Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat

15.09.04, 08:34
Mam kłopoty z mężem. Dzis znowu awantura -oczywiście o dziecko. Nasze dziecko
jest dość nerwowe (chyba po ciąży? -bo też mąż umiał się popisać) i jest tzw.
niejadkiem. Mąż mi ciągle wypomina -a raczej krzyczy na mnie że go źle
wychowuję, że moja mama też źle z nim postepuje ( tzn. nie rozpieszcza go i
nie pozwala mu na wszystko -co kończy się rykiem synka kiedy ja jestem w
pracy sayn jest z teściową, która mieszka z nami, i pozwala mu na wszystko) a
ja kiedy przyjdę sprzeciwiam się temu, ale to nic nie daje -tesciowa i tak
robi swoje -mówi że jest jeszcez malutki, a pozatym ona nie może słuchac jak
on płacze. Mąż uważa swoją mamę za wzór MATKI, i najlepiej żeby mnie nie było
to oni by sami sobie wychowywali dziecko, ale jak maż ma z dzieckiem zostać
na jakiś czas to widzę że po chwili mu nerwy puszczają i krzyczy że to diabeł
nie dziecko itp. nawet daje mu klapsa. Ale całą winę zwala na mnie. Może to
głupie ale ja przy dziecku nie chcę się kółcić, a potem to po prostu się nie
odzywam, więć rzadko wyrzucam swoje żale. Jeżeli chodzi o rozmowę z nim to
juz była wiele razy, ale jak widać bezskutecznie. Nie widzę rozwiązania,
chyba już nie kocham męża a on mnie. Nie wiem co za beznadziejna sytuacja się
w naszej rodzinie zrobiła, ale już przed dzieckiem się zaczynała, jak mówiłam
w ciąży też nie było czasem kolorowo ( nie chodzi tu o jakąś przemoc tylko
brak oparcia i ciepła i miłości a także kłótnie o byle co). Dziś znowu
poszłąm z płaczem do pracy. Mąż stwierdził że on od dzisiaj będzie decydował
o dziecku ( nie wiem ci to niby miało znaczyć), że nie będe go woziła do
rodziców co drugi dzień, dziecko ma być w domu itp. Może mi ktoś napisze że
więcej wiary w siebie itd, Ale uwierzcie mi kiedy sie poznaliśmy, byłam
śmiałą, jeżeli to można tak nazwać "towarzyską" dziewczyną a on na odwrót, a
teraz jak patrzę na siebie to sie zupełnie nie poznaję, jestem milcząca,
poddaję sie woli męża, wiecznie niezadowolona, zmęczona.
    • bana1 Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 08:47
      jak przeczytałąm to co napisałam to żal mi samiwj siwbie. Wyszło tak jakbym
      była niedorajdą życiową, a ja po prostu załamałam się rano i chciałam wyżalić.
      Jestem ceniona w pracy i lubiana przez znajomych.Tylko w domu koszmar.
    • bana1 Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 08:48
      jak przeczytałam to co napisałam to żal mi samej siebie. Wyszło tak jakbym była
      niedorajdą życiową, a ja po prostu załamałam się rano i chciałam wyżalić.
      Jestem ceniona w pracy i lubiana przez znajomych.Tylko w domu koszmar.
    • koleandra Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 08:49
      Najlepiej by było gdyby dziecko nie przebywało codzień z jedna babcia albo
      drugą. Babcie nie są od wychowywania tylko rodzice. Wiem, że pewnie innej
      możliwości nie ma ale...
      To jest bardzo źle dla dziecka kiedy za kazdym razem decyduje kto inny i u
      każdego na co innego może sobie pozwolić. Wychowuje się tak jak powiedział Twój
      mąż "djabeł a nie dziecko".
      Największy błąd rodziców to jest jak jedno na cos nie pozwala a drugie
      mówi "masz", jedno karci a drugie się lituje i przytula. Wytłumacz to mężowi.

