżenie niesprawiedliwej oceny i braku równowagi w stosunku córki do obojga rodziców.
                              • kawka74 Re: cala historia 20.10.14, 18:08
                                I co , miał
                                > am wtedy ja rozumieć jak dorosła kobieta?

                                Wtedy nie. Ale chyba już jesteś dorosła?

                                > teraz ja rozumiem,

                                Nie sądzę. Matka jest dla dziecka i ma robić to, czego dziecko oczekuje, ale dorosłe dziecko nie musi niczego - tak to wygląda w Twojej wersji. I to jest zrozumienie?
                                Stworzyłaś sobie swój świat ze złą matką, dobrym ojcem i biedną sierotką, i trzymasz się tej wizji kurczowo, żeby się tylko nie rozpadła. Ty masz focha, bo mama 'nie pozwala', matka się zacięła, bo córka ogłuchła i oślepła, i tak sobie będziecie trwać w tym zacięciu do końca świata. Pat.
                                • jovenmadre araceli, kawka 20.10.14, 18:50
                                  skoro ja taka głupia to poproszę o wasze pomysły.
                                  Jak już mówiłam za niedługo urodzę dziecko i swieta spedze w swoim domu z dzieckiem. Będzie to tez czas, żeby dziadkowie mogli przyjechać i zobaczyć prawnuka. Nie wyobrażam sobie, żeby kogokolwiek z rodziny nie zaprosić , mamy , taty z jego partnerka i dziadków. W sytuacji, kiedy będę miała małe dziecko nie będę do nikogo jeździć w odwiedziny, nie wiem jak będę się czuła. Ustaliliśmy, ze wigilia będzie u nas dla wszystkich, zostanie ona przygotowana i nikt nie będzie tym obciążony. Ja i dziecko jak będziemy zmęczeni po prostu pójdziemy do pokoju spać lub odpocząć. Po rozmowach z mama spodziewam się , ze oprócz nie przyjścia na święta , będzie również na mnie obrażona, że będę gościć „ tego człowieka” . Propozycje?
                                  • kawka74 Re: araceli, kawka 20.10.14, 19:09
                                    Nie chodzi o to, co masz robić albo czego nie robić. Nie chodzi też o to, żebyś podporządkowała się matce we wszystkim.
                                    Chodzi wyłącznie o to, żebyś przemyślała swój stosunek do matki - w tej chwili wygląda to na tupanie małej dziewczynki, która zasłania uszy i wrzeszczy, że nie chce nic słyszeć ani widzieć, a w ogóle to świat powinien wyglądać tak, jak sobie tego życzy, i to już!
                                    Matka jest dla dziecka - wybacz, ale to było obrzydliwe, bo ustawia matkę na pozycji maszyny do spełniania życzeń.
                                    Druga sprawa - przestań zestawiać i porównywać ojca, który tak naprawdę miał nikły udział w wychowywaniu Ciebie, i matki, która wzięła na siebie cały ciężar tego wychowywania. Wasze relacje są zupełnie inne.
                                    Nie dziwię się goryczy matki, która zbiera teraz wszystkie joby, bo czegoś chciała i stawiała jakieś granice, a teraz w zestawieniu z ojcem, który jest radosnym artystą i niewiele do szczęścia potrzebuje, wychodzi na heterę. Pomyśl o tym.
                                    BTW nie znalazłam ani pół zdania, w którym piszesz, dlaczego Twoi rodzice się rozwiedli. Przeoczyłam coś?
                                  • yasuko-yasuko Re: araceli, kawka 20.10.14, 19:45
                                    Skoro mama chce się obrazić to jej tego nie zabronisz.
                                    Zapraszasz rodzinę, robisz wigilię I cieszysz się świętami i macierzyństwem.
                                    Po prostu.
                                  • bumbunierka1 Re: araceli, kawka 20.10.14, 20:50
                                    > skoro ja taka głupia to poproszę o wasze pomysły.

                                    O.k., moj pomysl: Spierniczac z tego watku - nic Ci to nie wniesie fajnego i dobrego - wprost przeciwnie, przejmiesz traumy dostojnych emam. Ty naprawde instynktownie zachowujesz sie bardzo dobrze. Nie trac tego - sluchaj siebie. Ciesz sie z dziecka, zapraszaj wszystkich, ktorych kochasz - mame, tate, wujkow i ciocie, na fochy nie zwracaj uwagi, dziel sie radoscia. Ciesz sie z tych, ktorzy przyszli, tym, ktorzy sie obrazili powiedz, ze szkoda, ze ich nie bylo i ze ucieszysz sie jak przyjda nastepnym razem. Nie pomozesz mamie w niczym grajac w jej przedstawieniu. Mozesz jej pomoc, zapraszajac ja do Twojego normalnego swiata. Nie zmusisz jej, zeby do niego weszla - skorzysta albo nie. Nie ma innej drogi.
                                    • 71tosia Re: araceli, kawka 20.10.14, 21:53
                                      a jezeli maz ma kochanke to proponuje by i te kochanke tez zaprosic, beda jedna duza szczesliwa rodzina. A jak matka nie chce spedzac wigilii z kochanke bylego meza to trudno niech spedza wigilie sama. Przynajmniej troche empatii be sie przydalo.
                                    • jovenmadre bumbunierka 20.10.14, 22:31
                                      Dziękuje. Masz racje. Byłam naiwna, jak myślałam, ze e-matkę interesuje co czuje e-córka.
                                      ważne sa tylko uczucia e-matki, a obowiązki rodzicielskie to tylko "pielęgnowanie w chorobie i dopilnowywanie lekcji." Nidgy zainteresowanie sie prawdziwymi potrzebami córki jesteście na to głuche, nawet jak mowi wam to corka.
                                      Popsuje wam obraz mojej mamy, to całe 'samotne wychowywanie dziecka i pielęgnacja - to było tylko 6 lat mieszkania we wspólnym mieszkaniu. Nie było ani jednego dnia wolnego, które mama na mnie wzięła, nie było chodzenia ze mną po sklepach i kupowania mi rzeczy. Miałam swoje pieniądze i miałam o siebie zadbać - za co jej jestem bardzo wdzięczna nigdy mnie nie kontrolowała i wystarczało posprzątać i mieć dobre oceny. I to własnie miedzy innymi dzięki mojej mamie wyrosłam na samodzielna osobę. To ze jej za to dziękuje i wiele razy jej to mówiłam. Dziekuje i szanuje to nie jest to samo, ze będę sie słuchała i robiła co ona mi każe. Jak wyprowadzałam sie z domu do szkoły to prawie się na to zgodziła, problemy są tylko kiedy pojawia sie tata. a tacie zawdzięczam tyle samo co mamie. i tego nikt mi nie zabierze. Teraz moja mama już nic nie musi, mam zal ale nie tupie noga i jak nie będzie chciała żyć w normalnym świecie to nie. do widzenia
                                      • araceli Re: bumbunierka 20.10.14, 22:43
                                        jovenmadre napisała:
                                        > Byłam naiwna, jak myślałam, ze e-matkę interesuje co czuje e-córka.

