millitta
09.03.15, 12:52
A raczej przyjęcie weselne.
Ładnych kilka lat temu wzięliśmy wyznaniowy ślub, po którym wyprawiliśmy "normalne" wesele. Było bardzo fajne, tak jak chcieliśmy i wspominamy ten dzień bardzo miło do dnia dzisiejszego.
Jednak teraz dojrzeliśmy do decyzji o zarejestrowaniu naszego związku przed państwem Polskim. I tutaj pojawiają się problemy. Nie chcemy traktować tego jak czynności administracyjnej i iść do urzędu w przysłowiowych jeansach, ale nie chcemy też robić drugiego ślubu i wesela bo ten już mieliśmy.
Myślimy nad formą pośrednią czyli ślubem cywilnym(najchętniej w plenerze) i potem przyjęciem weselnym w luźnej, ale ciekawej piknikowo-grillowej formie. Zaprosilibyśmy głównie naszą "miejską rodzinę" jak to nazywają ostatnio socjologowie czyli naszych przyjaciół z którymi utrzymujemy na co dzień bliskie relacje oraz swoich rodziców. Nie mamy innej bliskiej rodziny a dalszą zaprosiliśmy już na nasze "duże wesele".
Nie chcemy też wydawać na tę imprezę dużej ilości kasy, ponieważ w ciągu najbliższego 1.5-2 lat skupiamy się na wydatkach związanych z kupnem i urządzeniem mieszkania oraz odłożeniem pieniędzy na cele naukowe i prokreacyjne.
Długo zastanawialiśmy się jak to ugryźć organizacyjnie, chcemy żeby wszystko odbyło się na luzie ale nie jesteśmy już w wieku studenckim kiedy wyznacznikiem udanej imprezy było darmowe piwo i kiełbaska z grilla.

Polska ma dużo pięknych terenów zielonych, niestety nie ma gwarancji pogody, dlatego wszelkie parki, lasy odpadały ze względu właśnie na niepewność pogody oraz brak zaplecza sanitarnego i kuchennego.
Wczoraj jednak dostałam olśnienia i przypomniałam sobie chatkę w górach do której kiedyś pojechałam z grupą znajomych mojej koleżanki.
Jest to co prawda chatka studencka ale spełnia wszelkie warunki: jest w górach przy lesie i polanie, ale jeszcze nie tak wysoko żeby nie dało się wjechać zwykłym autem, ma kuchnie i łazienki z prysznicem, posiada wystarczająco dużą salę żeby przenieść imprezę do środka w razie niepogody, na zewnątrz znajduje się zadaszony taras z grillem i ławami przy których można siedzieć, na górze są miejsca do spania, no i jej wynajęcie nie kosztuje majątku(w końcu ceny są dla studentów...).
Mając taką podstawę myślę, że uda nam się nadać temu miejscu odpowiedni klimat za pomocą samodzielnie wykonanych dekoracji. Na sam dzień ślubu chciałabym "wynająć" dwie osoby do przygotowania obiadu i obsługi grilla itd.
Ponieważ znam się trochę na gotowaniu i lubię to robić chciałabym przygotować zestawy piknikowe, przekąski, część słodkiego bufetu samodzielnie.
Przechodząc do meritum i podsumowania. Wyobrażamy sobie to tak, że goście przyjeżdżają, biorą sobie koc i sami wybierają gdzie chcą siedzieć. W idealnym scenariuszu udaje nam się załatwić ślub plenerowy, więc ustawiamy bramę na ślub, miejsce na ognisko, bufety, parkiet do tańca na polanie i na wzniesieniu obok.
Goście przychodzą i odbywa się piknik (każdy dostałby kosz piknikowy lub jego substytut - w zależności od tego czy uda nam się znaleźć bądź wypożyczyć niedrogo kosze) oraz ceremonia cywilna.
Potem następuje obiad serwowany, podany już przy ławach na tarasie a następnie wracamy do luźnej formy piknikowo-leśno-ogniskowej imprezy . Wieczorem/w nocy jako drugi ciepły posiłek byłby grill, oczywiście cały czas ustawione byłyby bufety z przekąskami piknikowymi(takimi, które przetrzymają różne warunki atmosferyczne), słodki bufet, bufet z napojami i alkoholem.
Czy myślicie, że taka forma imprezy ma szansę się sprawdzić? Czy powinniśmy wziąć jeszcze coś pod uwagę od strony technicznej, czy też organizacyjnej?
Dodam jeszcze, że gości byłoby około 25 osób, większość w okolicach 30, raczej otwartych na świat i różne dziwactwa.

Chcielibyśmy się zmieścić w 3 maks 4 tysiącach ze wszystkim.
Z góry dziękuje za wszystkie odpowiedzi!