cruella
14.09.04, 08:26
Jakoś mi smutno z tego powodu. Starszy syn chodzi do szkoły 6 rok i nigdy nie
było takich problemów, zwłaszcza na początku pierwszej klasy. To prawda, że i
z synem nie było problemów

(
Teraz w pierwszej klasie jest nasz drugi syn, ten z większym temperamentem.
I od samego początku są drobne problemy (syn jest ruchliwy i niestety
zdarzyły mu się popychanki z kolegami, tu go absolutnie nie bronię). Wczoraj
było pierwsze zebranie i pierwsze, na którym nikt z nas nie był. Głupio mi,
ponieważ wiem jak ważne rzeczy omawiane są na takim zebraniu, składki na
ubezpieczenie, dokumenty do podpisania. Ale zebranie zostało ustalone na
godz.16, mąż pracuje poza W-wa do 17.30. Zwolnił się z pracy i gonił przez
całe miasto, niestety zebranie trwało pół godziny i dosłownie minął się z
rodzicami. Syn się rozchorował (w niedzielę dostał gorączki) i ja nie mogłam
pójść na to zebranie. Wysłałam starszego syna, by uprzedził panią i
powiedział, że ktoś z nas spotka się w najbliższym terminie (kilku dni),
niestety nie mógł spotkać pani. Ja dzwoniłam do szkoły, niestety pani albo
wyszła albo jeszcze nie przyszła. Dziś udało mi się zamienić z nią słowo
przed samą lekcją, oschle powiedział mi, że trzeba było być na zebraniu.
Tłumaczyłam, że taka sytuacja zdarzyła nam się pierwszy raz a ona, że "takie
sytuacje są zawsze, gdy z dzieckiem są problemy" a poza tym "proszę z nim coś
zrobić bo ja nie będę tolerowała takiego zachowania". Chciałam też zamienić
słówko na temat ew. pomocy z jej strony jako wychowawcy, jak wyciszyć takiego
psotnika. Pani jednak powiedziała, że to nie jej dziecko.
Wiem, to nasza wina, nie byliśmy na zebraniu. Zachowanie syna też jest naszym
problemem, jako matka nie chciałabym by inne dziecko popychało moje. Smutno
mi jedynie z powodu przyklejenia nam etykietki rodziców nie interesujących
się niczym a napewno nie synem. Pani w żaden sposób nie stara sie nam pomóc,
pokierować, odesłać np. do szkolnewgo pedagoga. Sama jest kłębkiem nerwów,
widziałam jak szarpała dziecko gdy to nie stało idealnie w rzędzie.
Z pewnością niejedna z Was powie, że takie dziecko jak mój syn dezorganizuje
pracę w klasie (syn jednak psoci w trakcie przerw), jest kłopotliwe. Ja
jednak rozmawiam z nim, tłumaczę że tak nie wolno, a przede wszystkim
interesuję się jego zachowaniem, nie jestem obojętna na sygnały ze szkoły.
Jakoś zbił mnie dziś z tropy ton wychowawczyni.