Dodaj do ulubionych

Nie pojechalam...

02.04.15, 04:43
.... na pogrzeb mojej Mamy. Umarła w sobotę a o terminie pogrzebu dowiedziałam sie wczoraj.Nie było żadnych biletów na samolot przed Świetami. Nie odczuwam dyskomfortu z tego powodu ani faktu wyrodnosci.Wole sie z Mama pożegnać na swój sposób bez ceremoniału który mnie nie dotyczy , konieczności rozmowy z innymi na temat Mamy. Wiem ze Mama by mnie zrozumiała i nie miała pretensji. Zabroniła mi wiele lat temu przyjazdu na pogrzeb mojego ukochanego Ojczyma który tez nagle umarł a przyjazd był bardzo kłopotliwy dla mnie podowczas. Za to pojechałam do Niej już po pogrzebie kiedy naprawdę mnie potrzebowała. W Polsce bywałam ostatnio często , ostatni raz miesiąc temu i ten czas jaki spędzałam z Mama był dla mnie najważniejszy.











Obserwuj wątek
    • karla.on Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 05:08
      wyrazy wspolczucia.
      Dlaczego nikt nie poinformowal Cie od razu o jej odejsciu? Dziwne, ze dowiadujesz sie po kilku dniach. Przeciez teraz tak latwo jest z komunikacja elektroniczna. Niewazne.
      Nie miej wyrzutow sumienia, ze nie mozesz byc na pogrzebie.
      Fajnie, ze udalo Ci sie z mama spedzic ostatnio tyle czasu razem.
      Trzymaj sie.
    • rosapulchra-0 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 05:44
      Przytulam Janie.kranie i współczuję bardzo.
      Nie miej wyrzutów sumienia z powodu nieobecności na pogrzebie mamy. Na pewno przyjdzie odpowiedni czas na to, że po swojemu się z nią pożegnasz.
    • ichi51e Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 07:32
      Bardzo mi przykro. Szczere kondolencje. Nie znalam mamy ale przez forumowe szukanie lozka wydaje sie troche znana...uncertain pogrzeb to tylko symbol - tam juz tylko skorupa zostala duch ulecial.
    • madziaaaa Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 07:55
      jeśli Ty sobie z tym radzisz, to ok. Nie było biletów, siła wyzsza, nie przeskoczysz tego. Chociaż ja bym się na pewno dołowała tym i miała wyrzuty sumienia...Ale to ja. Mnie oboje Rodzice zmarli praktycznie na rękach i cieszę się, ze mogłam być z nimi. Opiekowałam się nimi do ostatniej chwili. Natomiast jest też tak, że niestety z kolejnymi miesiącami, gorzej sobie z tym radzę. Ten czas zaraz po śmierci, pogrzebie jest łatwiejszy-człowiek się spina, funkcjonuje jakby w amoku, wie, że wszystko na jego głowie, musi załatwić formalności.
      Współczuję straty Mamy.
      • jan.kran Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 08:12
        Dziękuje.O śmierci Mamy dowiedziałam sie od razu , zanim jeszcze lekarz stwierdził zgon.Natomiast z pogrzebem było zamieszanie bo Święta sie nie odprawia sie mszy tak ze msza była wczoraj a pogrzeb dziś. Do tego bly problemy bo jest skremowana a proboszcz raczej urny sobie w kościele nie życzył. Bez komentarza... Z Mama spędziłam dwa tygodnie miesiąc temu , był ro wspaniały czas , dla mnie wazniejszę niż sam pogrzeb. Moja rodzina i przyjaciela oraz znajomi nie maja mi za złe ze sie nie pojawię. Natomiast obdzwoniłam
        siedem moich koleżanek i przyjaciółek zinformacja, wszystkie Mamę lubiły i ceniły , ona była naprawdę kimś niezwykłym, Odeszła we śnie po wielu latach choroby , życzyła sobie właśnie tego i była zmęczona długa choroba , była coraz słabsza.


        • mandolinka.bramborova Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:19
          A propos pogrzebów w czasie świąt - moja babcia zmarła w wielki piątek, rodzicom jakoś udało się zorganizować pogrzeb na sobotę, tak że najpierw chowaliśmy babcię na cmentarzu, a potem poszłam święcić jajka sad a msza była we wtorek po świętach. Strasznie przykre święta to były.

          Tobie bardzo współczuję straty mamy. Co do pogrzebu, najważniejsze, żebyś sama do siebie nie miała pretensji. Ja nie znoszę pogrzebów, ale zawsze idę z takim jakimś poczuciem, że jeśli nie pójdę, to będę żałować. To chyba trochę głupie. Najważniejsze to być z naszymi bliskimi, gdy żyją, a Tobie się to udało. Trzymaj się dzielnie.
    • eliszka25 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 08:07
      przykro mi, moje kondolencje sad. brak biletow, to sila wyzsza i dobrze, ze tak sobie to tlumaczysz. masz racje, najwazniejszy jest ten czas, ktory spedzilas z mama za zycia. po smierci juz nic nie da sie zmienic czy nadrobic.
    • wrednarzeka Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 08:10
      przygotuj się na święte potępienie "swego niecnego postępku" przez wszystkie życzliwe ciotki i pociotki z którymi Twoja Mama była na dzień dobry i telefon z okazji świąt. Oj nasłuchasz się jeszcze jaka z ciebie jest niewdzięczna istota. Ale na potwierdzenie tego że z okazji imprezy na której Twojej Mamy i tak już nie było przypomnij sobie pogrzeb Ojczyma.
    • sasanka4321 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 09:40
      Przykro mi.
      A Twoja obecnosc na pogrzebie to akurat mamie najmniej byla potrzebna. Moze braciom. Ale pewnie to bardziej Ty potrzebujesz teraz ich wsparcia, niz odwrotnie. Przeprowadz to pozegnanie w swoim wlasnym tempie. I dla siebie i dla mamy.
      • sasanka4321 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 09:52
        I jeszcze chcialam dodac:
        Na umieranie najblizszych nigdy nie ma dobrego momentu. Mimo to uwazam, ze ten byl w jakis tam sposob "dobry". Ona nie bylaby juz szczesliwa lezac w lozku z pielucha. Miala za soba dlugie i piekne zycie. Miala swiadomosc Twojej bliskosci. Bycia zatroszczona...
      • jan.kran Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:03
        Wczoraj w czasie kiedy w Polsce była msza zapaliłam świeczki i miałam poczucie ze to dobrze . Pale świeczki , rozmawiam ze znajomymi , wspominamy z dziećmi Mamę. Pogrzeb mojego Taty wspominam jako koszmar , tłum ludzi , stypa aja chciałam być z Nim sama... Mam trochę wyrzuty sumienia ze zwaliłam wszystko na głowę braci i bratowej ale i tak bym nic nie pomogła bo wszystko poszło błyskawicznie. Pociecha jest to ze zakład pogrzebowy wziął zasiłek a za to załatwia wszystko , papiery w ZUS , meldunki , kremację , po prostu są super
        szybcy i kompetentni. Nawet proboszcz wbrew naszym obawom jakoś sie wykazał , Mama jest pochowana na małym podwrocławskim cmentarzu razem z Tata i Bratowa , żona
        Starszego Brata. Mama zostawiła po sobie najlepsze wspomnienia , odeszła zadowolona z życia i sama miała takie życzenie. Zdążyła sie nacieszyć wnukami , prawnukami ... MIala 86 lat.