                                        Niedługo zostaniesz matką to będziesz mogła wcielić w życie swoją filozofię 'matka jest nikim, matka się nie liczy, matka uczuć nie ma' smile
                                        • agnieszka77_11 Re: bumbunierka 20.10.14, 22:50
                                          araceli napisała:

                                          > Niedługo zostaniesz matką to będziesz mogła wcielić w życie swoją filozofię 'ma
                                          > tka jest nikim, matka się nie liczy, matka uczuć nie ma' smile

                                          Ale czy Jovenmadre tak napisała, że matka jest nikim, że się nie liczy?! Ale czy wszystko musi być tak jak chce matka? Nie ma kompromisów? Trzeba pamiętać, że jest dwoje rodziców. I nawet, jeżeli temu ojcu było łatwiej na odległość to nie oznacza, że dziecko ma z nim nie utrzymywać poprawnych stosunków. Czas leczy rany, ludzie mądrzeją, zmieniają się. Trzeba umieć przebaczać. Iść dalej swoją drogą. Dlaczego ciągle funkcjonuje ten mit Matki Polki Cierpiętnicy?
                                          • araceli Re: bumbunierka 20.10.14, 22:52
                                            agnieszka77_11 napisała:
                                            > Ale czy Jovenmadre tak napisała, że matka jest nikim, że się nie liczy?!

                                            Owszem. Napisała, że matka to matka i nic więcej jej nie interesuje.
                                            • 71tosia Re: bumbunierka 20.10.14, 23:11
                                              logika autorki jest mniej wiecej taka 'mama MUSI sie liczyc z moimi uczuciam bo jestem dzieckiemi', ja nie musze sie liczyc z uczuciami mamy bo jestem dorosla wink. Mama nie chce spedzac wigilii z bylym mezem i jego partnerka- spedzi swieta za kare samotnie. To ja nauczy wybaczac. Nie sadze by autorka miala jakiekolwiek wyzuty sumienia z tego powodu. Bo i dlaczego? Tym bardziej ze pare pan ochocza ja przekonuje ze matka sama sobie na takie traktowanie zasluzyla wink.
                                              • yasuko-yasuko Re: bumbunierka 21.10.14, 01:16
                                                Matka na takie zachowanie nie zasłużyła, ale sama je wybiera szantażując córkę. Nie tylko córka jest dorosła, matka też i musi się liczyć z konsekwencjami tego, co robi.
                                                • agnieszka77_11 Re: bumbunierka 21.10.14, 09:32
                                                  yasuko-yasuko napisał(a):

                                                  > Matka na takie zachowanie nie zasłużyła, ale sama je wybiera szantażując córkę.
                                                  > Nie tylko córka jest dorosła, matka też i musi się liczyć z konsekwencjami teg
                                                  > o, co robi.

                                                  Niestety matka aniołem nie jest. Po pierwsze jest dorosła. Po drugie bardzo egoistyczna, zaborcza, manipulująca. Takie osoby to często pozorantki.
                                                  • 71tosia Re: bumbunierka 21.10.14, 18:19
                                                    To ze Autorka kocha bardziej tate nie jest az tak dziwne. Zwykle kogos z rodzicow a nawet z wlasnych dzieci kochamy bardziej, tylko ze dojzala i odpowiedzialna osoba nie daje tego odczuc tym mniej kochanym. Jezeli mama mowi ze nie ma ochoty spedzac wigili z bylym mezem i jego przyjaciolka, trzeba to uszanowac i poszukac kompromisu, bo stawianie sprawy 'nie chce wiec niech nie przychodzi' to jest wlasnie egoistyczne i wrecz podle w stosunku do matki.
                                                  • jovenmadre Re: bumbunierka 21.10.14, 19:11
                                                    zapytałam o ten kompromis, to nikt mi pomysłu nie dał.
                                                    nigdzie nie napisałam, że kocham inaczej mamę i tate, ale nie pozwolę, żeby mi kazano tate kochac mniej.
                                  • 71tosia Re: araceli, kawka 20.10.14, 21:04
                                    hmm... fajna wizja. Kochasz swojego meza? To wyobraz sobie ze twoj syn za te 20lat zaprasza cie na urocza wigilie, ciebie i nowa parnerke twoje meza i a ty musisz zlozyc zyczenia tej nowej pani twojego meza i swojemu mezowi. Troche rozsadku. Twoj tata ma z kim spedzic wigilie twoja mama pewnie nie? I jeszcze ten foch jak nie chce przyjsc to niech nie przychodzi. Piszesz ze matka nie liczyla sie z twoimi uczuciami ale ty dokladnie jestes taka sama,wcale nie liczysz sie z jej.
                                    • falka_85 Re: araceli, kawka 20.10.14, 21:45
                                      Wyobraziłam sobie i masz rację, pewnie nie chciałabym oglądać byłego męża z nową panią na oczy, nie mówiąc o wspólnej wigilii. Jednak od rozwodu tych państwa nie minął tydzień, miesiąc, rok tylko, jak przypuszczam, kilkanaście (!!!) lat. To szmat czasu, żeby uporządkować na tyle własne emocje, żeby nie szantażować ciężarnej córki "ze jestem zła i jej nie kocham bo zamierzam pozwalać dziadkowi spotykać się z wnukiem", urządzać płaczów itd. To szmat czasu, żeby ułożyć sobie życie na nowo. Jeśli nie chce przyjść jej wola, jak pisałam sama pewnie bym nie chciała, ale można ze spokojem podziękować za zaproszenie i zaproponować, że przyjdzie się rano, następnego dnia, w innym terminie. Bardzo dużo czasu już minęło.
                                      • 71tosia Re: araceli, kawka 20.10.14, 22:04
                                        najwyrazniej dla matki tej pani za malo czasu. A corka, ktora domaga sie szacunku dl awlasnych uczuc ma obowiazek tez uszanowac uczucia wlasnej mamy a nie szantazowac 'nie chcesz przyjsc to twoja sprawa'. Ciekawe czy gdyby to tata byl osoba samotna a matka mialaby kochanka to rowniez autorka tak bezwglednie domagala by sie by ukochany tata dzielil sie oplatkiem i skladal zyczenia kochankowi matki?
                                        • alienka20 Re: araceli, kawka 21.10.14, 02:06
                                          ona jej nie szantażuje
                                          Po prostu daje do zrozumienia, że nie będzie widzem jej teatru, że nie gra w tej sztuce żadnej roli. Daje jej wybór - przyjdzie, będzie miło, nie przyjdzie - szkoda.
                                          Mogę zrozumieć żal do eks-męża, niechęc do neksi ale takie szopki i szantaże tyle lat po rozwodzie są ponad moje wyobrażenie zdrowej relacji z dziećmi. W rodzinie narzeczonego były dwa przypadki nowych związków, w tym jeden po rozwodzie i takich szopek nie grali smile. Nikt nie traktuje nikogo jak trędowatego i gościa samo zło, bo śmiał ułożyć sobie życie
                                  • araceli Re: araceli, kawka 20.10.14, 21:08
                                    jovenmadre napisała:
                                    > Po rozmowach z mama spodziewam się , ze oprócz nie przyjścia
                                    > na święta , będzie również na mnie obrażona, że będę gościć
                                    > „tego człowieka” . Propozycje?

