Babcia. No i co tu zrobić?

28.06.15, 18:44
Tak naprawdę to nie oczekuję rady. Chcę się po prostu wygadać.

Mam babcię, która jest wzorcem z Sevres toksycznej osoby. Była taka zawsze, więc absolutnie nie ma to żadnego związku z tym, że ma już 85 lat. Jest skłócona z całą swoją rodziną (przez co nie znam absolutnie nikogo z jej strony). Jest nieufna, wszędzie węszy spiski i czyhanie na jej majątek (którego nie ma w ogóle, gdyż jest osobą ogromnie rozrzutną, taką która codziennie najchętniej zakładałaby nowe majtki, a stare wyrzucała - co zapewne robi zresztą od dłuższego czasu). Jedynym jej majątkiem jest dosyć spore mieszkanie, które dopiero całkiem niedawno pozwoliła wykupić (dosłownie na kilka dni przed tym, jak skończyła się taka możliwość). Wcześniej na to nie pozwalała, gdyż "to na pewno po to, żeby ją stamtąd wyrzucić". Babcia mieszka w Warszawie, więc nawet wykup za 10 % wartości był olbrzymim obciążeniem dla mojego budżetu (złożyłam się na to z moim ojcem, a jej synem).

Babcia jest aktualnie po wszczepieniu endoprotezy stawu biodrowego. Nie interesowała się tym, co będzie po operacji. Zakładała, że tydzień po będzie samodzielnie śmigać po mieście. Nie zadbała o należytą, długą opiekę po operacji. Nie dowiedziała się, jak będzie przebiegać rehabilitacja, ile się na to czeka. Ja wiem, że dla osoby, która jej nie zna, może to wyglądać tak, że biedna staruszka idzie na operację, a rodzina ma to gdzieś. Prawda jest taka, że moja babcia jest w pełni władz umysłowych i nie bierze pod uwagę absolutnie żadnych sugestii ze strony rodziny (czyli dokładnie trzech najbliższych osób, które jej zostały, bo muszą - jej syna, mnie i mojego brata). Wszystko załatwia sobie sama. Sama chodziła po lekarzach, sama załatwiła wszystkie papiery do operacji. Załatwianie jej kogokolwiek do pomocy przed operacją absolutnie nie wchodziło w grę. Nie ma takiej opcji, żebym wzięła babcię do siebie (mikroskopijne mieszkanie, w którym mieszkam ja i dwoje dzieci). Nie ma takiej opcji, żeby wzięli ją do siebie moi rodzice. Nie ma takiej opcji, żeby wziął ją do siebie mój brat. Musi zostać w swoim mieszkaniu.
Opiekunkę załatwiła sobie tylko do końca czerwca. Czyli będzie ją jeszcze miała przez dwa dni. Jest cztery tygodnie po operacji. W środę nie będzie nikogo, kto przyjdzie chociażby jej zastrzyk zrobić.

Jestem załamana. Wiem, że słabo to opisałam, więc uzupełnię o co się da, jeśli ktoś zechce ze mną pogadać. Może da mi ktoś jakieś wskazówki, co dalej. Nie dzwoniłam jeszcze do żadnego MOPS czy DPS, czy cokolwiek takiego, bo nie mogłam załatwiać niczego poza jej plecami. I tak jestem wyrodną wnuczką, wydziedziczaną raz na pół roku. Dzisiaj również, gdyż zasugerowałam jakiś krótki pobyt w prywatnym ośrodku pomocy społecznej, aż dojdzie do siebie. Tam, gdzie miałaby rehabilitację na miejscu i towarzystwo 24h. Ale nie... Ona oczekuje.... Boże, nawet nie wiem, czego ona oczekuje. Nie wiem. Czuję się winna, bo jako babcia dla mnie była cudowna. Kiedyś. Do momentu, kiedy zaczęłam dorastać. Jako dziecko nie rozumiałam też, że wszystkie kłótnie w moim domu i alkoholizm mojego ojca to jej wina. Wiem, jak to brzmi, ale naprawdę nie wyobrażam sobie posiadania tak strasznej matki. To jedynie moja babcia i miałam kilkuletnie przerwy w kontaktach z nią, a i tak czuję się przez nią zatruta.
Przez nią sama dzisiaj pokłóciłam się z moim mężem. I teraz jest mi przez to jeszcze gorzej, bo czuję się winna i wobec niej, i wobec męża, i wobec moich dzieci.
    • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 18:53
      Nie bardzo rozumiem z czym masz problem. Babcia-jak twierdzisz, jest w pełni samodzielna decyzyjnie, sama sobie załatwia lekarzy, opiekunkę, itd. Więc jak 1 lipca uzna, że jej czegoś brak, to sobie zadzwoni tam gdzie uzna za stosowne i załatwi to co potrzebuje.

      A ty się zajmij lepiej swoimi emocjami, bo bycie nieprzeleczonym DDA to piekło dla twoich dzieciaków i męża.
      • princesswhitewolf Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 14:57
        zwalanie wszystkiego na DDA jest kuku. Dziewczyna mloda i robi z igly widly, ale to nie powod do pseudo psychoanaliz gdzie alkohol ojca wszystkiemu winny
    • kadfael Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 18:54
      No dobrze, ale na czym polega problem? Babcia nie może przedłużyć sobie zatrudnienia tej opiekunki?
      • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:07
        Problem w tym, że babcia nie przedłuży opiekunki, gdyż ta jest u niej ostatni dzien we wtorek. To dziewczyna poznana na ulicy (dosłownie), która zgodziła się odpłatnie babci pomóc. W środę dziewczyna wyjeżdża na wakacje i już jej nie będzie. Nie na chwile, tylko w ogóle. Od środy babcia zostaje sama. I nagle się obudziła, że zostaje sama. I jednocześnie przejmuje się tym i nie przejmuje. Od wczoraj obdzwania swoje dawno nie widziane koleżanki, czy nie mają jej kogo podesłać. Problem w tym, że owe koleżanki nie odbierają od niej telefonu. Trudno powiedzieć, dlaczego. Często pewnie po prostu nie żyją, a dla babci telefon po 5 latach z prośba o pomoc jest taki naturalny. Nie będzie nikogo, kto przyjdzie jej zrobić zastrzyk przeciwzakrzepowy, kto zrobi jej zakupy, kto zrobi jej pranie. Ja mogę do niej wpaść raz w tygodniu, na więcej absolutnie się nie piszę - mam dwoje malutkich dzieci, jedno na piersi. Mąż pracuje dużo. Poza tym nie mogę do niej jeździć sama i nie mogę przebywać z nią sama w jednym mieszkaniu. Mogłoby się to źle skończyć. Jechanie do niej z dziećmi jest trudne, gdyż babcia to zbieraczka. Aktualnie można się porusząć po jej mieszkaniu, gdyż odgruzowałam je wraz z moim bratem (wywaliliśmy ok. 30 120-litrowych worów), ale dla dzieci się absolutnie nie nadaje.

        Każdy kontakt z babcią to wielka niewiadoma. Jednego dnia rano może mi powiedzieć, że mam dwoje dzieci i żebym się nią nie przejmowała, po południu mi powie, że ona wychowała mnie i brata, utrzymywała całe życie, wybudowała dom moim rodzicom i jesteśmy największymi niewdzięcznikami na świecie, a wieczorem zacznie gadać, że mój mąż jest wredny, że nierodzinny itd.
        To trudno powtórzyć. Ktoś, kto nie miał do czynienia z toksyczną osobą, nie będzie wiedział, o co chodzi. To człowiek, który sączy jad. Taki jad, który zatruwa całą rodzinę. Powoduje, że brat odwraca się od siostry, a siostra od brata. Bo babcia gada, gada, gada. Gada świadomie, nakręcając się. Opowiada najgorsze z możliwych rzeczy. A za chwile lub jednocześnie potrafi być czarującą osobą, ukochaną babcią i prababcią.

        Problem jest w tym, że od środy będzie sama. Nie pojade do niej ani ja, ani mój brat, ani mój ojciec. Nikt jej nie weźmie do siebie. Ona mówi, że coś sobie załatwi, ale nic nie załatwi. Nie wychodzi z domu, więc niby jak? Jutro będę dzwonić, żeby sama jej spróbować coś załatwić, ale boję się, że np. nie wpuści tej osoby do domu, bo będzie miała fazę na to, że to złodziej. Sama nie wiem. Jestem tak zapętlona, że nawet trudno mi to wytłumaczyć.
        • kadfael Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:12
          A nie możesz pierwszy raz iść Ty albo brat z tą zatrudniona przez was osobą? Chyba Was wpuści?
          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:24
            Wpuści. Chyba. Tylko teraz nie wiem - czy da się taką osobę załatwić w ciągu dwóch dni? Nawet nie wiem, ile się za to płaci, czy to jest bezpłatne.
            Poza tym - babcia wpuści, a za tydzień powie, że jej ta osoba nie odpowiada i jej powie, że zatrudniła kogoś innego, więc do widzenia. I więcej jej nie wpuści. Oczywiście mi w rozmowie telefonicznej to powie i będzie nie wiem co... "Zrób coś z tym"?
            Skąd to wiem? Bo aktualnie pozbyła się rehabilitantki.

            Ja już miesiąc temu próbowałam ją przekonać, żeby wziąć kogoś z MOPS. Wtedy powiedziała, że absolutnie, bo jej koleżankę taka okradła, to złe kobiety są, w ogóle żebym ja tego na pewno nie załatwiała. Gdyby coś wyszło z taką osobą nie tak (naprawdę lub tylko w babci paranoi), to winna byłabym ja, złodziejka. Byłaby w stanie zgłosić to na policji. Byłaby w stanie iść do Faktu lub Super Ekspresu i opowiadać straszne historie o wstrętnej rodzinie.
            Babcia dopiero teraz nas poinformowała, że opieka jej się kończy w czerwcu. I dalej nie wiadomo co.

            Mam ją zostawić i się nie przejmować? Wiem, że piszę bez sensu, ale sama w tej chwili staram się uporządkować własne myśli i uczucia. Jestem zdrową psychicznie i mocno stąpającą po ziemi osobą. W kontakcie z moją babcią robię się chwilowym wrakiem. Szybko sobie z tym radzę, od zawsze. Gorzej z moim ojcem i moim bratem. Żeby jednak sobie z tym radzić, nie mogę być blisko niej. Nie mogę przebywać z nią sama dłużej niż 10 minut. Wystarczająco niszczyła mnie psychicznie przez długie, długie lata.
            • kadfael Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:36
              No to trzeba iść do MOPR-u porozmawiać z pracownikiem socjalnym, pójść z nim do babci, żeby ocenił sytuację. I wtedy ustalić jakiś plan działania.
            • kalina_lin Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:00
              Gdzie mieszkasz? Opiekunki z MOPS z dnia na dzień nie załatwisz, formalności chwilę trwają (wywiad środowiskowy, wydanie decyzji itp). Ale możesz rozejrzeć się za prywatnymi agencjami opiekunek - stawki zwykle wynoszą ok. 15 zł za godzinę. A na portalach ogłoszeniowych (olx, gumtree) też jest zwykle mnóstwo ofert osób, które szukają tego rodzaju pracy. Są wakacje, studenci chcą dorobić, powinnaś znaleźć chętną osobę od ręki.
        • jola-kotka Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:05
          A po co caly ten tekst o wykupie mieszkania,jaki to problem byl. A teraz ty nie wezmiesz,brat nie ojciec nie ma opcji.sory czego oczekujesz,trzeba bylo zostawic w spokoju mieszkanie babci i teraz nie mowic jaka to okropna,jesli was utrzymywala i wybudowala rodzicom twoim dom a teraz nie ma opcji zeby ktos sie nia zajal to nie dziwię sie,ze gada. Twoj ojciec jest alkoholikiem przez nia tak akurat a jakas ciotka nie ma jakiegos raka bo to tez babci mozna by przypisac.
        • mid.week Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:59
          Nie będzie nikogo, kto przyjdzie j
          > ej zrobić zastrzyk przeciwzakrzepowy,

          ...nie zdązy cię wydziedziczyć wink
    • wapaha Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:04
      Ale w czym problem-tak konkretnie-poza wygadaniem się ?

      Nie ma co załatwiać opieki z MOPS- bo będzie to odebrane jako zamach na jej suwerenność, majątek, napuszczenie na nią obcej osoby.

      Pogadajcie z lekarzem- czasem więcej przemówi do rozumu niż "bliscy". Niech NAKAŻE jej odpowiedni styl życia. Wyznaczcie sobie dyżury u babci-zakupy/leki/ - bez sprzątania w jej domu ( posądzi o węszenie i kradzież), wszystko przy niej. Popytajcie sąsiadów
      • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:15
        Sąsiadów nie wpuszcza. Albo ich kocha, albo nienawidzi. Sama nie wiem do końca, jakie ma relacje z tymi sąsiadami. Miałam długie przerwy w kontaktach z babcią, takie trwające nawet po kilka lat.