        • sasanka4321 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:11
          Ja Twojej mamy, z Twoich opisow na forum, to w ogole "nie lubialam" - o ile mozna mowic o nie lubieniu kogos, kogo sie na oczy nie widzialo a slyszalo sie o nim tez pojedyncze rzeczy. Natomiast juz wtedy rzucilo mi sie w oczy, jak niesamowicie Ty ja kochasz, jaka jest wazna i jak sie o nia troszczysz - jakie jej to daje dobre zycie, nawet jesli daleko jej do idealu. Taka Twoja kompletna akceptacja. Twoje obecnosc na pogrzebie, to byloby tylko rzucanie sie z bolu - to nie byloby dobre dla nikogo. Potrzebujesz innego tempa i w inny spsob to zrobic. A ze Twoja matka akeptowala Cie tak calkowice jak Ty ja - to mozesz byc pewna, ze ona by to zrozumiala.
          • kk345 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:13
            sasanka4321 napisała:

            > Ja Twojej mamy, z Twoich opisow na forum, to w ogole "nie lubialam" - o ile moz
            > na mowic o nie lubieniu kogos, kogo sie na oczy nie widzialo a slyszalo sie o n
            > im tez pojedyncze rzeczy

            Są takie momenty w życiu, kiedy należy ugryźć się w jęzor i dać sobie szansę na zamilknięcie. To był, sasanko, jeden z nich.
    • pomidorpomidorowy Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 09:48
      wspolczuje, kazdy jest inny ja akurat chyba bym tego nie przebolala bo pogrzeb to takie zamkniecie rozdzialu, ale jak pisze nie jestem w twojej sytuacji.wazne ze spedzilyscie szczesliwy czas razem.
      teraz tego ci nie brakuje ale po czasie pewnie chcialabys byc wtedy na cmentarzu...co sie stalo to sie nie odstanie...biletów nie wyczarujesz.
      • default Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:24
        pomidorpomidorowy napisała:

        > wspolczuje, kazdy jest inny ja akurat chyba bym tego nie przebolala bo pogrzeb
        > to takie zamkniecie rozdzialu

        Ja pewnie też bym ubolewała nad tym, ale jednak pogrzeb - w przypadku śmierci mojego Ojca - nie był dla mnie "zamknięciem rodziału", tylko jakimś megastresującym zamieszaniem, z którego potem niewiele pamiętałam. Miotałam się jak mucha w lampie, doglądając żałobników, kontrolując przebieg uroczystości, tu zbierając kondolencje, tam uzgadniając jakieś szczegóły z pracownikami zakładu pogrzebowego i restauracji, gdzie była stypa. Dodatkowo rodzina oczekiwała, że na cmentarzu wygłoszę mowę pożegnalną - i ja dałam się wkręcić, mowę wygłosiłam, dławiąc się rozpaczą i łzami... Po czym pobiegłam rozdzielać żałobników do środków transportu - ci do autokaru, ci do auta z wujkiem, ci do auta ze szwagrem... Sama popędziłam do restauracji z prędkością światła, by przed przybyciem gości zarządzić zwiększenie ilości porcji, bo na stypę zadeklarowało się na cmentarzu duuużo więcej osób niż początkowo.
        Dziw, że sama nie padłam trupem w tym wszystkim. Chyba tylko adrenalina mnie trzymała.
        "Zamknięcie rozdziału" nastąpiło stopniowo potem, kiedy w ciągu następnych tygodni ciągle przyjeżdżałam sama na grób i prowadziłam z Ojcem długie "rozmowy".
    • volta2 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 09:57
      nie pojechałaś nie dlatego że nie było biletów, nie ma takiej opcji, żeby potrzebujący biletu nie dostał(szczególnie że wiedziałaś już w sobotę) - po prostu cena dochodzi wtedy do 6-10 tysięcy zeta. wierzę, że to mogło być przeszkodą+ urloop na żądanie(ale to chyba w kraju szczęśliwości wszelakiej też nie problem), ale nie pisz, że biletu nie było bo to ściemka lekka...

      straty oczywiście współczuję...

