Ja jestem taką niepracującą kobietą.

    • marcelina4 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 15:05
      znam dwie kobiety, które sie wyrwały z domu, jedna bodajże po siedmiu latach z dziećmi
      mężowie się nie zgadzali, sabotowali ( jeden potrafił zawieźć żonie do pracy ryczące i zasmarkane dziecko ), straszyli rozpadem rodziny, rozwodem i niemalże samobójstwem własnym i dzieci, gadali, wpędzali w poczucie winy, nie pomagali ostentacyjnie ani e domu, ani przy dzieciach i co?
      i nic, małżeństwa się nie rozpadły, dzieci i mężowie żyją w zdrowiu, kobiety pracują, zarabiają pieniądze, są zadowolone i nie żałują żadnych decyzji
      ale one się uparły, zawzięły i zawalczyły o siebie, ale tez pokazały mężom, że nie są bezwolnymi mimozami, że potrafią i chcą kierować swoim życiem, że mężowie nie kupili sobie gospoś, tylko wzięli partnerki życiowe, partnerki, a nie niewolnice
      pomyśl o tym, życzę Ci powodzenia i wiary w siebie
      • allatatevi1 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 15:27
        > i nic, małżeństwa się nie rozpadły

        W opisanych przypadkach to raczej nie jest żadne pocieszenie.
        Nie ogarniam jak te kobiety mogą być jak piszesz "zadowolone", mając świadomość że żyją pod jednym dachem z wieprzem, który tylko czeka żeby im się powinęła noga.
        • bachtin Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 15:31
          Popieram. Ch..ek, który przywiózłby mi zasmarkane ryczące dziecko do pracy zasługuje na pozew i kopa w dupę (wiem, że nie zawsze się da). Totalny brak empatii wobec własnego dziecka. Żona jest dorosła i może się bronić, ale kilkulatek? Rzyg.
        • marcelina4 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 16:17
          widać im ten wieprz odpowiada, więc nie ma problemu ( ja oczywiście nie mam problemu )
        • aneta-skarpeta Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 17:52
          mój eks mąż był takim typem, co w ramach odgryzania się bylby w stanie przywiesc mi do pracy zasmarkane, rozryczane dziecko- zeby tylko pokazac "kto tu jest panem"

          jest to chore i od takiego człowieka trzeba uciekać jak najdalej
    • kropkacom Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 15:43
      Nie lubię takich postów. Pojawia się jątrzący wątek i zaraz potem ktoś kto jest akurat w opisanej sytuacji. W dodatku nowy nick. Nie wiem, ale jeśli nie trollujesz to forum za ciebie nic nie zrobi. Pamiętam jak chyba sehll na forum marudziła, ze jest w domu. Poszła do pracy i też marudziła. Teraz jest w trzeciej ciąży. Będzie marudzić. Żeby nie było tez mi jest i było przykro, ze dla wielu jestem tylko garkotłukiem. Zawłaszcza, ze ja nie marudzę i nikogo za nic nie winię. Jeśli jesteś prawdziwa to znajdź nawet prosta pracę, bo innej rady nie dostaniesz. Ech ludzie...
      • kropkacom Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 15:58
        Z tą różnicą, że ja dla mojego męża i dzieci nie jestem kucharką.
        • annajustyna Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 16:03
          W ogole nie gotujesz?
          • kropkacom Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 16:42
            Gotuję. Ty jak gotujesz to jesteś dla swojej rodziny kucharką? Jak sprzątniesz sprzątaczką? Jak zrobisz zakupy do dostawcą?
          • nanuk24 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 25.01.15, 03:30
            W ogole nie zrozumialas Kropki.
            Chodzilo jej o to, ze maz nie traktuje jej jak pania na posylki bez zadnych praw i glosu.
            Jak Kropka ugotuje obojetnie co, to maz zje i powie, ze bylo pyszne; a jak Kropka nie ugotuje, to maz wdepnie po drodze do pizzeri i tez podziekuje za wspolny posilek. taka relacja miedzy malzonkami, ktora powinna istniec niezaleznie czy zona wychodzi do pracy czy zostaje w domu.
    • klubgogo Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 17:42
      Jesteś nieszczęśliwa w tym stanie, ale nie robisz nic. Co to za tłumaczenie:

      Poszło do przedszkola, chorow
      > ało, ktoś musiał zawieźć i odwieźć, ugotować obiad.

