ja dalej zyc?...

07.09.04, 23:35
dostalam dzis list od kuzynki, jej meza szwagier zmarl.
Jechal rowerem i wpadl po samochod. Przelezal tydzien w szpitalu. Zona byla w
9 m-cu. Oczywiscie urodzila wczesniej, w trakcie jego pobytu w szpitalu.
Zmarl zanim zobaczyl dziecko...
Mial ok. 25 lat. Wlasnie kupili mieszkanie. Mieli tyle planow...
Jak tu zyc bedac mloda wdowa?
Jak tu wychowywac dziecko bez ojca?
Kazde urodzinki corki beda zarazem rocznica smierci ojca...
Rycze caly wieczor, mam tak cholernego dola ze nic mi nie pomaga.
Zycie jest okrutne...
    • sakada Re: ja dalej zyc?... 07.09.04, 23:41
      Chciałabym powiedzieć coś konstruktywnego... pocieszającego. Ale nie potrafię. Jak sobie wyobrażę, że ja mogłabym być teraz w ciąży z Oskarem, a mojego niemęża mogłoby nie być przy mnie...

      Josik - ona (żona) potrzebuje MNÓSTWO wsparcia. Znasz ją? Pomóż jej. Nie znasz - tez pomóż. Sama bym to zrobiła, ale nie wypada.
      • josik11 Re: ja dalej zyc?... 07.09.04, 23:48
        na pewno sie za niego pomodle, za nia i za dziecko tez
        napisze list do kuzynki i cos sie wymysli
        tylko szkoda ze mieszka tak daleko, taka pomoc na odleglosc to juz nie to samo,
        bo w tym wypadku to rozmowa duzo by dala...
    • anka90 Re: ja dalej zyc?... 08.09.04, 08:58
      Witam,
      sama przeżyłam taką sytuację. Mój mąż zmarł bardzo nagle w grudniu w tamtym
      roku, wszystko trwało 4 godziny. Zostałam z malutkim dzieckiem, które miało
      poważne problemy zdrowotne.Planów mieliśmy bardzo, bardzo dużo....
      W tym najcięższym czasie najbardziej pomogli mi moi rodzice, zwłaszcza mój
      tato.Trudno cokolwiek radzić w takiej sytuacji. Ja bardzo dużo modlilam się.
      Dziewczyny na forum doradzały wziąć sie w garść. Nie jest to łatwe, ale przy
      dziecku nie należy płakać. Dopiero wieczorem mogłam i ...
      Teraz mija 9 miesięcy od tej tragicznej daty. Patrzy na życie się już zupełnie
      inaczej, dużo poważniej. Jednak w pewnym momencie zaczęłam widzieć słońce.
      Najważniejsze, żeby były przy niej najbliższe jej osoby, któe jednak będą na
      tyle silne, że nie będą ciągle wracać do tej tragicznej sytuacji. Najważniejsze
      jest maleństwo.


      Pozdrawiam

      Ania z małą Monisią
      • katse Re: ja dalej zyc?... 08.09.04, 09:13
        sąsiad zginał w wypadku jakieś 5 lat temu. Sąsiaka młodziutka dziewczyna wtedy
        była w ciąży - dała rade wlaśnie dzięki wsparciu swoich rodziców i teściów.
        Dzisiaj Wiktoria jest piękną dziewczynką, która mówi, że onanigdy nie jest
        sama, że jej tata jest zawsze z nią. Izka daje rade. Potrafi być szczęśliwa.

        moze to nie pocieszenie dla wdowy, ale dla Ciebie joasik.

        Pomoz jej jak tylko mozesz.

        K
        • mharrison Re: ja dalej zyc?... 08.09.04, 09:26
          Powiem pewnie banał ale żyć trzeba dalej, ze względu na dziecko/dzieci w
          miarę "normalnie", chociaz takiej sytuacji daleko jest od normalności i
          utartych kolei losu.

          Twojej kuzynce, podejrzewam, najbardziej potrzebna jest pomoc rodziny i
          przyjaciół. Dodam, pomoc mądra, chęć poswięcenia czasu i rozmowy, bez
          wyświechtanych sloganów "Bóg tak chciał", "każdy ma swój krzyż" ect. I pomoc
          przy dziecku, by mogła się wypłakać i dac upust swoim emocjom pod nieobecnośc
          malucha.

          Osobiście ucieszyłabym się z wyważonego listu,a przy okazji odwiedzin z
          propozycji odwiedzenia grobu męża na cmentarzu.

          Rozważałabym też większą pomoc (czyt. częstszą obecność) męskich członków
          rodziny: braci Twojej kuzynki, jej męża, przyjaciół.

          Myślę, że po stracie bliskiej osoby można z czasem być szczęśliwym, lecz to już
          szczęście w innym wymiarze, pozbawione beztroski i idylli minionych lat.

          Pozdrawiam serdecznie.
          • sabe Re: ja dalej zyc?... 08.09.04, 09:31
            Josiku! Najważniejsze to okazac wsparcie tej młodej mamie - wdowie, której
            najsczęśliwsze chwile macierzyństwa rozrywane są bólem młodego wdowieństwa.
            Moja siostra nico ponad 2 miesiace temu została wdową - mąż zmarł na jej
            rękach, w dniu jej 30 urodzin. Zawał. Została ona, dwoje dzieci, masa planów,
            rozgrzebanych spraw... Pozbierała sie tylko dzięki temu, że są dzieci, że
            patrząc na nie, widzi jego, że dla niego, dla pamięci o nim musi je wychować,
            musi być silna, w każdym tego słowa znaczeniu. Oczywiscie nieosenioną pomoc
            dają jej i jego rodzice. Tym, ze są w pobliżu, że dzwonią, przyjeżdżają,
            zajmują i ją i dzici czymś. Trzyletnia M. gniewa sie na Boga, ze tak długo
            tryzma jej tatusia, i każdą modlitwę kończy prośbą, aby już jej go odesłał...
    • r_y_b_a Re: ja dalej zyc?... 08.09.04, 09:39
      cóż tu można napisać?... mam tylko nadzieję, że nie zostanie sama z
      dzieciątkiem, że będzie z nią ktoś nie tylko 2 tygodnie po "rozstaniu", ale
      dłuuuużej, bo tak naprawdę to dopiero później zaczyna brakować tej osoby, a
      często inni zajęci są już wtedy swoimi sprawami
      • ewa2233 Re: ja dalej zyc?... 08.09.04, 09:54
        Josik! powinnaś z nią po prostu BYĆ.
        Nawet listownie.
        Nie silić się na slogany (typu wiem co czujesz, jakoś to będzie itp).
        Może zadzwonić wieczorem, gdy dziecko śpi i powiedzieć :
        "Wiem, co się stało. Chciałabym być teraz obok, by cię wesprzeć"
        i po prostu przez chwilę razem popłakać do słuchawki.
        To pomogłoby choć trochę i Tobie i Jej.
    • josik11 Re: ja dalej zyc?... 08.09.04, 16:44
      dzieki za wsparcie...
      Mloda wdowa przebywa caly czas z tesciami.
      To nie jest moja kuzynka tylko kuzynki szwagierka. Ale znalam ja.
      Mam nadzieje ze jej brat duzo jej pomoze.
      Dziewczyny dzieki za rady. Jestescie kochane.
      Przykro mi ze niektore z nas tez taka sytuacja spotkala...
    • tom5014 Re: ja dalej zyc?... 09.09.04, 06:55
      b. przykre...
Pełna wersja