regego
27.05.15, 13:50
Potrzebuje spojrzenia z boku. Na kłopot w pracy bo powoli mnie to przerasta.
Szeregowy pracownik z własnym przełożonym + przełożony wyżej(między innymi wyrażał zgodę na przyjęcie do pracy, ale nie ma pod sobą bezpośredniego przełożonego owego pracownika). Obu przełożonych owy szeregowy pracownik zna lubi i ceni.
Pięknego dnia szeregowy pracownik dostaje telefon od przełożonego wyżej który zleca mu wykonanie zadania, pracownik informuje o wszystkim bezpośredniego przełożonego i ma wykonać owe zadanie. Niestety wykonanie wiąże się z nadgodzinami bo terminy gonią, znow informacja do przełożonego bezpośredniego co robić, no wykonywać. Zadanie wykonane pracownik dostaję info że owe zadanie należało do bezpośredniego przełożonego no trudno, owy pracownik nic z tego nie ma (no satysfakcję bo dobrze wszystko wyszło i podziękowanie od przełożonego wyżej).
No ale prosi ten szeregowy pracownik o oddanie nadgodzin i wtedy zaczyna się zabawa. Bezpośredni przełożony bierze go na dywanik na rozmowę, pracownik dowiaduje się że jest roszczeniowy i ciągle czegoś żąda, otrzymuje odebranie nadgodzin, ale dostaje info ze ma sam poinformować przełożonego wyżej że od dziś wszystko ma się odbywać drogą służbową.
Sprawa ucichła wszystko jakoś się rozwiązało aż do kolejnego pięknego dnia....
Bezpośredni przełożony żąda pracy przy owym zadaniu dalej, ogólnie pracownik dostaje zadanie którego nie ma zapisanego w obowiązkach, ma je nadzorować, być na każde zawołanie jak wyniknie potrzeba pracy przy owym zadaniu(nie często to następuje ale bardzo koliduje z zadaniami jakie należą do obowiązków pracownika). Wie że nic z tego nie będzie miał, wie że dobrze zrobione zadanie będzie szło"na konto" bezpośredniego przełożonego, za co juz niejednokroć otrzymywał oficjalne pochwały.
Co robić? Co robić? Postawić się, odmówić wykonania zadania?
Mam nadzieje że jasno napisałam że jest to względnie zrozumiałe... Bo ja sama nie ogarniam sytuacji.