yaga7 Paneer 28.05.15, 20:01 A możesz mi podać przepis na paneer? Zawsze się zastanawiałam, czy by wyszedł w warunkach domowych. Dzięki Odpowiedz Link Zgłoś
katnip Re: Paneer 29.05.15, 09:03 Trzy litry mleka zagotować, jak już zawsze to dodać 1/3 szklanki soku z cytryny lub octu (ja daję zawsze mniej). Od razu jak się wlewa do wrzącego, to ser zaczyna się oddzielać od serwatki. Przelać na gazę lub ścierkę, odcedzić, uformować placek i na koniec docisnąć go czymś ciężkim. Gotowe. A, warto serwatkę zachować i jeszcze z niej zrobić ricottę. Odpowiedz Link Zgłoś
yaga7 Re: Paneer 29.05.15, 10:38 Dzięki. A ile Ci tak mniej więcej wychodzi sera z tych 3 litrów? Mleko pewnie takie z placu? A nie wiesz czy z mlekomatu się nadaje? A jaki masz przepis na ricottę? Moze jakbym robiła, to już hurtem. Odpowiedz Link Zgłoś
katnip Re: Paneer 29.05.15, 11:56 Robię z mleka butelkowanego, sklepowego. Wychodzi bez problemu. Chciałam spróbować z takiego świeżego, no ale jak widać - tutaj niedasie. Z mlekomatu będzie pewnie super. Z trzech litrów wychodzi naprawdę spory kawał sera, który zużywam do jedzenia na surowo oraz do różnych potraw indyjskich. Uwielbiam smażony, jest pyyycha. Podobno można go mrozić, ale nigdy nie próbowałam. A ricottę robię tak, że podgrzewam całą serwatkę, dolewam do niej pół litra mleka i jeszcze raz wlewam sok z cytryny. I znowu przelewam przez gazę lub pieluchę tetrową, umieszczoną na durszlaku (niestety - po operacji jest to do wyrzucenia, bo odpranie tego jest porażką). Zostawiam na durszlaku, żeby się odsączyło lub podwieszam na kranie w zlewie. Ricotta jest mięciutka i pyszna. Wychodzi niewielka salaterka. Syn zjada wszystko na raz, nie ma czego próbować Możesz popatrzeć w necie na inne przepisy i na początek zrobić z jednego litra mleka. Odpowiedz Link Zgłoś
yaga7 Re: Paneer 29.05.15, 15:02 Dzięki za kolejny przepis. Ale takie w butelce jak było lata temu czy po prostu takie świeże, nie-UHT tylko pasteryzowane? Z tego, co piszesz, nie jest to skomplikowane, spróbuję przetestować na litrze mleka. Myślałam, że musi być takie od krowy, stąd plac albo mlekomat, jedno i drugie mam daleko, więc może najpierw wypróbuję na innym mleku. Odpowiedz Link Zgłoś
attiya Re: Co to się porobiło... 28.05.15, 20:26 nie wiem w jakim to małym miasteczku ty jesteś ale w wielu bywałam, i nigdy nie miałam problemu aby zaopatrzyć się w naturalne produkty wiejskie może nie chcą sprzedawać ich Wielkiej Pani z Warszawy Odpowiedz Link Zgłoś
solejrolia Re: Co to się porobiło... 28.05.15, 23:20 dawno temu, jak żył mój tata, to były świnki, i na polu wysiewał pszenicę lub pszenżyto. a w pobliżu był PGR ale potem tata zajął sie czymś innym (handel, tekstylia itp) , świnki- nie tzreba było już hodować, bo kartki na mieso zniesiono, towaru w sklepach od zatrzęsienia, zresztą cena miesa a koszty utrzymania- naprawdę nie kalkulowało się to. i nie było skad nająć kombajnu, bo PGR zlikwidowano, to i siać na polu nie było po co i na co. i tylko kłopot. i tak sobie pole leżało, przez kilkanaście lat jako ugór. a ja odetchnęłam, bo dość się natyrałam przy tym wszystkim jak byłam dzieckiem, i nastolatką. i po szkole wreszcie mogłam odpocząć,albo iść na basen, czy potem na randkę, a nie truskawki pielić, pomidory podwiązywać, itd itp obowiązki, i to dzien po dniu. to u mnie. ale i sasiadów również- dokładnie taka sama sytuacja- przestali uprawiać i tyle. sąsiedzi podzielili swoje pola, i mamy bardzo ładne osiedle domków jednorodzinnych. ja nie sprzedałam, z różnych względów, i zaczynam uprawiać- bo zapragnęłam własnie tego- i ten rok jest pierwszym, ze coś robię na tym polu. i powiem tak- leżało, to jeść nie wołało. a teraz, kosztuje mnie to pole, oj kosztuje- i masę czasu, i wysiłku, i pieniedzy. tak, pieniedzy najwięcej. na razie w tę ziemię inwestuję. i mam nadzieję, ze mi się to zwroci- niechby chociaż w formie satysfakcji, nie musi być w formie pieniadza. ale oprócz pola mam kury (to jest nasze DROGIE HOBBY, jajka owszem są, ale koszt utzrymania jest wielokrotnie wyższy niż przychód w jajach) mam warzywnik, mam sadek, jeszcze młodziutki, ale jest. mam trochę tego, trochę tamtego. ostatnio sąsiedzi wypytywali, co ja kombinuję, plotka plotkę rodzi. a ja postanowiłam sie pobawić w gospodarstwo, i dobrze mi idzie. ale wracam co dzień do domu o 20.30. bo ciągle mam coś do zrobienia (jak nie truskawki, to fasola, a to to a to tamto- SAMO SIĘ NIE ZROBI!) a pracuję od 7.00. a przeciez pracy siedzącej nie mam. więc krótko mówiąc styrana ostatnio jestem. ale sprawia mi to frajdę (nie wiem jak długo, na razie jest git) tylko, że nie uważam, ze jak na wsi, to obowiązek jest mieć to wszystko, wcale nie. moi sąsiedzi nie uprawiają, bo nie muszą. albo juz nie mają na czym uprawiać. zresztą- i tak pracują i żyją z czegoś innego, moja wieś nigdy wiejska tak naprawdę nie była, bo w granicach miasta. za to kury tu są. jak my kupiliśmy, i nasze koguty odezwały się po raz pierwszy, to nagle usłyszałam z jeszcze 5podwórek kogucie piania- szczerze mówiac byłam ZASKOCZONA, bo wczesniej nie zwracałam uwagi, i nawet nie wiedziałam, ze ktokolwiek hoduje. a teraz wiem, kto ma , a nawet jaką rasę sąsiedzi, którzy mają te kury również traktują to jako hobby, nietanie niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Co to się porobiło... 29.05.15, 09:15 Nie różnicie się niczym od stereotypowych teściowych, wiecie lepiej co inni powinni zrobić w swojej własnej zagrodzie, ale z niektórych w tym wątku wyszła wieś i hipokryzja. Odpowiedz Link Zgłoś
solejrolia Re: Co to się porobiło... 29.05.15, 09:26 właśnie, właśnie. nic dodać nic ująć. Odpowiedz Link Zgłoś