      • sasanka4321 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:04
        > nie pojechałaś nie dlatego że nie było biletów, nie ma takiej opcji, żeby potrz
        > ebujący biletu nie dostał(szczególnie że wiedziałaś już w sobotę) -

        Ano rzeczywiscie... Zwrot "nie bylo biletow" w zasadzie powinien byc wyrzucony ze slownika. Zawsze mozna wynajac prywatny helikopter czy co tam. Tu na przyklad odrzutowce na wynajem flyjet.pl/pl/ . Chyba jeszcze nigdy ich nie zabraklo...
        • volta2 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:52
          to wrzuć w wyszukiwarkę bilety na tę trasę - dziś jest jeszcze bardziej "przed świętami" i zobaczysz, że na rezurekcję do Wrocka dolecisz. chodzi o jeden bilet, zdaje się a nie dla 2+3 i psa.
      • baltycki Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:09
        > nie pojechałaś nie dlatego że nie było biletów, nie ma takiej opcji,
        > żeby potrzebujący biletu nie dostał
        I nigdy nie przychodzi taki moment, ze sprzedano ostatnie miejsce w samolocie.
        Nigdy.
        • volta2 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:51
          to kup sobie biltet na za 3 dni - i zobaczysz że bilety są. tylko drogie. ona wiedziała od soboty, że na pn- wt będzie potrzebować. no ludzie.
          my też mieliśmy taką sytuację, że 2 dni przed pogrzebem dowiedzieliśmy się o śmierci chrzestnego, bawiliśmy wówczas w rzymie i NIE BYŁO żadengo problemu z kupnem biletów(obłożony termin na maxa, sierpień, Włochy) - żadnego poza ceną. i nie płakaliśmy krokodylimi łzami że biletów nie ma, tylko że nie stać nas na skrócenie wakacji, pożegnanie się z biletami kupionymi pół roku wcześniej i kupnienie 4Xdrożej w przeddzień. mąż chciał lecieć sam, ale się nie zgodziłam by zostawił mnie z całym majdanem. my lataliśmy często i wiemy, jak się kupuje bilety - nawet w wigilię,by dolecieć w wigilię - da się - kwestia cenysmile niestety, a nie niedostępności. nie zawsz jest to bezpośrednio, nie jest najtaniej ale się da.

          ciekawa jestem, czy utalentowane wnuki dojechały, czy dla nich też "nie było" biletów?"
      • jan.kran Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:11
        Volta. Wczoraj po południu nie było biletów z Oslo do Wrocławia bezpośrednich., dwa dni wcześniej były tylko jednego dnia. Mogłam lecieć przez Berlin albo Kraków albo
        cokolwiek ale i tak bym musiała zawracać braciom głowę żeby mnie skądś odebrali i przybyć zdyszana na ostatnia chwile. Pewnie ze gdyby pogrzeb był dla mnie priorytetem bym stanęła na głowie ale wiem ze nie byłoby to zgodne z życzeniem Mamy , znam Ja na tyle smile)))) Wole sobie posiedzieć spokojnie przy świeczce , powspominać , pomysleć. Dla mnie jest darem to ze ostatnie lata Mamy poświęciłam Jej i mogłam z Nią pobyć ostatni raz miesiąc temu i sie Nią
        nacieszyć. I wiem ze odeszła wtedy kiedy chciała i jak chciała i zostawiła po sobie najlepsze , najcieplejsze wspomnienia u bardzo wielu osób . Nie każdemu to jest dane....





      • babcia.stefa Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:24
        Hm, ja jakoś nie jestem szczególnie związana z rodzicami, ale w razie (odpukać) śmierci którego z nich w momencie otrzymania wiadomości rzuciłabym wszystko i leciała choćby przez Alaskę, bez względu na koszty. Nie wyobrażam sobie, żeby ich nie pożegnać.
        • sasanka4321 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:27
          > Hm, ja jakoś nie jestem szczególnie związana z rodzicami, ale w razie (odpukać)
          > śmierci którego z nich w momencie otrzymania wiadomości rzuciłabym wszystko i
          > leciała choćby przez Alaskę, bez względu na koszty. Nie wyobrażam sobie, żeby i
          > ch nie pożegnać.


          Jedni potrzebuja takich rytualow, inni innych. Dla siebie, tylko i wylacznie. Bo Twoi rodzice osobiscie to w tym "pozegnaniu" specjalnie aktywnej roli nie beda odgrywali, wrecz nie zauwaza, ze ich zegnasz...
        • rasowa_sowa Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:42
          babcia.stefa napisała:

          > Hm, ja jakoś nie jestem szczególnie związana z rodzicami, ale w razie (odpukać)
          > śmierci którego z nich w momencie otrzymania wiadomości rzuciłabym wszystko i
          > leciała choćby przez Alaskę, bez względu na koszty. Nie wyobrażam sobie, żeby i
          > ch nie pożegnać.


          Ale jesteś zajebista!
          • marzeka1 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:46
            Zajebiste to jest takie skomentowanie czyjegoś odczucia. sad Ona tak odbiera pogrzeb- jako bycie przy tym, Jan.Kran inaczej.
            Janie.Kranie- współczuję , dla mnie utrata rodziców od dawna to duża strata. sad
          • jan.kran Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:57
            Mam normalna Rodzine i super przyjaciół i znajomych. Nikt nie histeryzuje i sie nie spina.Moja rodzina z Kielc nie dojedzie bo za mało czasu. Mój bratanek z Londynu tez . Bratanek Mamy ze Szwecji miał
            zamiar pomknąć na łeb na szyje na pogrzeb cioci ale brat go odwiodl. Natomiast od soboty telefony sie grzeją , dzwonimy , wspominamy , rozmawiamy. Mam wrażenie ze Mama jest zadowolona ze wspominamy jaka była , śmiejemy sie wspominając rodzinne anegdoty , rozmawiamy o Niej i na pewno jest częścią
            naszego życia i naszych wspomnień. Mama napisała dwie znakomite książki wspomnieniowe o swoim życiu które krążą wsród rodziny i znajomych , pod koniecżycia została obywatelem honorowym pewnego miasta na Dolnym Śląsku ,zostawiła po sobie wiele . A to czy ja akurat tego dnia i tej godzinie poświęcę Jej piec minut uwagi na pogrzebie nie ma dla mnie znaczenia bo zostanie ze mną we wspomnieniach i we wspomnieniach wielu osób
            .