                                    Jeżeli będzie obrażona, to będzie obrażona. Nic na to nie poradzisz. Możesz jej zaproponować przyjście w pierwszy dzień świąt jeżeli spędzenie wigilii z ojcem i jego partnerką będzie dla niej za trudne.
                          • yasuko-yasuko Re: cala historia 20.10.14, 19:41
                            Już nie. Jesteś dorosłą kobietą. Zaraz sama będziesz matką.
                            A to znaczy, że najwyższa pora dorosnąć i powiedzieć sobie jasno, że niezależnie od tego jacy byli Twoi rodzice i jak bardzo niewłaściwie zachowali się wobec Ciebie jako dziecka, to teraz Ty sama odpowiadasz za swoje życie. Ty. Nie twoja mama.
                            Możesz do końca życia czekać "aż mama zrozumie". Tylko po co?
                            Nie lepiej zdrowo i szczęśliwie żyć?
                            • falka_85 Re: cala historia 20.10.14, 20:03
                              Dokładnie tak, olać sprawę i pogodzić się z tym, że mama jest jaka jest (bo z tym jaki jest tata to autorka chyba jest pogodzona). Przyjdzie na wigilię to przyjdzie, nie przyjdzie to jej wybór. Nie można całe życie kierować się zastraszaniem ze strony matki i podsycać żalu.
                          • lily-evans01 Re: cala historia 20.10.14, 20:00
                            "Jak moja mama mnie zrozumie. Bo to ja jestem dzieckiem. "

                            Po prostu żałosne...
                            Gimbaza się dorwała do emamy, czy jak wink.
              • falka_85 Re: cala historia 20.10.14, 19:24
                Szczerze to kompletnie nie rozumiem czemu to co pisze autorka wątku wywołuje takie oburzenie?
                Bo spójrzmy: żyje sobie dziecko wychowywane przez obojga rodziców, kocha i mamę i tatę. No i dzieje się temu dziecku ogromna krzywda, rodzice się rozwodzą, nie są już razem i jeszcze na dodatek, jakby tego było mało, nagle okazuje się, że matka oczekuje, że córka znienawidzi ojca i to oczekiwanie nie zmienia się latami. Sorry, ale to dokładanie do tego dramatu drugie tyle.
                • kawka74 Re: cala historia 20.10.14, 20:12
                  Z bardzo prostego powodu - autorka wątku nawet nie usiłuje być sprawiedliwa w swojej ocenie obojga rodziców. To jest tak oczywiste, że aż bije po oczach: obecna na każde zawołanie matka i nieobecny ojciec; matka, która musiała łyknąć wszystko i wszystko znieść, i ojciec, który właściwie nie musiał robić niczego, tylko być miłym i na wszystko pozwalać. I ojciec jest ten dobry, a matka to ta zła. Owszem, dobrze byłoby, gdyby matka przestała wykonywać takie nerwowe ruchy, jakie wykonuje, ale córka, w końcu dorosła kobieta, wcale jej tego nie ułatwia.
                  • falka_85 Re: cala historia 20.10.14, 21:16
                    Moim zdaniem trudno się nie zgodzić z faktem, że wkład rodzica, z którym dziecko mieszka, w tym wypadku matki, w wychowanie jest większy i znacznie prościej być "tym fajnym rodzicem" gdy widuje się dziecko w weekendy czy wakacje. Zupełnie w ten sam sposób w jaki łatwo być zgodnym i udanym związkiem, gdy spędza się razem weekendy i wakacje, trudniej gdy mieszka się ze sobą: inne problemy, "zmęczenie materiału" itd. I myślę, że dorosłe dziecko powinno sobie z tego zdawać sprawę i brać to pod uwagę przy ocenie postępowania rodziców (autorka sama pisze, że docenia, to że w domu było ugotowane, posprzątane itd). Podobnie jak to, że to matka została zdradzona i porzucona, więc w punkcie wyjścia to ona miała bardziej pod górkę. Jednakże przemocy, znęcania się psychicznego nie zapomina się łatwo, a opisane przez autorkę, jak to nazwała aandzia43, "zagrywki matki" są klasycznym przykładem przemocy psychicznej, którą zresztą matka uprawia do tej pory: szantażowanie, że jak autorka zamieszka z ojcem to już nigdy nie zobaczy matki, nie pozwalanie na wizyty w domu ojca, wyzywanie, że autorka odziedziczyła zły charakter po ojcu, niepozwalania na prezenty od ojca, płacz i lament bo dziadek będzie oglądał wnuka itd.
                    • kawka74 Re: cala historia 21.10.14, 08:33
                      Ależ ja się zgadzam i nigdzie nie napisałam, że matka postępuje prawidłowo. Moja matka też miała na swoim koncie różne błędy; nie uważam, że robiła dobrze, ale rozumiem, dlaczego tak robiła, i nie próbowałam wykorzystywać relacji z ojcem jako karty przetargowej. Nie byłam też na tyle bezmyślna, żeby olewać jej uczucia i radośnie zapraszać wszystkich na święta twierdząc, że nie jestem zainteresowana relacją między rodzicami i ma być tak, jak ja chcę.
                      Świat po rozwodzie rodziców nie będzie taki sam, a zaklinanie rzeczywistości nic nie da.
                      • falka_85 Re: cala historia 21.10.14, 11:23
                        > i nie próbowałam wykorzystywać relacji z ojcem
                        > jako karty przetargowej

                        Ale przecież w tym przypadku jest dokładnie odwrotnie, to matka od lat wykorzystuje relację z ojcem jako kartę przetargową. Potem pewnie będzie wykorzystywać w ten sposób relację wnuka (wnuków) z dziadkiem, faworyzować to z wnucząt, które mniej lubi dziadka, płakać na każde "byłem z dziadkiem gdzieś tam", obrażać się, nie przyjeżdżać, nastawiać wnuki przeciwko dziadkowi itd.
                        Wizja wspólnej wigilii dla całej rodziny jest, moim zdaniem, średnio udanym pomysłem i chyba rzeczywiście taką próbą zaklinania rzeczywistości. Znacznie lepszym wyjściem byłoby zaproszenie rodziców osobno w różne dni. Podejrzewam, że sama po nawet po kilkunastu latach od rozwodu mogłabym nie chcieć widywać ex-męża i jego nowej żony. Chociaż wiadomo, że takie sytuacje będą, bo trudno przykładowo nie zaprosić ojca z którym ma się poprawne czy wręcz dobre relacje na ślub, chrzciny dzieci, komunie itd.
                        • kawka74 Re: cala historia 21.10.14, 11:41
                          > Ale przecież w tym przypadku jest dokładnie odwrotnie,