      Gdybym znalazła prac
      > ę czekałyby na mnie w domu i tak obowiązki domowe i dzieci.

      co to za tłumaczenie, jak miliony kobiet na świecie dzieliłabyś te obowiązki z pracą, to naprawdę nie boli. Lepiej tkwić w niezadowoleniu do końca życia i żałować, że się czegoś nie zmieniło.
    • zla.m Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 21:05
      Nie wiem, na ile jest to dla ciebie realne, ale może spróbuj metodą małych kroków. 3 zmiany w fabryce mają tę wadę, że cię wykończą i faktycznie możesz nie mieć siły na szukanie innej pracy, a za parę miesięcy wrócisz do domu z podkulonym ogonem.

      A gdybyś tak najpierw zrobiła jakiś kurs/studia w kierunku zawodowym? Pisałaś, że byłaś pomocą księgową, no to jakaś rachunkowość na przykład. Męża - skoro nie da się z nim rozmawiać normalnie - można podejść, na zasadzie: "kochanie, skoro TOBIE tak nie pasuje ta fabryka, to odpuszczę, ale wiesz, takie studia, co drugi weekend, parę godzin itp." To by pozwoliło ci się wyrwać, wejść w środowisko bardziej związane z zawodem, jakiego chcesz, a z drugiej strony - rodzina się powoli przyzwyczai, że cię nie ma dzień czy dwa i odkryje ze zdumieniem, że obranie ziemniaków czy umycie kubka leży w zasięgu każdego dorosłego faceta (a także 10-latka). A męża znowu można przekonać, że skoro zainwestował w twoje studia (tak wiem, kasa jest wspólna, ale ja nie mówię o tym jak powinno być, tylko o takiej chorej sytuacji), no to nie warto, żeby mu się inwestycja nie zwracała. Masz szansę na pracę w biurze - pomoc księgowej to może być pół etatu czy np. praca tylko w okresie robienia bilansów - na początek. A nawet pełen etat, to akurat w przypadku księgowej daje możliwość pewnego manewrowania godzinami pracy, zrobienia czegoś w nocy, a w dzień ogarniania dzieci - jeśli pan mąż będzie sabotował.
    • beata680 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 21:13
      Dziewczyny dużo już napisały sensownych rad, więc o szukaniu pracy się nie wypowiem. Ale jeśli chodzi o układy z mężem to coś bym dodała do przemyślenia.
      U mnie akurat sytuacja była odwrotna. Bardzo chciałam zostać trochę z dziećmi, chociaż lubię moją pracę. Ale finanse nie pozwalały. Na dodatek zawsze zarabiałam więcej, więc to się "nie opłacało". Wyrażałam głośno moje chęci i szukałam rozwiązań "Może poszukałbyś lepiej płatnej pracy?", jakoś tak bez odzewu. Zawsze było jakieś ale... i podsycanie moich obaw, że nie damy rady bez mojej pensji. Wracałam więc do pracy zaraz po macierzyńskim (a były tylko 3-miesięczne). Wiesz co usłyszałam po latach od męża?
      "Wiesz, jak Ci tak zależało, żeby zostać w domu z dziećmi to przecież trzeba bylo zostać. Wcale się nie upierałaś"

      Może więc warto po prostu robic to co uważa sie za słuszne i na co ma sie ochote?
      • luc1309 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 22:45
        Piszesz, że zajmowalas się rachunkowoscia. Jestes wiec dobra z matematyki-niech wiec praca przychodzi do Ciebie, np korepetycje z matematyki? Mam znajoma, ktora zaczynala 8 lat temu od dwoch zajec tygodniowo, teraz ma już prawdziwy business. Do tego ogarnela trojke dzieci.
    • baltycki Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.01.15, 22:53
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,156366814,156366814,Melduje_sie_i_chwale_znalazlam_prace_.html
    • hugu Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 25.01.15, 06:57
      Nie pocieszę, ale o coś zapytam, bo bardzo mnie to ciekawi.