          • babcia.stefa Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 14:57
            Cóż, jeżeli dziwienie się ludziom daje mi punkty do zajebistości, to na pewno.

            Po prostu dla mnie jest to jedna z sytuacji z gatunku "nie mieści się w głowie". Mam luźny, czy wręcz niechętny stosunek do wszelkiej maści rytuałów i ceremonii, ale pogrzeb rodzica uważam za jedną z tych nielicznych sytuacji, kiedy po prostu bierze się tyłek w troki i leci, choćby przez pół świata, nie licząc się z kosztami, a sytuacje wykluczające są bardzo nieliczne (typu "pił, bił matkę, zniknął, jak miałam 2 lata i nie zapłacił grosza alimentów" - choć pewnie jak bym i tak w takiej sytuacji poszła). Sytuacja "nie było biletów w interesującej mnie cenie" albo "bo trzeba by przejechać PKS-em z miasta do miasta, a tu mróz, wilki białe niedźwiedzie" to jednak nie jest nic tego kalibru.

            A już uważam za kompletny attentionwhore'ism pisanie o tym publicznie.
            • rasowa_sowa Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 16:06
              babcia.stefa napisała:

              > Cóż, jeżeli dziwienie się ludziom daje mi punkty do zajebistości, to na pewno.
              >

              Jest dokładnie odwrotnie.
              Myślę że powinnaś się spotkać z Triss i nnymi, które WIEDZĄ JAK PRAWIDŁOWO przeżyć śmierć matki i razem wybrać się na najbliższy cmentarz. Może będzie jakiś pogrzeb i pewnie ktoś się za jasno ubrał, a może za mały wieniec przyniósł, może jakaś córka nie wystarczająco głośno zawodzi. No, coś na pewno znajdziecie do dziwowania się.
            • piepe Re: Nie pojechalam... 03.04.15, 00:38
              babcia.stefa napisała:

              > a sytuacje wykluczające są bardzo nieliczne (typu "pił, bił matkę,
              > zniknął, jak miałam 2 lata i nie zapłacił grosza alimentów" - choć pewnie jak b
              > ym i tak w takiej sytuacji poszła)

              Wierz mi, poszłabys jak w dym i zapłaciła kazde pieniądze, by nie zapłakac na tym pogrzebie - pogrzeb jest naturalną potrzebą wszystkich ludzi, po prostu trzeba zrobic to pozegnanie, niezaleznie od tego, kim rodzice/najblizsi byli. Tylko tchórze piszą smsa.

              Rozwód np. czy zdrada jest o tyle gorsza od smierci, ze nie mozesz uczestniczyc w pogrzebie.
        • jola_ep Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:01
          Ja byłam związana.
          Rzeczywiście rzuciłam wszystko, aby się pożegnać z mamą. Podróż szalona, bo wszystko jakoś tak nam się układało (jechałam z córką, mąż dojechał później). Ale to na terenie Polski...
          Pożegnać - czyli zdążyć przed śmiercią.

          Pogrzeb to modlitwa (jeśli ktoś jest wierzący), ale także nasze spotkanie: rodzina, bliscy, znajomi. Wzajemne wspieranie się. Uścisk od dawno nie widzianego wujka, sąsiadki...wieniec od cioci z zagranicy...

          Jeśli ktoś nie może być na pogrzebie bliskiej osoby, jest mu po prostu trudniej.
        • cosmetic.wipes Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:12
          Lepiej kochać i dbać za życia, niż lecieć na złamanie karku, żeby pozegnać zwłoki.
          Dla mnie pogrzeb mojej mamy był niezwykle przykrą powinnoscią. Nie wobec niej, ale wobec rodziny i znajomych. Zazwyczaj mi lata, co inni o mnie myslą, ale akurat w takiej chwili cała moja waleczność i olewactwo poszły się ye..ć, więc byłam na cmentarzu. Fizycznie. Mentalnie byłam całkiem gdzie indziej.
    • guderianka Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:17
      Współczuję..

      Każdy na swój sposób przeżywa smutek i żałobę po stracie bliskiej osoby. Społeczeństwo, kultura wdrukowało nam, że TRZEBA pożegnać się na potrzebie. Z jednej strony to rozumiem, bo pogrzeb, ceremonia są takim ostatnim etapem pomagającym uświadomić sobie nieodwracalność tego, co nastąpiło, uporać się, zamknąć pewną klamrę.
      Z drugiej strony- nie każdy jest w stanie temu podołać, bo to okropne i trudne przeżycie.

      Z mojej perspektywy ( ja nie przeszłam jednak do teraz swojej żałoby chociaż minęło 15 lat)- pogrzeb wcale nie pomógł, nic nie zamknął i wcale nie jest lżej.

      Miej w pamięci te ostatnie 2 tygodnie, gdy mama żyła, czuła, rozmawiała.
      A nie pamięć zimnego sztywnego ciała
      Trzymaj się
      • kocio_007 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 10:51
        narażę się pewnie tutaj, bo mam inne zdanie. oczywiście współczuję straty. Jednak uważam, że powinnas pojechać na pogrzeb. jeśli nawet nie dla mamy, to dla "bratostwa". to wyłącznie oni ponosili ciężar opieki nad nią, ze zgrozą czytałam twój wątek, w którym słowo po słowie okazywało się, jak bardzo tego sobie nie uświadamiasz i nie doceniasz. miałam wrażenie, że w końcu cos do ciebie dotarło. uważam, że przynajmniej w tym ostatnim momencie powinnaś się stawić i choćby trochę pomóc. zwłaszcza, że o śmierci mamy wiedziałaś od razu. można się było domyślić, że skończy się to pogrzebem w ciągu kilku dni i od razu zareagować. dla chcącego nic trudnego. no ale ty wolisz sobie tłumaczyć, że twojej "mam" to już niepotrzebne... btw. ciekawa jestem, czy któreś z twoich dzieci przyjechało na pogrzeb i dlaczego nie smile
        jan.kran tylko "w gębie" jesteś mocna.
          • kocio_007 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:08
            Wole sobie posiedzieć spokojnie przy świeczce , powspominać , pomysleć. Dla mnie jest darem to ze ostatnie lata Mamy poświęciłam Jej i mogłam z Nią pobyć ostatni raz miesiąc temu i sie Nią
            nacieszyć.

