Gość: pracującamama
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
20.01.15, 15:51
witam, zajrzałam na to forum w nadziei, ze moze jakaś rada, czy podpowiedź.....
Problem w skrócie wygląda tak:
Jestem wdową od 10 lat. Od roku spotykam się z mężczyzną, w którym byłam zakochana 25 lat temu. Uczucie jest bardzo silne. I trudne (jego sytuacja życiowa jest bardzo skomplikowana, nie mieszkamy razem)
Mam dwójkę nastoletnich dzieci, które lubią mojego partnera.
Jest bardzo duży problem z relacją: przeszłość - teraźniejszość (przyszłość): w momencie wychodzenia za mąż wybrałam przyszłego męża, a nie człowieka, który jest moim obecnym partnerem. Czyli w skórcie mówiąc: wtedy dostał kosza. Czego ja osobiście żałuję. A on odczuwa to ciągle jako ranę. Bolesną. W najgorszych momentach zrzuca na mnie winę za jego nieudane życie.
Jestem osobą wykształconą, pracuję, sama dbam o dom i dzieci. I wychodzi mi to nienajgorzej, w tych trudnych czasach. Piszę o tym, bo nie jestem kimś, kto da się wpędzić w poczucie winy. A jednak ciężko mi tłumaczyć, przekonywać, rozmawiać, kiedy w grę wchodzą emocje i żal, podsycony bardzo trudną sytuacją obecną.
W temacie napisałam "Dziadkowie...", ponieważ to chyba wątek, który jest najtrudniejszy....
On traktuje: moje nazwisko, wszelkie moje kontakty z rodziną zmarłego męża, czasem nawet dzieci, jako niemal zdradę. A w najlepszym wypadku: ponownie wybór tamtej "strony", a nie jego.
Zaznaczam, ze rodzina mojego zmarłego męża mieszka w innym mieście. Przez lata nie dali mi powodu do jakichkolwiek narzekań, a ja w drugą stronę nie utrudniałam im kontaktów z wnukami. Jednym słowem: układ był co najmniej poprawny.
Rozumiem, że nowy partner nie chce mieć "na karku" jakichś zaszłości. Więc oficjalnie powiedziałam tamtej rodzinie, że kontakty z dziećmi - ok, ale ja zaczynam od nowa i nie będę się z nimi kontaktować. Chcę mieć czystą sytuację. I tak robię.
Problem z dziećmi. Mają dobre układy z dziadkami, a oni dbają o wspólne relacje. Wożę je na wakacje 2x do roku. Zostawiam walizki, krótko ustalam co i jak i wyjeżdżam.
Partner jednak i tego nie akceptuje. Twierdzi, że nie zniesie takiej sytuacji w momencie, gdybyśmy zamieszkali razem, a dzieci byłyby również pod jego opieką. Mówi wręcz, że nie chce nawet ułamka tamtych ludzi (w domysle: którzy pośrednio, będąc rodzicami wroga, spowodowali jego nieszczęście i ranę).
Czy ktoś spotkał się z taką sytuacją?
Wiem, że żal, poczucie krzywdy za to, co stało się lata temu...ale z drugiej strony nie można decydować za dzieci, nie można grać na ich emocjach, mówiąc: to teraz koniec wyjazdów do dziadków, bo partner tak chce......

Co myślicie?