edzio_grubas
09.09.04, 17:43
Moj mezus zwariowal na punkcie naszego bobasa. Odkad jest z nami dziecko, nie
spuszcza go z oczu. Gdy ja nosze malego na rekach, maz zaraz mi go zabiera,
bo boi sie ze maly za bardzo bedzie do mnie przywiazany a za malo do niego. W
zasadzie pozwala mi go trzymac na rekach tylko wtedy, gdy go karmie albo gdy
placze. Chcialam dzis pojechac do rodzicow to powiedzial mi, ze moge jechac
ale... sama... bo dziecko tez jest jego. Moze dodam ze bobas ma 5 tygodni i
je tylko piers. Tak wiec musialam zostac w domu. Maz w nocy spi w drugim
pokoju (zeby sie wyspac) ale nad ranem, gdy maly spi... to wpakowuje sie nam
do lozka (zgadnijcie kolo kogo musi spac?) Czytalam w madrych ksiazkach, ze
tatusiowie po porodzie czuja sie odtraceni i inne takie. U nas tego nie ma.
Na poczatku sie cieszylam, ze maz chce sie zajmowac dzieckiem, ze sie go nie
boi. Teraz zastanawiam sie czy nie zaczyna sie jakas chora rywalizacja. Musze
go chyba "wziac na dywanik" i powiedziec co o tym mysle!
A co Wy mamusie o tym myslicie? Spotkalyscie sie z czyms takim?