        Nie ma opcji dyżurów przy babci. Tylko ja mieszkam w tym samym mieście. Mój ojciec może do niej wpaść raz na jakiś czas, ale rzadko. Jego odwyk polegał na odwyku od babci. Jego odwyk to centralne wdupiemanie, jeśli chodzi o nią. Jest mu dosłownie wszystko jedno, czy ta kobieta będzie żyła, czy też umrze z głodu w samotności. W ten sposób zadbał o to, żeby mieć własny spokój psychiczny, po 60 latach. I ja go naprawdę rozumiem.
        Mój brat niestety jest kopią mojego ojca i jego zbyt częste kontakty z babcią doprowadziły go do bardzo złego stanu psychicznego. On z nią nigdy kontaktów nie urwał, co najwyżej na miesiąc czy dwa.
        Zostaję więc w dużej mierze z tym sama.
        A każdy boi się do niej choćby zadzwonić.
        • wapaha Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:26
          Ojciec nie-i to rozumiesz. Brat nie- i jego rozumiesz.
          Dlaczego więc Ty bierzesz sobie to do łba ?
          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:57
            Rozumiem, bo oni są najbardziej przez nią zniszczeni. A i tak do niej jeżdżą raz na jakiś czas.

            Ojciec ją odebrał ze szpitala nawet. Tylko w ogóle nie zainteresował się nawet tym, czy trzeba jej wykupić leki. Ojciec sam sobą pod względem zdrowotnym już się nie interesuje, a jest naprawdę chory.

            Mój brat niby myśli logicznie, ale jest bardzo podatny na jej manipulacje. A ona pod tym względem jest straszna. Nie wiem, czy sama wierzy w opowiadane przez siebie historie. Pewnie tak, dlatego mówi to z takim przekonaniem. Wiesz - brat do niej pojedzie, a ona po 5 minutach niby przypadkiem nawiąże w rozmowie do mojej mamy. I tak lekko zacznie opowiadać, jak to kiedyś mój ojciec pojechał na dwa tygodnie gdzieś do pracy, a mama została sama. Jeszcze nie miała dzieci. I przychodził jej pomagać pan. I mój ojciec potem temu panu obił twarz, a mamę wyrzucił z domu na kilka tygodni. No bo wiadomo, po co przychodził.

            I w historii będzie się zgadzać to, że ojciec pojechał na dwa tygodnie, mama została sama, przyszedł pan niby pożyczyć pieniądze, mama mu pieniędzy nie dała, on w złości przebił opony w mamy samochodzie. Ojciec po powrocie się z nim rozprawił. (historia całkowicie zmyślona, ale takich jest setki).
            I tę historię babcia przerobiłaby na to, co powyżej. I będzie ją opowiadać i opowiadać, całkowicie świadomie i bardzo przekonująco, aż ktoś, kto tego słucha naprawdę uwierzy, że moja mama zdradzała ojca z jakimś tam kolesiem.

            Moja babcia mi wmawiała przez wiele, wiele lat, że mój ojciec mnie nie chciał. Jak się urodziłam, to napisał jej na kartce (nie zastał jej w domu) - "Babciu, masz wnuczkę", a nie "Mamo, mam córkę". Pierwszy raz usłyszałam to z ust ukochanej babci, jak miałam kilka lat. I słyszałam wielokrotnie. I sama uznałam, że to bzdura, przecież ojciec mnie kocha i szalał z radości, gdy się urodziłam. Ale mój brat już częściowo mógłby w to uwierzyć sad

            Powinnam w związku z babcią iść do psychologa. Wiem. To jest jedyna osoba na świecie, która jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi tak, że byłabym w stanie ją zabić. A jednocześnie to moja babcia, która potrafiła być dla wnuków ideałem babci. Wilk i owca w jednej skórze, jednocześnie.
            • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:06
              Czy twój ojciec i brat chodzą na terapię?
              • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:16
                Ojciec chodził. Więcej na pewno nie pójdzie. Dla niego nie ma juz problemu. On nie chce przerabiać mojej babci. On chce, żeby ona nie istniała. Nie dziwię mu się. Dzisiaj do niego zadzwoniła, żeby mu powiedzieć, że ona już nie ma wnuków i prawnuków. Jesteśmy szambem. Jesteśmy po raz kolejny wydziedziczeni. Mój mąż jest najgorszym z najgorszych. Ojciec nawet tego nie słuchał, miał to centralnie w tyłku. Wiem od mojej matki, która to od niego wyciągnęła.

                Mój brat chodził. Pomogło mu w innych kwestiach. Jednak żeby terapia zadziałała skutecznie, jeśli chodzi o kontakty z babcią, musiałby nie mieć z nią kontaktów.
                • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:25
                  no i bardzo dobrze, że ojciec bzdur nie słuchał, rodzina nie jest od tego żeby wysłuchiwać i ulegać agresywnym manipulacjom
                  co nie zwalnia go z obowiązku, że w razie FAKTYCZNEJ potrzeby to on w pierwszej kolejności ma zorganizować matce opiekę.

                  pytanie, czemu ty ciągle chcesz chcesz zaburzonej babci głupiego gadania słuchać i się nim przejmujesz,
                  tak się przejmujesz że gotowa jesteś poświęcić swoją rodzinę i swoje dzieci.
                  do tego ciągle się trzęsiesz ze strachu, że babcia coś powie i zaczniesz przeżywać jej jazdy.
                  boisz się, że uwierzysz w to co ona mówi.
                  równocześnie ją wychwalasz, że taka dobra babcia była.

                  sorry, ale chyba najwyższa pora na TWOJĄ terapię.
                  a te wnioski na temat terapii brata to jakieś bzdury.
                  • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:40
                    Nie wiem, czy bzdurami są wnioski na temat terapii mojego brata. Mój brat jest również trudny i nie mam z nim łatwego kontaktu.
                    Ja absolutnie nie poświęcę swojej rodziny ani dzieci. Ale nie mogę też zostawić babci gnijącej w mieszkaniu. No nie mogę.

                    Nie mogę tez słuchać jej gadania. Od lat reaguję na to jednym - urwaniem kontaktów, rzuceniem słuchawką, wyjściem z jej domu. Jak tylko zacznie coś gadać. Co by mi ta terapia dała? Wątpię, żeby nauczyła mnie przebywania z babcią w samotności dłużej niż 10 minut, kiedy ona akurat się nakręca. Ale mam też poczucie winy, bo to moja babcia, moja rodzina. Ludzie (jak widać po poście innej forumowiczki) pomagają zupełnie obcym osobom. Nie wiem. Może to właśnie mój problem, że nie potrafię jej tak zostawić?

                    A babcią była naprawdę najukochańszą na świecie. Ona uwielbia małe dzieci, takie do 7-8 roku życia. Nie zmienię wspomnień, a w nich jest przepiękną wróżką z zaczarowanej krainy. Dosłownie. Taką ją widziałam, jak do nas przyjeżdżała. Nadal to czuję, gdy jade do jej mieszkania i czuję jego charakterystyczny zapach babci perfum. Absolutnie nikt nie był nigdy dla mnie tak cierpliwy, tak kochany. Wielokrotnie potem słyszałam z ust różnych osób, że mam przeogromne szczęście, że posiadam tak wspaniałą babcię. Wiem, że to brzmi absurdalnie, wiem. Ale to była osoba, która godzinami potrafiła opowiadać bajki. Trzymać mnie za rękę, gdy siedziałam na fotelu u dentysty. I szpile, które mimochodem mi puszczała, były wtedy takie małe, malutkie. Niedostrzegalne dla małego dziecka. A potem większe. A potem urosły mi piersi i stałam się konkurentką.
                    • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:13
                      Twój problem jest taki, że PRZEŻYWASZ. Ciągle Angażujesz się emocjonalnie w babci gadanie. Boisz się że jak brat babcię usłyszy to mu się stanie kuku. itd. A ojciec od razu się rozpije.
                      Przecież już WIESZ, że babcia jest mocno pokręcona i agresywna w tym co gada. bo taka jest.
                      Tak jak napisała ta dziewczyna która pomaga obcej pani - ona jej POMAGA w tym co pani jest niezbędne do życia, a nie angażuje się emocjonalnie w to co kto wygaduje.
                      Tymczasem ty tu ciągle piszesz o tym jak babcię na siłę uszczęśliwić sobą, choć ona tego wcale nie chce, ty się boisz z nią być pod jednym dachem dłużej niż kilka minut, ale w twojej
                      głowie bije gong że ty musisz ty musisz ty musisz wobec niej bo nikt inny tylko ty musisz..

                      • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:20
                        Nie wiem, kim trzeba być, żeby się nie angażować chociaż trochę w takie sprawy. Totalnym psychopatą? Tak, boję się o brata. To takie dziwne? Kocham go, to mój brat. Ja chcę mu tego oszczędzić, a on stara się to oszczędzić mnie. Całe lata między sobą ten problem przerzucany - raz ja, raz on, raz ojciec. Naprawdę przez długi czas było ok. Babcia od lat spędza samotnie każde święta. Czasem przyjmuje to z pokorą i wtedy odwiedzamy ją na godzinę, a czasem dostaje ataku psychozy, co skutkuje banem towarzyskim na kilka tygodni lub miesięcy.
                        Ja miałam krótkie załamanie dzisiaj, teraz jest już ok. Musiałam się wygadać, tak całościowo (chociaż to i tak zaledwie odrobina), a trudno powtarzać to samo przyjaciołom czy rodzinie.

                        Babcia wpadła na pomysł operacji, nie dbając o konsekwencje. Może potrzebowała tej operacji naprawdę, nie wiem. Ja nie staram się jej sobą uszczęśliwić - najchętniej znowu wykasowałabym jej telefon i zostawiła samą. Ale widocznie jestem porąbana i kwalifikująca się do terapii, bo w niemocy i chorobie nie potrafię jej zostawić. No strasznie dziwne.

                        A babcia niby nie oczekuje, ale jednocześnie oczekuje bardzo. To jest tak, że ona mi mówi, że ja mam się dziećmi zająć i ona rozumie, a jednocześnie w podtekście czuję, że mam przyjechać i z nią być. A bratu i ojcu truje, że ja jestem ta zła. A mnie truje, że ojciec i brat są źli. Bo ona sama w mieszkaniu, samotna staruszka, biedna. Gdyby miała córki, to córki by ją do swojego domu wzięły i się nią opiekowały. A nie ma córek, więc została całkiem sama. Świętemu po wielu terapiach puściłyby nerwy. Bo widziałam też jej odleżyny, jej zapalenie pod piersiami, jej spuchniętą nogę i to nie są jej wymysły. Trudno mi olać jej cierpienie.

                        Dla osób postronnych, nie znających jej, jest właśnie tą czarującą, piękną, mądrą, kochaną starszą panią. Byłam u niej w szpitalu tylko raz i widziałam to latanie wokół niej, te zachwyty lekarzy i pielęgniarek, które ją ciastem częstowały. Ona nawet na operację została przyjęta poza kolejnością. I się jeszcze lekarz dziwił, gdy rozmawiał z moim bratem, jak to się stało, że operował ją sam pan profesor najlepszy.

                        Jak jest w dobrym nastroju, to sama siebie muszę przekonywać "uważaj, uważaj, nic nie mów, wszystko wykorzysta przeciwko tobie". Bo wtedy jest naprawdę fajną osobą i łatwo jej zaufać. Nawet teraz, gdy opadły już ze mnie emocje, to myślę, czy może ja nie przesadzam? Czy nie robię z niej jakiegoś potwora? Przecież ona nie jest wcale taka agresywna. Ot, czasami sobie tylko pogada.