      Twój mąż cię nie kocha, na to mi wygląda. Nie zależy mu na tobie. Nie interesuje się tobą, nie chce, byś była szczęśliwa. Chce mieć full-serwis domowy i "żonę ze Stepford", czyli kobietę - automat dostosowany do jego potrzeb. Gdy zaczynasz być sobą, a nie żywą maszyną do domowej obsługi i reprezentacji - karze cię obrazą, wpędzaniem w poczucie winy i ekonomicznie (nie daje pieniędzy na twoje początki zawodowe). On cię nie kocha. Dlaczego ty go kochasz?

      Bardzo jestem ciekawa odpowiedzi, bo ciągle słyszę od kobiet w podobnym położeniu odpowiedź-wytrych: "Bo ja go kocham." Nie mam pojęcia, jak można kochać kogoś, kto nas nie kocha i w dodatku tak nie kochać samej siebie, by pozwalać się ubezwłasnowolniać przez tę osobę. Ktoś wyżej napisał, że rozumie, że można kochać takiego męża. Ja nie rozumiem.

      Wydaje mi się, że całe to "kochanie" to próba ocalenia godności w beznadziejnej sytuacji. "Miłość" jako motywacja trwania w złym położeniu brzmi znacznie lepiej niż "strach". A tak naprawdę tym, co dzieje się w uczuciach naprawdę, jest właśnie strach - tak myślę.

      Moja teoria (z perspektywy osoby mało kochliwej, więc może chybiona): Wcale nie kochasz i nie jesteś gotowa z tego powodu się poświęcić dla kogoś, kto cię nie kocha. Ty po prostu się boisz. Czujesz, że on cię nie kocha i chce mieć w tobie rolę, a nie osobę i że kiedy wyjdziesz z roli, bez mrugnięcia okiem będzie cię gnębił. Bo cię nie kocha, nie zależy mu na tobie.
      Wtedy ty będziesz miała bardziej dobitne dowody na to, gdzie on ma ciebie i twoje potrzeby. Pryśnie bańka "miłości" i nie tylko on, ale i ty staniecie przed zadaniem sobie pytania o sens tego małżeństwa. I może runąć lawina. Z szarpaniną przedrozwodową i całym repertuarem podłości ze strony kogoś, kogo teraz kochasz lub "kochasz". Boisz się, ze możesz nie dać rady w tej konfrontacji z trudną prawdą: brakiem uczuć ze strony męża i brakiem jego klasy jako człowieka (nie kocha - ale niechby chociaż szanował człowieka, z którym żyje).

      Jeśli pokieruje tobą strach, prawdopodobnie będziesz go nadal "kochać" i utrzymywać status quo. Nie przyjmiesz żadnej sensownej rady, co najwyżej zatrudnisz się w fabryce po to, by szybko z niej zrejterować i utwierdzić się w przekonaniu, że twoja praca zawodowa nie wchodzi w grę. Bo będziesz nieszczęśliwa z dwoma etatami. Twoja rezygnacja przypieczętuje na zawsze sytuację.

      Jeśli nie poddasz się strachowi i nie będziesz się oszukiwać miłością, która każe poświęcać się i wybaczać oraz ciągle rozmyślać, czego pragnie obiekt naszych uczuć i jak to spełnić - możesz dać radę.
      Przestań kochać i pytać o pozwolenie. Zacznij robić, co chcesz. Zaryzykuj tym rozwodem. Wlicz w koszta podłą atmosferę i przyjmij do wiadomości, że mąż ci nie pomoże.