            nie mogę, to mnie rozwaliło... mogłaś sobie spokojnie posiedzieć przy świeczce, bo "bratostwo" znów wszystko załatwiło, za ciebie... ciekawe, kto by pochował twoją mamę gdyby cała twoja rodzina postanowiła że woli powspominać przy świeczce.
    • triss_merigold6 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:03
      Tobie współczuję straty, a Twojej bratowej życzę żeby nareszcie kobieta odetchnęła we własnym domu i solidnie odpoczęła.
      IMO powinnaś była przyjechać - są pks-y i pociągi. To dość oczywiste, że w ciągu kilku dni po śmierci człowieka następuje pogrzeb. Ty się wzruszasz swoim intymnym pożegnaniem, a Twoja bratowa z bratem kolejny raz byli odpowiedzialni za organizację wszystkiego.
        • marzeka1 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:13
          Ale część organizuje tylko rodzina,jak np. spotkanie po pogrzebie, takie ogólne ogarnięcie wszystkiego.
          Moja mama zmarła, gdy 6 tygodni wcześniej urodziłam dziecko, przejechałam 400 km, aby tam być, aby pomóc siostrze, bo dla mnie to było oczywiste i chciałam tego.
          Jeśli z kolei Jan.kran. jest przekonana to swojego wyboru- to jest jej wybór.
        • joa66 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:14
          Pomijając drobny fakt, że gdyby jan.kran jechał do Polski z przesiadkami to i tak byłby w drodze a nie załatwiał cokolwiek. Fakt, mogła się jeszcze teleportować.
        • jan.kran Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:26
          Specjalnie założyłam ten wątek żeby sie wygodnie rozsiąść i posłuchać smile)) Ja kosciolkowa nie jestem ale wiem ze nie ma mszy w Wielkim Tygodniu plus jaki stosunek maja niektórzy księża do urny. Dlatego Mamusia ma pogrzeb na raty i do końca nie było wiadomo co i jak. My jesteśmy generalnie wyrodna patologia bo jak Mama zgasła w sobotę wieczorem to ja byłam w Oslo a mój starszy brat w Warszawie O zgrozo ja w ramach wyrodnosci w ogóle sie nie pojawiam w temacie a brat starszy powrócił z Warszawy we wtorek , brat młodszy tak zarządził.Brat młodszy zorganizowal większość eventu pod tytułem pożegnanie Mamy , nie skarży sie zupełnie. Podzieliliśmy sie kto kogo zawiadamia , co kto organizuje . A ogólnie to bardziej mi zależy na tym żeby mieć dobre i ciepłe wspomnieni o Mamie niż. Podawać sie pewnym stereotypom typu płaczka nad grobem.










          • mdro Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 13:14
            Pomijając inne kwestie, zapewne o wiele istotniejsze, nie jest prawdą, że w Wielkim Tygodniu nie ma mszy. Nie odprawia się ich jedynie w Wielki Piątek, drugim wyjątkiem jest Wielki Czwartek, gdy jest tylko jedna msza. I jakoś bardzo trudno mi uwierzyć w niemożność takiego załatwienia ceremonii, by mogła się odbyć w bardziej dogodnym terminie.
          • kalina_lin Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 15:27
            A ja nie rozumiem o co chodzi z podkreślaniem, że w Wielki Piątek nie ma mszy. To ma znaczenie w kontekscie przyjechania/nie przyjechania na pogrzeb? Akurat w Wielki Piątek chowana była moja babcia. Ceremonia w kapilicy na cmentarzu była zupełnie normalna, ksiądz zastrzegł tylko, że nie będą grać pieśni.
          • kkalipso Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 20:27
            Szczerze mówiąc to prawda jest taka że to Twoja osobista sprawa. Dziwne jest natomiast, że ledwo po pogrzebie a Ty siedzisz i klepiesz w klawiaturę oznajmiając całemu światu, że Tobie " bardziej mi zależy na tym żeby mieć dobre i ciepłe wspomnieni o Mamie niż. Po
            > dawać się pewnym stereotypom typu płaczka nad grobem.
            " Ludzie różnie reagują, nie jedno już widziałam, ale Ty przebiłaś wszystkich. Ciekawa jestem jakim trzeba być człowiekiem żeby tak nazywać ludzi płaczących nad grobami. Niedorozwiniętymi?

            Moja zmarła prawie rok temu. Wszystkim od A do Z zajęłam się sama (z pomocą rodziny oczywiście), ale to ja (tak po prostu) chciałam i miałam wielką potrzebę kontroli nad tym wszystkim.
          • zeldaf Re: Nie pojechalam... 03.04.15, 12:48
            Czy dobre wspomnienia o rodzicu i płacz nad jego grobem wykluczają się Twoim zdaniem? Bardzo jest mi przykro z powodu odejścia Twojej mamy. Żegnasz ją tak jak czujesz, nikomu nic do tego. Osobiście mam wrażenie, ze odcinasz się od emocji zastępując je płytkim sentymentalizmem i prawdziwa żałoba uderzy dopiero później. Oni przechodzą przez to teraz razem, Ty zrobisz to potem sama. Będzie Ci po prostu trudniej.
      • guderianka Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 13:27
        mnym pożegnaniem, a Twoja bratowa z bratem kolejny raz byli odpowiedzialni za o
        > rganizację wszystkiego.


