Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyństwo

11.09.04, 23:44
Bylo ostatnio kilka watkow o macierzynstwie...
Dlaczego chcemy miec dzieci, ile chcemy ich miec, dlaczego nam odbija po ich
urodzeniu wink. Dopisywalam sie, ale tak naprawde nie oddalam tam tego co
czuje...
Az tu siedze sobie znudzona przed kompem w sobotni wieczor, w tv boks,
rozpoczeta ksiazka - zupelnie nie w klimacie i az sie usmiechalam do siebie
pod nosem. Bo ktos zajrzal do mojej glowy i opisal moje macierzynstwo wink.
No moze w kilku miejscach troche rozminal sie z prawda...
Ale ten proces "nawrocenia"! Jakbym o sobie czytala!

kobieta.gazeta.pl/wysokie_obcasy/1,53581,2274809.html
Fiszerowa
    • sakada Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 12.09.04, 00:10
      Wiele jest w tym tekscie prawdy. Ale i wiele przesady.

      "Rodziłam w znieczuleniu i polecam to wszystkim, bóle porodowe są podobno jednymi z najsilniejszych, jakich może doznać człowiek."

      - bzdurka. "Podobno" - Właściwe słowo.

      "Nigdy nie przypuszczałam, że kogokolwiek można tak kochać. Czasami, gdy myślę o swoich dzieciach, mam poczucie, że wszystko mnie aż boli z tej miłości."

      - Prawda. Najprawdziwsza.

      Ogólnie - nie moje problemy. Nie miałam dylematów tego typu. Oskar się zjawił... To okazało się piękne nadwyraz. I nie o to chodzi, że nie czekała/nie czeka mnie kariera. Może i czeka. Może nie. Wygodna nie jestem - nie oczekuję od życia więcej niż mogę dostać. Brak wolności? Minęło. Szybciej niż sądziłam. Nikogo jednak nie osądzam. Mam swoje ideały, których nie umiem się wyrzec. Ciężko to opisać... ale dla mnie zawsze były sprawy ważne i WAŻNIEJSZE. Oskar należał już w moim brzuchu - do tych drugich.

      Pozdrawiamsmile
      • sakada Fisz... a co powiesz na czata?? 12.09.04, 00:25


        • fiszerowa ok ide 12.09.04, 00:26

    • fiszerowa celem wyjasnienia ;-) 12.09.04, 00:23
      zeby nie bylo, ze sie myle w zeznaniach i w roznych miejscach roznie pisze wink.
      Musze zupelnie odciac sie od pierwszej czesci artykulu pt. "Wysiadywanie, czyli
      jak jajko zaczyna rządzić". Moja historia jest zupenie inna. Mialam w miare
      ulozone zycie zawodowe, kochajacego meza i coraz wieksza ochote na dziecko. Az
      ta ochota zrobila sie tak ogromna, ze wszystko inne przestalo byc wazne. No i
      pojawil sie Tunio. Jednak nasze poczatki byly bardzo trudne. Syn mial kolke,
      ryczal cale dnie, a ja zaczelam watpic... I bylam rozdarta, nieszczesliwa,
      uziemiona, gruba, obolala i co tam jeszcze chcecie wink. I tak jak autorka,
      jesli tylko moglam wsiadalam w samochod i jezdzilam bez celu po miescie albo
      chociaz do hipermarketu po papier toaletowy wink.
      I nagle wszystko sie zmienilo.
      I dalej jest juz jak w artykule wink
      • neospasmina wracając do tematu 12.09.04, 23:52
        He, he,
        znałam autorkę tekstu (witaj, Anetko!) jeszcze za czasów akademickich - w zyciu
        bym wtedy nie pomyślała, że za jakieś 10 lat napisze taki tekst. I że w dodatku
        będzie to święta prawdą (w jej przypadku) (i w moim).
        Pozdrawiam!
    • milarka Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 13.09.04, 08:31
      A ja mam całą książkę smile)))))
      Książka ma tytuł "Jestem mamą" i składa się z opowieści mam o dojrzewaniu do
      macierzyństwa, o ciążach, porodach, powrotach do pracy itd.
      Celem książki jest pokazanie, że macierzyństwo bywa tak różne, jak różne
      potrafią być kobiety będące mamami. Jedne czują się w ciąży świetnie, inne
      okropnie, jedne rodzą w znieczuleniu, inne zupełnie naturalnie, jeszcze inne
      przez cesarskie cięcie. I chodzi o to, że każda z nas ma prawo czuć się tak jak
      się czuje i kochać i wychowywać dziecko na swój sposób.
      Polecam wszystkim mamom, ale również (a może zwłaszcza) przyszłym mamom - które
      chciałyby się dowiedzieć jak kobiety przeżywają swoje macierzyństwo.
      • malgosia87 Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 13.09.04, 09:35
        Nie czytałam książki, czytałam artykuł i szczerze, nic nowego jak dla mnie,
        raczej zbiór prostych prawd, byc może dla autorki odkrywczych, bo zapewne
        należała do kategorii kobiet, mówiąc umownie "nie lubiacych dzieci" i choćby
        setki matek mówiły jej 'urodzisz to sie przekonasz' ona i tak wiedziała lepiej.