      Masz dostęp do wspólnego konta? Wyjmij z niego pieniądze na swoją działalność, o której marzysz. Tę co "nie pozwolił". Powiadom męża, nie pytaj. Załatw, co tam trzeba, żeby machina działała, za pieniądze, które TEŻ do ciebie należą. Idź na wojnę. Ryzykuj. Działaj tak, jakbyś zapomniała, co to strach. Bój to jest twój ostatni - o twoją wolność, godność, niezawisłość.
      Wielu za takie sprawy ryzykowało życiem. Ty ryzykujesz tylko rozwodem. Jak dla mnie - warto.
      • bachtin Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 25.01.15, 12:11
        Mądrze napisane. Chociaż brutalnie.
      • zuzi.1 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 25.01.15, 12:48
        10/10
      • annajustyna Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 25.01.15, 13:28
        Slusznie napisane - na razie to neistety uklad Leoncio-Isaura jest i jak dziewczyna sie nie szarpnie jak najszybciej to przegra siebie. A Leoncio "takes it all".
      • aka10 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 25.01.15, 15:53
        Bardzo dobrze napisane, Hugu.
        • paliwodaj Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 25.01.15, 22:14
          to przeciez wadomo ze on jej nie kocha, ale potrzebuje I to bardzo Przeciez to taniej wyjdzie niz ninia, sprzatacza, kochanka I ogrodnik. Wiecie ile by musial kas zaplacic zewszystkie uslugi? Wiele ludzi tkwi w taki ziazkach bo to jest biznes
          • misterni Jesteście okropne. Hugo może mieć rację 23.03.15, 16:54
            w wielu poruszonych aspektach, ale nie koniecznie w tym, że mąż autorki jej nie kocha.
            Trzeba dać chłopu szanse - może jeśli żona wreszcie wyartykułuje co ją boli i co chce zmienić, podejdzie ze zrozumieniem i jej pomoże?
      • princesswhitewolf Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.03.15, 11:25
        Twój mąż cię nie kocha, na to mi wygląda. Nie zależy mu na tobie. Nie interesuje się tobą, nie chce, byś była szczęśliwa. Chce mieć full-serwis domowy i "żonę ze Stepford", czyli kobietę - automat dostosowany do jego potrzeb.

        wybacz ale... gadasz glupoty. Twoja definicja czym jest milosc nie oznacza cudzej definicji uczucia. Oczywiscie ze facet ma jakies wzorce kobiety w domu, ale nie oznacza , ze jej nie kocha. Po prostu on tak kocha.
        Dla mnie czy dla ciebie jest to byc moze falszywe spojrzenie na swiat, niemniej nie nalezy oceniac uczuc innych ludzi swoja miara. Kazdy jest inny.
    • kliklik Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 26.01.15, 08:38
      A ja bym chciała być "dodatkiem". Nienawidzę rano wstawać i nie wyobrażam sobie pracować do 67 roku życia!
      Dobrze, że w sumie robię to, co lubię, ale gdybym miała okazję, to chętnie zrezygnowałabym z pracy.
    • malwina329 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 23.03.15, 16:21
      Moim zdaniem zawsze warto walczyć o życie o jakim zawsze marzyłaś? nie powinnaś się poddawać, całe życie będziesz żałować, że nie spróbowałaś powrócić na drogę zawodową. Zacznij od małych kroków, przygotuj na to męża, dzieci i powoli w wolnych chwilach zacznij szukać pracy.
    • guderianka Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 23.03.15, 16:33
      Dzieci są już duże.
      Teraz czas dla Ciebie-jak nie teraz to kiedy ?
      Poszukaj u siebie w mieście -kursów z projektów UE, szkoleń, może studia - szukaj, pytaj i myśl o sobie. I bądź wytrwała-mąż będzie musiał się przestawiać ( aczkolwiek wierzę, że jest mu wygodnie, i to bardzo wygodnie)
    • misterni Przede wszystkim przestań sobie wmawiać, 23.03.15, 16:48
      że przegrałaś życie, na to jest stanowczo za wcześnie wink
      Zajmij się dokształcaniem i szukaniem pracy chociażby na pół etatu. Dzieci nie są już malutkie, nikomu nic się nie stanie, jeśli przez kilka godzin dziennie nie będzie Cię w domu. Wcale nie musisz zarabiać dużo, wystarczy że wyjdziesz do ludzi i zdobędziesz doświadczenie.
      Zajmij się też sobą - zacznij uprawiać jakiś sport, najlepiej na świeżym powietrzu, to naprawdę pomaga.

      Wszystko można, co nie można, byle z wolna i ostrożna.
      Misterni
    • kali_pso Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 23.03.15, 18:33
      Jestem nieszczęśliwa i chyba już zawsze będę, bo inne życie mnie nie czeka.

