julita165
16.12.14, 15:30
Pewnie idę pod prąd modnym prądom pro-rowerowym ale wkurzyłam się na maxa ! Otóż niedawno wjechał we mnie tzn w mój samochód rowerzysta, mam wgniecenie w klapie bagażnika. I jeszcze baran jeden pieklił się, że to moja wina. Wezwaliśmy mundurowych i panowie grzecznie mu wyjaśnili co to jest bezpieczna odległość i dostosowanie prędkości do warunków jazdy ( mokro, nawierzchnia śliska ze starej kostki, ja zahamowałam na czerwonym, on jechał za mną, nie wyhamował, podejrzewam że w ogóle świateł nie zauważył bo jechal ubrany na żółwika na wypasionym rowerku w pozycji mocno zgiętej ).
Tylko co mi teraz po tym, że on jest winny ? Mam pozew złożyć o naprawienie szkody ? Dlaczego do cięzkiej anielki nie ma obowiązku OC dla rowerzystów. Miałabym problem z głowy. Jak sama jeździłabym w ruchu ulicznym ( czasem latem sobie po lesie tylko jeżdżę ) to dla własnego komfortu chciałabym coś takiego mieć bo co jak wyrządzę naprawdę poważną szkodę i będę bulić przez 10 lat np. 100 tys zł.
Także chyba zostanę aktywistką pod hasłem "OC albo do lasu"