        Pozdrawiam,
        Małgosia
        • fiszerowa Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 13.09.04, 09:59
          Oczywiscie, ze nic nowego. Wszak co mozna jeszcze odkryc w macierzynstwie,
          ktore wpisane jest w sam fakt bycia kobieta wink. Ale chyba cos na rzeczy jest,
          skoro powstaja watki o watpliwosciach zwiazanych z macierzynstwem. I, ze osoby
          bezdzietne chca sie od nas dowiedziec jak to jest. Nie dla kazdej kobiety
          wszystko jest proste i oczywiste. Mnie bardziej chodzilo o umiejetnosc
          przekazania swoich spostrzezen przez autorke. Feministke dodajmy.
          "Urodzisz to sie przekonasz" - swieta prawda, ale zrozumialam to dopiero jak
          urodzilam. Przed, mimo ze bardzo pragnelm dziecka, zupenie nie zdawalam sobie
          sprawy "z czym to sie je" wink.

          pozdrawiam
          Fiszerowa
          • malgosia87 Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 13.09.04, 10:27
            fiszerowa napisała:

            > Ale chyba cos na rzeczy jest, skoro powstaja watki o watpliwosciach
            >zwiazanych z macierzynstwem. I, ze osoby bezdzietne chca sie od nas dowiedziec
            >jak to jest.

            Oczywiście, takie rady są bardzo przydatne ale tylko dla tych kobiet, które już
            zdecydowały się na ciążę. Dla kobiet niechętnych macierzyństwu będzie to kojeny
            zbiór opowiesci nawiedzonej mamuśki wink. Owszem możemy opowiadać o tym jaka to
            specjalna więź łaczy matkę a dzieckiem, ale w zaleźności od nastawienia
            słuchających (bezdzietnych) jedne przyjmą to z zachwytem a inne .... co najwyżej
            z uśmiechem politowania ("mnie nigdy tak nie odbije").

            < Feministke dodajmy..
            A czy to ma jakieś znaczenie? Czy feministki z założenia są niechetne
            macierzyństwu? czy według feministek, dziecko ogranicza kobietę? czy w takim
            razie autorka nie jest już ex feministką?.

            > "Urodzisz to sie przekonasz" - swieta prawda, ale zrozumialam to dopiero jak
            > urodzilam. Przed, mimo ze bardzo pragnelm dziecka, zupenie nie zdawalam sobie
            > sprawy "z czym to sie je" wink.

            I ja też smile

            Pozdrawiam,
            Małgosia
            • fiszerowa Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 13.09.04, 11:10
              malgosia87 napisała:

              > Oczywiście, takie rady są bardzo przydatne ale tylko dla tych kobiet, które
              już
              > zdecydowały się na ciążę. Dla kobiet niechętnych macierzyństwu będzie to
              kojeny
              > zbiór opowiesci nawiedzonej mamuśki wink.

              Oczywiscie, ze tak! Pracujaca i wojujaca "feministka" nie wpadla by na to by
              zawracac sobie glowe forum e-mama i ksiazkami i artukulami o macierzynstwie ;-
              )

              czy w takim
              > razie autorka nie jest już ex feministką?.
              >
              Oczywiscie wink Byla feministke dodajmy wink

              No i prosze, jestesmy zgodne wink))

              pozdrawiam
              Fiszerowa
              • malgosia87 Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 13.09.04, 11:57
                > Oczywiscie, ze tak! Pracujaca i wojujaca "feministka" nie wpadla by na to by
                > zawracac sobie glowe forum e-mama i ksiazkami i artukulami o macierzynstwie ;-

                Chyba, że masochistką jest wink).

                Pozdrawiam,
                Małgosia
    • beata32 Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 13.09.04, 14:15
      Bardzo interesujący artukuł,

      Chyba do pełnego nawrócenia jeszcze mi trochę brakuje.

      Pozdrawiam
    • melka_x Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 14.09.04, 09:25
      Bardzo mi się podobał ten tekst. I bardzo żałuję, że nie trafiłam na niego
      będąc w ciąży. Dziś już wiem, że emocje z czasu ciąży nie przekładają się na
      uczucia po urodzeniu dziecka, że te ciążowe emocje mogą być bardzo
      skomplikowane i niekoniecznie wszystkie związane z radością, ale wtedy nie było
      to dla mnie oczywiste. I przeglądając różne poradniki i pisma dla kobiet w
      ciąży zastanawiałam się co ze mną nie tak. Najbardziej powaliło mnie zdanie z
      jakiegoś artykułu, które brzmiało mniej więcej tak "odkąd twój maluszek objawił
      się piękną kreseczką na teście, z rozczuleniem zaglądasz do cudzych wózków nie
      mogąc się doczekać chwili, kiedy utulisz własną kruszynkę w ramionach, to jest
      właśnie instynkt macierzyński". A ja do żadnych wózków nie zaglądałam, dzieci
      nie interesowały mnie bardziej niż przed ciążą, sam moment, w którym "własna
      kruszynka" miała się urodzić budził sporo niepokojów, a język owych poradników
      wydawał mi się egzaltowany i infantylny. Serio rozważałam, czy nie jestem
      pozbawiona instynktu macierzyńskiego. I w tamtym momencie ten fragment o
      wysiadywaniu jajka, tym bardziej, że zakończony happy endem, a nie opisem
      depresji poporodowej i mozolnego uczenia się uczucia do dziecka, bardzo by mi
      się przydałsmile
      • milarka Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs 15.09.04, 10:22
        melka_x napisała:

        > Serio rozważałam, czy nie jestem
        > pozbawiona instynktu macierzyńskiego. I w tamtym momencie ten fragment o
        > wysiadywaniu jajka, tym bardziej, że zakończony happy endem, a nie opisem
        > depresji poporodowej i mozolnego uczenia się uczucia do dziecka, bardzo by mi
        > się przydałsmile

        właśnie po to została napisana ta książka, żeby kobiety dowiedziały się, że nie
        wszystkie czują wszechogarniającą miłość od momentu ujrzenia dwóch kresek, że
        różnie przechodzimy ciąże i w ogóle macierzyństwo. Na prawdę, polecam wszystkim
        całą książkę 'Jestem mamą'. Ja przeczytałam ją jednym tchem.
Pełna wersja