                          No właśnie nie - obie strony, i matka, i córka, robią dokładnie to samo. Jedna jest nakręcona i druga, ani jedna nie słucha, ani druga, obie pielęgnują swoje żale i obie chcą czegoś, czego na pewno nie dostaną. Matka nie chce, żeby córka kontaktowała się z ojcem - to źle (nawet jeśli tatuś jest pięknoduchem, który ma wszystko gdzieś, lepiej, żeby córka przekonała się o tym na własnej skórze, matce i tak nie uwierzy). Córka upiera się, że guzik ją obchodzą relacje między rodzicami i wszyscy mają udawać, że nic się nie stało - to też głupi pomysł. Obie się wzajem ranią, a najlepszym sposobem zranienia drugiej strony jest właśnie ojciec i były mąż, jedna chce go wyrugować z życia córki, córka go gloryfikuje, a obie przeginają.
                          • falka_85 Re: cala historia 21.10.14, 13:40
                            Myślę, że w tym co piszesz może być sporo racji, choć nie do końca się zgadzam, np. z tym że córka traktuje ojca jako kartę przetargową.
                            W każdym razie to nieistotne, przecież tak naprawdę nie o to chodzi. Istotą wątku jest tak naprawdę to, że oczernianie ojca nie skutkuje zbudowaniem lepszej relacji z dzieckiem i osiągnięciem niewątpliwego sukcesu jakim jest to, że dziecko nienawidzi ojca tak samo jak mamusia. Jak widać może odnieść skutek wręcz przeciwny.
                            Od rozwodu minęło kilkanaście lat, jeżeli tatuś rzeczywiście byłby tym "pięknoduchem", o czym połowa komentujących jest najwyraźniej przekonana w 100% i o niczym innym nie marzy, tak jak o tym, żeby córka możliwie boleśnie się o tym przekonała, to autorka doszłaby do takiego wniosku już dawno temu, jeszcze przed maturą. Jednakże jakoś kurka wodna nie doszła i uważa ojca za dobrego tatę, nie czuła się zaniedbywana przez niego ani od strony materialnej, ani od strony emocjonalnej. Teraz jako dorosła osoba też ceni sobie ich relację, postrzega ojca jako potencjalnie dobrego dziadka. Także kawko porzuć nadzieję, niestety ten okropny facet, który odszedł, porzucił itd. był przy tym dobrym ojcem. Wiem to straszne i nie miało prawa się zdarzyć wink
                            Jeszcze w temacie "pięknoducha". Serio to synonim złego ojca? Bo pomijając oczywiście przypadki skrajnej nieodpowiedzialności typu, nie wiem: dzieciak nie chciał spać to dałem mu piwa, to różnie ludzie dzieci wychowują. Idę o zakład, że nie jeden pan, po rozwodzie oskarżany o bycie "pięknoduchem", nieodpowiedzialnym typem itd., byłby uważany przez żonę za wspaniałego ojca, który ma świetny kontakt z dzieckiem i tak ładnie się razem bawią, gdyby do rozwodu nie doszło.
                            Zwróć jeszcze uwagę, że autorka nie ma za złe matce, że zmuszała ją do wykonywania obowiązków domowych itd. a tata to był taki fajny bo kupował dużo lodów i pozwalał oglądać tv bez ograniczeń. Zarzut wobec matki jest jeden: oczerniała ojca i takiej samej jak jej nienawiści wymagała od córki.
                            Akurat w moim otoczeniu wyraźnie obserwuje, że dzieci szybko orientują się, że tatuś jest deklem i nie warto sobie nim głowy zawracać, pod warunkiem, że tym deklem rzeczywiście jest. A i uważają tak, nie dlatego, że tatuś taki nieodpowiedzialny i pozwalał malować farbami, ubrudzić się czy zamówił żółte jedzenie, tylko dlatego, że tatuś się danym dzieckiem zupełnie nie interesował.
                            • olikol Re: cala historia 21.10.14, 14:00
                              Nie wiesz ile lat minęło od rozwodu. Autorka pisze bardzo dziecinnie, może mieć więc np 20 lat. Tym bardziej, że sama napisała iż jest bardzo młodą matką. Więc od rozwodu rodziców mogło minąć np 7 lat a nie kilkanaście.
                              • falka_85 Re: cala historia 21.10.14, 14:09
                                Masz rację nie wiem, strzelam tylko. Ale ok, przyjmijmy, że 7. To coś diametralnie zmienia?
                                • olikol Re: cala historia 21.10.14, 14:24
                                  Zmienia Twoje "przecież oni się rozwiedli kilkanaście lat temu!" jako argument za czymkolwiek.
                                  Rozwód jest dla niektorych traumą, jak śmierć kogoś bliskiego. Jedni sobie z tym radzą inni nie. Jedni odfajkują w rok żałobę i cieszą się dalej życiem a inni już nigdy nie będą tacy jak przed. Kwestia cech osobniczych, charakteru. Inni jeszcze zawsze byli marudami, narzekaczami, biorącymi porażki i odrzucenie mocno do siebie, inni zaś radośnie będą skakać z kwiatka na kwiatek, tu bzykną, tam bzyknął i najchętniej by widzieli całą plejadę swoich radosnych ex partnerek z ktorymi się ciągle przyjaźnią i spotykają i żadna nie ma im nic za złe.
                                  Autorka twierdzi, że jest już dorosła. Więc niech przetnie chore pępowiny i przestanie wymuszać na matce godzenie się z ojcem. Nie ma do tego prawa.
                                  • falka_85 Re: cala historia 22.10.14, 10:03
                                    olikol nie siedzę w głowie autorki i nie wiem jakie są jej oczekiwania. Jeżeli dziewczyna wyobraża sobie, że stosunki pomiędzy jej rodzicami unormują się na tyle, że będą w stanie z radością spędzić wigilę razem (+ nowa żona pana) to, masz rację, pora porzucić marzenia skrzywdzonego dziecka, bo z tego co ona pisze nie jest to możliwe w ich przypadku. Jak już pisałam sama będąc na miejscu matki nie poszłabym na taką imprezę i nie chciałabym oglądać byłego męża i jego żony. Także spokojnie, świetnie rozumiem, w jak bardzo niekomfortowej sytuacji znajduje się matka.
                                    Jednak o ile rozumiem, że czuje nawet po tych jak się okazuje 17 latach ukłucie w sercu na myśl o byłym mężu, to obrażania się na córkę o utrzymywanie kontaktów z ojcem, oczekiwania że dziadek nie będzie widywał wnuka, urządzania płaczów, wylewania żali itd. nie ogarniam. Zapewne inaczej oceniłabym jej postępowanie, gdyby od rozwodu minęło pół roku czy rok, ale hodowanie w sobie nienawiści przez 17 lat? To nie jest normalne, zatruwa samą tą kobietę (bo wydaje mi się, że nie ułożyła sobie życia na nowo), zatruwała życie córce gdy była dzieckiem i zatruwa teraz gdy jest dorosła, a i wnukom pewnie będzie mieszać w głowach.
                                    Czego byśmy tu nie wytykali córce, że to czy tamto robi źle (bo zapewne robi, nikt nie jest idealny), nie ma dla matki współczucia czy empatii, nie zmienia w żaden sposób tego, że oczernianie ojca w dzieciństwie nie spowodowało, że córka zaczęła go nienawidzić. Miało skutek wręcz odwrotny, i nadal wywołuje bo im bardziej matka zafiksowuje się na krzywdzie sprzed 17 lat tym mniej córka chce z nią spędzać czasu.
                  • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 22:00
                    kawka74 napisała:

