kosciotrup1977
24.01.15, 10:09
Opisaną przez kogoś w długim wątku. Zwykle tylko czytam, ale dziś aż się zarejestrowałam, aby napisać. Pracowałam przez ponad 5 lat przed urodzeniem pierwszego dziecka. Po macierzyńskim zostałam w domu na wychowawczym, bo i zdaniem moim i męża dziecku lepiej w domu z mamą niż w żłobku. Poszło do przedszkola, chorowało, ktoś musiał zawieźć i odwieźć, ugotować obiad. Potem na świat przyszło drugie dziecko. I znów się poświęciłam. Skrycie marzyłam o powrocie do pracy zawodowej od momentu zakończenia urlopu macierzyńskiego przy pierwszym dziecku, ale poczucie winy nie pozwoliło mi na to. Mąż również skutecznie je podsycał. Teraz jestem już w domu prawie 10 lat i wiem, że moje szanse na jakąkolwiek pracę są marne. Ani mąż ani dzieci nie byłyby zachwycone, zresztą. Gdybym znalazła pracę czekałyby na mnie w domu i tak obowiązki domowe i dzieci. Jeśli udałoby mi się znaleźć pracę nie zarobiłabym nawet jednej piątej tego co mąż. Nie tak chciałam żyć. Ktoś napisał, że za głupotę się płaci. Inny ktoś wyśmiał poświęcające się matki. Zrobiło mi się bardzo przykro. Jestem nieszczęśliwa i chyba już zawsze będę, bo inne życie mnie nie czeka.Mąż bagatelizuje sprawę, powtarza, że wymyślam, mnóstwo kobiet chciałoby być na moim miejscu. Nie chodzi mi tylko o pracę zawodową, chociaż jest moim marzeniem. Również o to, że stałam się kobietą stawiającą ponad wszystko potrzeby własnej rodziny, kobietą do dyspozycji męża, dzieci, dodatkiem. Nie odpowiadała mi nigdy ta rola, a do niej doprowadziłam, mam wrażenie że bezwolnie i bez mojego udziału, tylko przyjmowałam to, co przyniosło życie. Przepraszam za chaotyczność, ale musiałam to wszystko wyrzucić z siebie.