      Mąż uważa swoja matke za wzór matki a Ty swoją... dlatego myslę, że powinniście
      swoje dziecko wychowywac sami....
      A co do Waszego zachowania wobec dziecka to spróbujcie najpierw omówic zasady
      np. nie pozwalamy na to, karcimy za to itp...
    • agamamaoli Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 09:02
      Nie daj się dziewczyno. Co to za pomysły żeby jedna osoba decydowała w sprawie
      dziecka. Jesteś matką i dla dobra swojego i dziecka musisz wskrzesać siły żeby
      pokazać że też jesteś ważna. Mąż próbuje jak daleko może się posunąć. Nie
      pozwól mu przekroczyć pewnych granic, ale jak już je przekroczy to wtedy
      będziesz wiedziała co zrobić.
      A musicie mieszkać z teściową? To zawsze odbija się czkawką na małżeństwie.
      Decyzje i tak sama musisz podjąć co dalej w takiej sytuacji. Na ewno nie możesz
      dać się stłamsić. Pozdrawiam Aga mama Oli
    • walker22 Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 09:20
      Tak, najlepiej by było gdybyś nie mieszkała z teściową... Wiem, że czasem
      trudno z niektórymi osobami dojść do porozumienia, wytłumaczyć coś, przedstawić
      argumenty, zwłaszcza jeśli jest się z tą osobą skłóconym. Gdybyś miała oparcie
      w mężu, teściowa nie stanowiłaby problemu, niestety jak piszesz, tego nie masz.
      Czasem tak się w życiu układa, ale zawsze w końcu sytuacja się przejaśnia, i
      jakiegoś zadowalającego rozwiązania się dochodzi. Spróbuj tak rozmawiać z
      mężem, teściową, żeby nie rozdrażniając ich wygrać coś dla siebie i dla
      dziecka. Jeśli oczywiście nie ma możliwości mieszkania osobno. Z tego co
      piszesz teściowa kocha wnuka, trzeba tylko tę miłość właściwie ukierunkować,
      jakoś babkę podejść... Spróbuj, kobiety to potrafią...
      pozdrawiam cieplutko, małgosia
    • bana1 Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 09:25
      Dziekuję Wam za odpowiedzi i wskazówki. Aniu masz duzo racji w tym co
      napisałaś. Myrzeczywiśnie nie zgadzamy sie z mężem w kwestii wychowania
      dziecka i to jest najtrudniejszy temat. Ale on tak był wychowywany -jest
      jedynakiem i nie umie czy tez nie chce zauważyć ze dziecko w wieku 1,8 m-ca o
      niewielu rzeczach może jeszce decydować. Są momenty gdzie trzeba być
      stanowczym. Co do babć - no cóż pracować muszę, ale chyba z obiema babciami
      porozmawiać muszę. Mój mąż nie wychowuje dzicka on jest raczej na dochodne -
      gdyż dużo pracuje -i wtedy pozwala mu na wszystko. Ale gdy jest w domu dłużej i
      zostaje z dzieckiem a ja z teściową coś robię to widzę że na dłuższą metę być
      może zachowywałby się inaczej - gdyż wtedy widzi chyba jaki on jest nieznośny,
      i innym tonem zaczyna przemawiać. Ja jestem z synkiem popołudniami, a jeszcze
      na dodatek kończę zaocznie studia -wiec wypada mi co drugi weekend. Sama widzę
      że z tym czasem dla dziecka jest niewesoło. Bez Teściowej mieszkać nie możemy,
      gdyż wspólnie budowaliśmy dom, ona ma piętro dla siebie na dole, teść zmarł,
      więc jest sama i nie chcę jej za bardzo odtrącać - maż jest z nią bardzo
      zwiazany. Po 9 latach małżeństwa ciezko bedzie mi odbudować wiarę w siebie, mąz
      ją kompletnie zniszczył. Muszę sie trzymać ale jak? Mąż jest ciężki do rozmowy -
      nie przyjmuje nic do siebie, a już na pewno nie o tesciowej. A jak powiedzieć
      teściowej że nie tak opiekuje sie dzieckiem -przeciez stwierdzi że mogę
      wychowywać je sama - a ja musze pracować.
      • twinmama76 Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 09:37
        Hmmm, współczuję Ci naprawdę. Wiem, że babcie "wiedzą najlepiej" i jak sie z
        nimi mieszka to trzeba duuużo asertywności. Ale co innego mnie zastanowiło w
        twoich postach - ile miesięcy ma twoje dziecko? 1,8 czy 18? Nie wiem, czy sie
        nie pomyliłas we wpisywaniu, ale mówienie o dwumiesięcznym dziecku, że
        jest "nieznośne" i "nie można mu na wszystko pozwalać" to chyba przesada.
        Taaaak, teraz dochodze do wniosku, że jeżeli ty juz pracujesz, to dziecko ma
        chyba raczej 18 miesięcy smile))) Faktycznie jest to trudny wiek i jedyną radą
        jest stworzenie wspólnego frontu z teściową i mężem co do wychowania. Nawet za
        cene pewnych ustępstw. Inaczej wyrosnie wam w domu mały tyran.
    • muress Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 11:59
      Pocieszyć to Cię pewnie nie pocieszę tym co napiszę, ale też z siebie wyrzucę
      przy okazji

      skąd ja to znam? a już wiem skąd - z własnego domu!