                        Jest to emocjonalnie dla mnie trudne. Dla wszystkich jest. Nie uważam, żebym była porąbana, bo o tym myślę i nie potrafię tego olać.
                        • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:27
                          ja zaś uważam, że cała twoja rodzina jest porąbana, bo trzeba mieć coś z głową żeby od lat w trójkę ojciec-brat-siostra kotłować się wokoło babci i wspólnie "się spierać" by ciągle z nią móc żyć.... po co wykupiłaś mieszkanie za własną kasę a nie za babci? żeby z nią się bardziej związać?
                          syndrom sztokholmski masz czy inną niezdiagnozowaną psychopatię?
                          • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:28
                            "się wspierać"
                          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:58
                            Jest porąbana, no jest. Przez babcię jest.
                            I chciałam ci napisać jakieś dziwne kawałki i tego bronić, ale dotknęłaś sedna problemu. Czyli wielkiej nieobecnej tutaj, aż dziwne że nikt tego nie podjął. Moja mama.
                            "Mężu, no zadzwoń do niej. To twoja matka"
                            "Córciu, to twoja babcia. Pamiętaj, że zawsze była dla ciebie dobra. Opiekowała się tobą w chorobie."
                            "Synku, babcia by ci serce oddała, banany ci przywoziła z zagranicznych wojaży, dźwigała prezenty dla was. Babcia bardzo was kocha"
                            "Mężu, są święta. Musimy ją zaprosić na święta. Ja wiem, jaka ona jest, ale zaprośmy ją".
                            "Weź dla babci rosołek, pierogi, bo dużo zrobiłam" Babcia łakoma, to zjadła. A potem ją brzuch bolał, bo zjadła wszystko, a problemy z trzustką od zawsze ma. Ale to nie trzustka, nie. To moja mama ją truje. I moja mama znowu ten rosołek jej da. I znowu na święta będzie wokół niej latać.

                            Moja mama pochodzi z jak najbardziej normalnej rodziny. Całe jej rodzeństwo jest normalne. A moja mama kandyduje na świętą.

                            I po tych wszystkich wyzwiskach, po tych wszystkich jazdach, które moja babcia robiła swojej synowej, moja mama nadal rozważa, żeby ją wziąć do swojego domu i się nią zająć.

                            Moja mama jest idealnym przykładem, jak NIE NALEŻY postępować ze swoją teściową. Bo moja mama, mająca przekochanych rodziców, nie potrafiła zrozumieć, że babcia nie będzie jej druga mamusią (swoją drogą - mój ojciec zawsze do babci mówi per "Mamusia". Niech Mamusia się odpie... do jasnej cholery).
                            Ile razy urywaliśmy kontakt z babcią, tyle razy moja matka zaczynała nam suszyć głowę. A teraz słyszę jednocześnie od niej "Nie możesz się przejmować. Masz małe dzieci. Potrzebujesz spokoju. Może ja wezmę ją do siebie?"
                            Jutro moja mama będzie dzwonić i szukać kogoś do opieki. A mama jest bardzo chora, bardzo. O wiele bardziej niż babcia.
                            • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić?- perfidna mamusia 29.06.15, 10:17
                              A ja myślałam, że twoja matka nie żyje i dlatego o niej ani slowa nie napisalaś.

                              Odetnij się od tego chorego ukladu babcia-matka-ojciec. Sprowadzą zło na twoje dzieci twoimi własnymi rękami.
                              Idź sama na terapię, ludzi uzależnionych i współuzależnionych, wrednych manipulantow jak twoja matka, agresorów, pijaków - zostaw ich własnej drodze i własnym wyborom.
                              Przez cały wątek dopiero teraz wspominasz, że większość ohydnej kreciej roboty to w tej rodzinie robi twoja matka a nie babcia..... i matka pilnuje twardo manipulacjami żeby nic się nie zmieniło....

                              Jesteś potwornie uwikłana w chorą rodzinę. Tańczysz razem z nimi dance makabr.

                              IDŹ NA TERAPIĘ. JESTEŚ WSPÓŁUZALEŻNIONA.
                              Jeśli nie czytałaś do tej pory to przeczytaj
                              lubimyczytac.pl/ksiazka/35913/koniec-wspoluzaleznienia-jak-przestac-kontrolowac-zycie-innych-i-zaczac-troszczyc-sie-o-siebie
                            • pade Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:41
                              Czyli Twoja mama też należy do Waszego układu, tylko ma inną rolę. Gdyby była zdrowa, nie chciałaby mieć nic wspólnego z taką osobą, separowałaby od niej i męża i dzieci.
                              Zapierniczaj dziewczyno na terapię. Szkoda Twojego zdrowia, zmarnujesz je na babcię, dla dzieci już nie wystarczy.
                              Jesteś emocjonalnie uzależniona od babci. Totalnie.
                              No chyba, że wzorem matki będziesz robiła z siebie męczennicę. Kosztem własnej rodziny.
                        • peggy_su Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:36
                          Nie jesteś porąbana smile Najprościej mówiąc jesteś emocjonalnie zależna od innych ludzi, w sposób w jaki u dojrzałego człowieka nie występuje.

                          Jeśli babcia nie mówi czego oczekuje, to nie ma prawa tego wymagać. Koniec kropka.
                          To że Ty mimo wszystko rozkminiasz, zastanawiasz się, przejmujesz że ona uważa Cię potem za tą złą, że masz poczucie winy - to jest właśnie emocjonalne uzależnienie.

                          To że wiele razy doswiadczyłas złego od babci - złe słowa, pomówienia, pretensje itd. a mimo to uważasz ją za fajną i chcesz jej znów ufać - to jest uzależnienie emocjonalne.

                          To że usprawiedliwiasz ojca, mimo że przede wszystkim on ma obowiązek opiekować się matką. To że prowadzisz z rodziną całodzienne debaty na temat babci i jej nastrojów, zamiast choćby zadzwonić do jednej, drugiej pielęgniarki, a potem zająć się własnymi sprawami - to jest uzależnienie emocjonalne.

                          To nie są zarzuty do Ciebie. Ja się wcale nie dziwię Twojemu rozedrganiu emocjonalnemu, skoro wychowałaś się w takiej rodzinie. Oczywiście to tylko rozmowy na forum, a Ty zrobisz co zechcesz. Ale dla dobra swoich dzieci, idź na terapię.
                          Po drugie, doskonale CIę rozumiem, bo ja też tak przeżywam, rozkmianiam, też mam własne rodzinne zagatwania i nie umiem mieć ich w dupie. Ale terapia na to pomaga smile
                          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 23:21
                            W moim przypadku "co nas nie zabije, to nas wzmocni" akurat zadziałało. Czasem myślę, że aż za bardzo. Bo ja się za przeproszeniem wyrzygałam tu na forum na początku, a teraz mogę w spokoju podyskutować. Bo ja wiem, w czym jest problem, tylko czasem po raz kolejny muszę go sobie uświadomić.
                            Moja babcia to paranoiczka. Z ciężką paranoją. Zawsze taka była, od urodzenia. Nie wiem, czy przeżycia wojenne i bardzo ciężka historia mojej rodziny mogły mieć na to wpływ. Może tak.
                            Nie byłoby źle, gdyby mój ojciec, syn paranoiczki, trafił na kobietę potrafiącą się jej przeciwstawić. Pierwsza olbrzymia jazda z moją babcią miała miejsce na tydzień przed ślubem moich rodziców, kiedy to mój ojciec rzucił moją matkę (bo mu babcia nagadała). Matka odwołała ślub kościelny (w jej miejscowości), a ojciec poszedł wypłakać się swojej babci. I ta go przekonała, żeby do mojej matki wrócił. Matka zakochana, więc wybaczyła. Odbył się ślub cywilny (ojciec nie odwołał), na którym była tylko rodzina ojca i jego znajomi. Rodzina mojej mamy ślub zbojkotowała. A na ślubie cywilnym miejsce honorowe zajęła... moja babcia. Która szybko zorganizowała wesele we własnym mieszkaniu.
                            I dalej sobie można wyobrazić wzloty i upadki. Ojciec był gorzej niż między młotem a kowadłem. Młot i kowadło można wywalić w cholerę. On był między dwoma magnesami. Babcia wyzywała moją mamę i ojca, obrażała się, robiła jazdy. Ojciec stał twardo przy matce (chociaż mu również odwalało), a moja matka zabiegała o łaskę teściowej. I nie dało się tego ukrócić. Moja mama przez babcię na długi czas zerwała kontakty ze swoimi rodzicami!

                            Babcia miała okazję do bycia kochaną babcią, wiele okazji. I była naprawdę kochana dla dzieci. A za chwilę potem robiła jazdy ojcu, ojciec matce, babcia matce. A ja, jako dziecko, nie rozumiałam związku. Przecież babcia jest kochana, to rodzice się kłócą.

                            Jak zaczęłam dorastać, to związek pojęłam. I zaczęłam walczyć bardzo o swoje, nie dałam babci po sobie jeździć, przez co stałam się wielokrotnie wrogiem nr 1. Tylko nie byłam w stanie uleczyć magicznie kontaktów moich rodziców z nią i zbuntować mojej mamy.

                            No i tak trwamy sobie w tym bagienku. Ja miałam spokój przez wiele, wiele lat. Dzięki ojcu, w dużej mierze dzięki bratu. Urodziłam dziecko, więc stałam się przez chwilę nietykalna. Potem przestałam karmić piersią i znowu byłam celem ataku. Więc znowu urwałam kontakty. Znowu urodziłam dziecko i znowu jestem nietykalna. Babcia sama nawiązała kontakt, z miłości do wnuków.

                            Aż w końcu nadszedł okres próby, czyli choroba babci. I kto ma się z babcią zmierzyć. Ech...
                            • peggy_su Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 23:39
                              Babcia, tata, mama, brat - dziewczyno zrozum, że to są ich sprawy, nie Twoje. Nikt nie mówi, żebyś nie pomagała rodzinie w potrzebie. Ale tu pomoc ogranicza się do znalezienia paru kontaktów w internecie, paru telefonów i udostępnie nia tych kontaktów babci, tak jak już ktoś to tu pisał. Godzina roboty.

                              Nie grzeb się w temacie relacji babcia-ojciec babcia-matka babcia-brat. Bo to nie są Twoje sprawy. Szkoda na to nerwów i życia. Oni mogą siedzieć w bagienku, jak chcą, Ty nie musisz.

                              Każde z Was uważa, że jak odseparuje się od babci, to nie ma problemu. Bo pisałaś to i o ojcu i o bracie. I mówisz o sobie. Kontakt z babcią równa się problem, bo nie wiadomo jak z nią postąpić. Brak kontaktów równa się spokój. Tylko że jak się nie poukłada swojego świata o początku, to to jest tylko pozorne załatwienie problemu.
                              Gdybyś sobie poradziła z tematem, to po tych latach czy miesiącach zerwanych kontaktów, tak by CIę ta sprawa nie pochłaniała.

                              Babcia jest zaczątkiem problemów w Waszej rodzinie, ale nie jest ich sednem. Jako toksyczna matka nauczyła Twojego ojca toksycznych reacji, chorego patrzenia na świat. Ty dostałaś to w pakiecie od ojca, babki, a widać że i od matki.
                              Teraz już samo odseparowanie się od babci nie załatwia problemów. Swój sposób patrzenia na relacje międzyludzkie przekazujesz swoim dzieciom.
                          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 23:31
                            "To że usprawiedliwiasz ojca, mimo że przede wszystkim on ma obowiązek opiekować się matką."

                            Tak, ojciec ma obowiązek opiekować się matką. Ale jeśli przez nią dostanie wylewu, zawału serca lub w nerwach spowoduje wypadek samochodowy, to na kogo spadnie obowiązek opiekowania się nim? I wtedy jednocześnie i nim, i moją babcią? I za chwilę moją mamą, bo jest w kiepskiej kondycji fizycznej. No kto?
                            • peggy_su Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 23:43
                              Ale Ty nie jesteś odpowiedzialna za wszystkich wokół. Ojciec dla własnego dobra powinien tak sobie poukładać w głowie, żeby kontakt z matka nie doprowadził go do wypadku w nerwach.
                              Przestań ich wszystkich niańczyć, to są dorośli od dawna ludzie, którzy muszą za siebie odpowiadać.
                          • princesswhitewolf Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 17:33
                            Nie jesteś porąbana Najprościej mówiąc jesteś emocjonalnie zależna od innych ludzi, w sposób w jaki u dojrzałego człowieka nie występuje.

                            no i dotknelas sedna. dziewczyna jest mloda i niedoswiadczona
            • wapaha Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:07
              Dobra babka jest..wyśmienicie działa i wie co robi



              Powinnam w związku z babcią iść do psychologa. Wiem. To jest jedyna osoba na św
              > iecie, która jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi tak, że byłabym w stani
              > e ją zabić. A jednocześnie to moja babcia, która potrafiła być dla wnuków ideał
              > em babci. Wilk i owca w jednej skórze, jednocześnie.


              Jak każdy z nas. Kwestia tego co Ty z tym zrobisz- dla siebie przede wszystkim. Czy nauczysz się-może z psychologiem- zatykać uszy na jej gadki i robić swoje by mieć w porządku sumienie ( to bardzo ważne, i normalne) ale też dla niej albo będziesz się dalej męczyć.

              Po co się męczyć, samemu dochodzić do znalezienia w sobie granicy i ściany, tracić energię i czas- idź do psychologa/psychiatry, zrób to dla siebie -by móc pomóc sobie a być może i jej.