      Nie musi. Wiesz już dużo- jesteś nieszczęśliwa w tym stanie spraw- to wiele.

      Teraz odpowiedz sobie na pytanie- dlaczego? Czy tylko dlatego, że jesteś w domu i nie pracujesz zawodowo? Czy też czujesz się niedoceniana przez domowników? Innymi słowy- czy poczucie nieszczęścia wypływa z CIEBIE, czy z ZEWNĄTRZ? Następne pytanie- co dałoby Ci szczęście? Praca zawodowa czy też poczucie bycia szanowaną i docenianą w domu? Znajdz odpowiedź na to pytanie- znajdziesz drogę do szczęściasmile

      Powodzenia
    • lily-evans01 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 23.03.15, 18:36
      Cóż, będę na przekór, ale szczerze: jeśli stać Was na to, żebyś nie pracowała, jeśli możesz żyć spokojnie i na spokojnie ogarniać dom oraz dzieci, a mąż nie wydziela pieniędzy - to ja Ci zazdroszczę wink. Mam dosyć tej bezustannej szarpaniny między potrzebami domowymi a zawodowymi.
      • lena.113 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 23.03.15, 18:58
        Autorka chce iść do pracy,ja na jej miejscu nie szukałabym pracy fizycznej,jej mąż nie widzi celu,ile tam zarobi minimalna? Praca trudna,mało rozwojowa,zmianowa,np zmiana na 15 do 21 przy 4 letnim dziecku...po co?
        Autorka ma w wykształcenie,pomyslałabym jak je uzupełnić,zdobyć nowe
        Np 3 letnie studia nauczycielskie ,np nauczanie 1-3 klas,szkoły są nawet na zadupiu i w okolicznych wsiach,
        Zaoczne studia,odchowa dzieci,potem do pracy...
        Np kursy księgowości,otworzy własne biuro rachunkowe,są dotacje dla terenów wiejskich,dla kobiet zakładających działalność,moze prywatne przedszkole?
      • anika772 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 23.03.15, 18:58
        Ciekawa jestem, jak teraz wygląda sytuacja autorki. Zbyt zmęczona po pracy w fabryce żeby pisać, w trakcie rozwodu, a może mąż przekonał się do pomysłu i pomógł znaleźć pracę?
    • hema14 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 23.03.15, 21:33
      Ej, za bardzo bierzesz do siebie, że już nic nie możesz zmienić. Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji, tylko, że jakbym poszła do jakiejkolwiek pracy zarabiałabym więcej niż 1/5 pensji męża, z czego wnioskuję, że Wam się lżej powodzi na razie niż nam (finansowo). Czyli mam taką samą syt. zawodową a finansowo gorszą, ale nie przejmuję się tak jak Ty. Bo trzeba mieć inne podejście, a mężowi i dzieciom nie dać wejść na własną głowę. Swoje zainteresowania i hobby też mieć - jak nie szukasz teraz pracy a dzieci już szkolne lub prawie szkolne, to masz czas dla siebie, wiem coś o tym - chociaż to zależy jak bardzo perfekcyjną panią domu jesteś. Ja nie jestem i mąż ode mnie tego nie oczekuje. Owszem, robię większość rzeczy w domu, ale nie wszystko, staram się powoli wdrażać do obowiązków dzieci, a mąż to normalne, że coś robi, pomaga, a weekendy nie ma, że pan pracujący odpoczywa a pani niepracująca "pracuje" tak jak w inne dni tygodnia, o nie.
      Ja widzę dla siebie światełko i nadzieję na pracę jeszcze, optymistką chyba jestem, mam hobby, czytam książki, uprawiam sport, dzieci potrafią już na trochę zostać same w domu, bo ja też jestem ważna. A nie tylko dla dzieci i męża, musisz zobaczyć też siebie na tym świecie jako jednostkę i spełniać trochę Twoich potrzeb, marzeń, odmówić komuś czegoś, nie mówić, że się poświęciłaś, tylko tak wybrałaś. Sama chyba też widziałaś plus tego, że dziecko jest przy Tobie a nie w żłobku? Że choruje przy mamie a nie babci, jako przedszkolak. Wybrałaś tak i dobrze, tego było Wam trzeba, a teraz jest lżej bo dzieci starsze, możesz myśleć o pracy zawodowej i to jest ok. Mężowi przetłumacz.
    • kliklik Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.03.15, 08:31
      A ja chętnie bym zrezygnowała z pracy, gdyby mój mąż więcej zarabiał. Zazdroszczę.
    • princesswhitewolf Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.03.15, 11:23
      Poszło do przedszkola, chorowało, ktoś musiał zawieźć i odwieźć, ugotować obiad. Potem na świat przyszło drugie dziecko. I znów się poświęciłam