                    > Owszem, dobrze byłoby, gdyby matka przestała wykonywać takie nerwowe ruchy,
                    > jakie wykonuje, ale córka, w końcu dorosła kobieta, wcale jej tego nie ułatwia.

                    A jak ma ułatwić? Olać ojca? Dla mamy chyba jest to jedyna opcja.

                    • araceli Re: cala historia 20.10.14, 22:21
                      agnieszka77_11 napisała:
                      > A jak ma ułatwić? Olać ojca? Dla mamy chyba jest to jedyna opcja.

                      Nie olewać - po prostu rozdzielić te dwa światy bez wartościowania. Jak trzeba - zaprosić jedno na jeden dzień świąt, drugie na drugi. Jak się nie da - wysłać męża, żeby trzymał ich od siebie z daleka itd.
                      • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 22:31
                        araceli napisała:

                        > Nie olewać - po prostu rozdzielić te dwa światy bez wartościowania. Jak trzeba
                        > - zaprosić jedno na jeden dzień świąt, drugie na drugi. Jak się nie da - wysłać
                        > męża, żeby trzymał ich od siebie z daleka itd.

                        Ok. Tylko mamy to chyba nie satysfakcjonuje. Jej przeszkadzają jakiekolwiek stosunki córki z ojcem.

                        • guderianka Re: cala historia 20.10.14, 22:33
                          Ale to mamy problem już
                    • 71tosia Re: cala historia 21.10.14, 18:43
                      moze nie zmuszac ich do spedzania swiat razem, i jednoczenie zastanowic sie ze matka jest sama i nie ma z kim spedzic wigilii w przeciwienstwie do taty?
                      • jovenmadre Re: cala historia 21.10.14, 19:48
                        ma siostry, jedna zapowiedziała sie do mnie, reszta nie.
                        • 71tosia Re: cala historia 21.10.14, 19:54
                          marudna matke odeslij do siostry, czym sie przejmowac?
            • lily-evans01 Re: cala historia 20.10.14, 19:56
              No widzisz, a ja się boję nie o swoją pozycję, ale o swoją córkę - której ojciec, kiedy jego syn zaczął sobie olewać szkołę, nie potrząsnął nim porządnie, a w efekcie młody człowiek, nie debil, oblał maturę z matmy. I zanim coś powiesz, uważam taką np. maturę za istotną sprawę. Tak jak ja mam obowiązki związane z pracą, tak dziecko nie będące poniżej normy intelektualnej ani obciążone poważnymi dysfunkcjami, ma obowiązek zakończyć każdy rok szkolny chociażby na minimalnym dopuszczalnym poziomie (a powiem więcej, nie widzę powodu, żeby normalnie sprawny umysłowo dzieciak nie miał umieć więcej niż wymagane minimum na ocenę dopuszczającą).
              O swoją przyszłość się nie boję. Wprost przeciwnie, kiedy córka będzie w takim wieku, że będzie miała prawo i możliwość sama decydować o swoich spotkaniach z ojcem (jak też i wsiąść w autobus i po prostu wrócić do domu, jeśli czuje się niefajnie traktowana) - to odetchnę z ulgą, niezależnie od tego, czy będzie chciała spędzać czas ze mną, czy z ojcem. Ale to będzie jej wybór i wolna wola, a nie zależność od kogoś, kto np. opiekuje się nią w weekend, a ona nie może skrócić tego spotkania.
              O swoją przyszłość się nie boję. Ale o przyszłość córki, przy olewczym podejściu jej ojca do wszystkich normalnych priorytetów - bardzo, bardzo, bardzo.
          • agnieszka77_11 Re: cala historia 20.10.14, 15:57
            jovenmadre napisała:

            > To po co mi piszą przykre rzeczy i zarzuty zupełnie nie z tego świata? Moje ocz
            > ekiwania od mamy są zupełnie normalne. Napisałam dlatego, żeby nie robiły rzecz
            > y, które dla ich dzieci pewnie są bardzo nieprzyjemne, bo sama pamiętam i ciągl
            > e to mam.

            Czas zweryfikuje jaką żoną i matką była każda emama. Na pewno warto zastanowić się nad tym co napisałaś. Aby mimo wielu urazów do byłego współmałżonka zachować o nim chociaż neutralne zdanie w rozmowie z dzieckiem i nie buntować.
      • hunkis Ale ściemniasz 20.10.14, 16:43
        Czyli kłamstwem jest ,że mama ci absolutnie zabraniała się z ojcem widywać, widywalaś się z nim jak chciałaś. Matka nie chciała wysłuchiwac twoich peanów pochwalnych na temat exmęża który ją porzucił i jego nowej kobiety, miała prawo, wcale nie musiałaś ją zarzucac tymi informacjami.
        Byłaś już starym dzieckiem, nastolatką jak się rozstali, mogłaś mieszkać z ojcem, ale ani on ani ty tego nie chciałaś. Ciekawe dlaczego tego nie widzisz.
        Wygodnie ci było mieszkać u matki, mieć podane pod nos, być dopilnowaną, a na rozrywki biec do ojca, beztroskiego Piotrusia-pana. Teraz wylewasz żale na matkę, że była zbyt despotyczna. Była, jest i będzie, typ sfrustrowanej narzekaczki. To po co do niej wróciłaś?
        Lubisz się masochizować? Czy miałaś w tym jakiś kolejny interes do którego ci jest potrzebna pracowita, uporządkowana, obowiązkowa matka.
        Uważasz, że matka jest od tego żeby wszystko dziecku zapewnić i żyć dla dziecka, a ojciec wcale nie musi. Zamieszkaj wreszcie z ojcem, spełnij swoje marzenia. Nie pakuj się znowu matce na głowę. Ani dla niej ani dla ciebie to dobre nie jest.
        Dorośnij. Bo czego ty swoje dziecko nauczysz jak mentalnie ciągle sama jestes małym dzieckiem?
        • jovenmadre Re: Ale ściemniasz 20.10.14, 17:02
          post pełen kłamstw i to celowych - bo pisałam już ale odpisze, choć po to, żeby kłamstwa nie pozostały bez słowa :
          Czyli kłamstwem jest ,że mama ci absolutnie zabraniała się z ojcem widywać,
          Nie pisałam absolutnie, pisałam, ze nie mogłam u niego w domu bywać.
          Matka nie chciała wysłuchiwac twoich peanów pochwalnych na temat exmęża który ją porzucił i jego nowej kobiety, miała prawo,
          - nic mojej mamie nie mówiłam o partnerce taty i nie oczekiwałam że będzie mnie słuchać. I nic takiego nie napisałam. Jest różnica pomiędzy peany pochwalne a zdanie : fajnie z tata było na wystawie , dostałam autograf od XYZ,

          wcale nie musiałaś ją zarzucać tymi informacjami. – to nie jest zarzucanie, to jest to co jak przeczytałam nazywa się uczestniczeniem w życiu dziecka, ze dziecko mówi różne ważne dla niego rzeczy a rodzic słucha.