              Dobry z Ciebie człowiek. Bądź więc dla siebie dobra.
        • aquella Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:31
          jeśli chodzi o zastrzyki to można zlecić pielęgniarce w przychodni do której należy babcia, reszta jak widać to-nie dogodzisz żeby nie wiem co - Ty powinnaś do psychologa po poradę się udać
    • kitjensen Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:30
      znam takie babki ,jak ja przycisnie to spusci z tonu , nie dajcie sie
    • lauren6 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 19:54
      Dowiedz się o specjalistyczne usługi opiekuńcze w waszym mieście i podsun babci telefon. Niech sama sobie zalatwi, bo inaczej będzie foch.
      • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:06
        Zrobię to jutro.
        Już mi lepiej, jak się trochę wypisałam.
        Moja babcia potrafi być czarująca dla otoczenia. Czarująca tak, że potrafiłaby jeszcze do niedawna uwieść mężczyzn młodszych od niej o 20-30 lat. Zresztą pewnie i nadal. Była przepiękną kobietą, dla której uroda była i jest sensem życia.

        Teraz jest w sytuacji podbramkowej, więc ogranicza się w robieniu wojny. Jak tylko poczuje się lepiej, to może po raz kolejny zrobić z naszego życia piekło. Ona nawet nie wie, gdzie ja dokładnie pracuję. Gdyby wiedziała, potrafiłaby narobić mi dużo, dużo złego. Mój dziadek, zanim się z nią rozwiódł, zmieniał pracę mniej więcej co rok-dwa. Przez nią. Pracował w różnych miejscach po całej Polsce. Jak nie mogła mu zarzucić po raz setny kochanki, bo znalazł pracę wśród samych mężczyzn, to nazwała go pedałem.
        Miała drugiego syna (już nie żyje). Syn mieszkał w tym samym mieście i normalnie utrzymywał z nią kontakty. Ale tak, że ona nie miała pojęcia, z kim żyje i gdzie mieszka.
        Była kilka razy kierowana przez sąd na badania psychiatryczne. I zawsze wychodziła stamtąd z laurką, że jest absolutnie, całkowicie zdrowa.
        • wapaha Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:13
          Emet, historia podobna trochę do mojej.
          Pomagam starszej samotnej pani. Nie ma nikogo. Sama jak palec i chory pies. Robię sprawunki, odwiedzam by pogadać, obsługuję telefon bo nie potrafi, wyprowadzam psa, zawoziłam ją do szpitala i zmieniałam opatrunki po wyjściu, rejestrowałam na kolejne wizyty, wysłuchiwałam różnych historii, różnych..

          Okazało się , że pani taka sama nie jest, że odsunęła się od rodziny, nie chce utrzymywać kontaktu ( ja znam inną wersję i opinię o złej czyhającej na majątek rodzinie) -nie wnikałam, celowo urywałam osób które chciały mnie uświadomić-bo nie taka moja rola. Ja robię swoje. Opiekuję się i pomagam w miarę możliwosci, bez wnikania kto i co, bez wsłuchiwania się kto i co, bez dłuższego przesiadywania ( na szczęście z tym nie ma problemu bo autentycznie kiepsko u mnie z czasem).

          Mam o tyle lepiej od Ciebie, że to nie jest moja rodzina, więc nie ma tego wewnętrznego imperatywu + jakiejś tam więzi
        • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:13
          Więc babcia sobie oczaruje młodego sprawnego pielęgniarza który się nią będzie zajmował.
          Czym się przejmujesz? Czy babcia cię prosiła o cokolwiek byś jej załatwiała?
          Weź kilka telefonów z okolicy na firmy wynajmujące opiekunki, na opiekunki społeczne, na mops, na ośrodek zdrowia gdzie sobie może zamówić pielęgniarki, zostaw te telefony telefony babci i przestań uprawiać histerię koło niej.
          I już na litość boską nie mów, że babcia która kilkuletniemu dziecku mówi iż rodzic go nie chciał, to wspaniała idealna babcia.
          Idz sama do psychologa się od_współuzależnij, bo wyglądasz na mocno zaburzoną.
          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:26
            Dzięki.
            Potrzebowałam czegoś, co mnie dzisiaj otrzeźwi.
            Nie jestem osobą zaburzoną ani współuzależnioną. Potrafiłam z babcią urwać kontakty na kilka lat. To ona wyciągnęła ostatnio do mnie rękę (bo urodziłam dziecko, czyli przez chwilę stałam sie nietykalna).

            Teraz siła wyższa zmusiła mnie to bliskich kontaktów z nią. Aktualnie, po dwóch dniach piekła, babcia przed chwilą w rozmowie z moim ojcem stwierdziła, że ona czuje się już świetnie, była na słoneczku na balkonie, ja mam się zajmować dziećmi, mój ojciec swoimi chorobami, a brat pracą. Ona sobie świetnie poradzi, już nie ma spuchniętych nóg, już jej zakrzep do serca nie idzie i będzie w porządku.

            Jutro muszę podzwonić, gdyż w środę może mnie czekać telefon, że ona została sama i nie ma nikogo na świecie, kto się nią zajmie. I że znowu nogę ma jak balon (faktycznie noga spuchnięta), a ja z dwojgiem dzieci nawet nie będę miała jak gdziekolwiek zadzwonić.

            • pade Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:51
              Jesteś współuzależniona, zdecydowanie.
        • kadfael Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:36
          > Była kilka razy kierowana przez sąd na badania psychiatryczne. I zawsze wychod
          > ziła stamtąd z laurką, że jest absolutnie, całkowicie zdrowa.

          No bo to, co opisujesz, to pewnie raczej zaburzenia osobowości a nie choroba psychiczna.
          Natomiast jak Ciebie czytam, to toczka w toczkę - piszesz, rozumujesz jak ofiara przemocy. I pewnie niestety nią jesteś sad Więc psycholog - jak najszybciej!
    • ida_listopadowa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:07
      Przestań sie tak zadręczać, naprawdę nie da sie pomoc osobie, która pomoc odrzuca. Zadbaj trochę o siebie w tym wszystkim. Czy Twój wkład finansowy w to mieszkanie jest zabezpieczony? Jest zapisany w akcie notarialnym?
      Babci możesz zaproponować swoją pomoc raz w tygodniu oraz pomoc w zorganizowaniu opiekunki. Jak tego nie przyjmie, to trudno. Zastrzyk przeciwzakrzepowy można bez trudu zrobic sobie samemu, poza tym to juz 4 tyg po operacji, ona dalej dostaje te zastrzyki?
      Babcia jest w podeszłym wieku, trzeba sie liczyć z jej ewentualna smiercia, dlatego trzebaby sie kontaktować co kilka dni, np telefonicznie.
      Jeżeli babcia pomocy ie chce, nic nie zrobisz.
    • kamunyak Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:09
      nie rozumiem...
      jesteś wnuczką, w dodatku "obciazona" bardzo młoda rodziną (dziecko przy piersi).
      Babcia ma jeszcze swoje dzieci. Czyli twojego ojca, nie wiem czy tylko.
      Uświadom ojcu, że ze względu na swoją osobistą sytuacje, nie jesteś w stanie sprostać opiece nad babcią, niech sam kogos załatwi czy coś.
      • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:18
        no przecież ojciec jak się kontaktuje z babcią to zostaje alkoholikiem, więc autorka niniejszym go zwolniła z obowiązku opieki nad jego matką żeby go przed alkoholizmem ustrzec...
        z bratem tak samo..

        a poza tym to baba ma się zajmować opieką nad starymi ludźmi a faceci mogą mieć wywalone.
        • lauren6 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:33
          Jakby to wnuk się przejmował, a wnuczka miała na babcię wywalone, wasze feministyczne uczucia miałyby się lepiej?
          Kocha babcię i się interesuje. Nie rozumiem zdziwienia. Sama napisała, że nie będzie do niej jeździć. Kilka telefonów może zrobić.
          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:51
            Hehe, oczywiście. Wiele można sobie dopisać.
            Wnuk się bardzo przejmował i przejmuje. To on do babci jeździł do szpitala. Jak ja się do niej nie odzywałam ponad rok, to on znosił wszystkie jej jazdy. Tylko aktualnie to w końcu on uznał, że dłużej nie da rady, bo ona go dosłownie zniszczyła. A i tak do niej jeździ, tylko (uwaga!) mieszka w innym mieście.
            Ja nie jestem w tym zupełnie sama. Oni też mogliby siedzieć w tej chwili na forum i napisać, że ja dałam sobie z nią siana, bo tak właśnie dzisiaj powiedziałam.

            A ojca, jeśli chodzi o kontakty z moją babcią, usprawiedliwiam całkowicie. W innych przypadkach nie, ale w tym tak. Zniszczyła jego kontakty z ojcem, zniszczyła jego kontakty z całą rodziną, zniszczyła totalnie jego kontakty z bratem. Nie chcę, żeby zaczął się tym przejmować poza tym, co teraz robi. Nie chcę, bo psychicznie tego po prostu nie wyrobi. Przez 40 lat słuchał, że jego żona jest ku..., że powinien ją wykopać z domu, że go okrada, że okrada moją babcię, że truje moją babcię, że truje swoje dzieci, że zamordowała swojego ojca. Itd.

            Tak naprawdę to od kilku lat nie było w związku z nią źle, jeśli chodzi o kontakty. Raz na jakiś czas telefon, czy żyje. Tylko teraz przyszła operacja, choroba.
            Założę się, że jakby umarła sama w tym mieszkaniu i przez tydzień nikt się nią nie zainteresował, to na moją rodzinę spadłaby koszmarna fala nienawiści sad
            • peggy_su Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:00
              >Założę się, że jakby umarła sama w tym mieszkaniu i przez tydzień nikt się nią nie zainteresował, to na moją rodzinę spadłaby koszmarna fala nienawiści sad

              A ta fala nienawiści to z czyjej strony?
              • kamunyak Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 13:54
                > A ta fala nienawiści to z czyjej strony?

                no, chyba ze strony rodziny, z którą babcia już lata świetlne straciła kontakt.
    • zurekgirl Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:16
      Ja bym zrobila tak: zadzwonila sama do przychodni, mopsu, sropsu i jakiejs prywatnej pielegniarki i zapytala, na jakich warunkach mogliby udzielic pomocy babci. Jedni odmowia, inni moze sie zgodza. Potem przekazalabym odpowiedni numer telefonu babci z wiadomoscia, ze jesli bedzie potrzebowala zastrzyk czy innej pomocy, to znajdzie ja pod tym numerem i za takie pieniadze. Koniec tematu, babcia dobrze o siebie dbala przez wiele lat, teraz jej nie zmienisz ani nie przekonasz.
    • kubona Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:28
      Jeśli babcia pierwszego nie znajdzie nikogo to zadzwoni do was.
      A wy jej pomozecie. W czym problem?
      Wskazcie jej możliwe wyjścia. Zastrzyki może robić pielęgniarka z przychodni lekarz wystawia tylko zlecenie. Zresztą może juz tylko tabletki przeciw zakrzepowe łyka bo zastrzyki to chyba do dwóch tygodni po operacji. Z tego co pamiętam to babcia miesiąc po już powinna być na chodzie całkowicie. Jeśli cię zapyta to pomóż a sama nic nie rob. Jak na 85 lat babcia doskonale sobie radzi
    • peggy_su Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:29
      Jak CIę tak czytam to strasznie CI współczuję tych wszystkich emocji i zagmatwanej rodzinki.
      Co do babci, to skoro jest w pełni władz umysłowych, to odpowiada za siebie. Czemu Ty masz za nią odpowiadać? Skoro załatwia wszystko sama, to niech załatwia. Jak poprosi o pomoc, to pomożesz, załatwisz coś w miarę swoich możliwości. Jeśli oferowana pomoc jej nie odpowiada, trudno, niech radzi sobie sama. Może brutalne, ale prawdziwe.