        Wiesz napiszę cynicznie tak jak i Ty piszesz. A jakaż to robota ? Zgłaszasz do zakładu pogrzebowego i masz z bani-oni robią wszystko. Myślisz, ze rodzeństwo w liczbie sztuk 3 miałoby chodzić wszędzie i wszystko załatwiać ?
    • lady-z-gaga Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:15
      Współczuję.
      Trochę trudno mi sobie wyobrazić, że nie byłabym na pogrzebie kochanej ponad wszystko matki. Nie jestes w Australii. Jednak - jesli Tobie nie było to potrzebne, to innym nic do tego. Obecność nie jest obowiązkowa.
        • lilly_about Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:41
          Rosa, nie rób się taka miłosierna, bo nikt ci nie uwierzy. To nie jest wątek: umarła mi matka. To jest wątek: umarła mi matka, ale nie pojechałam na pogrzeb. Widzisz róznice?
          • triss_merigold6 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:46
            No właśnie. Można było regularnie na forum wzdychać nad swoimi ciepłymi uczuciami do matusi, można było wyrzygiwać bratowej że herbatkę podaje bez serdecznego studzenia przelewaniem z kubeczka do kubeczka, można było pobłażliwie z daleka patrzeć na fochy matusi, bo ona sobie nie życzy specjalnego łóżka itd. No, Córka Roku! Ale przyjechać na pogrzeb i pomóc organizacyjnie braciom i tej biednej kobiecie, która skakała dzień w dzień nad obcą starszą panią, to już problem.

            Niedobrze mi się chce, autentycznie.
                • joa66 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:52
                  lily, nie odwracaj kota ogonem. Jak konkretnie może pomoc w organizacji pogrzebu osoba, która mieszka w Oslo i leci do PL z przesiadką i ewentualnym PKS?
                  • sadosia75 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:57
                    Mama zmarła w sobotę, o terminie pogrzebu Jan dowiedziała się wczoraj ( w środę ) to ile ona miała z tego Oslo do domu docierać? samolot i PKS 4 dni licząc od niedzieli do wczoraj?
                    miałam wrażenie, że w dzisiejszych czasach nie trwa tak długo...
                  • lilly_about Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:57
                    Jak to jak? Przeciez dowiedziała się w momencie śmierci. Wsiadasz, jedziesz i już na miejscu odciążasz rodzinę w kwestiach formalnych. Zwłaszcza w kontekście jej poprzednich postów dot. szwagierki. Ale dla mnie akurat ten motyw nie jest najważniejszy, ważniejszy o wiele jest fakt pożegnania matki.
                  • przystanek_tramwajowy Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:00
                    joa66 napisała:

                    > lily, nie odwracaj kota ogonem. Jak konkretnie może pomoc w organizacji pogrzeb
                    > u osoba, która mieszka w Oslo i leci do PL z przesiadką i ewentualnym PKS?

                    Z Oslo lata się do Wrocka bezpośrednio. A zmotoryzowana rodzina na pewna by ją odebrała z lotniska. Ale trzeba chcieć.

                    ---
                    Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                          • przystanek_tramwajowy Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:16
                            W każdych k..., w każdych. Choćby siadając na dooopsku i obdzwaniając tych, którzy chcieliby uczestniczyć w pogrzebie. Albo zajmując się tymi, którzy przyjadą z daleka. Albo zwyczajnie robiąc herbatę i żarcie tym, co cały dzień latają między zakładem pogrzebowym, cmentarzem i kościołem. Wbrew pozorom tego wszystkiego nie załatwi się w pięć minut.

                            ---
                            Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                            • triss_merigold6 Och, doprecyzuję 02.04.15, 12:22
                              W takim razie doprecyzuję dla nieuświadomionych.
                              Owszem, zakład pogrzebowy załatwia mnóstwo rzeczy, ale wy, drodzy bliscy upoważnieni z tytułu pokrewieństwa, podejmujecie decyzję.
                              Zapytają: jaka trumna, z jakiego drewna, a może nie z drewna, jaki wieniec, czy wieniec z szarfą, jaki napis na szarfie, jaka klepsydra, czy zamawiacie państwo kamerowanie pogrzebu i płytę, czy ogłoszenia i do jakich gazet, a format ogłoszenia itd.
                              Dlaczego? Ano dlatego, że każdy element jest wyszczególniony w cenniku i zasiłek może nie wystarczyć, czego drodzy krewni zmarłego powinni być świadomi.
                              I teraz, odpowiadanie na takie pytanie dzień lub dwa po śmierci bliskiej osoby nie jest szczególnie przyjemne i tu najdroższa córka byłaby jak znalazł potrzebna.
                            • jan.kran Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 13:45
                              przystanek_tramwajowy napisał:

                              > W każdych k..., w każdych. Choćby siadając na dooopsku i obdzwaniając tych, któ
                              > rzy chcieliby uczestniczyć w pogrzebie. Albo zajmując się tymi, którzy przyjadą
                              > z daleka. Albo zwyczajnie robiąc herbatę i żarcie tym, co cały dzień latają mi
                              > ędzy zakładem pogrzebowym, cmentarzem i kościołem. Wbrew pozorom tego wszystkie
                              > go nie załatwi się w pięć minut.

                              --------> Obdzwoniłam a nie było tego mało bo Mama miała sporo znajomych i bliskich smile)) Ja załatwiłam moja działkę. Koleżanki i przyjaciółki w ilości sztuk siedem , dwa dni siedziałam na telefonie , dumna jestem ze Mama była taka ponadpokoleniowa i moim pokoleniem swietnie sie komunikowała smile)) Bracia podzielili resztę telefonów miedzy siebie.Ci co przyjadą z daleka dzisiaj na pogrzeb zostaną zaproszeni do knajpy na rogu i ci z bliska tez , knajpa wypróbowana . Zakład pogrzebowy jak pisałam wcześniej pojawił sie profesjonalnie i szybko . Brat ogarnął księdza indywidualnie i ani ja ani drugi brat nie byliśmy mu potrzebni. Ewentualnie mogłabym sobie szczerze z proboszczem porozmawiać na temat podejścia do urny Mamy ale tu chyba bracia by woleliby żebym sie niewtrącała... Tak ze jak chodzi o robienie herbaty to akurat po to nie muszę z Oslo mknąć natychmiast...

                              .



                              • przystanek_tramwajowy Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 13:47
                                Sorry, ale odpadam przy takim podejściu. Dla mnie masz zaburzenia z zakresu relacji społecznych i ograniczoną zdolność współodczuwania. Idę stad, bo ja się boję takich ludzi.

                                ---
                                Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                              • sadosia75 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 13:53
                                Nie wiem czy Ty nie jesteś w stanie pojąc rzeczy podstawowej bo jesteś w szoku po śmierci Mamy czy jesteś beznadziejnie zadufana w sobie.
                                Ta herbata to należy się bratowej, braciom, ich rodzinie. Każdemu kto potrzebuje chwili, żeby odetchnąć od "pogrzebowej atmosfery"
                                Byłam i jestem do tej pory ogromnie wdzięczna znajomej, która ze Szwecji przyleciała na pogrzeb mojej Mamy. Pomagała mi jak mogła, zrobiła kawę albo herbatę, zajęła się moimi dziećmi na chwilę, wyprowadziła psy, nakarmiła koty. Zatankowała auto bo ja przecież nie miałam do tego głowy, podlała kwiaty, zrobiła obiad. Taki zwykły ludzki odruch, pomóc komuś kto w takiej chwili nie daje sobie rady sam. Albo chociaż podarować mu chwilę względnej normalności.
                                To właśnie powinnaś ofiarować całej swojej rodzinie, która opiekowała się Twoją Mamą aż do śmierci.
                                Ogromna szkoda, że tego nie rozumiesz. I tu nie chodzi o Ciebie i te Twoje siedzenie przy świeczkach, tu chodzi o to, że rodzina w takiej sytuacji się wspiera. Mam wrażenie, że dla Ciebie zrobienie czegoś dla kogoś innego poza Tobą to coś wręcz nieosiągalnego.
                                • marzeka1 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 14:45
                                  Sadosiu, tylko się podpiszę pod tym, co napisałaś- bo widzę to tak samo + też mam i po śmierci ojca, i po śmierci matki- taką wdzięczność wobec ludzi, którzy w różny sposób pomogli. Podobnie kojarzę pogrzeb moich teściów, którzy zmarli w odległości 30 dni, w krótkim czasie 2 pogrzeby.
                                • kalina_lin Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 15:46
                                  Do nas w zblizonej sytuacji zadzwonila ciotka meza mieszkajaca w poblizu cmentzarza i siedziby zakładu pogrzebowego. Zaprosiła na obiad (faktycznie przy całym dniu jeżdzenia i emocjach nawet nie pomyslelismy o posiłku), dała prowiant jeszcze na następny dzień. Mogliśmy chwilę usiąść, odetchnąć, omówić z kimś nasze ustalenia, wspomnieć zmarłą osobę. Bardzo to doceniam.
                            • joa66 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:25
                              Ale mieszka w Oslo - czy należało trzymac ciało mamy w prosektorium tylko po to, żeby czekac na przyjazd jana.krana, żeby ona się zajeła formalnosciami??? Ludzie...
                              • triss_merigold6 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:27
                                Nienie. Formalnościami po pogrzebie bliscy zajmują się nie dotykając ciała, tylko odwiedzając urząd stanu cywilnego, zakład pogrzebowy i kościół jeśli pogrzeb kościelny. A, i zarząd cmentarza.
                                • joa66 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:32
                                  urząd stanu cywilnego, zakład pogrzebowy i kościół jeśli pogrzeb
                                  > kościelny. A, i zarząd cmentarza


                                  I z tymi formalnościami należało CZEKAĆ na jana.kran przesuwajac termin pogrzeby na X , bo podobno w święta nie ma mszy itd?

                                  Zarząd cmentarza odwiedza ten , który decyduje o grobie (ma do tego prawo) a nie ten, który chce pomóc. Może to zrobić w jego imienniu dom pogrzebowy.

                                  Z zakładem pogrzebowym zasady wspólpracy ustala ten, kto będzie się starał o zasiłek pogrzebowy. Czy myślisz, ze to będzie jan.kran?

                                  Ta cała proponowana "pomoc" to raczej dowalanka, a nie coś w czym jan.kran mógłby faktycznie pomóc .
                              • przystanek_tramwajowy Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:30
                                joa66 napisała:

                                > Ale mieszka w Oslo - czy należało trzymac ciało mamy w prosektorium tylko po to
                                > , żeby czekac na przyjazd jana.krana, żeby ona się zajeła formalnosciami??? Lud
                                > zie...

                                Oslo leży w jakiejś odległej galaktyce? Dowiedziała się w sobotę, to już w niedzielę mogła być we Wrocławiu. Niech się nie ośmiesza, że na tydzień przed świętami nie było biletów. Lot trwa pewnie ok. 2 godz.

                                ---
                                Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                                • joa66 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:35
                                  Ja nie wnikam czy mogłaby być w Oslo czy w Krakowie czy gdziekolwiek. Po prostu jej ewentualna "pomoc" w formalnosciach byłaby tylko utrudnieniem dla wszystkich, bo przedłużałaby cały proces. Rodzina już w niedzielę (a może i sobotę) mogła ustalać szczegóły z domem pogrzebowym.
            • gazeta_mi_placi Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 13:23
              Ano. U mnie ze względu na inne miasto na co dzień pomaga jedna Pani, opłacona żeby nie było, ale i tak jestem wdzięczna (wspaniała osobą swoją drogą), że to robi i my w innym mieście możemy spać spokojnie, że wszystko jest dopilnowane i na miejscu życzliwa osoba. Złego słowa nie powiem, bo jakoś nie wypada skoro bywam tam raz w miesiącu lub rzadziej.
    • triss_merigold6 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:22
      Och, błagam. Laska nawet w takim momencie rzewnie pochyla się wyłącznie nad sobą i swoim głębokim przeżywaniem straty. Przeżywać bardzo pięknie, ale bratowej z pewnością pomogłaby realna pomoc organizacyjna przy pogrzebie teściowej, której zmieniała pieluchy.
      • joa66 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:25
        pewnością pomogłaby realna pomoc organizacyjna przy pogrzebie teściowej

        Jaką realną pomoc masz na myśli, konkretnie? Biorąc pod uwagę fakt, że jan.kran byłby w podrózy, a wczesniej w Oslo?
          • rasowa_sowa Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 11:41
            triss_merigold6 napisała:

            > O, tak trudno przewidzieć, że po stwierdzeniu zgonu następują przygotowania do
            > pogrzebu i wyjechać w dniu w którym matuś zmarła?

            Nie trudź się, z poprzednich wątków pamiętam ze jan.kran nie daje się złapać na takie niskie prowokacje.

            A prowokowanie w takim wątku jak ten bardzo źle o tobie świadczy.
              • vre-sna Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:17
                Współczuję straty mamy.
                Uważam jednak, że ludzie nie bez powodu odprawiają ceremoniały pogrzebowe. Obecność, wspólne przygotowania pozwalają jakoś przetrwać te najtrudniejsze chwile. Tym żyjącym, bo umarłemu jest to obojętne.
                Ten wątek przypomniał mi, jak Saakaszwili, pomimo wielkich utrudnień, zdążył na pogrzeb naszego prezydenta.
                • pade Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 14:35
                  Ale może jej to nie jest potrzebne!!
                  A pomóc rodzeństwu i tak by nie zdążyła.
                  Jak mozna komuś nakazywać, w jaki sposób ma przeżywać swoją stratę? Nie ogarniam tego.
            • triss_merigold6 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:17
              Wprawdzie Sadosia już linkowała jakich formalności trzeba dopełnić przed pogrzebem ale jeszcze dodam: zakład pogrzebowy pyta o każdy drobiazg - jaka trumna, jaka klepsydra, jaki wieniec, kamerowanie pogrzebu czy bez kamerowania, jakie wieńce, z szarfami z napisami czy bez, jakie napisy, dowóz ubrania dla zmarłego itd. bo absolutnie każdy element jest w cenniku. To bardzo nieprzyjemny i stresujący moment, kiedy w dniu lub dzień po śmierci bliskiej osoby musisz podejmować decyzje na temat koloru i dekoracji trumny - właśnie tu najdroższa córka mogłaby się przydać.
              • joa66 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:23
                jaka trumna, jaka klepsydra, jaki wieniec, kamerowanie pogrzebu czy bez kamerowania, jakie wieńce, z szarfami z napisami czy bez, jakie napisy, dowóz ubrania dla zmarłego itd. bo absolutnie każdy element jest w cenniku

                I uważasz, że z takimi decyzjami należało czekać na jan.kran i opóxniać wszystko? Z domem ogrzebowym załatwia to strona, która potem będzie starała się o zasiłek pogrzebowy, więc brat pewnie i tak MUSIAŁ tam być i podpisywać dokumenty.

                Podejrzewam też jaka byłaby reakcja na to, że to jan.kran decyduje a nie brat i bratowa.

                • marzeka1 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:29
                  Czyli co? Och ci paskudni krewni tam na miejscu, a ona tylko zawsze źle traktowana? Bo to z tego wynika.
                  I w sumie nawet nie obecność czy nieobecność na pogrzebie dziwi, jak czytam całość- a sposób komentowania i działanie na forum w takim okresie w życiu. Fakt- ludzie naprawdę różnie śmierć bliskich "przerabiają", ale ten mnie zaskoczył.
                  • cosmetic.wipes Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:42
                    Czyli to, że jan ma niesłychanie drażniącą manierę opowiada o w sumie prostych sprawach, w sposób niejasny, pokretny, egzaltowany i zorientowany na czubek własnego nosa.
                    Ja też dostawałam drgawek przy opowieściach o przelewaniach herbatki, o "poświęcaniu" się opiece nad matką i wyprowadzało mnie z równowagi Mamusiowanie.
                    Własnie dlatego zwracam uwagę, że cokolwiek jan by nie zrobia i tak zostanie zjechana.

                    Mnie nieuczestniczenie w pogrzebie nie szokuje, więc odnoszę się li tylko do tej kwestii. Wyjatkowo nie czepiam się jana, bo uważam, że w kilka dni po smierci matki mogę ją potraktować ulgowo.
                    • triss_merigold6 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:45
                      Mnie szokuje nieuczestniczenie w pogrzebie własnej matki. Autorka z matką była związana uczuciowo podobno, nie mieszka w Australii, nie jest obłożnie chora, nie znajduje się w zakładzie opiekuńczym ani więzieniu. Wróć, z więzienia na ogół ludzie dostają przepustki z takich okazji więc nawet zakład karny nie byłby wymówką.
                        • triss_merigold6 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 12:55
                          Dopuszczasz, że istnieje wiele argumentów za obecnością na pogrzebie rodzica? Wiele. Różnych. Są to argumenty natury emocjonalnej, organizacyjnej, prawnej, zwyczajowej. Upraszczając: i uczucia i formalności, nie wspominając o takim drobiazgu jak pomoc braciom i bratowej.
                          • joa66 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 13:00
                            Dopuszczasz, że istnieje wiele argumentów za obecnością na pogrzebie rodzica? Wiele

                            Ale Ty wybrałaś bardzo niefortunny argument w tej dyskusji, sorry triss.
                            • triss_merigold6 Re: Nie pojechalam... 02.04.15, 13:02
                              Wybrałam jeden z wielu. Pomagam autorce pomyśleć, w czym mogła odciążyć rodzeństwo i z jakich powodów ludzie zwykle są obecni na pogrzebach własnych rodziców, zwłaszcza jeśli darzyli tych rodziców sympatią.