      Rady: powinniście to ustalić, rodzice powinni być wobec dziecka jednomyślni są
      świetne - tyle, że czasem niewykonalne. Moim rodzicom jakoś się to na ogół
      udawało, byli prawie jednomyślni, a nawet jeśli jednemu nie podobało się coś,
      co robiło drugie (wobec dzieci oczywiście), nie okazywali tego przy dzieciach.
      Natomiast z moim mężem to tak, jakby mi na złość normalnie chciał zrobić. Ja
      jedno, on natychmiast drugie. Ja czegoś zakazuję (np. czekolada, czipsy,
      cola) - mąż to niemal natychmiast dziecku podsuwa, ja usiłuję przyzwyczaić
      dziecko do samodzielnego sypiania (7-mio letnie!), to on je sam do naszego
      łóżka zaczyna przenosić (również wtedy, gdy dziecko spi spokojnie), ja próbuję
      ograniczyć ilość zabawek - dobry tatuś natychmiast pędzi kupić nową. Itp, itd
      szczególnie w sytuacjach, kiedy próbuję wprowadzić jakieś ograniczenia. Nie,
      nie jestem matką-tyranem. Ale uważam, że gdzieś są granice, po przekroczeniu
      których dziecko staje się tyranem. No ale to ja uważam, nie mój mąż.

      Ja nie wiem z czego to wynika i jak to leczyć. Czasami mam ochotę palnąć go
      mocno w łeb (przepraszam, ale tak czuję) i uświadomić, że robi w ten sposób
      krzywdę własnemu dziecku, a przy okazji żonie i małżeństwu jako takiemu. Palnąć
      w łeb, bo żadne prośby, tłumaczenia, próby dotarcia w racjonalny i spokojny
      sposób nie pomagają.

      Jeśli pojawia się tu jakiś psycholog, może się zlituje i wyjaśni, co z takimi
      okazami robić?? Błagam, bo nie wiem na ile mi jeszcze cierpliwości starczy, a
      drugie dziecko w drodze.

      Oczywiście teściowa to ten niezbędny dodatek w tym wszystkim, który i u nas
      funkcjonuje. Nie muszę wyjaśniać, że teściowa ma zawsze rację (w odróżnieniu
      ode mnie), a ja choćbym na rzęsach stanęła, to nigdy nie jestem wystarczająco
      miła i troskliwa w stosunku do jego mamusi. Drobiazg doprawdy, że on w
      stosunku do mojej nawet w 1/5 taki miły nie jest (teściowa mieszka 500m od nas,
      moja mama - może na szczęście - ponad 100 km, więc z natury rzeczy z
      teściową "żyjemy" niemal na codzień, z moimi rodzicami spotykamy się raz na 2/3
      miesiące). Drobiazg również, że sama teściowa nie zauważa połowy moich
      karygodnych (zdaniem męża) zachowań. Żabi rechot mnie ogarnia, gdy teściowa
      opowiada, jak to swoją własną teściową pogoniła i nie dała jej się wtrącać -
      doprawdy, na tle tej opowieści mogę bez fałszywej skromnosci stwierdzić, że
      jestem wzorem cierpliwości (moja teściowa - właściwie obydwoje teściowie -
      czuje się upoważniona i wręcz powołana do wypowiedzenia i forsowania swojej
      opinii na niemal większość tematów dotyczących naszego życia: od firanek i lamp
      w naszym domu po szkołę dziecka). Pewnym szczęściem w nieszczęściu jest to, że
      moja teściowa na ogół jest rozsądną osobą i naprawdę stara się pomagać, co ja
      bardzo doceniam. Ale boli świadomość, że w hierarchi ważności u własnego bądź
      co bądź męża jest się na hmmm dalekim 4 miejscu? Po dziecku/rodzicach/pracy.
      No i ileż można się tłumaczyć z własnych decyzji np. co do wyboru lekarza dla
      dziecka??

      Czasem sobie powtarzam, że wszystko mija, to i to minie. "Czas nas uczy
      pogody"... Ale w "międzyczasie" zęby ścieram zgrzytając nimi. Najłatwiej
      byłoby pieprznąć (za przeproszeniem) to wszystko w kąt i iść sobie na drugi
      koniec świata.