      A w ogóle to więcej uwagi powinnaś poświęcić sobie niż babci. Dlaczego potrafisz usprawiedliwić wszystkich wokół, a od siebie tak dużo wymagasz? Znaczy w sumie wiadomo dlaczego - jesteś DDA. Ale zrób coś z tym, masz małe dzieci, jak nie dla siebie to choćby dla nich. Pomyśl, czego Twoje dzieci nauczą się z Twojej postawy.
      • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 20:59
        Siebie też usprawiedliwiam. Teraz czuję się już wybitnie usprawiedliwiona i zrzuciłam poczucie winy. Dlatego chciałam się wypisać, wygadać. Chciałam to usprawiedliwienie z ust obcych osób. I teraz jest już ok. Ciągłe telefony między mną, moim ojcem, moim bratem, moją mamą i moją babcią z nami wszystkimi prowadziły tylko do ciągłego nakręcania się dzisiaj. Aż w końcu wybuchłam i postanowiłam tutaj emocje wylać, a nie na rodzinę.
        • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:16
          bo wasza cała rodzina jest chora. nie tylko babcia. marsz na terapię bo zarazicie kolejne pokolenie.
        • flo-bo Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:29
          To doskonały przykład, dlaczego dzieci powinny być izolowane od dziadków/wujkow itp, którzy są potencjalnym zagrożeniem dla sfery psychicznej dziecka. Nie rozumiem, jak będąc samemu zniszczonym przez kogoś z rodziny, pozwala się na takie same działania wobec dzieci. Bo wypada? My mamy chronić dzieci, a nie wystawiać je na zagrożenie że str takiej babci... To tak w nawiązaniu do niedawnego wątku. A do autorki, jeśli czujesz taką potrzebę, podzwon popytaj kto by odpłatnie zaopiekował się babcią, wręcz jej listę, niech sama działa. Zatrudniony kogo zechce.
    • mejerewa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:32
      Po co wykupiliście jej mieszkanie? Mogła tam mieszkać do śmierci, bo nikt jej do siebie nie weźmie.
      Chodziło o spadek? I dlatego "wypada" się nią zająć?

      Nie przeczę, że żal ci babci, ale uderzyło mnie to, że wspominasz o tym, jak musiałaś się wykosztować na wykup, więc pewnie ma to znaczenie w odbiorze całej sytuacji.
      • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:36
        pytanie na kogo mieszkanie wykupione. bo babcia nieprzypilnowana - może oddać mieszkanie obcym ludziom.
        • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:57
          No może oddać obcym ludziom. Trudno. Wykupione na nią. Chociaż wątpię, bo ona swojemu cieniowi nie ufa.
          Próba przekonania, żeby może przepisała je na ojca była samobójcza. Bo on mieszkanie sprzeda, ją wyrzuci...
      • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:50
        Babcia w mieszkaniu mieszkała od kilkudziesięciu lat. Kamienicę zresztą zbudował mój dziadek. Mieszkanie spółdzielcze, w atrakcyjnej części Warszawy. W kamienicy wszystkie mieszkania wykupione, tylko nie jej. Babcia zbieraczka, spory metraż mieszkania. Istniało zagrożenie, że babcię ktoś chętny z mieszkania eksmituje i przeniesie gdzieś do socjalnych na obrzeżach Warszawy.
        Przez lata próbowaliśmy mieszkanie wykupić, dla niej. Żeby z głowy to mieć, a ona na to nie pozwalała. W końcu zgodziła się, pod sam koniec obowiązywania tego wykupu. Przestraszyła się, bo przeczytała w gazetach o takich eksmisjach. A jak tylko mieszkanie zostało wykupione, to dostała oręż do ręki, bo nagle zaczęła rządzić i dzielić. Tobie przepiszę, nie - tobie przepiszę. Albo wszystkim przepiszę, tylko musicie obiecać, że wszyscy razem będziecie w tym mieszkaniu mieszkać. Ale obiecacie również, że nogi w nim nei postawi ta wredna siostra waszej matki big_grin
        I dlatego ostatnim razem urwałam z nią kontakt. Ona bardzo by chciała, żebyśmy się o to mieszkanie pozabijali chyba. Mój ojciec mieszkanie ma gdzieś. Posiada swój dom, to mu wystarczy. Mój brat też ma gdzieś. Tzn. fajnie, jak kiedyś będzie nasze, nie ukrywam tego. Ale dla naszego dobra psychicznego uznaliśmy, że żegnamy się z nim całkowicie i tym nie ma szans pogrywać. Ku jej rozpaczy.

        A wykosztowałam się na to, nie ukrywam. Nagłe wyskoczenie z kilkunastu tysięcy (moja część) nie było łatwe. Ale chciałam mieć problem z głowy.
        • setia Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 21:59
          A ja zastanawiam się jak sklasyfikować takie zaburzenia osobowości. Mój ojciec miewa podobne jazdy; urojenia, teorie spiskowe, oskarżanie, tworzenie czarnych scenariuszy. Manipulowanie ludźmi, pogrywanie swoimi pieniędzmi na porządku dziennym. Od dawna skłócony z najbliższą rodziną, ale przez wielu ludzi postrzegany jest jako wspaniały człowiek: przemiły, pomocny, hojny. Taki Dr.Jekyll Mr.Hyde.
          • naplaze Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:20
            Narcyzm. Urojenia, teorie spiskowe, pomawianie bliskich o zdrady to paranoja. Zbieractwo to zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. To wszystko może współwystępować.
            • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:28
              Ano paranoja. I jak tu żyć z kimś takim. I jak sie nim opiekować w chorobie?
              • alsk9 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 22:29
                musisz nieść swój krzyż
              • naplaze Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 23:37
                Szkoda, że nie ma zuzi, ona podsunęłaby ci ciekawe lektury; pamiętam, że polecała tę stronę: krzykopomoc.blox.pl/html - to wyczerpujący opis zachowań człowieka o narcystycznym zaburzeniu osobowości. Niestety, twoja babcia ma też inne zaburzenia, z paranoicznym na czele (ono często towarzyszy narcyzmowi). Osoba, która podejrzewa członków rodziny o to, że jest przez nich podtruwana oraz gromadzi w domu 3000 litrów śmieci powinna w pierwszej kolejności trafić nie do chirurga-ortopedy, ale do psychiatry.
                • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.06.15, 23:42
                  Ona trafiła do psychiatry, kilka razy. Sąd ją wysyłał. I wychodziła przeogromnie szczęśliwa, bo nikt nie miał kilku zaświadczeń o tym, że jest zdrowy psychicznie.
                  • wioskowy_glupek Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 00:00
                    Po kiego diabła wykupywaliście jej mieszkanie wiedząc jaka ona jest ? Eksmitowali by ją to trudno a tak jesteście szantażowani za własne pieniądze...
                    To jakiś syndrom Sztokholmski ?
                    • lauren6 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 15:54
                      Typowa ematka się odezwała. Agresywnego kundla co gryzie dzieci byście po psich behawiorystach ciągały, o oddaniu do schroniska nie ma mowy.

                      Za to babkę, która ją wychowała, należy na starość olać, niech ją eksmitują do socjala między pijaków i patoli. Starsza pani z tego wątku może i jest zakręcona, ale w dużej mierze to prawo wieku. Ematki młode, piękne, faceci się o nie zabijają, ale jak taka coś napisze to najgorsza patologia umysłowa wychodzi.
                      • wioskowy_glupek Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 16:50
                        Co ty bredzisz, czytałaś ten wątek ? Toż babcia gorsza od agresywnego kundla. Zapracowała sobie na takie traktowanie, całym swoim życiem.
                        • lauren6 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 17:29
                          Na bezdomność? Puknij się w głowę. Trzeba być osobą do cna zbydlęconą by tak potraktować bliską starszą osobę.

                          Babcia całe życie była psychiczna i na starość jej się poglebiło. Norma. Co nie zmienia faktu, że minimum przyzwoitości nakazuje rodzinie zapewnić jej dach nad głową i jakaś opiekę w chorobie. Nie muszą codziennie jej odwiedzać i udawać, że to ukochana babuszka.

                          Skoro jesteś pusta emocjonalnie i piszesz, że babcia gorsza od kundla może argument ekonomiczny do ciebie trafi. Schorowana 85 latke bez dachu nad głową MOPS skierowalby do DPSu. Zgadnij kto musiałby zapłacić za jej utrzymanie. Zgadnij jakie to koszty. Rodzinie taniej wyszło wykupienie tego mieszkania niż stałe alimenty na babcię, która może jeszcze pożyć wiele lat.
                          • wapaha Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 17:44
                            Lauren ma rację : ludzka przyzwoitość. Po prostu.
    • ruda.anka2 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 07:01
      Nie wiem, po co się tym zajmujesz. Jak babcia będzie potrzebowała Twojej pomocy, to się o nią zwróci. A jak nie, to znaczy, że nie potrzebuje. Robiłam sobie zastrzyki przeciwzakrzepowe sama, to nie jest nic trudnego, naprawdę. Przestań być odpowiedzialna za sprawy, gdzie Twojej odpowiedzialności nie ma. Zwłaszcza, że jak mówisz, babcia sobie sama szuka pomocy. No to po co się chcesz wcinać?
      Wpadasz w rolę rodzinnej bohaterki, anioła ratującego. Zawsze jest ktoś taki w toksycznych rodzinach. Płaci dużo za to, że się czuje aniołem stróżem. Warto to sobie uświadomić, przepracować i nie niszczyć siebie dla drobnych momentów poczucia, że się było wspaniałym. Zajmij się dziećmi i mężem i nie pędź z bandażem gdzie nie wołają.
      • aqua48 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 09:05
        Po czterech tygodniach od wszczepienia endoprotezy moja starsza sąsiadka śmigała z plecaczkiem i kulą po zakupy sama. Zastrzyki przeciwzakrzepowe też sobie sama robiła. Babcia jak będzie musiała też da radę. Nie musisz ponosić konsekwencji jej zachowań. Poczekaj aż sama zadzwoni i poprosi o konkretną pomoc. Nie wyskakuj przed szereg, bo być może znowu znajdzie na ulicy opiekunkę jaka jej będzie odpowiadała.
        Idź do Mopsu i zgłoś sytuację. Zapytaj jak mogą pomóc takiej osobie. przejdź sie do lekarza rodzinnego babci i z nim tez porozmawiaj i zapytaj co możesz zrobić w takiej sytuacji. Zastanów się co TY możesz zadeklarować ( raz na tydzień pomoc w toalecie - kąpieli?) co brat, a co ojciec (podrzucenie cięższych zakupów pod drzwi nawet nie widząc babci? wykupienie leków?) Tak, żeby opieka nie była tylko na Twojej głowie.
    • cosmetic.wipes Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 10:35
      Po przeczytaniu wszystkich postów doszłam do wniosku, że babcia robi teatr, a wy wszyscy, paradoksalnie twój ojciec także, jesteście jej najwierniejsza widownia.
    • kota_marcowa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 10:59
      Okropnie się czyta ten wątek.
      Robisz z siebie dokładnie to samo, co twoja matka, cierpiętnicę na własne życzenie.
      I prawdą jest też, to, co ktoś wyżej napisał, cała wasza rodzina jest chora, najgorsze jest to, że tę zarazę przekazujecie z pokolenia na pokolenie.
    • kamunyak Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 14:00
      Jeśli wam nie zależy na mieszkaniu, a chyba trochę zalezy, to daj sobie siana i odpuśc.
      Jesli jednak zalezy na mieszkaniu to cierp. Chyba już niedługo, zważywaszy na wiek babci.
      Trzeba zatrudnic opiekunke i tyle. Można poszukac po znajomych jakiejs Ukrainki, wyjdzie taniej. W Warszawie to chyba o to nie jest trudno. Wszytkie kolezanki zatrudnialy Ukrainki do opieki nad dziećmi. Z zamieszkaniem to chyba nawet będą wdzięczne. O ile wytrzymają.
      • kota_marcowa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 14:26
        To niedługo może potrwać i 10 lat wink Ja bym miała w pupci takie niedługo tongue_out
        A należy pamiętać, że u starszych ludzi z biegiem czasu najgorsze cechy charakteru się wyostrzają i wszystkie negatywne zachowania coraz bardziej eskalują.
        • kamunyak Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 14:40
          > To niedługo może potrwać i 10 lat wink

          no masz rację, niewątpliwie. Ale tu ważne są priorytety, nie ludzie.
          Ja, znając siebie, też miałabym w pupci.
          Ale niekiedy ważniejsze są zyski.
          I nie, nie potępiam, bardziej współczuję.
          • kota_marcowa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 14:54
            Niestety w tej rodzinie wszyscy są chorzy i babcia wcale nie jest tu największym problemem.
            Najbardziej wkurza mnie, zdejmowanie calutkiej odpowiedzialności z ojca alkoholika, który na dodatek jak można wyczytać bił i znęcał się nad matką.
            Czytając wszystkie posty autorki jakoś nie potrafię zmusić się do współczucia.
        • wioskowy_glupek Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 16:51
          Nie, nie miałabyś jakbyś sama za to mieszkanie zapłaciła...
          • kota_marcowa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 16:54
            Miałabym, bo nie byłabym tak głupia, żeby ostatnie pieniądze na wykup z siebie wypruć.
            • kota_marcowa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 16:58
              Ale i tak twierdzę, że tam głównym problemem nie jest babcia.
    • d.o.s.i.a Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 15:23
      Sorry, ale jesteś mocno zaburzona. Wkladasz ręce w nieswoje sprawy, miotasz sie i lamentujesz ze kyos nie chce Twojej pomocy. No nie chce. Przyjmij to do wiadomości, zajmij się swoim życiem i przestan HISTERYZOWAC. Bo to jest właśnie co robisz.

