marusia_ogoniok_102
27.01.15, 20:08
Wiecie, nie to, żebym się chwaliła, ale całe życie uczyłam się nieźle, żeby nie rzec: zupełnie dobrze. Skolekcjonowałam sześć sztuk świadectw z paskiem. Polonistki i historycy wielbili mnie za wygrywanie wszystkich konkursów i zajmowanie miejsc w olimpiadach. Z ostatniej w życiu wywiadówki moja mama wróciła rozpromieniona z dumy, bo powiedzieli jej, że w olimpiadzie polonistycznej jeszcze nikt w historii mojego liceum tak wysoko nie doszedł.
No i co?
No i pstro. Właśnie oficjalnie zostałam ulotkarzem. Będę wciskać ludziom świstki, których nie potrzebują, ci ludzie będą się przeze mnie wkurzać, przeze mnie będą ścinane drzewa, stracę resztki poczucia własnej godności.
W zasadzie to chyba nawet prostytucja byłaby mniej szkodliwa społecznie niż te cholerne ulotki. Prostytutka przynajmniej komuś przynosi jakąś korzyść.
I wiecie co, w zasadzie to jakoś czuję, że ktoś tu mnie chyba w konia zrobił. Wszyscy od maleńkości mi mówili "ucz się", "idź do dobrej szkoły", "idź na dobre studia". No i uczyłam się. I poszłam.
W tej chwili mam nadzieję, że przyjmą mnie dodatkowo do sprzątania gdzieś, bo przynajmniej będę mogła sobie w twarz spojrzeć.
A ci, którzy ledwo przeszli przez test po szóstej klasie podstawówki, zapewne skończyli już zawodówki. Będą zarabiać więcej, niż ja kiedykolwiek. Już nie mówiąc, że ich praca będzie znacznie pożyteczniejsza.
Morał z tego - uczcie swoje dzieci, ematki, żeby albo uczyły się za**** dobrze i szły na medycynę, po której dobrze płatna i potrzebna robota jest i będzie zawsze, albo odpuściły szkolną naukę w ogóle i szły do szkół zawodowych, po której też zawsze znajdą robotę, znacznie lepiej płatną i pożyteczniejszą niż moje studenckie ulotki.
Jestem smutna.
Ale przynajmniej mój bałwanek przeżył noc.