          Byłaś już starym dzieckiem, nastolatką jak się rozstali, mogłaś mieszkać z ojcem, ale ani on ani ty tego nie chciałaś. Ciekawe dlaczego tego nie widzisz. – widzę, nawet to napisałam
          Wygodnie ci było mieszkać u matki, mieć podane pod nos, Jak już pisałam, miałam obowiązków więcej niż niejedna moja koleżanka
          być dopilnowaną,
          Nikt mnie nie dopilnowywał jak się wyprowadziłam to i rok i 2 lata wcześniej tego dopilnowania nie potrzebowałam.
          a na rozrywki biec do ojca, beztroskiego Piotrusia-pana.
          Chętnie bym z mama miała rozrywki, gdyby chciała ze mną cokolwiek zrobić poza domem, nie podobało mi się oglądanie seriali całymi popołudniami. A jak „nie miała ochoty”, była zmęczona, to był niedobry dzień na wyjście” to już nie moja sprawa.
          Teraz wylewasz żale na matkę, że była zbyt despotyczna. Była, jest i będzie, typ sfrustrowanej narzekaczki. To po co do niej wróciłaś?
          Nie mam pretensji, ze była jaka była, mam żal, że nie akceptuje tego, ze kocham i potrzebuje również tate.Nie wróciłam do niej. Mieszkamy osobno.
          Lubisz się masochizować? Czy miałaś w tym jakiś kolejny interes do którego ci jest potrzebna pracowita, uporządkowana, obowiązkowa matka.
          Ani wcześniej interesu nie miałam ani teraz nie mam. Maschistka nie jestem, wiec jak się nie zmieni to pewnie nasze spotkanie będą rzadkie.
          Uważasz, że matka jest od tego żeby wszystko dziecku zapewnić i żyć dla dziecka, a ojciec wcale nie musi. Zamieszkaj wreszcie z ojcem, spełnij swoje marzenia. Nie pakuj się znowu matce na głowę. Ani dla niej ani dla ciebie to dobre nie jest.
          Z żadnym rodziców mieszkać nie będę, mam swój dom. Tez pisałam
          • yasuko-yasuko Re: Ale ściemniasz 20.10.14, 20:02
            To jest bardzo wygodne mówić, że mama zabraniała ojcu brać Cię do domu.
            Zakładając, że ojciec miał normalny dom, żonę lub stałą partnerkę to matka nie miała żadnej możliwości żeby mu zabronić zabrać Cię do tego domu jeśli nie miał, ograniczonych praw rodzicielskich.
            I w żadnym sądzie by Twoja matka nie wygrała.
            Tym bardziej, że byłaś nastolatką więc siłą Cię nigdzie tata nie ciągnął, mogłaś z nim pójść, mogłaś nie.

            Nie pisz, że nikt Cię w domu matki "Nie doplinowywał".
            Matka nie prała, nie prasowała, nie sprzątała, nie robiła zakupów, nie gotowała, nie dbała o dom, nie kupowała Ci ubrań ani książek do szkoły, nie chodziła z Tobą do lekarzy i nie pielęgnowała w chorobie?
            Z tego, co piszesz w innych postach, to robiła to.
            Nie robił Twój tata.

            Ja rozumiem, niestety aż za dobrze, jak to jest być dzieckiem rozwiedzionych rodziców.
            Tylko, że Ty już nie jesteś dzieckiem.
            Pora dorosnąć, zrozumieć postępowanie rodziców (zrozumieć, wcale niekoniecznie zaakceptować), przestać oczerniać rodzica, z którym się żyło a idealizować tego drugiego, przestać oczekiwać co matka ma zrobić i zacząć żyć po swojemu, na własną odpowiedzialność.