      Być może twoja babcia ma zaburzenia, moze jakas chorobę psychiczna. Ale ty takze jesteś chora tak przeżywając sytuacje ktora w ogóle cie nie dotyczy. Histeryzujesz bo babcia jest samodzielna i sama zalatwila sobie lekarzy, opercjr, opiekunkę. Naprawde probuje dojrzeć w czym jest problem ale widzę jedynie histeryczkę z urojeniami miotająca sie na forum.
      • kamunyak Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 15:35
        > Sorry, ale jesteś mocno zaburzona. Wkladasz ręce w nieswoje sprawy, miotasz sie
        > i lamentujesz ze kyos nie chce Twojej pomocy


        sorry ale chyba nigdy nie mialaś do czynienia z osobami 80+. To zwykle nie sa osoby, ktore mozna zostawic całkowicie bez pomocy. Albo maja dysfunkcje fizyczne, albo, co gorsza, psychiczne.
        Tak czy siak, zwykle pomocy potrzebują. Babcia autorki zresztą też, jak mozna wyczytać, bo ma fizyczne ograniczenia.
        Inna kwestia, to czy na taką pomoc zasługuje i od kogo.
        • d.o.s.i.a Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 16:05
          > sorry ale chyba nigdy nie mialaś do czynienia z osobami 80+. To zwykle nie sa
          > osoby, ktore mozna zostawic całkowicie bez pomocy.

          Ale jej babcia ZYCZY sobie zostawic ja w spokoju.

          > Tak czy siak, zwykle pomocy potrzebują. Babcia autorki zresztą też, jak mozna w
          > yczytać, bo ma fizyczne ograniczenia.

          Babcia autorki nie tylko o ta pomoc nie prosi, ale jej zwyczajnie nie chce. A autorka lamentuje nie wiadomo po co.

          > Inna kwestia, to czy na taką pomoc zasługuje i od kogo.

          Jak czytam autorke, to sie zastanawiam kto ma tu urojenia, babcia czy ona.
    • kanna Re: Babcia. No i co tu zrobić? 29.06.15, 18:15
      Babcia jest samodzielną, zorganizowaną kobieta - co jasno pokazujesz opisując, jak sobie zorganizowała operacje i opiekę po niej.
      Jeśli będzie potrzebować waszej pomocy - zadzwoni.
    • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 14:47
      Historii ciąg dalszy.
      U babci była opiekunka społeczna (załatwiona przez moją mamę, która kazała mi się w ogóle do tego wszystkiego nie dotykać), która powiedziała, że: babcia ma za wysoką emeryturę, żeby należało się jej coś od państwa oraz że obowiązek nad chorym człowiekiem należy do rodziny. Sama opiekunka jej powiedziała, że jak babcia ma wnuczkę w Warszawie, to wnuczka ma OBOWIĄZEK wpaść do babci ze dwa razy w tygodniu. A jak rodzina z obowiązku się nie będzie wywiązywać, to zostanie podana do sądu. Przez opiekę społeczną.

      Bo to jest tak. Babcia nie oczekuje pomocy. Rano. A po południu jej żąda. Wieczorem znów radzi sobie sama, o mnie się nie martwcie i w zależności od humoru jest to sarkazm (ja zdechnę sama, wy wypoczywajcie, pijcie koniaki, chodźcie na imprezy, ja was wychowałam, was utrzymywałam całe życie, wybudowałam wam dom itd.) lub szczerość (ja się dobrze czuję, dam sobie radę, dzwonię po koleżankach i one opiekę mi załatwią. Koleżanki nie odbierają, bo często już nie żyją). Następnego dnia rano kolejny telefon, że ona ŻĄDA natychmiastowego przyjazdu, po to ma rodzinę, żeby rodzina się nią opiekowała. Czujecie ten klimat? Strach od niej odebrać telefon. Strach też nie odebrać, bo to kobieta mająca 85 lat (nie 40, 85 lat, założę się, że wiele waszych babć w ogóle nie dożyło tego wieku, nie mówiąc o dożyciu w zdrowiu fizycznym i psychicznym, nawet ostatnio wątek był o tym, że takim osobom często nie opłaca się wszczepiać endoprotezy). Starsza kobieta, samotna, po operacji. Cholera wie - może ma problemy z oddychaniem, może się przewróciła i to ostatni telefon, który wykonuje?
      A z jej samodzielnością jest tak, że kilka dni temu przez 5 minut (!) jej dyktowałam numer do pomocy lekarskiej, a ona nie była w stanie go zapisać.

      Nie wiem, skąd wyczytanie o moim ojcu, że bił i znęcał się nad moją matką. To chyba jakaś projekcja chorych umysłów. Mój ojciec ma 65 lat, a do tego: zakrzepicę, cukrzycę i zdiagnozowaną depresję. Zdarzają się dni, że nie wstaje z łóżka. Czasem się leczy. Ja nie jestem w stanie go zmusić do chodzenia do psychiatry. W dodatku przecież dostałam fantastyczne rady: nie przejmuj się, olej, sama się lecz. Na pewne tematy (moja babcia) ma dosłownie wyjebane.

      Ukrainka? Ależ tak, babci dałam telefony. Ale babcia uznała, że co najmniej 15 złotych za godzinę to za drogo. Ona chce kogoś za 10 zł za godzinę. Ja jej takiej osoby nie znajdę, zresztą w ogóle nie mam zamiaru szukać. Bo mam się przecież nie denerwować, dwoje dzieci, a jedno na piersi.
      Moja mama oficjalnie w ogóle w tym nie uczestniczy, bo nie może. Bo jest złodziejką, ku..., trucicielką itp.

      Tylko jutro babcia zostaje sama. Rano przychodzi do niej pielęgniarka, żeby zrobić zastrzyk. Pielęgniarka przychodzi z mega fochem, bo to przeciez rola rodziny (tak powiedziała).
      Na rano, czyli na przyjście tej pielęgniarki, ktoś z rodziny ma być u babci. Mój ojciec nie pojedzie. Ma bardzo chorą nogę, spuchła mu wczoraj (zakrzepica, cukrzyca). Moja mama nie pojedzie z wiadomych przyczyn. Mój brat nie pojedzie najprawdopodobniej. A ja jutro wyjeżdżam z Warszawy i mam zamiar mieć to centralnie w dupie, bo nie będę się po raz setny kopać z koniem.

      Tylko teraz co? Mogą nas podać do sądu? Czy mogą nas do czegoś zmusić? I jak?
      Dajcie sobie siana z radami o terapiach. Teraz potrzebuje jednej rady - czy i w jaki sposób sąd nas może zmusić do czegoś w związku z babcią? Babcia ma przyzwoitą emeryturę. Do domu opieki nigdy nie pójdzie. Nie nadaje się do ubezwłasnowolnienia. Jest w stanie jutro zadzwonić do Faktu bądź Super Ekspresu bądź na policję, że ona umiera, a rodzina ma ją w dupie.
      • ruda.anka2 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:01
        Słuchaj dziewczyno nie ma takiego sądu, który Ci powie, że musisz być przy babci podczas zastrzyku przeciwzakrzepowego wykonywanego przez pielęgniarkę! Jak Ci już wspomniałam, te zastrzyki robi się często samemu i ta pielęgniarka do niczego nie jest potrzebna. Przestań histeryzować. Przejmujesz się sytuacją jak typowa "ratująca" z toksycznej rodziny. Póki sobie tego nie uświadomisz, nie będziesz sobie potrafiła rozsądnie poradzić z tą sytuacją.
        Ps. Ukrainka za 15 zł za godzinę??????
        • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:30
          Nie histeryzuję,ale naprawdę - tak trudno to zrozumiec? Starsza pani,po operacji, paranoiczka z atakami psychozy. Jutro zostaje sama. Ja jutro wyjezdzam. Opieka spoleczna umywa ręce. Pielegniarka rowniez chciala ręce umyc. Tak, ukrainki w Warszawie tyle chcą, bo to opieka na kilka godzin, czasem pewnie ze dwie dziennie. Jeśli ktos ma namiar na tansza, to prosze na priv. Masz? No to daj,bede ogromnie wdzieczna.
          • mozambique Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:40
            spokojnie , spokojnie

            naparwde paranoiczka z atakami psychozy ma kilka(nascie) orzeczen od psychiatrów ze jest calkowiicie zdrowa ????

            naparwde cos w tej opowiesci zaczyna sie pruc
            • naplaze Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 17:17
              Przecież taka paranoja, jeśli się jej nie leczy po latach urasta w system tak spójny, że żaden psychiatra podczas godzinnego badania się na niej nie pozna. Jeśli lekarz nie zamknie takiej osoby na miesiąc w zakładzie i nie przeprowadzi wywiadu rodzinnego - to się nie zorientuje, z kim ma do czynienia.
              • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 18:55
                Dzięki, naplaze. Ktoś, kto tego sam nie przeżył, nie spotkał takiej osoby, tego nie zrozumie nigdy. Nigdy. Moja najlepsza przyjaciółka tego nie potrafi zrozumieć i radzi mi "wyłączyć myślenie" przy babci.

                interia360.pl/on-i-ona/artykul/paranoiczne-zaburzenia-osobowosci-a-zycie-rodzinne,63722
                "To poważny problem dla rodziny, ponieważ osoba dotknięta tym zaburzeniem nie widzi potrzeby leczenia, ani nie chce przyjąć do wiadomości, że cokolwiek jej dolega. Do tego za nic nie powie, co czuje, bo boi się, że wszystko co powie zostanie wykorzystane przeciwko niej. Jeśli jest to możliwe trzeba zbudować między sobą a paranoikiem zaufanie, co nie zawsze się udaje, ponieważ prędzej czy później dostrzeże "niezbity" dowód, że ma do czynienia z zakłamanym manipulatorem chcącym jego krzywdy.
                Jedynym wyjściem jest terapia u psychologa z dodatkowym zastosowaniem leków przeciwdepresyjnych lub przeciwpsychotycznych, które i tak jeśli objawy choroby są mniej nasilone nie okazują się skuteczne. Jeśli chory nie zdecyduje się na terapię u specjalisty, rodzinie pozostaje jedynie droga "przez mękę" albo ratowanie się ucieczką."

                Przez całe lata ratowaliśmy się ucieczką. Całe lata. Cała dalsza rodzina uciekła i urwała całkowicie kontakt, bo mogła. My nie mogliśmy uciec całkowicie i na zawsze, bo następowało przez to zaostrzanie choroby. Poza tym to nasz najbliższy członek rodziny. Naprawdę, czytałam tu postulaty o ratowanie psa, który zagryzł na śmierć człowieka! A nagle dbanie o członka rodziny to taki absurd.
                I to jest właśnie najstraszniejsze, że wy widzicie we mnie osobę chorą psychicznie, ja mam iść na terapię (jedynym moim problemem jest babcia, jedynym! Jak nie mam z nią kontaktu, to nie zdarza mi się nawet płakać, nigdy), robicie z mojego ojca potwora. A nasze otoczenie rzeczywiste, dalsi sąsiedzi babci, uważają często inaczej - jesteśmy wredni, bo nie pomagamy słodkiej babuni, która tak kocha dzieci.

                Ja już byłam taka spokojna po ostatnim wypisaniu się tutaj. I tak uwierzyłam, że opiekunka społeczna coś tu pomoże. A tu okazuje się, że opiekunka społeczna i pielęgniarka środowiskowa mają gdzieś, jak to wygląda i grożą skierowaniem sprawy do sądu. Ja wiem, że sąd do niczego nas nie może zmusić. Ja wiem.
                Siłą jej w domu opieki nie umieszczę. Pozbyła się rehabilitantki, którą jej prywatnie załatwiłam. Dziewczyna, która opiekowała się nią przez ostatnie dwa tygodnie, jest tak nią zmęczona, że powiedziała, że nie dałaby psychicznie dłużej rady, że jest totalnie wykończona. Ona też po tych dwóch tygodniach powinna iść na terapię? Pielęgniarki przy lekarzu rodzinnym na dźwięk jej nazwiska każą niemal wypieprzać z ośrodka. Ech...
                • ruda.anka2 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 01.07.15, 06:42
                  Nie czytałam wszystkich wpisów, ale większość i nie trafiłam na żaden sugerujący, że jesteś chora psychicznie. Natomiast na pewno powinnaś skorzystać z wsparcia psychologa, zeby Ci pomógł zobaczyć sprawy bez ideolo pt. "jestem taka wspaniała, że rodziny nie zostawię, choćby mnie żywcem przypalała". Twoje widzenie siebie, Twoja potrzeba widzenia siebie jako przyzwoitego człowieka pcha Cię dalej niż trzeba.
                  Już lament nad zastrzykami jest przesadny. I nad opieką też, jako że - jak sama piszesz- babcia sobie samodzielnie szuka opieki.
                  Bardzo jestem ciekawa jak widzisz "skierowanie sprawy do sądu" konkretnie. Jaka to jest sprawa? Umiesz nazwać "sprawę" nie emocjonalnie a konkretnie? Bo moim zdaniem Ty to widzsz jako sąd nad Tobą jako człowiekiem. Jesteś więźniem własnego dobrego mniemania o sobie.
      • d.o.s.i.a Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:17
        Ty jednak jesteś psychiczna.
      • mary_lu Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:29
        Nie wiem, dlaczego polegasz na fochach jakichś bab, dzwoń do instytucji i pytaj, co babci się należy. Chyba nie zaufasz w 100% opowieściom obcych, niewykształconych osób. Jak nie opiekunka z mopsu, to są jeszcze prywatne agencje opiekunów medycznych.

        Z całą pewnością babci należą się wizyty pielęgniarki z rejonu w celu wykonania zastrzyku albo pobrania krwi na badania, do tego co jakiś czas wizyta domowa lekarza rodzinnego. To niezależne od dochodów. A poza tym, zastrzyki przeciwzakrzepowe może wykonywać sama.

        I nie nakręcaj się, a wszystkie rady co do terapii nie sa czystą złośliwością ani wydumkami. Dwa lata temu umierała mi babcia na demencję, też dama z bardzo ciężkim charakterem, ale szczęśliwie przez większość życia była dość normalna i nie pokiereszowała nikogo psychicznie, więc choć współczuję Ci bardzo, staram się zrozumieć i jakoś wesprzeć, to sposób opisywania przez Ciebie tej sytuacji powala mnie poziomem absurdu, poczucia winy, zapętlenia traum...
        • aurita Re: Babcia. No i co tu zrobić? 02.07.15, 18:37
          i pomoc z Mopsu tez jej sie nalezy tylko, ze odplatna. Mojej mamie wyliczyli kila lat temu prawie 24 zl/godzine....Idz do Mopsu a nie polegasz na zdaniu opekunki. Najlepiej napisz pismo... w takiej sytuacji najlepiej wszystko miec na papierze.
          Prawda jest natomiast, ze jak babci nie styknie pieniedzy to beda kase sciagac z twojego ojca a potem z ciebie i brata
    • rosapulchra-0 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:15
      Odizolować się. Na podstawie własnych doświadczeń ci radzę.
      • prissie-morgan Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.08.15, 13:21
        Tak jak ty?
        • rosapulchra-0 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.08.15, 15:39
          Jakby nie było - 20 lat miałam spokoju. Potem sobie zrobiłam kuku.
    • kanna Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:23
      moja babcia jest w pełni władz umysłowych
      Wszystko załatwia sobie sama. Sama chodziła po lekarzach, sama załatwiła wszystkie papiery do operacji.
      Opiekunkę załatwiła sobie


      A z jej samodzielnością jest tak, że kilka dni temu przez 5 minut (!) jej dyktowałam numer do pomocy lekarskiej, a ona nie była w stanie go zapisać.

      Kobieto, przeczysz sama sobie. To samodzielna, czy nie?

      Albo trolujesz, albo dajesz się wkręcać, aż miło.
      • mozambique Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:41
        chwile wczesniej pisała ze to paranoiczka z psychozą
        tez mi cos waniajet trollem
        • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:51
          A wez. Teraz żałuję,ze jej nie nagralam. I nie mam zdjec z jej mieszkania. Wyobraz sobie to: kilka lat temu posiadala koty. Mnożące się na potęgę. Duże mieszkanie,mnóstwo szmat. Koty srające w te szmaty. Rodzące się w szmatach. Szmat tyle,ze podczas kolejnej proby sprzątnięcia jej mieszkania zapchalam trzy (!) kontenery na szmaty. Kilkadziesiąt worów ciuchów. Okolo 20 wielkich torebek plastikowych z samymi zuzytymi rajstopami. Grzebalam sie w kocich gównach i rzygach,gdy to sprzątałam. Sprzatanie przez kilka dni,bo ja i brat postanowilismy dla spokoju swojego sumienia to zrobic. Poczytaj sobie o takich babciach lub pooglądaj programy o zbieraczach. Moja babcia kolekcjonuje szmaty. Posprzatalismy,bo nawet pogotowie nie mialoby jak do niej przyjechac. Po czym ona po tym zaprasza od lat niewidzianych znajomych,pokazuje na dywan i mowi: no takie mam wnuki,nawet dywanu nie odkurzyli. I wtedy ci znajomi zaczynają do nas dzwonic,ze babcia jest stara, powinnismy jej pomoc. No nawet dywanu nie odkurzymy raz na jakis czas? Jade na cmentarz 1 listopada,a tam co chwile takie gadki. Wobec nas,za naszymi plecami. Ja jestem daleka od tego,co ludzie powoedzą,ale naprawde... No kazdy ma granice cierpliwosci.
          • madami Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.08.15, 12:25
            Jeżeli historia jest prawdziwa to radziłabym jednak dokumentować wyskoki babci, nagrywać jak odrzuca waszą pomoc itp.
      • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:42
        Nie zaprzeczam sobie. Pierwszego posta pisalam,gdy miałam inny osąd po prostu. Zanim jej ten numer dyktowalam, bo ona ze spuchnieta noga nie byla w stanie wezwac lekarza. Ja jutro chcę wyjechac. Oddaję babci klucze do jej mieszkania,bo tego sobie zazyczyla. Chce się odciąc. Pielęgniarka społeczna zażądała obecności rodziny jutro rano. Nikogo nie bedzie,bo kazdy chce sie wymiksowac. Ja rowniez nie pojade. (A tego zdaje sie nikt nie czytac-ja chce miec to w gdzies!). Co moze zrobic pielegniarka? Zlozyc jakis donos? Ja nie wiem,serio. I nie gadajcie o psychicznych osobach,bo psychiczna to jest moja babcia,ktora tę psychozę nakręca. Ja chcę jutro jechac w spokoju na wakacje. Opieka spoleczna pozywa dzieci alkoholikow,zeby te placily na tatusiow,ktorzy nigdy sie dziecmi nie interesowali. Co opieka spoleczna moze zrobic mi? Bo opiekunka srodowiskowa powoedziala babci,ze zgloszą mnie do sądu. I serio,jak ktos napisal. Z powodu psa na lłańcuchu lub psa w samochodzie bylaby tu wrzawa,ze hoho. A jak chodzi o starą,schorowaną i POZORNIE zdrową psychicznie osobę,to ja jestem histeryczką,ze sie martwie. No naprawde. Szkoda,ze moja babcia nie jest jakąś czarną imigrantką.
        • mary_lu Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:45
          Ale osiemdziesięciolatka zdrowa na umyśle miesiąc temu, dzisiaj już taka być nie musi, zwłaszcza jeśli zaliczyła szpital i operację.
        • d.o.s.i.a Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 15:55
          > ego sobie zazyczyla. Chce się odciąc. Pielęgniarka społeczna zażądała obecności
          > rodziny jutro rano.

          To niech sobie zada. Twoja babcia jest osoba w pełni władz umysłowych i może o sobie samostanowic, nie ma demencji, nie jest unieruchomiona ani nieprzytomna. Obecność rodziny nie jest potrzebna do zastrzyku. Babci nie zaniedbujecie, krzywda sie jej nie dzieje wiec nikt cie nie pozwie do sadu wbrew temu co mówi opieka. A jak pozwie to powiesz ze babcia nie zyczyla sobie pomocy.
          Jedz na wakacje, dzwon do babci kontrolnie sprawdzić czy wszystko w porządku, czy pielegniarka byla i tyle. I nic nie zalatwiaj bez pytania.
          Robisz widły z igly.
          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:23
            Mam nadzieję, że robię z igły widły.
            Wiesz, dlatego w ogóle, przez tyle lat utrzymujemy z nią kontakt? Tak naprawdę?
            Bo brak kontaktu oznaczał jej psychozę totalną.
            Moi rodzice wyprowadzili się przez nią z Warszawy. Jak kiedyś całkowicie urwali kontakt, to co wyprawiała...
            Nie została zaproszona na moją komunię. W związku z tym zjawiła się sama i narobiła mi obciachu przed wszystkimi dziećmi. W kościele w ławkach były tylko dzieci, rodziny gdzieś z tyłu. Ona przyjechała, weszła od zakrystii. Ksiądz wygłaszał kazanie. A ona weszła, przyklęknęła przed ołtarzem i centralnie przez środek kościoła szła bardzo wolno, stukając wysokimi obcasami, z pudełkiem z lalką Barbie w ręce. Szła i szukała mnie wzrokiem. I znalazła. I podeszła. I wręczyła prezent. I poszła.

            Inna jej akcja? Pojechała do moich dziadków, mieszkających na wsi, w okresie, gdy jeszcze ci nie nienawidzili jej tak bardzo. Ja tam byłam, ona w odwiedziny przyjechała. Chodziła po domu w koronkowych peniuarach i w pantoflach domowych z futerkiem. To wszystko przywiezione z USA (gdyby ktoś miał wątpliwości, jak coś takiego można było zdobyć w PRL). Opalała się półnago, całymi dniami w ogrodzie. A potem, jak nastąpiło zaognienie stosunków i jej atak psychozy, przyjeżdżała do tej malutkiej miejscowości i chodziła po sąsiadach dziadków z opowieściami, jak to mój dziadek się do niej przystawiał.

            Takiego wroga nie można mieć daleko. Trzeba mieć go blisko, żeby go chociaż trochę kontrolować. Całkowite zerwanie stosunków skutkowało jej totalnymi odpałami. Te, które wymieniłam, to naprawdę nic. Były gorsze.
            Co można z taką zrobić? Zabić? Ja przyznaję, że jej śmierć byłaby wielokrotnie dla nas wybawieniem.

            Jak ją pierwszy raz sąd skierował na badanie psychiatryczne, to nie posiadaliśmy się z radości. I nagle szok, że została uznana za zdrową psychicznie osobę.

            Ja przyznaję, że po prostu się boję. Nie chcę się nią zajmować, chcę żeby ktoś do niej przychodził i robił te zastrzyki (kobieta ma 85 lat, nie zrobi sobie zastrzyku. Nie i już), żebym ja nie musiała o tym myśleć i jej oglądać. Jednocześnie wpojone przez rodziców poczucie przyzwoitości cały czas mi w środku mówi "jeździłaś do dziadka i chorej na Alzheimera babci, a drugiej babci nawet pleców nie umyjesz". Wiem, jestem głupia. Ale kurczę - no naprawdę. Litujecie się nad psami, a to jest stara, psychicznie chora osoba, z urojeniami, w które święcie wierzy. Nienawidzę jej i jest mi jej żal jednocześnie.
            No jak z tą kobietą, która dziecko wyrzuciła przez okno. Gdzie była rodzina, no gdzie? No rodzina się wypięła, nie zauważyła. I co, jak moja babcia umrze sama i zgnije, to mam mieć czyste sumienie? No dajcie spokój, naprawdę.

            Jutro wyjeżdżam. Nie pojadę do niej. Ale boję się, że jak przyjdzie na pielęgniarka, to moja babcia jej powie, że ją okradłam. (bywało, oj bywało). Bo już coś tam mówi między słowami, że jej zginęły cenności. A pielęgniarka będzie miała opinię tylko jej. Wyobrażasz sobie, że w najgorszym okresie finansowym dla moich rodziców (kontrola skarbowa, bardzo długa, próbowano rodzicom udowodnić, ze okradli państwo), moja babcia składała zeznania na ich niekorzyść?

            Nikomu nie życzę kogoś takiego w rodzinie. Nikomu.
            • d.o.s.i.a Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:35
              Jezu co za elaborat. Jesli myslisz, ze chce mi sie to czytac to wybacz, ale szkoda mi czasu.

              Nie interesuja mnie Twoje historie, nie interesuje mnie Twoja psychonaliza, ktora absolutnie nie ma nic wspolnego z operacja biodra Twojej babci. Nie zastanawia Cie to, ze zamiast skupic sie na problemie raczysz wszystkich na forum historia swego zycia, opisujesz jakies historie o tym co Twoj ojciec powiedzial lata temu, co zrobila babcia, jaka jest psychiczna itp. Meczace to.
              • rosapulchra-0 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 01.07.15, 06:52
                Jeśli nie interesuje opisany przez autorkę tego wątku problem, to po co w niego wchodzisz? Żeby pochwalić się swoim brakiem kultury? Oj źle, bardzo źle cię rodzice wychowali. I wcale nie dziwi mnie to, że masz problemy w pracy i jesteś sama jak palec. Specjalistka od wszystkiego i do niczego.
            • d.o.s.i.a Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:42
              Sorry, przeczytalam jednak.

              > Nie została zaproszona na moją komunię. W związku z tym zjawiła się sama i naro
              > biła mi obciachu przed wszystkimi dziećmi. W kościele w ławkach były tylko dzie
              > ci, rodziny gdzieś z tyłu. Ona przyjechała, weszła od zakrystii. Ksiądz wygłasz
              > ał kazanie. A ona weszła, przyklęknęła przed ołtarzem i centralnie przez środek
              > kościoła szła bardzo wolno, stukając wysokimi obcasami, z pudełkiem z lalką Ba
              > rbie w ręce. Szła i szukała mnie wzrokiem. I znalazła. I podeszła. I wręczyła p
              > rezent. I poszła.

              No rzeczywiscie obciach, bo ktos wszedl, przykleknal przed oltarzem I szedl przez kosciol I wreczyl lalke barbi big_grin

              > rzyjechała. Chodziła po domu w koronkowych peniuarach i w pantoflach domowych z
              > futerkiem. To wszystko przywiezione z USA (gdyby ktoś miał wątpliwości, jak co
              > ś takiego można było zdobyć w PRL). Opalała się półnago, całymi dniami w ogrodz
              > ie.

              Nie, no rzeczywiscie straszne, powinna chodzic w worze pokutnym a nie w jakichs fizdrygalkach przywiezionych z samego USA. A zamiast opalac sie powinna kopac ziemniaki.
              big_grin big_grin

              > Takiego wroga nie można mieć daleko.

              No tak. Babcia idaca przez kosciol w stukajacych obcasach I opalacjaca sie w ogrodzie to wrog publiczny numer jeden!

              Nie wiem co powyzsza historia Twojego zycia ma wspolnego z operacja biodra babci, ale jedno jest pewne. Masz powazne problemy psychiczne polegajace na kompletnym nieadekwatnym postrzeganiu rzeczywistosci. Nie wiem, czy lapie sie to pod paranoje, czy juz pod urojenia (czy nawet psychoze), ale na Twoim miejscu szukalabym pomocy. Kogos, kto by Ci wrocil prawidlowe postrzeganie swiata. Bo sorry, ale babcia stukajaca obcasami przez kosciol to nie jest powod aby urzadzac takie histerie I implementowac sobie w glowie takie interpretacje.

              > psami, a to jest stara, psychicznie chora osoba, z urojeniami, w które święcie
              > wierzy.

              Obawiam sie, ze niestety ale piszesz o sobie.
        • kanna Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:18
          Ok, poodychaj i uspokój się.

          Potem przyjmuj jedną, prostą prawdę: NIE MASZ WPŁYWU NA BABCIĘ. Koniec, kropka. nie masz i już. będzie robiła, co będzie chciała.

          Masz wpływ na siebie. Co TY chcesz zrobić w tej sytuacji?
          • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:35
            Masz wpływ na siebie. Co TY chcesz zrobić w tej sytuacji?

            Ja jutro wyjeżdżam. Mąż mnie namawia, żeby już dzisiaj. Zaraz się zacznę pakować. Nie będzie mnie jakieś 2 tygodnie. Chciałabym zadzwonić do niej dwa razy w tygodniu i usłyszeć, że jest w porządku. Czuje się dobrze, ma opiekunkę, która bardzo lubi. I której nie podejrzewa o trucie, złodziejstwo, kurestwo itp. Chcę do niej wpaść raz na miesiąc-dwa na pół godziny, z dziećmi. Niech zobaczy, przywita się i wyjdziemy. I koniec. Nic więcej, nic.
            Chcę, żeby mój ojciec w ogóle nie miał z nią kontaktu.
            Chcę, żeby mój brat miał kontakt taki sam, jak ja. Nawet rzadszy. Telefon raz na dwa tygodnie.
            Nie chcę kontaktu z policją, prokuraturą, mopsem, dpsem czy czymkolwiek tam jeszcze, kiedy to ktoś będzie mi zarzucał, że jestem wredną osobą.
            I za wszelką cenę nie chcę tego:
            www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120711/SLUPSK/120719958 (jak gazeta doszła do zeznań syna mężczyzny? Jak go znaleźli?)
            Lub ostatnio: Sąsiedzi pomogli głodującej kobiecie. Kobieta ma pięcioro dzieci, nikt się nią nie interesuje.
            Lub też niedawno: Starsza pani pozwała swoich czworo dzieci, które w ogóle się nią nie interesują. I śledztwo przez kilka tygodni, a gdzie są dzieci, a gdzie żyją, a gdzie pracują, a ile zarabiają.

            Moja mama miała nawet pomysły, żeby uprzedzić fakty i samemu zgłosić, jak jest. Wczoraj długo rozmawiała z opiekunką społeczną przez telefon, wyjaśniając w czym rzecz. Po czym opiekunka do babci przyszła i powiedziała, że to "rodziny obowiązek zająć się chorym". Noż urwa mać...
            • peggy_su Re: Babcia. No i co tu zrobić? 02.07.15, 17:33
              I znowu - jedno zdanie o sobie, dwadzieścia zdań o babci, ojcu, bracie, opekunce.
              Dziewczyno masz problemy na własne życzenie.
        • ruda.anka2 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 01.07.15, 06:51
          Po co pielęgniarka zażądała obecności rodziny rano? Wiesz? Powiedziała Ci to pielęgniarka czy babcia? Bo jak babcia to powinnaś wiedzieć, że to bajka?
          Obecność przy zastrzyku jest idiotyzmem. Można Ci to powtarzać sto razy, ale Ty i tak swoje wiesz: to zbrodnia! Osądzą Cię i ogłoszą całemu światu, że jesteś zła. Weź, daj spokój.
      • rosapulchra-0 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:28
        Nie trolluje. Mam bardzo podobną babcię na stanie - doskonale wie, co robi, ale potrafi tak aktorzyć, że głowa mała.
        • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 16:40
          Wiem Rosa, że taką masz. Współczuję.
          Moja jest za zdrowa, żeby ją ubezwłasnowolnić. I za chora, żeby zostawić samą.

          Piszę elaboraty, bo muszę to z siebie wyrzucić po raz kolejny. Nie będę tego w sobie dusić. Jak się wypiszę (najlepiej na forum, nie będę męczyć najbliższych), będzie mi lepiej, spojrzę znowu na to trzeźwo. W sumie już spojrzałam i idę się pakować.
          Do niczego nas nie zmuszą, prawda? No bo jak? No jak?
          • kota_marcowa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 17:08
            Jeżeli babcia nie żyje w niedostatku (a sama pisałaś, że emeryturę ma dobrą), nie jest ubezwłasnowolniona, to sąd do niczego was nie zmusi. A już na pewno nie do obecności osobistej przy babci. Jeżeli babcia by głodowała i gniła w łóżku, a emerytury by jej na dps zabrakło, to owszem sąd może zmusić do opieki, ale wcale nie w takiej formie jak babcia by chciała. Czyli np rodzina musi pokryć brakującą różnicę za dps, a nie zajmować się babcią osobiście.
            A już obecność przy zastrzyku, czy obowiązek wpadania rodziny, to wymysł tej pani.

            Także nie histeryzuj i tak, idź na terapię, bo ewidentnie masz problem i nawet forum jak praktycznie nigdy, jest zgodne w tej sprawie.
          • rosapulchra-0 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 30.06.15, 17:21
            Nie zmuszą - tego możesz być pewna.
            Wczoraj byłam w przychodni u GP mojej teściowej. Gdy lekarka mnie zobaczyła, to pierwszą rzeczą, którą mi kazała zrobić, to się zważyć - minus 15 kg w ciągu 4 miesięcy. A ja, głupia, myślałam, że szyba banku, w którym pobierałam kasę z bankomatu jest oszukująca, bo jakoś dziwnie chude nogi mi się w tym odbiciu wydawały. Nawet o tym mężowi powiedziałam big_grin
            Dostałam dwie propozycje: dzienne hospicjum, gdzie będzie sobie tam spędzać kilka godzin dziennie albo pielęgniarki z social service - one będą przychodzić 3-4 razy dziennie i się nią opiekować, czyli podawać leki, myć, dawać jeść itp. Osobiście jestem za pierwszą opcją - to kilka godzin dziennie całkowicie bez niej i jest to czas tylko dla mnie! YUPI!! wink
            • aurita Re: Babcia. No i co tu zrobić? 02.07.15, 18:42
              rosa: ty chyba na glowe upadlas w dniu kiedy sie zgodzilas wziac te babe do siebie... i po co to ci bylo?
              • kozica111 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 02.07.15, 19:09
                Babcia wydaje sie być zdrowsza od ciebie, ino wredna.
                Problem masz ty matkując tatusiowi, braciszkowi i matce, no i oczywiscie dziecku przy piersi wink
                Nie musisz byc pełnoetatowa opiekunka babci ale nie widze problemu by wpaść 2 x w tygodniu z zakupami.Gada, a niech gada, gada to znaczy żyje.I nie, nie jest to tak ze nie wiem jak to jest, mam taka osobę w bliskim otoczeniu, bardzo bliskim, odkąd zrozumiałam ze ona ma problem a nie ja całe napięcie zniknęło na zawsze.To nie dlatego babcia ma nad wami władze bo jest zaburzona /choć jest/ ma władze bo wy jesteście zaburzeni i to mocno.
    • aankaa Re: Babcia. No i co tu zrobić? 22.07.15, 15:54
      a na forum Warszawa piszesz
      gooowniany spam

      aga.andrzejew 22.07.15, 14:41 Odpowiedz
      Domy opieki to zawsze ryzyko, nigdy nie wiadomo jaka jest tam opieka. Może warto zainwestować w osobę, która przychodzi do domu? Moja koleżanka skorzystała z usług firmy GoldCare i jest bardzo zadowolona
    • ophelia78 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.08.15, 20:02
      Przeczytalam cały wątek i zszokowala mnoe jedna rzecz: ty, babcia, tata, brat, ty, babcia, tata, brat, czasem Twoja mama się przewija. A gdzie sa TWOJR DZIECI i TWOJ MAZ? Bo to oni powinni być a dla Ciebie najważniejsi. A nie zeschizowana babcia-manipulatotka.
      Swoja droga, jak się sytuacja rozwinęła? Bo to juz ze 2 miesiace minęły. ...
      • emett105 Re: Babcia. No i co tu zrobić? 28.08.15, 20:40
        Widziałam, że jakiś spamer wyciąga ten wątek, ale przy okazji napiszę, bo sama lubię zakończenia big_grin
        Od dwóch miesięcy prawie nie mam kontaktu z babcią. Wtedy miałam zapaść emocjonalną - byłam zmęczona codzienną opieką nad dziećmi, brakiem kontaktu z ludźmi, problemami finansowymi w domu, chorobą mojej mamy, która była przyćmiona Wielką Chorobą mojej babci. Wygadanie się na forum pomogło mi uporać się ze swoimi uczuciami, nie mieszając do tego moich dzieci. Dzieci atmosfery nawet nie zauważyły - mama po prostu była smutna przez jeden wieczór.

        Razem z bratem, na wyraźne życzenie babci, uprzątnęliśmy jej mieszkanie. Do dzisiaj czujemy tego reperkusje, gdyż nie może nam darować wyrzucenie m.in. starych podartych rajstop i różnych innych śmieci. Wynieśliśmy z jej domu kilkadziesiąt worów wszystkiego, żeby dało się tam poruszać. Ona najpierw dziękowała wylewnie, a potem jak zwykle dostała odpału.
        Teraz czuje się chyba lepiej, bo jej odpały są dosyć częste. Tylko ja nie odbieram od niej telefonów. Zdarza się, że nie myślę o niej bardzo długo, co pewnie też nie jest dobre.
        Z tego co mi wiadomo, to ma już trzecią albo czwartą opiekunkę. Dziewczyny rezygnują po dwóch-trzech tygodniach, bo nie mogą dłużej z nią wytrzymać. Od pierwszej z nich, którą osobiście poznałam, wiem, że babcia mówi o nas takie rzeczy... Straszne rzeczy. Obcym ludziom. Naprawdę potworne rzeczy.

        Na przyszłość niestety wiem, że nie zrozumie tego nikt, kto nie miał z takim przypadkiem do czynienia.
        I to tyle.
Pełna wersja