mag1_k
11.11.14, 21:59
Dziewczyny mam do Was pytanie, jak na moim miejscu zachowywałybyście się w opisanej poniżej sytuacji. Przepraszam, że piszę obrazowo i konkretnie, ale w celu nierozwlekania mej wypowiedzi i dla jasności sprawy.
Chodzi o relacje z moimi teściami. Teść jest byłym alkoholikiem/pijakiem, tj. kiedyś w okresie dzieciństwa mojego męża upijał się regularnie, wracał do żony i dzieci w stanie wiadomo jakim, urządzał im regularne awantury i bijatyki. Mój mąż wspominał awantury i poniżanie dosłownie o nic, rzucanie talerzem z gorącą zupą o ścianę itp akcje, ustawiczne poniżanie, regularne bicie swojej matki i jego oczywiście też. Trwało to całe lata, odsiedział nawet wyrok kilkunastomiesięczny za pobicie rodziny. Nie przeszkodziło to w powrocie do zony i spłodzeniu kolejnych dzieci. W efekcie mąż, jak najszybciej się dało, starał się usamodzielnić, zarabiał na swoje utrzymanie juz od osiemnastego czy siedemnastego roku zycia. Po szkole i pracy przesiadywał z kolegami w knajpach, byle w swoim rodzinnym domu jedynie spać. Poznał mnie tuż po dwudziestce, szybko się do mnie wyprowadził, bo już miałam swoje pierwsze mieszkanie. W pewnym okresie jego ojciec się uspokoił, tj. nie stroni od uzywek, ale się w naszym towarzystwie od kiedy go znam nie upija, rodziny nie katuje podobno od czasu, kiedy synowie osiągnęli wiek umożliwiajacy skuteczną ew. obronę... Odnoszę wrażenie, że to jedyny powód "uspokojenia" teścia. Przepraszam, jestem tego wręcz pewna.
Obecnie oczywiście nie ma na ten temat żadnych rozmów, jest to rodzinny temat tabu. Teściowie grają rolę dobrych rodziców i dziadków, zapraszają, nie ma możliwości, aby ich nie odwiedzić w święta jedne i drugie, czy w lecie na działce. Może dlatego zaczęłam o tym znowu mysleć, bo zbliżają się świeta... Zapewne nie zdziwicie się, kiedy napiszę, że nie mamy sobie nic do powiedzenia, atmosfera jest drętwa, potwotnie się męczę podczas wizyt świątecznych i innych. Komunikatywność ich jest prawie zerowa, kontakty ze swoimi dziećmi mają pozornie ok, ale tak naprawdę żadne, emocji pozytywnych zero. Jedyne pytanie kierowane przez teścia do męza to o pracę, po czym zapada cisza. Próbuję ją ratować, ale coraz mniej mi się chce. Mąż też jest wyraźnie tym zmęczony, ale czuje wewnętrzny przymus, aby odwiedzic mamę w święta i na inne okazje. On i rodzeństwo traktują mamę jak ofiarę,bardzo ją kochają, nie widzą, że ona jest współwinna, bo miała możliwość zakończyć ten chory związek, kiedy miała małe dzieci. Dla mnie jej postawa jest nie do zaakceptowania. Zreszta kiedyś rzuciła mi hasło ni stąd ni zowąd, nie pamiętam kontekstu, kiedy się jakoś zorientowała, że wszystko wiem "co było a nie jest nie pisze się w rejestr"... między jednym a drugim gryzem ciasteczka....
Już kończę wywód, bo mogłabym tak długo. Jak postępowałybyście na moim miejscu w sprawie różnych kontaktów z tymi ludźmi? Cały czas pojawiają się pretensje między wierszami, ale wyrażane najczęściej przez najmłodsze juz pełnoletnie ich dziecko, że moich rodziców cześciej widujemy i jesteśmy bliżej. Noż k... to są moi przyjaciele, aż niestosowne dokonywać jakichkolwiek porównań. Męża pokochali od pierwszego wejrzenia, w końcu mieli na starość syna

Mój mąż też ma z nimi super kontakt dla jasności. Wracając do tematu, jak ja mam się zachować? Stara baba ze mnie, trwa to juz ponad dziecięć lat. Cały czas zachowuję się kulturalnie, powściągliwie, rozmawiam o pogodzie i dzieciach. Ale jestem ciekawa opinii osób z zewnątrz. Mam dość pytań kierowanych przez teściów do moich dzieci, kiedy ich odwiedzą, że widujemy się tak rzadko. Można ot tak zamknąć jeden straszny rozdział w życiu i jakby nigdy nic życ spokojnie dalej? Nie ogarniam ich postępowania, tkwię w tym bagienku z powodu mego kochanego męża i obecnie dzieci. Postawcie się chwilę w mojej syt. i podpowiedzcie coś, proszę.