      przedziwne naprawde to poswiecenie.
      Chodze do pracy na pelen etat. Jakos daje sie zawiezc i odebrac dziecko. Nie jest to problem. Wszyscy maja obiad ( wolnowar, szybkowar, przygotowywanie podstaw poprzedniego dnia wieczorem, obieranie etc)

      ale
      > poczucie winy nie pozwoliło mi na to.


      wymowka


      Jeśli udałoby mi si
      > ę znaleźć pracę nie zarobiłabym nawet jednej piątej tego co mąż.


      tez mi sie tak zdawalo 10 lat temu. AKtualnei zarabiam wiecej niz on. Nie zrzedz.

      Jestem nieszczęśliwa i chyba już zawsz
      > e będę, bo inne życie mnie nie czeka.


      No to jeszcze biadol zamiast zabrac sie za zmiany w swoim zyciu.


      że bezwolnie

      O to to wlasnie


      i bez mojego udziału,

      jak najbardziej z twoim.
      • dzikka Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.03.15, 11:56
        Nie czytałam nic poza pierwszym wpisem autorki. Tak mi sie nasunęło, ze brak pracy sprawił, że stala się narzekajacą bezwolna istotą.

        Zawsze jest wyjście. Mam koleżankę która zaczęła robić w domu maskotki i je sprzedawać ( można robić biżuterię, udzielać korepetycji itp). Obecnie zrobiła kurs zumby i została instruktorką, ma zajęcia kilka razy w tygodniu w godzinach wieczornych. Mąż tygodniami poza domem, czworo dzieci i 40 na karku. Można?
    • aagnes Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.03.15, 12:28
      Zrób trzy rzeczy:
      1. wyobraz sobie, ze mezowi znudzilo sie utrzymywanie ciebie i odchodzi w sina dal z np kolezanka z pracy, rzuca jakies alimenty, ale nie ma go i juz
      2. idz na strone zus i wylicz sobie ile dostaniesz emerytury za te 5 lat pracy i czy z tego ew przezyjesz
      3. przemysl sobie tak zupelnie na zimno - czy to moralnie byc na czyims utrzymaniu i nid okladac zlotowki do domowego budzetu?
      • lena.113 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.03.15, 17:26
        Składki emerytalne męża i zony stanowią część majątku wspólnego,wiec jak maź ja zostawi,połowa jest jej,i alimenty na nią tez dostanie,bo praca w domu traktowana jest na równi z praca zawodowa współmałżonka,ale do pracy iść warto,tylko nie fizycznej do fabryki na zmiany jak sie ma wyższe wykszt,lepiej dokształcić sie,otworzyć coś swojego
        Cóż mężowi wygodnie...a autorka w domu widzi już wiezienie...do 67 roku życia daleko,co będzie robić za 13 lat kiedy aktualna 5 latka wyjedzie na studia?
      • anika772 Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 24.03.15, 17:53
        O ile dwa pierwsze punkty jak najbardziej ok, to z trzecim nie mogę się zgodzić. Autorka ma swój duży, choć niematerialny wkład w dobrostan rodziny; umożliwia mężowi długie godziny pracy zdejmując z niego obowiązki okołodomowe i logistyczne. Więcej, mężowi to odpowiada i on na pewno tego stanu rzeczy nie uważa za niemoralny.
      • mlodyniedowziecia Re: Ja jestem taką niepracującą kobietą. 25.03.15, 10:12
        Z pierwszym się zgodzę, z drugim też. Ale niemoralne to jest tylko wtedy, gdy ktoś nie chce pracować.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja