Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie

14.09.04, 08:26
Jakoś mi smutno z tego powodu. Starszy syn chodzi do szkoły 6 rok i nigdy nie
było takich problemów, zwłaszcza na początku pierwszej klasy. To prawda, że i
z synem nie było problemówsad(
Teraz w pierwszej klasie jest nasz drugi syn, ten z większym temperamentem.
I od samego początku są drobne problemy (syn jest ruchliwy i niestety
zdarzyły mu się popychanki z kolegami, tu go absolutnie nie bronię). Wczoraj
było pierwsze zebranie i pierwsze, na którym nikt z nas nie był. Głupio mi,
ponieważ wiem jak ważne rzeczy omawiane są na takim zebraniu, składki na
ubezpieczenie, dokumenty do podpisania. Ale zebranie zostało ustalone na
godz.16, mąż pracuje poza W-wa do 17.30. Zwolnił się z pracy i gonił przez
całe miasto, niestety zebranie trwało pół godziny i dosłownie minął się z
rodzicami. Syn się rozchorował (w niedzielę dostał gorączki) i ja nie mogłam
pójść na to zebranie. Wysłałam starszego syna, by uprzedził panią i
powiedział, że ktoś z nas spotka się w najbliższym terminie (kilku dni),
niestety nie mógł spotkać pani. Ja dzwoniłam do szkoły, niestety pani albo
wyszła albo jeszcze nie przyszła. Dziś udało mi się zamienić z nią słowo
przed samą lekcją, oschle powiedział mi, że trzeba było być na zebraniu.
Tłumaczyłam, że taka sytuacja zdarzyła nam się pierwszy raz a ona, że "takie
sytuacje są zawsze, gdy z dzieckiem są problemy" a poza tym "proszę z nim coś
zrobić bo ja nie będę tolerowała takiego zachowania". Chciałam też zamienić
słówko na temat ew. pomocy z jej strony jako wychowawcy, jak wyciszyć takiego
psotnika. Pani jednak powiedziała, że to nie jej dziecko.

Wiem, to nasza wina, nie byliśmy na zebraniu. Zachowanie syna też jest naszym
problemem, jako matka nie chciałabym by inne dziecko popychało moje. Smutno
mi jedynie z powodu przyklejenia nam etykietki rodziców nie interesujących
się niczym a napewno nie synem. Pani w żaden sposób nie stara sie nam pomóc,
pokierować, odesłać np. do szkolnewgo pedagoga. Sama jest kłębkiem nerwów,
widziałam jak szarpała dziecko gdy to nie stało idealnie w rzędzie.

Z pewnością niejedna z Was powie, że takie dziecko jak mój syn dezorganizuje
pracę w klasie (syn jednak psoci w trakcie przerw), jest kłopotliwe. Ja
jednak rozmawiam z nim, tłumaczę że tak nie wolno, a przede wszystkim
interesuję się jego zachowaniem, nie jestem obojętna na sygnały ze szkoły.

Jakoś zbił mnie dziś z tropy ton wychowawczyni.
    • joasiiik25 Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 08:48
      dobre samopoczucie dziecka w klasie wsrod rowiesnikow zalezy duzo od podejscia
      wychowawcy do kazdego dziecka.to nie dobrze,jezeli dziecko slyszy :"nie jestes
      moj"nie utorżsamia sie z dana klasa i nie ufa wychowawcy,malo tego czuje sie
      odtracone przez nauczyciela...nalezyalo by na wlasna reke starac sie zmienic ta
      sytuacje,mozna samemu jako rodzic wybrac sie do pedagoga szkolnego(nie czekajac
      na krok i zachete ze strony wych)poniewaz oni nie zawsze sami wpadaja na takie
      pomysly.Odpowiednia wspolpraca rodzica z wychowawca odgrywa wazna role,nie
      rozumiem dlaczego dany wych nie chce wspolpracowac z wami jako
      rodzicami,dlaczego stawia dziecko na przegranej pozycji,nie powinno tak
      byc...Ty jako matka masz zadbac o to,by dziecko-uczen dobrze sie czulo w
      szkole,mimo iz nie nalezy do latwych dzieci nie jest to powod od izolacji
      uczen-wychowawca.wiem ze ladnie i latwo sie to wszystko pisze i mowi ale masz
      tysiace mozliwosci aby zaczac dzialac samej,ja bym nie zostawila tak tej
      sprawy,moze na poczatek rozmowa z wych.klasy

      pamietaj w szkole obowiuzuje pewnien model UCZEN-WYCHOWAWCA-wspolpraca z
      rodzicami to wie kazdy dobry wych.

      aha czy ten wych .nie jest np.nauczycielem starej daty?
    • wieczna-gosia Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 08:54
      Mnie tez by zbil.
      Moja droga, twoj syn jest w pierwszej klasie. Pani jest osoba z przygotowaniem
      opedagogicznym i powinna po pierwsze sama sobi z psotnikami poradzic (przeciez
      twoj syn to nie lobuz wielkiego kalibru) a po drugie poradzic rodzicom jak
      utemperowac syna. Po trzecie zas jesli pani nie miala czasu z toba pogadac bo
      bylo przed lekcja to sie umawia na inny termin wzglednie telefon i juz wink
      Ja jestem wredna matka wink))
      Wiesz co bym zrobila- oczywiscie spotkala sie z pania osobiscie wink i troche ja
      przemaglowala wink) z tego np co ONA robi w kwestii mojego syna, jak ONA sobie
      radzi, jakie metody stosuje. I na kazda probe ataku ze to moje dziecko
      stanowczo bym odpowiadala ze owszem moje ale przez pare godzin to ONA je ma pod
      opieka i ja mam chec dowiedziec sie co ona ma zamiar z tym fantem zrobic.
      • joasiiik25 Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 09:02
        niestety taki atak na nauczycielke nie jest dobrym rozwiazaniem,zaprze sie i na
        zawsze przyklei dziecku etykiete "TEN Z PROBLEMAMI" trzeba stanowczo jednak
        powiedziec,ze ona jako wych.i doswiadczona w kwestii wychowania powinna umiec
        zadzialac i pokierowac nas rodzicow(przeciez nie zawsze rodzic zna metody
        postepowania z wlasnym dzieckiem)no i nalezy porozmawiac z maluchem zeby
        wiedzial,ze dane zachowania nie sa tolerowane lub zle widziane w szkole

        porozmawiac z dzieckiem.
        • cruella Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 09:22
          Rozmawiamy z nim prawie codziennie (sygnały ze szkoły były trzy razy),
          tłumaczymy, rozmawiamy i rozmawiamy.
          Syn w domu jest grzeczny, potrafi siedzieć i czytać, poważniejsze książki
          czytamy wspólnie, lepimy z plastelinki, czasem sam maluje farbami, wycina. W
          domu nie ma miejsca na agresję, popychanki. Czasem dochodzi do spięć ze
          starszym bratem ale takie konflikto załatwiamy właśnie rozmową.
          Był badany przez psychologa, nie jest nadpobudliwy. Pani psycholog stwierdziła,
          że żeby nie psocił trzeba mu dostarczać inteligentnych rozrywek, podsuwać
          ciekawe książki, trudne wymagające myślenia łamigłówki, wymagające skupienia i
          spokoju.
          Podczas lekcji jest grzeczny, tylko na przerwach wstępuje w niego diabeł. W
          szkole będę pewnie dopiero w przyszłym tygodniu, gdy syn wyzdrowieje.
          Porozmawiam z panią, choć wyczuwam niechęć z jej strony.
          Podczas tej krótkiej rozmowy dziś rano próbowałam jedynie wytłumaczyć swoją
          nieobecność na wczorajszym zebraniu i umówić się na jakieś spotkanie. Pani
          jednak powiedziała mi, że nie ma dla nas czasu, "trzeba było być na zebraniu".
          To mnie tak zabolało. Powiedziała też, że jakoś inni rodzice mogą przysłać
          dziadka czy babcię. Moi rodzice mieszkają 200km od nas i sami jeszcze pracują.
          • wieczna-gosia Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 09:39
            ja takie wstawki ucinam krotko- nie dzwonie do pani zeby wysłuchac reprymendy
            tylko prosze mi powiedziec kiedy pani sie moze ze mna spotkac. A jak pani nie
            moze to nie ma o czym mowic tylko prosze nie miec do mnie pretensji. Inni
            rodzice moga przyslac dziadka czy babcie a my nie. I koniec. swoja droga nigdy
            mi do glowy nie przyszlo zawraca glowe dziadkom zebraniem. Jak nie moglam to
            nie szlam, dzwonilam umawialam sie i szlus.

            Przepraszam, ale dla mnie tekst nauczyciela "nie radze sobie" w pierwszej
            klasie (nie przy nastolatkach z szalejacym testosteronem) jest lekkim sygnalem
            ze to nie z moim dzieckiem jest cos nie tak (bo dzieci w pierwszej klasie to
            maja do siebie ze nie moga usiedziec itp.) ale z pania wink) a jesli owa pani nie
            darzy do spotkania (nawet poza zebraniem) to tym bardziej jest z nia cos nie
            tak.

            Wychowawczyni mojej Ani nie radzila sobie od zawsze- w mniejszym badz wiekszym
            stopniu. A Zuzia ma wychowawczynie, ktora tez momentami stawiala rodzicow do
            pionu, dzwonila sygnalizowala problem, ale ogolnie wychowawczynia jest
            rewelacyjna i jakos NIGDY nie bylo od niej sygnału "nie radze sobie". Owszem
            domagala sie wspolpracy z domem, paru w klasie Zuzy jest akich co to widac ze w
            domu kleju nie brakuje, ale ona nawet z nimi daje sobie rade- w dosc
            ograniczonym zakresie of kors bo chlopaki kuratora nawet maja, ale widac ze ma
            autorytet i ze jakis taki ma z nimi uklad ze nie daja jej w kosc.

            Oj na szkole to ja cieta jestem wink))) ale widze ze ania teraz jest w genialnej
            szkole i genialnej klasie wiec puk puk odpukuje w niemalowane moze troche
            odpoczne od walki z absurdami wink)

            Do boju cruella do boju wink)

            Pani psycholog stwierdziła,
            >
            > że żeby nie psocił trzeba mu dostarczać inteligentnych rozrywek, podsuwać
            > ciekawe książki, trudne wymagające myślenia łamigłówki, wymagające skupienia
            i
            > spokoju.
            hehe to bym powiedziala pani jakby mnie rozezlila- synek jest spokojny jak mu
            sie daje cos inteligentnego do roboty wink)) hehe wink))
          • joasiiik25 Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 09:42
            w takim razie powiem tak:najwidoczniej wychowawczyni zbyt przejela sie swoja
            rola,fajnie miec pod opieka gromadke maluchow ale trzeba miec tez zrozumienie
            dla rodzicow,uwazam ze mialas prawo nie byc na zebraniu tym bardziej,ze syn byl
            chory i nie moglas go zostawic.w pierwszej klasie czesto sie doprowadza dzieci
            do szkoly wiec spokojnie mozna porozmawiac z wych.podczas przerwy lub chwile po
            lekcjach.nie rozumie niechceci ze strony wychowawcy,nie okazuje dobrej
            woli,chceci wspolpracy i rozwiazania wspolnie problemu(nie az tak duzego) bo
            wiele dzieci podczas przerwy biega itp by w ten sposob wyladowac energie i moc
            spokojnie przesieciedz w lawce.
            • verdana Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 09:51
              Ja jestem mniej tolerancyjna. Moze dlatego, ze "przerobiłam" wiele wychowawczyń
              i wiem, ze mogą narobić nieodwracalnych szkód.
              Ta nauczycielka się po prostu nie nadaje. W normalnej szkole u "normalnej" pani
              pierwsze tygodnie są "ochronne". Dzieci się przyzwyczajaja do reżimu szkolnego,
              nauczycielka przygląda się im, łagodzi konflikty. Jasne, ze w klasie nie sa
              same grzeczne dzieci i jeśli z trochę niegrzecznymi nauczycielka sobie nie
              radzi - to znaczy ze jest złą nauczycielką. To absolutnie normalne, ze dzieci
              na przerwie się biją , i absolutnie normalne, ze rodzice chcą porozmawiać z
              nauczycielką poza wywiadówką. A szarpanie jest absolutnie niedopuszczalne, i
              swiadczy, ze "pani" powinna wybrać inny zawód.
              Nie ukrywam - po wieloletnich doswiadczeniach - natychmiast przeniosłabym
              dziecko do innej klasy lub szkoły. Nie zżyło sie jeszcze tak z kolegami, zeby
              był to problem. Natomiast przez tą nauczycielkę najwyraźniej zostaliscie
              sklasyfikowani jako cała rodzina jako "problemowi". To oznacza, ze syn bedzie
              miał problemy. Bo "pani" je stworzy.
            • malgosia87 Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 10:15
              Wiesz Cruella doświadcznia nie mam zadnego, bo dziecko jeszcze przedszkolak a i
              panie przyjazne, ale na litośc boską przestań się kajać i usprawiedliwiać przed
              panią, że nikt z was nie był na zebraniu. Sytuacja losowa i tyle, w końcu nie
              było to n-te zebranie bez waszej obecnosci, a poza tym szukasz kontaktu z panią,
              więc jej teoria o waszym braku zainteresowania jest do ..... . W ogole pani do
              łatwych jak widać nie należy, no ale cóz taki life. Domyślam się, że chcesz
              sprawę załatwić jak najdelikatniej, ze względu na syna, ale jednak nie daj się
              zepchnać do narożnika, w końcu szkola ma nie tylko nauczać ale i wychowywać,
              kuriozalne jest zdanie wychowawcy 7-latka "prosze coś z nim zrobić, bo nie będe
              tolerowała takiego zachowania", ciekawe co autorka miał na myśli. I na koniec
              nie rozumiem tego magicznego "trzeba było być na zebraniu" czy owa pani na
              zebraniu chciała publicznie omowić zachowanie twojego syna?

              pozdrawiam i nie daj sie (napiszę to, a co) tej babie
              Małgosia
            • aleksandrynka Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 19:00
              w takim razie powiem tak:najwidoczniej wychowawczyni zbyt przejela sie swoja
              > rola,

              moim zdaniem WCALE nie przejęła się swoją rolą. Czy ktoś się przyjrzał
              słowu "wychowawca"? To brzmi dość jednoznacznie... Dziecko spędza 1/3 dnia w
              szkole, nie ma tam mamy do pilnowania, jest za to nauczyciel, wychowawca, który
              przeszedł studia pedagogiczne (przeszedł to często jedyne rozsądne
              określenie...) i ma być przygotowany do pracy z uczniem, nie tylko do
              odklepania tabliczki mnożenia, ma w nosie całą resztę tego, co się dzieje w
              klasie - proces grupowy, atmosfera, problemy dzieci z nauką albo domowe, z
              rówieśnikami... Zgadzam się z super-mądrą wieczną-gosią smile)) w całej
              rozciągłości(pozdrowienia!), nauczycielka syna nie ma prawa Cię pouczać, Gosia
              z ust mi wyjęła te wszystkie teksty... Nie daj się wepchnąć w machinę
              nieczułej, chamskiej, spychalskiej szkoły, gdzie najważniejsze są statystyki,
              dobre samopoczucie nauczyciela, przerobienie programu, a gdzieś tam w tle, na
              szarym końcu uczeń. Też jestem cięta na szkołę i nieuzasadnione wygórowane
              mniemanie o sobie nauczycieli. Większości z nich. Przynajmniej tacy są Ci,
              których spotkałam (99/100%) i o których słyszę. Skontaktuj się z nia jeszcze
              raz, działaj asertywnie i stanowczo. Niech Cię nie zbywa. Jak tak dalej będzie
              skontaktuj się z pedagogiem/psychologiem szkolnym.
              Szkoła to nie tylko wykuwania "młodych talentów", to trochę jakby drugi dom,
              dzieci mają się tam czuć pewnie i bezpiecznie. A nauczyciele we współpracy z
              rodzicami mają im w tym pomóc.
    • alpepe Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 09:58
      przeczytaj przemyślenia verdany, te na końcu. Głupio przenosić dziecko do innej
      klasy lub szkoły, ale to może być najlepsze wyjście. Bo z nauczycielką jest coś
      nie tak.
      • cruella Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 10:05
        Oj już czytałamsmile)) kilka razy każdą z wypowiedzi. Zaczynam się
        zastanawiać..wieczorem porozmawiam z mężem, może faktycznie tak będzie lepiej.
        Tym bardziej, że szkoła jest poza rejonem, syn nie ma kontaktu z kolegami.

        Kończę, idę z synem do lekarza.
        Odzewę się później.
        E.
    • chocolaterie Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 10:04
      cruello
      przede wszystkim świetnie jest czytać takie rozsądne, zrównoważone posty smile
      Co do samej sprawy.
      Ja bym jednak mimo wszystko jeszcze raz umówiła się z wych. i zaproponowała
      spokojnie i życzliwie, żebyście WSPÓLNIE znalazły rozwiązanie z trudnościami
      syna. Ty, bo to Twoje dziecko i zawsze interesujesz się tym co robi, a ona,
      ponieważ jest dla niego b. ważną osobą na tym etapie, jego PANIĄ, i może mieć
      istony wpływ na jego zachowanie. A poza tym łatwiej jej będzie pracować z
      klasą, kiedy nie będzie miała problemówwink
      Jeśli nie będziecie mogły wpaść na nic konstruktywnego, zasięgnijcie rady
      pedagoga/psychologa szkolnego.

      Cruello, jak ważne są pierwsze lata szkolne dla dziecka pewnie nie muszę Ci
      mówić. Jak ważna jest przyjazna PANI też nie. Jeśli mimo Twoich zabiegów
      wychowaca będzie miał to w d... zastanowiłabym się jakimiś ostrzejszymi
      środkami (dyrektor?) lub nawet nad zmianą klasy.

      Co do samego syna, warto zauważyć jakie to są te sytuacje konfliktowe. Jeśli
      jest równowaga sił że tak powiemsmile zazwyczaj dzieci same dochodzą do
      porozumienia. Jeśli natomiast Twoje dziecko atakuje (słownie lub fiz) dziecko
      słabsze lub jest atakowany przez dziecko silniejsze i się broni (a tylko
      wygląda tak jakby to on atakował)- takie sytuacje wg mnie stanowczo wymagają
      Twojej interwencji.Jeśli nie jesteś pewna jakiej, powinien coś podpowiedzieć
      szkolny pedagog, (mogę też powiedzieć co wiem, jeśli chcesz to pisz na priv)

      Czujność taka pozwoli na uniknięcie wpadnięcia przez dziecko w niebezpieczne
      role (np. prowodyra lub paradoksalnie kozła ofiarnego).

      sorki za dłużyznę, trzymaj się
    • praktycznyprzewodnik Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 10:25
      Jesli dziecko jest na lekcjach w porzadku, a wariuje na przerwach, to przede
      wszystkim widać czarno na białym, ze się bardzo stara.
      I to liczy się na plus dziecku.

      Dalej nalezy ustalic co takiego na tych przerwach dziecko robi, ze szkoła uważą
      to za złe zachowanie. Wchodzi na dach i gra nauczycielkom na nosie ? Bije
      kolegów ? Nie przychodzi na czas z przerwy ? Jest aroganckie? Wulgarne ?
      Prowokuje ? Dokucza woźnej ?

      Postawa matki:"to problem nauczycielki, ona na studia pedagogiczne" jest bez
      sensu. Nauczyciel ma przygotowanie pedagogiczne, ale nie jest magikiem.
      Wygląda na to, ze nauczycielce przez tydzień wyczerpały sie pomysły na
      zdyscyplinowanie syna. Całkiem mozliwe, bo szkoła nie ma ich zbyt wiele na
      składzie,a na niektóre kary (np. zostawienie po lekcji) rodzice reagują nerwowo.


      Gdyby to było moje dziecko:
      - ustaliłabym, co właściwie dziecko robi niewłaściwego, bez wchodzenia w
      szczególiki, bo nauczycielka może nie pamiętać, co na przykład dziecko
      dokładnie powiedziało, czy nie pamiętać kolejności wydarzeń jakiegoś incydentu;
      - załozyłabym dziecku dzienniczek, gdzie pani codziennie napisałaby jak było
      (krótko);
      - ustaliłabym z dzieckiem i nauczycielką jak zostanie ukarane, jesli nadal
      bedzie w powazny sposob przekraczać regulamin. Radze kary niezbyt odlegle w
      czasie (zapowiedz, ze nie pojedzie w przyszłym miesiacu na wycieczkę jest dla
      dziecka w tym wieku bardzo słabym bodżcem), dobrze jest w obecności dziecka
      upoważnić panią do wymierzenia jakiejś konkretnej kary (zostawienie po lekcji,
      posprzatanie korytarza, stanie całą przerwę w kacie...);


      Sposob z dzienniczkiem jest dobry, bo możesz dziecko od razu w domu ukarać (z
      umiarem !!!) a nauczycielka opisując ewentualny incydent zmuszona jest do
      autorefleksji.
    • judytak Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 10:33
      moim zdaniem z dzieckiem wszystko OK
      ("na lekcjach jest grzeczny, tylko na przerwach rozrabia")

      nauczycielka...bo ja wiem...ja mam takie doświadczenia z nauczycielkami
      (szkoła, przedszkole), że często lepiej się dogadują z dziećmi, niż z
      rodzicami, zwłaszcza na początku... chyba mają obawy, tyle nieznanych dorosłych
      ludzi, i każdy ma wysokie oczekiwania... boją się trochę, i skrywają to
      agresją...

      przynajmniej "nasze" nauczycielki na początku zawsze stwarzają
      wrazenie "strasznej baby", a po kilku miesiącach się okazuje, że nie są takie
      złe...

      ja bym
      a) nie zwracała uwagi na to, że "jesteśmy uważani za rodziców z problemami" -
      jeśli w dalszym ciągu będziesz "grzeczna" (zapłacisz za komitet itp.), to
      pierwsze wrażenie się zatrze; nie ma sensu sie tłumaczyć

      b) zapewniłabym dziecku jakiś sport, albo przynajmniej dużo mocnego ruchu jak
      najczęściej - skoro to takie ruchliwe dziecko :o) nie liczyłabym na WF w
      szkole, bo to często fikcja

      c) podpowiadałabym dziecku, co może robić na przerwach zamiast bicia się z
      innymi (nie wiem, co w waszej szkole można, co wolno - wyjść na boisko, grać w
      zośkę, biegać po schodach? albo niech bierze ze sobą jakieś zabawki, karty do
      gry, komiksy, krzyżówki itp.)

      d) może starszy brat mógłby kilka razy odwiedzić młodszego na przerwie? chyba
      chodzą do tej samej szkoły?

      e) jeśli chcesz, pójdź do pedagoga szkolnego, porozmawiaj - żadne "skierowanie"
      od nauczycielki nie jest potrzebne, pedagog szkolny ma swoje godziny przyjęć, i
      jest od tego, zeby doradził - dzieciom, rodzicom, nauczycielom

      może to jednak nie ta sytuacja, żeby przenosić dziecko do innej szkoły, tym
      bardziej, że generalnie szkoła wam odpowiada (rozumiem, że starsze dziecko
      chodzi od lat do tej samej szkoły?)

      pozdrawiam
      Judyta
      • ewa2233 jak wygląda WSPÓŁPRACA z wychowawcą: 14.09.04, 10:51
        Ja nie miałam może aż takich problemów,
        ale do rozwiązania własnych przygotowałam się "książkowo".
        To znaczy: nie atakowałam pani, tylko zapytałam, jak ona, JAKO PEDAGOG,
        RADZIŁABY mi rozwiązać ten problem.
        Oczywiście pani nie miała żadnej konstruktywnej porady,
        więc ja wtedy wyciągnęłam swoje "przemyślenia" (przygotowane wcześniej) smile

        I mówię, że w domu z synam będziemy pracować, sprawdzać itp, ale prosilibyśmy,
        by pani po lekcji zapytała KONKRETNIE NASZEGO syna, czy zaznaczył co zadane
        (chodziło o zaznaczenie iksem numeru zadania).
        Pani odpowiedziała, że ma ponad dwadzieścioro dzieci i nie ma czasu (!!!!!!!!!)
        Według moich obliczeń trwałoby to trzy SEKUNDY, z odpowiedzią około 5 !
        Ale ja byłam przygotowana, na tą wersję.
        Poprosiłam, by posadziła syna z kimś bardzo sumiennym i poprosiła go,
        by ten ktoś popatrzył po lekcji, czy syn ma te "iksy" przy numerach zadań.
        Dałam propozycję z kim mógłby siedzieć i powiedziałam, że porozmawiam z synem,
        by nie było awantur przy sprawdzaniu.
        Zależało mi też bardzo, by syn siedział na stałym miejscu,
        bo to pozwoli mu na "opanowanie" porządku na ławce.
        Na to wreszcie się pani zgodziła.

        Za dwa dni, syn siedział już gdzie indziej i z kim innym!
        Ręce opadają !
        To było na początku podstawówki.
        Jako czwartoklasista dobrze sobie radzi ! smile)

        Cierpliwości więc życzę smile!
        • mamao2 Re: jak wygląda WSPÓŁPRACA z wychowawcą: 14.09.04, 11:25
          ewa2233 napisała:

          >> Poprosiłam, by posadziła syna z kimś bardzo sumiennym i poprosiła go,
          > by ten ktoś popatrzył po lekcji, czy syn ma te "iksy" przy numerach zadań.
          > Dałam propozycję z kim mógłby siedzieć i powiedziałam, że porozmawiam z
          synem,
          > by nie było awantur przy sprawdzaniu.

          Nie popieram takich rozwiązań - niby dlaczego sumienny uczeń ma siedzieć z
          rozrabiaką,który przeszkadza i jeszcze do tego zostaje obarczony obowiązkiem
          sprawdzania go?! Czyżby to forma doceniania tego sumiennego ucznia????

          > Dałam propozycję z kim mógłby siedzieć i powiedziałam, że porozmawiam z
          synem,
          > by nie było awantur przy sprawdzaniu.

          Ingerowanie rodziców kto z kim ma siedzieć w ławce??!! To chyba gruba przesada.
    • ma.dzia Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 11:21
      Ta nauczycielka chyba sie zapomniala! Nie pozwol traktowac sie jak dziecko.
      Jestes dorosla i jestes matka ,masz prawo wymagac, a ona nie ma prawa traktowac
      Cie jak swojego ucznia.Mam nadzieje,ze bedzie ok.
      • ewa2233 do mamao2 14.09.04, 11:42
        niby dlaczego sumienny uczeń ma siedzieć z rozrabiaką,który przeszkadza i
        jeszcze do tego zostaje obarczony obowiązkiem
        sprawdzania go?! Czyżby to forma doceniania tego sumiennego ucznia????

        Ingerowanie rodziców kto z kim ma siedzieć w ławce??!! To chyba gruba przesada.


        WYJAŚNIENIE :
        Mój syn nie należy do rozrabiaków smile)) !
        Problem był z zaznaczaniem zadań, bo syn zapominał co było zadane.
        Jest bardzo lubiany w klasie a (że tak powiem) WSKAZANĄ osobą była koleżanka,
        która nie miała nic przeciwko temu smile
        Jak to nietrafnie określiłam, "awantury" miały dotyczyć tekstów:
        "co cię to obchodzi, czy zaznaczyłem."
        Po prostu poinformowaliśmy syna, że ktoś mu pomoże tym sprawdzaniem,
        dopóki sam nie będzie zapamiętywał, by zaznaczyć. Nie było problemu.

        Raczej chciałam "swoją" sytuacją pokazać,
        że nie każdy wychowawca "CHCE" współpracy.
        Nie ma własnych pomysłów jak wybrnąć z sytuacji,
        nie chce pomóc w realizacji pomysłu rodzica.
        Po prostu mu się NIE CHCE i już !

        Ja wychowawczyni powiedziałam, że MUSIMY WSPÓŁPRACOWAĆ,
        bo w domu dziecko mogę przypilnować, ale nie jestem w stanie zrobić tego
        w szkole, bo wtedy jest POD JEJ OPIEKĄ.
        • verdana Re: do mamao2 14.09.04, 12:03
          Nie popieram dzienniczków, stałych uwag i analizowania "jak się własciwie
          zachowuje". To jest słuszne rozwiązanie, jeśli dziecko chodzi już dłużej do
          szkoły, problemy sa prawdziwe i nie do rozwiązania.
          Jesli zaczniecie "od razu karać dziecko w domu" - to mozecie postawić kreskę na
          jego szkolnej karierze. Dziecko atakowane w pierwszym roku nauki przez panią i
          natychmiast za to samo przez rodziców nie zostanie "nawrcone na dobrą drogę",
          tylko w najlepszym wypadku znienawidzi szkołę, w najgorszym - dostanie nerwicy.
          Obawiam się, że niektóre rady to przerzucanie problemu na dziecko - zamiast mu
          pomóc się zaadaptowac, bedziecie go karać, przesadzać, rozważać co robi źle.
          Jesli w przedszkolu nie było problemów wychowawczych, to 100% wina nie jest po
          stronie dziecka.
          Fakt, bywają wspaniałe "Panie", które nie potrafią dogadać się z rodzicami. Ale
          one na ogół mają dobry kontakt z dziećmi, a ta jakoś na to nie wygląda.
          Jesli dziecko ma kolegów w szkole rejonowej - na co czekać? Gdyby miało tutaj
          swoich kolegów - to inna sprawa. Ale tak?
          Mojego najstarszego syna totalnie wykończyła na pierwszy rzut oka miła, ale
          zbyt wymagająca nauczycielka. Ze spokojnego dziecka został kłębek nerwów,
          z "wpojoną" (jak twierdzi psycholog) "dysortografią", rozpoznaną na początku 2
          klasy, z nerwicą szkolną, nadpobudliwością. Wymagał wieloletniej terapii
          psychologicznej. Swietny uczeń w 1 klasie po zmianie nauczycielki przestał się
          uczyć - na najbliższe 10 lat.
          Dlatego, o ile rozmowa z "Panią" nie zadziała - zastanówcie się, czy nie warto
          zmienić szkoły.
          • wieczna-gosia Re: do mamao2 14.09.04, 12:27
            to co pisze verdana sprowadza sie w sumie do tego by front tworzyc z dzieckiem
            a nie z nauczycielem. Oczywiscie bez przesady wink)
            Ale ja sie z tym zgadzam.
            Uwazam ze dziecko na poczatku szkoly musi miec w nas oparcie. W koncu nasze
            ziecko znamy lepiej niz pania nauczycielke.
            • judytak Re: do mamao2 14.09.04, 12:46
              ja owszem tworzę "front" z dzieckiem
              ale na zasadzie "pani jest jaka jest, my sobie z nią poradzimy, ja ci pomogę,
              powiem jak itp. itd."

              czyli, na przykładzie z zapominaniem zaznaczania zadanych lekcji (też to
              przerabiałyśmy),
              nie szłam do nauczycielki, bo uznałam, że robi w klasie to, co potrafi, i nic
              tu nasza rozmowa nie wniesie :o)
              zamiast tego uczyłam dziecko, żeby
              • wieczna-gosia Re: do mamao2 14.09.04, 12:59
                nie no ja tez ze wszystkim z morda do nauczycieli nie latam wink
                W zasadzie robie tak jak ty judyta wink)
                aczkolwiek czasami gdy niesprawiedliwosc byla ewidentna/ lub pani zglaszala
                zastrzezenia szlam do pani i ogolnie szlam co jakis czas sie wypytac co i jak wink
          • praktycznyprzewodnik verdana ! 14.09.04, 12:48
            To ja o dzienniczku pisałam.
            Dodałabym do tego, ze analize dzienniczka nalezy zaczac od chwalenia. Nawet
            jesli uwaga nie bedzie najmilsza do czytania. I zaproponowałabym tylko wtedy,
            gdy zarzuty wobec dziecka były cięzkie, a dziecko niepoprawne.

            Wina na pewno nie lezy po stronie dziecka. Wszystkie pierwszaki się starają.
            Widocznie mu cos nie wychodzi.

            To ze z dzieckiem nie było problemów w przedszkolu, wcale nie znaczy, ze pani
            w szkole jest nie na poziomie.
            Zbyt wiele się zmieniło w jego zyciu z dnia na dzień. Założe sie, ze podobne
            problemy pojawią się przy przejściu na kolejne poziomy edukacyjne czyli na
            poczatku IV klasy, w gimnazjum itd.


            Warto przyuwazyc z kim on sie na przerwie trzyma. Dzieci o słabym poczuciu
            wartości grupuja sie w szkole w grupki rozrabiaków.

            Starszego syna warto wykorzystac, ale nie w roli dozorcy czy donosiciela.
            Predzej zaproponowałabym chłopcom w domu coś w stylu:"Jacek ma kłopoty, doradź
            mu coś, jestes bardziej doświadczony"."

            • ewa2233 dzienniczek i wpisy do zeszytu 14.09.04, 14:09
              Zasada wpisów: pochwała - ustnie, krytyka - zawsze na pismie (+ podpis rodzica).
              Na wywiadówkach zawsze jest mowa o dzieciach, które mają kłopoty.
              Jeśli pani kogoś nie wymienia - znaczy, że jest dobrze - tak ogólnie.
              A przecież każdy rodzic chciałby usłyszec coś pozytywnego o swoim dziecku!
              Każde dziecko ma jakiś swój PLUS i na pewno chciałoby usłyszeć od swojej pani,
              że jest w czymś dobre!
              Chwalimy w domu, mobilizujemy a w szkole żadnego oddźwięku.
              Chwalenie w szkole - to teoria - niestety.
    • iwcia75 Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 15:45
      cruella, jestem bardzo poruszona twoim postem i wydaje mi sie,ze nie popelnilas
      zadnego błedu. popelnila go wychowawczyni, bo z gory sie uprzedzila do dziecka
      i do rodzicow. a niestety łatwo sie uprzedzic,bo faktem jest,ze ci najbardziej
      potrzebni do rozmowy rodzice nie zjawiaja sie na zebraniach i wykazuja nikle
      zainteresowanie dzieckiem. w twoim wypadku tak nie bylo,ale pani tak cie
      odebrala. pojaw sie wiec znowu,jak tylko bedziesz mogla. masz prawo do
      spotkania i dluzszej rozmowy z wychowawca. pamietaj jednak,ze w czasie przerwy
      jest to niemozliwe-zwykle na przerwie jest zbyt duzo spraw do zalatwienia,
      halas na korytarzu albo dyzur,a nauczyciel moze byc po prostu skolowany i
      zmeczony. takie rozmowy na korytarzu to koszmar!!! wiem to z własnego
      doswiadczenia. sprobuj umowic sie z nia w innym terminie(po skonczeniu zajec)i
      pokaz,ze ta sprawa jest dla ciebie wazna. masz prawo do wspolpracy z
      wychowawca, razem ustalcie,jak postepowac z synem-ona pomoze tobie,a ty jej(pod
      warunkiem,ze bedziecie sie nawzajem słuchały).
      co do przygotowania pedagogicznego, to bardziej stawiałabym na praktyke
      zawodowa. nie liczmy na to,ze mloda pani zaraz po studiach bedzie umiala
      postepowac z dziecmi-dla takiej wskazana jest pomoc rodzicow.
      zycze ci udanej wspolpracy z wychowawczynia i braku jakichkolwiek uprzedzen.
      • cruella Powoli się klaruje:((((((((((( 14.09.04, 16:22
        skąd to zachowanie i wybuchy szaleństw u syna.
        W kwietniu (bo to wtedy, w trakcie przedszkola, pojawiły się podobne zachowania
        u syna) dostaliśmy skierowanie na badania EKG, EEG i inne. Dziś odebrałam te
        najważniejsze, wraz z opisem.
        Diagnoza? Zaburzenia napadowo-padaczkowe. Skierowanie (pilne) do neurologa.
        Umówiłam wizytę pod koniec października, w poniedziałek idę prywatnie. Nie mam
        siły tyle czekać.
        Najgorsze w tym jest jednak to, że mąż traci już zainteresowanie "takimi
        problemami". Dziś rozmawiałam z nim (nawet nie zadzwonił by zapytać jak po
        wizycie), zapytał jedynie, czy ma rzucić pracę i zajmować się dzieckiem?
        Powiedziałm mu, ze mógłby się trochę zainteresować nami a on na to, ze
        wystarczająco się interesuje pracując (i utrzymując nas).

        Dziewczyny, powoli dociera do mnie, że ja jestem sama. Czy to w sprawach dot.
        wychowania dzieci, chorób czy innych dot. domu. Niestety sama. Nie pamiętam,
        kiedy mąż dowiadywał się odnośnie wyników badań, wizyt, zebrań w szkole czy też
        innych spraw związanych z nami.
        Kurczę, ja już mam dość bycia samotną mamąsad(((((((((
        Widziałam dziś opinię psychologa odnośnie syna. Oprócz bardzo pozytywnych
        opinii o nim samym (wysokie IQ, nie wykorzystane w pełni)pojawił się komentarz
        o znikomym kontakcie z tatą. Nie mówiłam mężowi o tym, nie wiem jak mu
        powiedzieć.
        • iwles Re: Powoli się klaruje:((((((((((( 14.09.04, 17:09
          Cruella - nie jestes sama - jest wiele e-mam, które, podobnie jak Ty - nie mają
          takiego wsparcia w mężu, jakiego oczekują.
          Do tej pory dawałas sobie świetnie radę, dasz sobie i nadal. Po prostu dziś
          bardziej zdołowały cię wyniki badań i stąd większy żal do męża.
          Kobiety są silne, a jeśli jeszcze chodzi o rodzinę, dzieci - to prawdziwe
          lwice.
          Wyglądasz na bardzo silną i odpowiedzialną dziewczyne, dlatego z pewnością
          sobie poradzisz.
          A co do tej sytuacji z wychowawczynią, to - jest to trochę dziwne zachowanie
          nauczycielki. Sprawy indywidualne uczniów omawia się na osobnych spotkaniach, a
          nie na forum wszystkich rodziców.
          Mam wiele koleżanek nauczycielek i one wolą takie pojedyncze "problemowe"
          przypadki omawiać z rodzicami po uprzednim umówieniu się. Na pewno zebranie nie
          jest odpowiednim miejscem.
          To nie w tobie jest brak dobrej woli, lecz w pani wychowawczyni.
          Niestety - są "nauczyciele" i Nauczyciele.....
          POzdrawiam
          Trzymaj się.
          Iwona
    • nocula Re: Brak więzi z wychowawcą:(( znów długie 14.09.04, 17:00
      Sory, ale ja z drugiej strony, uczę 30 osobowe klasy szalejacych nastolatków, i
      jak słyszę tekst typu "nie radzę sobie", to mnie krew zalewa. Maltretowanie
      nauczyciela doprowadza do szału, przepraszam, ale jak ktoś sobie z dzieciakami
      nie radzi to niech się zwolni i idzie kopać rowy.Na studiach zakładam
      pedagogicznych nikt nikomu nie obiecywał klasy aniołków i ogólnie wiadomo, że
      dzieci są różne, jedne trzeba rozruszać inne wyciszyć. A może by ta "Pani"
      znalazła sposób na rozrabiakę. I nie bój się nauczycielki to ona jest dla
      Ciebie i Twojego dziecka, bo dzięki Wam ma pracę.
      • verdana do Noculi 14.09.04, 18:56
        Nocula! dzięki! Wracasz mi wiarę w nauczycieli!!!!
        A ja lubiłam rozrabiaków. Przynajmniej niektorych. Pamiętam, że na radach
        zawsze mnie pytali "Dlaczego jak wszyscy mówią że ktos jest wredny chuligan, to
        ty mówisz, ze u ciebie jest OK?". A z grzecznymi podlizuchami za to sobie "nie
        radziłam"
        Pozdrowienia!!!!!
        • allija Re: do Noculi 14.09.04, 23:04
          Mój syn w szkolnej zerówce miał okropną wychowawczynię. Zdarzało się, że mniej
          odporne dzieci siusiały w majtki ze strachu na zajęciach. Przed nowym rokiem
          szkolnym mąż poszedł do sekretariatu szkoły, oczarował panie tam pracujące i
          dokładnie dowiedział się wszystkiego na temat przyszłych wychowawczyń klas
          pierwszych. Dzięki temu syn znalazł się w klasie wspaniałej nauczcielki,
          ciepłej, opiekuńczej i matkującej maluchom. Oczywiście oprócz tego doskonałego
          nauczyciela.
          Dlatego ja także, po uprzednim wywiadzie, zmieniłabym klasę, lub nawet szkołę,
          dziecku. Szczególnie w nowych okolicznościach. Przecież te pierwsze lata mogą
          na długo, o ile nie na zawsze, zniechęcić do nauki.
Pełna wersja