            A Ty wciąż piszesz jak mała córeczka, jak byś 10 lat miała.
      • morekac Re: cala historia 21.10.14, 00:04
        ze jak mi nie daje spotykać się z tata tak jak ja chce to się do niego wyprowadzę, to powiedziała, że mogę iść do sądu to tata dostanie opiekę i jej już na oczy nie zobaczę , skoro mi tak z nią źle
        E, zwykły konflikt dorastającej córeczki z mamusią. Za bardzo obie to wziełyście do siebie, a wybacz, zamiast tego dobrze zorganizowanego ściemniania i unikania stawiania czoła problemom (do czego zdajesz się mieć skłonność, sądząc z tego, ilu ważnych dla siebie rzeczy nie robiłaś, bo bałaś się , że mamę szlag trafi albo się zaszlocha), przydałaby się wam wtedy awantura z wywaleniem wszystkiego co na wątrobie (z twojej strony, nastolatce wypadało jeszcze coś takiego zrobić, matce niekoniecznie). Ale że już obie dorosłe jesteście - to może teraz po prostu sensowna, szczera rozmowa? Czy kiedykolwiek powiedziałaś mamie, że jest dla ciebie ważna, przynajmniej tak samo ważna jak tata? Czy też tylko cały czas jej mówisz, jak ważny jest dla ciebie ojciec?
        • alienka20 Re: cala historia 21.10.14, 02:30
          mam wrażenie, że wy wcale nie rozumiecie tego, co autorka chce przekazać.
          Nieważne jest, jakim mężem był jej ojciec. Jako tata wychodzi na to, że był ok.
          Ale naprawdę niemiło jest słuchać, gdy jeden z rodziców nadaje na drugiego, jakim jest kanalią itp.
          Moja mama dbała o nas jak to typowa matka - ugotowane, uprane, wyprasowane, pomoc w lekcjach.
          A i tak słyszeliśmy od ojca różne niezbyt przyjemne rzeczy na jej temat i to w dodatku nieprawdziwe.
          Matka idealna nie była ale nie przenosiła swoich frustracji z przemocy domowej na nas, gdy byliśmy dziećmi. Chcieliśmy się widzieć z ojcem czy iść z nim gdzieś, to szliśmy bez obrazy majestatu z jej strony.
          Potem tylko w dorosłości było parę niefajnych zachowań z jej strony ale otwarcie sprzeciwiałam się manipulacji i prób wciągania mnie w ich konflikty jako mediatora.
          • yasuko-yasuko Re: cala historia 21.10.14, 02:59
            Rozumiemy. Jej matka na pewno zachowała się niefajnie utrudniając jej kontakty z ojcem, szantażując, manipulując emocjonalnie.
            Tylko, że autorka nie jest już dzieckiem, zaraz sama będzie matką więc pora dorosnąć i samemu decydować o swoim życiu a nie czekać aż "mama zrozumie, bo to ja jestem dzieckiem" - to chcemy jej pokazać.
    • olikol Z tego co czytam 21.10.14, 11:08
      córka od lat chce ZMUSIĆ matkę by utrzymywała miłe i czułe stosunki z exmężem który odszedł i żyje z inną panią. Cały czas używa argumentu "matko! DLA MNIE MASZ SIĘ POŚWIĘCIĆ i być miła dla ojca! bo JA CHCĘ zebyscie się po rozwodzie lubili!"
      córka stosuje coraz bardziej histeryczne sceny i manipulacje, by SKLEIĆ rodzinę która kilka lat wcześniej się rozpadła bezpowrotnie.
      Trzeba mieć nieźle narypane w głowie, żeby organizować wspólną WIGILIĘ i wymuszać by nielubiący się od lat rozwiedzeni rodzice na nią przyszli, udawali że jest fajnie, składali sobie życzenia, dzielili się przezentami, godzili się BO AUTORKA TAK CHCE. Kompletnie autorka się nie liczy z tym, że jej rodzice mogą czegoś nie chcieć. I że nie ma prawa im się wtrącać do tego obszaru życia.
      Matka mówi córce wprost od lat "Przestań mi narzucać exmęża, nie chcę widzieć go na oczy i nie będę się z nim i jego nową babą spotykac". Do córki jakby nie dociera.
      Sekuje na matkę "ty zła matko jak możesz dla córki tego nie zrobić!".
      Matka mówi wprost "nie przyjdę na wigilię jeśli zaproszony jest ex z żoną" . A córka na to "twoim obowiązkiem jest przyjsć i złożyć exowi i jego nowej rodzinie życzenia, bo jak nie to znaczy że mnie nie kochasz! jak nie przyjdziesz to za karę nie spędzisz świąt ani ze mną ani z wnukiem" itd itp.
      Córka chce NA SIŁĘ mieć z ojca i matki pełną rodzinę. Nie dotarło do niej, że rodzice się rozeszli, że ojciec matkę zostawił i ma inną, że matka nie chce z nim podtrzymywać kontaktów i mu jego zachowań nigdy nie wybaczyła. Ich drogi się rozeszły. Wymuszanie przez corkę wspólnej wigilii jest chore. Można zrobić wigilię, zaprosić innych, powiedzieć kto będzie i - uszanować czyjś wybór, że jednak on nie przyjdzie. Tak zwyczajnie. Może ktoś woli wpaść dzień później na obiad i wtedy uściskać wnuka, niż siedzieć na wymuszonej przez córkę wspólnej wigilii z ludzmi ktorych nie znosi, z wymuszonym uśmiechem a nienawiścią w duszy. Dajcie ludziom żyć. Imprezy "na siłę" żeby zachowac pozory tylko wyrzyg powodują.
      • lily-evans01 Re: Z tego co czytam 21.10.14, 11:22
        Nic dodać, nic ująć.
        Moja matka jest w podobnej sytuacji.
        Pretensje takie, jak ma autorka, to miałam ok. 12-13 roku życia. Obecnie widzę dobre i złe strony obojga rodziców.
        Świetnie rozumiem, że moja matka nie chciałaby w żaden sposób widywać się w nową żoną ojca (dla której zresztą została zostawiona). Oboje rodzice bywają na różnych uroczystościach u mnie, związanych z moją córką przeważnie - ale zapraszam ojca samego, a on przychodzi i nie robi problemu. Traktują się z matką z grzecznym dystansem, jak dawni znajomi wink.
        I chyba musiałabym naprawdę na głowę upaść, żeby włazić w du... jego żonie, zapraszać ją do siebie i uważać ją za niezbędny element mojego życia rodzinnego. To całkowicie obca osoba, która nie jest mi do niczego potrzebna (i vice versa).
        • aandzia43 Re: Z tego co czytam 21.10.14, 11:45
          Moja matka powiedziała wyraźnie do.swoich dorosłych już dzieci: "To wasz ojciec i możecie sobie mieć z nim takie relacje, jak wam się podoba. Nie będę się.wtrącać i komentować. Ale nie chce go widzieć i proszę mnie razem z nim przy jednym stole nie sadzac" Słowa dotrzymała, my też. W rozmowach z nią nie mówiłam, co u ojca słychać, chyba, ze.sama zapytała. Uważam, że wykazała się wielkim hartem ducha i silnym charakterem nie judząc nas na noego i nie napuszczajac, bo cierpieć musiała straszne. Czasem wylewała żale w rozmowie ze mną, doroslą już kobietą i ponosilo ją, ale po pierwsze byłam dorosła, a.po drugie to było zupełnie obok jej stosunku do moich relacji z ojcem. Myślę, że zachowała.się tak, jak należy. Bo jakby z uśmiechem anioła udawała, ze nic się nie.stało i jesteśmy jedną wielką szczęśliwą rodziną, to bym się chyba k....a wyrzygala, że mam matkę ścieżkę.
          • olikol Re: Z tego co czytam 21.10.14, 14:08
            I takie postawienie sprawy bardzo porzadkuje relacje, określa jasne granice. Byle do dorosłych dzieci dotarło i uszanowały zdanie rodziców.
            Większy rozpier.olnik dzieci by miały, gdyby rodzice się negatywnie napier.alali a rownocześnie zmuszali dzieci by na imprezach siedziały przy jednym stole z nimi obojgiem, napompowanymi wściekłością i agresją przeciw sobie, obgadujących się za plecami,
            no ale przecież WYPADA z okazji wigilii do tego stołu wszystkich zagonić.... blehhhh.
          • jovenmadre Re: Z tego co czytam 21.10.14, 18:58
            gdyby tak powiedziała moja mam nie miałabym problemu, ale to co ja mam to zupełnie sa inne słowa : nie wolno ci kochać taty
            • olikol Re: Z tego co czytam 21.10.14, 20:23
              A kto ci zabrania samej postawić sprawę jasno matce? dzidziapiernik jesteś "mam tsy latka i muse sie sluchac" ?
        • jovenmadre Re: Z tego co czytam 21.10.14, 19:20
          jezeli chodzi o wlażenie w d... jego nowej zonie. Poza ty, ze to zupełnie fajna kobieta, to pomoc jaka od niej dostałam warta jest dużo więcej niż zaproszenia na jedno spotkanie rodzinne. Ona jest niezbędnym elementem mojego życia rodzinnego.
          • 71tosia Re: Z tego co czytam 21.10.14, 20:24
            Swieta w przykry sposób przypominaja mamie ciagle jak bylo i jednoczesnie uswiadamiaja bolesnie ze pewnie zawsze bedzie sama. Jej wina? Pewnie tak ale pewnie kobiecie po przejsciach samotnej matce, trudniej ulozyc sobie zycie niz facetowi bez zobowiazan. Tak trudno to zrozumiec? Pytasz o kompromis? Powiedziec mamie ze bedziesz utrzymywac kontakt z ojcem ale nie uszczeslwiac jej towarzystwem exmeza i jego zony. Zaprosic matke na wigilie a ojca na pierwszy dzien swiat. Do ojca zadzwonic lub spotkac sie z nim przed wigilie i zlozyc zyczenia. Tak trudno to wymyslec?
            • olikol Re: Z tego co czytam 21.10.14, 20:25
              nie wymagaj tak wiele od trollicysmile
          • olikol Re: Z tego co czytam 21.10.14, 20:24
            no to poproś zeby cię adoptowała i przestań się wiecznie czepiać swojej matki biologicznej.
      • 71tosia Re: Z tego co czytam 21.10.14, 18:38
        jest nawet chyba gorzej. Autorka kalkuluje chyba tak - Lubi tate nie lubie mamy (ok zdarza sie) trudno poswiece sie jednak i zaprosze oboje, a jak mama na te wigilie nie przyjdzie to jeszcze lepiej, bedzie sympatyczniej wink
        • jovenmadre Re: Z tego co czytam 21.10.14, 19:03
          No i oprócz słusznej rady pożegnania się z forum nie otrzymałam żadnego pomysłu na spędzenie świat. Tylko obelgi pod moim adresem, jak to jestem wyrodna córka, która chce skazać matkę na samotne święta. Według was powinnam mamę zaprosić na wigilie, wysłuchiwać płaczy, ze w ogóle ośmielam się spotykać z tata i , że on nie ma prawa wnuka oglądać ,i spedzic wigilie na pocieszaniu mojej mamy, ze wiem, ze tata jest beznadziejny Innej rodziny w tym mojego męża nie zapraszać w ogóle, a jeżeli tak to w drugi dzień świat a te prawie 20 osób, która przyjedzie pogratulować nam dziecka ma wigilie spędzić w hotelu , tak aby moja mama nie czuła się czasami dotknięta obecnością ex, który od 17 lat ma inna żonę i żyje z nią już dłużej niż z moja mama, ale nadal jest ona kochanka ojca.
          To nie jest zwykła wigilia , to jest spotkanie rodziny, aby przywitać i świętować narodzenie naszego dziecka, tym bardziej, ze chrzcin nie będzie. Nie zamierzam robić spotkania rodzinnego na dwie raty z powodu mojej mamy. A gdybym robiła chrzciny to tez miałabym robić 2 razy?
          Zupełnie żeście zwariowały.
          • jovenmadre Re: Z tego co czytam 21.10.14, 19:08
            a rodzine jak mam podzielić? Mama w jeden dzień a reszta w inny, czy maja pisać kartki lojalnościowe, kto z kim chce sie spotkac? wigilia z mama a pozostałe 20 osób w inny dzień z wigilia w hotelu? ( skoro przyjadą na to spotkanie z daleka, nie będą chcieli spędzać wigilii w samolocie) - i maja się dostosować?
          • guderianka Re: Z tego co czytam 21.10.14, 20:08
            Nie zamier
            > zam robić spotkania rodzinnego na dwie raty z powodu mojej mamy


