cilantre
17.01.15, 19:37
Spotkałyśmy się przypadkiem z dawno nie widzianą koleżanką, a że było niedaleko do niej, to zaprosiła mnie do siebie na kawę. Obie byłyśmy po pracy. Ona wyszła z domu o 6,30, syn licealista o 9,00, a mąż o 13,50.
Sytuacja w domu następująca: w kuchni porządeczek - ani jednego naczynia na wierzchu, stół i zlew czyściutki ( wszyscy jedli śniadanie, a mąż dodatkowo podgrzany obiad), pozostałe pomieszczenia bez oznak jakiegokolwiek nieładu. Koleżanka pokazywała mi co się zmieniło w czasie, gdy się nie widziałyśmy, więc przeleciałyśmy się prawie po całym domu. W sypialni łóżko pościelone, ani jednej sztuki garderoby na wierzchu.
W pokoju młodego jedynie kołdra w nieładzie, ale poza tym NIC, żadnej książki, czy skarpetki na podłodze, żadnych gaci tym bardziej

Przyznam, że byłam w szoku. Moja rodzina nie jest taka zmobilizowana, żeby konsekwentnie zostawiać po sobie porządek. Raczej dom po porannych wyjściach wygląda jak po lekkim tajfunie. Sukcesem są naczynia w zlewie, ale pełno butów w przedsionku, choć mam wielką oddzielną szafę tylko na buty, ubrania zostawiam na fotelu w sypialni, a w pokojach młodych, to lepiej nie mówić ...
Ja dotąd nie myślałam, że u mnie jest jakoś nie tak - zawsze było wytłumaczenie, że się wychodzi z samego rana ... Ale teraz to już nie jestem pewna

A wy - czy zaprosiłybyście tak znienacka, bez skrępowania koleżankę do siebie na kawę ?