      To, co tak naprawdę zatrzymuje to miłość dziecka i świadomość, że jemu jest się
      jeszcze i ciągle bardzo potrzebnym. Okazuj dziecku miłość, staraj się je
      zrozumieć, bądź z nim - ono to odda w dwójnasób. Dzieci potrzebują, moim
      zdaniem, wyznaczania granic i rozumieją, co jest dobre, a co złe (nawet jak te
      granice próbują przekraczać). Więc jeśli je określisz sama i będziesz starała
      się konsekwentnie ich trzymać, to nawet taki sabotaż i dywersja we własnej
      rodzinie da się jakoś przeżyć. Pewnie, że to nie pomaga. Pewnie, że na
      dłuższą metę takie mieszanie w głowie (mama jedno, tata drugie) może okazać się
      mocno destrukcyjne (ja się strasznie boję wieku, kiedy moje dziecko będzie
      zbuntowanym nastolatkiem i zaneguje to, co starałam się mu wpoić - mając przy
      tym wsparcie tatusia). Ale trudno - jestem mamą więc "pieprznąć w kąt" po
      prostu nie mogę i muszę próbować robić to, co uważam dla mojego dziecka za
      najlepsze nawet w najmniej sprzyjających okolicznościach. Nie mam po prostu
      inne wyjścia.

      Życzę Ci duuuużo cierpliwości i mocnych zębów - żeby się nie starły za szybko
      od tego zgrzytania i zaciskania. Jak Cię złość na teściową będzie nachodzić,
      staraj przypomnieć sobie to, co dobrego dla Ciebie i dla Twojego dziecka robi -
      to pomaga. A najważniejsze, jeśli dziecko ją kocha i lubi z nią przebywać - w
      końcu to wszystko robimy dla szczęścia naszych dzieci. Moja teściowa np.
      notorycznie dziecko przekarmia, tuczy po prostu jak indora za podstawę
      prawidłowego wyżywienia uznając mięsa: tłusto, smażone i sosy. Dziecko miewa
      więc problemy z tuszą (był okres, że dziecko spędzało u nich kilka godzin
      dziennie) i wcale nie jest mi smiesznie, jak go muszę odchudzać. Teściowa
      nauczyła go pić herbaty - oczywiście 2 łyżeczki cukru to minimum (btw. czy ktoś
      mi to w końcu wytłumaczy po co dziecku do szczęścia od 2 roku życia słodzona
      herbata???), pozwala mu spędzać czas przed telewizorem itp, itd. - czyli robi
      całe mnóstwo rzeczy, z którymi ja walczę. No trudno - żadna z nas ideałem nie
      jest, ja popełniam swoje błędy, ona swoje - ale dziecko ją kocha i jest
      szczęśliwe, że ma dobry kontakt z babcią. I to jest motywacją również dla mnie.

      I jeszcze jedno post scriptum: nie bądź perfekcjonistką. Odpuść czasem sobie i
      dziecku. Inaczej idzie zwariować.
      • bana1 Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 14:47
        Dzieki za wypowiedź, Tobie też trochę ulżyło.
        U mnie tesciowa na szczeście Teściowa nie wtrąca się zbytnio, jedynie zarzycum
        jej rozpieszcanie ,a raczej brak wyznaczenia jakichkolwiek granic dziecku.
        Kilka razy próbowałam uswiadomić jej, że trzeba mówić mu że poewnych rzeczy nie
        wolno, OK. a za chwilę robiła swoje. Jak mnie nie ma w domu to też na pewno tak
        jest. Problem mam jak widzisz z męzem, bo jego nie moge do swoich poglądów
        przekonać. Ale również o to że te kłótnie, a raczej ataki z jego ztrony, robia
        się coraz głośniejsze i "brzydsze", czasami mam wrażenie, że mnie nienawidzi.
        Nie wiem czy jest to dobre określenie, ale jest w nim tyle złości. Nie można z
        nim wtedy alsolutnie normalnie porozmawiać. Jest mi bardzo źle.
        • katse Re: Nie wiem nawet jaki mam wpisać temat 15.09.04, 15:55

          a ja tak bardzo bym chciala zeby nisi pilnowala babcia...

    • mala_kruffka A ja polecam książki może przekonają 15.09.04, 21:18
      Pierwszy rok życia dziecka
      Drugi i trzeci rok życia dziecka.
      Może mąż i tesciowa w autorytety wierzą, a tam napisane, że dla dziecka
      wyznaczanie granic i ustalanie zasad jest gwarantem bezpieczeństwa. Takie
      dzeicko, któremu wszystko wolno traci to poczucie bepieczeństwa.
      Dziadkowie od tego są, żeby rozpieszczac, ale bez przesady.
      Ja bym tam radziła jednak przeprowadzkę.
      mk
Pełna wersja