            to nie rób
            w tym roku zrób święta dla taty
            a za rok dla mamy
            i tak ze wszystkim
            tongue_out

            ewentualnie całkiem zerwij relacje z tą podłą matką- niech sobie radzi sama, ma przecież siostry
          • yasuko-yasuko Re: Z tego co czytam 22.10.14, 03:33
            Dostałaś, ale nie raczyłaś na nie odpowiedzieć.
            Odpisujesz wybiórczo na to, co Ci pasuje do teorii.
            Nie wierzę, że jesteś prawdziwa....
      • jovenmadre Re: Z tego co czytam 21.10.14, 19:16
        nie chce żeby się godzili, nie chce, zeby sie dzielili prezentami. Było by mi miło, gdyby po tylu latach moja mam umiała usiąść przy stole z cała moja rodzina i cieszyć sie z narodzin wnuka. Bo to nie jest zwykła wigilia , a ja nie mam checi poskładania rodziny. To jest powitanie dziecka .- nawet słyszałam że w religii katolickiej ma to cos wspólnego z wigilia.
        • olikol Czułam, że do tego zmierza 21.10.14, 20:21
          Autorka urodziła Jezuska. Klękajcie narody big_grin Poród zaplanowała czas tej wstrętnej katolickiej wigilii i każdy ma przyjść i się dostosować, bo ona tak chce a tylko ona racje ma. i jezuskiem zamacha na dowód.
        • morekac Re: Z tego co czytam 22.10.14, 06:42
          Takt zerowy albo i ujemny z tą rodzinną wigilią, serio piszę.
    • mnb0 Re: od nowej mamy o ojcach 21.10.14, 13:12
      Jak juz urodzisz to dziecko i chwile razem pomieszkacie, to pomysl sobie, ze oto teraz zostawiasz to dziecko i swojego meza i odchodzisz w sina dal z innym panem.
      Tak wlasnie zrobil twoj tatus.
      • jovenmadre Re: od nowej mamy o ojcach 21.10.14, 18:57
        Pechowo dla ciebie, nie odszedł w sina dal. Był dla mnie cały czas dobrym tata i nigdy nie narzekałam na brak zainteresowania mną ani kontaktu.
      • verdana Re: od nowej mamy o ojcach 21.10.14, 20:26
        O ile rozumiem pretensje do matki, zę odsuwała córkę od ojca, ze żądała, aby ojciec był rodzicem "gorszej kategorii", to jednak wymaganie, aby teraz matka spotkała sie z ojcem jest naprawdę od czapy. Niezależnie, czy Ci na tym zależy, czy nie. Przyjmij , że rodzice nie mają obowiązku poświęcać sie dla dorosłego dziecka i robić czegoś, czego absolutnie nie chcą robić, aby sprawić dziecku przyjemność.
        Wigilia nie jest dniem, gdzie wolno Ci wymagać od matki, aby spędziła ja w najgorszy dla siebie sposób.
        Powinnaś Wigilię spędzić z mężem i dzieckiem. Rodziców zaproś oddzielnie, na dwa pozostałe dni świąt.
        • olikol Re: od nowej mamy o ojcach 21.10.14, 20:27
          Przede wszystkim autorka nie jest wierząca, nie uważa wigilii za coś istotnego.
          Po kiego grzyba robi imprezę właśnie w wigilię? hipokrytka do potęgi.
Pełna wersja